Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
Keel i Cassidy pokiwali zgodnie głowami w znaku zaprzeczenia. Nie mieli więcej pytań, wszystko zostało powiedziane i żadne narady więcej nic nie pomogą. Teraz trzeba było działać, zebrać więcej informacji i dopiero wtedy będzie można powrócić do tego stołu. Na dany znak wszyscy zaczęli się podnosić ze swoich miejsc i rozpoczęły się bardziej "swobodne" rozmowy. Jesicka razem z Johnem zniknęli bardzo szybko. Mieli teraz trochę czasu dla siebie, a Keel miał zamiar sprawdzić czy ktoś odpowiedział już na ogłoszenie w gazecie, a jeżeli znajdzie się trochę więcej wolnego czasu to mieli zamiar obejrzeć jakiś film ... co prawda na komputerze, a nie w kinie, ale zawsze było to przyjemne. Robert popatrzył na zegarek zastanawiając się co teraz jego rodzina robi w domu. Cóż mieli przynajmniej do jutra trochę wolnego czasu ...
Żołnierze zaczeli wykorzystywac swój wolny czas. Tymczasem...Marie NowakPodróż własnym samochodem była o wiele bardziej przyjemna niz autobusem i dlatego to lingwistka jako pierwsza zawitała pod główna bramę SGC. Tam juz czekali straznicy. Mimo, że ją znali to zażądali papierów. Jak zawsze.
Porucznik John Keel Siedzieli w pokoju Jesicki. Tak to trzeba było nazwać, baza była specyficzna ... nie trzeba było powiedzieć, że dla zwykłego człowieka, nie przyzwyczajonego to służba wojskowa była specyficzna. Co prawda w innych jednostkach na noc pozostawali tylko ci, którzy mieli służbę ... no można by nazwać to dyżurem. Zdarzało się parę dni takiej służby i potem wolne. Tak pamiętał to Keel ze swojej służby, tej którą odbył w USA, chociaż nie było jej aż tak strasznie dużo. SGC też miało służby i do tego służyły te pokoje, w których można było spokojnie przespać, kiedy zachodziła taka konieczność. A ponieważ służby takie zdarzały się najczęściej przed planowanym przejściem przez Wrota było to tak często. W inne dni, mogli wrócić do domu i przybyć w razie alarmu. Cóż taka specyfika i trzeba było się do tego przyzwyczaić. Teraz siedzieli przed podłączonym do prądu laptopem i oglądali jakąś durną komedię ... "Poznaj moich rodziców". Keel przytulił się do narzeczonej nie będąc przekonanym czy będzie to, aż takie fajne. Podpułkownik Robert CassidyWiedział, że większość jego podwładnych miała łatwiej. Nie mieli żon i dzieci .. niektórzy przynajmniej jeszcze, ale Black pracowała w SGC, więc nie będą mieli kiedy za sobą tęsknić. Dla Pułkownika najgorsze były dni, kiedy musiał siedzieć w bazie, a nie w domu. Starszy syn przyzwyczaił się do tego, że ojciec nie zawsze jest ... młodszy miał problemy, ale radził sobie z tym nieźle. A "Butch" mimo wszystkich wad kochał swoją pracę, wierzył, że robi coś ważnego, zapewniając ochronę swojej rodzinie i innym rodzinom ... broniąc całej ziemi. Zadzwonił telefon, Podpułkownik odebrał go. Jego 4 letni syn Josh, nie mógł zasnąć, bez bajki czytanej mu przez ojca. Robert uśmiechnął się szeroko, dobrze że chce aby mu czytać. Nawet przez telefon, kiedy pułkownik mógł robił to. Teraz sięgnął do najniższej szafki i wyjął z niej książkę z bajkami. Zaczął czytać ... Marie Nowak Sięgnęła do torebki gdzie wrzuciła swoje dokumenty. Żołnierz, który pewnie miał własne zdanie na temat kobiecych torebek, westchnął cicho. Powinien się jednak przyzwyczaić do tego w jak błyskawicznym tempie znajduje wszystko Marie. Podała mu cały plik wszystkich potrzebnych dokumentów czekając aż ją puści i będzie mogła zaparkować.
Marie NowakWreszcie straznik oddał dokumenty, zasalutował i pozwolił wjechac na teren bazy.
Marie Nowak Skierowała swój samochód drogą w stronę parkingu dla personelu. Jej pojazd nie należał do najmniejszych, ale miała kilka ulubionych miejsc gdzie spokojnie się mieścił. Zresztą była to baza wojskowa i nie było z parkowaniem raczej problemu. Zatrzymała się na swoim ulubionym miejscu, które na szczęście było wolne. Zabrała za samochodu wszystkie potrzebne rzeczy i spokojnym krokiem udało się do windy wciskając odpowiedni poziom bazy. Musiała wpisać się do księgi wejść, a potem będzie mogła się rozgościć.
Tutaj strażnicy nie robili takich problemów jak przy bramie. Po trochej długiej podróży windą (w końcu to było kilkanaście pięter w dół) drzwi otworzyły się. Mogła teraz bez problemów poruszac się po całej bazie.
Marie uśmiechnięta zaniosła wszystkie swoje rzeczy, do "swojego" pokoju. Tutaj bardzo szybko się rozpakowała, układając rzeczy, które miały tutaj zostać do następnego urlopu. Przebrała się również w coś bardziej "wygodniejszego", chociaż dokładniej coś co w bazie nie będzie się po prostu tak bardzo rzucało w oczy ... czyli mundur członka drużyny SG, ze wszystkimi znakami. Podróż była dość męcząca, ale postanowiła odnaleźć Butcha i zapytać go, co się działo podczas jej nieobecności.
