Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Mandela
- Cieszę się bardzo, lecz okręt jest w takim stanie że nawet gdy szybciej dolecimy do doku naprawczego tym dłużej spędzimy tam remontując go. Mandela kończy. – skinąłem głową w stronę kadeta by wykonał rozkaz Zastanawiałem się od czego zacząć. Najpierw udałem się do mojej kwatery, całe szczęście że jestem wyznawca spartańskiego trybu życia. Oprócz poprzewracanych krzeseł tylko wręga zaśmiecała mój pokój no i oczywiście potłuczony przez nią panel oraz wiązki kabli i przewody, to tylko tyle obejrzałem poczym zajrzałem w plany konstrukcyjne, demontaż będzie łatwy lecz przywrócenie temu pomieszczeniu dawnego wyglądu na samodzielnej pracy się nie skończy. Pod biurkiem znalazłem jakiegoś pada, przejrzałem zawartość- E, jakiś raport z testu systemów, mało znaczące – mówiłem do siebie i skasowałem go – spisałem potrzebne elementy i czynności i udałem się na oględziny. Idąc od pokoju do pokoju lista robiła się coraz dłuższa; i nie dziwiłem się zbytnio temu, tylko dziękowałem inżynierom floty że ta łajba trzyma się jeszcze w jednym kawałku. Pokład drugi wyglądał już zdecydowanie gorzej, po drodze minąłem Dianę chciałem ją o coś zapytać lecz ona odparła że później. Pary techników dokonywało najpilniejszych napraw, najpierw przekaźniki i przewody, później uszkodzenia strukturalne; widziałem ze się bardzo starali mimo że mieli otarcia i stłuczenia, jeden z nich miał chyba złamaną lub zwichniętą rękę lecz mimo to operował kluczem, lepiej lub gorzej mu to wychodziło chciałem podejść do niego i kazać mu odpocząć lecz z drugiej strony bez tych ludzi okręt by się po prostu rozpadł. Poszedłem dalej przed siebie. Zajrzałem przy okazji do kontroli środowiskowej oraz podtrzymania życia. 2 kadetów ciągle monitorowało wydajność systemu- Tak kapitanie – odparł jeden gdy wszedłem do środka Zapytałem dość szczerze, może pytanie nie było na miejscu ale ciekaw byłem ich reakcji - A wy to z jakiej jednostki – spojrzeli po sobie ze zdziwieniem - Kadet Kolesnikow i Pitar – odparli jeden po drugim - Ja się pytam skąd nie kto – bawiło mnie to choć nie powinno- USS Vanguard przecież pan kapitan wie – obaj byli mocno zdezorientowani - Komputer wie ale ja nie pamiętam was za co przepraszam - Pan kapitan może nie rozpoznaje teraz twarzy ale – obaj byli trochę ubrudzeni – spotkał nas pan podczas pierwszego obchodu okrętu, - Teraz pamiętam – odparłem, skłamałem bo nadal nie miałem pojęcia z kim gadam, może ich twarze widziałem w komputerze jak przeglądałem dossier załogi ale w tej chwili byli dla mnie obcy - Jak podtrzymanie życia – zapytałem- Działa bez problemu, parę sekcji miało przerwy w poszyciu lecz pola siłowe trzymają, jeden z techników dostał od nas całą ich listę i dokonuje napraw poszycia, pierwszy wydał nam pozwolenie na dyspozycję jednego replikatora przemysłowego. Działa bez zarzutu, na pokładzie 8 wszelkie mniejsze przerwy w poszyciu zostały już załatane i wyrównane. Pozostawiliśmy tylko większe panele kadłuba do wymiany na stacji. - Dobra robota – zasłużyli chociaż na takie słowa pochwały i wyszedłem 6h łaziłem po tym pokładzie zanim dotarłem do pokładu niżej, chciałem zajrzeć do pani Doktor ale mój żołądek domagał się strawy. Udałem się do pokoju rekreacyjnego który znajduje się naprzeciwko