Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
Drużyna rozbiegła się aby wykończyć Jaffa, teraz musieli mieć pewność, że teren został zabezpieczony, a dopiero później sprawdzić stan rannej.
Ostatni Jaffa dostał kilkanaście razy nim ostatecznie padł martwy.Szybkie przegladnięcie terenu pozwoliło ustalić, że wszyscy wokół Wrót są martwi."Uwaga! Jaffa oderwali się od nas. Chyba chcą zająć się wami." - poinformowała was okrążona drużyna.Niestety medyczka była martwa, otrzymała centralne trafienie. Nic nie można było dla niej zrobić.Wsparcie przeszło za chwilę. Było w niej dwóch żołnierzy ze stingerami, trzech z ciężka bronią maszynową i mały pojazd opancerzony z podwójnie sprzężonym karabinem.- SG-19, idziecie ze mną. 23, pilnować Wrót. Nie mogą nas odciąć.
Cassidy skinął głową na swoją drużynę i wszyscy ustawili się w odpowiednim szyku. Było to ćwiczone wiele razy, dlatego nie było teraz żadnych problemów. Drużyna ruszyła pomóc swoim towarzyszom broni ...
Ledwie dwie drużyny odeszły kawałek od Wrót, a te już zaczeły być ostrzeliwywane przez Jaffa schowanych na wzgórzu z jakiś kilometr. Ogień był niezbyt celny, ale uciążliwy. Na szczęście z SGC przysłano osłony, za którymi schowała się SG-23.Griff nie poprowadził swoich podwładnych wprost na pozycje SG-20. Na pewno gdzies czekali Jaffa Sechmet i nie miał zamiaru pchać się w ich pułapkę. Skręcił i pobiegł w na oko całkiem przeciwnym kierunku.To szybko wywołało reakcję. Z lasu, gdzie było otoczona SG-20 wybiegło kilku Jaffa. Od razu zaczeli strzelać do ludzi.
Cassidy nakazał podległej sobie części drużyny położenie osłony ogniowej, sam razem z Keelem zaczęli okrążać wrogich Jaffa korzystając z każdej możliwej osłony. Musieli ich jak najszybciej zniszczyć.
Jeden z Jaffa dostał i zmusiło to innych do wycofania się na pierwsze drzewa, by mieć lepszą osłonę. Dało to też mozliwość dalszego podejścia SG-2, który wysforowała się do przodu."Cassidy, przytrzymaj ich trochę. Zajdziemy ich z boku." - dostał rozkaz od Griffa.Jednoczesnie gdzieś daleko dobiegł odgłos zbliżającego się glidera.
-Będzie mi pan wisiał duże piwo, przy następnym pokerze - powiedział Podpułkownik ostrzeliwując kolejnego Jaffa. Wskazał swoim ludziom, nowe pozycje z których mogliby lepiej ostrzeliwać Jaffa i kryjąc siebie nawzajem szybko i sprawnie przeszli na nie. Cassidy był uśmiechnięty, to był jego żywioł. Lubił oczywiście spokojne misje, ale był żołnierzem i adrenalina krążąca w jego żyłach sprawiała, że czuł się naprawdę żywy. Poza tym w takich sytuacjach mógł wspiąć się na szczyt swoich umiejętności dowodzenia. Drugą osobą zadowoloną z rozwoju sytuacji był John. Dla marines walka była żywiołem "Semper Fi" i szli w bój. Poza tym Keel nie oszukiwał siebie, nie był naukowcem i mimo, że ciekawiło go poznawanie tych wszystkich kultur i odkrywanie innych tajemnic, jego zadanie polegało właśnie na tym ...Martin i Marie czuli się mnie więcej tak samo, co prawda Lloyd był żołnierzem i szkolenie wyrobiło u niego pewne potrzebne "odruchy", wolałby gdyby nie musiał walczyć, ale skoro dochodziło do takich sytuacji, to trzeba było sobie z tym poradzić i podobnie jak w przypadku zabawy z technologią pokazać, że jest się godnym noszenia munduru. Marie jako cywil ... cóż, nawet cywile w programie SGC musieli walczyć i dziewczyna pokazywała, że te kilka lat tutaj nie poszło na marne, trzymała się blisko Lloyda, jak zresztą w wielu podobnych przypadkach ... chociaż wiedziała, o co w tym mniej więcej chodzi ... z rozbawieniem zauważyła, że uczestniczyła pewnie w większej ilości walk, niż wielu zwykłych żołnierzy USA ...
