Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Tymczasem na mostkuMoon połączyła się z kapitanem:- Są zablokowani. Ale opanowali jeden z teleporterów.Okrętem wstrząsnęła eksplozja.- Turbowindy nie działają.- Łączność również.Operacyjny odszedł od stanowiska i zaczął coś sprawdzać na ściennym panelu. Jego miejsce zajął jakiś kadet.- Nie wem co się... - zaczął meldować operacyjny, gdy nagle na konsoli od której wcześniej odszedł pojawił się granat. Eksplozja rozsadziła całą konsolę, większość energii kierując w twarz kadeta. Nie miał szans. Padł z popaloną twarzą.
- Mostek.... wzywam was... - powtarzałem te słowa niczym mantrę i tak kierując większość uwagi na drzwi... zawsze też mogła istnieć ewentualność, że mostek padł. Pozostaje pytanie dlaczego jeszcze nie ma tu większej ilości sił z pozostałych okrętów eskorty.... czy to aby nie jest wszystko ukartowane? Coraz bardziej przypomina to dramatyczny i koszmarny sen... dobrze, że Moon została na mostku... poradzi sobie choćby miała zabić każdego wroga własnymi rękami... w końcu co nieco wiem o niej... i jej rodzicach... Zacisnąłem dłonie na broni... chociaż tego fragmentu im nie oddam...Moon szybko znalazła się przy kadecie....- Dajcie tu szybko jakiegoś medyka! - krzyczała do zebranych.- Nie mamy kontaktu z resztą okrętu.... nikt nie dotrze.... - krzyczał Ch'Rak - Podobnie jak z maszynownią, w ogóle nie wiemy czy Denevue żyje....- Ja pomogę... - powiedział głośno Sverrirson - Mam troszkę w tym doświadczenia.Pierwsza wstała i rozejrzała się po sali....- Niech ktoś się zajmie Marie - wydała rozkaz patrząc na znajdującą się w głębokim szoku kadetkę. - Scorpius, stan broni!- Mamy 7 phaserów i dwa karabiny....- Ktoś wie skąd wzięło się to paskudztwo....- Transportery! - wycharczał niemalże Ch"rak- Dobra, jakieś pomysły?- Możnaby spróbować dobrać się do matrycy transportera z naszego pulpitu i deformować każdy sygnał jaki wyślą... - zaproponował opatrujący właśnie prowizorycznie kadeta Sverrir- Jak skończysz zrób to....- Dobra - powiedział naukowy podając kadetowi coś na uś[pienie i podbiegł dio pulpitu... szybko zabrał się za modyfikacje...- Ch'Rak... weź resztę kadetów - rzekła Moon wskazując na Thomsona, Terrego i Charka - trzymajcie broń w pogotowiu i obstawcie wejścia.... w razie gdyby coś znów nam wysłali krzyczcie...- Marie.... - powiedziała zbliżając się do nieprzytomnej sterniczki - Marie!Krzyk przywrócił jej świadomość....- Dosyć tego! Bierz się do roboty... idź do Sverrira i pomóż mu! To nie pora na płacz i utratę przytomności... to wojna....Udało jej się złamać tą psychiczną zaporę i wciąż płącząc kadetka podeszła do pulpitu naukowego....
Ranny zaczął charczeć. Widocznie odłamki przebiły mu płuca, które szybko zapełniały sie krwią. Po chwili gwałtownie wypuścił powietrze i znieruchomiał.- Nie mogę dostać się do teleporterów, ale wytworzyłem pole blokujące wokół mostka! - krzyknął Sverrir.- Co robią ci idioci? Czemu nam nie pomagają?Jakby w odpowiedzi na mostku zmaterializowało się 6 Marines, którzy wymierzyli broń w kadetów.- Kto do cholery tu dowodzi? - zapytał ich dowódca, szpakowany porucznik.
- Pod nieobecność kapitana ja.... - powiedziała Moon i podeszła do żołnierza... - Nasz kapitan w tej chwili zajmuje sie odbijaniem chyba dolnych pokładów... ale nie wiem co się z nim dzieje.... straciliśmy łączność...
- To co tak stoicie? - ryknął porucznik na podwładnych. - Do roboty!Komandosi potulnie zaczęli wyładowywać sprzęt.- To inhibitor transportu. Wiemy, że zdobyli jeden z teleporterów. A to nasza łączność. - porucznik włączył małego padda i zaczął wywoływać Lutzowa. Jednak jego głos zagłuszył krzyk sterniczki:- Nie!Wszyscy się odwrócili i popatrzyli na ekran.- Przcież tam są nasi komandosi i nic nie mówili... - próbował powiedzić porucznik.Uszkodzony raider włączył silniki impulsowe i z pełną prędkością uderzył w uszkodzonego Melville'a. Oba okręty na chwilę złączyły się w jeden, po chwili zamieniając się w kulę ognia.
