Forum › Fantastyka › Star Trek › ST XI - wrazenia [spoilery]
To że NImoy wystąpił to było dobre posunięcie, ale przy kolejnych filmach nie powinno już być nikogo z TOSa, bo ich czas już minął, trzeba dać szanse nowym. Moim zdaniem nowi odtwórcy postaci TOSa bardzo dobrze się spisali.
przy kolejnych filmach nie powinno już być nikogo z TOSa,
I zapewniam, żee nie będzie.
To że NImoy wystąpił to było dobre posunięcie,
Nie dla każdego. Na forum fanklubu Shatnera nie zostawili suchej nitki na Leonardzie i jego występie.
ich czas już minął, trzeba dać szanse nowym
Tez kiedyś to usłyszysz... od swego szefa w pracy. Wtedy zrozumiesz, jak okrutne jest to sformułowanie.
Tez kiedyś to usłyszysz... od swego szefa w pracy. Wtedy zrozumiesz, jak okrutne jest to sformułowanie.
takie jest życie każdego człowieka, ze przychodzi czas że musimy ustąpić czy tego chcemy czy nie
takie jest życie każdego człowieka, ze przychodzi czas że musimy ustąpić czy tego chcemy czy nie
Nie mówię, ze nie, ale to okrutne, możesz mi wierzyć. Szczególnie zas dla aktora. Gdy mój czas minie, to nie wiem, czy nie wpadnę w gruntowną panikę. To bardzo możliwe.
Tez kiedyś to usłyszysz... od swego szefa w pracy. Wtedy zrozumiesz, jak okrutne jest to sformułowanie.
Samo życie. Ale zawsze można zrobić film Star Trek - Geriatria.
A ponieważ L. Nimoy nie robił takiego halo jako Shatner, za ten sam fakt przyznaję mu klasę. Nimoy zrobił w tym filmie co miał zrobić, zgrabnie i nie nachalnie. W ST to gwiazda pierwszego rzędu.
Posty przeniesione do nowego tematu.
Kelvin VS Narada ale z tematem muzycznym na pierwszym planie. Musze przyznać, że muzyka nie jest wcale taka zła jak się może na początku wydawać, szczególnie w takim zestawieniu z obrazem. Mnie szczególnie podoba się moment w którym wahadłowiec z Winoną Kirk opuszcza hangar, a oryginalnie w filmie muzyka jest na czele. No i uciekające wahadłowce na tle gwiazdy.
obejrzałam drugi raz. Ciągle niestety mi nie leży. Wiem , że to rzeczywistość alternatywna ale wszystko pokręcili 😥 Jak Spock mógł być parą z Uhura kiedy miał wyznaczoną Volkańska narzeczona, z która "bond" (więź) dopiero walka z Kirkiem rozwiązała? Jak Scoty może byc takim Wiejskim głupkiem"? jak można pokazać przepoczwarzonego ponad stuletniego Portosa? itd. itdMój znajomy wyraził ostatnio tezę (nadzieję), że chyba dlatego tak cały czas powtarzali , że to jest rzeczywistość alternatywna aby w następnej części wszystko odkręcić, ale ja szczerze wątpię. Myślę , że gdyby mieli kontynuować to brneliby w tej pokręconej wizji ST dlatego mam nadzieję, że nie będą ciągnęli tej linii ❗ I zaczną coś sensownego.
