Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Se'Datha
Otoczenie wygląda ni mniej ni więcej tylko tak, jak mógłby wyglądać klasztor warowny... Lub więzienny. Widok krat nie napawa zbytnim optymizmem. Mają chronić przed dostaniem się z zewnątrz... Czy wydostaniem się na zewnątrz? Obie możliwości wydają się być równie prawdopodobne...Mijanym przez siebie, patrzącym nieufnie osobom odpowiadam tym samym. Jednocześnie rozglądam się, szukając dyskretnie ewentualnych dróg ucieczki.Kiedy tłumaczka poleca mi wejść, zatrzymuję się na kilka sekund... A potem wchodzę.Po wejściu staram się ocenić, gdzie jestem.
Wszedłeś do dużej, jasno ośeiwtlonej sali. Jest stosunkowo bogato urzadzona - dobrze utrzymane drewno, rzeźby, wypolerowana broń zdobi ściany...
Na środku stoji jedno krzesło, przed którym w pokolu stoją następne 4 kszesła na których zasiada czterech mężczyzn w podeszłym wieku. Odczekali chwilkę, jakby dając Ci się zoriętować, że nic bezpośrednio Ci nie zagraża, poczym jeden z nich wskazał Ci krzesło, zapewne abys na nim usiadł.
Następnie powiedział coś, co kobieta przetłumaczyła
- Nasz wódz, Ruryk Ostronoży chciałby Cie oficjalnie powitać w wiosce Burzowy-wiatr nad brzekami Pomarańczowej Krwi - to pewnie jakas nazwa rzeki -. Pragnie poinformować Cie, ze Twoja kobieta ma się dobrze i jest pod dobra opieką oraz bezpieczna. w razie ewentualnego ataku strażnicy maja rozkaz chronic ją jak jedna z naszych kobiet.
Kiwam głową, po czym patrząc prosto w oczy tego, który zabrał głos odpowiadam:- Jestem Wam winien wdzięczność za gościnę oraz za pomoc udzieloną mojej towarzyszce. Dziękuję. - skłaniam glowę z szacunkiem... i podziękowaniem.Na słowo "towarzyszka" kładę specjalny nacisk. Co prawda i tak pewnie nie zrozumie - trudno wyczuć, co mówiący ma właściwie na myśli jeśli nie zna się jego języka... Ale nie mogę się powstrzymać. Wtedy dopiero zajmuję wskazane mi krzesło. Patrzę spokojnie na tamtych. Prawdopodobnie mam do czynienia ze starszyzną. To oznacza, że są przyzwyczajeni do tego, że ktoś mówi dopiero, gdy mu pozwolą. Lub go o coś zapytają. Ponieważ nie chcę wyjść na aroganta - co mogłoby sprowadzić zagrożenie na mnie i na członkinię mojej załogi - milczę.Jednocześnie myślę o tym, co usłyszałem. Atak? Czyj? W cośmy właściwie wdepnęli?
Kobieta przetłumaczyła Twoja słowa poczym pozostali równiez skłonili przed toba głowe, mozliwe ze w gescie zaakceptowania Twoich podziekowan. Tego nie wiesz. następnie Ruryk ponownie zabrał głos, kobieta zaś przetłumaczyła
- Ruryk chce wiedziec jak to robisz ze zachowujesz w nocy ludzka formę, mimo ze nikt nie zdołał tego osiągnąć przez ostatnie sześć pokoleń. Jaką magię do tego stosujesz?
Magię? Ludzką formę? Kręcę głową z zakłopotaniem. Sześć pokoleń? Czy to oznacza, że...- Żadnej - odpowiadam, starając się zapomnieć o wątpliwościach. - Dla mnie to całkowicie normalne i naturalne. Chcesz powiedzieć, że w Waszym przypadku jest inaczej?
- Zgadza się - odpowiedział - od sześciu pokoleń zarówno my jak i Rokagowie w nocy zmieniami sie w bestie o aparacji zwierzat. Zaczeło sieto siedem pokoleń temu, po przybyciu gwiezdnego człowieka. Skąd pochodzisz w takim razie, że nie dotknęła Cię ta klątwa?
