Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Najpierw pomogłem wydostać się kadetom a następnie sam podskoczyłem wspierając się na rękach i wydostałem na ten poziom. Doświadczenie zawsze się przydaje. Wydałem rozkazy.... ja idę na szpicy, reszta mnie osłania, potem zmiana. Na każdym skrzyżowaniu korytarzy najpierw dwóch skok reszta osłania. Widziałem w tych młodych marynarzach niezły potencjał gdyż stworzyliśmy niezłą grupkę wzajemnie się wspierającą.... powoli przemieszczaliśmy się w stronę walczących oddziałów, a ja cały czas próbowałem wywołać Moon....
Komunikacja nadal nie działała, a wy wciąz zbliżaliście sie do centrum bitwy. Zaczęliście zauważać nie tylko martwych członków GF, ale i piratów. Ci nie wygladali na normalnych. Byli doskonale wyposażeni i jednolicie umundurowani. Jeden z nich miał nawet granatnik.
Musieli być nieźli jeżeli byli w stanie w trakcie walki, podczas ostrzału własnego okrętu i następnie w czasie ucieczki chwycić jeszcze za broń jakby przeczuwając, że zostaną transportowani. Pachniało mi to niezłym szwindlem. Mijając piratów zabieraliśmy im broń. To znaczy ja zabierałem, niestety większość kadetów poza Gronostayem nie umiała posługiwać się niczym cięższym niż karabin. Chwyciłem mocniej granatnik i ruszyliśmy dalej na linie walki...
Wychylełeś się za kolejnego rogu. Zobaczyłeś 3 oficerów ochrony strzelających w koniec korytarza. Juz miałeś do nich podejść gdy obok nich zmaterializował sie mały przedmiot. Po chwili eksplozja oślepiła cię.
....gdy was oślepią nie przejmujcie się... upadnijcie na jedno kolano zachowując pozycję i strzelajcie w miejsce skąd dochodzą strzały... pamiętajcie, że w korytarzach łatwo usłyszeć wroga... ustawcie broń pod odpowiednim kątem... jeśli jest to granatnik macie ułatwioną sprawę, spokojnym łukiem, ponad własnymi liniami.... zabijcie ich... zabijcie - w mej głowie ponownie zabłysły wspomnienia z okresu drugiego szkolenia. Wszyscy, weterani, którzy byli jeszcze w stanie psychicznie wytrzymać obciążenia walki zdobywali kolejne stopnie i byli wysyłani jako rdzeń oddziałów szturmowych. Tak było i ze mną. Słowa kapitana Daenikenssena wciąż brzmiały mi w uszach. Był świetnym instruktorem i jeszcze lepszym dowódcą... szkoda, że zginął w bitwie o asteroidę BX 1987a... zacisnąłem dłonie na swojej broni by jej nie wypuścić i upadłem na kolana nie zważając na ból. Przyłożyłem broń do policzka i spokojnie odczekałemaż celownik automatycznie dostosuje się do kąta pod którym trzymałem granatnik. Zameldował, że przestrzeń przede mną jest czysta, wtedy wydałem rozkaz: - Na moją komendę ognia.... gdy już się wstrzelam w cel ruszamy do ataku.... i miałem nadzieję, że te białe plamki znikną mi już sprzed oczu....
W końcu korytarza pojawił sie jeden pirat, spojrzał na trupy oficerów i cos zameldował. Po chwili podszedł do jednych z drzwi i zamocował coś przy nich. Po tym zaczął uciekać.
...w końcu widziałem..... spojrzałem w stronę pirata i zogniskowałem wzrok. Ładunek! Jasna cholera ładunek.... Odwróciłem się i zgarniając ze sobą kadetów wskoczyłem za róg padając na ziemię......
Pirat ukrył się za rogiem. Potem eksplozja targnęła pokładem. W miejscu drzwi widniała ogromna dziura. Pirat podbiegł do dziury.- Obiekt otworzony. - zameldował do komunikatora.
Usłyszałem jego słowa. Nie było czasu... wyskoczyłem zza rogu i bez słowa podniosłem karabin fazowy i strzeliłem do niego. Strzał był celny... wiedziałem, że musi zginąć.....
Pirat padł bez życia, a jego komunikator odpowiedział:- Przyjąłem. Drużyna delta zaraz przybędzie.Szybko pomyślałeś co znajduje się w tym pomieszczeniu i aż zadrżałeś. To był drugi magazyn deuteru!
Czyżby to miał być nasz ostatni posterunek? - pomyślałem przez moment smutno, ale już po chwili mą twarz wykrzywił straszliwy uśmiech. Odwróciłem się do kadetów i kazałem im jak najszybciej dostać się na mostek i poinformować pierwszą i inne okręty co jest celem piratów. Najlepiej by było gdyby w jakiś sposób, albo pozbyli się zawartości magazynów albo pozostałych piratów - wysyłając ich transporterami w próżnię. Sam podniosłem z ziemi komunikator piratów oraz dwa karabiny, a granatnik zarzuciłem na plecy. Wszedłem do magazynu, szybko ustawiłem kilka skrzyń tak, aby zablokowały wyjście, a sam schowałem się we wnętrzu magazynu. Jeśli będą chcieli się tu dostać, będą musieli strzelać... a deuter... nie lubi ognia walki. Będą więc mieli dylemat..... albo zginą od wybuchu.... albo uciekną.... karabinu ułożyłem pod ręką, a granatnikiem mierzyłem w wąską szczelinę jaka została z otworu po drzwiach....
Po dwóch minutach pojawili się. Pięciu. Porozumiewali się niskim, znanym ci doskonale jężykiem. To byli szturmowcy Dominium!
....wiedziałem... byli zbyt dobrzy jak na zwykłych piratów, ale to i tak pewnie jakaś zbuntowana grupka. Dobrze znać swojego wroga. Schowałem się głębiej w cień i pomyślałem czy nie wysłac im niespodzianki do korytarza. Dobrze by było. Ustawiłem 1 sekundowe opóźnienie i posłałem granat w skraj korytarza, tak aby ewentualny wybuch nie zaszkodził deuterowi, a przy okazji zamienił barykadę w solidną masę trudnej do przejścia poskręcanej stali.... z Dominium się nie rozmawia... ich się zabija... słowa zostawmy dla Kardaz....
- Gra... - reszta zginęła w eksplozji.Usłyszałeś okrzyk bólu. Więc kogoś dorwałeś.- Takar'kitak ranny. Ktoś jest w magazynie! - słyszałeś meldunki.- Wycofać się.Po chwili wszystko ucichło.-
