Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik T'Vosh
- Jeśli to technologia transfazowa to dlaczego nie walnęli od razu w maszynownię tylko pancerz? Przecież transfazówki przechodziły przez kadłub. - obliczyłem szybko odległość. - 5 milionów kilometrów od pozycji fregaty. Ciekawe po jaką cholerę przylecieli tu z przyszłości?- Z przyszłości? - zdziwiła sie pierwsza.- Skojarz fakty, połączenie technologii Federacji i Klingonów, broń transfazowa i cząsteczki chronitonowe. Stawiam na przyszłość. I to zapewne nasi kumple, gdyby to byli Romulanie czy Kardazjanie to dawno byśmy już nie żyli.Sorjun pomyslał o innych członkach zwiadu. Wszyscy oprócz niego byli ludźmi, więc byli bardziej odporni na zimno niz on. Jednakże ta mała kadetka za daleko nie zajdzie.- Rozdzielamy się. - zadecydował. - Ja i wy - wskazał na dwóch najroślejszych mężczyzn. - idziecie ze mną. Reszta do promu. Spróbujcie go uruchomić i połączcie się z Daredevilem. Musi wiedzieć co tu się dzieje.
Sternik wykonał polecnie ustwawiając Daredevila w odpowiedniej odległości od planety. Ustawił frontem do planety tak aby można było szybko skierować się w jej stronę. Pierwsza przez dłuższą chwilę ważyła w myślach słowa T'Vosha poczym zapytała stwierdzeniem- Być może oni nie chcieli nas niszczyć tylko ...... o oboże tylko trzymać nas z dala od powierzchni planety, co jesli tam ktoś lub coś jest na czym im tak bardzo zależy - zwróciła się w stronę T'VoshaSorjun zdawał sobie sprawę z sytuacji w jakiej się on i jego podwładni znaleźli, nie było mu do śmiechu a temperatura ciągle spadała, rozważał jak duży ma na to wpływ prędkość wiatru a ta była niemała. Zgodnie z jego rozkazem dwóch kadetów podążyło za nim, natomiast reszta udała się w stronę promu. Na tej nieprzyjaznej planecie było to chyba najbezpieczniejsze miejsce jakie tylko mogli mieć. Śnieg zdążył już przykryć większą częśc promu co niezaprzeczalnie stało się dużą zaletą izolując prom od niskiej temperatury. Jednakże Sorjun popełnił błąd który niedługo może się okazać fatalny w skutkach.
- Myślałem o tym, ale z taką technologią to nie możemy iść na konfrontację. Mam 200 na okręcie i będę o nich dbał.Sorjun, nie zważając na pogodę, nadal kierował się w kierunku obcego promu. Widział go tylko parę chwil, ale nie wyglądał na federacyjny. Ciekawe kto jest na pokładzie?
Pierwsza nic już nie powiedziała, też się martwi o załogę, w takim samym stopniu jest za nich odpowiedzialna jak T'Vosh.Sorjunowi chłód o wiele bardziej doskwierał niż Bobowi i Benowi choć i oni mieli już serdecznie dosyć łażenia w taką pogodę ale obaj jak narazie nie powiedzieli ani jednego słowa, zacisneli zęby z zimna i brneli dalej, skoro Volkanin może to czemu nie oni. Po kilkunastu minutach dotarli na skraj wzgórza z którego doskonale było widać szczątki obcego promu. Pas przeoranej powierzchni o długości 50 metrów otaczał obszar pokryty szczątkami promu. Całość pokryła już spora warstwa śniegu ale gdzieniegdzie większe kawałki wystawały spod białego puchu znacząc miejsce katastrofy.
- Spróbujcie odnaleźć kokpit. Może ktos przeżył...
Obaj kadeci dokładnie obeszli całe pobojowisko ale kokpitu nie znaleźli. Czyżby został doszczętnie zniszczony?? Z większych elementów znaleźli tylko kawałki gondoli, tylniego włazu jak i prawie całego tyłu promu. Zadzwiła ich jedna rzecz, w miejscu mocowania tyłu z kokpitem widniały zwolnione zaczepy, ciekawe do czego służyły??
- Katapultował się. - stwierdził krótko Volkan i wyjął trikorder. Zbadał skład resztek i zaczął szukać w okolicy podobnych materiałów.
Trochę zajeło przebicie się przez lokalne zakłócenia co zaowocowało odkryciem miejsca wylądowania kokpitu, lecz na nieszczęście odległość ta wynosiła ponad 4 km, co najgorsze, na drodze znajdowała się mała rozpadlina która w obecnych warunkach stanowiła przeszkodę nie do pokonania.
Sorjun szybko skalkulował, że szanse dotarcia tam na piechotę są równe zeru, więc zarządził powrót do promu. Jeśli wystartuje to na pewno uda się dolecieć do kokpitu.
Cała trójka pomimo coraz bardziej pogarszającej się pogody dotarła szczęśliwie do promu, jednakże doznała szoku gdy nie znalazła nikogo w środku. Niedość że byli już bardzo zmęczeni oraz ziebnięci a teraz to.
Sorjun zaczynał powoli tracić kontrolę nad swoją logiką. Wyjął trikorder i zaczął szukać komunikatorów zaginionych.
W jednej chwili wichura na tyle wzmocniła swoje siły by przewrocić Sorjuna oraz dwóch kadetów wprost na śnieg by po chwili porwać ich jak marionetki, to już nie był żaden huragan ale olbrzymi front bużowy z setkami tornad śnieżnych wprost gigantycznej wielkości. Trójka próbowała trzymać się razem ale miotani na wszystkie strony mogli siebie tylko dostrzec jak jeden oddalał się od drugiego, ale i tak sprawiało im to sporo kłopotu odróznić w tej zamieci osobe od otoczenia. Mineło sporo czasu bo twarz Sorjuna aż piekła z bólu, miał chyba ranę na twarzy bo czuł w ustach słony smak krwi. Twarz miał cała w śniegu, ledwo oddychał, dopiero po chwili uświadomił sobie że cały leży w śniegu, a właściwie jest pod nim zagrzebany. Temperatura nie sprawiała już takiego bólu choć nadal odczuwał przeraźliwe zimno. Czas do śmierci 4 h, czas tyka 3h 59, 3h 58....
Czas mijał na USS Daredevil, a od zwiadu nie było ani słowa. Zaczynałem się coraz bardziej denerwować.- Sternik, podlatujemy. Tej cholernej fregaty nie ma, a trzeba poszukac zwiadu. Kareen, jak podlecimy poszukaj naszych.
Dotarcie na orbitę zajeło załodze Daredevila prawie 5 minut, kilka nieudanych prób połączenia się z osobami na powierzchni oraz odkrycie że olbrzmi front burzowy który ciągle rozpościera się nad miejscem lądowania promu utrudnia skany oraz komunikację sprawiły że wszyscy na mostku zaczeli mocno niepokoić się zaistniałą sytucją.Sorjun powoli spróbował się podnieść, całe ciało go bolało, najbardziej klatka piersiowa oraz lewe udo, powoli wygrzebał się spod śniegu, zajeło mu to wiele jakże cennych dla niego minut. Gdy już stał na własnych nogach rozejrzał się wokół, a dookoła jak okiem sięgnąć biała pustynia, niebo było przykryte grubą warstą chmur. Wichura chyba ustała ale jego komunikator milczał, nigdzie nie widział nikogo z kadetów.Czas do śmierci 3h 45...
