Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
- Breen powiedział, że jak tylko skończą badać resztę gości. - wtrącił człowiek.- Zresztą nie jest tu tak źle. - rzekł Kardazjanin. - Mamy replikator co ma wszystko co się da w swojej bazie danych i serwuje dania jak z prawdziwych składników. I co najważniejsze jest spokojnie i nie trzeba bic się z tym durnym lustrzanym Sojuszem.- Zjedz coś, Dra'Hom. Potem poczekamy na relokację. Jeśli chodzi o medycynę są całkiem nieźli w usuwaniu implantów. Zdjeli tylko najbardziej przeszkadzające, a resztą zajmą się później. Sam możesz zobaczyć. - rzeczywiście na ciele In Tri Altra widać było tylko kilka metalicznych zmian - śladów jeszcze nie usuniętych wszczepów.
- Niech będzie - powiedziałem i podszedłem do replikatora zamawiając Gagh wielką miskę Gagh.Po czym wróciłem na łóżko i zacząłem jeść nie zwracając uwagi na miny innych pod tytułem "Jak można jeść żywy pokarm"
Jedzenie ruszało się jak prawdziwe. Ale jak Dra'Hom spróbował to okazało się, że naprawdę jest żywe i ssmakowało wyśmienicie.Po jakieś godzince drzwi się otworzyły i wszedł podstarzały Klingon.- Mam was zabrać na statek. - rzekł krótko.
Wstałem z łóżka na którym siedziałem po posiłku.W czasie drogi zrównałem się z Klingonem i zapytałem - Jak długo tutaj jesteś?
- Od 7 lat. Gdy walczylismy z Unią w czasie konfliktu przeddominiońskiego to nasz K'Vort wykrył jakis obiekt kryjący się w koronie słońca jednego z układów. Oni nie mieli wyjścia i zniszczyli nasz krążownik i zabrali nas tutaj.Doszliście do jakiegoś hangaru, gdzie stał pękaty statek. Wokół kręcili się osobnicy różnych ras oraz stało kilka osób znanych Dra'Homowi z Delii.- Wsiadamy. - zarządził Andorianin i wszyscy uciekinierzy ze sfery pocxzeli wchodzić na pokład.
Nie ociągając się wsiadłem na pokład zajmując jakieś wolne miejsce i czekałem na odlot.
Klingon zajął nawet całkiem dobre miejsce przy oknie. Gdy reszta pasażerów weszła na pokład drzwi się zamknęły i poczuł jak statek jest unoszony ku górze. Wznosił sie przez kilkanaście minut, a potem stanął na platformie. Poczuł lekki wstrząs i statek oderwał sie od obiektu, zatoczył mały łuk i wtedy to zobaczył. To nie była stacja kosmiczna tylko prawdziwy szuczny metalowy księżyc. Jego średnica musiała mieć kilkaset kilometrów. Wokół niego orbitowało kilkadziesiąt stacji, setki statków i tysiące innych obiektów. To był obraz prawdziwej potęgi.Cicho zaszumiało i statek znalazł się w podprzestrzeni, ale innej niż normalnie znanej Dra'Homowi. Tu nie było tachionów, wyglądało raczej na sztuczny wytworzon tunel podprzestrzenny.Lot trwał 30 minut. Gdy statek wrócił do normalnej przestrzeni oczom Klingona ukazało się wnętrze układu podwójnego złożonego z żółtego słońca i orbitującego wokół niego daleko niebieskiego. Okręt wchodził na orbitę kolorowej planety, zapewne klasy M.
Przyglądałem się planecie po czym zagadnąłem sternika - Ile trwała by podróż do przestrzeni Imperium Klingońskiego?
- Klingońskiego? - powtórzył humanoid, którego Dra'Hom nie mógł przydzielic do żadnej znanej mu rasy. - To w becie? Powiedzmy od kilkunastu godzin do półtora dnia, w zalezności od prędkości.
Rozejrzawszy się po pojeździe starałem się określić ilość strażników i moich ludzi a także możliwość przejęcia okrętu.
Strażników, a raczej obsługi statku zobaczył z 5. Nie byli uzbrojeni. Twarzy znanych z Delii zobaczył około 20, było też kilkunastu Kardazjan i kilkudziesięciu różnorakich obcych.Wydawało się, że okręt można łatwo przejąć, ale jego pilotowanie może być rzeczą o wiele trudniejszą, nawet dla wykwalifikowanego sternika.
Stanąłem za sternikiem i zacząłem się przyglądać pulpitowi kontrolnemu po czym zapytałem - A jak się pilotuje ten okręt trochę się interesowałem pilotażem ale takiej konsoli to jeszcze nie widziałem.
- To nie jest takie proste jak wygląda. - odpwoiedział sternik. - Muszę być podłączony ze statkiem przez mój wszczep neuralny. To daje Hydranom duże poczucie bezpieczeństwa i bardzo zmniejsza szansę na przejęcie ich statkó.
- To bardzo ciekawe nigdy nie myślałem o takiej możliwości - po czym usiadłem na swoim miejscu oglądając planetę.
Statek coraz bardziej obniżał lot, aż wreszcie wszedł w atmosferę. O dziwo wcale nie trzęsło, mimo że zwykle tak bywało przy wlocie pod takim ostrym katem.Po kilku minutach okręcik przeszdł przez warstwę chmur i Klingon mógł dokładnie obejrzec okolice, gdzie spędzi reszte swoich dni. Była to duza wyspa z górą pośrodku. Wokół niej zieleniły sie pola uprawne i lasy. Zobaczył tylko 2 większe miasta - na zboczu góry i na brzegu, gdzie zapewne był port.Statek wylądował w porcie kosmicznym w mieście nadbrzeżnym. Nie było na nim zbyt duży ruch - stalo zaledwie kilka promów i jeden lądownik do transportu ładunków z i na orbitę.- Wysiadamy. - powiedział znany ci wcześniej Adrael Inar. - Na razie będziecie przebywać w ośrodku porzejściowym, ale niedługo będziecie mogli udac się do swoich rodaków, jeśli tutaj są.
