Ryan lekko wzruszył ramionami. Trochę spodziewał się takiej odpowiedzi, ale tym razem szopka improwizacyjna by na pewno nie przeszła. Zastanawiał się co zrobić dalej - odrobinę o sytuacji na dole się dowiedział, ale za mało by na tym bazować. Z lekkim westchnieniem uruchomił komunikator.- Tutaj Ryan. Będę potrzebował trackingu pewnego numeru wewnątrzsystemowego. Przed chwilą połączyłem się z nim za pomocą automatu - dam radę sam jakoś podłączyć tricorder i ściągnąć potrzebne dane, czy będę potrzebował na dole mechanika? Wciąż mam też wizytówkę z numerem - całkiem możliwe że jest właśnie aparat przenoszony, ale powinniśmy dać radę go zidentyfikować, skoro jest dostępny przez zwykłe automaty, pewnie znajduje się na tej planecie. A sposób w jaki go dostałem wskazuje że nawet w tym samym mieście...
- Dobra, możemy skończyć przedstawienie. Odsuńmy się trochę a potem proszę otworzyć kanał do okrętów Talarian. Również przekaz kierunkowy... A nuż ktoś jednak się tutaj zawieruszy?
Tutaj podporucznik Verith z pokładu IRS Dragon. Przepraszam za to małe przedstawienie, ale liczyłem że uda zwabić się napastników. Transportowiec rzeczywiście wymaga odwiezienia do jednej z waszych baz. Zaraz podejmę moją załogę którą przesłaliśmy na pokład i wrócimy do patrolu. Macie jakieś informacje dotyczące aktywności pirackiej w okolicy?
- Witam. Poszukuję informacji o kimś. Zapłacę, jednak zależy mi na osobistym spotkaniu. To bardzo dyskretna sprawa i nie chcę ryzykować podsłuchu. Oboje na tym zyskamy. Gdzie i kiedy byłoby to możliwe?
Na mostek wszedłeś powoli. Twarze twoich oficerów natychmiast zwróciły się w twoją stronę, mimo że przed chwilą cię widzieli. Bez zbędnego ociągania zająłeś swoje miejsce - ostatecznie, już wcześniej miałeś okazję się z nim zapoznać. Główny monitor przedstawiał jasne smugi mijane przez krążownik. Widok był po prostu piękny. Przywodził na myśl wszystko, o czym każdy kadet marzy wstępując do akademii. Przyszłość malowała się w naprawdę ciekawych barwach.
Masz cztery dni do opisania. Potem dopiero zacznie się coś dziać. Po Twojej odpowiedzi, usunę tą informację
Uważaj - małe kłamstwo rodzi wielkie niedowierzanie. Nikt Cię wprawdzie nie może sprawdzić, ale tez mało kto uwierzy.
Codziennie w komunikacji miejskiej spędzam ok 4 godzin. Do tego, mam godzinę zupełnie wolną, w ramach której odpoczywam czytając. Daje mi to jakieś 500-600 przeczytanych stron A4. Przyjmijmy, że to średnia - bo oczywiście literatura rozrywkowa ma mniejszy format, za to podręczniki akademickie i specjalistyczne źródła się wolniej czyta. Jeżeli Zarathos mówi że czyta 200-300 książek, ja w tym nie widzę nic dziwnego. Chociaż rzeczywiście, liczba może dziwić osoby które wolny czas spędzają przed telewizorami / słuchają że statystyczny Polak czyta niecałą książkę rocznie (liczba z księżyca. Nie chce mi się szukać danych odpowiednich, w każdym razie średnia jest bardzo niska w populacji). Zawsze mnie strasznie zastanawiało, czemu ludzie nie wierzą innym tylko dlatego że ich nie lubią - zamiast rzetelnie sprawdzić czy coś co ten inny mówi jest możliwe i wytknąć mu kłamstwo dopiero jeśli okaże się że nie.
Napisałam, że Al-Kaida buduje taką bombę? Gdzie? Natomiast juz mają ją rządy, sprzyjajace Al-Kaidzie.i to jest niebezpieczne.
Nie, ale napisałaś że robią to terroryści z tamtego regionu - nie rządy sprzyjające takim ugrupowaniom. Zarathos wybrał jako przykład jedną z większych grup, by pokazać jak śmieszna jest sama idea czegoś takiego.
Co by USA nie zrobiło, powód do drwin. Rozmawia - przestraszyło się, atakuje - jak śmie? Jeśli nie widzisz, co sie dzieje w Korei i jakim ten kraj jest zagrożeniem nawet bez bomby atomowej, to jesteś kompletnie ślepy i historii uczył Cię ASRR.
A gdzie tam była drwina? Przecież dokładnie to USA zrobiły - przestały grozić i nakładać sankcje, a zaczęły rozmawiać. Korea jest zagrożeniem od dawna - ale nie dlatego że mogą rzeczywiście wywołać wojnę, tylko dlatego że w pewnym stopniu destabilizują region. Rządy jednak całkiem nieźle zazwyczaj kombinują - dlatego nie będą ryzykowały konfliktu. Korea miałaby szansę z poparciem Chin kontynentalnych. Lojalnym poparciem o sojuszem wojskowym. A każdy kto zna bilans handlowy w handlu Chiny / USA padnie ze śmiechu słysząc o takiej możliwości.
