Od jakiegoś czasu kołacze mi się po potylicy koncept historii o załodze kosmicznego monitora (dla nie zorientowanych to taki typ statków, jak krążownik czy niszczyciel) ORP Haller z kilkunastoosobową załogą, dowodzona przez świeżo zdegradowanego kapitana (wcześniej dowodzącego niszczycielem, którego stracił w pierwszej ofensywie obcych). Załoga składałaby się tak czy siak z różnej maści wyrzutków i była na uboczu toczącej się wojny. Ale dzięki temu miała większe pole manewru i więcej swobody na odkrycie o co naprawdę chodzi w wojnie ludzkości z obcymi.