Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Star Trek: PBF PL PBF - Podporucznik Se'Datha

PBF - Podporucznik Se'Datha

Wyświetlanie 15 wpisów - od 406 do 420 (z 560 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Coen
    Uczestnik
    #18988

    Volkanka podniosła siez konsoli na której wyladowała i zaczeła szybko wciskac mijsca gdzie powinno byc klawicze ale jak narazie nic sie nei pojawiało. Ty zas w ciemnosci ruszyłes do włazu. Kiedy go otwarłes ssani niemal cie wyrwało na zenatrz ale na szczescie zdołąles sie utrzymac aby muc zamknac właz. Nawet jednak jak to zrobiłes to nadal masz problemy z oddychaniem. W koncu bez zasilania systemy podtrzymywania życia też nie działaja, wiec niema skad wziąść świerzego powietrze, a jesli zaczniesz sie bawic skfandrami to nie zdazysz naprawic zasilania. Jak otwarłes klapę widzisz ze prawie nic tam nie działa, jednak w samym centrum źrudło zasialnia delikatnie świeci niebiska poswiata dajac ci dosc światyła abys mugł zobaczyc iż skruszyły siechipy odpowiedzialne za przepływ mocy.

    Plamyu przed oczami są coraz czestsze, zaczyna cie mocno bolec głowa i masz problemy z koncentracją. Czujesz tez palcy ból w piersi kiedy w płucach zaczyna brakowac tlenu.

    Zeal
    Uczestnik
    #19020

    To zdumiewające, jak umysł potrafi funkcjonować, mimo niedomagań ciała...Zostawiam na razie konsolę; jeśli stracę przytomność, niczego nie zrobię. Ruszam szybko do skafandrów, ciesząc się w duchu, że to prom, a nie jakiś okręt i że wszędzie mam blisko. Zrywam z nich hełmy i uruchamiam aparaturę oddechową. Nigdy mnie to nie interesowało, ale zakładam, że w skafandrze ma panować stałe ciśnienie albo odpowiednie proporcje mieszanki gazów go wypełniającej. Skoro tak, to za wypływ tlenu odpowiada reduktor sterowany przez zmianę ciśnienia albo czujnik, mierzący skład mieszanki oddechowej. Nieistotne. W obu przypadkach układ dostarczający powietrze powinien wykryć niedobór tlenu w otoczeniu. Jeśli tak właśnie się stanie, to powinien starać się to zrekompensować... A więc dostarczać tlen do wnętrza promu. Zostawiam skafandry i wracam do wybebeszonej konsoli. Pokruszone chipy można zastąpić nowymi... Ale trzeba je mieć. Żaden prom nie ma na wyposażeniu zestawów naprawczych...Szlag trafił chipy konsoli. Reszta układu może działać... A może nie. Nie mam jak tego sprawdzić, więc darowuję sobie rozważania. Teraz pora na trochę zgadywania. Zmuszam się do pospiesznej analizy sytuacji, co sprawia mi niejaką trudność...Co jest zadaniem konsoli? Przekazywać dalej odpowiednie sekwencje wciskania klawiszy. Każde wciśnięcie przycisku to impuls, trafiający do przekaźnika. Przekaźnik rozpoznaje go i wysyła dalej. Czyli wciśnięcie "przycisku" na konsoli to króciutkie, kontrolowane zwarcie, dostarczające energii. No dobrze... A czemu niby w promie jest tak ciemno? Przekaźniki się zresetowały, czy co? Może... Gdyby udało się przywrócić zasilanie, to można byłoby kontrolować lot promu. Bez tego nie zrobię nic. Nawet nie zmienię kierunku lotu ani trajektorii. Prom to nie samolot, nie ma skrzydeł z lotkami. A nawet gdyby miał, to w próżni byłyby one średnio przydatne. Korygować lot można jedynie za pomocą silników. A one milczą... I nie ma jak ich uruchomić.Czyli pozostaje jedynie spróbować oszukać konsolę. Chipy są pokruszone, więc trzeba je obejść... Przyglądam się chwilę chipom, próbując znaleźć ten, odpowiadający za połączenie przycisku głównego zasilania z przekaźnikiem. Jeśli udaje mi się go znaleźć, wyciągam chip, a potem...- Wciśnij przycisk odpalający zasilanie promu, zupełnie jak przy starcie - zwracam się do pierwszej. Jeśli Shincar to robi, bez namysłu wtykam komunikator w miejsce po chipie.

    Coen
    Uczestnik
    #19124

    Skawandry zabierają sie do pracy, ale ich systemy miały modzić mieszankę w hełmie o pojemnosci kilkudziesięciu centymetrów sześciannych, nie zaś kilu metrowym wnętrzu promu, dlatego chwile to potrwa nim stan atmosfery wróci do normy.

    W skroniach łupie ci jak diabli ale powoli zwikszajcy się poziom miesznaki w promie, sprawia iz nadal mozesz w miare jasno myśleć.

