Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Kragh syn Morga
Konsola operacyjna może wygladała na nowa, ale wiadomości przekazywała te same. Czujniki zewnętrzne i wewnetrzne, teleportery, gwiezdna kartografia i podobne. Wszystko oprócz stanu broni i osłon mozna było zobaczyc.Kiedy podszedłeś to młody oficer przegladał mapę okolic. Właściwie to były dwie mapy, pierwsza, starsza pokazywała Konsorcjum, druga, obecna jej żałosne resztki i Imperium, które brutalnie zagarneło teren. Jak wynikało z mapy z 26 systemów Konsorcjum niezależne były tylko 4. Do tego notatki wskazywały, ze flota inwazyjna zajmie kolejne dwa układy za najwyżej 2 tygodnie.
Tak okręt został ulepszony, ale mimo wszystko nie mógł równać się z technologią Borg. Oczywiście był ku temu bardzo prosty powód, Borg brał to co najlepsze. Jednak okręt w starciu z mniejszymi jednostkami, wyszedłby zwycięsko, w większej liczbie miałyby szansę nawet przeciwko Sześcianowi. Chciałem dostać się do jakiegoś stanowiska, któregokolwiek i spróbować swoich sił. Mógłby trochę pomóc jednostce, byłby dobrym oficerem ... ciekawe jednak, co ojciec planował dla mnie ... musiałem się jeszcze o tym przekonać i to napełniało mnie niepewnością.
Przypatrywałeś się konsoli, gdy z gabineciku wyszedł Morg, sypiąc przekleństwami.- Niech wszystkie diabły Gre'Tor porwą tą cholerną Grilkę! - warknął. - Zerwała sojusz z naszym rodem. I mam jej dziekowac, że nie przyłączyła się do koalicji Mo'Vata! Jej, ten obskurnej ladacznicy zadającej się z ferengim. Phu!!! - splunął na ziemię.- Jaki wyznaczyc kurs? - zapytał Merath, praktycznie ignorując wybuch twego ojca. - Jesteśmy gotowi do lotu.- M'Retak II. Maksymalny bezpieczny warp. - rozkazał Morg i podszedł do ciebie. Odciągnął cię kawałek rzekł cicho. - Wiedz synu, ze niektórym rodom nie podoba się, że jeszcze żyjesz. Szczególnie Mo'Vat. Stracił on w placówce Tom'Jad dwóch synów i 8 statków, które wspomagały KSO za jakieś tam nadania. On i jego podły ród nigdy nas nie lubili, teraz otwarcie głoszą, że jesteś częścią nowego spisku Borga, który chce nas poznac, a potem szybko zasymilować. Ale ja im pokażę, niech tylko zaatakują cos oficjalnie...
Widać było, że mój powrót przysporzył sporo problemów. Prawdopodobnie takich, które nie nastąpiłyby gdyby nie moje odłączenie od kolektywu. Na zawsze pozostałbym bezmyślnym dronem taktycznym. Byłem jednak Klingonem, gotowym stawić czoła wszystkiemu co mogło nadejść. Byliśmy rasą wojowników i wierzyłem, że możemy sobie poradzić. Szczególnie z wiedzą, którą posiadałem -Ojcze, myślę że w razie czego mogę się przydać. Borg zasymilował wielu dowódców, różnych ras, różnego pochodzenia ... powiedz co chcesz zrobić i możemy to razem przemyśleć ... -
- Na razie musimy wrócić na M'Retak II. Potem zajmiemy się odzyskiwaniem twej wiedzy. Manewry nieznane KSO na pewno niejednego szubrawca zaskoczą. Idź teraz do swej kajuty, alkowa jest już zamocowana i działa. Musimy coś zrobić z tym mankamentem, już zbiram chirurgów i lekarzy zajmujących się klonowaniem by przywrócili ci układpokarmowy.
2 dni spokojnego lotu, w koncu wracacie do serca Imperium. Potem sie zacznie...
