Forum › Fantastyka › Star Trek › ST XI - wrazenia [spoilery]
Jestem świeżo po seansie. Przed pokazem byłem optymistą......i prawidłowo 😉 Mimo, iż wyraźnie zmieniony, jest to cały czas ten sam Star Trek. Kirk się bije (choć bardziej efektownie niż z Gornem), Spock jak zwykle opanowany, choć momentami to jakby w niego diabeł wstąpił. Bones - stary dobry Bones. Scotty - nie zapowiadał się tak dobrze. No i wypowiedział TO zdanie 😉 Sulu - w sumie to wiele nie pokazał. Uhura - no cóż - robiła zapewne wszystko zgodnie ze scenariuszem, może w kolejnym filmie się jakoś bardziej rozwinie. Chekov - w sumie nie wiem co napisać, ale wypadł dobrze. No i to "Ł" zamiast "W". Pike - dostojny, budzący szacunek. Nero - taki nijaki. No i o starym Spocku chyba pisać nie muszę.Generalnie, scenariusz dobrze skonstruowany. Wszystko raczej trzyma się kupy, chociaż ta platforma "wiertnicza" trochę naciągana była. I jakby nie patrzeć wystarczyłby zwykły prom, żeby ją zniszczyć. A tu co? Nikt palcem nie kiwnął.Efekty - palce lizać (choć tradycjonalistą jestem i nikt mnie nie przekona, że CGI jest lepsze od modeli).Stare dobre krążowniki klingońskie ;)Co do kanonu - scenariusz sprawia, że żadne zasady nie zostają złamane. Wszystko da się jakoś wytłumaczyć.Muzyka - w filmie daje radę. Efekty dźwiękowe - fajnie było usłyszeć niektóre po raz kolejny. Nawet Tribbles ;)Jak ochłonę, może coś jeszcze dopiszę.
Film był dobry, ale w serialu nie było innych okrętów federacji oprócz Kelvina i entka i tu jest bezsens kompletny, żaden satek nie bronił Wolkana , ani Ziemi, jakby federacja dysponowała tylko jednym okrętem i moim zdaniem to jest troche głupie, ten brak obrony dwóch najważniejszych planet federacji.
Obejrzałem i powiem , że mi się podobało choć nie mogę powiedzieć , że to jakieś super arcydzieło ot po prostu bardzo dobry, udany film.Zrobiony z polotem , wigorem i ciekawie , człowiek oglądając się nie męczy i nie nudzi.Postacie wyraziste , dialogi zabawne 😛 , sporo odniesień dla osób znających Treka ale i ci co nie znają też się dobrze bawią.Dzięki temu, że to rzeczywistość alternatywna można na niezgodności z "kanonem" przymknąć oko i jakoś nie powinno to boleć człowieka choć to już Trek w całkiem nowym stylu.Pięknie w kilku momentach "pokazali" ciszę w kosmosie aż można powiedzieć, że "uderzyła w uszy" kiedy po zmasowanym ostrzale nagle kamera wraz z wylatującymi ciałami przenosi się w kosmos i bum "ogłuszająca" cisza.Było też kilka przegięć jak np. z lodowymi potworami czy czarnymi dziurami , do tego Kirk chyba uwielbia się wspinać, zwisać, skakać i spadać - dosyć często mu się to przytrafiało. ;)Nero - hmm jakiś taki mało straszny, złowieszczy chociaż to możliwe w końcu był tylko "zwykłym" romulaninem który ocalał z zagłady swojej planety napędzany przez zemstę. A nie jakimś z założenia od początku schwarc charakterem.Wspomnę o ".....Łiktor, Łiktor...." - bombowy tekst, choć w kilku momentach wymowę Chekova przerysowali ale wiadomo lepszy efekt komiczny.I jakże fajnie było sobie popatrzeć na żeńską załogę Entka w tych spódniczkach :wub: jak i na Orionkę. :angel: Muszę też przyznać, że jakoś nie poznałem Winony Ryder która grała matkę Spocka. Kończąc powiem, że jak wyjdzie to na pewno sobie kupię płytę z tym filmem do mojej kolekcji ST.
Pięknie w kilku momentach "pokazali" ciszę w kosmosie aż można powiedzieć, że "uderzyła w uszy" kiedy po zmasowanym ostrzale nagle kamera wraz z wylatującymi ciałami przenosi się w kosmos i bum "ogłuszająca" cisza.
W sumie wszyscy wiemy, że dźwiek się w próżni nie rozchodzi, ale dziwnie by było, gdyby w bitwach w ST panowała cisza. Zabieg w nowym filmie naprawdę fajny, ale na dłuższą metę...
Też sobie na pewno kupię - najlepiej wydanie dwupłytowe jak dostanę - fajnie będzie mieć wszystkie Treki. Na razie jednego będzie na półce przez jakiś czas brakować... 🙁
Serial był dobry, ale w serialu nie było innych okrętów federacji oprócz Kelvina i entka i tu jest bezsens kompletny, żaden satek nie bronił Wolkana , ani Ziemi, jakby federacja dysponowała tylko jednym okrętem i moim zdaniem to jest troche głupie, ten brak obrony dwóch najważniejszych planet federacji.