Jaffa byli dobrze wyszkoleni, ale zrobili dość poważny błąd. Skupili swój ogień na SG-19 i 23, ignorując SG-2. Udało im się nawet kogoś zranić przy Wrotach.Myśliwiec wyleciał zza drzew i zatoczył koło. Od razu poleciała za nim rakieta, która po kilku manewrach strąciła go. Uderzenie w ziemie i wybuch wykorzystała SG-2, zaszła od boku Jaffa przy drzewach. Ostrzał był krótki..."Cassidy, biegiem do mnie. Pięciu zdjętych. Gdzieś tu się kręci ponad dziesięciu i chcę mieć chroniony tyłek"
-Dobra słyszeliście rozkaz - krzyknął Robert -Ruszamy! - drużyna osłaniając się, gdyby gdzieś pojawiło się niespodziewane zagrożenie ruszyła w stronę SG - 2 i Griffa.
Nikogo po drodze nie spotkali. SG-2 ruszyła przodem połączonych sił i tym razem skręciła w drugim kierunku, by od boku zajść do SG-20.Mijali kolejne drzewa i napotkali tylko kilka zabitych Jaffa oraz jednego rannego. Ten usiłował dosięgnąć staffa, ale Griff odrzucił go daleko i zostawił rannego na pastwę losu i możliwości regeneracyjnych symbionta.- SG-20, gdzie dokładnie jesteście od swej ostatniej pozycji? - zapytał Griif"Jakieś 20 metrów w lewo. Okopalismy się. Mam jdnego rannego, może chodzić, ale nie strzelać.- Gdzie reszta Jaffa?"Nie widac ich. Jakby zapadli się pod ziemię.- Zaraz przy was bedziemy.Grupy ruszyły i nagle zza jednego z drzew wypadł potężny Jaffa. Zderzył się z czarnoskórym operatorem CKM-u i obu wypadła broń. Jednym ciosem rzucił człowieka na ziemię, a Griffa pchnął na drzewo, że stracił przytomność. Nastepnym w kolei był Cassidy. Jaffa rzucił się na niego z gołymi rękami.
Nie było czasu zastanawiać się co należy teraz zrobić, Robert postanowił ostrzelać Jaffa z tak zwanego "biodra"
Strzał był trudny i większość pocisków przeszła obok. Jaffa dostał parę razy, ale wcale nie zwolniło to jego impetu.Cassidy poczuł sie jak rzucana przez dziecko maskotka. Samym rozpędem przejętym od Jaffa leciał chyba z dwa metry. Na szczęście upadł na ziemię, uderzenie w drzewo unieszkodliwiło go by tam samo jak Griffa.Tymczasem Jaffa zaczął szaleć. Trudno go było trafić, chyba że ktoś zaryzykuje mozliwość zranienia kolegi. Ziemianie musieli szybko działać, gdy po ciosie w twarz kolejny członek SG-2 stracił przytomnośc i pare zębów.
John nie namyślając się wiele, rzucił się na przeciwnika. Postanowił zdzielić go kolbą broni i spróbować przewrócić na ziemię, tymczasem podnoszący się podpułkownik spróbował ogarnąć sytuację -Odsuńcie się z linii strzału! Dajcie innym go trafić!-
Jaffa oberwał kolbą, ale tyłku potrząsnął głową gdy dostał. Odepchnął Kella i gdy miał się zabrać za Marie to zaczął podskakiwać w rytm strzelającego mu w plecy członka SG-2. Nawet jak miał w sobie kilkanaście naboi z pistoletu to ruszył na kolejnego przeciwnika, ale tuz przed nim padł martwy.
Podnoszący się z ziemi Robert uświadomił sobie, że to on teraz jest dowódcą -Sprawdźcie co z nimi - rozkazał wskazując na nieprzytomnych, miał nadzieję, że nie było im nic poważnego ... w przeciwnym wypadku, będą musieli zostać ewakuowani w późniejszym okresie ..