magazynu sond. W pomieszczeniu było ciemno, podszedłem do replikatora i wymusiłem na nim podanie mi wody i ryżu z czymkolwiek, nie miałem ochoty na coś wykwintnego, kazałem mu losować, urządzenie było bardziej oporne niż mi się wydawało ale nie ma to jak urok kapitana. Z gotowym daniem usiadłem obok leżanki, sztanga walała się gdzieś pod ścianą; gdy dobrnąłem do połowy drzwi pomieszczenia otworzyły się, siedziałem do nich tyłem, spojrzałem przez ramię. W drzwiach stały dwie kadetki, obie miały umorusane buzie, całkiem ładnie się prezentowały, nie zwróciły na mnie uwagi, chyba miały ten sam pomysł z jedzeniem co ja, któryś z techników wspominał coś że stołówką zajmą się później. Kadetki miały podobny problem z replikatorem co ja. Z początku nie chciałem się wtrącać w tą potyczkę w maszyną lecz gdy stwierdziły że chyba darują sobie posiłek i zadowolą się racjami, podszedłem do nich.- Pan kapitan tutaj .... – zapytały - .. je – dokończyły- Co w tym dziwnego – odparłem – co dla was – zaskoczenie sięgnęło zenitu - Może to samo co pan kapitan ?? – odparła jedna nieśmiało- Usiądziecie ze mną czy wolicie jeść osobno – zgodziły się od razu, później dotarło do mnie że zabrzmiało to jak rozkaz, nie chodziło mi o to ale cóż stało się Gdy w trójkę powróciliśmy do leżanki obie od razu zaczęły jeść, były głodne i zmęczone. Nie pytałem o nic tylko skończyłem posiłek Gdy one jeszcze jadły a ja już byłem po przyglądałem się im, chyba aż za bardzo to robiłem bo z pełnymi buziami patrzyły się na mnie - Nie przejmujcie się mną, traktujcie mnie jak waszego kolegę – chciałem powiedzieć jak powietrze lecz stwierdziłem że mogłoby to być opatrznie zrozumiane.Gdy skończyły jedna chciała mnie o coś zapytać ale widziałem że się krępowała, gdybym tego nie zauważył moje szanse na bycie dobrym kapitanem zmalałby - Pytaj, skoro musisz – powiedziałem, kadetka wahała się, drugą szturchnęła ją łokciem ale na nic się to zdało- Koleżanka chciała zapytać ... – druga powstrzymała ją - Chciałam zapytać czy wyjdziemy z tego cało - Tak – odparłem - I już – zapytała - Tak, bo cóż więcej miałbym wam powiedzieć - I jeszcze jedno ..... – wahała się ale zapytała – czy można się z panem kapitanem umówić Zaniemówiłem - Jeśli nie to przepraszam za pytanie - Nic nie szkodzi, tak, jak się uporamy z tym bałaganem to tak, bardzo chętnie kadetko ....- Potter, Margaray Potter- Koleżanki wołają na nią May- A więc zarówno ja jak i wy powinniśmy już wracać do własnych obowiązków, do zobaczenia kadetko Potter Odstawiłem naczynia do replikatora, kadetki już wyszły a ja stałem tak i uśmiechałem się sam do siebie - Ciekawe co z tego wyniknie – i wyszedłem z pokoju, jakiś technik nie mógł sobie sam poradzić z dość dużym kawałkiem podłogi który był wybrzuszony od eksplozji kanału przesyłu energii, stwierdziłem co mi tam, wszyscy oficerowie i tak mają co robić, pomogłem mu; gdy skończyliśmy mój zegar biologiczny wskazywał że czas najwyższy na sen. Odgoniłem tą myśl, obaj wleźliśmy do kanału Jefriesa by z drugiej strony dobrać się do kabli i przekaźnika, nie najlepiej to wyglądało zważywszy że dostęp od tej strony był zablokowany, nie pozostało nam nic innego jak obejście i dostanie się tam od drugiej strony. Wiele korytarzy dalej i kilka godzin później mieliśmy krótką przerwę którą poświeciliśmy na