Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Star Trek: PBF PL PBF - Podporucznik T'Vosh

PBF - Podporucznik T'Vosh

Wyświetlanie 15 wpisów - od 556 do 570 (z 1,022 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • I. Thorne
    Uczestnik
    #44450

    - Jeśli to technologia transfazowa to dlaczego nie walnęli od razu w maszynownię tylko pancerz? Przecież transfazówki przechodziły przez kadłub. - obliczyłem szybko odległość. - 5 milionów kilometrów od pozycji fregaty. Ciekawe po jaką cholerę przylecieli tu z przyszłości?- Z przyszłości? - zdziwiła sie pierwsza.- Skojarz fakty, połączenie technologii Federacji i Klingonów, broń transfazowa i cząsteczki chronitonowe. Stawiam na przyszłość. I to zapewne nasi kumple, gdyby to byli Romulanie czy Kardazjanie to dawno byśmy już nie żyli.Sorjun pomyslał o innych członkach zwiadu. Wszyscy oprócz niego byli ludźmi, więc byli bardziej odporni na zimno niz on. Jednakże ta mała kadetka za daleko nie zajdzie.- Rozdzielamy się. - zadecydował. - Ja i wy - wskazał na dwóch najroślejszych mężczyzn. - idziecie ze mną. Reszta do promu. Spróbujcie go uruchomić i połączcie się z Daredevilem. Musi wiedzieć co tu się dzieje.

    Wolf
    Uczestnik
    #44451

    Sternik wykonał polecnie ustwawiając Daredevila w odpowiedniej odległości od planety. Ustawił frontem do planety tak aby można było szybko skierować się w jej stronę. Pierwsza przez dłuższą chwilę ważyła w myślach słowa T'Vosha poczym zapytała stwierdzeniem- Być może oni nie chcieli nas niszczyć tylko ...... o oboże tylko trzymać nas z dala od powierzchni planety, co jesli tam ktoś lub coś jest na czym im tak bardzo zależy - zwróciła się w stronę T'VoshaSorjun zdawał sobie sprawę z sytuacji w jakiej się on i jego podwładni znaleźli, nie było mu do śmiechu a temperatura ciągle spadała, rozważał jak duży ma na to wpływ prędkość wiatru a ta była niemała. Zgodnie z jego rozkazem dwóch kadetów podążyło za nim, natomiast reszta udała się w stronę promu. Na tej nieprzyjaznej planecie było to chyba najbezpieczniejsze miejsce jakie tylko mogli mieć. Śnieg zdążył już przykryć większą częśc promu co niezaprzeczalnie stało się dużą zaletą izolując prom od niskiej temperatury. Jednakże Sorjun popełnił błąd który niedługo może się okazać fatalny w skutkach.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44453

    - Myślałem o tym, ale z taką technologią to nie możemy iść na konfrontację. Mam 200 na okręcie i będę o nich dbał.Sorjun, nie zważając na pogodę, nadal kierował się w kierunku obcego promu. Widział go tylko parę chwil, ale nie wyglądał na federacyjny. Ciekawe kto jest na pokładzie?

    Wolf
    Uczestnik
    #44454

    Pierwsza nic już nie powiedziała, też się martwi o załogę, w takim samym stopniu jest za nich odpowiedzialna jak T'Vosh.Sorjunowi chłód o wiele bardziej doskwierał niż Bobowi i Benowi choć i oni mieli już serdecznie dosyć łażenia w taką pogodę ale obaj jak narazie nie powiedzieli ani jednego słowa, zacisneli zęby z zimna i brneli dalej, skoro Volkanin może to czemu nie oni. Po kilkunastu minutach dotarli na skraj wzgórza z którego doskonale było widać szczątki obcego promu. Pas przeoranej powierzchni o długości 50 metrów otaczał obszar pokryty szczątkami promu. Całość pokryła już spora warstwa śniegu ale gdzieniegdzie większe kawałki wystawały spod białego puchu znacząc miejsce katastrofy.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44455

    - Spróbujcie odnaleźć kokpit. Może ktos przeżył...

    Wolf
    Uczestnik
    #44456

    Obaj kadeci dokładnie obeszli całe pobojowisko ale kokpitu nie znaleźli. Czyżby został doszczętnie zniszczony?? Z większych elementów znaleźli tylko kawałki gondoli, tylniego włazu jak i prawie całego tyłu promu. Zadzwiła ich jedna rzecz, w miejscu mocowania tyłu z kokpitem widniały zwolnione zaczepy, ciekawe do czego służyły??

