Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
Wściekły wstałem i ruszyłem ponownie na ring gdzie stanąłem w miejscu czekając na ruch przeciwnika gotowy do uników.
Teraz ruszył Othańczyk i zrobił to o wiele szybciej niz można było się po nim spodziewać. Zaczął atakować rękami głowę Dra'Homa, próbując przejść obronę. Na końcu zamarkował cios, gdy przyjmowany był na gardę kopniakiem w brzuch ponownie wyrzucił przeciwnika za ring.Teraz już nie było tak łatwo z powrotem. Nogi stały się jak z waty, a płuca paliły ogniem. Dotego chyba jakies żebro pękło.Tłumek widząc ponowny lot Dra'Homa zawył z radości. Baithas był ich loklanym mistrzem i żaden nowoprzybyły tego nie zmieni.
Podniosłem sie chwiejnie i wróciłem na ring gdzie stanąłem czekając na ruch przeciwnika jeśli ruszy w moim kierunku odsunę sie na bok i wymierzę mu cios pięścią w twarz a potem wykorzystując jego rozpęd wrzucę po za arenę.
Niestety było juz praktycznie po walce. Baithas miał za dużą przewagę i raz po raz rzucał Klingonem albo wypychał go.Wreszcie zrobił to tak mocno, że nie było szans wrócić na czas. Sędzia obwieścił zwycięstwo Othańczyka i on sam oraz jego kumple poszli to uczcic w jakimś barze.Dra'Hom został sam, z połamaną ręką, kilkoma żebrami i wstząsem mózgu, choć to dla klingona nie pierwszyzna. Podszedł do niego ten sam Klingon, co wcześniej odradzał mu pojedynek.- Gratulacje, zdobyłeś już odpowiednią sławę i szacunek. Może uleczymy ci rany i wypijemy za Kahlessa?
- Bardzo chętnie nie spodziewałem się że jest taki silny - powiedziałem powoli sie podnosząc i udając chwiejnie w kierunku punktu medycznego.
- Jest naszym lokalnym czempionem i w okoliczni Klingoni i Othańczycy bardzo go poważają. Inaczej jest z tymi z gór. Oni mają swojego faworyta i nie byli zadowoleni jak rok temu przegrał z Baithasem.Klingon zaprowadził Dra'Homa do tego samego punktu medycznego, z którego wcześniej on sam skorzystał. Gdy holograficzna lekarka usłyszała, że Dra'Hom walczył z Baithasem to nie szczędziła mu pochwał wtrakcie leczenia.Gdy juz przymusowe leczenie było wspomnieniem nieznajomy zapytał wprost:- Kim jesteś i jak tu trafiłeś?
- To długa historia chodź usiądziemy przy kuflu wina zapewniam jest barwna wszystkiego po trochu Borg Kardazianie nawet kilku Romulan się trafi a co do mnie nazywam się Dra'hom - powiedziałem idąc z towarzyszem do jakiegoś baru.
- Jestem S'Vek. Siedzę tutaj od 4 lat, kiedy nasz B'Rel na patrolu wpadł w wędrowny tunel podprzestrzenny i pojawił się tuż obok stacji kosmicznej Hydran. - opowiadał w trakcie drogido jakiegoś batu, ukrytego głęboko w ciemnej uliczce. - Nasz kapitan był kompletnym idiotą. uznał Hydran za najeźdźców i zaatakował stację. Ta rozpyliła nasz statek jednym strzałem, a załogę zabrała do cel. My zostalismy zesłani na tą kolonię, a kapitana tak z 30 razy zabili i ożywili, nim wysłali go w kapsule w kierunku czarnej dziury. Nikt już o nie usłyszał... O, jesteśmy na miejscu. To dobra knajpa. Replikowane żarcie i wino jest za darmo! I można się bić jak kto chce, ale tylko na gołe ręce. - już chcieliście wejść, gdy właśnie wyleciał jakiś Talarianin, a ktoś ze środka zaryczał:- Szczurom wstep wzbroniony!!!Talarianin otrzepał się się i na wasz widok rzekł:- To ja... pójdę już... Co będę tak pod knajpą leżeć... - i czmychnął.
