Forum › Fantastyka › Star Trek › ST XI - wrazenia [spoilery]
PicKard nie kreuj się na wyrocznię i wszechwiedzącego jedynie pozytywnie objawionego fana ST, bo po pierwsze raczej nie robi to zbytniego wrażenia, po drugie sugerowanie iż wszyscy na forum okazują się debilami nie należy do dobrego. Jeśli chcesz oceniać użytkowników proponuje zapoznać się z dziesiątkami bądź setkami postów na różne dyskusje, o wielu serialach i aspektach ST. Z tą wiedzą możesz ewentualnie wydawać sądy na temat innych. W innym przypadku nie masz takiego prawa.
To czy TNG był kulminacją myśli filozoficznej i głębi jest sprawą dyskusyjną, a może mi przeszkadza przesadny idealizm i jasny podział białe - czarne. Może przeszkadza mi: a teraz będziemy nauczać i pokazywać co to amerykański styl życia. Demokracja, demokracja po wsze czasy.
Chłopie odpuść sobie takie postrzeganie Star Treka bo to grozi jakąś nerwicą.
Dlaczego Abrams nie ma prawa zmieniać prawd pochodzących z TOSa? Pamiętaj, ST to jednak tylko telewizyjne show, a te jako tako rządzi się swoimi prawami. I nie wmawiaj nikomu, że ST od zarania był mega giga ambitnym dziełem ponadczasowym i teraz Abrams zmieszał to z błotem.
Natomiast starym fanom zarzucam, że chyba nie bardzo zdają sobie sprawę z konsekwencji popularności Treka w stylu popcorn.
Zdają sobie sprawę, bardziej niż Ci się wydaje, ale dają nowej ekipie szansę, bez której ST byłby już trupem, ewentualnie telewizyjnym zombie.
No i zarzut o źle zagranym filmie jest akurat naciągany. Chyba każdy się zgadza, że od strony aktorskiej akurat można filmowi zarzucić najmniej.
Lo'Rel
No i zarzut o źle zagranym filmie jest akurat naciągany. Chyba każdy się zgadza, że od strony aktorskiej akurat można filmowi zarzucić najmniej.
To fakt, od strony aktorskiej drażniła mnie jedynie nowa Uhura, choć może to raczej rezultat tak, a nie inaczej napisanej roli? No i uznaję, że najsłabiej popisał się Quinto, ale i to do zniesienia.
Natomiast co do reszty, to ich aktorstwo jest bez zarzutu, zwłaszcza na tle nowej serii GW, gdzie aktorstwo było tak liche, iż nie dało się tego przesłonić nawet nawałem efektów specjalnych.
Zdają sobie sprawę, bardziej niż Ci się wydaje, ale dają nowej ekipie szansę, bez której ST byłby już trupem, ewentualnie telewizyjnym zombie.
Tia trup który przynosił miliony milion dolarów ale jak się patrzy tylko na wyniki w kinie to można odnieść takie wrażenie.
No i zarzut o źle zagranym filmie jest akurat naciągany. Chyba każdy się zgadza, że od strony aktorskiej akurat można filmowi zarzucić najmniej.
Nie nie zgodzę się Spock, McCoy a potem długo długo nic z takim D9 to wręcz żałośnie wygląda.
Nie nie zgodzę się Spock, McCoy a potem długo długo nic z takim D9 to wręcz żałośnie wygląda.
Zgoda, ale też oba filmy pomimo, że z jednego gatunku nastawione są jednak na co innego. Spock, McCoy ale do Kirka też zarzutów nie mam. W konwencji w jakiej zrealizowano nowego Treka, Quinto, Pine i Urban sprawdzili się świetnie. Reszta rzeczywiście prezentuje poziom, hmm różny.
Tia trup który przynosił miliony milion dolarów
To na początek, należy teraz bacznie obserwować, co będzie dalej. Powtórka z jedenastki będzie już, tak podejrzewam, oceniona surowo. Ale też Abrams zapowiedział, że w XII skupi się na czym innym. Zobaczymy.
W piątek dostałem DVD'ka, przed chwilą skończyłem oglądać. Nie jest tragicznie, ale jest źle.
Panowie i panie - gdybym chciał oglądnąć bijatyki w kosmosie, pranie się po gębach i walki mieczem w dziwnym miejscu, to bym sobie Gwiezdne Wojny włączył. Miałbym to samo, za to w znacznie lepszym wykonaniu.
Zanim ktoś zapyta: "a co ci się tak na prawdę nie podobało?" odpowiadam: prawie wszystko. Prawie, bo Spock mi się podobał. I nic więcej.
Oh, czy tylko ja miałem wrażenie, że ta czerwona materia pobierana przerośniętą strzykawką, to nieudolna kopia Genezis? A Nero to zubożona wersja Khana?
EDYTKA MÓWI:
Przy okazji - dwuteownik wystający ze ściany Kelvina i winda rodem z kopalni... fajna sprawa na okręcie kosmicznym
Już było podawane - czerwona materia to w pierwszym rzędzie autoaluzja Abramsa, aluzja do zjawiska z wcześniejszej jego produkcji, mianowicie z serialu Alias. Ale ponieważ "wszystko już było", więc może się kojarzyć z Genesis.
A Nero to zubożona wersja Khana?
Nero mógłby Khanowi ewentualnie buty czyścić. Taki jest słaby przy nim.
thesunrise.pl - przypadkowo znaleziona krótka recenzja filmu na blogu
Trzeba zrozumieć że Abrams i Roddenberry to nie ten sam twórca, pokolenie i pomysł. Nie porównujemy Anny Jantar i Kasi Nosowskiej, która się do niej odnosiła. Trudno jest więc mieć pretensje o "zinaczeniu" treka. Z resztą, nie wiemy nawet co by powiedział na to sam twórca. A to mogło być ciekawe.
