Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
- Będziesz głośniej krzyczał. Chcę, aby ten nie dostał środka paraliżującego. Niech wie co go je. A ty kochanie - Mandark nie przestawał obmacywać Trillki, która stała bez słowa. - wygrzejesz mi łoże. Ma być tak samo gorące jak ja. Zabierzcie ich!W boku wysuneli się dwaj strażnicy. Brutalnie chwycili was pod ramiona i zawlekli do ciemnej celi. Ostatnią rzeczą jaką widziałeś przed wyjściem z ładowni był język Mandarka w uchu Trillki.Ty i Trolk wrzuceni dostaliście do jakiegoś małego, cuchnącego pomieszczenia. Jedynym źródłem światła była zepsuta konsola, której miganie mogło zdenerwować nawet Volkana.- Ale wpadliśmy kapitanie. - mruknął Trolk. - Nasza towarzyszka wyszła z tego lepiej...
- No nie wiem czy lepiej ten idiota jak się znudzi pewnie nakarmi nią robale musimy coś zdziałać - mówiąć to próbowałem wygrzebać z za pasa nóż.
Niestety kokon był niesamowicie szczelny i trwały. Praktycznie nie mogłeś wykonać żadnego ruchu.Po kilkunastu, a może kilkudziesięciu minutach drzwi się otworzyły i zostaliście powleczeni do jakiegoś pomieszczenia. Wyglądało jak jedno z pokładowych ambulatoriów, gdzie znajdowało się jedno łóżko i kilka podstawowych przyrządów i leków. Trolk został wciągnięty do środka. Kilkanaście pisków później to ty zostałeś położony na kozetkę. Strażnicy pasami skrępowali ci kończyny. Wtedy do pomieszczenia wszedł gwardzista, jeden z tych co pilnował królowej. W ręku trzymał jakąś kulę ociekającą śluzem. Na jego skinienie strażnik jednym ruchem rozciął kokon, a drugim twój brzuch. Cięcie zrobione było z chirurgiczną precyzją, toteż nie czułeś bólu. Potem dziwny płyn całkowicie odebrał ci czucie w korpusie. Widziałeś jak kula jest wkładana między twoje jelita, ale wydawało ci się, że to nie twoje ciało. Potem jakiś klej zasklepił ranę.Co było dalej nie wiedziałeś, bo straciłeś przytomność. Gdy doszedłeś do siebie byłeś wraz z Trolkiem w większym i jaśniejszym pomieszczeniu. To była jakaś kajuta załoganta, a raczej załogantki, bo leżałeś w miękkim łóżku, które pachniało. Różami? Nie miałeś na sobie kokonu. Niestety broni też. Zresztą mundur też zniknął. Zamiast niego miałeś ubraną różową koszulę nocną. Obok ciebie na łóżku spał Trolk, ubrany w jaskrawozieloną.
Wstawaj - powiedziałem głośno potrząsając towarzyszem który spał beztrosko po czym zacząłem się rozglądać po kwaterze w poszukiwaniu czegoś przydatnego i jakiegoś lepszego ubrania koszula nocna zwłaszcza różowa nie uśmiechała mi się.
Pomieszczenie było ogołocone z małych i ostrych przedmiotów. Za to w ubraniach, a raczej bieliźnie mogłeś przebierać. Na krześle leżał czarny komplet: stanik, stringi, pończony i pasek do nich. Oprócz tego zobaczyłeś skórzaną minispódniczkę i rozpinany biały sweterek z dużym dekoltem w szpic. W szafie był taki sam komplet bielizny, tyle że białej. Oraz czerwona letnia sukienka. Ubrania w szafie były większe i mógłbyś się założyć, że w sam raz pasowały na Talarianina.Tymczasem Trolk nadal leżał w łóżku.- Co tam szefie? - mruknął sennie.
- Ja ci dam co tam szefie popatrz w co jesteś ubrany i co masz na brzuchu - powiedziałem poirytowany stwierdzający że nie będę nosił jakiś babskich ciuchów zerwałem z siebie koszulę przewiązując tylko kawałek w biodrach. Po tym zabiegu podszedłem do panelu przy drzwiach aby zobaczyć w jakim jest stanie.
- O żesz... - jęknął Talarianin.Panel przy drzwiach był całkowicie rozbity. Kajuta była więc waszym więzieniem i zarazem miejscem przyszłej śmierci.Gdy kombinowałeś co robić to nagle włączył się ukryty głośnik.- Uwaga, tu mówi nowy kapitan tego okrętu, Mandark. Słuchaj mnie Qumos. Jak ci się podobają nowe ciuszki? Noś je z powagą. Naprawdę chciałbym być z tobą i oglądać jak będziesz się tarzał z bólu, ale widzisz jestem lekko zajęty. Nasza mała akrobatka jest naprawdę niezła i potrafi... - tu Ferengi zaczął opowiadać różne pikatne rzeczy, gdy drzwi piknęły i otworzyły się. Za nimi stała Trillka, trochę poturbowana, ale uzbrojona po zęby. - ...I wtedy ja położyłem się...- ...A ja złapałam cię za szyję i skręciłam ten głupi kark. - dokończyła. - To jest nagranie sprzed godziny. Szanowny pan Mandark przekręcił się. Przy mojej małej pomocy. - uśmiechnęła się. - Jejku, ale macie fajne stroiki. Może wolicie spodnie? - pokazała na dwie pary trzymane w ręce.
