Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Kłos
Postanowiłem się skupić aby stworzyć telepatyczna barier wokół mojego umysłu.
Zbudowanie dostatecznej liczby barier było zadaniem nader ciekawym bo nigdy nie miałeś styczności z taką sytuacją ani nikt nie poddawał cię takiej próbie co nie znaczy że nie dasz rady stawić jemu czoła. Mijała godzina za godziną, budując bariery byłeś ciągle świadom otaczającego cię świata i to co w nim zachodziło. Zaczął do ciebie dochodzić strumień myśli i odczuć nieznanych ci osób i istot, część myśli dotyczyła życia i przemijania a drugą część, można by rzecz iż prawie równa zastanawiałą się dlaczego nie słyszą już twoich myśli, miałęś wewnętrzą potrzebę pororzmawiać z nimi odciąć się od świata który znasz, od floty od towarzyszy leżących w kojach, słwoem od wszystkiego. Kolejene bariery któe stawiałeś z coraz wiekszą trudnością, lecz z drugiej strony każda kolejna bariera odcinała kolejen próby dotarcia obcego strumienia do ciebie i skłonienia cię do postępowania zgodnie z nim. 3 dni później dosłownie wariowałeś od barier, utrzymanie wszystkich w należytym miejscu sprawiało ci nie mało trudności i bólu, cienka strużka krwi płyneła ci z nosa ale byłeś prawie wolny, gdzieś w na krańcach twojego umysłu jakaś cząstka strumienie ciągle walczyła o dostęp do twojego umsyłu. Nareszcie twoje dłonie robiły dokładnie to co chciałeś.
Jak tylko odzyskał sprawność podniosłem osłony i rzuciłem się do replikatora aby coś zjeść z kanapką w ręku przeskanowałem ponownie 2 prom.
Drugi prom był już pusty, przez parę dni nie byłeś świadom co mogło tam zajść ale ta droba cząsta podpowiadała ci że oni stali się częścią czegoś większego.
Zobaczywszy co się tutaj dzieje postanowiłem zniszczyć to coś załadowałem uzbrojenie i rozpocząłem atak.
Wiązki odpaliły z 4 punktów na promie lecz ich moc nie była w stanie konkurować z powierzchnią planetoidy, po chwili wiedziałeś że to nie ma sensu to coś drwi z ciebie i twoich akcji.
Postanowiłem odlecieć z tego miejsca i kontynuować poprzedni kurs zapisując w logach aby zawsze włączyć osłony przed wkroczeniem w ten obszar.
Dopiero gdy oddaliłeś się na dość znaczą odległość, minimalnie 6 - 8 h lotu twoi towarzysze zaczeli się budzić, nie byli świadomi zdarzeń jakie zaszły podczas ich wymuszonego snu. Dopiero gdy wyjaśniłeś im że mineło znacznie więcej niż 8h jak się im wydawało, byli wielce zdziwieni.
- Jak to ponad 3 dni - zapytał Sajtar a reszta patrzyła z zdumieniem czekając na odpowiedz.- To dość dziwna historia ale może zacznę od początku. Jakiś czas po objęciu przeze mnie wachty coś przejęło nade mną kontrolę i kazało polecieć w kierunku planetoidy próbowałem was obudzić ale nie przynosiło to skutku a kiedy próbowałem sie przesłać na powierzchnie nie pytajcie dlaczego bo nie mam pojęcia pękł przewód plazmowy i spięcie włączyło osłony a dzięki nim odzyskałem przytomność - w tym momencie przerwała mi Katnika - I co przez 3 dni stałego i gapiłeś się na to coś - a ja odpowiedziałem - Daj mi dokończyć juz miałem odlatywać kiedy pojawił się inny prom z 3 osobami na pokładzie w tym jedna w stanie krytycznym myślałem że dam radę przesłać ją na pokład nie tracąc kontroli myliłem się a te 3 dni próbowałem odzyskać kontrolę nad sobą tworząc bariery telepatyczne - tym razem przerwał mi Sajter - Widać ze coś trenowałeś masz ślady po krwi na ubraniu i popatrz na swoją rękę - popatrzyłem na nią i przeszyło mnie straszne uczucie ale kontynuowałem opowieść- rękę poparzyłem sobie jak pękł tamten przewód a krew z nosa jest wynikiem wysiłku jaki włożyłem w tworzenie barier telepatycznych ale kontynuując opowieść kiedy podniosłem osłony i zrobiłem skan 2 prom był pusty wtedy próbowałem zaatakować to coś ale uzbrojenie promu było za słabe po kilku nie udanych próbach wróciłem na oryginalny kurs a po jakimś czasie ocknęliście się teraz radzę coś zjeść i wypić od 3 dni nic w ustach nie mieliście.- skończywszy opowieść zamówiłem szklankę wody i usiadłem w fotelu.
Gdy przyszła twoja kolej na sen położyłeś się z przyjemnością jednak coś cię ciągle martwiło, reszta była zdziwiona twoją historią lecz nie wstrząśnieta coś było nie tak. Twój organizm był bardzo zmęczony lecz jakaś cząstka twego umsyłu ciągle czuwałą. Sen przemienił się jednak w koszmar, znajdowałeś się na planetoidzie, różowe podłoże zdawało się żyć, pulsowało lecz ból który nagle pojawił się w twojej czasce zdawał się być pokrywać z pulsacją podłoża. Nagle pojawiła się przed tobą twarz Ketrniki, cała była pokryta krwią, wołała coś do ciebie lecz nie słyszałeś jej głosu, starałeś się bardzo lecz na próżno. Twarz Ketrniki przyjeła okropny wyraz twarzy, wykręcony pokryty strupami, skóra odchodziła od mięsńi, zaczynała się zwęglać. Chciałeś się już obudzić z tego koszmaru, zapomnieć o nim. Gdy ci się to udało Sajtar trzymał nóż przy twojej szyi- Czas na poświęcenie - odparł Ketrnika leżała na konsoli z rozwalona głową a reszta była ogłuszona.
Popatrzyłem na niego zaszokowany ale szybko przeanalizowałem sytuację i łapiąc go za rękę próbowałem ją przekręcić nożem w jego stronę i jednocześnie odepchnąć go i wstać.
Manewr udał ci się, Sajatar nie spodziewał że tak szybko się wybudzisz. Odepchnąłeś go lecz ciągle trzymał nóż w dłoni - Co kadeciku, czy już się boisz, a może chcesz poczuć własną krew - Sajatar drwił z ciebie, naigrywał się, chciał cię rozproszyc i pozwolić aby emocje cię zaślepiły.
Szybko odsunąłem sie od niego i podskoczyłem do konsoli aby uaktywnić pole siłowe odgradzające go ode mnie a potem zabrałem się za szukanie jakiejś broni który mógł bym go obezwładnić.
Jeden mały szkopół on miał do konsoli dwa kroki ty całą długość pomieszczenia jakoż łóżka są na samym jego końcu. Pomysł z polem siłowym dobry lecz z wykonaniem jego będą duże kłopoty bo Sajtar tak łatwo nie da ci podejść do konsoli. Sięgnałeś do pasa po fazer lecz go tam nie było.
