Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG-19
Na szczęście do Keela szybko przybyła pomoc. Rannego ostrożnie położono na nosze i zabrano.Niestety ranny był sparaliżowany od pasa w dół. Nie czuł uszczypnięć, ani poszturchiwań.Wyglądało na to, że zamachowiec miał w sobie jakąś potężna bombę. Zastanawiające było dlaczego skanery jej nie wykryły? Ambulatorium zostało częściowo zburzone, kilka ścian się zawaliło. Dzieła zniszczenia dopełnił krótki, ale intensywny pożar i to on zabrał największe żniwo, gdyż wielu z zabitych zmarło w wyniku poparzeń lub braku tlenu.
Wiedział, że jego narzeczona jest bezpieczna i, że będzie teraz zajęta. Postanowił wrócić do Pułkownika. Musieli i tak przygotować się na misję. Martin popatrzył na Marie, która nachyliła się nad żołnierzem i uśmiechnęła -Wszystko będzie w porządku - tymczasem Lloyd gestem wezwał sanitariuszy z noszami.Kiedy Pułkownik upewnił się, że wszystko już jest w porządku ruszył do dowódcy SGC. Musieli jak najszybciej wyruszyć na misję, ale wyglądało na to, że pojawiły się nowe rzeczy, które trzeba było ustalić z dowódcą.
Na miejsce wybuchu przybywało coraz więcej ludzi z doświadczeniem medycznym i ranni byli powoli zabierani. Od razu przybyła też ekipa dochodzeniowa by ustalic przyczyny eksplozji. Mimo że większość wiedziała co sie wydarzyło to i tak trzeba było to sprawdzić.Gdy SG-19 pojawiło się w okolicy pomieszczenia Wrót to napotkali generała O'Neila z obandażowana głową.- Za szybko sie rzuciłem na ziemię. - wyjaśnił. - I troche oberwałem po głowie. Z powodu wybuchu muszę przełożyć misje. Ale jeśli nic wam nie jest to możecie iść o 18.00 bo tutaj nam w niczym nie pomożecie.- Generale, ważny telefon z Białego Domu. - znikąd pojawił się walter z telefonem. - Sam prezydent.O'Neil przytknął do ucha słuchawkę.- Tak, panie prezydencie... Był zamach na moje życie i wybuch... Mamy troche ofiar... To tylko opóźni nasze plany... Co?! Dlaczego?! Tutaj będę bardziej potrzebny! Nie... Tak jest! Potrzebuje 2 dni.Odlożył słuchawkę.- Właśnie przeniesli mnie na stanowisko biurkowe. Jestem za ważny by pracować na pierwszej linii. Nie trzeba było głosować na tego człowieka. Nie było...
Pułkownik wyprostował się i popatrzył prosto w twarz Generała -Sir - powiedział dość oficjalnie chociaż bardzo ciepłym tonem -W takim razie niech będę pierwszym, który panu powie, że jest pan jednym z najlepszych żołnierzy jakiego znam, a dla frontowców praca za biurkiem jest straszna. Chociaż w mojej starej formacji mówili, że piloci to wariaci --Chwila, przecież mówi się, że to spadochroniarze są wariatami bo skaczą z zupełnie sprawnych samolotów - powiedział O'Neill -Nie do końca sir - powiedział uśmiechnięty Butch -Większymi wariatami są piloci, bo lądują samolotami, z których wyskoczyła większość osób - Po chwili kontynuował -W każdym razie sir, służba z panem to był prawdziwy zaszczyt, chociaż może teraz będzie pan miał okazję zdziałać coś dobrego dla SGC na wysokim stołku -
O'Neil zaczął po kolei ściskac ręce drużyny SG-19.- Nie zdziwcie się, jak zajdą tu duże zmiany. Chińczycy i Europa się wściekają, że tylko płacą i zabraliśmy im najlepszych ludzi do Atlantis. Chcą pełnego udziału w misjach. Na razie ich powstrzymywałem, nowy generał może nie mieć takiej siły przekonywania.- Generale, jest pan potrzebny...- Tak, tak... Juz idę. W każdym razie powodzenia. Jak macie jakieś zapytania o waszą planetę to dane są w komputerze. Powodzenia. Może uda mi się zobaczyć wasze wyjście.Odwrócił się i odszedł. Pozostało parę godzin wolnego na odpoczynek po emocjach poranka oraz odebranie sprzętu na misje.