Przepraszam, może to głupie pytanie o jaki serial chodzi ? W filmie było przecież więcej statków federacyjnych lecących na odsiecz Wolkanom, ten złom wokół Wolkana skądś się tam wziął 🙂 Część floty koncentrowała się też w jakimś tam systemie, tak przynajmniej wynikało z rozmów.
Sam film był co najmniej dobry, jak nie bardzo dobry 🙂 jedyne co mnie drażniło to zbytnio skoncentrowane sceny akcji, może to już nie ten wiek, ale jakoś ciężko ogląda mi się takie migoczące urywki. Jedyne odstępstwo od "kanonu" jakie mi się akurat rzuciło to strzelanina w "pustej ładowni" 😉 nigdy jeszcze nie widziałem tak strzelających fazerów, ale reszta ... naprawdę nie żałuje że się wybrałem na to do kina, nawet mimo tego że prawie 4 godziny spędziliśmy w pociągu.
Tak przy okazji muszę jeszcze przejrzeć listę aktorów, bo wydawało mi się, że widziałem dwóch ciekawych aktorów, którzy zagrali tutaj epizodyczne role. Na pewno był Paul McGillion (doktor z SGA) i wydawało mi się, że gdzieś mignął Laurence Fishburne.
"Łiktor Łiktor" ma spore zadatki na tekst kultowy nowego filmu. Przede wszystkim szczerze rozbraja. Wspominana już cisza kosmosu, o czym sam też pisałem jest szalenie sugestywna i genialnie pokazana. Abrams jest jednak nietuzinkowym reżyserem. Eviva, nigdzie nie napisałem, że Zoe Saldana jest wybitną aktorką, napisałem, że sprawdziła się w tej roli, choć liczę, że jej postać jeszcze się rozwinie w kolejnym filmie. Im więcej czasu od obejrzenia filmu mija, tym mocnej utwierdzam się w przekonaniu, że scena otwarcia przejdzie do historii ST jako kultowa. Jej poetyka jest bardzo silna i chyba, żaden późniejszy moment filmu nie zapada w pamięć tak głęboko jak starcie Kelvina z Naradą. I cholera nie widziałem Triblla.
I cholera nie widziałem Triblla.
Nie wiem czy był widoczny, ale słychać go było. Na Delta Vega w kanciapie u Scotty'ego 🙂
Na szybko.Po szumnych zapowiedziach hard reoobota, trailerach, ktore sugerowaly gwiezdne wojny w wersji debilno-mlodziezowej ogromne zaskoczenie - ten film to typowy kinowy star trek. Swietne rozrywkowe kino. Oczywiscie sa momenty slabsze jak Nero, troche kulejace tempo czy spora ilosc, chyba niezamiezonych zrzynek, ale caly film bardzo na plus. Do tego klimat i olbrzymia ilosc odniesien do serii, ktora kaze mi sie zastanawiac dlaczego Abrams uznal, ze trekkerom film sie nie spodoba.2 uwagi. Pierwsza to genialna scenografia Enterprise. Szczegolnie na plus maszynownia, ktora w koncu wyglada jak maszynownia okretu a nie pokoj ze swiecaca rura. Druga to Nimoy. Film to wspaniale ukoronowanie jego wkladu w Star Trek. Send off jaki dostal Shatner moze nie byl zly, ale przyszedl troche za wczesnie i jednak poziom nie ten. Spowodowalo to sporo zazalen i dekade narzekan ze wszystkich stron. Przekazanie paleczki przez Nimoya bylo dobrze zagrane, dobrze napisane a wszystko to okraszone duzo wieksza dawka emocji. Jako fan, teraz juz starego treka, mam tylko nadzieje, ze nie nakreca z tego serialu, bo szkoda byloby rozmieniac ten dobry film na drobne.
Dobry, nawet bdb. Mam kilka ale:Muzyka. Żywcem bym przeniósł z "Rebelii". Autor ścieżki do XI robił do FPP shooterów, co słychać. Pompatyczna i nijaka.Drugi zwierz ścigający Kirka miał odnóża ukształtowane do skakania po gołych skałach, nie lodzie.Zniszczenie planety było trywialne. Z "Pokoleniach" niewiele znacząca kolonia wywarła czemuś większe wrażenie niż ojczyzna współzałożycieli.Niemniej byłem w kinie z niefanem i jesteśmy umówieni na sushi w towarzystwie Undiscovered Country.P.S. Wychodząc z sali przysłuchiwałem się rozmowie, w której dwoje widzów objaśniało sobie podstawy uniwersum. Łolaboga - dużo pracy przed nimi. 😮
Na pewno był Paul McGillion (doktor z SGA) i wydawało mi się, że gdzieś mignął Laurence Fishburne.