sen, musieliśmy poczekać na naszą kolej dostępu do replikatora by zrobić nowe elementy. Przespaliśmy 2h gdy Gint, który zarządzał całym tym bałaganem, dał znać że zaraz przeniesie elementy do nas. Po chwili leżały one obok nas, proces instalacji szybko postępował. Gdy skończyliśmy kadet miał już listę następnych napraw a ja udałem się do Diany. Tu też nie było za wesoło Diana miała ręce pełne roboty i nie tylko, latała od jednego holodeku do drugiego okazjonalnie zaglądając do ambulatorium. Gdy ją spotkałem szykowała się do operacji wyciągnięcia kawałka ostrego metalu z brzucha jednego z moich załogantów. Nie chciałem jej przeszkadzać więc pozwoliłem sobie pożyczyć na chwile jednego z jej zastępców aby co nieco dowiedzieć się jak idzie opieka nad rannymi, wtedy usłyszałem jej krzyk w moją stronę- Williamie nie jesteś sterylny wynoś się stąd – jej zastępca słysząc to wyrzucił mnie za drzwi a AHM nawet nie podniósł wzroku znad pacjenta, mocował się z metalem lecz każdy ruch sprawiał że kadet cierpiał i to bardzo. Reszty już nie ujrzałem, stwierdziłem że zaczekam aż ona skończy. Czekałem tak z 2h, gdy Diana wyszła podeszła do mnie - Przykro mi, kadet tego nie wytrzymał, kawałek przebił go na wylot uszkadzając wszystko co było na jego drodze, mamy jednego martwego więcej, reszta jest w lepszym stanie, trochę potrwa zanim chociaż płowa załogi będzie w stanie łatać ta łajbę . Choć opatrzę ci ranę - Skąd ta gorycz u niej – zacząłem się zastanawiać, ale nic nie powiedziałem, chciałem już sobie pójść lecz jej wzrok sprawił że uległem, widziałem że nie warto się z nią kłócićCzytałem jej akta, znana była z tego że żadnemu rannemu nie przepuściła, nieważne czy było to draśnięcie czy głęboka rana. Udaliśmy się do ambulatorium, tam usiadłem na jej stoliku i poczekałem aż przyniesie „swoje narzędzia tortur”, dość pieszczotliwa nazwa jak na coś co sprawia niemały ból przy regeneracji i dezynfekcji ran i to nawet tych głębszych. Najpierw był zastrzyk aż mną zatrzęsło, nie pytałem ani co to ani na co, nie było warto, poczekałem aż pani Doktor zregeneruje mi nabłonek i parę naczyń krwionośnych,- Skończone – rzekła Diana- dzięki bogu nareszcie koniec – pomyślałem, ogólnie nie lubię lekarzy, lecz panią doktor jestem w stanie nawet polubić, nie tylko za atrybuty fizyczne jakimi obdarzyła ją natura. Diana była już wyraźnie zmęczona, usiadła na fotelu i wyciągnęła się, wiedziałem że miała ochotę pójść się trochę przespać lecz jeszcze nie teraz dopóki każdego nie zakwalifikuje jako lekko rannego nie uśnie. - Od ilu godzin nie spałaś – zapytałem- Nie wiem, może 2 dni – wyjęła jaką kapsułkę i połknęła - Co to ??- Nie pytaj – odpowiedziała – dzięki temu się trzymam- Rozumiem – ale jak się to skończy przestaniesz - Za kogo mnie masz – zapytała oburzona - Ja wiem swoje i ty wiesz swoje, wiesz co ja o tym myślę i to wystarczy, nie chcę ci przeszkadzać więcej bo im szybciej się z tym uporasz tym lepiej dla wszystkich - Idź i nie wracaj – odparła pół żartem pół serio, przy tym lekko się uśmiechającWyszedłem z ambulatorium i natknąłem się na Ginta - O właśnie pana szukałem - Co jest ?? – zapytałem niezbyt przyzwoicie- Jest interes do zrobienia a raczej robota – od razu przypomniał mi się dość stary skecz kabaretowy sprzed kilku wieków - Słucham – zapytałem - Chodźmy do