Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
Poza tym spowiedź nie zmienia faktu, że para i tak i tak ze sobą sypia i to pomimo obietnicy poprawy.
Noc przed ślubem też?
Gdzie Ty tu widzisz hipokryzję? Przecież poprawa jak najbardziej będzie: już jutro staną się małżeństwem i ten problem zniknie...
Poza tym: wspominałem o dwóch spowiedziach przedślubnych. Kiedy para zdaje sobie sprawę z tego, że do ślubu i tak nie wytrzymają, ksiądz może "darować" im pierwszą spowiedź i zostawić tylko drugą - tę dzień "przed". A te kilka godzin już wytrzymają. To jest niby hipokryzja?
Chodzi mi o sam sens spowiedzi. Obiecujesz poprawę, ale za miesiąc i tak znowu tam idziesz i spowiadasz się z tego samego.
Grzech to pojęcie abstrakcyjne i zalezne od tego, kto się w jakiej wierze wychował. W jednej religii jedzenie wieprzowiny, w drugiej wołowiny, w jednej wiara w święte krowy, w drugiej przeciwnie... Dla mnie jedynym grzechem istotnym jest wyrzadzanie komuś fizycznej bądź psychicznej krzywdy. Grzechem nie do wybaczenia jest dla mnuie znęcanie się nad zwierzętami, a nie pamiętam, by na jakimkolwiek kazaniu jakikolwiek ksiądz poruszył ten temat.Wracając do małżeństwa, to orzekanie jego nieważności po iluś latach współżycia jest dla mnie ponurą parodią prawa. Nie zmienię zdania, gdyż w przeciwieństwie do wielu osób przysięgę, złożoną w kościele, traktuję bardzo poważnie. Nie jest to coś, co można dotrzymać lub złamać, zależy, jak człowiekowi wygodnie. Jestem zdania, że Bóg nie pozwala z siebie kpić - a wolałabym nie narażać się na Jego gniew.
...orzekanie jego nieważności po iluś latach współżycia jest dla mnie ponurą parodią prawa.
Czasem jest to jedyne wyjście dla osób chcących związać się z kimś innym... I być wiernymi zasadom religii, którą wyznają. Są choroby, które wychodzą dopiero po kilku latach małżeństwa - choćby alkoholizm.
Nie jest to coś, co można dotrzymać lub złamać, zależy, jak człowiekowi wygodnie.
Zgadza się. Jednak negując sens unieważnienia małżeństwa skazujesz na dożywotnie cierpienie osoby, muszące znosić choćby okrucieństwo współmałżonka. Nie dajesz im możliwości pogodzenia się z własnym sumieniem oraz życia z zasadami wiary, którą wyznają. Tym samym przyczyniasz się do tego, że Kościół wygląda na zacofany i bezduszny. Czyli... Wypowiadając te słowa popierasz to, z czym tak usilnie walczyłaś w poprzednich postach. Nie podoba Ci się wiele rzeczy w Kościele (część - wg mnie całkiem słusznie), ale własnymi poglądami je wspierasz... Chcesz zmian, ale krzywisz się na racjonalne poczynania Kościoła.
To w końcu jak?
Jestem zdania, że Bóg nie pozwala z siebie kpić - a wolałabym nie narażać się na Jego gniew.
Gdzie widzisz narażanie się na boski gniew w postępowaniu zgodnym z nauczaniem Kościoła? Poza tym zauważ, iż przysięgi małżeńskiej nie składasz Bogu, a współmałżonkowi. Czynisz to w Domu Bożym, w obecności kapłana... Ale ksiądz jest tylko świadkiem. Bóg również.
Poza tym już samo złożenie przysięgi małżeńskiej bez wypełnienia wszystkich warunków (ślub dobrowolny itd.) jest tak naprawdę kpiną. Jak może być kpiną orzeczenie o nieważności małżeństwa, w którym już podczas składania przysięgi jedno ze współmałżonków nie miało zamiaru jej dotrzymać?
Grzechem nie do wybaczenia jest dla mnuie znęcanie się nad zwierzętami, a nie pamiętam, by na jakimkolwiek kazaniu jakikolwiek ksiądz poruszył ten temat
Zwierzęta i zwierzęta a co z dziećmi nad którymi rodzice się znęcają? Piszesz że jedynym istotnym grzechem jest krzywdzenie ludzi ale niewybaczalnym to zwierząt. To jest właśnie kpina.
