Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
- Nie martw sie chłopie. - usmiechnął się żołnierz. - Wole to niz służbę wartowniczą. jak chcesz możemy tu posiedziec jeszcze z godzinę.
Słowa żołnierza trochę uspokoiły Martina. Nie chciał sprawiać kłopotu, ale skoro tamtemu to nie przeszkadzało, to bardzo dobrze się składało. Podporucznik podniósł swój wzrok-Właściwie to jestem trochę zmęczony, więc możemy jechać - powiedział krótko - ... problemy na drodze - dodał jakby słowem wyjaśnienia odnośnie spóźnienia. Był już tak blisko swojej bazy, miał ochotę się wymyć i iść lulu
- No to jedziemy. - odparł żołnierz.Prowadził szybko i brawurowo, ale bezpiecznie. Mógłby nadawać się na kierowcę wojennego, od takich właśnie oczekiwano takich cech. Za duzo nie mówił, ale przyznał się, ze zamierza wstąpic do ochrony SGC, a potem do któreś z drużyn.- Jesli Atlantis przeżyje to będą potrzebować sporo ludzi. Z Wraiths nie ma przelewek.Bez problemów pokonaliście wszelkie punkty kontrolne i po paru minutach Martin został podstawiony wprost pod główne wejście kompleksu.
-Dziękuję - powiedział żołnierzowi -I życzę powodzenia - po tych słowach wraz z przygotowanymi wcześniej dokumentami ruszył do samego serca SGC. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swojej kwaterze.
Wartownicy i strażnicy robili tyle samo problemów co wcześniej z Marie, więc szybko zjechał w dół windą. Po drodze spotkał kilku znajomych oraz jeden transport zamknietych skrzyn, które zjechały na niższe poziomy kompleksu.
Był wpisany do księgi wejść, podpułkownik prawdopodobnie już spał, więc nie widział sensu w budzeniu jego, dowie się co będzie potrzebował rano. Po prostu wstanie na tyle wcześniej żeby zdążyć wszystko załatwić. Teraz marzył o ciepłym prysznicu i położeniu się spać.
Szybko sie umył i położył spać. Jednocześnie tak samo postapiła jego drużyna.Miajały spokojne godziny nocne, nic nie zakłóciło tej ciszy. Wreszcie nadszedł czas na pobudkę i udanie się na odprawe przed pierwsza misją planetarną po zniszczeniu Anubisa. Lecz czy naprawdę zginął w starciu z Omą nie było już takie pewne.
Wszyscy szybko i sprawnie przebrali się w mundury, które obowiązywały na ternie bazy. Nie mogli się jeszcze przebrać, w żadne odpowiednie ubranie na misję, w końcu nie wiedzieli, w jakim terenie przyjdzie im działać. Martin zdołał z samego rana odnaleźć dowódcę, który szybko wtajemniczył go w ostatnie wydarzenia. Nie było to przyjemne słuchowisko, ale możliwość zwiedzenia niezbadanych dotąd planet, była aż nadto kusząca ... jeżeli znajdą jakieś urządzenie pradawnych, będzie miał pierwszeństwo aby je zbadać! W końcu zrobi to na miejscu. Keel nie mógł się doczekać akcji, chciał posłać do piachu kolejnych wrogów ... Marie miała nadzieję, na misję bez żadnych niespodzianek ... i miała nadzieję, że okaże się przydatna. Zasiadając w krzesłach w pokoju odpraw wszyscy członkowie SG-19 daliby masę pieniędzy za dowiedzenie się wcześniej, co im przyniesie kolejna wyprawa ...
Do gabinetu wszedł generał wraz z oficerem sztabowym. Ten położył na stole laptopa, podłączył rzutnik i włączył pokaz slajdów.- To P6X-001. - zaczął generał. To co widzicie to obrazy przesłane z MALPa jakieś 4 godziny temu. Okolice Wrót wyglądają na strefę umiarkowaną, jedyną różnicą jest barwa słońca, które jest bardziej pomarańczowe...W tym samym czasie w ambulatorium uratowany żołnierz nagle otworzył oczy. Rozejrzał się ostrożnie. Usmiechnął się, gdy nikogo nie zauważył. Spokojnie wstał i podszedł do lekko uchylonych drzwi. Przy głównym wyjściu z ambulatorium zauwazył tylko strażnika z pistoletem w kaburze, odwróconego do niego plecami. Bezgłośnie podkradł się do niego i jedną ręką nakrył mu usta, druga zakładając klamrę na szyję. Strażnik próbował się wyrwać, ale nie miał tyle siły co żołnierz. Wreszcie stracił przytomność, a wtedy pacjent skręcił mu kark.Zaczał rozbierać zabitego, na początku wyjmuąc broń z kabury.- Co ty robisz?! - usłyszał krzyk za sobą. Błyskawicznie odbezpieczył broń i wymierzył ja w pielęgniarkę.- Jeszcze jeden krzyk i nie żyjesz. - warknął. - Kto jeszcze jest w ambulatorium?- Tylko ja i Jenny. - ledwo wykrzytusiła przerażona blondynka.- Zaprowadż mnie do niej.Po chwili obie ogłuszył kolbą pistoletu i zamknął w składziku. Rozebranego trupa wsadził do szafki. Potem w mundurze wyszedł na korytarze SGC i z usmiechem podążył ku swemu przeznaczeniu.- ...Roslinność jest bujna, MALP wykrył ślady stóp w okolicy Wrót, więc na pewno są tu ludzie. Wasze zadanie jest standartowe jak na każdym zwiadze. Ocenić niebezpieczeństwo, nawiązać kontakt gdy zagrożenie jest m inimalne i poszukiwać ruin Pradawnych. Kto wie co jeszcze wymyślili nim polecieli do Pegaza. Macie jakieś pytania?