Marie podniosła się po czym padła na pokład zalewając się łzami.... - No super, teraz zupełnie się rozkleiła - pomyślała Moon, zanim poprosiła Thomsona by pomógł wstać sterniczce i zaprowadził ją na fotel. - Thomson.... zaprowadź ją na fotel. Weź też z apteczki coś na uspokojenie i podaj jej jak najszybciej... więcej takiego opanowania nie zniosę.... Tak więc nie mamy Melvilla? Żadna strata... i tak kalkulowaliście, że padnie pod ostrzałem więc problemu nie ma. Wygląda też na to, że część ich się uratowała powiedziała wskazując na sygnał transportu z Lutzowa.... chyba, że to od waszego sprzętu. Wyciągajcie te inhibitory i do roboty. Po tych słowach podeszła do broni i chwyciła dwa phasery....- Robię się nerwowa... i zła... tym gorzej dla piratów. Thomson, bierz phaser i za mną... Scorpius, jesteś w tym dobry, chwytaj za karabin. Ch'Rak? Ty i pozostali macie resztę broni... pilnujcie mostka i chrońcie naszą... dziewczynkę.... - zakończyła z wyraźnym niesmakiem....- Idziecie? - zadała pytanie stojącym jak zamurowani marines...
Turbowiba oczywiście nie działała.Musieliście skorzystać z kanałów. Czołgaliście się pare minut nim dostaliście się na pokład 2. Przywitał was kolejny komandos.- Pokłądy do 7 są wolne. Piraci schodzą niżej. Mamy wielu zabitych i rannych. Kto do cholery ich wynajął? Są nawet szturmowcy Jem'Hadar...
Moon przepchnęła się do przodu mówiąc:- Są jakieś wiadomości o kapitanie? - niestety zdziwiona mina nie sugerowała nic dobrego więc szybko dodała: - W takim razie lepiej go znaleźć zanim zniszczy okręt. Znając was lądowców to wolicie zrównać coś z ziemią niż to poddać. W związku z tym lepiej kierować się na największe wybuchy w miejscach zupełnie do tego nie nadających się.... A kto ich wynajął? Nie martwcię się.... założę się, że uda się z kogoś to wyciągnąć. - zakończyła zaciskając dłoń w pięść....
- Mieliśmy 2 jeńców, ale oni nagle umierali chwilę po pojmaniu. A na łapaniu ich straciłem 8 ludzi. Nie będę tego robił więcej tylko ubiję gady!Porucznik uruchomił swój dziwny komunikator i nawiązał połączenie z 6 oddziałem walczącym na pokładzie 8.- Co się tam dzieje? - zapytał.- Jak na wojnie. Połowa mego oddziału już uchechtana. Piraci powoli sie wycofują coraz niżej, ale maszynowni nie dostana. Mamy tam 30 ludzi.
- Dolne pokłady? - zastanawiała się Knudsen... chyba tam miał dotzrzeć kapitan gdy przemieszczał się z grupą kadetów.... - No i czy nie moglibyście po prostu ich wszystkich wysłać w diabły transporterami????
- Lutzow już próbował. Nie mogli nikogo przenieść z piratów, więc odbierają tylko naszych rannych. Oni mają osobiste inhibitory transportu.
- Ciekawe tylko kto ich wyposażył.... - powiedziała Knudsen- Na moje to pachnie grubszym szwindlem - zgodził się Scorpius mocniej chwytając broń- Dobra, gotowi czy nie poszukajmy kapitana zanim nie rozwali nam tej łajby... - zakończyła pierwsza...
Z powodu awarii turbowind musieliście powoli schodzić kanałami Jefriesa. Czasami niktóre z nich były zablokowane i trzeba było przechodzic do innych. Te krótkie wycieczki po coraz niższych pokładach uświadomiły grupie, że naprawdę nie sa to zwylki piraci. Ciał oficerów GF była ponad 2 razy więcej niz piratów. Co gorsza wiekszośc zabitych oficerów było Marines, którzy przecież przez lata szkolili się do walki na okrętach. Doszliście do pokładu 9 gdzie trwały walki.
Moon z zadziwiającą wprawą wyszłą z tunelu i ustawiła się bokiem osłaniając prawą stronę korytarza. Scorpius położył się po lewej stronie dając innym czas do wyjścia. Słowa nie były potrzebne. Byli na terytorium wroga... a polowanie właśnie się zaczynało. Ch'Rak kończył pochód.- Dokoąd teraz? - spytała pierwsza jednego z Marines. On w odpowiedzi wzruszył ramionami. Na to wskazała prawą stronę. Ostrożnie zaczęli przemieszczać się w tym kierunku. Taktyczny z operacyjnym osłaniali tyły....
