Forum › Fantastyka › Star Trek › ST XI - wrazenia [spoilery]
To że Spock miał wyznaczona partnerkę przez swoją rodzinę (czy jakoś tak) nie należy zapominać że odczuwał on emocje, w podobny sposób jeśli nie taki sam co ludzie więc związek z Uhurą nie jest znowu taki dziwny.
Związek Volkan z wyznaczonymi przez rodziny partnerami co coś innego niż wczesne narzeczeństwo w niektórych społecznościach ziemskich. Tam pomiędzy parą nawiązywał się "bond" (więź) , która się rozwijała przez lata.
A dziwił się już tutaj ktoś, że nikogo w bohaterów nie dziwiło podobieństwo Romulan do Vulcan i że określenie ich, jako krewniaków było traktowane, jakby to wiedziano od dawna? W końcu w normalnej linii czasowej ENT zobaczyłby Romnków po raz pierwszy kilka/naście lat później. Tutaj spotkanie odbyło się wcześniej, więc całe "zdziwienie" ich wyglądem i wynikające z tego wnioski powinny przenieść się do "teraz".
Kelvin spotyka Naradę i mamy bitwę w wyniku której okręt Federacji zostaje zniszczony. Ocalali mówią, o Vulcańskiej załodze potężnego okrętu. Nic dziwnego, że zielonokrwiści wyjawili prawdę o swoich dalekich kuzynach...
Słusznie, czyli to ja nie skojarzyłam. No i dobrze, czyli nie ma buraka, sama jestem burak :haha:
Z tym że zielonokrwiści nie mogli wyjawić, tylko dojść do wniosku, bo dla nich to też rewelacja, a nie ukrywany sekret. Ale to już tak pozafilmowo.
To że Spock miał wyznaczona partnerkę przez swoją rodzinę (czy jakoś tak) nie należy zapominać że odczuwał on emocje, w podobny sposób jeśli nie taki sam co ludzie więc związek z Uhurą nie jest znowu taki dziwny.
Związek Volkan z wyznaczonymi przez rodziny partnerami co coś innego niż wczesne narzeczeństwo w niektórych społecznościach ziemskich. Tam pomiędzy parą nawiązywał się "bond" (więź) , która się rozwijała przez lata.
Wiesz, ja też mogę 'zaręczyć' córkę w wieku dwóch lat z dzieciakiem przyjaciół i stwierdzić, że teraz jest między nimi więź i ma się rozwijać ;] Trzeba oczywiscie wziąć poprawię na to, że Wolkanie to telepaci, więc teoretycznie coś tam może się rzeczywiście rozwijać, ale... widziałaś jakąś więź między parnterami obu par o których piszemy?
"Młodzi dotykają się nawzajem, by wyczuć swe myśli, aby przywiodły ich razem w jedno miejsce, gdy przyjdzie czas." mówi Spock, gdy opisuje obrzęd zaręczyn. Byc może takie symultaniczne mind-meld między dwojgiem dzieci owocuje rzeczywistą więzią, ale jak widać, nie jest ona szczególnie skuteczna, raczej ma znaczenie psychologiczne niż rzeczywiste. T'Pring bez żadnych skrupułów nie tylko zdradza Spocka, ale pakuje go w sytuację, z której może wyjść tylko jako trup lub morderca, a T'Pol jest Kossowi wręcz niechętna (może dlatego, że to Koss, nie Kloss lub Janek Kos :P).
A oto 2 clipy z YT co fani myślą, że TOS-owa załoga by myślała o entku 11:
http://www.youtube.com/watch?v=V2q2JQLR970...feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=h0HEJxXP32o...feature=related
najbardziej podobał misie napis na końcu: "Star Trek - sort of"
Moja własna opinia.
Zobaczyłem sobie wczoraj "Star Trek: The Motion Picture". Jak zobaczyłem Enterprise, to sobie pomyślałem: "Przecież w nowym filmie mogli zostawić zupełnie ten sam projekt". Nie wygląda on przecież na przestarzały. Moim zdaniem jest bardziej "realny" od nowej konstrukcji. Czy wszystko trzeba za wszelką cenę "ulepszać"?
Tyle, że nowy okręt miał być futurystyczny (duch przygody), a ten entek jest po prostu realny. Ja tam generalnie stwierdzam, że mimo różnicy w użytych środkach to filmy są dosyć do siebie podobne. A obaj Kirkowie niemal identyczni.
Patrząc na to nowe dzieło z perspektywy niefana...
Star Trek był pierwszym filmem jaki widziałem w niedawno wybudowanym w Legnicy multipleksie, więc był szok jakościowy po przejściu z poprzedniego kina. Film, mimo krytycznych opinii własnych na temat całej serii, w jakiś magiczny sposób strasznie mi się spodobał, chociaż do dziś nie wiem czego to była zasługa. Efektów specjalnych, muzyki, fabuły? Przyciągnęło mnie przez fakt, iż nie trzeba było znać całej poprzedniej historii Treka, byłem świadkiem powstawania czegoś nowego.
Z pewnością wybiorę się do kina na kolejny film Abramsa, bo XI był po prostu świetny. I większość ludzi po seansie miała identyczne odczucia: Treka kojarzyli tylko z kolorowymi dresami i biednymi efektami specjalnymi, a tu spotkała ich taka niespodzianka. Słyszałem, że Trekkies (wypada tak mówić?) nie spodobał się film, ale tak naprawdę, tylko dzięki niemu jestem na tym forum (no, może jeszcze przez BSG).
Trekkies (jeśli pod tym pojęciem rozumiesz konserwatywnych fanów) rzeczywiście nie polubili tego filmu, niektórzy go (i Abramsa) wręcz wyklęli. 😉 Ale Trekkerzy nie. Ja np. choć widzę wielkie buraki i niedociągnięcia fabularne, film lubię. Zresztą, poczytaj ten topic, zauważysz, że przeciwników nie ma tu tak wielu.
Zerknij też na wyniki naszej sondy w tym temacie - jest całkiem sporo osób, które odebrały film pozytywnie.
Do cholery! Jeśli przez cały czas będziemy mierzyć Star Treka za pomocą TOS, TNG, DS9 i poglądów z lat 60 i 80 to się rozjedziemy. Star Trek zdechnie śmiercią oczywistą dla starego dinozaura, w wielkim wymieraniu gatunku.
Jedno nie daje mi spokoju. Dotychczas, kiedy wspominało się o Star Trek, ludzie w pierwszej kolejności kojarzyli go z kiczowatymi dresami. Uniformy u Abramsa są, oprócz kosmetycznych poprawek, identyczne jak w Star Trek. Jakoś teraz nie słyszałem, żeby ktoś porównywał je do kiczu...
Nie wiem, może kwestia materiału, gry aktorów, ruchów kamery, oświetlenia? W tym nowym filmie nie było widać, że uniformy są kiczowate, wyglądały w miarę naturalnie i nie przeszkadzały tak, jak chociażby te w TOS. Mnie w każdym razie się podobały 😀
