Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Star Trek: PBF PL PBF - Podporucznik T'Vosh

PBF - Podporucznik T'Vosh

Wyświetlanie 15 wpisów - od 736 do 750 (z 1,022 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • I. Thorne
    Uczestnik
    #47164

    Nie pozostało mi nic innego niż porządnie najeść sie i napić. Już miałem walnąć w kimono, gdy przypomniałem sobie o naukowej.- Komputer, gdzie znajduje się kwatera kadetki Kareen Koudelki?

    Wolf
    Uczestnik
    #47188

    - Dwa poziomy niżej, kwatera 14C - odpowiedział ci uprzejmy żeński glos

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47194

    Pojechałem na odpowiedni pokład.Na mój dzwonek usłyszałem znajomy, dziewczęcy głos:- Proszę!Właśnie się przebierała do była tylko w czarnym topie i koronkowych majteczkach.- Chyba przybyłem w nie... - zacząłem.- Wcale nie. W końcu widziałeś mnie na plaży bardziej rozebraną. Nie udawaj takiego wstydliwego. - cudownie zmarszczyła nosek.- Chciałem się tylko dowiedzieć jak się czujesz. Jak cię ostatnio widziałem przypominałaś Orionkę.- Teraz jest lepiej. O wiele lepiej.- To dobrze. W takim razie...- Może być został na chwilę? - zapytała niewinnie.- Ale tylko na chwilkę. Muszę sprawdzić co z pozostałymi załogantami.- Może coś się napijesz?- Dziękuję, przed chwilą jadłem. Jestem tak napełniony, że nawet drinka nie zdołam wdusić.Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Kareen coś mówiła, ja odpowiadałem. Jednak rozmowa się nie kleiła. Patrząc na nią nagle uświadomiłem sobie, że jest cholernym bydlakiem. Ja jej nie kochałem, nigdy nawet przez chwilę. Owszem podobała mi się, ale ładna była ponad połowa moich podwładnych. Więc co ja do cholery robie? Dlaczego mszczę się na zarozumiałość Put w ten sposób krzywdząc niewinną Kareen. Od kiedy mam prawo robić takie rzeczy???- ...I wtedy postanowiłam zrezygnować w pracy we Flocie i wyjść za pewnego Tholianina. Urodzę mu dwadzieścioro dzieci i będę szczęścliwa.- Mhm... - odpowiedziałem.- T'Vosh, ty mnie w ogóle nie słuchasz!- Mhm...- Przestań!!!- Co? - wreszcie oprzytomniałem.- Jeśli nie chcesz, abym mówiła to będę siedzieć cicho.- Nie... ja... Słuchaj, przed chwilą uświadomiłem sobie ważną rzecz. Muszę teraz wyjść. Później wrócę i porozmawiamy. Obiecuję.Gdu wyszedłem z jej kwatery oparłem się o ścianę. Będę musiał powiedzieć jej prawdę. O nas. Nas? Nigdy nie było żadnych "nas". I im szybciej się o tym dowie tym będzie lepiej.Poszedłem ku swojej kwaterze. Nie miałem siły iść do kogoś innego. Rzuciłem się na łóżko i kazałem komputerowi obudzić się rano.

    Wolf
    Uczestnik
    #47206

    Gdy rano się obudziłeś długo nie wstawałeś, myślami wracałeś do wczorajszego dnia, zastnawiałes się jak to załatwić.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47494

