Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
Członkowie drużyny SG jeden po drugim zaczęli wyłaniać się z pola i przekradać na skraj lasu. W końcu wszyscy klęczeli, lub w przypadku poszkodowanego leżeli niedaleko siebie. Keel zdał swojemu dowódcy krótki i treściwy raport, a tropiciel z SG-22 pokiwał tylko głową na potwierdzenie. Robertowi przez chwilę wydawało się, że spada w dół. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jego domysły były prawdą. Myślał, że już nigdy nie przyjdzie mu się zmierzyć z tym przeciwnikiem, widać jednak się przeliczył. Nie udało im się zniszczyć wszystkich, gdzieś jacyś musieli przetrwać i to oni mieli pecha na nich trafić. "Dlaczego nie mogę trafić na planetę, która przypomina Hawaje a misja wakacje?" zadał sobie pytanie "Butch"-Co robimy Pułkowniku?- zapytał go szeptem John, który już nie mógł się doczekać powrotu, w końcu nie mogli tutaj siedzieć cały czas. Musieli się stąd ruszyć -Dobra przekradamy się w pobliże wrót. Znajdziemy tam jakąś dobrą kryjówkę i przyczaimy się na jakiś czas, będziemy potrzebowali jakieś dywersji ... na wszelki wypadek --Ale jeżeli tam nikogo nie ma?- powiedział Porucznik Keel-To wtedy nic nie stracimy, jeżeli jest to miejmy nadzieję odwróci to ich uwagę na czas potrzebny nam na przedostanie się przez wrota--Ma pan jakiś pomysł? - zapytał Kapitan Vaughn -Szczerze powiedziawszy to tak. Weźmiemy C-4 i przy okazji przekradania się, założymy go w wiosce. Jak będziemy gotowi do przejścia to wysadzimy je i rzucimy granaty dymne. Superżołnierze, nie byli stworzenie do tego, żeby być bystrymi przy odrobinie szczęścia wydostaniemy się, jak oni będą zastanawiali się co dalej zrobić, ale przekroczymy tą rzekę, gdy do niej dotrzemy. Narazie ruszamy - cała grupa zaczęła się ponownie przekradać w kierunku wrót ...
Gdy grupa ruszyła to akurat nadszedł czas kolejnego połączenia z SGC."Tu O'Neil. Jaki jest wasz status? Znaleźliście ostatniego zaginionego?"
-Generale znaleźliśmy go żywego, ale straciliśmy grupę ochrony przy wrotach. Wszyscy nie żyją - zameldował Cassidy ciesząc się słysząc głos swojego dowódcy, chociaż po jego tonie nie można było tego poznać. Martwił się teraz o życie swoich podwładnych ... w odpowiednim czasie będzie też czas przemyślenia śmierci strażników przy wrotach. Teraz musiał wyprowadzić stąd pozostałych -Sir wiem, kto prawdopodobnie jest za to odpowiedzialny .. to wojownicy Kull. Nasz poszkodowany był w stanie dużej traumy psychicznej, krzyczał Anubis. Wyjaśniało to by też brak śladów, trupów wrogów, siłę broni i celność tych uderzeń. Spróbujemy przedostać się pod wrota i uciec z tej planety, chociaż nie ukrywam, że przydałaby się jakaś pomoc sir. Nie mamy czym ich uszkodzić ... - Trochę mu jednak ulżyło to połączenie, nadal miał sporo odpowiedzialności na swoich barkach, ale teraz może być im łatwiej.Keel pomagał narzeczonej zajmować się "rannym", gdy przyszło połączenie. Rozglądał się na wszystkie strony, niecierpliwie oczekując odpowiedzi Generała O'Neilla
" Mogę wysłac dodatkowe samolociki z rakietami. Prewencyjnie zbombardują las wokół Wrót. Jaki macie plan?"
-Chcemy założyć ładunki wybuchowe, a potem przyczaić się w lesie niedaleko wrót. Wysadzimy C-4 i rzucimy jak najwięcej granatów dymnych. Przy odrobinie szczęścia, gdy superżołnierze, będą zastanawiali się co to za wybuch ... albo jeżeli ruszą go sprawdzić, zdołamy pod ochroną dymu wybrać adres Ziemi i wydostać się stamtąd. Nie ukrywam, że samolocik strzelający rakietami i osłaniający nasz odwrót byłby kolejnym atutem - odpowiedział na pytanie generała Cassidy. Plan był prosty, ale często mówiło się, że proste plany są najlepsze. Oczywiście było w tym sporo elementów ryzyka, ale nie mieli zapasów, aby czekać na jakiś transport na tej planecie, a jeżeli wrota były cały czas obserwowane, to każdy przychodzący narażał się na dodatkowe ryzyko. Mogło im się udać, nawet Kull nie widzą przez dym, ryzyko było mniejsze niż czekanie, aż wytropią ich na planecie.
"Macie godzinę na przyszykowanie dywersji we wiosce. Wtedy idzcie w okolice Wrót. Punktualnie za godzine przejda samolociki i zrobia piekło na drodze, minute po wybuchu ładunków. jesli Kull tu są to dostaną za swoje. Wy nie czekajcie tylko uciekajcie stąd."