- Widzę że żadnych słabeuszy tutaj nie wpuszczają - powiedziałem do mojego towarzysza przechodząc przez prug i siadając przy pierwszym wolnym stoliku a kiedy zmoczyłem gardło winem zacząłem opowieść - Wszystko zaczęło się kilka dni temu służyłem na Falconie który należy do IHF byłem tam oficerem taktycznym - pociągnąłem pożądanie z kufla - Zapewne nie wiesz że Talarianie przyłączyli się do Romulan ale mniejsza z tym romulanie wynajęli nas abyśmy patrolowali granicę z unią Kardaziańską - znowu wziąłem łyk wina - krótko po wyruszeniu po drugiej stronie granicy pojawiły się 2 okręty kardazian niestety bali się przekroczyć granicę jak to oni osobiście to bym tam do nich poleciał ale kapitan się nie zgodził.Patrol przebiegał bez problemów aż do ostatniego dnia kiedy z transwarp na wyszła sfera prosto na naszej drodze kapitan chciał uciec z max warp jak to Ferengi ale po bliższych oględzinach okazało się że sfera jest poważnie uszkodzona nie działały prawie żadne systemy okręt borga dryfował - dopiłem resztkę wina i zamówiłem kolejny kufel po czym kontynuowałem czekając na napój - mój dowódca wpadł na genialny pomysł aby pożyczył od borga cewkę transwarp no i oczywiście jako szef ochrony ja zostałem wysłany z ta misją razem z oddziałami ochrony i oddziałem szturmowym - pociągnąłem łyk świeżo przyniesionego wina i dale opowiadałem swoja historie - oczywiście Kardazianie też wpakowali się na okręt ale mniejsza z nimi na początku nie wchodzili nam w drogę to gówno mnie obchodzili po przetransportowaniu na okręt ujrzałem obraz nędzy i rozpaczy zawalone korytarze martwe drony jak to po porządne bitwie niestety okazało się także że nie mamy komunikacji z okrętem a transportery są zagłuszane - pociągnąłem porządny łyk przyglądając się jak jakiś klingon bije drugiego ale kontynuowałem przerwaną opowieść - więc co mieliśmy robić wędrowaliśmy korytażami szukając użytecznych rzeczy i sposobu na odzyskanie komunikacji po drodze ujrzałem kilka dziwnych rzeczy człony zabite bronią borga a także człona który tłukł innego.Po chwili już wogole zdębiałem człon obudził się w alkowie i chciał aby podać mu oznaczenie walnąłem jakiś numerek przed dalszymi konwersjami powstrzymał mnie inny człon który o dziwo mówił w pierwszej osobie poinformował nas ze jeśli chcemy się z stąd wydostać musimy zniszczyć jakieś tam centrum kontrolne czy coś w tym stylu zgodziłem się co innego mi pozostało po drodze spotkaliśmy kardazian tłukących borga nie ociągając się poczęstowałem borga granatem i porozmawiałem sobie z przywódcą Kardazian kiedy już zgodził się mi pomóc zaatakowaliśmy to centrum - pociągnąłem kolejny łyk opróżniając kufel do polowy - wywiązała się nawet walka w ręcz a jakiś człon bardzo uprzejmie złamał mi rękę co prawda zdobyliśmy centrum ale borg wszystko zniszczyła zanim tam dotarliśmy przynajmniej był łączność poinformowałam kapitana o statucie kiedy nagle wszystko się spieprzyło borg wszedł w warp a potem transwarp mój znajomy człon wysadził wszystkie maszynownie aby utrzymać okręt tak przynajmniej twierdzi niestety zatrzymaliśmy się w przestrzeni Hydran którzy odrazy ruszyli na borga okręt został zniszczony a ja wylądowałem w celi po kilku wyjaśnieniach zostałem przetransportowany tutaj gdzie przywaliłem w barze Baithasow - wypiłem całe wino jakie pozostało i dodałem - oto cała moja historia.
- Czyli jak wcześniej wspominałeś całkiem zakręcona przygoda. Cóż, tutaj raczej takich rzeczy nie spotkasz. Jesteśmy więźniami do końca swych dni bo Hydranie nie lubią się ujawniać. Podobno juz 500 lat temu zaszczepili u okolicznych, wtedy jeszcze prymitywnych ras legendy o jakiś ogniowych demonach. Jedni mimo tego chcieli sprawdzić co tu jest i dla pokazu Hydranie odesłali im szczątki ekspedycji i dla efektu jeszcze im rozwalili stacje kosmiczną statkiem z holokamerami, tak że wydawao się, że płonie. Ale powiedz mi, co chciałbys tutaj robić?
- Znaleźć sposób na powrót do alfy z tego co wiem Borg planuje się tutaj władować to może być okazja do ucieczki nie planuję spędzić tutaj całego życia - odpowiedziałem po czym pociągnąłem spory łyk ze świeżego kufla - czy ktoś już próbował uciekać na pewno trafili tutaj jacyś Romulanie z Tal'shiar lub Kasta obsydianowa o naszej czarnej flocie nie wspomnę.
- Jeśli będzie próbował to czeka go gorące powitanie. Hydranie mają lepszą technologię niż on. Więc będa musieli podesłać z kilka tysięcy statków by coś zdziałać. A ucieczki były, tylko że ci co to robili to zawsze łapano, a potem pokazowo zabijano. Wielokrotnie.
- Prędzej zginę niż tutaj zostanę nawet kilka razy jeśli będzie trzeba - powiedziałem - czy istnieje możliwość uzyskania takiego wszczepu aby móc latać ich jednostkami??
- Tak, dają to każdemu nowo przybyłemu. - odpowiedział ironicznie S'Vek. - Takie rzeczy mają tylko koloniści z długoletnim stażem, tacy co nie są Hydranami tylko z wyglądu. Ale nie jest tu tak źle. Ja ożeniłem się i mam córkę. Nauczyłem się żyć w spokoju, bez ciągłej potrzeby walki z każdym w galaktyce.