Szczęśliwie Izrael ma sie czym bronić, ale nie cieszy mnie fakt, że prawdopodobieństwo wojny atomowej na Bliskim Wschodzie wzrośnie kilkakrotnie.
Do tej pory Izrael bronił się w podobnym stopniu co atakował... Równie trafne byłoby stwierdzenie, że to Iran wreszcie miałby środki obronne. Taka sama była idea zimnej wojny - broń jądrowa jest groźna tylko wtedy, gdy jedna strona ją posiada. W przeciwnym razie, strach przed odwetem jest na tyle duży, że jej użycie nie jest dobrym wyborem.
Problem z Tobą jest taki - jesteś modelowym przykładem wiernego czytelnika "Faktów i mitów", niezaleznie od tego, czy je czytasz. Wierzysz we wszystko, co powiedziano lub napisano przeciw chrześcijaństwu i chrześcijanom, niezależnie od tego, czy jest choćby prawdopodobne, czy też śmierdzi na kilometr wrednym łgarstwem.
Problem z Tobą jest taki, że nawet gdy zasugeruje Ci się źródła - raporty FBI na temat terroryzmu, publikowane na ich oficjalnej stronie od czasu do czasu - to od razu zakładasz że to nie prawda, bo to przecież niemożliwe żeby dobrzy Kościółkowcy kogoś zabili. Na zajęciach o współczesnym terroryźmie - przestępczość zorganizowana, terroryzm i psychologia śledcza to moja specjalizacja naukowa - poruszaliśmy przede wszystkim zagadnienia związane z fundamentalistami Chrześcijańskimi. Ponieważ statystycznie stoją za znacznie większą liczbą zabójstw - rzadko są one po prostu tak spektakularne. I dlatego, nie mówi się o nich w telewizji, inaczej jak w kontekście krótkich migawek. A powiedzenie że "Chrześcijańscy terroryści zabili..." jest w Polsce na tyle niepoprawne politycznie (jakoś nikt się nie waha mówić o Islamskich Fundamentalistach) że zazwyczaj padają tylko skróty nazw organizacji terrorystycznych - których szary zjadacz chleba nie rozumie i nie chce rozumieć. I kiedy łgarstwo jest wredne? Kiedy godzi w Jedyny-Słuszny-Pogląd? Czy może prawdę, godzącą w ten sam pogląd, też wrzucasz do tego worka?
Patric uśmiechnął się z wdzięcznością odbierając małą płytkę z tworzywa sztucznego. Sięgnął do kieszeni i położył na ladzie kilka pasków latinuum. Nie miał czasu na zdobywanie lokalnej waluty, a użycie tej stosowanej w sektorze mogło być tylko korzystniejsze - zyskiwał opinię człowieka polegającego raczej na twardych środkach płatniczych, a barman mógł je albo wymienić w banku... Albo użyć do jakichś lewych czarnorynkowych interesów. Podwójne zwycięstwo. Po chwili namysłu, dołożył, krzywiąc się w duchu, jeszcze jeden pasek. Pocieszał się tym, że Flota na pewno zwróci mu koszty operacyjne. Rozpływając się w podziękowaniach, pożegnał się i wyszedł z baru. Po odejściu z zasięgu wzroku gości wewnątrz i niezbyt entuzjastycznym powitaniu swoich goryli zaczął szukać jakiegoś automatu telefonicznego - nie wyszłoby zbyt zręcznie, gdyby połączenie zostało zaaranżowane przez wiszący na geostacjonarnej okręt - z miejsca wzbudziłby podejrzenia. Gdyby tylko znalazł aparat, od razu zadzwoniłby pod wskazany numer, podając odpowiednie hasło.
Oficerowie spojrzeli najpierw na siebie, a potem z powrotem wszyscy skierowali swoją uwagę na ciebie. Najwyraźniej, nikt nie miał żadnych uwag. Na dobrą sprawę, nic dziwnego - jeszcze cię w większości nie znali, a każdy punkt swojego przemówienia przekonywująco umotywowałeś. Teraz pewnie czekali na rozkazy na najbliższe dni.
- Rozumiem... A z kim tutaj dałoby się coś takiego załatwić? Drugi raz w życiu jestem w stolicy i muszę przyznać że jestem trochę zdezorientowany - Ryan uśmiechnął się przepraszająco, jednocześnie rozważając reakcję barmana. Mógł pomyśleć że tajemniczy intruz jest jakimś prowokatorem, wtedy po wyjściu istniała możliwość zaczepki przez policję. Tutaj akurat by się wybronił. Mógł mieć jakieś kontakty z ludźmi od co ciemniejszej roboty, wtedy mógł spodziewać się kontaktu z kimś od nich - czy to zwykłej pogawędki, czy mniej zwykłego porwania. Wreszcie, mogło do niego dotrzeć że ktoś na tyle bogaty by było go stać na dojazd tutaj, jest zupełnie sam i nikt o nim nie wie. Tutaj musiałby zdać się na swoich ochroniarzy, czających się niczym wyjątkowo niezgrabne bryły granitu gdzieś w okolicy. Niezbyt pocieszająca perspektywa.
