Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
- Nie szkodzi my znaleźliśmy i raczej nie będzie w stanie już latać a więc został już tylko ten jeden - wyszliśmy z kwatery i ruszyliśmy na dalsze poszukiwania.
- Chodzi mi o tego ostatniego. Nie ma go na tym pokładzie. Sprawdziłem tez kilka kwater, ale rónież go nie było. Prawdopodobnie poszedł z innymi po ciała.
- A tam kiedyś się znajdzie teraz czas na wyprawę w głąb dziury - powiedziałem idąc w tamtym kierunku przy dziurze wyciągając tricorder aby sprawdzić co jest na dole.
Trikorder działał dość dziwnie. Wyglądało, że coś blokowało jego skany. W każdym razie pewne było, że kilka metrów niżej jest podłoga następnego pokładu.
Nie pozostawało nic innego do zrobienia schowałam tricorder i wyciągając disruptor powiedziałem - Albo my albo robale - i skoczyłem do dziury.
Znalazłeś się w kompletnych ciemnościach. Dobrze, że odsunąłeś się bo za chwilę pojawiła się mała komandoska. Wyjęła z kieszeni dwie latarki. Jedną przymocowała do karabinu, drugą tobie dała.Poświeciłeś trochę na ściany i widok był niewesoły. Chyba coś zaczęło trawić kadłub, bo pokryte były jakimiś śluzowatymi naroślami. Jeden koniec korytarza był całkowicie zablokowany. W druga stronę było przejście, ale za chwilę był skręt, więc nie bylo widać niczego. Gdzieś w oddaleniu słychac było piski strażników i brzęczenie pszczółek.
- Trolk na co czekasz - powiedziałem do gury nie widząc 3 członka mojej drużyny - musimy wyeliminować naszych gości po cichu aby nie wszczęli alarmu - powiedziałem powoli zbliżając sie do zakrętu.
- Spoko, szefie. - po chwili Talarianin był już na dole. - Słyszałem kogoś u góry. Chyba idą z nowymi ciałami.Trillka wychyliła się za rog.- Widzę czterech. Chyba tu idą.
- Ok szeroka wiązka strzelamy jak tylko sie pojawią a potem szybko dalej - powiedziałem szybko, przestawiając disruptor.
Cofneliście się trochę w tył. Czterej strażnicy szli beztrosko i tak samo beztrosko umarli. Już mieliście iść dalej, gdy z góry usłyszeliście pisk, a zaraz potem do środka wpadło ciało.
Miałem nadzieję że robale nie zainteresują się brakiem odpowiedzi z dołu podszedłem tylko cicho i ściągnąłem ciało z widoku.
Gdy odciągałeś ciało jeden z góry zapiszczał jakby przyjacielsko. Gdy nie otrzymał odpowiedzsi ponowił piszczenie. Po tym zapadła cisza. Już myślałeś, że wszystko będzie w porządku, gdy padło na ciebie jasnozielone światło z jakiegoś urządzenia. Gdy owady cię zauważyły po zawyły i polei zaczęły wskazkiwać do środka.
Stała się najgorsza rzecz robale pokapowały się o co chodzi nie pozostawało nic innego jak walka.Wyjąłem disruptor i zacząłem ostrzał robali.
Z tymi z góry załatwiliście się szybko. Potem szybki zwrot bo coś nadciągało z dalszych korytarzy.Spodziewaliście się nowych strażników, ale zaatakowało was coś innego. Chmara pajączków wielkości dużej pięści wypadła za rogu i rzuciła się na was. Kilka z nich zginęło, ale pozostałe zaczęły wskakiwać na was. Najbardziej atakowały dłonie, kłując je żądłami. Jad z użądleń powodował paraliżujący ból, więc długo nie utrzymaliście broni w rękach. Gdy już nie mogliście strzelać pojawił się nowy przeciwnik - dziwny szary jaszczuropodobny stwór z wielkim gardłem. Zaczerpnął potężny chaust powietrza i opluł was jakąś śmierdzącą substancją. Po chwili zrozumiałeś czemu to zrobił. Substancja prawie natychmiastowo stwardniała, pokrywając ciebie i twoich towarzyszy twardem kokonem. Pajączki przewróciły was i zaczęły transportować w głąb korytarza.Przeniesieni zostaliście do ładowni, skąd podobno kierowany był okręt. Wśród szczątków kardazjańskich okrętów przelewały się masy małych robaków. Wynosiły, wnosiły i przenosiły złom, tworząc w środku potężną jamę. Tam też zostaliście zaniesieni. Centrum jamy zajmował larwopodobny robak wielkości ponad 8 metrów. Jego ciało miało jasnoróżowy kolor i wciąż pulsowało. Obok niego stało, jak na baczność, kilka strażników, o połowie większych od normalnych.Królowa poruszyła nienaturalnie małą głową i wydała dziwny gulgot.- Piękna jest, nieprawdaż? - usłyszałeś znajomy głos z boku. Dwóch strażników odsunęło się i ujrzałeś swojego Drugiego Oficera.
- Mandark co ty robisz ten robal kradnie nasz okręt nasze latinum a ty mówisz że jest piękny może ty nas sprzedałeś? - byłem bardzo zaskoczony jego widokiem i nie wiedziałem co się dzieje.
- Chciałeś powiedzieć twój okręt. Twoje latinum. Ja tylko miałem wybór: pomóc im albo stać się karmą. I wybrałem właściwie. - Mandark podszedł do was. Strażnicy brutalnie podnieśli was do pionu. Ferengi po kolei przyglądał się wam. - O, Trolk. Zawsze mi się nie podobałeś. Teraz przynajmniej przysłużysz się owadziej społeczności. To znaczy ciało się przysłuży, bo głowa niedługo nie będzie ci potrzebna. Nasza mała komandoska. - podszedł do Trillki i przez kokon ścisnął jej prawą pierś. - Podobno jesteś akrobatką. Zobaczymy co potrafisz w łóżku. Ta jest moja! - potężny robal wydał z siebie gniewny ryk. - Jest moja! Coś chce od życia i potrzebuję gorącej kobiety do mojego zimnego łoża. Prawda laleczko? - pogładził ją po twarzy.- Prędzej zdechniesz uszatku! - warknęła kobieta i opluła go.- Wolisz podzielić ich los? A wiesz co im zrobią? - Ferengi powoli strał ślinę z policzka. - Trupy jedzą, ale żywym wszczepiają jaja. Te jaja po kilku dniach zmieniając się w małe larwy, które wyżerają wnętrzności. A ty nic nie możesz zrobić bo jesteś sparaliżowany. Przyjemna perspektywa, prawda? - Trillka nic nie odpowiedziała.Mandark podszedł do ciebie.- A ciebie przeznaczymy na nosiciela jaj. Pięknie będą wyglądać nowe pokoleia owadów wychodzących z ciebie jak z pustego opakowania.