maszynowni, wyjaśnię po drodze – zabraliśmy jeszcze kilku kadetów aby pomogli Na miejscu okazało się że reaktor jest gotowy do próbnego odpalenia ale ma osób do nadzoru i sprawdzenia wszystkiego dwa razy. Kilka godzin później, wszystkie kontrolki i testy wskazywały że można próbować, pierwsze kilka prób poszło na testy rozruchowe. Bodaj za 7 czy 8 razem rektor zaskoczył i zaczął się jarzyć niebieskawym światłem- Plazma w normie- Pole sprężające też - Cewki na optimum- Injektory idealnie pracują- Przewody trzymają A ja byłem zadowolony, nareszcie mamy zasilanie, tylko doprowadzić konstrukcje do ładu i możemy zrobić testy w locie na niskich prędkościach a później zwiększać prędkość aż do maksa. Zbliżała się pora na którą każdego żołądek czekał, pora posiłku, zostaliśmy w maszynowni, replikatory na szczęście tam działały, każdy usiadł gdzie mógł i jadł bez gadania. Godzina dwie snu i dalej, zostało jeszcze wiele do zrobienia. Gdy dotarliśmy do punktu odległego o godzinę lotu od doku poszedłem się trochę przespać, ciągła praca pomoże lecz umysł też wymaga regeneracji.
Dwa okręty weszły do systemu Ajala, który był Mekką dla naukowców. Takiej anomalii jak tutaj nie było za dużo w Mlecznej Drodze. Dwie młode, niebieskie gwiazdy krążyły wokół siebie, a za 6 planetą jeszcze trzecia, pomarańczowy olbrzym. To dało bardzo dziwne klimaty na planetach: pierwsze dwa były wypalonymi kawałkami metalu i dlatego istniało na nich kilkanaście wielkich kopalń. Trzecia planeta była podobna do Ziemi, ale podwójna grawitacja bardzo przeszkadzała. Ewolucja była dopiero na poziomie pierwszych lądowych organizmów, ponieważ powstawanie niebieskich słońc wypaliło 2 miliardy lat temu całe życie. Czwarta skuta metanowym lodem nie nadała się do życia, ale mala stacja badawcza wykryła w cieplejszych źródłach skomplikowane organizmy podobne do glonów. Piąty, gazowy gigant nie interesował nikogo. Szósta i siódma nadawały się do życia, na Ajala VI istniało kilka kolonii, zaś na siódmą praktycznie całej pokrytej dżunglą zapuszczali się tylko najodważniejsi. Tysiące gatunków wciąż walczyło tam o przetrwanie, a drapieżniki wytwarzały takie trucizny, że nawet najmniejsze ukłucia zabijały w oka mgnieniu. Podobno gdzieś pod ziemia istniały roje inteligentnych owadów, ale ci którzy wyruszyli to sprawdzić nie powrócili. Ekipy ratownicze wysłane na pomoc też nie.W układzie istniała dobrze rozwinięta infrastruktura. Nad trzecią planetą krążyła stacja nadzorująca transporty z rudą, przerabianą w kopalniach. Druga podobna stacja, SB 74, orbitowała nad Ajala VI. Obok stało też 4 duże doki, mogące przyjąć nawet 600 metrowe statki oraz 7 mniejszych. W układzie znajdowały sie też sieci platform obronnych: 15 w okolicy SB 74, pozostałe 50 nad kopalniami. Było też klkanaście placówek naukowych, głównie w okolicy słońc i Wielkij Dżunglii, jak potocznie nazywano Ajala VII.Statki od razu skierowały się ku SB 74. Scalia doholowała Vanguarda to jednego z mniejszych doków, który promieniami trakcyjnymi wciągnął statek do środka. Po chwili potężne pola siłowe zaskoczyły odgradzając staek od próżni. Generatory zaczeły pompować mieszanką powietrzną do bombla.- Admirał Sho'lko'vrethem do Vanguarda. - odezwała się fonia. - Jestem dowódcą stacji. Cała załoga ma przygotować się do transferu do bazy.