- Dziękuję jesteś naszą wybawicielką - powiedziałem robiąc charakterystyczny gest i zacząłem zakładać spodnie - czy wiesz może coś nowego o naszych gościach i gdzie dokładnie się znajdujemy? - zapytałem po zapięciu spodni były trochę przy ciasne ale dało się żyć.
-Wiem cholernie dużo. Ten Mandrak w trakcie masażu uszu to nawet podałby numer od swego sejfu. I mam 2 wiadomości. Dobrą i złą. Dobra to jesteśmy pokład nad maszynwonią. Tu urządził się Mandark i ci co przeszli na jego stronę. Nawet było ich kilku. Było bo dostałam się do pokładowej kontroli atmosfery i dodałam im tlenku wegla w stężeniu 20%. Wiem też co szkodzi robakom. Chlor. Niestety żeby go wypuścić na cały okręt musimy zejść do maszynwoni i odblokować komputery. Mam kody, ale zapene będą też inne zabezpieczenia. A teraz zła wiadomość. Ten kurdupel kazał wam wszczepić prawie wyklute larwy. Zaczną was zjadać za około 20 minut. Więc albo ratujecie siebie w ambulatorium, albo statek i z 30 załogantów bo tyle jeszcze żyje. - tu zawiesiła głos w oczekiwaniu na twoją odpowiedź.
- Statek jest ważniejszy do Ambulatorium zdążymy w awaryjnej apteczce powinno być coś co pozwoli nam dłużej pożyć - powiedziałem wychodząc z kajuty.
- Nie rozumiesz. Te cholerstwa na razie są w otoczce i praktycznie żadna toksyna czy trucizna nic im nie zrobi. Jedyną opcją jest operacja. A jak wyjdą to w kilka minut wyjedzą ci całe flaki. - odpowiedziała Trillka dając ci kardazjański dezruptor i ogromny nóż.
- Dobra pierw okręt jak odzyskamy kontrolę pognamy do Ambulatorium - powiedziałem kierując się w kierunku kanałów technicznych.
Trillka mruknęła coś na temat nowego kapitana, ale dała broń Trolkowi i pierwsza weszła do kanału.W trakcie schodzenia nagle zrobiło ci się niedobrze. Poczułeś dziwne mrowienie w brzuchu. Czyżby larwy szykowały się do przebicia osłony?- Mam lekko przerobiony trikorder, więc odczyty są dokładne. - wyjasniła komandoska koło wyjścia na korytarz tuż przy maszynowni. - W środku jest 3 strażników i bzyczek. Strażnicy mają broń, tą z kwasem i nie będą się z nami cackać. A więc tak. Ja wchodzę na górnym poziomie i zdejmuje pszczółkę. Potem spróbuje zajść owady. Wy wejdziecie dołem z dwóch różnych kierunków. Znajdźcie dobrą osłonę i walcie ile sił. Ja tu wychodzę, wy idźcie pokład niżej. Jak rozpoczniecie strzelaninę to będę wiedziała, że mam wchodzić. - otworzyła pokrywę i zniknęła wam z oczu.
- Ok Trolk teraz na duł potem ty w prawo ja w lewo wyjdziemy po przeciwnych końcach maszynowni tylko śpiesz się bo czuję już jakieś sensacje w brzuchu a wogóle mi się one nie podobają. - powiedziałem szybko schodząc na duł i udając się w kierunku mojego wyjścia.
Mrowienie w żołądku nasilało się, jednak bez przeszkód dotarłeś do drzwi. Poczekałeś chwilkę aż Trolk dotrze na miejsce i wskoczyłeś do środka. Nim dokładnie się rozejrzałeś to huknęły strzały. Coś wybuchło w powietrzu i kawałeczki czegoś opryskały cię. Zauważyłeś stojącego do ciebie tyłem strażnika celującego w kogoś na wyższym piętrze.
Nie myśląc o niczym strzeliłem do strażnika szybko ruszając dalej aby poszukać reszty.
Rozerwałogo na strzępy. Zauważyłeś, że dezruptor jest ustawiony na niższą moc, ale szybciej się przeładowywał.Pozostało jeszcze dwóch strażników. Nagle usłyszałeś krzyk Trolka. Wyskoczyłeś za konsoli i zauważyłeś go na ziemi. Obok niego strażnik szykował się do przebicia jego ciała szponami. Ale nie zdążył. Krótki rozbłysk i jego głową zniknęła. Bezgłowy korpus powoli osunął się na ziemię.- Jeszcze jeden. - usłyszałeś głos Trillki.Ale Talarianin nie przestawał krzyczeć. Tarzał się po podłodze w konwulsjach. To znaczyło, że larwy przerwały osłonkę i zaczęły konsumować żywiciela.