Wszyscy pokiwali głowami. Znali swoje zadania, wiedzieli czego mogą się spodziewać. Nie był to ich pierwszy raz kiedy przechodzili przez wrota. Pozostawało im tylko wziąć odpowiedni sprzęt i wyruszać ...
- Możliwe, że tą częścią galaktyki rządzą jacys pomniejsi Goa'uldowie, którzy nie byli zaliczani do Władców Systemu. W końcu który bóg z dawnych mitologii był tylko postacią z mitów, a kto był naprawdę?Zamachowiec minął strażników przy pokoju kontroli Wrót i usmiechnął się niewinnie do młodej technik, grzebiącej coś w jednym z komputerów. Wszedł na schody, prowadzące do pokoju odpraw i po drodze przełożył broń z kabury za pasek, chowając go za plecami.- Krótko po was ruszą inne drużyny. Wszystkie MALpy przesłały zadowalające dane, na pewno spotkamy tam wiele niespodzianek. I wiele niebezpieczeństw...
-Z niebezpieczeństwami, które znamy możemy sobie poradzić. Teraz najważniejsze jest dowiedzieć się co zaszło na tych planetach . Zebranie informacji musi być naszym priorytetem, będziemy mogli przynajmniej przeciwdziałać temu zagrożeniu a jeżeli dobrze pójdzie może nawet uda nam się je zlikwidować - powiedział Robert. Uważał, że w obecnej sytuacji SGC powinno skupić się na tym zadaniu. -Z całym szacunkiem panie pułkowniku ale odnalezienie jakiś urządzeń, mogłoby okazać się bardziej pomocne - powiedział cicho Martin -Urządzenia nie leżą po prostu na ziemi, ale z pewnością czeka nas tam coś - powiedział spokojnym tonem Keel Cassidy popatrzył na Generała uśmiechając się lekko. Przy stole panowała jedna z rozmów w stylu: wojsko - nauka, co może czekać za wrotami i dlaczego pokonanie Gua'uld jest ważniejsze niż urządzenia pradawnych (albo nie). -Nie ma to jak stres przed misją, czasami wydaje mi się, że nie potrzebujemy wrogów - po tych wyszeptanych słowach popatrzył na swoich ludzi -Martin, John, Marie czy możemy się skupić na odprawie? Tak? Dziękuję -
- Może nawet wreszcie uda nam się poznac Furlingów? - zapytał retorycznie O'Neil i usmiechnął się. - Jesli nie macie innych pytań do pora zakończyć nasze spotkanie. czxas na SG-11.Nagle zza drzwi dobiegło ciche stuknięcie. Byłoby to nic nadzwyczajnego, ale nie nagłe ich wyłamanie . Do środka wskoczył ostatni członek rozbitej drużyny z bazy alfa. Wymierzył w generała i krzyknął:- Anubis wróci po was! - i zaczął strzelać.Tylko wyuczony instynkt uratował O'Neila. Rzucił się natychmiast pod stół i kula świsneła tuż nad jego głową. To zdenerwowało zamachowca, lekko przesunął broń i zastrzelił oficera sztabowego. Po tym wskoczył na stół.
To wszystko zaskoczyło Marie, która krzyknęła z przerażenia i odsunęła się od stołu. Była roztrzęsiona, ale praca w tym programie nauczyła ją paru rzeczy. Zaczęła na kolanach posuwać się w stronę oficera sztabowego chcąc sprawdzić czy coś mu się nie stało. Mniej więcej w tym samym momencie Martin poderwał się ze swojego miejsca biegnąc w kierunku wajchy z alarmem i interkomu. Cassidy i Keel zareagowali niemal jednocześnie. Dwaj żołnierze poderwali się ze swoich miejsc i skoczyli na zamachowce. Butch rzucił się na jego rękę trzymającą pistolet, chcąc go unieszkodliwić zabierając mu broń. Z drugiej strony przybiegł mu na pomoc John, który chciał przewrócić jeszcze niedawno leżącego żołnierza i ułatwić swojemu dowódcy zabranie mu broni.
Oficer sztabowy leżał w kałuży krwi, wciąż buchającej z przebitej aorty szyjnej. Był martwy juz w chwili gdy upadł na ziemię.Wajcha została pociągnieta i zawyły syreny.Zamachowiec wykonał rzut na bok i do przodu, po prostu przelatując obok Cassidy'ego i Keela. Wygladało to jak scena z jakiegoś wschodniego filmu walki. Po skoku żołnierz przeturlał się przez prawe ramię i poderwał się, biegnąc w kierunku krańca stołu. Kolejne kule poleciały w kierunku, gdzie ukrył się O'Neil.W pistolecie pozostały tylko dwie kule, gdy zamachowiec stanał tuż nad leżącym generałem:- Najpierw ty, potem cała Ziemię! - krzyknął z satysfakcją.