    Ponieważ było jeszcze 2 tygodnie do przylotu nowego Daredevila to odłożyłem to na później.Po zjedzeniu lekkiego śniadania wyszedłem zobaczyć resztę załogi mostka. Jako pierwszego wybrałem sternika, Iwana Rozmieckiego. Byłem pewien, że go nie będzie w kwaterze. Oczywiście miałem rację. Więc zapewne był u doradczyni. Chciałem wyczytać z konsoli położenie, ale przerwały mi krzyki:- Ty bydlaku, łachudro! Jak możesz mnie tak traktować?!No pięknie, zaczynało się. Skręciłem za róg i zobaczyłem Iwana w samych slipkach przed jakąś kwaterą. Nagle wyleciała z niej poduszka i rozpłaszczyła się na jego twarzy.- Ale co ja ci zrobiłem? - zapytał, robiąc unik przed owocem podobnym do jabłka.- Ty doskonale wiesz co! Jak mogłeś!Powolnym krokiem, napawając się widokiem obrzucanego sternika, podszedłem do kajuty Tii. Ostrożnie zajrzałem do środka. Pokój wyglądał jak po przejściu huraganu. Na środku naga doradczyni była czerwona z wściekłości. Właśnie chwyciła talerz i zamachnęła się, ale ją uprzedziłem:- Może przed kolejnym rzutem ubierzesz stanik? - i na wszelki wypadek schowałem się. Dobrze zrobiłem, bo dostałbym tym talerzem. Ze środka dobiegł mnie okrzyk wściekłości i drzwi się zamknęły.- Dziękuje za ocalenie. - kwaśno uśmiechnął się Iwan.- Co znowu nabroiłeś?- Nie wiem. Nic nie powiedziałem. Ale chyba chodziło o to, że nazwałem w myślach jakiś rodowy pierścień kawałkiem zardzewiałego złomu.- To ona cię skanuje? Przecież Betazoidzi nie powinni...- Tak. Skanuje. I to do cholery co chwilę. Myśli, że chcę posiąść każdą ładną złogantkę w zasięgu wzroku. Jest strasznie zazdrosna. I co mam zrobić?- Najpierw idź do swej kwatery i ubierz się. Ja spróbuje z nią porozmawiać. I nie zbliżaj się do niej, zrozumiano? Nie chcę szukać nowego sternika.Reszta dnia nie była aż tak interesująca. Wpadłem do Kareny, która wymieniła krótką listę załogantów bazy do pobicia, doktora, który mnie spławił, bo poznał jakąś Boliankę. Nic nie powiedziałem, mimo że wyglądała na 2 razy starszą od niego oraz Klingona. Ten nadal był nieprzytomny. I nadal był w spisie załogi. Muszę się go pozbyć jak najszybciej! Oczywiścioe do Tii nie zaszedłem. Dbam o swoje zdrowie i życie.Kolejne dni były spokojne. Cóż za odmiana. Czasami czekałem tylko na wyjście z warp jakiegoś supermegagigastatku z niesamowicie zawansowanymi technologicznie obcymi, którzy będą chcieli z nas zrobić niewolników, albo pożywną zupę.Wreszcie piątego dnia zebrałem się w sobie. Trzeba będzie powiedzieć Kareen prawdę. Umówiłem się z nią w holodeku.Odpowiednio przygotowany, z długą mową, którą ćwiczyłem 2 godzin,y podszedłem do drzwi. Otwarły się posłusznie, a ja w ostatniej chwili uchyliłem się przed kar'takinem.- Zwycięstwo to życie! - wrzasnął szturmowiec i zamachnął się ponownie. Na szczęście zawsze nosiłem ze sobą fazer i jednym strzałem zanihilowałem mu głowę. Korpus wstrząsany drgawkami padł na ziemię, a się rozejrzałem. Nie wiedziałem, że Kareen lubi programy wojenne. Raczej wiem, że nie lubi. Bardzo nie lubi Więc co tu się do cholery dzieje?!Stałem koło wejścia do obozu. Namioty płonęły, a wrzeszczący żołdacy Dominium szlachtowali bezbronnych wieśniaków.