Lot mijał spokojnie. Okręt co prawda wpadał w lekkie drgania co jakiś czas, ale twój główny mechanik wyjaśnił spokojnym głosem że to nówka i jeszcze parę części musi się dotrzeć. Bez problemów osiągnęliście warp 8 zanim nie przestaliście przyśpieszać, nie chcąc zwracać na siebie zbytniej uwagi - oficjalnie wieźliście w końcu dyplomatów do jednego z tysięcy nieistotnych sporów - mknąc z maksymalną prędkością zaalarmowalibyście każdą stację nasłuchową na swojej drodze. Powoli zaczęły też napływać raporty o które prosiłeś. Tak jak się spodziewałeś, taktyczna nic nie znalazła. Zasugerowała jedynie, że zmiany w systemach ktoś mógł wprowadzić wcześniej, zanim gotowe podzespoły w ogóle zamontowano na okręcie. To zwiększało wykładniczo liczbę potencjalnych sabotażystów. Okręt funkcjonował dobrze, nie było żadnych dalszych problemów. Wyglądało prawie tak, jakby ktoś chciał was tylko odrobinę spowolnić. Z obecną prędkością, miałeś prawie sześć dni przed sobą. Nawet dodając jeden dzień na dotarcie na miejsce, już po charakteryzacji, miałeś całą dobę rezerwy w stosunku do zakładanego planu.
- Mieszkali prawie w samym centrum, zaraz przy sądzie. Ale pod ich adresem teraz mieszkają jacyś obcy ludzi i twierdzą że Jackie z rodziną wyprowadzili się miesiąc temu. I nie zostawili żadnego kontaktu - Ryan postarał się włożyć w swoją wypowiedź jak najwięcej złości - Może pan ma jakiś pomysł jak mógłbym ich znaleźć? Moje miasteczko jest małe, każdy każdego zna, ale tutaj chyba są jakieś rejestry przeprowadzek? - Komandor miał nadzieję że jednak nie ma. A barman zdawał się autentycznie oddany, więc liczył że może uda się od niego dowiedzieć o istnieniu jakiegoś podziemia - zawsze szara strefa prężnie się rozwijała w burzowych czasach. A kto mógłby wiedzieć więcej o obecnej sytuacji?
- Z Sevalli - Ryan uśmiechnął się zmyślając nazwę - To mieścinka kilka mil na zachód od Bevry - tym razem nie musiał improwizować. Jeszcze w drodze czytał szczegółowe raporty dotyczące systemy, między innymi ekonomiczne. Bez trudu przypomniał sobie nazwę sporego miasta przemysłowego niemal dokładnie po drugiej stronie globu - Wie pan, mam tutaj rodzinę. U nas na prowincji jest znacznie spokojnie, ale o nich trochę zacząłem się martwić... Transport tutaj kosztował fortunę! Zawsze tak pusto na ulicach?
- Proszę wysłać na transportowiec transmisję kierunkową, tak by nikt inny jej nie przechwycił a my nie zostali zidentyfikowani. Bardzo wąska wiązka, niska moc. Mają odpowiedzieć, podając nazwę transportowca - jeśli nie dokopali się do niej jeszcze w komputerze to niech coś zmyślą - i powiedzieć że zostali zaatakowani przez piratów. Atak przeżyli zadekowani w tajemnych skrytkach kapitana - paranoika a teraz potrzebują pomocy przy naprawach. To będzie ostatni test dla talarian - jeśli rzeczywiście udzielą pomocy, zamiast załadować broń po wyjściu z warp, nawiążemy z nimi kontakt. Niech też ktoś sprawdzi, jak się mają stopnie Galae, do ich marynarki, skoro obie siły nie zostały jeszcze połączone. Mamy nad nimi zwierzchność, czy działamy partnersko na tym terytorium?
- Sir, właśnie zacząłem restartować rdzeń. Razem z pełną diagnostyką, najmniej osiem godzin. Wolałbym dwanaście. Oczywiście, możemy przerwać procedurę, ale wtedy nie ręczę za brak kolejnych niespodzianek.Taktyczna pokiwała głową, zgadzając się z twoim punktem widzenia. Jeszcze zanim się rozłączyła, słyszałeś że zaczęła wydawać stosowne rozkazy swoim podwładnym.Odpowiedź od admirała dostałeś bardzo szybko. Po wprowadzeniu kilku różnych kodów dostępu - twój szef też pracował w branży zbyt długo - na monitorze wyświetliła się tylko jedna linijka tekstu: "Ruszajcie. Nie wiemy kiedy uderzy"
- Sekcji mieszkalnej? - Alan natychmiast zaczął się zastanawiać, czy ucieczka stamtąd jest możliwa. Szybko jednak stwierdził, że w sumie to nie ma sensu. Na powierzchni by zaraz zginęli. Musieli czekać i nie ruszać się stąd. Bał się tylko, ile zajmie to oczekiwanie.
