W zeszłym tygodniu rozpoczął się nowy (trzeci) sezon i muszę powiedzieć, że pierwszy odcinek wgniótł mnie w fotel. Niesamowicie trzymał w napięciu, a niespodzianki, jaką sprezentował, nie przewidziałabym za żadne skarby. Jestem zachwycona - i to tym bardziej, że pierwsza seria nie zapowiadała wcale tak świetnego serialu. Tym, którzy nie widzieli jeszcze Fringe gorąco polecam. Po prostu trzeba mu dać szansę 😉
Niespodziewanie zwróciłam też uwagę na jedną drobnostkę, która wręcz oszołomiła mnie swą wyrazistością - mianowicie montaż. Dynamiczny i nie dający oderwać się od ekranu. bez przerwy zmieniające się kadry w scenie (bez spoilerów), w której Olivia bada dom, idealnie podkreśliły klimat. Od teraz będę się montażowi uważniej przyglądać ^^