Tak przy okazji grzechy to wykroczenia przeciw prawom danej religii ale niemal zawsze jest coś takiego jak własna interpretacja kiedy jest a kiedy nie ma grzechu.(chyba)
Chodzi mi o sam sens spowiedzi. Obiecujesz poprawę, ale za miesiąc i tak znowu tam idziesz i spowiadasz się z tego samego.
Sensem spowiedzi właśnie jest poprawa. a to że ktoś nie potrafi się powstrzymać od czynienia zła (popełniania grzechu) to już jest powód kolejnej spowiedzi.
I tak w kółko, więc gdzie ta poprawa? Kolejny raz zalatuje hipokryzją. Zdaromie, to nie jest kpina, to jest wielka wrażliwość, bo Eviva zauważa oba problemy. Z twojego zdania można zaś wywnioskować, że pochylasz się nad krzywdzonymi dziećmi i słusznie, bardzo słusznie, ale zdaje się, że masz już zupełnie gdzieś zwierzęta. A to tak samo czujące i cierpiące istoty, tak jak człowiek, zwierzę z resztą też. Silver, napisałeś, że przysięga małżeńska jest prawdziwa jeśli jest wypowiadana szczerze. Potem pytasz co z tymi, co chcą się związać z kimś innym. Zatem to już dyskredytuje przysięgę, bo obiecujesz żyć z tą osobą aż do śmierci. Więc czy w tym momencie taka przysięga jest nadal ważna?
Nie, Lo'Rel, zapytałem o osoby
...muszące znosić choćby okrucieństwo współmałżonka.
Sama chęć związania się z kimś innym nie będzie raczej powodem unieważnienia małżeństwa.
Pytasz o ważność przysięgi.
Wadliwe oświadczenie zgody na ślub może mieć miejsce, gdy:
* przyczyny natury psychicznej uniemożliwiają podjęcie obowiązków małżeńskich (np. choroba psychiczna, uzależnienie, inne okoliczności determinujące psychikę);
* występuje niewiedza o tym, że w małżeństwie ma miejsce współżycie;
* istnieje pomyłka co do tożsamości osoby lub jej istotnego przymiotu;
* ślub jest zawierany podstępem (podanie nieprawdy o jakimś przymiocie);
* brakuje świadomości cech związku, jakimi są: jedność, wierność, nierozerwalność;
* symuluje się przysięgę (w ogóle wyklucza się małżeństwo lub jakąś jego istotną cechę);
* stawiany jest niegodziwy, sprzeczny z prawem warunek zawarcia (np. rozwód);
* ślub jest zawierany pod przymusem lub z powodu ciężkiej bojaźni.
Jeśli już na starcie zakładasz, że zwiążesz się z kimś innym, przysięga nie jest ważna. Jeśli podejmujesz taką decyzję w trakcie trwania małżeństwa - a podczas ceremonii przysięgę składałeś szczerze - sama przysięga jest nadal ważna, tylko Ty łamiesz dane słowo (mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem Twoje pytanie).
Jeśli chodzi o spowiedź...
I tak w kółko, więc gdzie ta poprawa? Kolejny raz zalatuje hipokryzją.
Jednym z warunków dobrej spowiedzi jest szczere postanowienie poprawy. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi i prędzej czy później zgrzeszymy. Sam Kościół zdaje sobie z tego sprawę (Czwarte przykazanie kościelne: "Przynajmniej raz w roku spowiadać się i w czasie wielkanocnym Komunię świętą przyjmować." W takiej formie się go nauczyłem; obecnie postać przykazań kościelnych jest nieco zmieniona, ale sens pozostał ten sam).
Nie jest to jednak w żadnym razie przyzwolenie na radosne grzeszenie... No i nigdzie nie jest powiedziane, że między jedną a drugą spowiedzią popełnisz ten sam zestaw...
Hipokryzją natomiast jest postępowanie części wiernych: "A, luz, wyspowiadam się, za tydzień znowu nagrzeszę, ale to już będzie po świętach; grunt, że ciotki widziały, że poszedłem do komunii". Ale to nie jest wina spowiedzi jako takiej, tylko osób do niej przystępujących.
I tak w kółko, więc gdzie ta poprawa? Kolejny raz zalatuje hipokryzją.
Powtarzanie się grzechów w kółko i w kółko jest wynikiem albo braku postanowienia poprawy - wtedy spowiedź jest po prostu świętokradztwem; albo słabej ludzkiej woli - wtedy jest wybaczane, jednak jeśli powstało przywiązanie do grzechu, to do momentu jego ustania nie ma możliwości uzyskania odpustu zupełnego - więc rodzaj "kary" jest.