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44457

    - Katapultował się. - stwierdził krótko Volkan i wyjął trikorder. Zbadał skład resztek i zaczął szukać w okolicy podobnych materiałów.

    Wolf
    Uczestnik
    #44458

    Trochę zajeło przebicie się przez lokalne zakłócenia co zaowocowało odkryciem miejsca wylądowania kokpitu, lecz na nieszczęście odległość ta wynosiła ponad 4 km, co najgorsze, na drodze znajdowała się mała rozpadlina która w obecnych warunkach stanowiła przeszkodę nie do pokonania.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44459

    Sorjun szybko skalkulował, że szanse dotarcia tam na piechotę są równe zeru, więc zarządził powrót do promu. Jeśli wystartuje to na pewno uda się dolecieć do kokpitu.

    Wolf
    Uczestnik
    #44469

    Cała trójka pomimo coraz bardziej pogarszającej się pogody dotarła szczęśliwie do promu, jednakże doznała szoku gdy nie znalazła nikogo w środku. Niedość że byli już bardzo zmęczeni oraz ziebnięci a teraz to.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44471

    Sorjun zaczynał powoli tracić kontrolę nad swoją logiką. Wyjął trikorder i zaczął szukać komunikatorów zaginionych.

    Wolf
    Uczestnik
    #44473

    W jednej chwili wichura na tyle wzmocniła swoje siły by przewrocić Sorjuna oraz dwóch kadetów wprost na śnieg by po chwili porwać ich jak marionetki, to już nie był żaden huragan ale olbrzymi front bużowy z setkami tornad śnieżnych wprost gigantycznej wielkości. Trójka próbowała trzymać się razem ale miotani na wszystkie strony mogli siebie tylko dostrzec jak jeden oddalał się od drugiego, ale i tak sprawiało im to sporo kłopotu odróznić w tej zamieci osobe od otoczenia. Mineło sporo czasu bo twarz Sorjuna aż piekła z bólu, miał chyba ranę na twarzy bo czuł w ustach słony smak krwi. Twarz miał cała w śniegu, ledwo oddychał, dopiero po chwili uświadomił sobie że cały leży w śniegu, a właściwie jest pod nim zagrzebany. Temperatura nie sprawiała już takiego bólu choć nadal odczuwał przeraźliwe zimno. Czas do śmierci 4 h, czas tyka 3h 59, 3h 58....

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44475

    Czas mijał na USS Daredevil, a od zwiadu nie było ani słowa. Zaczynałem się coraz bardziej denerwować.- Sternik, podlatujemy. Tej cholernej fregaty nie ma, a trzeba poszukac zwiadu. Kareen, jak podlecimy poszukaj naszych.

    Wolf
    Uczestnik
    #44476

    Dotarcie na orbitę zajeło załodze Daredevila prawie 5 minut, kilka nieudanych prób połączenia się z osobami na powierzchni oraz odkrycie że olbrzmi front burzowy który ciągle rozpościera się nad miejscem lądowania promu utrudnia skany oraz komunikację sprawiły że wszyscy na mostku zaczeli mocno niepokoić się zaistniałą sytucją.Sorjun powoli spróbował się podnieść, całe ciało go bolało, najbardziej klatka piersiowa oraz lewe udo, powoli wygrzebał się spod śniegu, zajeło mu to wiele jakże cennych dla niego minut. Gdy już stał na własnych nogach rozejrzał się wokół, a dookoła jak okiem sięgnąć biała pustynia, niebo było przykryte grubą warstą chmur. Wichura chyba ustała ale jego komunikator milczał, nigdzie nie widział nikogo z kadetów.Czas do śmierci 3h 45...

    I. Thorne
    Uczestnik
    #44509

    - mam pewnien pomysł. - rzekłem. - Nasz New Orleans nie może ładować, ale może wejść w atmosferę. Jak przelecimy bliżej powierzchni to zapewne odbierzemy sygnały od naszych ludzi. Kareen, nie rozpadniemy się od tego?

Wyświetlanie 15 wpisów - od 556 do 570 (z 1,022 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram