Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Se'Datha
No, pogadam ja z Alexem na osobności...Ale to potem. Patrzę na obcą jednostkę. - Ciekawe, czy na jej pokładzie działa jakaś automatyka, czy po prostu mamy do czynienia z dryfującym wrakiem - zstanawiam się głośno. -Sternik - ustaw nas na kursie równoległym do tego czegoś. Naukowy... Więcej o tym okręcie. Leci rozpędem czy posiada jeszcze napęd? Jego kurs? Przecina orbitę jakiejś planety?Czekając na odpowiedź nadal patrzę na to"coś". 1500 lat. Nieźle...Stawiam miecz przy swoim fotelu. Nawet nie miałem czasu się przebrać w mundur, nie mówiąc już o zlikwidowaniu skutków operacji plastycznej...Siadam w końcu na swoim miejscu.
-Leci na własnym napędzie impulsowym - zakomunikował naukowy i już miał mówić dalej kiedy nagle z czubka obiektu wyleciała jakąś szeroka wiązką która obiegła cały okręt przenikając przez osłony i pokłady
- Zostaliśmy przeskalowani - poinformował naukowy, a po chwili ze stanowiska komunikacji doleciała wiadomość
- odbieram przekaz - na ekranie pojawiła się sylwetka obcego, wyglądającego jak 'mały zielony ludzik' z XX opowieści tyle ze jest niebieski, odezwał się dziwnym głosem zaś system komunikacji przetłumaczył wiadomość
- Witajcie, nasze dzieci. Wiadomość ta została przeze mnie nagrana kiedy wiedziałem już ze żądań z nas nie przeżyje kolejnej walki z niszczycielami planet, jednak jako ze nasz okręt miał szansę przetrwać zaprogramowałem go odpowiednio aby nawiązał z wami kontakt kiedy sięgniecie gwiazd. Widzicie, świat na którym żyjecie nie jest waszym macierzystym światem. Zabraliśmy was z niego kiedy niszczyciele zaczęli się zbliżać do waszego domu, nie sądziliśmy ze zdołamy ich pokonać dlatego przenieśliśmy was tutaj, aby cos z waszego rodzaju mogło przetrwać. Niestety, niszczyciele wytropiły nas aż tutaj. W ogromnej bitwie 15 lat temu zniszczyliśmy większość ich floty ale z naszych jednostek przetrwał tylko ten okręt. Wtedy niszczyciele zaatakowali nas biomutageniocznym wirusem który w ciągu 10 dni wybił 7 miliardów naszych ludzi. Za tydzień na naszych planetach nie pozostanie nikt przy życiu. My sami przeżyliśmy do tej pory tylko dlatego ze kontaktowaliśmy się z nikim z naszego ludu, ale resztka floty niszczycieli postanowiła zniszczyć i was i nas. Odparliśmy już 3 ataki ale obawiamy się ze będą następne. Skoro odbieracie ten przekaz znaczy to iż udało nam się ich dalej powstrzymywać aż do tego czasu. Skoro sięgnęliście już gwiazd, poradzicie sobie sami z własną obroną, my zaś możemy w końcu odpocząć chowając nasze ciała zgodnie z obyczajem naszego ludu. Żegnajcie, nasze dzieci - powiedział obcy poczym przekaz się zakończył, sonda zaś zaczęła zmieniać kierunek i ustawiając się ponownie na kursie w stronę gwiazdy do której zaczęła zmierzać z pełna impulsowa.
- Cała stop. Odwołać żółty alarm - mówię cicho. Wstaję z fotela i ruszam do swojej kwatery.- Pierwsza przejmuje mostek...- dodaję jeszcze, zanim znikam za drzwiami. Już u siebie siadam na krześle i zaczynam się zastanawiać.Okręt miał 1500 lat, miecz - 900. Dużo się nie pomylę, zakładając, że jego ostatnia walka miała miejsce koło 850-900 lat temu. Dużo czasu -ale jak na ludzkie standardy. Między wypuszczeniem ze stoczni obcej jednostki a umieszczeniem miecza minęło 600 lat. Może służyło na nim kilka pokoleń...A może nie. Może ta rasa była długowieczna. Może ich przeciwnicy są również długowieczni, może nie. Tak czy inaczej nasze pojawienie się odesłało obrońcę - bo tak chyba należy nazywać tamten obcy okręt - w niebyt. Wychodzi na to, że naszym moralnym obowiązkiem jest zapewnienie ochrony planecie...Czuję jak zaczyna pomału boleć mnie głowa. Nikt nie mówił, że bycie dowódcą jest łatwe, ale...Najgorsze jest to, że takie decyzje muszę podejmować sam. Przecież nie zepchnę tego na innych... Po rejsie chyba się upiję.Zaczynam pisać raport, po czym wysyłam go do Dowództwa. Od nadmiaru problemów w ogóle zapominam się przebrać. Ciągle siedzę w ubraniu ze zwiadu...
