Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
Hrienth dobiegł do nadajnika i zaczął wzywać przez niego pomoc. Niestety nie było odpowiedzi. Po kilku nieudanych próbach wściekły sprawdził czemu nikt nie odpowiada. Okazało się, że nadajnik został umiejętnie uszkodzony, tak że normalny załogant tego nigdy by nie odkrył.
Nie zwlekając zabrałem się za naprawę uszkodzenia korzystając ze skrzynki z narzędziami którą miałem przy sobie.****Szybko uskoczyłem za rug mając nadzieję że napastnik mnie nie zauważył.Skierowałem sie do zbrojowni po jakąś lepszą broń mój nóż nadawał się tylko do walki wręcz.
Nadajnik wydawał się nieznacznie uszkodzony i te kilka przerwanych obwodów szybko zostało wymienione. Ale i tak wciąż nie działał. Dopiero po głębszym spenetrowaniu okazało się, że cały szereg cewek przekształcających dźięk na sygnał podprzestrzenny został fachowo spalony.
Takiego uszkodzenia nie dam rady naprawić więc nie czekając ruszyłem do na poszukiwania kogoś z ochrony sam nic nie wskóram.****Uderzyłem pięścią w panel dając upust złości i udałem się powoli przed siebie mając nadzieję spotkać kogoś kto powie mi co się tutaj dzieje i da jakąś sensowną broń.
Hrienth biegł przez puste korytarze. A tak być nie powinno. Gdzie podziali się wszyscy? Wreszcie usłyszał cichy jęk dochądzący za rogu. Jęczącym okazał się jakiś skulony Ferengi. Gdy zobaczył mechanika to poderwał się na nogi.- Oni... - niedokończył. Mała strzałka zmaterializowała sie przed nim i wbiła w jego pierś. Ferengi wyszarpał ją, przeszedł parę kroków i chwytając się za okolice serca padł na podłogę.
Sprawdziłem czy Ferengi żyje i zabrałem strzałkę aby ja później oglądnąć. Skierowałem sie do hangaru promów może z promu uda się wezwać pomoc.*****Podniosłem dezruptor i sprawdziłem czy załoganci żyją po czym udałem się do rdzenia głównego komputera aby założyć blokadę i uniemożliwić napastnikom utrzymania kontroli nad okrętem. Przy okazji zastanawiałem się gdzie znajduje się kapitan.
Ferengi żył, był tylko uśpiony. Widocznie przeciwnik chciał wziąć załogę żywcem. Zawsze żywi niewolnicy są lepsi od martwych.Przy turbowndzie Hrienth dowiedział się nowej rzeczy. Teraz w ogóle nie działały i podróż do hangaru przez kanały może potrwać ponad godzinę.
Jako że mogłem nie mieć czasu na godzinną przeprawę udałem się do najbliższej awaryjnej apteczki po środek pobudzający i zacząłem budzić załogantów.
Niestety środki pobudzające z apteczki nie działały. Środek w strzałkach albo był bradzo silny, albo jego esperymentalny skład neutralizował działanie pobudzaczy.
Zostawiłem apteczkę i udałem sie do ambulatorium w poszukiwaniu silniejszego specyfiku.
Niestety małe ambulatorium na tym pokłdazie było jedym z miejsc, których remont i przywrócenie do stanu używalności znajdowało się na końcu listy. A najblizsze działające było 4 poklady niżej, co dawało minimum 20 minut przeciskania się przez kanały.
Jako że nie miałem innych pomysłów poszedłem do zbrojowni czas się trochę uzbroić.
Drzwi od najblizszej zbrojowni były otwarte, jednak tuż obok nich leżał jakiś Andorianin ze strzałką w piersi.
Wyciągnąłem ze skrzynki z narzędziami mały laser techniczny gotów potraktować nim każdego który stanie mi na drodze i nie będzie wyglądał jak jeden z załogantów.Prowizorycznie uzbrojony najciszej jak mogłem udałem się w kierunku drzwi.
W środku pomieszczenia nie było nikogo. W zamkniętych szafkach były umieszczone karabiny różnych ras. W skrzyniach pod nimi leżały ogniwa zasilające broń. Na jednej ścianie była też broń biała: noże, sztylety i 2 bat'lethy.Gdy Hrienth wykonał krok w głąb drzwi za nim nagle zamknęły się. Wpisanie kodu nic nie dawało.
