Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Cisza była straszna. Nic się nie ruszało, ale wiedziałeś że gdzieś ONI są. Tylko dlaczego czekają? Jeden porządnie skoordynowany atak i wszyscy nieżylibyście. W ciągu 30 minut nie dobiegł do was żaden odgłos.Potem był zgrzyt ręcznie otwieranych drzwi to turbowindy i cieńki głos kadetki:- Czy jest tu ktoś?
Zaswieciliśmy latarkami w tamtą stronę... może po raz kolejny ktoś jęknie "już po was" i rozpęta się piekło. Ch'Rak ostrożnie ruszył w tamtą stronę. Scorpius osłaniał go gotowy do strzału....
W otwartych drzwiach zobaczyliście błysk latarki, potem kolejnych. Jakaś postac dopłynęła do drzwi i zaświeciła ci w prosto twarz.- Przepraszam kapitanie. - znów odezwał się cińki głosik. - Czy ktoś jeszcze przeżył?
- Na tym poziomie... - powiedziałem ostrożnie, oświetlając nadchodzących - ...wydaje mi się, że natknęliśmy się na jakiś rannych, ale czynnych... sam nie wiem. Maszynownia była dobrze umocniona, więc może tam się schronili... dobra, ale może najpierw się przedstawisz i przestaniesz mi świecić tym diabelskim światłem w oczy....
- Kadetka Handson, inżynier z maszynowni, zmiana beta. Ale... - znowu zaświciła ci w oczy. - ...przecież był pan na tym promie...
- Na jakim promie do cholery! O co znowu chodzi! - krzyknąłem powoli tracąc nad sobą kontrolę - Przez ponad godzinę broniłem się w magazynie trylitu a później z moją małą grupą ruszyliśmy do maszynowni i na niższe poziomy zanim padło zasilanie!
- Sama widziałem nagranie. Piraci wzięli pana i kilku innych załogantów jako zakładników i zagrozili, że jak nie pozwolimy im odlecieć to zabiją pana.
To bardzo ciekawe... bo JA jestem TU! Możesz mnie jakoś połączyć z resztą grupy!? Niech rozpylą ich w kosmosie na kwarki.... albo pochwycą wiązką i szybko przechwycą do więzienia bardziej bezpiecznego niż okręt klasy Miranda....
- Łączność zinnymi statkami mamy tylko mostka. - opowiedział ksdetka. - Możemy tam popłynąć, bo turbowindy nie działają.
- Pie**** ostrożność. Grupa... za mną... na mostek. - Wydałem rozkazy i powoli ruszyliśmy w stronę mostka. Powoli sunęliśmy przez oświetlone mdłym światłem latarek korytarze. Miałem wielką nadzieję, że to się skończy. Nie ma to jak zdefasonować swój pierwszy okręt w typowej walce piechoty. Jeżeli wróci kapitan to będzie zawiedziona. Roześmiałem się w duchu mimowolnie. Ciekawe jakby sobie ona poradziła.... ale teraz były inne sprawy na głowie. Mostek....
Przdzieranie się przez kanały Jefriesa w stanie nieważkości było trudnym zadaniem. Po ponad godzinie dostałeś się na mostek. Oświtlenie nadal nie działało, ale większość konsol tak.- Kapitan? - zapytał głupio jeden z kadetów. Widocznie powstałeś z martwych...
Wypełzłem jak gdyby nigdy nic z kanału mówiąc jednocześnie (cedząc przez zaciśnięte zęby każde słowo): - Pogłoski o mojej śmierci były cokolwiek przesadzone... Podniosłem się na nogi i otrzepałem się w locie kierując się jednocześnie w stronę pulpitu. Wywołałem szefa eskorty i zacząłemtransmisję: Tu Arrim Armin, kapitan USS Taurus, kod alfa bravo 123.47 do dowódcy sił Federacji.... nie cieszcie się chłopcy wciąż żyję... jestem na własnym mostku, osobiście, wszelkie pogłoski o mym porwaniu lub śmierci były odrobinę przedwczesne. Zyję i mam się dobrze... jeżeli bylibyście tak dobrzy to... zajmijcie się tymi.... - tu zawiesiłem głos na chwilę przełykając przekleństwo- ...i pokażcie że nie igra się z Flotą....
Dowódca Lutzowa był trochę zdziwony tym, że żyjesz.- Proszę się nie martwić. Nasi klingońscy sojusznicy ścigają w ukryciu piratów. Może doprowadzą ich do jakieś kryjowki. I dlaczego pan lata? Wysiadła wam grawitacja?
Taaa... na pożegnanie wysadzili nam grawitację i oświetlenie na większości pokładów. Właściwie jedyne miejsce gdzie działa cokolwiek to mostek, ale założę się, że nasz inżynier coś na to poradzi... a Klingonom muszę życzyć szczęścia... jeżeli nasz przeciwnik ma więcej... niemiłych niespodzianek...