Nie myl założeń spowiedzi z tym, jak ją ludzie traktują.
Eviva - u nas wspominają. Zresztą o ile dobrze pamiętam, to w ubiegłorocznym cyklu rorat kazania były poświęcone św. Franciszkowi, no i w październiku zazwyczaj też jest kazanie o Nim i o dobroci dla zwierzat.
Zacznę od postu Bene sprzed 3 stron. Celibat to wymysł kościoła z XIII wieku kiedy to panowały różne choróbska typu cholera czy ospa. Wtedy wymyślono celibat aby księża nie narażali rodzin a jedynie siebie samych. Dlaczego? Ponieważ czyniąc posługę kapłańską stykali się z zarazkami, którymi później moglii zarazić siebie i innych. Celibat jest też w pewnym stopniu sprzeczny z naukami biblii. To może cytat wyrwany nieco z kontekstu ale jest tam takie zdanie: "Biskup - mąż jednej żony". Wątek materialny nabrał znaczenia nieco później kiedy to kościoły zaczęły czerpać zyski z posiadać wielkie majątki oraz kiedy wymyślono tacę.Co do sensu spowiedzi to spowiadanie się w konfesjonale jest bezsensowne. W protestantyźmie też istnieje spowiedź ale jest to spowiedź powszechna, każdy w czasie nabożeństwa spowiada się po cichu mysląc o swoich grzechach. W konfesjonale mówi się do człowieka, który może mieć gorsze rzeczy na sumieniu od Ciebie. Dasz dziecku klapa, powiesz kilka niecenzuralnych słów, pożresz się z żona czy mężem. Uważasz to za grzechy i się wyspowiadasz, a ksiądz robił gorsze rzeczy i jeszcze Cię poucza albo jeszcze się oburzy, że dałeś klapa dziecku. To jest dopiero hipokryzja. Ale nie z Twojej strony. O unieważnieniu małżeństwa już kiedyś pisałem. Uzależnienie jest podstrawą do unieważnienia tylko jeśli istniało przed zawarciem związkui, jeśli doszło do niego w trakcie to nie. Niechęć do współzycia też nie, jeśli nie istniało na początku. Moja kumpela chciała unieważnić małżeństwo z tego powodu, ponieważ jej mąż nie chciał i jej sie nie udało. Nawet warunek przymuszania jest trudno udowodnić. Kiedy przymuszano i jakoś nigdy nie było z tego powodu unieważnienia. Czemu? Nikt nie da wiary temu, że ktoś został zmuszony do małżeństwa. Trudno też jest udowodnić, że jakaś choroba psychiczna została zatajona, chociaż z tym juz jest łatwiej. Kościół generalnie nie lubi unieważniania małżeństw nawet jeśli isnieją po temu powody. Dlatego jestem i będę przeciwnikiem ślubów kościelnych a zwłaszcza konkordatowych.Zuza, może Tobie się trafił ksiądz, mówiący o zwierzętach, ale ja nigdy na takiego nie trafiłem a znam ich kilkudziesięciu. To dlatego, że mówią nie na temat kościoły świecą pustakami, przynajmniej w miastach. Inaczej to wyglądało za komuny. Wtedy wszyscy chodzili na złość władzy partyjnej. Jak teraz wolno, to tylko po wsiach kościoły sa pełne i to wyłącznie dlatego, że co sąsiad powie.
Do odpowiedzi dla Lo'Rel'a:
Wybacz, myślałem, że odnosisz się tylko do postu, poprzedzającego bezpośrednio Twój, a zapomniało mi się o poście jeszcze wcześniejszym, z którego pochodzi cytat
Czasem jest to jedyne wyjście dla osób chcących związać się z kimś innym...
Jeśli o to chodzi, to to również nie jest dyskredytowanie przysięgi. Dajmy na to... Żenisz się. Składasz przysięgę małżeńską. Tymczasem Twoja żona od początku nie zamierzała być Ci wierna. Dowiadujesz się o tym po jakimś czasie. Rozpoczyna się separacja, bo nie zamierzasz z nią dłużej żyć, oszukała Cię. Otrzymujesz rozwód, pod względem cywilnym przestajecie być małżeństwem. Ale w rozumieniu Kościoła - nie.
