Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Kragh syn Morga
Zastanowiłem się nad takim pytaniem. Dodatkowe dyzruptory by się przydały. Z drugiej strony, jeżeli zdążą przygotować się do ataku, to 6 dodatkowych ludzi na nie wiele się zda. Ostatecznie nie chciałem robić z tego dłuższej potyczki. W niej mogliśmy przegrać. Szybki atak, szybkie przejęcie od początku taki był plan. Jeżeli ich zaskoczymy, nasza liczba nie powinna mieć znaczenia -Nie, wesprzą nas jak się pojawią. Rozpoczynamy szturm - zarządziłem jednocześnie przygotowując się do wejścia. Za chwilę miałem się przekonać, czy uda nam się ich zaskoczyć. Wiedziałem, że trzeba celować celnie ... liczyłem na swoich ludzi, że uda im się tego dokonać ...
Na drzwiach zostały zamontowane ładunki wybuchowe. Drużyna Jedmara zrobiła to samo.- Trzy, dwa, jeden... - odliczył twój podwładny i nacisnął guzik. Zaledwie pykneło, ale gdy rozwiał się dym to w drzwiach ziała potężna dziura, w sam raz dla jednej osoby.
Nie czekałem, nie było na co czekać. Liczył się czas, liczyło się zaskoczenie. Ruszyłem ku dziurze. Byłem gotowy zacząć strzelać, jak tylko zobaczę swoje cele. Przekroczenie drzwi jest najtrudniejszą częścią ataku, później będzie łatwiej. Oczywiście przyda się znaleźć, jakąś kryjówkę, ale wiedziałem, że muszę strzelać. Da to moim ludziom możliwość przejścia i dołączenia do mnie. Zmasowany atak, powinien zakończyć się zdobyciem maszynowni. Liczyłem na to. Byłem gotowy do walki ... wchodziłem do maszynowni ...
Wkroczyłeś jako pierwszy i najbliższy Klingon padł z krzykiem, gdy otrzymał postrzał w plecy. Tu nie liczył się honor, szybko zmieniłes cel i strzelałeś. Odsunąłeś się w bok i inni z twego oddziału też zaczeli wchodzić.Zaczeł asię regularna strzelanina. Wrogowie szybko ochłoneli z szoku i zaczeli coraz bardziej wam dopiekać. Po chwili straciłeś pierwszego żołnierza, potem drugiego...Co ciekawe strzelano tylko do was, Jedmara nigdzie nie było. Ale nagle oślepiła cię seria eksplozji granatów plazmowych. I z nizszego pokładu zaczeły dobiegac krzyki mordowanych.
W moim gardle zrodził się okrzyk bojowy. Miał dodać siły moim wojownikom, dodać im nadziei i nowej siły. Straciłem ludzi, ale nie to było teraz ważne ... trzeba było kontynuować walkę. Cały czas strzelałem jednocześnie poszukując wzrokiem dobrych miejsc, w których moi wojownicy mogli znaleźć osłonę. Mogliśmy dzięki temu poruszać się od osłony do osłony i eleminować kolejnych przeciwników ...
Wzięci w dwa ognie najemnicy szybko zaczeli tracić wolę do walki. Częśc zgineła, ale reszta rzuciła broń i zaczeła nawoływac do przerwania ognia.
-Rzucać broń i wychodzić bo was rozwalimy! - odkrzyknąłem najemnikom, jednocześnie posyłając komunikat moim ludziom, żeby nie strzelali do poddających się. Jeńcy mogą się przydać do przesłuchania ...
Nieklingonie sprawnie i szybko wyszli. Reszcie trzeba było przypomnieć o wystrzelaniu by po kolei poddali się.Okazało się, że masz 10 jeńców - w tym kilku rannych. Stali na środku maszynowni w pobliżu reaktora i byli nieźle przestraszeni.
-Dobra wyłączyć inhibitory i przesłać mi te łazęgi do celi - rozkazałem szybko jednemu z żołnierzy, który z mojej wiedzy miał wiedzę z podstaw techniki -Za chwilę chcę mieć ekipę, która wejdzie mi do tych komputerów i sprawdzi pozostałe oznaki życia na tym okręcie, chcę jak najszybciej mieć go zabezpieczonego! Do roboty!-
Miałeś dobrych podwładnych i zajeli się robotą. Wieźniów szybko związano, a po wyłączeniu jedynego sprawnego inhibitora odesłano ich na Vor'Che i przesłano kilka nowych drużyn. Te rozeszły się po statku by sprawdzić każdą oznake życia. Wszyscy wiedzieli, że mieszaniec ma być twój, więc mieli go tylko zablokować.Mineło trochę czasu i większość żywych załogantów Tongi była juz w celach. Ale nic nie mogło pójść gładko..."Dowódco. Tu Tekmal. Jesteśmy na rufie Tongi. Odnaleźliśmy trzecią drużynę, która miała zająć maszynownię. Wszyscy nie żyją. Jest tez kilku zabitych najemników."
-Rozumiem, idę do was - po tych słowach ruszyłem do wyjścia z maszynowni. Przy wyjściu popatrzyłem na jednego z oficerów stojących w niej -Zajmij się zabezpieczeniem maszynowni, nie chcę żadnych przykrych niespodzianek - wyszedłem z pomieszczenia udając się w stronę, z której zostałem wezwany. Ktoś zabił moich żołnierzy i chciałem go dorwać ...
Dołączyło do ciebie dwóch żołnierz, dowódca nie powinien sam chodzić po wrogim okręcie.Przeszliscie może połowę drogi, gdy znów dostałeś meldunek od Tekmala:"Mamy ich, są w głównym hangarze. Okrążamy... - przerwał i usłyszałeś kanonadę. - Kur... wykryli nas. Potrzebuje posiłków!"
-Dostępne jednostki, mamy wezwanie pomocy - powiedziałem do komunikatora, gdy tylko usłyszałem wiadomość. Jednocześnie przyspieszyłem kroku, chciałem tam znaleźć się jak najszybciej -Czy maszynownia jest zabezpieczona?-
"Tak. - odparł Jedmar. - Zostawiam kilku wojowników do ochrony inżynierów. Resztę już wysyłam do pomocy.""Tu G'Dark. - włączył się kolejny twój podwładny. - Jesteśmy chyba najbliżej. Mam 5 ludzi. Będziemy na miejscu za jakieś 3 minuty."Tymczasem znów włączył się Tekmal."Oni chcą uciec promami. Jeden uszkodzilismy. Zdaje się, że dowodzi nimi ten mieszaniec... Drugi prom startuje. Nie uda nam się go zatrzymać. Oni..."Nagle wydarzyło się kilka rzeczy. Tonga zatrzęsła się od eksplozji, a zamiast raportu Tekmala usłyszałeś wybuch, a potem świst powietrza i krzyki. Włączył się też oficer z Klo'Jada."Uwaga. Tonge przez wyrwę w kadłubie opuszcza prom. Możliwe, że spróbuje zniszczyć statek. Przygotowac się na ewa... Odwołuje. Prom maskuje się."
