Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Se'Datha
- Nie znam sie za bardzo na medycynie, ale ten ból pleców mnie troche niepokoji - odpowiedziała spokojnie, ale czujesz, że pod spokojem kryje sie obawa - lepiej chyba chodźmy od razu.
W tym momencie do rozmowy wtraca się tłumaczka
- Mówiłeś, że nie najlepiej widzisz w ciemnosci a tu w lesie są kożenie i krzaki, my zaś ze względów bezpieczenstwa nie mozemy zabrać ze soba pochodni. Będzie wiec chyba lepiej jak któryś z nas poniesie Twoja przyjaciółkę
Zauważasz, że coraz sprawniej posługuje się Twoim jezykiem...
Ze względów bezpieczeństwa? Obawiają się? Kogo?Ukrywam skrzętnie to pytanie.- Dobrze - kiwam głową do tłumaczki. - Jeśli któryś z Twoich towarzyszy zgodzi się na to... Niech tak będzie.Kobieta mówi kilka zdań. Młodszy z mężczyzn wyraźnie jest niechętny całej sprawie, w końcu jednak podchodzi do rannej i bierze ją na ręce.Zwijam koce, a w środek wrzucam nędzne resztki naszego okwipunku. Ten bagaż jest mi teraz o wiele wygodniej nieść...- Chodźmy - odzywa się obserwująca mnie dotąd bez słowa kobieta. Cała trójka - właściwie czwórka - rusza w górę strumienia. Podążam za nimi, usiłując się nie zgubić. Co pewien czas Smirnisyn lub kobieta odwracają się, by popatrzeć, czy jestem jeszcze z nimi. W końcu zanurzamy się w las. Kilkakrotne potknięcie się o korzeń uprzytamnia mi, że sam nie dałbym rady nieść białowłosej. Wilkołaczka nie kłamała...Po kilku godzinach marszu docieramy w końcu do jakiejś osady. Jest uformowany w kształt koła, zaś domy - na ile mogę ocenić - są zbudowane z kamienia i drewna. Wygląda na to, że w razie potrzeby gród może pełnić funkcję obronną. Otaczający go ostrokół mówi sam za siebie. Starszy wilkołak wykrzykuje coś głośno. Widoczne w ostrokole wrota otwierają się, ukazując kilku zbrojnych, wyglądających identycznie jak moi towarzysze. Smirnisyn tłumaczy im coś spokojnie. Słuchają go uważnie, po czym rozstępują się. Starszy wilkołak idzie jako pierwszy. Za nim podąża niosący Shincar mężczyzna. Tłumaczka jest z tyłu, a ja... Ja zamykam pochód.Gdy przechodzę przez bramę, dwa uzbrojone we włócznie wilkołaki idą moim śladem w niewielkiej odległości. Widzę, że moi przewodnicy kierują się ku wyraźnie większemu od innych budynkowi. Jest on dość bogato zdobiony, jednak z powodu mroku niewiele widzę...Cała czwórka znika w środku. Ruszam ich śladem, zastanawiając się w duchu, czy czasem nie naruszam jakiegoś miejscowego tabu...Nie chcę jednak spuścić Volkanki z oczu.
Budynek w środku jest ku Twojemu zaskoczeniu dośc pusty. Pod tylną ściana wznosi sie tylko olbrzymie koło z czterema kolcami przez którym w duzym, stalowym koszu płonie ogień będacy jedynym źrudłem światła w pomieszczeniu. Podtrzymujace strop kolumny rzucaja długie cienie i nadają całości jakis trudny do uchwycenia, jednoczesnie przytłaczajacy i kojacy czar.
Młodszy mężczyzna kładzie Shincar przed misą z ogniem , poczym kłaniajac sie nisko przed symbolem cofa się o kilka kroków. Wilkołaczka zas zwraca siędo Ciebie
- Rzucanie czarów uzdrawiajacych i guseł musi potrawać trocheczasu - powiedziala - jeslki chcesz wskazemy Ci kwatere gdzie bedziesz mógl odpoczac i się przespac do rana. Nie wolno Ci bowiem jako niewiernemu wejsc dalej. Dodatkowo rano bedziermy chcieli abys odpowiedział nam na kilka pytań.
Nie bardzo mam ochotę się ruszyć, jednak słowa kobiety uświadamiają mi, jak naprawdę jestem zmęczony. Nie ufam im do końca, jednak... Przyprowadzili nas do osady, nie zabijając po drodze.- Dobrze - kiwam głową. Rzucam jeszcze ostatnie spojrzenie na białowłosą i zwracam się do wilkołaczki:- Dokąd mam się udać?
- Chodź za mną - powiedziałą i ruszyła gdzieś w bok w głęboki cień. Usłyszałes dźwiek otwieranych drzwi - chyba nie miały zadnego zamka, działały zas na zasadzie przesuwania po podlodze - i kobieta zniknęła w ciemnym wnętrzy. Po chwili usłyszałeś z niego dogłos trzaskających metal i ze srodka zaczeło dochodzić swiatło. Wilkołaczka pojawiłą sie z pochodnia w reaku i pokazała Ci abyś szedł za nią zachowując ciszę, poczym ruszyła korytażem. Po jego lewej stronie miałeś rzad masywnych drewianych drzwi z zakratowanym okienkiem, jednak jako ze w srodku było ciemno nie widziałęs co sie w nich znajduje.
