Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik T'Vosh
- Nie jeśli znasz się na gotowaniu. Choć prawdę mówiąc, oczekiwałem inną załogantkę... - uśmiechnąłem się.
- Z tym mam wiekszy problem niz byciem pańskim zastępcą, przyjdę jutro rano, chyba ma pan już właściwego gościa - za Agnetą stała Put, ubrana odpowiednio do okazji - juz sobie idę - dodała - miłej kolacji - i udała się w do najbliższej turbowindy.
- Dziękuję. - popatrzyłem na Put. - Myslałem, że nie przyjdziesz.- A dlaczego nie miałabym?- No bo... Nieważne. - zaprosiłem ją do mesy. Temu kto zaprojektował prywatne kapitańskie mesy należy się nagroda.Kolacja była przepyszna, ale nie dzięki mojemu wrodzonemu talentowi kapitańskiemu, a pomocy replikatora. Put na początku była trochę milcząca, ale 2 kieliszki szampana rozwiązały jej język.- Powiedz mi, naprawdę chciałeś zamontować dziecku bombę?- Poważnie mówiąc to tak.- I zabiłbyś ją?- Nie. Ale uważam, że jest naszym jedynym atutem. Bentusianie nie podskoczą, kiedy zagrozi się zabiciem owocu ich drogich eksperymentów. A tak mają nas na talerzu. Ale nie mówmy o tym. To problem służbowy, a nie jesteśmy na wachcie. Ale... Poczekaj chwilę. - udałem sie do replikatora. Na szczęście nie był to model wytwarzający tylko produkty żywnościowe. Wstukałem parę komend i zaraz wróciłem do taktycznej z paczuszką.- Co to?- Mały prezent.Put szybko rozerwała opakowanie i wyjęła niebieską sukienkę, taką samą co miała na sobie w symulacji.- Niebieski? Mój ulubiony. Skąd wiedziałeś? Nie bylo tego w aktach...- Mam swe źródła. Zresztą niebieski pasuje do koloru twoich włosów. Chociaż ostatnio jak cię w niej widziałem, musiała być trochę szersza...- Szersza? Zaraz... Jak mnie widziałeś?- W jednej symulacji bylismy małżeństwem, a ty byłaś w ostatnim miesiącu ciąży.Taktyczna nic nie powiedziała, ale mocno zarumieniła się.- To miała być dziewczynka. - kontynuowałem. - A ty byłaś troszkę nerwowa z powodu moich prób wydostania się z symulacji. Mówiąc w skrócie mierzyłaś do mnie z fazera, oskarżając o kontakty z kolegami z Floty.- I co?- Zastrzeliłaś mnie. No może nie do końca, postrzelilaś, a ja wpadłem do jakiegoś kanału, gdzie miał być tajny klub przyjaciół kapitana T'Vosha na emeryturze.- Na emeryturze?- Tak, byłem na emeryturze, zresztą ty też. Nim mnie zabiłaś poszliśmy na spacer i zakupy. Wtedy kupilem ci tą sukienkę.- Ale miałeś przygody. A ja tylko złamany nos.- Widzę, że doktor ładnie ci go złożył. Chciaż jest troszkę zmniej pomarszczony. - w odpowiedzi dostalem kuksańca w bok. - W innej symulacji żylismy w świecie pod władzą Bentusian. Walczyliśmy z piratami. Wreszcie mogłem sobie postrzelać do bezbronnych, jak Agneta.- Pewnie to będzie przeszkodą w jej karierze.- Nie będzie. Usunąłem ta informację z raportu. Tamten kadet zginął w trakcie walk.- Może jeszcze byłeś w jakieś innej symulacji? Powiedzmy to ja dowodziłam, a ty byłeś biednym kadetem...- Niestety nie. Ciekawe jakąś byłabyś dowódczynią?- Ostrą. - Put popatrzył na sukienkę. - Poczekaj chwilę, możesz się nie odwracać?- Tak jest!Put przeszła za mnie i zaczęła się przebierać. Korcilo mnie, aby sprawdzić kolor jej bielizny, ale obiecałem.- Niesamowite, to mój rozmiar. Masz to z danych?- Nie sprawdzałem twoich wymiarów. Pamiętałem z symulacji. Bezntusianie skąd to ściągneli. W ogóle byli dosyc dokładni, ostro przebadali nas wszystkich. Może jeszcze po jednym kieliszku?- Nie, mi juz starczy. Potem zacznę nie odpowiadać za swe czyny.- Mi to by nie przeszkadzało. Ale powiedz, lubisz sałatke jarzynową?- Tak, ale...