Jedenastka bardzo mi się podobała. Nie ukrywam, że nie jestem ambitną kinomaniaczką. Jak na ekranie się coś dzieje i to mnie bawi, jak się śmieje, płaczę, albo boję to film jest przeze mnie kupiony.A porównując go do starego Treka - myślę, że wypadł całkiem nieźle. Taki młody Kirk mi się podoba, nie wspominając o Spocku ^^Czekałam na coś takiego od jakiegoś czasu, by wreszcie na ekranie, kulturalnie i legalnie pokazano mi Spocka od takiej "ludzkiej" strony. Brakowało mi tego trochę.Moje oczekiwania film spełnił na piątkę.Co do wspomnianego Nero - złe postacie z Treka nigdy nie były szczególnie dopracowywane. I nie wiem czy jest sens się nad tym skupiać. Ważne, że znowu uratowali świat, no nie?
Hmmm... a Khan? A Shinzon? Byli dobrze wykreowani. Z drugiej strony mamy jednak takie buraki jak Sybock... i plasujący się po środku Soran...Ale Spock na początku miał być właśnie bardziej ludzki. Polecam pierwszy pilot i wycięte sceny z drugiego.
Widziałam. Ale to trochę mało, jak na ukazanie jego ludzkiej strony. Film mi to dostarczył.Nikt do Khana mnie nie przekona i kropka. Nie wiem co w nim jest takiego, że jak go widzę to mam ochotę zakończyć oglądanie filmu.(to chyba ta fryzura)
Hmmm... a Khan? A Shinzon? Byli dobrze wykreowani. Z drugiej strony mamy jednak takie buraki jak Sybock... i plasujący się po środku Soran...
Ale Spock na początku miał być właśnie bardziej ludzki. Polecam pierwszy pilot i wycięte sceny z drugiego.
Khan był przejęty z serialu, więc to trochę inna bajka.
Shizon - zdaniem wielu katastrofa, no i próba podczepienia się pod modę na tematykę klonowania i w ogóle eugeniki.
Soran - moim zdaniem był super, ale... naukowiec z problemami z psychiką to trochę mało oryginalne.
Królowa Borg - klasa sama w sobie, ale zdaniem wielu ostateczne popsucie Borga, jakiego kochamy z początku pojawienia się tego motywu w TNG.
Ru'Fao - konflikt pokoleń, ciekawy temat i rzadki w ST w tym ujęciu. Lubię postać, stanowczo nie on był słabą stroną filmu.
Czemuż to Shizon ma być katastrofą? Skoro uważamy za przyzwoitego Sorana, to i z klonem Picarda nie powinno być źle. Ru'Fao? To raczej można by nazwać przesadyzmem, choć nie przeczę że w zamyśle całkiem ładnym.Co do złych ogółem: ZŁYCH przez duże wszystko nie zaznaliśmy w Star Treku i nie zaznamy chyba nigdy. Nie ta bajka Panowie i Panie.Wydaje mi się że w czasach dzisiejszych to "zło" nie jest aż tak widoczne. Widocznie było w latach 50-75 gdzie istniało tylko czarne i białe. Choć oczywiście są jednostki wybitne (polecam "Ostatni po Bogu" Pawła Komorowskiego, prześwietny). Teraz, gdy wszyscy mają powody, a to mu żonę zabili, a to na złej planecie zostawili, a to mu raj zabrali... ta granica się rozmywa, więc i nie doświadczymy czegoś takiego jak zła wrodzonego w obecnych produkcjach.
Bo dzisiaj zło nie jest po prostu złem. Dzisiaj zło wynika z: 1. paskudnego dzieciństwa 2. śmierci najbliższych i pozostawieniu "złego" samego sobie przeciwko całemu światu 3. wypraniu mózgu przez kogoś jeszcze bardziej złego. To takie uproszczenie, ale obrazuje, że dzisiaj buduje się charakter jako ciąg zdarzeń budujących psychikę i nastawienie do rzeczywistości. Kiedyś nikt nie zastanawiał się dlaczego Freddy Kruger jest zły, po prostu jest. Teraz dorabia się do niego ideologię i podbudowę psychologiczną. To oczywiście nie jest zarzut, wręcz przeciwnie. Szkopuł w tym, żeby zrobić to wiarogodnie. W przypadku Nero nie ma nic przekonującego. Ru'Afo nie jest najgorszą postacią, choć moim zdaniem może nieco przerysowaną.Shinzon jest skonstruowany dosyć wiarygodnie, czuje potrzebę przerośnięcia swego oryginału. Soran plasuje się gdzieś po środku, choć może jednak nieco wyżej po szybkim przemyśleniu. Nie ma nic osobistego do Picarda, ale nie pozwoli na zniszczenie swoich planów.Najlepiej na tym tle wypada Borg Queen. Dlaczego? Bo z założenia wcale nie jest kimś złym. Tutaj raczej nie chodzi o czarny charakter, a raczej o konflikt światopoglądowy. Ona jest nie tyle zła, co inna. Wierzy w to co robi i wierzy, że postępuje słusznie. Khan natomiast to co innego. Został zesłany na parszywą planetę i to wywołało w nim niepohamowaną rządzę zemsty na Kirku, której pewnie już nawet nie oczekiwał, a jednak nadarzyła się okazja, więc robił wszystko co mógł by cel osiągnąć. I to jest chyba najbardziej wiarygodna motywacja patrząc na czarne charaktery w ST. Jego zemsta jest oczywistą konsekwencją wydarzeń z TOSa. Dlatego Khan przekonuje mnie najbardziej. I gdzie tu startuje do takiej rangi ten romulański górnik, który mści się nie wiadomo za co?
