Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Kłos
Komputer nie odpowiedział. Ani na chwile nie spuszczałeś wzroku z niego a Sajtar się tylko uśmiechał jeśli nie szczerzył zebów, wyczuwałeś że nie jest to jego normalne zachowanie. - A szukaj, szukaj ale tam tego nie znajdziesz - Sajtar wyjął za pleców fazer - tego szukasz - poczym uderzył fazerem w wręgę akurat tą częścią która była najmniej odporna, emiter i kryształ rozsypał się, upuścił go a następnie powiedział - to czym teraz mnie zaatakujesz
Postanowiłem wykorzystać moją jedyną broń umysł i wedrzeć się do jego głowy aby zobaczyć dlaczego mu odbiło i możliwie pomóc.
Mimo że starałeś się ze wszystkich sił nie byłeś w stanie tego zrobić, tak jakby jego umysł coś chroniło. Próbowałeś raz po raz, każda przegrana coraz bardziej cię zniechęcała do następnej próby. Po kilku minutach Sajtar - Skończyłeś już, to teraz zdychaj ........... - słowo było tak nie zrozumiałe, gardłowe pochrząkiwania i harczenie, translator próbówał to dopasować i zanalizować lecz nie dał rady, Sajtar rzucił się na ciebie. Celował prosto w twoja klatkę, chciał koniecznie wypruć ci płuca, zaczał się zachowywać jak zwierzę, dzikie zwierzę.
Odskoczyłem na bok ta aby wykorzystać jego impet i popchnąć go na grudz.
Rozminałeś się z nim dosłownie o centymetry, miałeś dużo szczęścia bo nóż lekko przeciął twoje ubranie zostawiąjąc draśnięcie na twojej skórze, trochę szczypało lecz Sajatar pocuł znacznie większy ból. Wyrżnał głową o gródź, krew trysneła z lekko rozbitej głowy lecz on się nie poddał - Nastepny cios rozetnie twoje gardło - wycharczał poczym rzucił się z nożem ustawionym w poprzek
Tym razem postanowiłem poczekać i w ostatniej chwili odskoczyć w stronę trzonka noża aby ponownie miał niespodziankę po tym manewrze wywaliłem mu buta w twarz.
Odskoczyłeś tak jak zaplanowałeś lecz w ostatniej chwili Sajtar ciał powietrze nożem a przy okazji zawadził o twoje ramię, poczułeś ból z rany, ciepła krew popłyneła wzdłuż ramienia by skapywać na podłogę. Gdy kopnąłeś go w twarz, dość niefortunnie to wykonałeś bo chorąży trzymał głowę dosłownie centymetry odostrej krawędzi leżanki, metal zagłębił się w czaszkę powodując peknięcie czaszki oraz uszkodzenie mózgu nie mówiąc o krwawieniu. Sajatar osunął się na podłogę, ciemna krew utworzyła dość dużą plamę. Twoja rana nie była poważna ale i tak sprawiała ci dosć bólu. Usiadłeś ze zmęcznia na siedzisku, próbowałeś ogarnać całą sytuację gdy z zamyślenia wyrwał cię komunikat promu o zbliżającej się jednostce.
Po biegłem do konsoli aby to sprawdzić po drodze łapiąc jakąś szmatę aby zatamować krwawienie.
Od sterburty podchodziła jakaś jednostka, dość duża, około 100 metrowa, zpewne jakis transportowiec zapewne zakupiony kiedyś od klingonów bo z wyglądu tak się prezentował. Dziób był uzbrojony w wierzyczkę z disruptorami przynajmniej tak to wyglądało. Gdy jednostka zblizyła się na odległość 0.5 km prom został pochwycony wiązką holowniczą. Promem mocno szarpneło lecz udało cię złapać szybko równowagę i nie upaść.
Postanowiłem wywołać transportowiec aby dowiedzieć się o co chodzi. W między czasie próbowałem obudzić nie przytomnych za pomocą hipospreja.
Transportowiec nie odpowiadał a zwykły hypospray nie dał żadnych rezultatów, 3 chorażych wymagało konkretnej pomocy lekarskiej a napewno Ketrnika z rozbitą głową.
Jako ze nie wydawało się abym miał szansę z wrogim okrętem postanowiłem wysłać wezwanie pomocy na wszystkich kanałach podprzestrzennych.
Transportowiec podszedł na odległość 50 m, odczułeś lekkie szrpanięcie, komputer poinformował że prom jest już trzymany dwoma wiązkami trakcyjnymi, a ty stałeś się świadkiem jak trójka chorążych zaczeła znikać, zresztą i ty zostałeś przeniesiony na pokład transportowca. Pierwszą osobą jaką zobaczyłeś zaraz po teleportacji był ktoś już ci znajomy, gdież już go widziałeś, rozpoznajesz rysy twarzy lecz ta osoba szybko się odwróciła i znikneła w mroku trzewi transportowca. Wogóle wokół panował półmrok. Spojrzałeś na ciała Ketrniki, Lamira i Kajtteca już chciałeś do nich podejść ale zatrzymaleś się w pół gdy usłyszłeś znajomy głos- Widze że potrzebujesz naszej pomocy - głos należał do kadetki Salin Pario, po chwili za jej pleców pokazało się dwóch oficerów z niebieskich mundurach, szybko zajeli się rannymi a Salin podeszła do ciebie, jej twarz była znacznie starsza niż gdy ją widziałeś ostatnio.
- Pario co ty tutaj robisz? Wydajesz się jakaś starsza czy mozesz mi powiedzieć co się tutaj dzieje? - zapytałem rozglądając się w około.
