Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Mesa › Zwierzatko
Tak czy owak - minimum od wczoraj - pisklaczki za oknem są już dwa. Duże, dorodne.
Miej nadzieję, że tylko dwa. Bo trzecie prawdopodobnie wypchnęła by z gniazda.
Ta, która gniazdowała u nas, trzecie jajko po prostu wypchnęła z rozmysłem "za burtę".
Jakby powiedział Spock, czysta logika. 🙂
Miej nadzieję, że tylko dwa.
Mam pewność, że dwa, bo oglądam wszystko z bliska (gniazdo jest może metr od okna) i dokładnie widziałem ile jaj było zniesionych i wysiadywanych.
Ta, która gniazdowała u nas, trzecie jajko po prostu wypchnęła z rozmysłem "za burtę".
Jakby powiedział Spock, czysta logika. 🙂
Owszem, gołębie znane są z tego, że zwykle znoszą dwa jaja i - zasadniczo - są w stanie wykarmić dwa pisklaki.
(A przy tym widać, że to nie człowiek jako pierwszy, czy jedyny, wymyślił aborcję.)
(A przy tym widać, że to nie człowiek jako pierwszy, czy jedyny, wymyślił aborcję.)
Przyroda już dawno odkryła, że nie jest najważniejsze ile istot jest w stanie egzystować w jakimś ekosystemie.
Najważniejsza jest jakość życia owych istot, a zatem i kondycja genów, które przekażą następnemu pokoleniu.
Człowieczeństwo sprzeciwia się tej zasadzie, więc rozwijamy się jako ludzkość właściwie w odrębnym nurcie ewolucji [chyba...].
Tymczasem z pisklaczków zrobiły się - fachowo mówiąc - podloty (opierzone, regularnie ćwiczące skrzydła) z których starszy daje się się odróżnić od przynoszącego im wciąż pokarm starego (u gołębi to ojciec opiekuje się podrośniętym potomstwem) głównie po rozmiarze, a i to z trudem. Ze dwa tygodnie i opuszczą gniazdo. Taka kolej rzeczy. Choć trochę będzie smutno, przywiązałem się.
Moje sąsiedztwo z podlotami dobiegło końca szybciej niż zakładałem, a stało się to tak... Już w zeszły wtorek gołąbki zaczęły interesować się światem poza gniazdem, wychodzić na pobliskie gałęzie. We środę zrobiło się dramatycznie - ojciec-karmiciel mimo woli zepchnął starszego (ale mniejszego) z nich z jednej z nadmienionych gałęzi. Potomek, rozpaczliwie trzepocząc skrzydłami, osiadł gałęź niżej, i do czwartkowego poranka siedział tam kurczowo wczepiony. Dopiero przed południem przemieścił się na sąsiednią, równie nisko położoną, gałązkę, a po 13 wrócił do gniazda. Młodszy, ale większy, jeszcze ze szczątkami żółtego puchu tu i ówdzie, pozazdrościł mu, i widząc jego nieobecność postanowił zakosztować podobnej przygody - we środę po południu przefrunął na sąsiednie drzewo. Do gniazda powrócił we czwartek nad ranem. Czwartkowe popołudnie gołąbki spędziły spokojnie, w gnieździe, odpoczywając po "wojażach", ale gdy miało się ku wieczorowi zaczęły się znów kręcić po gałęziach. Widząc, że szykują się pomału do opuszczenia gniazda, tydzień-dwa przed standardowym terminem, ale też były dorodne i dobrze wykarmione, postanowiłem - z odległości, pamiętając, że są pod ochroną - zrobić im pożegnalne zdjęcia. Niestety, starszego spłoszyła sama próba uchylenia okna (dotąd na takie rzeczy nie reagowały, a powstało już parę ich fotografii, niestety, nie dość udanych, by dzielić się nimi na Forum), przefrunął - tym razem b.sprawnie - na wspominane sąsiednie drzewo, a młodszy - ten spokojnie, pewnie, najwyraźniej traktując rzecz jako zabawę - ruszył w jego ślady. Do niedzieli do gniazda już nie wróciły, kręcąc się po okolicy wraz z rodzicem. A w niedzielę okoliczności przegnały 😉 mnie w inny koniec Polski. Zanim wrócę, w ogrodzie ich już nie będzie.
Dziś układają słowniki...
https://www.amazon.com/What-Cats-Want-Illustrated-Understanding-ebook/dp/B08DJ7H19T
https://www.national-geographic.pl/artykul/yuki-hattori-zaklinacz-kotow-uczy-jak-zrozumiec-koci-jezyk-i-uczucia
Ciekawe kiedy dojdziemy do etapu tłumaczenia poezji (jak u Le Guin*)? 😉
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=6&topic=3126&page=19#msg324258
Tej nocy padł 17 i pół letni nestor moich kotów, Burcio, zwany też Burkiem. Prawdę mówiąc żył czasem pożyczonym już od lat, bo jako żwawy kilkulatek doznał ostrej niewydolności nerek (z trwającym tydzień bezmoczem), ale lekami został postawiony na nogi i na benazeprylu przeżył dobrze ponad dekadę, całkiem normalnie - do ostatnich dni - funkcjonując, np. uganiając się za (sterylizowanymi) kocicami (był to typowy ladies' man 😉 - lubił je, nie bez wzajemności).
Ano smutno. Wiele razem przeszliśmy. Pamiętam jak w młodzieńczym wieku bił się z innym kotem (i wyglądało, że może się to dla niego b. niewesoło skończyć - przeciwnik wyraźnie próbował go wykończyć), a ja rzuciłem się je rozdzielać, nie mając jeszcze doświadczenia jak należy to robić, więc gołymi rękami. Rozdzieliłem, ale miałem poprzecinane żyły, nerwy (co zaowocowało czasową utratą czucia w wierzchu prawej dłoni). Trzymałem Burcia na kolanach, cały się trząsł, a ja siedziałem uśmiechnięty (że go ocaliłem) z krwią sikającą z nadgarstków.
Mówcie co chcecie, nie potrafię w tym nie zobaczyć aktu gorzkiej sprawiedliwości...
https://www.o2.pl/biznes/horror-w-zakladach-miesnych-smiertelny-atak-byka-6716422293379968a
Przykro mi, Q__, że musiałeś pożegnać swojego kociego przyjaciela. 🙁
Ktoś, kto nie miał zwierzęcia i nie przywiązał się do niego, nie zrozumie jaką taka istotka pozostawia po sobie pustkę.
Mam nadzieję, że za jakiś czas przygarniesz nowego futrzastego przyjaciela, w schronisku czeka ich wiele. 🙂
Czy te oczy mogą kłamać? 😉
Mam nadzieję, że za jakiś czas przygarniesz nowego futrzastego przyjaciela
Mam ich jeszcze sporo 😉 .
Czy te oczy mogą kłamać?
Chyba nie, zwł. że kociak przypomina mojego - też już nieżyjącego - Maciupka, syna Burcia zresztą.
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=2134&page=11#msg317891
https://forum.lem.pl/index.php?topic=650.msg80572#msg80572
Ja mam dwa koty, które bardzo kocham.
To jest Oretka:

A to Nuri:

Mam jeszcze 11 karaczanów wielkoskrzydłych, są moimi oczkami w głowie 🙂