- Zrozumiałem dziękuję za pomoc, będzie nas czekać sporo roboty by ta krypa znowu latała o własnych siłach - Mandela kończy.Pierwszy poinstruował załogę o przestawienu systemów na ciągłą diagnostykę oraz odłączenie wszelkich zbędnych systemów w celu dokonania przeglądu i niezbędnych napraw. Na okręcie zrobiło się znacznie ciszej gdy reaktor przeszedł w tryb jałowy.
Załoga oraz dodatkowi ranni powoli opuszczali okręt. Ci w gorszym stanie byli teleportowani, reszta za pomocą promów. Jednocześnie mechanicy zajęli się szacowaniem uszkodzeń. Kadłub statku był niezbyt uszkodzony, ale wymiana przepalonych systemów na pewno będzie długa i uciążliwa.Obsada mostka leciała w ostatnim promie z załogą. Oddalając się od doku widziałeś jak kilku mechaników z zewnątrz sprawdzało stan pancerza. Widać znali się na swej robocie.Prom wylądował. Obok wyjścia stał już jakiś chorąży.- Kapitan Mandela? Admirał prosi na słówko do siebie.
- Tak to ja - podszedłem do chorążego - prowadź chorąży - nie zastanawiałem się o co może chodzić tylko szedłęm za nim szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to, jedyną rzeczą jaka mnie interesowała to stan mojej załogi i mojego okrętu w takiej kolejności, reszta się nie liczyła.
Admirał Sho'lko'vrethem był oczywiście Andorianinem i wymawianiem swojego pełnego imienia doprowadzał podwładnych do szewskiej pasji. A poza jego plecami i tak wszyscy mówili o nim Holko.Admirał przebywał w swoim gabinecie i pił jakiś bliżej niezidentyfikowany, andoriański płyn w kubku. Jak wszedłeś do gabinetu skinieniem głowy przywitał cię i pokazał wolne krzesło.- Kapitanie Mandela. - zaczął. - Mam już wstępny raport o pańskim okręcie. Choć z zewnątrz nie wygląda źle to w środku jest strasznie. Nawet dziwię się jak udało się wam włączyć rektor. Pewne robiliście obejścia obejść. W każdym razie czeka pana minimum trzy tygodniowe rozstanie z kapitańskim fotelem. Ale to też ma dobre strony. Czytałem pańskie akta i wiem, że lubi pan badać. I będę mieć dla pana właśnie takie zadanie. Kiedy będzie pan gotów je się podjąć zapraszam do mnie wraz z 7 podwładnych. Teraz jest pan wolny.
Podziekowałem i wyszedłem z pokoju. Nie pytałem o nic bo i tak nie miałem o co pytać, okręt się za trochę wyremontuje a ja tymczasem najpierw odwiedze kantynę, parę głebszych i miła kompiel w swoim pokoju pozwoli co nieco mi się odpreżyć i zregenerować. Ale najpierw załoga, pacnałem odznakę floty - Komputer połącz mnie z pierwszym oficerem Norgiem- Przyjełam - po chwili usłyszałem głos pierwszego - Co jest kapitanie ?? - zapytał, w oddali słyszałem że się z kims przekomarzał, nie miałęm ochoty nawet pytać o co chodzi, wiem że i tak bym się tylko niepotrzebnie wtracał - Daj załodze dzień odpoczynku a i popytaj kto ma ochotę na małe zwiedzanie, potrzebuje 7 osób, niech stawia sie u mnie pojutrze o 9:00- Zrobi się - szybko się wyłaczyłZałoga załatwiona a więc najpierw kantyna czy kapiel, kąpiel, udałem się do swojego pokoju. Jak tylko przekroczyłem próg, zrzuciłem z siebie łachy i napuściłem do wanny ciepłej wody. Dwie godziny później nie miałem najmniejszej ochoty z niej wychodzić lecz czas najwyższy coś zjesć i czegos się napić, mam cały dzień dla siebie więc bedę mógł w spokoju wypić i to dużo, nie ważne jak wrócę do kajuty i jak to bedzie odebrane, mało mnie to obchodziło. Założyłem jakieś czyste ciuchy i udałem się do kantyny. Ciekawiły mnie informacje przekazywane sobie miedzy załogą stacji jak również między przjezdnymi.