- Bentusianie.Pozostała część wieczoru przebiegła na konwersacji. Dowiedziałem się różnych rzeczy o mojej podwładnej, jak na przykład to, że była sierotą i właśnie śmierć rodziców z rąk Kardazjan spowodowało jej wstapienie do ruchu oporu. Zatańczyliśmy też parę razy i niestety musiałem przyznać, że była lepszą tancerką niz ja.Około 2 w nocy odprowadziłem ją do jej kwatery. Podziękowała mi za spędzenie milego wieczoru, ale niestety nie dostałem pożegnalnego buziaka.Szybko sprzątnąłem mesę i poszedłem do swej kwatery. Po prysznicu od razu wskoczyłem do łóżka i mozno zasnąłem, śniąc różne niezbyt przyzwoite rzezcy.- Jest 5.45. - obudził mnie nachalny głos komputera.- I co z tego, głupi komputerze?- Proszę sprecyzować pytanie.- Nieważne. - odpowiedziałem, przypominając sobie, że za kwadrans mam wachtę. W biegu zjadlem jakieś śniadanie i poleciałem na mostek.- Niezła była balanga, prawda kapitanie? - zapytał mnie Iwan, którego spotkałem w turbowindzie.- No była, ale skończyła się nie tak jak myślisz. - odpowiedziałem.- Więc jednak ona i pan... - na szczęście dla Iwana dotarliśmy na mostek, więc nie mogłem go zabić przy tak wielu świadkach.- Niedługo będziemy przy stacji. - poinformował mnie sternik ze zmiany gamma, schodząc ze stanowiska.
Wszedłeś na mostek równo o 6:00. Większość była lekko zaspana, nie wszyscy kontaktowali ale po paru minutach ogólnie atmosfera się poprawiła. Kilkanaście minut przed ósmą sternik poinformował cię że dolatujecie do układu w którym znajduje się stacja typu jupiter do której zmierzacie. Optyka okrętu szybko pokazała obraz stacji, poczym rozciągnęła go tak aby wypełnił cała przestrzeń na ekranie. Gigant gazowy był trochę mniejszy od Saturna, szybko przesuwające się zielono niebieskie pasy sugerowały naprawdę fajną pogodę na powierzchni planety. Daredvil powoli zbliżył się do stacji, zameldował się w kontroli lotów, po krótkiej chwili otrzymał pozwolenia na dokowanie przy dolnym pylonie. Okręt zgodnie z poleceniem wykonał manewr, po chwili na całym okręcie słychać było odgłos cum które załapały i utrzymają stabilne połączenie okręt a stacja.- Rękaw zabezpieczony- Chyba musimy zameldować się na stacji – rzuciła Agneta
- Masz rację. Idziemy. - skierowałem się w strone turbowindy.- Jak wczorajsze spotkanie?- Zdumiewające, jakie mozna rzeczy dowiedzieć sie od podwładnych w trakcie symulacji Bentusian.- Nie rozumiem...- Pytałem sie taktycznej paru rzeczy, które pamiętałem z symulacji. Nie wiem skąd, ale ci obcy wiedzieli o nas wszystko. sądzę, że gdybyś byla w jakieś ich symulacji to dowiedziałbym się wiele.- Na szczęście nie byłam.- Nie ciesz się. Oni do nas wrócą...Przez śluzę weszlismy na stację. Nacisnąłem komunikator.- Kapitan do taktycznej. Przygotuj naszych aresztantów do transportu na stację. Szczególnie uważaj na Sagala. Może próbować numerów. Najlepiej teleportuj wszystkich.- Tak jest! - wydawało mi się, że usłyszałem trochę więcej ciepła w odpowiedzi niz zazwyczaj.- No to do dowódcy. - zakomenderowałem.
Droga turbowindą trochę wam obojgu zajeła, to przecież prawie 500 metrów w pionie. Wysiedliście gdzieś na poziomie środkowych pokładów, w drzwiah stanął andoriański kapitan - Chorąży T'Vosh proszę ze mną a panią Christiansen zapraszam do mesy, ma pani dla siebie trochę czasu. Agneta nie chciała się sprzeciwiać kapitanowi i udała się w kierunku który on wskazał - Chorąży, pan przodem - byłeś trochę zdziwiony ale skinałeś tylko głową i ruszyłeś. Kilka zakrętów i parę korytarzy dalej staneliście przed drzwiami sali konferencyjnej, po bokach stała ochrona. Gdy weszliście do środka, w pokoju znajdowało się już kilka osób, kilku admirałów i kilku kapitanów, zauważyłeś że z tyłu siedziało kilku oficerów naukowych oraz kilku cywilów. Andoriański wskazał ci krzesełko na którym miałeś usiąść. Po chwili sam zajał miejsce za stołem przy którym siedziała reszta.Pierwszy przemówił admirał - Czy wie chorąży T'Vosh po co tu jest??