-Rozumiem ... - powiedziałem głośno, po czym ciszej tak żeby ojciec usłyszał -Co nie zmienia faktu, że część tych implantów potrzebuje ładowania i nie wiem, czy będę mógł się bez tego obejść ... poza tym alkowa daje mi większą zręczność i siłę - po tych słowach odwróciłem się na pięcie i udałem do swojej kajuty. Tam wszedłem do alkowy ..."Okres regeneracji zakończony" zrobiłem krok i opuściłem ją. Przyjemnie byłoby znowu spróbować jedzenia, chociaż z drugiej strony, czy zrobi to wielką różnicę, jeżeli część tych "przyjemności" pozostanie ze mną na zawsze? Pewnie tak, część osób to uspokoi, ale wyglądało na to, że alkowa pozostanie stałą ozdobą mojej kajuty czy pokoju. Chyba, że uda się znaleźć jakiś mniej rzucający się w oczy sposób na regenerację. Co było raczej wątpliwe, chociaż z drugiej strony Borg nie planował wygody projektując je. Czas było rozpocząć ćwiczenia. Mogłem być w każdej chwili potrzebny. Zamierzałem wykorzystać dwa dni lotu na ćwiczenia. Ruszyłem do holodeku, tutaj rozpocząłem reżim, zamierzałem się testować, zamierzałem walczyć, zamierzałem doskonalić swoje umiejętności. Nie musiałem jeść, nie męczyłem się tak szybko, dwudniowy trening przerwał tylko czas na regenrację ...
Ćwiczyłeś i regenerowałeś się. Regenerowałeś i cwiczyłeś. Najpierw na poziomach, które pamiętałeś przed wysłaniem cię na front. Radziłeś sobie doskonale. Polepszone cechy dawały ci prezewagę, że praktycznie tańczyłeś między nieporadnie machającymi żelastwem hologramami. Ale zwiekszyłeś trudność i było już całkiem trudno. Kilka pojedynków zakończyło się twoją smiercią, musiałeś powtarzać i do brutalnej siły trzeba było dodawac taktykę.Czasami twoim treningom przyglądał się twój ojciec lub jego zaufany człowiek. Notowali twoje postępy. Na pewno skorzystają z twej przewagi.Mineły prawie 2 dni lotu Klo'Jada. Przez ten czas wróciliście na terytorium Imperium. Zostało jesze kilka dni lotu, gdyż Vor'Cha nie nadwyrężała swych silników, a droga z wschodu Imperium do jego zachodnich granic mogła trwac nawet ponad tydzień w warp 6. Ale czujniki wykryły inne statki w okolicy, a przeciez był to obszar, gdzie rzadko kto się zapuszczał, nie licząc sporadycznych patroli i sił lokalnych.Zostałeś wezwany na mostek.- Wykrywam Tongę oraz 2 B'Rele. - rzekł operacyjny. - Czyli raczej nie są z KSO. Może jakiś okoliczny ród cos wozi...- Wywołac ich, niech się zidentyfikują. Żółty alarm, coś może się stać. - począł wtdawać rozkazy Merath."Tu kupiec Ogliabok z Orińskich Wolnych Kupców." - zagadał z ekranu rudy Othańczyk. - "Lecimy na Shandorę dostarczyć części do maszyn rolniczych. I mam juz dośc mówienia każdemu kogo napotkam, ze nie jest agentem Romulan."Merath wyłączył audio.- Sprawdzcie to.- Shandore minelismy kilknascie godzin temu. Osttanio nie było tam zamachów, więc KSO zluzowało swą politykę wobec tubylców. To może byc prawda.- Potwierdzcie to w KSO. - włączył audio. - Dobrze, ale macie nas minąć minimum 5 milionów kilometrów. Inaczej was zaatakujemy."Dobrze, dobrze. Co wy latinum wieziecie czy co?"- Nie twoja ruda rozczocharana. -zakpił z wlosów kupca Merath i wyłączył połączenie.