W barze, do którego zawitałeś aż kłębiło sie od niebieskich mundurów. Widocznie w pobliskich laboratoriach była jakaś przerwa. Rozgardiasz był straszny i normalny człowiek niewytrzymałby słuchania tych wszystkich teorii, opinii, hipotez i zdań odrębnych.Udało ci się znaleźć miejsce przy stoliku zajętym przed dwóch młodych chorążych. Zapewne byli parą bo często się do siebie uśmiechali. Przypuszczenie potwierdziło się, gdy okazało się, że pod stołem trzymają się za ręce.- Więc sądzisz, że ten żuk jest całkowiecie nowym gatunkiem? - zapytała blondynka.- Tak, wskazuje na to nie tylko inny kolor, ale i budowa kończyn. Dzięki mocnym tylnym odnóżom moga skakać nawet do 10 metrów. Ale będziemy pewni po 17, gdy skończy się składanie jego genomu. W koncu trikorder początkowo wskazywał, że jest tylko odmianą tamtego. A jak u ciebie?- Mam zdać dzienny raport? Temperatura Jedynki bez zmian, Dwójki także. Brak rozbłysków, anomalii. To są stabilne słońca i nawet ostatni rozbłysk zdażył się miesiąc temu. - para rozmawiła ze sobą i w ogóle nie zwracali na ciebie uwagę.Obok stolika pojawił się kelner i milcząco popatrzył na ciebie. Juz miałeś złożyć zamówienie, gdy nagle zdażyło się coś nieoczekiwanego. Wszystkie ekrany zgasły i pojawiła się na nich admirał Janeway.- Przekaz do wszystkich jednostek Federacji i sojuszników, mogących przybyć w okolice Ziemi w ciągu 5 dni. Ogromna flota Borga wkroczyła na terytorium Federacji. Ostatnie dane z Deep Space 3 mówiły o ponad 600 jednostkach. XIV Flota, która miała rozpoznać skład floty została zasymilowana. Borg kieruje się na Ziemię. Będzie tam za 5 dni i 6 godzin. Klingoni, Romulanie, Dominium i siły Wolnej Kardazji lecą nam na pomoc. Bitwie zostanie stoczona w sektorze 001. Koniec przekazu.
Postanowiłem nie ruszyć się z kantyny ani na krok, i tak nie objałbym dowództwa na okręcie bojowym więc jak mniemam moje wytyczne się nie zmieniły, więc najpierw dla rozluźnienia coś mocniejszego a później się zobaczy. Podszedłem do baru i poprosiłem o butelkę tego niebieskiego czegoś w żółte paski, nie wazne jak bedzie smakowało zreszta jak będę mnie do czegos potrzebowali to i tak mnie znajdą. Moje zachowanie może trochę zdziwiło pozostałe osoby znajdujace się w tym pomieszczeniu lecz nie dbam o to, chcę się tylko porządnie napić, narazie.
W kantynie nastała grobowa cisza. Kilka osób zostało wezwanych na swe okręty. Jednak większość została. W końcu naukowcy mają za zadanie badać, a nie walczyć. Naukowcy w ciszy kończyli dania i wymykali się.Siedząca przy twoim stoliku kobieta zaczęła łkać, mówiąc o rodzinie na Ziemi. Mężczyzna mocno ją przytulił i próbował pocieszać. Ale niezbyt dobrze mu nie wychodziło. Czułeś się intruzem.Alkohol był mocny i słodki, ale nawet jego smak nie odciągnął cię od wizji "Mieszkańcy? 6 miliardów, wyłącznie Borg."