Nie lubilem jak do mnie zwracano sie w trzeciej osobie. Na usta cisnęła mi się odpowiedź: "Pewnie, że wiem. To party swingersów." Jednak krótko odpowiedziałem:- Tak. Wiem.
- Proszę zrelacjonować pana pobyt na obcym okręcie nie pomijając niczego - gdy przyglądałeś się twarzom, w kącie pokoju dostrzegłeś ukrytą w cieniu betazoidkę, ciągle patrzyła na ciebie
Uśmiechnąłem się w jej kierunku i pomyślałem "Moja pokładowa psycholog też tak ładna jak ty".- Może zacznę od początku. Gdy już odbiliśmy okręt od buntowników Sagala i pomagaliśmy w ochronie negocjacji...Po kilkunastu minutach zakończyłem opowieść słowami:- ...wtedy pojawiłem się ponownie na Daredevilu, ale to nie był taki okręt jaki pamiętałem. Bardzo szybko uświadomiłem sobie, że albo jestem w innym wszechświecie, albo to symulacja Bentusian.
- Proszę kontynuować chorąży, szczególnie interesują nas różnice jakie pan dostrzegł bądź odczuł pomiędzy rzeczywistością a tym co pan nazywa symulacją lub inną rzeczywistością - po chwili inny admirał wtrącil się podprzednikowi w słowo - Jaki poziom technologiczny oni prezentują ci Bentusianie, czy można ich określić jako zagrożenie dla federacji i naszych sprzymierzeńców - jeden z kapitanów również chciał zadać ci pytanie ale admirał powstrzymał go- Panowie, pozwólcie chorążemu mówić, prosze kontynuować
- Ich pozion technologiczny określa wynik walki ich statku z 9 okrętami Romulan, które zostały zniszczone 2 salwami, a także to, że potrafili jakims promieniem odbudować zniszczoną gondolę Daredevila. - potym zacząłem opowiadać o dwóch symulacjach, nie omijając szczegółów przesłuchania i sałatki jarzynowej na śniadanie mojej żony. - Mogę jeszcze dodać, że dowiedziałem się od mojej taktycznej, że naprawdę lubi kolor niebieski i sałatke jarzynową, więc Bentusi są też dobrymi telepatami. W skrócie mogą rozwalić wszystko w tym kwadrancie nawet się nie pocąc.
- Jednakże pan ich nie zaatakował a oni nie odwzajemnili się atakiem inaczej pan by tu z nami nie rozmawiał, zatem ich zachowanie nie prowokowane nie stanowi zagrożenia, chyba że pan ma na to inne zdanie.
- Jeśli badania na załodze mojego okrętu i innych, zaginionych transportowców, z których przeżytłem tylko ja i noworodek można uznać za pokojowe, to nie stanowią zagrożenia. Ale jak przekonałem się na własnej skórze, byłem potrzebny do czegos innego.
- Może to pan wyjaśnić - jeden z kapitanów nagle wyszedł z sali, po chwili wrócił, po jego twarzy uzmysłowiłeś sobie że coś jest nie tak. Kapitan podszedł do admirała, poczym przekazał mu wiadomość. Nie byłeś w stanie usłyszeć o co chodziło ale pozostali admiralowie chyba to usłyszeli, jeden z nich zwrócił się do ciebie- Chyba będziemy musieli przerwać przesłuchanie ...... - chciał coś jeszcze powiedzieć ale cała stacja zadrżała. Domyśliłeś się że chyba ktoś lub coś musiało zaatakować stację bo raz po razie dawało się odczuć skutki uderzeń uzbrojenia o osłony stacji.- ... proszę natychmiast wracać na swój okręt, chorąży, jeśli pan dobrze się spisze zdobędzie pan szlify podporucznika - jeden z kapitanów pomógł ci wstać po tym jak zleciałeś z krzesła. Po chwili odezwał się twój komunikator - Kapitanie T'Vosh, proszę przygotować się na bezpośredni transport na pokład Daredevila.
