Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Se'Datha
- Nie "wam", tylko mnie - odpowiadam. - Jak najszybciej. Za chwilę tam będę...Wstaję z fotela.- Pierwsza obejmuje mostek - rzucam, po czym wchodzę do windy.- Pokład dziewiąty. Ambulatorium.Winda rusza, by po chwili zatrzymać się na żądanym pokładzie. Opuszczam ją i kieruję się do ambulatorium.
Aelx popatrzył na pierwsza oficer a ta tylko kiwneła głowa na niego i oficera naukowego i razem z toba weszli do windy nim drzwi sie zmakneły.
- Przepisy floty, sam wiesz - powiedział Alex
Czekam, aż winda się zatrzyma na pokładzie 9, po czym mówię do Alexa:- Dlatego zostaniecie tutaj. Obaj. Ktoś mnie musi wyciągnąć, jakby co. Wolę wiedzieć, że na orbicie mam komplet oficerów, wiedzących, co robić. To rozkaz. I nie wyjeżdżaj mi z przepisami, bo jak zacznę cię traktować regulaminowo, w ciagu tygodnia sam poprosisz o przeniesienie na inny okręt. Koniec dyskusji. -ucinam, po czym ruszam do ambulatorium.Wchodzę do środka i od razu pytam oficer medyczną:- Mozemy zaczynać?
- Oczywiscie juz wszystko przygotowała, dwaj pozostali pacjeci tez juz czekają - odparła, ty zaś widzisz dwuch oficerów ochrony azjatyckiego pochodzenia, jeden z nich podszedł do ciebie - Pierwsza oficer kazał nam panu toważyszyc i przypomniec ze jesli nas pan odesle to i ona przypomni sobie o pewnym przepisie GF który zabrania kapitanowi uczestnictwo w jakiej kolwiek misji wypadowej
Przekrzywiam głowę, zastanawiając się chwilę.- Komputer! Notatka przypominająca: przy najbliższym zacumowaniu do Bazy Gwiezdnej sprawdzić listę bezprzydziałowego personelu Floty. Pożadane kwalifikacje: uprawnienia do objęcia stanowiska pierwszego oficera fregaty. Wyświetlić po powrocie z misji.Komputer potwierdza rozkaz krótkim sygnałem. Kładę się na jednej z leżanek.- Do dzieła, pani doktor...Medyczka 'traktuje' mnie odpowiednim preparatem usypiającym.Po pewnym czasie budzę się. Lekarka usmiecha się: - Gotowe. - podsuwa lusterko. Fakt, zrobiła ze mnie Azjatę na tyle, na ile to było możliwe.- Bardzo dobrze... - podsumowuję. -Dziękuję.Odwracam się do członkow ochrony, tez już na nogach.- Zbierzcie odpowiedni sprzęt i ubiór. Za pół godziny transport na planetę. Opuszczam ambulatorium i wracam do windy.- Mostek!Gdy docieram na miejsce, od razu przechodzę do swojej kwatery, ignorując wszelkie komentarze. O ile będą. Wprowadzam do replikatora odpowiednie polecenia i po chwili mam juz w kajucie strój, odpowiedni dla ronina. Luźne ubranie, żadnego pancerza. Wyświetlam na panelu koordynaty najblizszego miasta oraz miejsca, oddalonego od niego o dwie godziny marszu. Przebieram się, biorę ze stojaka miecz i opuszczam kwaterę. Przed wyjściem odwracam się jeszcze.- Komputer! Wykasować notkę przypominającą...Zjeżdżam windą do pomieszczenia transportera dziesięć minut przed czasem. Do tego samego pomieszczenia, w którym znajduje się znaleziona w próżni katana. Oglądam ją przez chwilę, a potem wsuwam ją za pas, obok własnej. Dyskomfort jak diabli, ale cóż. Podaje kadetowi obsługującemu transporter koordynaty. Czekam na resztę grupy. Gdy się zjawiają, wchodzę na podest transportera.- Transport w te współrzędne - mówię.Chwilę potem jesteśmy juz na powierzchni planety. Rozglądam się uważnie...
Teren na którym sie pojawiliscie to leśna polanka otoczona ze wszystkich stron drzewami, tak ze nikt postronny nie mugł was zobaczyc. Jest w miare ciepło, nad drzewami powiewa letki wiatr ale do was na dole nei dochodzi. Z tego co pamietasz mape miasto było na północ od mijsca gdzie jestescie. członkowie ochrony poprawili stroje i czekają na ciebie aby wyruszyć
- Ruszamy - zarządzam. Orientuję się w terenie, gdzie jest ichnia północ, po czym ruszam w stronę miasta. Przynajmniej tak mi się wydaje, że w jego stronę...Jednocześnie obserwuję rosliny i zwierzęta, jeśli się jakieś pojawią. Kto wie, może żyje tutaj cos, czego jeszcze w bazach danych nie ma...
Z ogromnym zdziwniem stwierdzasz iż roślinnośc a także zwierzeta jakie napotykasz, głownie ptaki są z wygladu przynajmniej identyczne z tymi z ziemi z rejonów japoni. Po jakims czasie wyszliscie z lasu na obszar spół uprawnych, przed wami zas wznosci sie miasto otoczone kamiennym, wysokim na 6m murem, dostrzegacie ludzi pracujacych na polach, sa to własciwie tylko kobiety
Ruszam spokojnie w stronę murów, wypatrując jakiejś bramy. Więc ewolucja podążyła tu tym samym torem co na Ziemi. Interesujące...
Brama nie jest wielka, akurat taka aby dwa rzedy jeźdzców mogło wyjechac z miasta spokojnie przez nia. Przy niej stwi dwuch strazników z włuczniami zakoncoznymi taki samymi niemal ostrzami jak maja katany
Idę w ich stronę. Mogą zapytać, po co idę, ale wcale nie muszą. W każdym razie staram się robić wrażenie spokojnego przechodnia. Jeśli mnie nie zaczepiają, przechodzę przez bramę.
Jedynie obrzucili was bacznym spojrzedniem ale nic nei mówili. Miasto przypomina takie jakie znałes z opowiesci o starozytnej japoni. domy sa pagodowate, ulice nie za szerokie, przechadzaja sie nimi zapracowani ludzie, czasem jakis wojownik z mieczem u boku zupełnie jakbyscie byli w holodeku lub w przeszłosci
Idę przed siebie ulicą, szukając czegoś, co by wyglądało jak kuźnia. Albo czegoś, skąd będzie słychać brzęk kutej stali. Uwazam cały czas, aby nikogo nie potrącić. Na wszelki wypadek.
Szorujecie ulicą ładne 2 godziny, nikt na was sie zbytni nie oglada, aż w koncu przy samym pałacu nieomal odnajdujecie mały budynek kryty strzecha, gdzie pod niewielkim zadaszeniem sarszy człowiek przesuwa zawziecie klingą nowo wykutej katany po mokrym białym kamieniu posiwecajac temu zajeciu cała uwagę.
Podchodze powoli do owego człowieka. Zatrzymuję sie metr od niego i czekam na jego reakcję. Nie zamierzam mu przerywać odzywką. Jeśli będzie chciał ze mną rozmawiać, zrobi to. Jeślinie -moge zedrzeć sobie gardło, a on i tak mnie zignoruje.... Przyglądam się jego pracy.
