Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan Qumos
- To nie jacyś kadeci, tylko goście znający się na robocie. Od razu po transporcie namierzyli najbliższe generatory pól siłowych oraz EPSy doprowadzające do nich energię i rozwalili je. Mają więc trochę pola do manewru, lecz ich trzymamy. Wykończenie ich to tylko kwestia czasu.
- Dobrze poinformujcie mnie jak już będzie po wszystkim - powiedziałem pozostało czekać aż odeprzemy wroga z pokładu lub przyjdą rozkazy w tym czasie ładownie zapełniały się sprzętem.
Czas upływał bardzo powoli, a sytuacja się nie zmieniała. Indvarianie byli powoli eliminowani przez ochronę, ale nie obyło się bez strat własnych.Wreszcie po godzinie coś się ruszyło. Wszyscy napastnicy zostali zabici, a z tobą połączył się jeden z podwładnych Qmeka.- Zebranie dowódców okrętów za 20 minut na pokładzie FAS Dalko.
- Zrozumiałem - odpowiedziałem tylko i zacząłem zgrywać na padd dane z bitwy po czym czekałem aż sternik podprowadzi okręt w zasięg transporterów.
Sternik podprowadził Falcona pod niepozorny transportowiec, a ty zostałes przeniesiony na jego pokład.- Nazwisko i stopień? - zapytał się ciebie jeden z uzbrojonych po zęby komandosów, a po usłyszeniu odpowiedzi i sprawdzeniu poprawności podanych danych poprowadził się ku sali konferencyjnej.Mogłeś zauważyć, że ochrona jest tu na najwyższym poziomie. Żołnierze mieli na sobie nowoczesny sprzęt z prywatnymi pola siłowymi (widoczne to było przez chwilę jak jeden z nich otarł sie o ścianę) i ciężką bronią. Droga do sali obrad usiana była stanowiskami ochrony, gdzie nzów sprawdzano kim jesteś.Dopiero po 10 minutach dotarłeś do celu. Teraz wyjaśniło się dlaczego przeniesiono cię na ten niepozorny statek. Otóż jego prawie całe wnętrze zajmowała sala mogąca pomieścić ponad 500 delegatów. na razie była pełna w 1/5 i zgromadzony tłumek mocno dyskutował.
Kiedy wszedłem do sali zacząłem się rozglądać się kto tu tak wogole jest.
Byli to kapitanowie i pierwsi oficerowie z różnych statków konwoju, więc menażeria była mocno zróżnicowana. Paru z nich nawet poznałeś przy podróży do Ziemi przed Konferencją.
Postanowiłem wmieszać się w tłum i podyskutować o niedawnym ataku.
Zbliżyłeś się do jednej z dyskutujących grupek. Własnie jeden z jej członków rzekł:- Ci Indvarianie nie nieźli fanatycy. Gdy posłałem na pokład jednej z uszkodzonych fregat 2 grupki ochrony to oni wysadzili się w cholerę, by tylko nie stracić statku!- Masz rację. - rzekł inny. - Mnie atakował krążownik w połowie już zanihilowany, a oni walili z ostatniego dezruptora jak na strzelnicy. Musiałem dobić statek torpedą. Tyle sprzętu się zmarnowało.
- Ja tych fanatyków trzymam w areszcie ale ciężko było się ich pozbyć z pokładu a szkody jak by stado krzyżówek Jem'Hadar z Klingonami przebiegło po okręcie sprzedam ich do najgorszego miejsca jakie uda mi się znaleźć. - włączyłem się do rozmowy
- Proponuje potrzymać ich trochę, a potem na gladiatorów na terenach Klingońskich lub podobnie wojowniczych ras. - rzekł ten od fregaty, Farianin. - A kim pan jest? Nie pamiętam pana. Jestem Daimon Delon Kaibek, dowódca Jobacka oraz właściciel Pajacyka i Mlówecki.
- Nazywam się Qumos jestem dowódcą Deli bardzo mi milo - odpowiedziałem po czym powiedziałem - Jak pan sądzi czego Lagantianie mogą od nas chcieć ja bym im nie ufał?
- Stawiam, że chcą naszą technologie bo pokazowo kopaliśmy tych Indvarian, a raczej się nie lubią.Dalszą konwersacje przerwał Qmek, wchodzący na mównicę.- Panowie, panowie kapitanowie i osoby towarzyszące. Proszę spocząć.Dopiero jak wszyscy usiedli to rozpoczął właściwą mowę.- Dzisiaj wydarzyła się rzecz straszna. Nasza misja handlowa została bezpardonowo zaatakowana przez nienawidzącego nas wroga, o którym nawet nie mielismy pojęcia. Straciliśmy 15 statków i ponad 2 000 współpracowników. To są ogromne koszty! Sam tylko transportowiec Chłodna Japa z rzadkimi artykułami spożywczymi kosztował 900 000 sztabek i po 100-200 tysięcy za odszkodowania z systemu ubezpieczeń IHF. Na razie mówimy o około 25 milionach sztabek strat, nie licząc zasiłków wypadkowych i kosztów napraw. Ci Indvarianie muszą za to zapłacić!!!Przerwał na chwilę i wciągnął do nosa tabakę. Po kilku potężnych kichnięciach kontynuował.- Rozmawiałem z Wielkim Nagusem Romem i przekonałem go o innym interesie w tej okolicy. Odeślemy transportowce i uszkodzone statki na tereny Romulan. Stamtąd podążą z towarem do innych kupców. My zaś... Otóż Legantianie chcą naszej pomocy. Liga Patka juz nie istnieje. Indvarianie i Katoni oderwali się od niej i rozpoczeli wojnę z resztą ras. Wykorzystali nas jako pretekst do wojny i, dysponując nowoczesną jak na warunki Ligi, flotą uderzyli. Zdażyło się to 2 dni temu. Teraz tereny Ligi sa obszarem wojny i Indvarianie wygrywają. Zdobywają kolonie i kopalnie. Są na dobrej drodze by wygrać. I my im w tym przeszkodzimy. Jesteśmy jedyną alternatywą dla Ligi, bo Federacja się nie wmiesza, a Romulan się boją. Na razie wspomożemy obronę Apisu, a potem uderzymy w logistyke wroga i zmienimy losy wojny. I oczwiście sporo zarobimy, bo nie działamy charytatywnie!Na sali zerwały się spontaniczne oklaski, bo w końcu każdy przybył tu dla kasy.- Jesli któryś z kapitanów nie chce uczestniczyć w tej misji, niech się do mnie zgłosi. Wróci wraz z transportowcami. Ci co zostaną otrzymają góry latinum. Nasi nowi sojusznicy będa płacić nam nie tylko za zniszczone okręty wroga, ale też wypłacac ekwiwalent za utracone własne jednostki. I to się nazywa interes!
Przemowa bardzo mnie ucieszyła tak że wyciągnąłem z kieszeni tabakę i wykichałem się za wszystkie czasy zwracając uwagę jednego z Ferengi któremu natychmiast zaproponowałem kupno tabaki za 8 sztabek pudełko.