Postanowiłem zabrać ze sobą butelkę wraz z zawartością, - Mieszkańcy? 6 miliardów, wyłącznie Borg. A jak kiepsko naszym pójdzie w tym i ja - do optymistow to ja sie nie zaliczałem, ale nie chcąc dłużej przeszkadzać innym moja obecnościa i zachowaniem wyszedłęm z kantyny, barman cos do mnie zawołał odnosnie butelki lecz zbyłem go machnięciem ręki. Postanowiłem wrócic do swojego pokoju. Gdy dotarłem na miejsce butlke oprózniłem już do połowy co jakby nie patrzeć wpłyneło na moje zachowanie jeszcze bardziej, nie zebym lubił taki stan i taki typ zachowania lecz sytuacja tego wymagała. Wypiłem jeszcze pare łyków alkoholu i padłem na łóżko. Zdołałem jeszcze tylko wydać polecenie komputerowi aby mnie obudził za jakieś 10h, nie wazne że będzie to środek nocy.
Idąc do wyznaczonej kwatery zauważyłeś odlot kilkunastu statków, w tym ten co odholował Vanguarda do doku.- Jest 5.00 czasu standartowego. - poinformował cię komputer. Ponieważ nie reagowałeś powtórzył to parę razy, przy każdym powtórzeniu zwiększając poziom głosu.
Po tym niebieskim płynie strasznie mnie mdliło nie mówiąc o młocie pneumatycznym w mojej głowie, postanowiłem że zanim wstane takie szopki bedę odstawiał tylko w specjalnych przypadkach. Nigdy nie lubiłem tego jak się czuje po opróżnieniu prawie butelki dobrego alkoholu. Nie chciało mi sie wstać lecz wiedziałem że i tak mnie to nie ominie więc zwlokłem się początkowo na podłogę a później w niewiadomy mi sposób podniosłem się aby w końcu jako tako kiwać się stojąc, a może odwrotnie. Mniejsza z tym doczłapałem do umywalki, szybkie zanużenie twarzy w lodowatej wodzie troche mnie otrzeźwiło, potem szybki prysznic i z powrotem do pokoju aby założyć mundur. Stwierdziłem że czas najwyższy pogrzebać w komputerze i dowiedzieć się czegokolwiek o ostatnich działaniach Borga w naszym kwadrancie. Usiadłem przed panelem który stał na biurku i zwróciłem się do komputera. - Pokaż mi wiadmosci z ostatniego miesiąca dotyczące potyczek federacji i innych nacji z borg w kolejności od najnowszych ku najstarszym
- Tylko 1 wpis. 9 dni temu połączapna flota kilkudzisięciu okrętów z różnych państw zaatakowała i zniszczyła ukryty węzeł transwarp w Badlands. Część sił federacyjnych użyła węzła do przesłania sie do układu Galen, próbując zapobiec atakowi Talarian na ten układ. Los pozostałych jednostek nieznany, jednak węzeł został całkowicie zniszczony.
- Talarian powiadasz - rzuciłem sam do siebie - ciekawe co by na to rzekł pierwszy, ale nie mam zamiaru podważać jego wwiarygodności, jeśli coś ma się wydarzyć to i tak się wydarzy a ja nie mam najmniejszego zamiaru przeciwstawiać się woli czarnej przestrzeni i wieczności. Do 9 jeszcze 4 godziny, najpierw coś a potem się zoabaczy - nie miałem zamiaru wychodzić z kajuty, podszedłem do replikatora - chyba zjem coś lekkostrawnego, może andaluriańską sałatę i ziemskie pomidory - witamina C zdecydowanie mi pomoże - a i szklanka, duża szklanka - poprawiłem się - soku z pomarańczy, mogą być volkańskie - poczekałem aż we wnęce pojawi się moje danie, poczym zabrałem talerz i szklankę do stolika, szybko się uwinałem z jedezeniem, całe szczęście żołądek mój był bardzo tolerancyjny i nie sprawiał kłopotów. Gdy skończyłem odniosłem naczynia do repliakatora i rozsiadłem się w fotelu. - Komputer dane astrofizyczne o planecie poniżej, podaj czas trwania doby na planecie - zwróciłem się do komputera.