Przez pewien czas radzisz sobie z tym. W końcu jednak spotykasz inną kobietę. Wiesz, że do żony już nie wrócisz, że jest żoną tylko z nazwy. Chciałbyś uporządkować swoje sprawy, wziąć ślub kościelny z nową wybranką, zacząć znowu przyjmować komunię, itd.
To jest możliwe tylko w przypadku orzeczenia nieważności małżeństwa - lub zrezygnowania ze związku z nową partnerką. Nie ma tutaj dyskredytacji samej przysięgi. Twoja "druga połowa" nie zamierzała i nie zamierza jej dotrzymywać... Ty chcesz być tej przysiędze wierny, ale tak naprawdę od początku była ona nieważna.
Sądzę, że dla Boga jest to oczywiste. Niestety, Kościół jest instytucją zbiurokratyzowaną. Bez orzeczenia nieważności małżeństwa nie pozwoli Ci na drugi ślub kościelny, nie zostaniesz ojcem chrzestnym, itd.
To dlatego, że mówią nie na temat kościoły świecą pustakami, przynajmniej w miastach.
Znam to, ba - nawet z tego powodu długi czas nie chodziłam do kościoła. Przez kilka lat miałam marny wybór - 2 parafie = albo kazanie o polityce albo kazanie tak bełkotliwe (w sensie treści), że nikt z rodziny go nie rozumiał.
Teraz mieszkam w Krakowie i mam wybór. Owszem, dojazd do centrum sporo zajmował, ale dojeżdżałam, przy okazji szłam na Rynek itp. Teraz mam na osiedlu kaplicę i księży z kazaniami, których najczęściej nawet przyjemnie się słucha.
W mieście moich rodziców ludzie też wybierają sobie, gdzie chcą chodzić na mszę - zwłaszcza młodzież; potrafią jechać do Franciszkanów na 2 koniec miasta 🙂 Są ludzie, którzy idą się modlić, są i tacy (niestety w przewadze), którzy idą "odhaczyć" obowiązek.
Co do unieważniania małżeństwa z powodu zatajenia choroby psychicznej, to 1. zazwyczaj ciężko określić kiedy zaczyna się choroba, 2. trudno przed ślubem określić jak choroba wpłynie na wypełnianie zadań małżeństwa, ot choćby na zdolność wychowania dzieci - mimo najszczerszych chęci nikt nie zagwarantuje, że pojawienie się na świecie dziecka nie wywoła zaostrzenia choroby, a jeśli wywoła, to że da się je opanować na tyle, by mieć pewność, że choremu można pozwolić zająć się rodziną i będzie to dla wszystkich bezpieczne.
Eviva - u nas wspominają. Zresztą o ile dobrze pamiętam, to w ubiegłorocznym cyklu rorat kazania były poświęcone św. Franciszkowi, no i w październiku zazwyczaj też jest kazanie o Nim i o dobroci dla zwierzat.
U nas nie. Ale to dobrze, ze gdzieś jednak. Dla mnie to sprawa bardzo ważna. Nieprawda, że n ie zauważam dręczonych dzieci, bo z takimi mam często doczynienia, z racji zawodu. Ale zwierze nie potrafi się nawet poskarżyć, a w naszym kraju policja doniesienia o maltretowaniu zwierzaków wyrzuca od razu do kosza. I to dzięki takim ludziom jak ten, co wytyka mi faworyzowanie zwierząt na niekorzyść dzieci. Czy dzieciom się poprawi, gdy zwyrodnialcom ich czyny ujdą bezkarnie, bo znęcają się "tylko nad zwierzętami"?
Mam wrażenie ze zostałem źle zrozumiany. Ja także lubię zwierzęta ( sam ich kilka mam) ale ze "słów" do których się odniosłem wynikało że zwierzęta są ważniejsze. Mam pytanie co byście zrobili z kotem znalezionym w koszu który jest ślepy, ma złamaną nogę i brak ogona. To jest sytuacja prawdziwa.
Nie mam pojęcia - prawdopodobnie zabrałabym go po prostu do weterynarza i postarała się wyleczyć. Na pewno nie udawałabym, że go nie widzę.
A czy ktoś mówi o nie zauważaniu go? Ja też bym go zabrał do weterynarza ale raczej po to aby go "położył spać". Może i moja decyzja jest rażąca ale tak Ja uważam. A często jest tak że gdy ktoś widzi człowieka w takim stanie to omija go, ciekawe dlaczego?
Chodzi tu raczej o dorosłych bo dzieciaka to chyba każdy zabrałby do lekarza.