Laurenca to nie zauważyłem ale Becketta z SG-A to odrazu i ten jego charakterystyczny głos jak mówił Kirkowi o tym, że musi zostać. 🙂
A niech mnie ktoś poprawi bo albo źle przeczytałem albo źle usłyszałem ale młody Spock po uratowaniu ojca w ambulatorium mówił o zagładzie 6 miliardów Volkan a w napisach było 6 milionów.
hej, dawno nie zagladalem, ale ja sie szybko z reguły nudze forami. tak czy siak, wlasnie zobaczylem XI i musze sie wyzalic.z gory zaznaczam, ze nie czytalem wszystkich postow w tym temacie, wiec jak cos powtórze po kims, czy cos, to nie moja wina bo jestem zmeczony i emocjonalnie dziwnie sie czuje, jak sie wyspie to poczytam caly watek. a nawet jak cos powtórze to trudno, to i tak moje odczucia.przede wszystkim na otwierajacej sekwencji prawie sie popłakałem. tak, wiem, wiem, glupie, ale star trek zajmuje wyjatkowe miejsce w moim sercu.ah, czuje ze bede pisał troche nieskładnie.przede wszystkim ten film ma cudowna, zdumiewajaca, imponujaca stylistyke i estetyke. jest sliczny, mundury, transporter, architektura, sa piekne.z plusów jest tez majel barret-roddenberry jako glos komputera. i tekst mccoya 'i'm a doctor, not a physicist'.ale kilku rzeczy brakowalo mi w tym filmie. np, zauwazyliscie, ze ojciec spocka nigdy nie jest wymieniony z imienia? sarek. to by dodalo spójnosci z istniejacym star trekiem. albo na przyklad dlaczego w tej kończącej sekwencji, nie mogli dac glosu kirka i picarda?brakowalo mi CZEGOKOLWIEK co laczyloby ten film z tng. czy naprawde tak trudno byloby zrobic, zeby to picard zawiozl spocka (ambasadora) zeby rozwalic ta supernowa?i O CO CHODZI Z TYMI ROMULANAMI???!!! co to za tatuaze? moze ja nie zrozumialem tego filmu, ale dla mnie to wogole nie przypominalo romulan T_T cala ta historia z tym nero jest naciagana i troche kretynska.fajnie ze gral nimoy, ale ja naprawde nie bylem nigdy jakimś super fanem tos.i dlaczego statki nie miały tego błysniecia jak skakały w warp? jak mozna przeoczyc cos takiego?i od kiedy oni mogli wiedziec w tej erze o czymkolwiek kardasjanskim? poprawcie mnie jesli sie myle, ale w tos nigdy nie bylo slowa o cardassianach, a uhura sobie jakby nigdy nic zamowila jakis tam cardassianski napoj.no. chyba już skonczyłem. sorry, że nie ma polskich znaków, jakoś to chyba nie przystaje do poziomu tego forum, ale jestem zmeczony i dziwnie sie czuje po tym filmie, i muaielm teraz komus napisac o tym kto mie zrozumie, czyli wam tu na tym forum. mimo ze mam sporo zastrzezen, uwazan ze to dobry star trek i mialem na tym filmie dreszcze i wogole. chyba o niczym nie zapomniałem. q'pla.
Tak akurat było.Mowa jest o 6 billions a nasi genialni tłumacze dają to jako 6 milionów .Zresztą to nie jedyny błąd tłumaczy , jest ich jeszcze kilka .Ale i tak jest dobrze z tłumaczeniem mimo że chyba nikt z fanów nie czuwał nad tym , przy napisach do kinowej wersji ST X pracował Peter , jeden z czołowych tłumaczy TT .
aha! i o co chodzi z ta koncówka? to nie ma ZADNEGO sensu? jak po tym, moze sie wydarzyc caly tos? nie mogli tego jakos naprawic, jak janeway gdy rozwaliła statek krenim?i czemu przeniesli 'based upon star trek by gene roddenberry' na koniec, zamiast zeby normalnie było, na początku? =/
Właśnie żeby dać znać, to teraz zupełnie nowy świat. Że zmiany wprowadzone przez bohaterów są już na stałe. Czy to ma sens czy nie? Może się nie podobać, ale to, że się nie podoba nie świadczy jeszcze o bezsensowności.A Janeway wtedy działała na ślepo, bynajmniej nie miała pewności, że naprawi rzeczywistość.
Barusz "Właśnie żeby dać znać, to teraz zupełnie nowy świat. Że zmiany wprowadzone przez bohaterów są już na stałe. Czy to ma sens czy nie?"star trek bez vulcana (planety) ma troche mniejszy sens, niz mial. (janeway podalem tylko jako przyklad.)i nawet jesli w jakis dziwny sposob zaprzeczanie calemu kanonowi ma wg ciebie sens - to ja sie przyznaje, ze mi sie to nie podoba, nie podoba misie bardzo. nie bede umierac za takiego star treka (to tak w ramach dramatyzmu, ale naprawde jestem emocjonalnie w kawalkach po tym filmie 😐 )