    Komunikator niebardzo chce pasowac do otwaru, ale masz nadzieje ze nie musi w niego wejsc, w koncu chipy tez lekko wystają. Kiedy volkanka naciska gózik okazuje sięiż miałeś racje, bo impuls przeskoczył dalej i usłyszałeś dzwiek odpalanych silników, jednak jasnośc która pojawiał sie chwile wcześniej oraz zwikszajca się temperatura dowodzi iż prom zaczą juz wchodzić w atmosfere

    Zeal
    Uczestnik
    #19133

    Dobra... Mamy silniki, to moze i reszta zadziała... Podnoszę się i siadam przy konsoli drugiego pilota. Sprawdzam odczyty z konsoli... - Podnieś nos promu i spróbuj zmniejszyć prędkość opadania - mówię do pierwszej, ze swojej strony robiąc to samo....

    Coen
    Uczestnik
    #19701

    - Nie - zaprotestowała - już jesteśmy w atmosferze, teraz lepszym wyjscie będzie opuscic nos aby kont był jak najostrzejszy i przejscie trwało jak najkrucej. Sprubuj tylko uruchomic osłony albo pola integrujace, niech odciagna troche ciepła

    Zeal
    Uczestnik
    #19717

    Wzruszam ramionami i wystukuję komendy, uruchamiające osłony. Nie wiem, czy to coś da, ostatecznie solidnie nas postrzelano... Ale próbować trzeba. Jeśli kody nie działają, wystukuje je jeszcze raz... I jeszcze... Aż do skutku... Albo lądowania.

    Coen
    Uczestnik
    #20503

    Prom zaostrzył kont i do uszu doszedł cie dźwiek strasznego huku. Gdybyś był teraz na zewnątrz to na pewno byś oguchł. Jednak komendy działaj i po chwili na małym wyświetlaczu zapalila sie kontrolka pół integrujących oraz ich moc podana w procętach, których wartosć spadała szybko. 80%, 68%, 50%, 40%, 24%. Kiedy osięgneły one ta wartośc coś wami silnie szarpneło i... wtedy wyszliscie z atmosfery i zaczeliscie opadac w stronę powierzchni. Twoja pioerwsza oficer próbuje zwolnic ale silniki chamujace nie reagują, ten wstrza musial je uszkodzić. Pozostaje wiec jej tylko jedno. Podniosła po chwili dziub i odpaliła silniki głowne aby ich ciagoem zmnijszyc predkosć. Trzęsie strasznie ale odnosi to porządny skutek i prędkosc stopniowo sie zmnijsza pozwalajac wam odzyskac kontrole nad lotem.

    Zeal
    Uczestnik
    #20504

    Z taką integralnością czarno widzę nasz powrót w przestrzeń... Zresztą, skoro system podtrzymywania życia nawalił, to i tak daleko byśmy nie zalecieli...- Szukaj miejsca do lądowania - mówię ze spokojem, którego w ogóle nie czuję. - Coś czuję, że bez przyziemienia się nie obejdzie...Sam staram się wyrównać lot. Lądowanie na głównym ciągu łatwe nie będzie, dobrze będzie, jeśli przeżyjemy... Jeśli prędkość promu opadła juz dostatecznie, zmniejszam ciąg, obserwując zachowanie wahadłowca...

    Coen
    Uczestnik
    #20819

    Promem trzesie dalej, prędkość jednak zmnijsza się, głownie dlatego iż Pierwsza odpowiednio manewruje promoem na przemian kazac mu sie wznosic i opadac. W efekcie kiedy jestescie nad górami, wasza predkosc wynosi juz zaledwie 250 km/h +/- 30km/h, jednak wiele osiagnac sie juz nie da

    - Trzymaj się! - krzykneła pierwsza i moment później prom uderzył w ziemie, jednak odbił się od powierzchni i podleciał trocxhę w górę, poczym ponownie opadł i sunac po powierzchni uderzył w skalna scianę. Uderzenie było na tyle mocne iż na scianie pojawiła się sieć pęknięc a na prom posypało się sporo głazów z góry. Całej tej operacji towazyszył skrzek miażdzonego i rozdzieranego metalu

    Zeal
    Uczestnik
    #20853

    Kiedy prom wznosi się i opada, mruczę cicho do swojego żołądka:- No bez takich numerów, co?! Nie ma to jak zbulwerswany żołądek. Nie mam choroby morskiej, ale taki sposób latania każdy organizm może wytrącić z równowagi...Gdy słyszę krzyk pierwszej, zapieram się o konsolę. Jeśli wyrzuci mnie z fotela, będzie nieciekawie... Trzymam się najmocniej, jak tylko potrafię, podczas gdy prom sadzi kolejne "kangury".W końcu litościwe uderzenie w skalną ścianę zatrzymuje prom... Siedzę przez chwilkę, oszołomiony. Gapię się tępo na popękane skały. Gdy z góry zaczynają staczać się głazy, patrzę podejrzliwie, czy czasem nie przebijają góry promu. Chyba jednak nie. Przynajmniej na razie. Wstaję niepewnie i rozglądam się. Ja przeżyłem... Ale pytanie, co z Shincar? Po raz pierwszy od bardzo, bardzo długiego czasu czuję, że się boję. O nią.