Od wysłania raportu mineła już godzina i jeszcze ciagle nie było odpowiedzi. Nagle zapiszczał komunikator i weszła pierwsza oficer podając ci padd
- Oket obcych wleciał w słonce i został zniszczony, tu ma pan zapis - powiedziała poczym spytała - nie wygląda pan najlepiej, powinien pan odpoczac i przespać się troche
Biorę padd'a i zaczynam przeglądać zapis. Odkładam go po chwili. Gdy słyszę , co mówi Shincar, patrzę na nią przez chwilę.- W swoim czasie. Skąd ta troska? Czyżby obawa, ze jak kapitana trafi szlag, wszystko spadnie na biedną pierwszą? - odpowiadam spokojnie, po czym wstaję i podchodzę do replikatora. Zamawiam kawę.- Nie co dzień słyszy sie o zagładzie całej cywilizacji - nawet, jeśli to było jakieś 900 lat temu - mówię bardziej do siebie, niż do niej. Odbieram kubek z replikatora i gapię się weń w zamyśleniu.
Wolkanka puszcza docinke mimo uszu, pewnie wie ze jestes zmeczony i po prostu chcersz sie na kims wyżyc aby musiec przez chwile myslec o czym innym niz to co sie przed chwila dowiedziałes, jednak odpowiada na twoje słowa odnośnie cywilizacji
- Właściwie biorąc pod uwagę rozmoary kosmosu nalezy przypuszczać że co sekundę ginie jakaś cywilizacja, aczkolwiek swiadomosc smierci ponad 7 miljardów istot w ciagu 10 dni jest...przerązajaca - powiedziala spokojnie. W tym momencie odezwał się komunikator oznaczajac ze własnie przyszła jakas wiadomosc. Jest to odpowiedx dowudźtwa GF. Zdecydowali umiescic na orbicie planety która dla lepszego zapamietania nazwano Masamune stacje obserwacyjna w celu wypatrywania ewentualnych "niszczycieli". Renegade jesli nie wydazyo sie nic co by mogło zmienic syacje ma udać się na Wolkan, ale dalczego nie podano
Na Vulcana? Po kiego? Ale z rozkazami Dowództwanie nie ma co dyskutować, skoro nas tam wysyłają, trzeba tam lecieć. Ojczyzna logików, niech to...Spoglądam na Shincar.- Wygląda na to, że odwiedzimy pani ojczyste strony - mówię, wysyłając jednocześnie do Dowództwa Floty potwierdzenie otrzymania wiadomości. Dopijam kawę, po czym dodaję:- A teraz proszę o wybaczenie, ale chcę wymontować sobie z głowy pewne ustrojstwo... A także wrócić do normalnego wyglądu.Wychodzę na mostek.- Kurs: Vulcan. Prędkość: warp 5. - Tak jest - kwituje Lorna, po czym okręt zaczyna obracać się wokół własnej osi. Jeszcze przez chwilę na ekranie widać planetę, którą nie tak dawno odwiedziłem. Patrzę na ten widok. Echh, będąc na emeryturze poszukam podobnej... No nic. Ruszam do windy. Po drodze grożę zaciśniętą pięścią Alexowi.- Łeb urwę... - mruczę, przechodząc obok niego.Będąc już w windzie wydaję polecenie zjazdu na pokład ambulatorium. Natychmiast udaję się do izby chorych.- Przywróć mnie do normalnego wyglądu, jeśli moge prosić...- mówię do medycznej. I dodaję: - Zabierz też ten odbiornik z mojej głowy, co? Kładę się na leżance...
Widzisz iz nowa misji wyraźnie przejała pierwsza oficer, ale nic nie powiedziawszy wyszła za toba i udała sie od swojej kajutu. Szef ochrony sie tylko uśmiechną nie schodzac nawet ze stanowiska.