- Komputer, zatrzymaj program! Komputer, zakończ program! - nic sie nie wydarzyło. Czyżby jakaś niesprawność? Rozejrzałem się po szczątkach obozu. Gdzies tu musiała być Kareen.Zaskoczyli mnie od tyłu. Trójka z wytrzeszczonymi ze wściekłości oczami. Dwóch położyłem, ale trzeci dotarł do mnie. Ostrze opadło i trafiło mnie w rękę, przechodząc na wylot. Myślałem, że zaraz padnę z okrzykiem bólu, ale ręka nadal była na miejscu. Więc zabezpieczenia działały!Kopnąłem oniemiałego szturmowca i powaliłem go na ziemię. Drugim zmiażdżyłem twarz. Jeśli nic mi nie moga zrobić to poradzę sobie z tym bydłem.Wśród jęków i płaczy usłyszałem wysoki krzyk. Kilku szturmowców ciągnęło i poszturchiwało naukową. Jej ubranie było w strzępach. Głośno śmiali się patrząc na jej strach w oczach.- Zostawcie pania w spokoju. - rzekłem spokojnie. - To daruje wam życie.Stali na chwile bez ruchu. Potem wszyscy zaczęli strzelac z karabinów.- Nie, nie! - krzyknęła Kareen, ale ja śmiałem się głośno, widząc jak pociski przenikają przeze mnie.- Gińcie, głupcy. - zacząłem po kolei strzelać do nich. Wciąż próbowali mnie zabić, nie potrafili zrozumieć, że jestem niewrażliwy na ich strzały. Byłem prawdziwy, a ich kule holograficzne. I bez tej wiedzy umarli. Gdy podbiegłem do leżącej naukowej to zauważyłem, że zemdlała. Nie widać było żadnych ran, ale ten kto to zrobił nie chciał jej zabić, tylko przestraszyć.Zemdlenie wykorzystałem za zabicie pozostałych Jem'Hadar. Wystarczyło tylko głośnow wyzywać Założycieli by zbiegli sie do mnie. Potem tylko kilka strzałów i było po problemie. Co dziwne, gdy ostatni z nich zginął, program samoczynnie się wyłączył.Wziąłem Kareen na ręce i zaniosłem do najbliższego ambulatorium. Lekarz rzekł, że to tylko wstrząs psychiczny i musi odpocząc, ale ja czuwałem przy niej cały dzień i noc. Nie obchodziło mnie co robią inni. Czułem się odpowiedzialny za to co się wydarzyło. Ktoś za to zapłaci!Następnego dnia wymknąłem się na chwile z ambulatorium. Odwiedziłem Adenę Narę, główną machanik. W kilku zdaniach opisałem jej wydarzenie.- Zobaczę co da się zrobić? Kogoś posądzasz?- Put Maher. - odparłem krótko.Adena gwizdnęła cicho.- Ale ziółko. Sprawdzę ją. Co z Kareen?- Nadal nieprzytomna, ale dziś lekarz ją obudzi, jeśli sama tego nie zrobi.- Dobra, zajmę się tym. A juz idź do niej. Powinieneś tam być jak się obudzi. - prawie mnie wypchnęła za drzwi. Hmm..., nie wiedziałem, że zna się z naukową tak blisko.Wieczorem doktor nie miał wyjścia i podał Kareen łagodny środek pobudzający. Ta westchnęła i otworzyła oczy. Poderwała się nagle, ale powstrzymałem ją.- Już wszystko w porządku. Jestem przy tobie. - przytuliła się do mnie i rozpłakała się. Trzymałem ją mocno w ramionach i pozwalałem na to, by wypłakała wszystko. Musiała to z siebie wydusić. A ja musiałem kogoś udusić!