-Tak jest - przytaknął Pułkownik za nim połączenie zostało przerwane. Robert popatrzył na swoich podkomendnych. Większość z nich była zdenerwowane, ale nie można się było im dziwić. To przejście było dla nich wszystkich pewnym zimnym prysznicem, nie wolno myśleć, że nastał spokój. Trzeba było być cały czas czujnym. -Dobra ja, Porucznik Keel i sierżant Braun weźmiemy ładunki i ruszmy podłożyć je w wiosce. Porucznik Ellis poprowadzi resztę w bezpieczne miejsce pod wrota. Jak tylko skończymy z tym, dołączymy do was i będziemy czekali na obiecane samolociki. Jak tylko przylecą będzie trzeba działać szybko. Dlatego trzeba zawczasu przygotować granaty dymne ... - wszyscy kiwnęli głowami i ruszyli na wykonywanie rozkazów. Porucznik Keel dotknął ręki ukochanej i uśmiechnął się do niej. Wiedział, że zaraz ją zobaczy, ale teraz nie bał się, aż tak bardzo kiedy jej nie widział. Wiedział, że miał osobisty wpływ na jej bezpieczeństwo i to go uspokajało ...
Grupa podzieliła się. Drużyna, która miała podłożyć ładunki wybuchowe podążyła ku wiosce. Pozostali wolniej poszli za nimi.Podkładanie ładunków nie było trudne, wystarczyło tylko przylepić C4, wcisnąć detonator i nacisnąć guzik zdalnego sterownika by nastąpiła esplozja. Gdy kończyli zakładanie bomb to mineła ich druga drużyna, która zaczeła lasem powoli obchodzić Wrota ta samą drogą jak wczesniej szli zwiadowcy.- Gotowe. - rzekł Braun, który skończył jako ostatni.
-Dobra zbieramy się za naszymi, tylko cicho sza - zadecydował Cassidy, który razem z Keelem czekali, aż sierżant skończy swoją część. Aby oddać mu sprawiedliwość, to on musiał pójść najdalej. Trójka żołnierzy prowadzona przez Johna, który doskonale pamiętał swoją drogę, a teraz miał jeszcze świadomość, że prowadzi swoich kolegów i musi być uważniejszy, ruszyła na umówione miejsce "spotkania"-Swoją drogą to nie fair sir, nie zapraszaliśmy na tą planetę superżołnierzy - zażartował szeptem Keel -Tak, ale oni zazwyczaj wchodzą bez zaproszenia - odpowiedział mu w tym samym tonie Podpułkownik. Po chwili jednak umilkli, musieli zachować ostrożność ...
Po kilkunastu minutach doszli na miejsce zbiórki, w tym samym co zwiad obserwował Wrota.Zostało troche ponad minute do wylecenia samolocików z Wrót.
"Butch" wyjął detonator i zdjął klapkę osłaniającą przycisk detonacji. Popatrzył po twarzach podległych mu osób. Wszyscy byli zdenerwowani, oto zbliżała się ich chwila prawdy. Czy podstęp się uda, czy będą musieli wejść pod obstrzałem. Wszyscy mieli wyznaczone zadania. Vaughn wraz z Braunem mieli jak najszybciej przenieść nieprzytomnego i wraz z panią doktor ranny miał przejść przez wrota. Ellis i Keel byli odpowiedzialni za otwarcie wrót i wysłanie kodu otwierającego przesłonę ... Robert miał nacisnąć przycisk wybuchu i biec z pozostałymi. Przy nogach każdego leżały granaty dymne gotowe do rzucenia aby przesłoniły teren. John podsunął bliżej siebie, te położone przez Cassidy'ego. Wiedział, że jego dowódca będzie miał inne rzeczy do roboty jak martwieniem się rzuceniem granatu. Jak tylko pojawią się samolociki, muszą zrobić wszystko szybko, aby zdążył ich zakryć dym. Muszą zdążyć, muszą ...
Wrota zaczeły się aktywować. po kolei zapalały się znaki, az wreszcie połączenie zostało nawiazane.Po kolei wynurzyły się z nich trzy U.C.A.V. Zaczeły nabierać wysokości. Ich pojawienie się nie wywołało zadnej reakcji. Po chwili Wrota wyłączyły się.
Nadszedł ten czas. Pułkownik nacisnął detonator, a ze strony wioski dobiegł odgłos potężnego wybuchu. W tym samym momencie pozostali członkowie SG rzucili swoje granaty dymne. Kiedy tylko dym zakrył wrota, wszyscy podnieśli się i ruszyli biegiem, tu nie było co myśleć, byli zakryci ... musieli działać szybko, nie było więcej czasu na myślenie i analizowanie, teraz niosły ich nogi ...
Wszyscy sprawnie wykonali swe zadania. Keel wklepał koordynaty na DHD, Ellis przesłał kod. Zalediwe kilka sekund po tym pierwsi z nich wpadli w horyzont zdarzeń.Gdy ostatni wskakiwał Cassidy to zobaczył jeszcze jak las w okolicy zamienia sie w płonące piekło.Za chwile ten widok zmienił się. Pojawił się w SGC, gdzie czekał już na nich oddział ochrony.
-Potrzebne są nosze - zawołała pani doktor, z myślą o uśpionym członku Alfy - 3. Tymczasem już wszyscy żołnierze zaczęli schodzić po rampie na dół. Drużyny ochrony uspokoiły się, a wrota zamknęły chwilę potem gdy w dowództwie znalazł się Cassidy. Teraz Podpułkownik klepał się po kurtce szukając cygara. Znalazł je, na szczęście nie ucierpiało podczas tej eskapady. Nie zważając na nic zapalił je. Keel również czuł, że cały stres powoli ulatnia się z niego. Byli już bezpiecznie, przynajmniej na razie. Ciężko jednak było zapomnieć o tym, że stracili ludzi -To było ... - powiedział patrząc na swego dowódcę, ale ten tylko skinął głową -Wiem - -Przynajmniej nie napotkaliśmy oporu przy wrotach --Przynajmniej - odpowiedział mu Robert, udało mu się bezpiecznie wyprowadzić przynajmniej część ludzi przy bramie. Drużyny straży były rozstawione w najlepszym możliwym punkcie, mogły odeprzeć atak prawie każdego wroga ... a nie mieli najmniejszych szans.
