Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Se'Datha
- Racje żywnościowe na dwa dni i resztki medykamentów. Przeszukałem prom dokładnie, zanim się stamtąd nie zabraliśmy. O tricorderach możemy zapomnieć - odpowiadam ze wzruszeniem ramion, wracając do studiowania witraża.
Na tym witrażu nie znajdujesz już nic ale przypomina Ci sie ze to nie jedyne miejsce z witrażami W całym budynku jest ich sporo...
- W takim razie pozostaje spróbować dostać się do promu i coś z niego sklecic - widzisz i słyszysz, że kobieta próbuje wstać - zajme się tym... - po chwili opada z powrotem na łużko - jak tylko ten pokój przestanie się kręcić - odpowiada z kwaśną miną.
- Leż - odpowiadam spokojnie. - Najpierw dojdź do siebie, potem próbuj wstawać. Mało Ci jeszcze ran, odniesionych podczas lądowania? Sam spróbuję coś wykombinować - odwracam się i ruszam do drzwi. Tuż koło nich spoglądam jeszcze na Shincar.- Potrzeba Ci czegoś?
- Tylko nowych pleców abym spokojnie mogła się wziaśc do pracy - odparła z uśmiechem, choć nieco kwaśnym - nienawidze bezczynnie lezec. Ale watpie aby dało się na to cokolwiek poradzić, więc raczej nie potrzebuje niczego
Kiwam tylko głową, po czym wychodzę, zamykając za sobą delikatnie drzwi. Rozglądam się za tłumaczką. Muszę spytać ją o kilka rzeczy...
Tłumaczka jest w głębi korytaża, rozmawiając z jakaś inną kobietą. Jak Cie zobaczyła odesłała ją i ruszyła w Twoją stronę....zapewne dostaniesz to czego chcesz...
Czekam, aż kobieta się zbliży. Nie mam ochoty krzyczeć przez korytarz.Kiedy jest oddalona ode mnie o jakiś metr, zaczynam:- Kilka kilometrów od miejsca, w ktorym nas znaleźliście, pozostał nasz... Środek transportu. Jest uszkodzony, ale być może uda mi się z niego odzyskać pewne narzędzia. Shincar i ja mamy nadzieję, że dzięki temu uda nam się ustalić, co wlasciwie powoduje, że zmieniacie swoje kształty. I może... Ale tylko być może... Uda nam się to zatrzymać. Niestety, nie mogę niczego obiecać. Jest jednak pewien problem... Z tego, co widziałem, nasz transport został znaleziony przez kogoś. Nie wiem, kogo, było już zbyt daleko abym mógł rozpoznać, kto zacz. Potrzebuję przewodnika, który doprowadzi mnie do miejsca, gdzie nas spotkaliście. Dalej powinienem już trafić...
- Nasi ludzie go znaleźli, tak - przyznała kobieta po wysłuchaniu Cie - jednak nie robili z nim nic, nie wiedzieliśmy bowiem czy nie jest niebepieczny. Sadze, że obecnie dalej będzie się on tam znajdował, jednak jako, że ta okolica jest niebepieczna nie puscimy Cie tam bez eskorty. Co więcej, nie wiem co chcesz z niego zabierać ale sam pojazd był duży, możliwe wiec ze i czesci takie będą, przyda Ci sie wiec kilku tragaży. Oczywiscie jednak decyzja bedzie nalazła do starszych i zaraz przedstawie im Twoja proźbę. Chcesz aby przekazac im coś jeszcze?
Więc to ich widziałem???- Nie - odpowiadam, kryjąc starannie zaskoczenie. - Wystarczy mi sama zgoda i przewodnik.
- W porządku, spróbuje to załatwić - powiedziała wzruszając ramionami - choć mam nadzieje ze umiesz posługiwac się bronią w mistrzowskim stopniu skoro nie chcesz eskorty. Poczekaj w swoim pokoju ja zas spróbuje wszystko zorganizować. Czy przekazać coś jeszcze?
- Nie..To chyba wszystko - odpowiadam uprzejmym tonem, puszczając ironię mimo uszu, po czym ruszam w drogę powrotną do swojej "celi".Kiedy do niej docieram, wchodzę do środka i siadam spokojnie na łóżku. Czekam.
Mija Ci tak kilkanascie minut na dłużacym się nic-nie-robieniu, w końcu jednak niczym wybawienie działa na Ciebie pukanie do drzwi. Za nimi jest dobrze znana Ci kobieta z mieczem w ręku - podobnym do tego jaki widziałes wczesniej u wilkołaka - oraz jakis facet, pod zboja i bronią...
Patrzę na kobietę.- Nie za bardzo ryzykujesz? - pytam, podnosząc się z łózka. - Ostrzegałaś mnie przed niebezpieczeństwami a sama się wybierasz? Spoglądam na mężczyznę.- Spodziewałbym się raczej, że bedzie ci towarzyszyć ten sam wojownik, który ochraniał cię w nocy... - stwierdzam.
- Ja nie ide - powiedziała spokojnie - to broń dla Ciebie, a Throlliv będzie toważyszył Tobie i robił za przewodnika. Skoro nie chcesz odpowiednio licznej eskorty to moze we 2 bedzie wam prosciej sie ukryć...
Powiedziawszy to podała Ci te dzieną broń...
Biorę miecz od kobiety, po czym wyciągam go z pochwy i oglądam uważnie. Następnie macham nim kilka razy, sprawdzając wyważenie.- Niezły - mówię. - Ale nie potrzebuję go. Zresztą... I tak nie umiem się nim posługiwać.Nie musi wiedzieć, że to się akurat średnio zgadza...Wręczam miecz kobiecie, a jeśli go nie przyjmuje, stawiam go na zewnątrz koło drzwi.Spoglądam na mężczyznę.- Prowadź - mówię z odpowiednim gestem.