    Wolf
    Uczestnik
    #47498

    Nagle bez zapowiedzi do pomieszczenia wszedł porucznik - O nareszcie pana znalazłem - oficer rozejrzał się po pokoju i chyba zrozumiał że szybko sie musi stąd ulotnić - mam nadzieję że nie przeszkadzam, tu są dla pana rozkazy - wręczył ci pad i wyszedł - miłej nocy - odrzekł wychodząc na korytarz. Gdy spojrzałeś w padd rozkazy brzmiały " Udać się do systemu odległego od stacji o 0.5 ly i odebrać z stacji badawczej SB 284 grupę naukowców oraz ich ekwipunek. Zadanie wykonać promem Runaboat USS Miljan. "

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47582

    Chyba zbyt groźnie popatrzyłem na gościa, bo ulotnił się błyskawicznie.Nie zamierzałem się spieszyć z wykonaniem rozkazu. Obawa o zdrowie mojej podopiecznej była ważniejsza. Dopiero po 30 minutach pożegnałem się z Kareen, ale przyrzekłem, że niedługo znów przyjdę.Idąc ku promowi pomyślałem, że mądrze byłoby zabrać ze sobą Iwana. Przynajmniej nie byłby zagrożony na atak doradczyni, ale...Wchodząc do windy właśnie się na nich natknąłem. Namiętnie się całowali i tak byli przytuleni, że byłby problem ich rozłączyć. Niech to robią dalej, poczekam na kolejną.Wreszcie zasiadłem za sterami promu.- Porucznik T'Vosh prosi o zezwolenie na start USS Miljan. - połączyłem się z Wieżą i szybko dodałem. - Oraz o możliwość zabrania dodatkowego załoganta. - uśmiechnąłem się wrednie. Karena Jares będzie idealną niańką dla naukowców. Idealną.

    Wolf
    Uczestnik
    #47612

    - Tu kontrola staru, masz zgodę, od tej pory za ładunek odpowiada pan, w ładowni promu znajduja się dwie tony sprzętu proszę to dostarczyć na docelową stację SB 284.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47621

    - Potwierdzam. Startuje. - wpisałem na konsoli procedurę startową i wywołałem przez komunikator Karenę.- Kapitan T'Vosh do jeszcze kadetki Jares. Chcesz zdobyć trochę punktów? Mam do wykonania małą misję i potrzebuje kogoś kto ma... odpowiednie umiejętności. Zainteresowana?- Jak jasna cholera. A co mamy...- Dowiesz się na pokładzie.- Kiedy odlot?- Teraz. - kazałem komputerowi namierzyć kadetke i przesłać ją na pokład promu. Na szczęście była w mundurze.- Barman będzie niezadowolony. - rzekła obojętnie. - Gdzie i po co?- Jakieś pół roku swietlnego żeby zdać ekwipunek i zabrać bandę marudzących naukowców. Będziesz mogła ich pozastraszać.- To mi się podoba. - siadła na wolnym fotelu i zaczęła cztać spis towarów.Ja tymczasem odleciałem na bezpieczna odległość od stacji, podałem koordynaty i kazałem promowi wskoczyć w warp.

    Wolf
    Uczestnik
    #47721

    Spis towarów nie był imponujący ale dosć dziwny, komora stazy plus sprzęt medzyczny oraz spora ilosć banków pamięci i gelpaków. - Przy warp 5 czas dotarcia na stację wyniesie 20 h i 30 minut - podał komputer