Zastanawiam się nad odpowiedzią. "Gwiezdny człowiek"? Czyżbyśmy nie byli pierwszymi przybyszami z innej planety? I co ja mam im powiedzieć? Jeśli powiem, że "z góry", to pamiętając to, co im zrobił tamten - mogą zabić i Shincar i mnie. Z drugiej strony - tłumaczka czytała myśli Shincar. Stwierdziła, że nasza cywilizacja jest dużo bardziej rozwinięta. Wie więc niemal na pewno, że nie jesteśmy stąd... Przyznanie się co do pochodzenia może byc uważane za zlamanie Pierwszej Dyrektywy.Czy aby na pewno jednak?"Jako, że każda istota rozumna ma prawo do życia zgodnie ze swoją naturalną ewolucją kulturową, personel Gwiezdnej Floty nie może zakłócać normalnego rozwoju życia i kultury innej rasy. Za zakłócenia uznaje się demonstrację wiedzy, siły lub technologii rasie, która nie jest w stanie rozumieć i posługiwać się poprawnie tą wiedzą."Przyznanie się co do pochodzenia nie jest demonstracją ani wiedzy, ani siły, ani technologii. Co więcej - wzmianka o "gwiezdnym przybyszu" świadczy o tym, iż są w stanie prtzyswoić sobie taką informację...Nie, nie będę kłamać. - I Shincar i ja nie pochodzimy stąd - zaczynam. Nie wiem, na jakim poziomie mają geografię. Nie wiem, czy w ogóle znają pojęcie planety... - Jesteśmy podróżnikami, którzy trafili tutaj całkowicie przypadkowo. Nasz... Statek... Rozbił się. Wygląda na to, że na razie nigdzie nie jesteśmy w stanie się udać. Czy możesz opowiedzieć mi więcej o tej klątwie? Jak to się w ogóle zaczęło? Kim są Rokagowie? Walczycie ze sobą?
Po przetłumaczeniu Twojej wypowiedzi wśród starszych zaczęły sieszepty, w koncu jednaj jeden z nich zaczął mówić, tłumaczka zas tłumaczyła na bierzaco
- Rokagowie są starożytnym ludem z południowego zachodu. Nasze cywilizacje sa w stanie wojny od prawi stu pokoleń. Ich obrządku religijne wymagaja poświecania ludzi ku czci bogów, wola wiec poświecac nas niż samych siebie. My zaś nie pozwalamy zabijac naszych ludzi bez żadania zapłaty w krwi wiec walczymy cały czas. Z poczatku odnoslismy przewage. Było nas mniej ale mielismy zbroje i lepsza broń.
Lecz od czasu pojawienia sięgwiezdnego człowieka i jego klątwy na obu naszych ludach nikt nie moze uzyskac wyraźnej przewagi.
Słucham uważnie.Ofiary z ludzi? Klątwa? Łaadnie. Bardzo ładnie.- Czego żądacie w zamian za pomoc udzieloną mojej towarzyszce? - pytam. - Dlaczego w ogóle zdecydowaliscie się nam pomóc?
- Bo w przeciwieństwie do naszych wrogów - tu kobieta odpowiedziała Ci sama - nie mordujemy każdego kto nie nalezy do nas.
W jej głosie mozna wyczuc odrobine rozeźlenia za takie pyttanie. Powiedziała też coś do starszych, na co odpowiedział Ruryk
- Podobno pochodzisz z wysoce rozwinietej społeczności. Jesli chcesz wiec nam pomóc, pomóz nam udoskonalic nasza bron, zbroje i fortyfikacje abysmy mogli wygrac z naszycm wrogiem i zakonczyć te przeklęta wojnę.
Zaczynam się zastanawiać. To byłoby mieszanie się w wewnętrzne sprawy innego świata. Nie wolno mi zrobić czegoś takiego. Z drugiej zaś..."Za zakłócenia uznaje się demonstrację wiedzy, siły lub technologii rasie, która nie jest w stanie rozumieć i posługiwać się poprawnie tą wiedzą."Można wytłumaczyć tak, aby zrozumieli. Musiałbym zorientować się, czym dysponują... Ale...- Zanim Wam odpowiem... Czy mógłbym porozmawiać najpierw z Shincar? - pytam cicho.
Wsród starszych znowu dało się posżłyszeć szepyt w końcu jednak doszli chyba do porozumienia
- W porzadku - powiedzieli - jak tylko się ocknie zostaniesz do niej zaprowadzony. Puki co zaczekasz w swojej celi, zostanie Ci podana strawa i woda. Jeśli bedziesz potrzebowałczegoś jeszcza Grantiato - czyli ja (poweiedziała tłumaczka wskazujac sie) - zadbam o to aby Ci to przyniesiono. Czy chcesz jeszcze w jakiejś sprawie zwrócic sie do ruryka czy mozemy wracać?
- Ja już chyba dowiedziałem się wszystkiego, czego chciałem - odpowiadam miękko., dodając w myślach " a raczej wszystkiego, na co mogliscie mi odpowiedzieć". - Jeżeli starszyzna nie ma nic przeciwko... Możemy iść - wstaję i patrzę wyczekująco na Ruryka.
Mężczyźni tylko pokiwali przyzwalająco głowami i zostałes wyprowadzony z pokoju. Droga powrotna wydaje Ci sie szybsza bo juz ją znasz, w śweitle dnia komnata w której zamieszkujesz równiez wyglada przyjemniej. Po kilku minutach tłumaczka wchodzi na tacce niosac jakąs parujaca potrawę i dzban oraz kubek
- Czy czegoś jeszcze Ci potrzeba? - spytała kładąc tacę na łużku...
