Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
Sfera powoli dryfowała, a mysliwiec Jem'Hadar wciąż się zbliżał. Na kilkanaście sekund przed przejściem sfery na stronę talariańską wywołał was.- Kapitan Gradek. - przedstawił się nieokreślony humanoid. Widocznie był przedstawicielem jednej z podbitych przez Unie ras. - Rozładujcie broń to porozmawiamy o interesach.,
- Broni nie rozładuję ale zawsze możemy porozmawiać - powiedziałem dając znać aby nie strzelać do sfery - co chcesz mi zaoferować.
- Moge zaoferować 100 000 sztabek złotego latinum za działającą cewke transwarp z tego złomu. Albo i więcej. Wszyscy będą się zabijać o to co wyciągniemy ze sfery. Proponuje współpracę w eksploracji. Inną opcją jest walka. Wynik jej jest niepewny bo szanse są wyrównane.
- Zgadzam się przystępujemy do zabezpieczania sfery - powiedziałem i zakończyłem połączenie - operacyjny czy możemy namierzyć drony transporterem i rozproszyć ich sygnatury jeśli tak chcę aby na sferze nie pozostała ani jedna drona - zaczerpnąłem powietrza i kontynuowałem - Dra'hom przygotuj 4 grupy wypadowe nie licząc naszej grupy uderzeniowej mają czekać na transport.
- Nie mogę namierzyć nikogo w środku. Sfera otoczona jest jakims dziwnym polem. Możliwe nawet, że nasi będą musieli namieszać w środku, aby sie wydostać.- Grupy będą gotowe za 5 minut. Pełne wyposażenie bojowe.- Myśliwiec podchodzi do sfery z drugiej strony. Hideki ustawia się pośrodku. Ale... następuje ewakuacja załogi z Hideki. Wykrywam 8 kapsuł 6 osobowych. Łącznie mam 17 namierzonych załogantów. Na statku pozostało 2.
- Namierzyć generator który generuje to zasrane pole - powiedziałem - i wywołajcie hideki lub myśliwiec chcę wiedzieć o co chodzi z ta ewakuacją.
- Generatora też nie mogę namierzyć.- Mam wiadomość z Hideki. Jeśli coś stanie się źle to wlecą w sferę z prędkościa prawie równą prędkości światła. Podobno wystaczy to do jej rozwalenia.
- Dobrze jeśli drużyny są gotowe wyślijcie je na sferę ich priorytetem jest znalezienie i z wyłączenie tego generatora. - powiedziałem - ty Dra'hom też idź będziesz tam dowodził.
Dra'Hom objął dowodzenie nad pierwszą z grup. Każda składała się z 5 członków załogi: po 3 żołnierzy i 2 mechaników. Kapitan myśliwca wysłał 3 ekipy.Drużyna Dra'Homa zmaterializowała się w jakimś korytarzu. Wyglądał jak po przejściu tornada. Część wyższego pokładu zawaliła się i była tylko jedna wolna droga. W powietrzu czuć było dziwny zapach, światła migotały nieregularnie. Spod zwału podpór wystawały nogi człona.
Wyjąłem trikorder i ruszyłem korytarzem ściskając mekle'h w drugiej ręce na wypadek gdyby człony uznały nas za zagrożenie starałem sie zlokalizować źródło pola zagłuszającego transporter.
Dra'Hom nie mógł w żadny sposób zlokalizować generatora pola. Wyglądało jak gdyby nie bylo go w ogóle. Pola tez nie mógł wykryć. Zapewne związane to było z pancerzem sfery.Korytarz kończył się skrzyżowaniem w kształcie litery T. Obie odnogi z grubsza wyglądały tak samo. Uszkodzone, zadymione, gdzieniegdzie ciała martwych członów. Chociaż chyba z tego w prawo dobiegał cichy głos. Z racji odległości nie można było zrozumieć co mówił.
Postanowiłem sprawdzić kto to może być bo człony raczej nie mówią może to ktoś z mojej załogi.
Nieznany głos był coraz bliżej. Uniwersalny translator nie mógł przetłumaczyć. Wreszcie zwiad zauważył mówiącego. Był nim pojedynczy człon wbijający swoja zwiniętą w pięść dłoń w klatkę innego, martwego człona stojącego w nieczynnej alkowie. Po kilku sekundach translator zrozumiał język i Dra'Hom usłyszał:- Błąd, błąd, błąd...
Podszedłem do niego od tyłu i przerżnąłem mu gardło mekle'hem jednego człona mniej.Ponownie wyciągnąłem tricorder i zacząłem skanować w poszukiwaniu czegoś wartościowego idąc dalej korytarzem.
Ciekawe, że atak na człona nie wywołał alrmu. Zapewne sygnał alarmowy nie dotarł do świadomości Kolektywu.Gdy już jego usta przestały wymawiać to samo słowo, usłyszeliście daleki chór głosów powtarzających:- Błąd, błąd, błąd...Korytarze wyglądały tak samo. Gruz, trupy, rozbity ekwipunek... Wreszcie trikorder coś wykrył. Było 5 metrów na lewo, tylko że oddzielała was od tego czegoś lita ściana.