Skoro T'Pol mogła wcześniej (w tej samej dla obu wersji ST linii czasu!) nie przejmować się więzią z Kossem, a nawet zapomnieć o nim na ponad dwa lata po tym, jak o zerwaniu poinformowała go listownie, gdyż wolała zostać z ludźmi, których zna miesiąc lub dwa, to Spock też mógł nie myśleć o narzeczonej 😉
Skoro T'Pol mogła wcześniej (w tej samej dla obu wersji ST linii czasu!) nie przejmować się więzią z Kossem, a nawet zapomnieć o nim na ponad dwa lata po tym, jak o zerwaniu poinformowała go listownie, gdyż wolała zostać z ludźmi, których zna miesiąc lub dwa, to Spock też mógł nie myśleć o narzeczonej 😉
Ależ ona przejmowała się więzią z Kossem. Dosyć trudno jej było podjąć decyzję o sprzeciwieniu sie tradycji i pozostaniu na ENT. Przyjmijmy , że jest to pewne nawiązanie do emancypacji kobiet i ich wyzwalaniu sie z tradycyjnej roli w społeczeństwie. Pokazanie, że to czego one same chcą jest równie ważne a może nawet ważniejsze niż narzucone konwenanse. Pamiętajmy jednak, że w końcu jednak im uległa i wyszła za mąż za Kossa.
Wyszła za mąż przypadkiem... no, dobrze, wiem, że to głupio brzmi. Chodzi mi o to, że gdy leciała na Wolkana w odcinku Home, to nie myślała o zamążpójściu. Nawet nie spodziewała się, że ujrzy Kossa. Już nie pamietam, ale chyba wyszła tylko dlatego, że w ten sposób chciała pomóc matce, prawda? A póki do niej nie poleciała, to w ogóle nie wiedziała o jej kłopotach. Zmieżam do tego, że według wersji z TOSa Spock aż do Amok Time "miał z tyłu głowy", że będzie kiedyś z T'Pring, a T'Pol aż do czwartego sezonu w ogóle o tym nie myślała.W Breaking the Ice jeżeli się czymkolwiek przejmowała, to bardziej więzią z kulturą przodków niż facetem, którego nie widziała na oczy od lat, ponadto to nie trwała długo. Rozmowa z Tripem ("A co jest ważne dla pani? Musi pani podjąć własną decyzję!") i potem scena na mostku, gdy Trip jej o tym przypomina i już.
To że Spock miał wyznaczona partnerkę przez swoją rodzinę (czy jakoś tak) nie należy zapominać że odczuwał on emocje, w podobny sposób jeśli nie taki sam co ludzie więc związek z Uhurą nie jest znowu taki dziwny.
A dziwił się już tutaj ktoś, że nikogo w bohaterów nie dziwiło podobieństwo Romulan do Vulcan i że określenie ich, jako krewniaków było traktowane, jakby to wiedziano od dawna? W końcu w normalnej linii czasowej ENT zobaczyłby Romnków po raz pierwszy kilka/naście lat później. Tutaj spotkanie odbyło się wcześniej, więc całe "zdziwienie" ich wyglądem i wynikające z tego wnioski powinny przenieść się do "teraz".Ten związek z Uhurą też mi nie leży. Emocje Vulcan są silniejsze, niż ludzi, tylko że oni je kryją. Spock mógłby mieć problemy z ukrywaniem (widać jego ciepły stosunek do matki), ale mimo wszystko wdawanie się w romanse było zbyt nielogiczne i zbyt mocnym łamaniem zasad, a w końcu zdecydował się wybrać drogę logiki, więc łamanie jej zasad już na samym początku... tsk tsk tsk... ;> No i serce pęknie siostrze Chapel (jeśli się w ogóle pojawi) 😉
A dziwił się już tutaj ktoś, że nikogo w bohaterów nie dziwiło podobieństwo Romulan do Vulcan i że określenie ich, jako krewniaków było traktowane, jakby to wiedziano od dawna? W końcu w normalnej linii czasowej ENT zobaczyłby Romnków po raz pierwszy kilka/naście lat później. Tutaj spotkanie odbyło się wcześniej, więc całe "zdziwienie" ich wyglądem i wynikające z tego wnioski powinny przenieść się do "teraz".
Kelvin spotyka Naradę i mamy bitwę w wyniku której okręt Federacji zostaje zniszczony. Ocalali mówią, o Vulcańskiej załodze potężnego okrętu. Nic dziwnego, że zielonokrwiści wyjawili prawdę o swoich dalekich kuzynach...