Spokojnym krokiem podszedłem do stanowiska operacyjnego przyglądając się jego pracy. Chciałem zobaczyć jakie efekty da skan, który z pewnością zostanie przeprowadzony. Należało spodziewać się możliwości oszustwa i lepiej byłoby nie zostać zaskoczonym. Dla pewności byłem gotów przypomnieć oficerowi o skanie ...
Statki kupca przybliżały się coraz bardziej.- Skan niemożliwy. Mają podniesione osłony.- Po jaką...- Zmieniają kurs! Lecą prosto na nas!- Wyjść z warp i przygotowac się do walki. - rozkazał Merath. - Takie gówna nam nie zaszkodzą. - popatrzył na Morga, a ten potakująco kiwnął głową. Widocznie wciąż był wkurzony rekcją niektórych rodów na powrót syna.- Wiadomość z KSO. Shandora wciąż jest zamknieta dla kupców.Było już jasne, że to nie żaden kupiec, a zamachowiec. B'rele już wyskoczyły z warp i jak sępy poleciały ku Klo'Jadowi. Nie wiedziały jednak jak nowoczesny jest ten statek. Zasypały go ogniem, a to spowodowało zaledwie troche wstrząsów.To co spotkało ich w odpowiedzi to było po prostu straszne. taktyczny zaczekał az się zbiżą i po salwie ze wszystkich zdiał poprawił torpedami. jeden B'rel od razu ekplodował, drugi stracił mostek i częśc skrzydła i gwałtownie koziołkując odpadł z walki.- Jeszcze jeden. - zakpił Merath, ale wtedy Tonga otworzyła ogień. Pociski doleciały do Vor'Chy i bez żadnego problemu uderzyły bezposrednio w pancerz tuz koło mostka.Eksplozxje i dym zasnuły widocznośc. Niektóre konsole wybuchły, a połomienie pojawiły się na innych. Taktyczny zapalił sie i krzycząc zaczął biegać. na szcęście po chwili przypomniał sobie szkoleie i padł tarzając się na boki.- Przednie generatory osłon zniszczone!- Inhibitory uszkodzone!- Peknięcia na pokładach od 1 do 4!Kolejne strzały z Tongi juz nie padły. To znaczyło tylko jedno.-PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA ABORDAŻ!!!
Złapałem swoją broń gotowy do odparcia ataku. Jednocześnie przybliżyłem się do konsoli taktycznej sprawdzić, czy da się coś jeszcze zrobić. Musiałem pomóc mojemu ojcu i towarzyszom. W mojej głowie zaczęły pojawiać się możliwe scenariusze. Wiedza wlana przez borga była gotowa do użycia. Musiałem tylko odpowiednio pokierować żołnierzami, aby odeprzeć ten atak ...
Klingońskie sttaki nie były podobne do federacyjnych, gdzie broń chowano w specjalnie zabezpieczonych zbrojowniach. Tutaj wszędzie były jej prawdziwe pokłady. Załoga wyciągneła ją z podręcznych skrytek pod kjonsolami lub po prostu ściagneła ze ścian.To byli zwodowi wojskowi i przegrupowali się pod ściany by przeciwnicy musieli pojawić się na środku. I tak się stało, zaszumiały teleportery i przybyli pierwsi wrogowie. Byli to głownie Klingoni, ale nie brakowało zwyłych najemników jak Nausikanie czy Letherianie. Byli gotowi do walki i od razu rzucli się na przeciwników. padło kilka strzałów, ale po chwili broń palna była już bezużyteczna.Wyciągnąłeś mek'leth, innej broni nie miałeś, ale ktoś rzucił ci zwyły bat'leth. Uzbrojony w nie próbowałes dostac się do konsoli taktycznej, ale wtedy zaczeła się walka. Na ciebie rzucił się dwóch Nausikan, kładąc trupem po drodze nierozwaznego młodzika, który zagrodził im drogę.W twojej głowie od razu pojawiły się borgowe informacje. Nausikan... gatunek... cechy fizyczne... Nie przejawiają finezji w walce... mała logika ataku bezpośredniego oparta na sile, nie taktyce... Do tego od razu miałeś kilka ich standartowych taktyk ataku.