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47736

    Czas upływał, a Karena wciąż czytała spis towarów. Ja tymczasem obróciłem tak fotel, aby mieć ją na widoku.Po około 40 minutach nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać.- Co? - zapytała ostro.- Zastanawiam się czy nauczyłaś się tej listy na pamięc. Zapewniam cię, nie będzie tego na egzaminie.Karena z dość dziwną miną odłożyła padd.- A co będziemy robić? mamy z 20 godzin lotu do celu.- Coś się wymyśli. Jak tam doktor Varosh? - musiałem trafić w czuły punkt, bo nastąpiła chwila ciszy. - Dopisałaś już go do swej prywatnej listy "do zabicia"?- Nie, oczywiście że nie. A dlaczego miałabym to zrobić?- Przecież ty każdego tam wpisujesz. Nieważny stopień, płeć czy rasa. Zapewne ja też tam figuruje. To dokto jeszcze nie?- A co cię tak interesują moje relacje z Varoshem?- Muszę się interesować swoimi podwładnymi. W końcu jeden wybuchowy związek doradczyni i sternika wystarczy. - popatrzyła na mnie pytająco. - To nic nie wiesz? Najlepeij poinformowana osoba na okręcie nie wie? Ostatnio wywaliła co tylko w slipkach ze swej kwatery, a potem dopadłem ich w turbowindzie na ostrym przytulaniu.- Jak ostrym?- Bardzo ostrym. Pewnie jechali gdzieś się ukryć.- Interesujące, jak mawiają Volkanie, jednakże do przewidzenia. Nie martw się, w naszym wypadku w razie problemów będzie szybko i bezboleśnie.- Właśnie tego się obawiam. Nie chce szukać nowego doktora.Popatrzyma na mnie i nagle wybuchliśmy śmiechem. Nasz doktor był prawdziwym skarbem, nie pyskował, nie zrzędził, nie wywyższał się. Takiego to ze świecą szukać.Kolejne godziny upływały na luźnej rozmowie o ostatnich wydarzeniach związanych z okrętem. Karena przyznała się do tego, że MacNamara jest na jej liście, ale przypomniałem jej, ze mam pierwszeństwo do zajęcia się tym bydlakiem. Myślać o osobach, którym nalezy się nauczka pomyślałem o Put.- Karena, może będę mieć dla ciebie zadanie.- Kto i dlaczego?- Put Maher, za numer z holodekiem. Należy się jej za to porządna nauczka. Jak wrócę i uda się udownić jej robotę to dam jej publiczną naganę, ale ty zajmiesz się jej apsztyfikantem, tym japońcem. Nie wiem co zrobisz i jak będzie to bolało to on ma się bać Daredevila. I mnie. Samą winowajczynią zajmę się osobiście.- Zobaczę co da się zrobić. - uśmiechnęła się wrednie, a ja wiedziałem, że poradzi sobie z takim chłystkiem.Dalszy lot przebiegł spokojnie. Przespałem się parę godzin na dość niewygodnym łóżku, połączyłem się ze stacją i sprawdziłem stan Kareen. Potem przejąłem stery i dałem wypocząc Karenie. Naprawdę niezły z nie numerek. Ale jak będzie zmiana załogi na nowych kadetów zatrzymam ja za wszelką cenę, choćbym musiał przywalić jakiemuś admirałowi w gębę.

    Wolf
    Uczestnik
    #47776

    Stacja nie wyglądała okazale, była mocno podniszczona i zaniedbana, troche się to kłóciło z powszechną opinią o inżynierach floty o dbałości o sprzęt. Operator stacji polecił ci wleciec do hangaru 2, były 4 na stacji, hangary nie były z zewnątrz oznakowane a komputer nie potrafił ci powiedzieć który to jest ten hangar 2. W odległości jakichś 200 m zauważyłeś że wygląd stacji jest działaniem celowym, jedna z uszkodzonych płyt zewnętrznego kadłuba odsłaniała nowiutka wysuwana wierzyczkę torpedową, a obok okrągła pokrywa świdcząca o czymś jeszcze, calkiem mocne uzbrojenie jak na tak mała stację.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47777

    Wywołałem stację.- Z miłą chęcią wlecę do hangaru numer 2, tylko proszę o pokazanie jego położenia.

    Wolf
    Uczestnik
    #47782

    Na chwilę zapadła cisza lecz komunikacja została zaraz wznowiona, usłyszałeś glos kobiety mimo że wcześniej rozmawiałeś z mężczyzną. - Otwieram drzwi hangaru 2 - w istocie jedne z drzwi dostępowych rozpoczeły proces otwierania, po kilkunastu sekundach hangar stał otworech, kilka punktów świetlnych oświetliło część wnętrzności hangaru lecz reszta byla skąpana w mrocznej czerni.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #47783

    Wzruszyłem ramionami.- Wlatuje.Na kazałem komputerowi uruchmić procedurę lądowania, a sam popatrzyłem na Karenę.- Jak będziemy na stacji, uważnie sie rozglądaj. I z nikim się nie bij.- Tak jest, mamusiu! - mimowolnie usmiechnąłem się.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 736 do 750 (z 1,022 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram