Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Dobra... to trzymajcie się.... idziemy w waszą stronę.... po drodze sprawdzimy jeszcze czy wszystko w porządku... - rozłączyłem się i wskazałem marinesom szyk... kiwnęli z uznaniem głową... a ja znów czułem się jak w starej dobrej armii..... powoli, ostrożnie ruszyliśmy naprzód uważając wciąż na każdy ruch...
Dotarliście do górnego wejścia do maszynowni. Drzwi były zaspawane, a przed nimi leżało pełno kawałków metalu. Widać było, że tutaj piraci nie próbowali sforsować barykady.Penetrowaliście nadal pokład. Był praktycznie niezniszczony, nie licząc miejsca z bombami w ciałach martwych piratów. Większość wejść do kanałów również była zablokowana. Natkneliście się na jedno, z którego wystawała ręka jakiegoś kadeta. Pobliskie drzwi od turbowindy były lekko otwarte, jak gdyby coś blokowało fotokomórkę.
- Przywarłem jak najbliżej ściany i dałem znać pozostałym żeby się zatrzymali. Ostrożnie zacząłem zbliżać się do wejścia. W połowie drogi przyjrzałem się dokładniej drzwiom i machnąłem ręką na jednego z marines aby się zbliżył. Gdy dotarł obok mnie ściszonym głosem powiedziałem swój plan. - Sprawdzamy czy wszystko OK i nie ma żadnego ładunku... jak będzie w normie ruszamy naprzód... i sprawdzamy resztę...
Martwym kadetem okazał się Volkan. Widziałeś tylko głowę i kawałek tułowia. Nie mogłeś jednoznacznie ocenić czy ktos przy nim nie majstrował. Jednak zauważyłeś pod jego placemi dużą kałużę krwi.Usłyszałeś też, że z turbowindy wydobywa się cichy syk.
Miałem jeszcze instynkt samozachowawczy...a on z reguły nakazywał uciekać przed nieznanym... grupie kazałem się powoli cofnąć a z marines ruszyliśmy po chwili za nimi... coś mi tu nie pasowało...
Cofneliście sie na kilkanaście metrów i wtedy jeden z Marines powiadomil was o wykryciu 5 form życia. Nie zdążyłeś zareagować, gdy za rogu z turbowindą wyszło 3 Marines. Drzwi od turbowindy otworzyły się i... ujrzałeś ciało Klingona z bat'lethem wbitym w jego głowę.- Porucznik Anderson?
Zacząłem zastanawiać się o co do jasnej cholery chodzi? 5 form życia? Martwy klingon z batlethem w głowie? 3 marines? Rozkazałem dać ognia szeroką wiązką ustawioną na ogłuszanie w turbowindę a następnie wskazałem 2 marines by sprawdzili wnętrze... powoli denerwowały mnie te przeciągające się dożynki...
Zaskoczeni Marines przywarli do ścian.- Co do cholery? - wściekł się jeden. - Szkoda, że nie strzelaliście chwilkę później to trafilibyście w tą dwójkę co uratowaliśmy. Na tym pokładzie nikogo oprócz nas nie ma.
- Szkoda? Szkoda? Może raczej nie... nigdy nie zawadzi odrobina ostrożności. Po tym co zobaczyłem przy magazynie trylitu uwierzę we wszystko. Dobra... więc jak jesteście pewni, że nie ma tu nikogo... to gdzie są pozostali piraci?
- Niżej. My poszliśmy po posiłki. Może nam pomorzecie? Zabarykadowali sie na 17 i nie możemy ich atakować bo nas wystrzelają jak kaczki.Nagle odezwał się twój komunikator:- Tu Sverrirrsson. Łączność naprawiona. Teleport został odbity. Piraci są tylko na 17 pokładzie. Co u was kapitanie?
- U nas w normie... straty po obu stronach porównywalne. Mamy ze sobą kilku rannych, jakbyście mogli to prześlijcie ich do laboratorium.... planujemy pobawić się z naszymi intruzami na siedemnastym... - zakończyłem wskazując będącym przy mnie drogę - Hej ty... - krzyknąłem jeszcze do dowódcy Marines -...jakby co mam granatnik, lepsze to niż nasze karabiny, a może pomóc. - po tych słowach przeładowałem go donośnie jednym ruchem i ruszyłem w stronę 17tki w drodze już łącząc się ponownie z mostkiem - A tak poza tym... to co u was Sverrir?
- Nic szczególnego. Ale fajnie być dowódcą na okręcie, chociaż wolałbym nim nie być, niż dowodzić w czasie walk na okręcie.Tymczasem w hangarze na 17 pokładzie Jem'Hadar wbił ostrze swego kar'takina w szyję ostatnie kadeta w pomieszczeniu. Ten zacharczał i zwalił się na ziemię.- Czwarty Tar'Kitak do Pierwszego. Hangar zdobyty.- Doskonale. - odpowiedział Pierwszy i popatrzył na stojącego obok Kardazjanina. - Wyłączcie ich!- Tak jest! - rzekł Kardazjanin i zaczął majstrować przy rezerwowym kontrolerze sztucznej grawitacji. - Edeki włączj! - z panelu wyskoczył snop iskier. Na kilku innych pokładach również z różnych konsol posypały się iskry. Jedną z nich była tak, przy której majstrowali Jem'Hadar przed walką z oddziałem Moon.Na pokładzie 17 słychać było odgłosy wymiany ognia. Zamierzałeś skierować się w rejon walk, gdy nagle na całym pokładzie zgasło światło.- Co do k... - zaklął porucznik Anderson.Nie dość, że nie było światła, to nagle poczułeś, że unosisz się w powietrzu. Sztuczna grawitacja przestała działać!W dali usłyszałeś krzyki i jęki mordowanych Marines. W ciemnościach to Jem'Hadar mieli przewagę.
Na szczęście federacyjne karabiny miały zamontowanąlatarkę. Szybko więc wydałem komendę: - Światło! Jeżeli zobaczycie wroga, strzelać bez ostrzeżenia!
Strzały umilkły. Zapadła taka cisza, że usłyszałeś bicie swego serca. Nawigacja w zerowej grawitacji była bardzo utrudniona, a refleksy rzucane przez światła latarek sprawiały upiorne wrażenie.- Zginiecie tchórze. - usłyszałeś głos za rogu.
Wsłuchałem się we własne tętno..... uspokoiłem. Zerowa nawigacja pozwalała na odrobinę więcej innowacji w walce. Pokład poza nami był pusty... głos z pewnością nie należał do człowieka....- Grupa pod sufit! - krzyknąłem, po czym wystrzeliłem z granatnika ustawionego na zdalne odpalanie w ten sposób aby granat odbił się od ściany i eksplodował dopiero za rogiem..... chwyciłem mocniej broń trzymając palec na przycisku detonacji....