Kobieta stanęła przed jednymi z drzwi - piątymi od wejscia - i otwarłszy je pokazała Ci abys wszedł
- Jeśli chcesz polece aby dostarczono Ci żywnosc i wode - wyszeptała - jeśli nie, to ktos obudzi Cie o świcie...
Idąc za kobietą rozglądam się uważnie. Widok zakratowanych okienek budzi we mnie niemiłe skojarzenia.Kiedy widzę jej gest nakazujacy ciszę, unoszę w zdziwieniu brew. Czyżby rozmowa mogła kogoś obudzić? Ciekawe...Po dojściu do celu zastanawiam się. Pomieszczenie wygląda raczej jak cela niż pokój goscinny. Ale może to specyfika ich kultury... Z drugiej strony czuję się jak cielę, prowadzone na rzeź.- Nie jestem głodny - odpowiadam równie cicho. Wchodzę do środka i dodaję:- Gdyby z Shincar działo się coś złego... Daj mi znać.
W pomieszczeniu, majacym jakies 2 na trzy metry masz tylko jedna skrzynie, i prost drewniane łużku z czyms co wyglada na siennik, jest chyba jednak niezamieszkały. Niema w nim zadnego oświetlenia, jest jednak małe, rówiez zakratowane okienko wychodzace na zewnątrz, przez które wpada troszke księżycowego blasku.
- Dobrze - odpowiedziała kobieta, poczym zaknęła drzwi, nie usłyszałes jednak szczeku zadnego zamka czy coś w ten deseń...
Wygląda na to, że pozostaje mi jedynie przespać oczekiwanie...Kładę się na łóżku. Przez chwilę patrzę jeszcze na księżycowy blask, a potem przymykam oczy, starając się zasnąć.
Nie zdawałeś sobie chyba nawet sprawy jak bardzo jesteś zmęczony, trudy całego dnia dały o sobie bowiem znac dopiero jak wyciągnołeś kości na sienniku, rozlewając się odrętwieniem po całym ciele. Ledwo zamknąłeś oczy a już spałeś...
Śniło Ci się coś dziwnego i niepokojącego, byłeś jednak zbyt zmęczony aby się obudzić. Z - bynajmniej nie błogiej - nieświadomości wyrywa Cie dopiero pukanie do drzwi...
Otwieram oczy, niepewny czy mi sie to śniło, czy rzeczywiście ktoś pukał. Dopiero ponowne pukanie daje mi znać, że pora wstawać. Podnoszę się niechętnie. Jeszcze sekunda, zanim dojdę do siebie - i ruszam do drzwi. Otwieram je z obawą. Nie wiem, kto to i nie wiem, czego chce...
W drzwiach ku Twojemu ogromnemu zdziwieniu stoi zwykła, ludzka szatynka. No prawie ludzka - jedyne co ja odrużnia to bardzo blada, nieomal biała skóra i nietypowe, bursztynowe oczy.
- Witaj - dopiero po głosie ja rozponałes. To Twoja 'wilkołacza' tłumaczka - mam nadzieje ze dobrze spałeś. Smirnisyn zdołał pozbyć się gorączki i porzadnie oczyścić rany, ulżył też obolałym kościom Twojej toważyszki. Wszystko wskazuje, ze przezyje, choc jej budowa jest nietypowa, wiec niema pewności. Ty zaś jesteś nam winien sporo odpowiedzi...
Patrzę na kobietę. Jak? Przecież wyglądała zupełnie inaczej... Hologram? Nie, nie ta technologia, nie pasowałaby tutaj....Jedynym wyjaśnieniem jest to, że w jakiś sposób zmienia kształt. Ale... Takie coś istniało tylko w ziemskich legendach?!Po krótkiej chwili, podczas której staram się opanować swoje zaskoczenie, odpowiadam:- To najlepsza rzecz, jaką od dawna słyszałem.I dorzucam:- Więc zadaj pytania, może będę umiał na nie odpowiedzieć... Chciałbym jednak - jeśli można - zobaczyć Shincar.Nadal patrzę ze zdumieniem na kobietę.
- To nie ja bede je zadawać - odpowiedziała odsuwając się tak abys mugł wyjśc z pokoju, poczym wskazując Ci drogę rusza w dalszą cżęśc korytaża
- Zaś Twoja przyjaciołka odpoczywa teraz. Najlepiej będzie jej nie przeszkadzac. Zresztyą wasza cywilizacja zdaje się być rozwiniętą z tego co widziałam w umyśle tej kobiety. Na pewno zdajesz sobie spraw, ze po tym co przeszła Shincar potrzebuje zregenerować siły...
- Niech tak będzie - odpowiadam, po czym zaczynam iść za przewodniczką. Rozglądam się. Mimo wszystko - nie czuję się tutaj zbyt pewnie.
Kobieta prowadzi Cie dalej korytażem, do małych drzwi na ich końcu za którymi jest następny korytaż, tym razem jednak zewnętrzna ściane jest pokryta dużymi, witrażowymi oknami, za którymi jednak też dostrzegasz kraty. Z powodu malunków na oknach przedstrawiających rózne sceny. W korytażu czasem ktoś przechodzi, witając się z tłumaczką, na Ciebie zaś patrzac nieufnie asle nie dostrzegasz tu żadnego wilkołaka.
Po chwili, tak gdzieś w połowie korytaża kobieta otwiera duże, gróbe drzwi, tym razem zaopatrzone juz w klamke i zamek i pokazuje Ci abyś wszedł pierwszy.