    Coen
    Uczestnik
    #21736

    Kiedy wstałeś odkryłes że chwiejesz sie jak osika. Turbulencje, wznoszenie i opadanie a potem robienie za żabke na wodze nie wpływa zbyt dobreze na ucho wewnetrzne.

    Kiedy spogladasz na pierwsza przeklnstwo samo cisnie ci sie na usta. Po jej twazy zpływa krew z licznych niewielkich ran ktore zadały jej fragmety eksplodujacej konsoli. Najwyraźniej jest nieprzytona tylko bo oddycha w miarę miarowo, choć niepokoji cie obficie krwawiace rozcięcie na jej czole...oraz w diabła innych rzeczy

    Zeal
    Uczestnik
    #21738

    - Niech to szlag - cedzę. Rozglądam się za apteczką. Jeśli ją znajduję, zajmuję się ranną, starając się zatamować krwawienie. Niepokoi mnie to, że jest nieprzytomna. Może się tylko uderzyła, a może coś więcej. Ale nie mam nawet jak sprawdzić jej stanu. Muszę ją ocucić, inaczej nie dowiem się, co ją właściwie boli...Przyglądam się, czy nie widać gdzieś naprawdę poważnego krwotoku. Jeśli nie - podkładam cos pod jej nogi, tak, aby stopy były wyżej niż głowa. Powinno to przyspieszyć jej powrót do przytomności...Własny stan mnie nie obchodzi. Żyję - i to mi wystarcza.

    Coen
    Uczestnik
    #21884

    Doskonałą podpurką pod nogi jest rozwalona konsola. Spodnie powinny ochronic ciało od ostrych odłamków więc nie bedzie w tym zadnego zagrozenia. Ewentualnie mozesz podłozyc jeden z kocy jakie jak wieszz sa w schowkach razem z apteczką. Kiedy ją przegladasz znajdujesz dośc stary ale pewnie działający regenerator tkanek, środki przeciw bólowe oraz troche innego sprzetu ale nim zaczniesz sie bawić w łatanie bruzd trzeba powyciagac z twazy kobiety fragmety konsoli a to jak wiesz nie bedzie takie proste.

    Co do ciebie to puki coś nic cie nie boli. Nie wiesz czy to szczęscie czy szok, ale jako że trzęsą ci się ece to skłąniasz się ku temu drugiemu.

    Zeal
    Uczestnik
    #21890

    Rozścielam koc i układam wygodnie Shincar. Zastanawiam się chwilę, a potem rezygnuję chwilowo z pomysłu uniesienia jej stóp wyżej głowy. Przy tym, czym się zaraz zajmę, lepiej, aby była nieprzytomna...Przeglądam zawartośc apteczki, układając systematycznie jej zawartość obok siebie. Najbliżej kładę środki przeciwbólowe. Na razie nie zamierzam szprycować niczym pierwszej; jeśli jednak zacznie odzyskiwać przytomność, będę musiał ją znieczulić. Nie zamierzam przysparzać jej więcej cierpień, niż trzeba.Dezynfekuję ręce. Staram się uspokoić ich nerwowe drżenie. Będę potrzebował precyzji... A trzęsionka mi w tym nie pomoże.Zaczynam ostrożnie wyjmować odłamki z twarzy Shincar, mając nadzieję, że ominęły one jej oczy. Zagryzam wargi i powoli, odłamek za odłamkiem, robię swoje...Jeśli udaje mi się doprowadzić "operację" do końca, okrywam pierwszą kocem i siadam z ulgą pod najbliższą burtą promu. Nic nie mogę poradzić na stan kobiety. Mogę tylko czekać...

    Coen
    Uczestnik
    #23454

    Nie udaje ci sie całkowicie pozbyć drżenia rąk, co trochę cie dziwi zważywszy na to jak bardzo sie starasz. Nie chcesz już wiecej jednak czekac i wyjmujesz odłamki. Niektóre są naprawde małe i bez pensety by sie nie obeszło, inne zas wychodza dosc gładko. najgorszy był jednak jeden kawałek w policzku kobiety. Wszedł w ciało nieomal cały i to co wygladało na drobny fragmencik tuż pod skórą było realtywnie sporą płachtą, głeboko w tkance, zapewnie zachaczajacej o kości. Spróbowałes go poruszyć ale siedział mocno, dodatkowo twoja pacjentka dosc głośno jękneła. Zastosowałes środki przeciw bulowe i się uspokoiła ale nie bardzo wiesz co zrobic z tym fragmentem w policzku, bo jesli wyrwiesz go na chama to zapewne rozerwiesz jej spory kawałek twazy. Niemasz też żadnego noża, ani fazera.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 406 do 420 (z 560 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram