Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik T'Vosh
USS Daredevil- Nie do końca. Ja w przeciwieństwie do niektórych kapitanów dbam o swoich podwładnych i nie będę ich oddawał pod opiekę ludzi, którzy nagle wpadają do systemu z tajnymi misjami. No chyba że oświeci mnie pan wyjawniając powód takiego nagłego stłoczenia się tylu statków w tak mało ważnym układzie.Jaskinia- Coś mi się zdaje, że panu tak bardzo zależy, abym kogoś postrzeliła. Może skończymy tą zabawę. Pomoc mojemu rannemu koledze znacznie ociepliłaby stosunki między naszymi Federacjami.
USS Daredevil- A czy ja z panem dyskutuje, ma pan czas na wykonanie zadanie i natychmaistowe opuszczenia układu, inaczej odczuje pan konsekwencje niesubordynacji i niewykonania rozkazu przełożonego, żegnam - połaczenie zostało przerwane, kapitan odpowiedział dość chłodno i dobitnie aby zrozumieć że obecność Daredevila bardzo mu przeszkadzaJaskiniaMartha nawet nie poczuła że ktoś się do niej podkradł od tyłu, poczuła ostry ból w karku poczym upadła na ziemie ogłuszona. Do jaskini weszedł jeszcze ben z Sorjunem pod pachą jesli można to tak określić. - Po co to zrobiłeś - zwrócił się porucznik do drugiej osoby - Strata czasu a tego nie mamy za wiele, jeśli dobrze mniemam to tamci juz są w układzie, czas zacząć teatrzyk. Sorjun słyszał tylko strzępy rozmowy ale jego umsył na tyle jeszcze pracował że dopowiedział sobie brakującą resztę. Henry wrócił do zaciemnionego miejsca skąd się nagle ujawnił Marcie, wyciągnał stamtąd torbę poczym wyciągnął z środka komunikator.- Porucznik Tenzel zgłasza się, mamy wszystkich, zadanie na stacji zakończone, - Proszę udać się kanałem do hangaru, tam znajdzie pan resztę rozkazów - odpoiedział ktoś z komunikatoraSorjun stracił przytomność nie wiedział co się z nim dzieje ale miał wrażenie że opada w dół, może to tylko złudzenie. Czas nie ma znaczenia ....
- I co robimy? - zapytała Pierwsza.- Wiszą mi jego rozkazy. Nie odlecę stąd dopóki nie zobaczę całego zwiadu na pokładzie. Zresztą nie przedstawił mi upoważnienia, ani tym bardziej rozkazów na piśmie. Zawsze mogę powiedzieć, że wziąłem go za obcego. Teraz idę przesłuchać naszego nowego znajomego. Powiadomcie mnie, kiedy Kareen skończy.Wszedłem do swego gabinetu. W jednym z rogów leżał związany. Przez cały czas mierzył do niego z fazera kadet.- Słuchaj gnoju. Nie będę się z tobą cackał. Na dole są moi ludzie i mają ich twoi koledzy. Albo zaczniesz śpiewać, albo to co przeżyłeś na mostku będzie tylko miłym preludium.
Gdy zadałeś pytanie odezwał się komunikator- Kapitanie, otrzymałem wiadomość od kapitana MacNamary, przesłał nam rozkazy sygnowane admiralską pieczęcią, pozwoliłem sobie przesłać ją do pańskiego gabinetu.Gdy kadet skończył swoją formułkę, kadet który leżał związany w jednym z rogów wiedział że coś poszło nie tak bo minę miał nie tęgą, ale nic nie powiedział.
- Niech to... - mruknąłem cicho. - Dobra chłoptasiu. Nie chcesz gadać? To zastosuję kilka trików mojej mamusi, a chyba juz wiesz po moich uszach kim była. Dla podpowiedzi nie z Volkana. A więc masz ostatnią szansę wyjść z tego w jednym kawałku. Kim jesteś i dlaczego chciałeś skasować zawartość naszych komputerów?
- No i co możesz mi zrobić Johnie MaCaleyu, a raczej chorąży T'Vosh. Może chcesz usłuszeć prawdę odnośnie ucieczki twojej matki z Imperium, wątpie, już to przerabialiśmy, jesteś uparty, taki sam jak twoi rodzice. A jeśli chcesz wiedzieć co skasowałem to powiem ci, dane o tym układzie nie powinny ujrzeć światła dziennego inaczej ty bedziesz odpowiedzialny za bałagan a oni postarają się abyś nigdy więcej nie dostał okrętu. Coś jeszcze panie chorąży - kadet ostatnie słowa wypowiedział z nutką pogardy i drwiny.