Jednak niektóre ulepszenia Borga były błogosławieństwem. Postanowiłem nie ryzykować za bardzo, z pewnością będą chcieli wykorzystać swoją siłę. Chociaż ja w tej mierze byłem ulepszony, nie miałem czasu na zabawy z nimi. Trzeba było ich szybko wykończyć, najlepiej finezyjnie. Musiałem wykorzystać zręczność. Wystawiłem się przynajmniej pozornie na jeden z ich ataków, wiedziałem, że będą chcieli to wykorzystać, musiałem tylko w odpowiedniej chwili wykonać unik ... drugiego mogłem potraktować, jakąś sztuką walki ... Cardassianie lubili łamać kości swoim przeciwnikom, a z wiedzą fizjologiczną mogłem wyeliminować przeciwnika przestawiając mu kolano.
Widząc twój "nierozważny" ruch pierwszy Nausikanin zarechotał i uniósł broń, ale jego smiech zamienił się w jęk, gdy trzymany w drugiej ręce mek'leth przejechał mu po kolicach brzucha. Puścił broń i złapał sie rekami za rane i przestał stanowic zagrożenie.Drugi machnął pinowo swoim ząbkowanym mieczem, ale zanurkowałes i ostrze śmigneło ci nad głową. Będąc w parterze wykonałeś precyzjny koipniak w kolano, wkładając w niego całą swoją siłę. Okute żelazem buty dopełniły szali zniszczenia, wrzask Nausikanina zagłuszył chrupot miażdżonych mięśni, chrzęstek i kości. Odturlałeś się na bok gdy wróg zwalił się na miejsce, gdzie przezd chwilą kucnąłeś.Walka w innych miejscach była krwawa i brutalna. Nie brano jeńców, a przezzyc mogli tylko ci co byli nieprzytomni. Twoi kompani byli lepiej wyszkoleni, ale przeciwnicy wciąż się pojawiali, za każdego poległego do walki wkraczało dwóch nowych.Droge do konsoli taktycznej blokował ci potężny Klingon. Unosił własnie broń by zabić poparzonego taktycznego, gdy nagle strzał z drugiej strony rzucił do na palące resztki konsoli.
Ruszyłem do wolnej teraz konsoli taktycznej. Miałem nadzieję, że działa. Należało powstrzymać ten atak, co znaczyło powstrzymać napływ wrogów. Tonga, nie była najmocniejszą jednostką i jeżeli broń nadal działała, była szansa, żeby obejść jej zabezpieczenia i wykorzystać jej słabe strony. Z takiej odległości nie martwiłem się o trafienie, ważne było żeby ono się liczyło. Najlepiej gdyby uszkodzić na początku ich transportery, nie chciałem ich niszczyć, ale pewne ich systemy powinny zostać wyłączone ...
Konsola niestety była powaznie uszkodzona i jeszcze płoneła w niektórych miejscach.- Ty BORG! - usłyszałeś za sobą. Odwróciłeś się.W twoim kierunku przedzierał się dziwny Klingon. Jego uzbrojeniem była dwa długie, lekko zakrzywione miecze, którymi działał z zadziwiająca precyzją. Nie zważał kto stoi mu na drodze, ściął swego sojusznika, który mu się nawinął.- Zapłacisz za to co zrobiliście mym braciom na Tom'Jad. Zdusimy wasz plan inwazji w zarodku. Zginiesz ty i zdrajcy co ci pomagają!Gdy zbliżył się to zauważyłeś, że nie był czystej krwi. Niektóre cechy wskazywały, że jakis jego przodek połączył się z obcą. Technika bojowa też nie przypominała ci zadnej znanej sztuki walki, wygladało to troche jak taniec, taniec pełny śmierci i cierpienia.- Zdychaj, maszyno!!! - rzucił się na ciebie.
