Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Roześmiałem się donośnie gdy ogień objął klingoński krążownik. Ta osobowość chyba przejmowała nade mną kontrolę...- Niech zapłacą za wszystko... - powiedziałem i zbliżyłem się do konsoli taktycznej przejmując obsługę części phaserów. Tego mi było trzeba...
Defianty znów otworzyły ogień z wyrzutni. Wspólna salwa zniszczyła jednego Galora, ale dwa pozostałe weszły Raiderowi na ogon. Zrezygnowały z nieefektywnych torped i zaczęły ostzreliwywać go z dezruptorów. Jeden ze strzałów przebił osłony i trafił w mostek. Okręt zaczął bezwładnie dryfować.- Cholera! - zaklął taktyczny. - Mamy B'Rela na ogonie.
- Daj mi to! - krzyknąłem niemalże na kierującego uzbrojeniem. Co jak co, ale z phaserów strzelałem naprawdę nieźle. Rozejrzałem się błyskawicznie w sytuacji i warknąłem: - Ślizg na bok na 1,5 sekundy... starczy bym go trafił!
Sternik wykonał rozkaz i Defiant zwolnil. Niestety B'Rel nie wyprzedził go, tylko zzwadził lewym skrzydem. Szarpnęło całym okrętem. Niektórzy załoganci upadli.- Uszkodzenia prawej gondoli warp!Na ekranie widać było koziołkującego B'Rela z urwanym lewym skrzydłem. W tle Galory rozprawiły się z Raiderem i zaczęły ściagać kolejnego.
Nienawidziłem nie mieć na nic wpływu. Gdy tylko B'Rel znalazł się wpozycji w której mogłęm do niego strzelać odpaliłem jedną serię i krzyknąłem na Moon: - Nigdy nie zostawiaj żywego Klingona....
Seria z dział trafiła w uszkodzone skrzydło. B'Rel zamienił się w ogromny fajerwerk. Sternik zawrócił w kierunku Galorów ścigających Raidera. Drugi Raider pojedynkował się z ostatnim B'Relem. Drugi Defiant zniszcył bezbronny transportowiec. To obudziło kapitanów innych transportowców. Prawie jednocześnie weszli w warp, rozchodząc się w różne strony.
- Chociaż nikt już nie będzie zasłaniał nam naszych... kaczek... - powiedziałem trzymając dłoń na przycisku kierowania ogniem. W mojej głowie kiełkowała myśl. Jeżeli jestem gdzieś tu, w jakiejś chorej wojnie... to co się stało z resztą i gdzie są ONI?
Widząc waszą przewagę liczebną okręty Sojuszu szybko wskoczyły w warp. Każdy podążył w innym kierunku, ochraniając po jednym transportowcu.
Gdfy ostatni okręt znikł, żegnany przez rozbłysk silników zdjąłem ręce z pulpitu i odwróciłem się patrząc na mostek. Defiant... byłem na takim do tej pory tylko raz, a i takwidziałem wyraźnie zmiany jaki poczyniono w projekcie... i w obsadzie... spojrzałem na Moon i prawie gwizdnąłem... bitewna zawierucha dodawała jej jeszcze więcej uroku. Szkoda, że nie ubierała się tak w mojej rzeczywistości... w sumie nawet nie wiedziałem co powiedzieć... gra dla mnie się skończyła z końcem bitwy i teraz nie znając realiów czułem się straszliwie odsłonięty i bezbronny. Jednak co będzie to będzie.... trzeba grać dalej, i roześmiałem się donośnie....
- Status napędu? - zapytała.- Warpowe nadal nie działają.- Cholera. Niech Grań nas weźmie na hol i do bazy. Przekażcie Szczytowi i Gromowi by dogonili jeden z transportowców, najlepiej z tym B'Relem i rozwalili go. - wreszcie uśmiechnęłą się. - To nauczy tych bydlaków ostrożności. Armin, chodź ze mną. - ruszyła w kierunku wyjścia z mostka.
Nie wiedząc co mnie czeka ruszyłem na spotkanie z przeznaczeniem... jak tylko przyszło mi to stwierdzenie do głowy roześmiałem się wduchu. Wzruszyłem odrobinę drwiąco ramionami i skierowałem się za Moon... nie pozbawiając się tej odrobiny niepewności, która sprawiała iż każdy mięsień był gotów do działania... lub blokowania niespodziewanych ciosów...
Moon szła szybko i schowała się za rogiem. Gdy go minąłeś zobaczyłeś skierowany w twoją stronę fazer.- Kim do cholery jesteś? - zapytała krótko.
- Jack "Arrim" Armin, IV korpus Marines, dowódca USS Taurus... do usług.... - powiedziałem z rozbrajającym uśmiechem, po czym dodałem - Ładnie wyglądasz gdy się złościsz...
- My nie mamy Marines. USS Taurus? - zamyśliła się. - Jesteś stamtąd prawda?