Każdy spędził swój czas próbując się zrelaksować. Na swój sposób ... Keel oglądał powtórki meczów, komentując co gorsze zagrywki i zapisując w swoim zeszycie statystyki poszczególnych zawodników. Nigdy nie zakładał się o duże sumy, 20 dolarów od czasu do czasu, a dzięki temu często wygrywał ... ale wszystko to dla przyjemności, mecze nabierały wtedy większych rumieńców. Lloyd przeglądał wszystkie dane o kolejnej planecie, jak zawsze, chciał do tego podejść naukowo. To go uspokoiło. Taka analiza, znał się na tym, to był jego żywioł. Marie przeglądała dane o najnowszych znaleziskach, nanosząc swoje poprawki do języka Gua'uldów, przecież podobnie jak wszystkie on też się zmieniał i różnił. A Cassidy jak zawsze pisał ostatni list do rodziny, jak go nauczyli kiedyś dawno ... Godzinę przed misją SG-19 zebrało się w gabinecie swojego dowódcy na odprawę. To była ich tradycja, poza tym można było jeszcze raz wszystko powtórzyć. Potem przebrać się i uzbroić i gotowość do misji w pełni.
Na odprawie nic nowego się nie dowiedzieli, ale O'Neil pozbył się bandaża i miał tylko duży plaster na głowie. Próbował żartować z drużyną, ale widać było, że przeniesienie bardzo go zmartwiło.W zbrojowbni otrzymali standartowy sprzęt oraz nowe mundury, gdyz stare było osmalone, więc nadawały się do prania.O czasie stali gotowi w pomieszceniu Wrót. P6X-001 czekało na nich.Ostatni, siódmy symbol zaskoczył. Wrota zaszumiały i... wyłączyły się.- Nie mogliśmy nawiązać połączenie z planetą docelową. - poinformował Walter.
Podpułkownik odwrócił się w stronę Waltera -Spróbujcie jeszcze raz! - krzyknął do nich, jednocześnie popatrzył na Martina, który oddał swoją broń Johnowi -Pobiegnę zobaczyć czy to po naszej stronie i szybko wrócę - Cassidy kiwnął głową na znak zgody i popatrzył za odbiegającym Lloydem
Spróbowano po raz drugi, ale również się nie udało. Szybka diagnostyka pokazała, że to nie ziemskie Wrota są winne.O'Neil również się zdziwił. Przecież parę godzin temu można było się połączyć bez problemu. Tknięty nagłą myślą kazał wybrać adres dla SG-11.Tutaj było to samo. Po prostu ktoś poodcinał Wrota na planetach, na które miały być posłane drużyny. Na wszelki wypadek połączono się z najbardziej odległą, znaną planetą w galaktyce i tutaj nie było problemów.
-Generale musimy dowiedzieć co się stało - powiedział Pułkownik wchodząc do pomieszczenia kontrolnego. Nie było sensu sterczeć przed wrotami w tym momencie -Musimy poprosić kogoś o wysłanie okrętu, a jeżeli nie to w jakiś inny sposób musimy się dostać w okolicę, lub zbadać jakąś inną planetę z tych na liście ... -
- To drugie ramię Galaktyki. Dolot sporo potrwa. - odparł O'Neil. - Ale mamy więcej planet na liście. Możemy łączyć z kolejnymi, aż się połączymy. Tylko, że nie będziecie mieli porządnego zwiadu, tylko chwilka widoków z MALPa.
-Trudno sir, czasami trzeba zaryzykować, a skoro już jesteśmy gotowi, to nie ma sensu czekać. Proszę rozpocząć procedurę, ja wrócę do swoich przy wrotach - po tych słowach Butch wyszedł z pomieszczenia, z SG-19 został tylko Martin przyglądający się ekranom, chcący jak najlepiej pomóc technikom.
Kilka adresów okazało sie również "ślepe", aż wreszcie dotarto do P6X-4GP.Szewrony powoli zapalały się i gdy zaskoczył ostatni, siódmy i uformował się korytarz to technicy ucieszyli się jak dzieci.Pierwszy ruszył MALP. Powoli wtoczył się na rampie i zniknął w horyzoncie zdarzeń. Po kilkunastu sekundach zaczął nadawać.- Wygląda normalnie, pułkowniku. - opisywał swe wrażenia Martin. - Wygląda na klimat śródziemnomorski. Mam nawet... O k...!- Generale, przy MALPie stoją dwaj Jaffa! Jeden z nich cos mówi.- Włączcie fonię.Potrzaskało trochę nim do wszystkich dobiegły słowa:"Witajcie Tauri. Nasza pani oczekuje was."
Pułkownik popatrzył z nie tęgą miną na Generała, jednakże wiedział, że muszą dowiedzieć się o co chodzi, a to mogła być ich jedyna szansa. -Ehh panie Generale, czy jeżeli nie wrócimy w najbliższym czasie, możemy liczyć na jakąś wyprawę ratunkową? - -No, w końcu nie chcielibyśmy, aby nie znaleziono naszych ciał - skomentował wszystko ponuro Keel