Najpierw poszła do jego kwatery. Jej uwage zwrócił całkiem duzy ruch. Szczególnie wciąż coś zwożono lub wwożono windami towarowymi, bez przerwy słyszała jak się poruszały.Po chwili stała przed drzwiami swojego dowódcy.
Zapukała głośno czekając na odpowiedź. Mniej więcej w tym samym momencie podpułkownik skończył czytać bajkę swojemu synowi i życzył mu dobrych snów. Miał nadzieję, że brzdąc teraz zaśnie dając trochę wolnego jego żonie. Gdy usłyszał pukanie rzucił krótkie -Wejść - Po chwili do jego kwatery weszła Marie -Butch, a nie mógłbyś trochę grzeczniej. Na przykład proszę wejść? To tylko jedno słowa a tak wiele zmienia - zaczęła dziewczyna tłumaczyć żołnierzowi. Ten krótko pokiwał głową, mógł się tego spodziewać. Nowak była bardzo fajną kobietą, ale miała pewne swoje ... dziwactwa. Cóż, kto ich nie miał. Po prostu trzeba było się do tego przyzwyczaić -Marie dobrze ciebie widzieć - w przypadku lingwistki nie musiał trzymać się żadnego protokołu oprócz dobrych manier. A oni już dawno przeszli na ty. Takie rozmowy były odmianą od nawet "najluźniejszych" rozmów z podwładnymi wojskowymi-Chciałeś żebym tak szybko przybyła, opowiesz mi o co chodzi?--Jasne siadaj ... - gdy tylko dziewczyna zajęła miejsce Cassidy zaczął opowiadać wszystko od początku ... od pierwszej rozmowy odnośnie misji z O'Neillem aż po wydarzenia na planecie ...
Opowieść nie była romansem, więc Marie mocno pobladła, słysząc koniec drużyny z bazy alfa. Do tego wieści o losie Edory jeszcze bardziej ja przygnębiły.
Marie Nowak i Podpułkownik Robert Cassidy Podpułkownik widział jaki efekt wywarła historia na lingwistce, musiał jej to jednak opowiedzieć. Co nie znaczyło, że jako przyjaciel, nie może jej później pocieszyć. Smutny był los z cywilizacjami, z którymi bądź co bądź mieli okazję się spotkać ... tak przynajmniej było z Edorą. Byli tam kiedyś podczas jednej misji ... -Nie martw się Marie, z nami nic ci się nie stanie. Postaramy się też dopaść tego kto jest za to odpowiedzialny -Dziewczyna kiwnęła głową -Jeżeli nic nie jadłaś to możemy skoczyć do mesy na jakąś kolację --Pójść na kolację Bob ... -- Niech ci będzie skoro nalegasz - odpowiedział Robert i oboje uśmiechnęli się. Kolacja podczas której nie rozmawiali o całej tej sprawie była dużo przyjemniejsza Porucznik John Keel Skończyli oglądać tą komedię, która wcale nie okazała się jakaś bardzo zła ... fajerwerków w niej jednak też nie było. Ponieważ zgłodnieli postanowili udać się do mesy. Tam zobaczyli Marie i Podpułkownika, którzy akurat byli w trakcie kolacji. Po wzięciu swoich talerzy dosiedli się do nich SG-19 oprócz Podporucznika Martina Lloyda Rozmawiali o wszystkich przyjemnych rzeczach. Marie znała dość dobrze Jesickę, jak zresztą większość kobiet, które pracowało w SGC, znało się nawzajem. Nie było ich w końcu tak dużo ... jak zresztą facetów, też tak dużo nie było, jednak zawsze trochę więcej. Dziewczyny szybko zaczęły dyskutować o zbliżającym się ślubie Black i Keel'a jak można było się zresztą spodziewać, Jesicka, chciała podzielić się z przyjaciółką swoim szczęściem, dlatego teraz rozwijała swoją wizję tego ślubu. Na rozmowie minął im przyjemnie czas, aż w końcu trzeba było udać się spać. W końcu jutro czekał ich ważny dzień.
Martin LlyodReszta drużyny szykowała się powoli spać, a tymczasem jej ostatni członek powoli dotarł do okolic bazy. Autobus, nie dość że jechał jak żółw, to po drodze miał awarję silnika. Pewnie gdyby nie jego pomoc staliby w pustyni do rana.Wreszcie wysiadł z tej jadącej pokraki, która zacharczała i pojechała dalej. Od razu przy przystanku zauważył jeepa i siedzącego w nim żołnierza, palącego papierosa.
Podporucznik Martin Llyod Podszedł do jeepa, miał nadzieję, że chociaż zna kierowcę, a jeśli nie to może przysłał go Podpułkownik? Mówił, że mógłby pod niego podjechać, zresztą zawsze żołnierz mógł jechać gdzieś w pobliże góry, mógłby go podrzucić. Kiedy znalazł się blisko niego zakasłał chcąc zwrócić na siebie uwagę -Przepraszam jedziecie może do Góry Chayeen? Może mógłbym się zabrać?-
- Tak mam jechać. Czekam tylko na jakiegos czubka co miał przyjechac parę godzin temu.
-Jeżeli ten czubek nazywa się Martin Lloyd to będę to ja - powiedział chłopak spuszczając wzrok do ziemi, jeżeli faktycznie ten żołnierz musiał tyle na niego czekać, to będzie mu bardzo głupio. Oczywiście nie była to jego wina, ale on musiał tutaj siedzieć. Mogło mu się tutaj strasznie nudzić ... chłopak nie był zadowolony, przecież ostatecznie mógł wziąć taksówkę ...