Lekarka ząs dośc szybko uwikłąłą sie ze swoja robota i wygladajc znowu jak człowiek zostałes odesłay do swojej kajuty aby odpoczac po operacji. Mniej wiecej po 2 godzinach przyszła do ciebie Pierwsza oficer i odrazu z mijsca wyłozyła
- Kapitanie, chciała bym prosić o zwolnienie ze służby na czas tej misji z powodów osobistych
Patrzę na nią przez moment, zaskoczony prośbą.- Jeśli chce pani urlopu żeby odwiedzić dom, to można to załatwić inaczej. Wystarczy, że po przybyciu na orbitę Vulcana pogadam z głównym inżynierem. Sądzę, że bez wiekszych trudnosci da się go przekonać, że Renegade wymaga małego przeglądu. Takiego kilkudniowego.
- Nie, chodzi o to ze nie chce się w ogule zblizac do tej planety - odparła a w jej głosi wuczyłes narastajaca złość
Złość u Volkanki? No no...- To trochę mało - mówię w końcu. - Okręt i załoga potrzebują pani zdolnosci. Czego pani chce, żebym zawrócił fregatę albo nadłożył drogi do którejś Bazy Gwiezdnej? A jeśli po drodze wydarzy się coś, co bedzie wymagało pani zdolności do logicznego myslenia? Nie uważa pani, ze to trochę samolubne?Zrywam się z fotela i podchodzę do okna.- Mogę dać pani urlop po przylocie na Vulcana. Po prostu wyłączę panią z wachty do momentu opuszczenia orbity planety. Będzie pani na fregacie... Ale nie będzie pani pełniła służby. Tyle mogę zrobić.Nie odwracając się dodaję:- Ja się cieszę, widząc ojczystą planetę. Nie rozumiem, czemu pani reaguje inaczej.
- Jakby pana na niej napietnowano za przekonania to zmieniłby pan zdanie - odparła sucho poczym dorzuciła -wycofuje swoja proźbę, prosze zapomniec o całej sprawie
- Żal mógłbym mieć do ludzi, nie do planety -wciąż podziwiam gwiazdy. - Ludzkie słowa i czyny nie zmusiłyby mnie do odpuszczenia sobie wędrówek po lesie, albo kąpieli w jeziorze na swojej ojczystej planecie. Nawet nie wie pani, jakie ma pani szczęście, mogąc wrócić do siebie. Niektórzy nie mogą - milknę na moment, przypominając sobie swój ojczysty świat...Odwracam się w końcu do pierwszej.- Coś pani powiem. Załoga panią ceni i lubi. Nieważne, co się stało tam, kiedyś. Tutaj zawsze znajdą się osoby, które będa pani przyjaciółmi. Ale...Pewnie nie ma to dla pani znaczenia, prawda?Wracam do wyglądania za okno.- Jest pani wolna - mówię.
wysłuchała cie uwaznie poczym wyszła. Przez cała podóz oprucz skałdania raportów itp nie zamieniła z toba ani jednego słowa, w koncu dolecieliscie do celu, odrazu tez wywoałal was stacja obrony planety i wolkan kótry pojawiłsię na ekranie powiedział
- Tak długo jak ona - wskazał palcem na twoja pierwsza oficer - jest na mostku nie mozecie wejsc na orbite naszej planety, powiadmocie nas kiedy przetransportujecie ja do celi - poczym zakonczył połaczenie
- Alex, komunikacja jednostronna. Odbiorca: stacja obronna. - Wykonuję... - taktyczny nie wie, jeszcze o co chodzi, ale nie podoba mu się to.... Dobrze wie, co oznacza ton, którym wydaję rozkaz..."Podporucznik Se'Datha do stacji obronnej Vulcana. Jesteśmy tu na rozkaz Dowództwa Gwiezdnej Floty. Shincar jest moim pierwszym oficerem. Nie złamała żadnego paragrafu Floty. Nie ma absolutnie żadnej podstawy do pozbawiania jej wolności. Nie obchodzi mnie wasz stosunek do niej. Jest członkiem załogi federacyjnej jednostki i jako taka pozostaje poza waszą jurysdykcją. Se'Datha out."- Zostajemy poza orbitą. Połączyć z Kwaterą Główną - polecam.Gdy na ekranie pojawia się jeden z oficerów sztabu, referuję sytuację, po czym dodaję:- Nie chcą nas tu najwyraźniej. W tym wypadku proszę o przekazanie nam dalszych rozkazów. Równie dobrze w dalszą drogę możemy ruszyć od razu.