- Powiem w skrócie. Mam gdzieś ten układ czy twoje prawdziwe nazwisko. Zależy mi tylko na podwładnych. Jeśli ich nie odzyskam ktoś pożałuje. Ale zacznijmy od początku. Kim są oni?
- A kto niby przyleciał przed chwilą do układu, królewna śnieżka - kadet miał wyraźne poczucie humoru - zresztą i tak ich pan odzyska w ten czy inny sposób, może nie teraz, nie za dzień bądź dwa, może za tydzień a może zupełnie nigdy, w obecnej sytuacji my ci nie możemy za bardzo pomóc ani reagować, zresztą i tak stąd odlecisz, zależy tylko od ciebie czy z załogą taką jak teraz.
- Jesteś mało domyślny kapitanie, mniemam że pytasz tylko przez grzeczność bo zachowujesz się tak jkaby po układzie latała setka okrętów i nie wiedziałbyś o który chodzi. W układzie jesteś ty, trzy okręty federacji niedawno przybyłe no i pozostaje tylko jeden okręt który się nie przedstawił i tak ładnie obrabiał wam pancerz. Chyba się już domyślasz - kadet był bardzo bezczelny mówiąc w ten sposób do ciebie, ci co go pilnowali mimo że byli trenowani tylko do pilnowania i ochrony okrętu mieli wielką ochotę cię wyręczyć z funkcji oficera śledczego.
- Widzę, że nie zrozumiałeś pytania. Wiem, że kręcicie się fajnymi fregatami z jeszcze fajniejszym sprzętem na pokładzie, ale chodziło mi kim jesteście? Odpowiesz sam czy będę musiał trochę ci pomóc?Podszedłem do replikatora i zamówiłem filiżankę wody o temperaturze 110 stopni Celsiusa. Woda od razu zaczęła burzyć się i wrzeć. Postawiłem ją na stoliku i podwinąłem nogawki więźnia. - No i jak? Kim jesteście i czego chcecie od tej planety? Masz 5 sekund na odpowiedź...
- Ja ani my nie chcemy od tej planety nic ale wy wyślecie każdy okręt jaki znajdziecie aby ją przejąć, my jesteśmy tu tylko aby wam to uniemożliwić. Chyba że chcecie się przedwcześnie zniszczyć. Jeśli tak to proszę bardzo ale to nie ja będę miał na sumieniu pół galaktyki. Jeszcze jakieś pytania, a pytał pan kim jesteśmy, proszę niech wasz doktor przyjrzy się naszemu kodu genetycznemu i temu co jest w nim zapisane. Jedno małe ale jeśli oprócz pana i doktora ktoś jeszcze się dowie kim jesteśmy, okręt zostanie zniszczony a załoganci na powierzchni będą jedynymi ocalałymi i proszę śmiało lać ten wrzątek, ja zemdleje ale itak nic to panu nie da - odpowiedź była zwięzła, kadet patrzył ci ciągle w oczy, twoja romulańska natura mówiła ci że nie kłamie.
- Tak już lepiej. A nie zemdlałbyś bo mam kilka środków pobudzających w zapasie. T'Vosh do Varosha. Mam tutaj w swoim gabinecie ciekawy przypadek. Mógłby pan przyjść i go zbadać. Prosiłbym o pośpiech.- Tak jest, juz idę. - odpowiedział.Postawiłem gorące naczynie na stole i poptrzyłem na kadetów.- Jesteście wolni.- Ale... - zaoponował jeden z nich.- Spokojnie, w razie problemów znów go w odpowiednie miejsce kopnę.Po minucie do pokoju wszedł doktor.- Nasz gość prosił o zbadanie jego kodu genetycznego, więc jako gościnni ludzie zrobimy to prawda doktorze?Varosh spojrzał na początku na mnie, potem na związanego, znów na mnie, znów na związanego i wzruszył ramionami.- Co za czasy... - mruknął i wyjął trikorder medyczny.
Kadet siedział spokojnie i dał się przeskanować Varoshowi. Chwilę to zajęło, poczym Varosh zwrócił się do ciebie - Mogę skorzystać z pańskiej konsoli do obróbki danych ?? - jednocześnie odezwał się również Kadet z mostka - Kapitanie, kapitan MacNamara czeka na potwierdzenie otrzymania przez pana wiadomości
- Oczywiście, korzystaj. - odpowiedziałem Varoshowi.- Potwierdzcie odbiór wiadomości. Przy okazji dodajcie, że mamy małe problemy z rdzeniem warp, ale za jakieś 30 minut odlatujemy z układu.Czekałem na to co powie Varosh, jednocześnie połączyłem się z naukową.- Kareen, czas ucieka. Jak tam przygotowania do akcji ratunkowej?
