Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
Murzynowi czy Keelowi nic poważnego się nie stało. Griff odzyskał juz przytomność, ale nie wyglądał na zdolnego do walki. Najgorzej jednak było z tym co dostał w szczękę. Bardzo mocno krwawił z ust, do tego schodząca pięśc urwała mu płatek nosa, co jeszcze bardziej zwiększyło ilość krwi. Do tego był nieprzytomny, a wstrząs mózgu był murowany.- Cassidy. - rezkł Griff. - Teraz dowodzisz. - potzrąsnął ręką i zasyczał z bólu. - Mam zwichnięty obojczyk.
-Tak jest Pułkowniku - odpowiedział Robert -Niech się pan nie martwi, za kilka minut będzie pan w domu i trochę odpocznie - Cassidy nacisnął guzik radia -SG-19 do drużyn wsparcia, mamy dwóch rannych do ewakuacji - po tych słowach rozdzielił pozostałą ekipę na dwuosobowe mniejsze drużyny i ruszyli w dalszą drogę trzymając się w swoim zasięgu wzroku. Jaffa mogli się jeszcze gdzieś kryć, dlatego należało zachować ostrożność
Jaffa jakby zapadli się pod ziemię. Zreszta nagle wszystko ucichło, nawet okolice Wrót przestały byc ostrzeliwywane. Coś wisiało w powietrzu. Sechmet była boginia wojny i jej żołnierze musieli byc bardzo dobrze wyszkoleni.Po paru minutach dotarli do SG-20.- Dzieki Bogu, juz jesteście. - rzekł jej dowódca. Jimmy dostał w rekę.- Nic groźnego, ale boli jak cholera. Nienawidzę plazmy. - odparł Jimmy z reką na temblaku.- Wracamy pułkowniku?Nagle z miejsca gdzie został Griff i drugi żołnierz dobiegły strzały z pistoletu, bo tylko ta bronią pułkownik mógł walczyć z powodu kontuzji.
-Griff - powiedział szybko Robert .... ale przecież powinien zostać ewakuowany przez drużynę wsparcia ... gdzie oni się podziali? Nie było jednak czasu teraz na to czekać -Marie idziesz z rannym, Martin trzymaj się blisko ich - rozkazał szybko, po czym popatrzył po pozostałych -Wracamy do wrót ... uważajcie na zasadzki, dwójkami w zasięgu wzroku ... jak coś się zacznie dziać ściśniemy formację ... Jazda! - po tych krótkich rozkazach Cassidy ruszył do przodu zaraz za nim poszedł osłaniający go w dwójce John ... po chwili wszyscy członkowie SG ruszyli ...
Powrót był szybki, a Jaffa wciąż nie było. Gdy dotarli do miejsca gdzie zostawili Griffa to napotkali trzech ludzi spod Wrót.- Kiedfy przybyliśmy już ich nie było. Znaleźliśmy tylko jego pistolet."Nie chcę przeszkadzac wam w podchodach, ale lepiej się stąd zwijajcie. Leci w naszym kierunku kilka mysliwców i cos większego."
Podpułkownik patrzył z niedowierzaniem w twarz swojego zastępcy. Oczy Johna nie wyrażały żadnych emocji. Marine wiedział, że takie sytuacje się zdarzały. Nie mogli się spodziewać, że ktoś wróci po Griffa, dając sobie spokój z ostrzeliwaną drużyną. Teraz jednak nie było czasu tego rozważać -Pułkowniku - powiedział John prawie jednocześnie z Marie, która martwiła się widząc twarz swojego przyjaciela-Nie możemy czekać - zdecydował Robert -Wycofać się - rozkazał, jednocześnie nacisnął radio łącząc się z ludźmi spod wrót -Wracamy osłaniajcie nas-
Gdy wyszli z lasu to pojawił sie pierwszy mysliwiec. Równiez został zestrzelony dośc szybko, ale przy Wrotach pozostał tylko jeden sprawny Stinger, a huk wskazywał, że na niebie jest ich o wiele więcej.
-Otworzyć wrota! Wynosimy się ! - rozkazał Robert przez radio -Tylko niezbędny personel do osłaniania, reszta przechodzić i trzymać drzwi otwarte - nie było sensu trzymania w tym momencie zbyt wielu ludzi i tak mieli straty, a zbliżające się myśliwce mogły narobić niezłego bigosu. Nadszedł ten moment, w którym nogi musiały dopomóc
Ziemianie biegli ile mieli sił w nogach. Byli coraz bliżej Wrót, a pośpiech był wskazany. Na horyzoncie pojawiło się pięć mysliwców i Alkesh. Temu ostatniemu wystarczyło tylko odpalić swe działka plazmowe koło Wrót nie będzie co zbierać."Szybciej, mamy tylko 2 Stingery."I wtedy pojawili się schowani dotychczas Jaffa. Z lasu wybiegło kilkunastu i rozpoczeli ostry ostrzał. Pociski padały coraz bliżej uciekającyh.
-Dajcie ogień zaporowy na las - rozkazał Pułkownik i sam nie przerywając biegu zaczął strzelać -Musimy dostać się do wrót biegnijcie! - krzyknął do towarzyszących mu osób.
Stingery pleciały w cele, a ich operatorzy od razu uciekli do Wrót. ostało się tylko dwóch żołnierzy przy nich, jeden z M-249 SAW oraz na miniczołgu. Strzelali w kierunku lasu, gdzie udało im się trafić kilku Jaffa.Tymczasem pociski padały cholernie blisko. Jeden z odłanków zranił Cassidy'ego w rękę, ale coraz bliżej było do zbawiennego horyzontu zdarzeń. Pozostało tylko kilkanaście metrów.
Zaklął i krzyknął z bólu, niemalże w tym samym momencie. -Pułkowniku - krzyknęła Marie i zaczęła sięgać do torby -Biec i nie przerywać ostrzału- zdołał wydusić z siebie na tyle wyraźnie, żeby inni go usłyszeli. Mimo bólu przełożył P-90 do drugiej ręki i nacisnął spust posyłając kolejny magazynek w stronę lasu. Wszyscy wiedzieli, że nie mieli teraz gdzie się ukryć, ich jedyną szansą było dostanie się do Gwiezdnych Wrót
Na szczęście byli juz przy Wrotach. Oprócz nich ostał się tylko żołnierz na miniczołgu. Walił długie serie z Browninga, a udało mu się wstrzelac i Jaffa przy drzewach padali pokotem.Jednak nie dane było mu uciec. Ładunek plazmy trafił go, gdy zeskakiwał z maszyny. Rzuciło go na podest z rozłożonymi rękami. Nie trzeba było sprawdzac czy żeje, gdy w jego piersi widniała ogromna dziura.Alkesh był juz nad nimi, a mysliwce zaczeły ostrzał...
-Przechodzić! Szybko - krzyczał Robert, nie było czasu na nic więcej. Musieli jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie w bezpiecznej bazie ...
