Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wyświetlanie 15 wpisów - od 91 do 105 (z 355 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Wolf
    Uczestnik
    #22293

    Olympus na wpół zniszczony dryfował w czarnej pustce kosmosu otoczony zewsząd przez kardasjańskie okręty. Techinicy pracowali bez wytchnienia próbując chociażby prowizorycznie połatać okręt, jednakże bez stoczni i pomocy z zewnatrz na wiele się ich tam praca nie zda, choć co jest dużą zaletą zdażyli wymysleć i przygotować nowy napęd impulsowy, niezbyt efektowy ale zawsze jest to coś, a polega ona prostym wykorzystaniu promów zadokowanych w hangarach i wykorzystaniu ich jako dysz manewrowych. 4 promy były otoczone zewsząd grubymi kablami umozliwiającymi czerpanie deuteru z głównego zbiornika, przy maksymalnej wydajności może się im uda uzyskać ułamek procenta predkości światła. Jest jeszcze jedna rzecz na tyle szalona że tylko człowiek majacy nóż na gardle był w stanie to wymyslić a mianowicie skorzystanie z reaktorów promów do uzyskania niskiego warp, coś pomiędzy 1 - 2, w zupełności wystarczy aby dać drapaka z tego układu.Mostek- Kardasianie ustawiają się na pozycjach wokół nas, jesli flota szybko czegos nie wymyśli będzie po nas - pierwsza odezwała się Mary, mówiła bez emocji, ona jak i większość zdążyła się już do tego przyzwyczaić, ta wojna pochłonie wiele ofiar a oni będą ich częścią a właściwie mają szansę nimi być- Kadłub na 80%, o zasilaniu z reaktora nie mamy co mażyć - Charlie zachowywał sie podobnieZ interkomu odezwała sie Diana- Mamy wielu rannych, uda mi się uratować tylko 10%, po powrocie bedzimy musieli szukać nowej załogi - ona przeżywała to inaczej, ukazywała emocje ale nie tak jak by się można było tego spodziewać, okazywała gniew i wściekłość ale dla pacjentów była łagodnaNastepny odezwał się Hank- Prace postepują ale powoli, muszę odciąć zasilanie ze wszystkich pomieszczeń poza tymi najbardziej potrzebnymi, wyłączyłem również główny reaktor, matryca dilitowa uległa destabilizacji a naprawa trochę potrwa, reaktory pomocnicze działają na 110% i długo nie pociągną maksymalnie kilka godzin, pózniej wyłaczam kolejne systemyWilliam nie był zadowolony takim obrotem spraw, o mały włos a Olympus poszedłby w rozsypkę z kapitanem i załogą na pokładzie- Gdzie nasza flota- Wycofali się z systemu - odparła Hanna - zresztą nasze czyjniki pracują na minimalnej mocy i dalej jak na odległość kilkudziesięciu mln kilometrów nie jestem pewna niczego, więcej mam zakłóceń niż poprawnych odczytów - co z naszym uzbrojeniem - zapytał Will porucznik Hilleboe jak tylko Szydlowska skończyła- Uszkodzone, działa po jednej wyrzutni do przodu i do tyłu plus parę działek fazerowych, ogólnie to 50% uzbrojenia jest aktywne, choć recze tylko za wyrzutnie, brak zasilania dla podstawowych układów okrętu nie da nam nawet parę juli energi do zasilenia fazerów, inaczej mówiąc nie mamy nawet pazurów, siedzimy tu jak mału kociak który zaraz dostanie burę od swojej mamy, tylko nasza zakończy się .... - nie odkonczyła, słowo śmierć było zbyt przygnębiające zresztą wszyscy i tak wiedzieli co miała na myśli.

    Corvus
    Uczestnik
    #22301

    - Czy wszystkie okręty weszły w warp?- Nie, skipper...- głos pierwszej był mimo wszystko spokojny. Nawet po tym jak okazało się że Princton awansuje na liście celów kardasian- Cholera! – Nathan zaczął szybciej przebierać palcami po konsolecie - Co jest?- Kardachy radzą sobie z zakłóceniami szybciej niż sądziliśmy....- Dasz rade coś z tym zrobić?- Nie wiem... wątpię też żeby dali się nabrać, jeśli byśmy próbowali to zrobić jeszcze raz.- Jakieś pomysły? – kapitan rozejrzał się po twarzach załogi - Jeden jeśli chcemy uratować – zaczęła nie śmiało Tora – Możemy wyjść z systemu, następnie ja jego granicy zawrócić. Wyznaczyć precyzyjny kurs na Olympusa, wskoczyć w warp i wyjść z niego jak najbliżej Mirandy. Złapać ja wiązką i wiać.- Odważne – stwierdził Tom- Szalone – dorzucił Nathan- Powariowaliście – podsumowała Teri- To jak, skipper? Zaczynamy? Bo ja dam radę – uśmiechnięta gęba Scotta mówiła wszystko.- Wiecie że to może się zakończyć zniszczeniem Princtona i naszą śmiercią. – głos kapitana był spokojny.- My od dwóch lat wyprzedzamy śmierć o krok Nie daliśmy się tyle czasu nie damy się i teraz. - Słuszna uwaga, pierwsza. Nie odpowiadać na żadne wezwanie.- Dlaczego?- wyrwało się taktycznemu- Bo jeśli przyjdzie nam zginąć to wole nie ciągnąć nikogo ze sobą, a tak by się stało gdybyśmy powiedzieli co mamy zamiar zrobić.- Aha...- Dobra zaczynamy – kapitan Corvus spojrzał na sternika – Zaraz zobaczymy Scott czy twoje przechwałki znajdą potwierdzenie w rzeczywistości- Znajdą...

    fluor
    Klucznik
    #22315

    USS PRECIOUS

    mostek

    - Mają nas na wiązce trakcyjnej. - powiedział operacyjny.

    - Wchodzimy w warp. Kurs SB 74.

    Po kilku sekundach dr Brunner wraz z rannymi z mostka zostali przesłani do ambulatorium.

    - Odcinamy uszkodzone pokłady żeby zyskać więcej mocy z podtrzymywania życia i jest już nieźle. Maszynownia pracuje nad EPS i rdzeniem. O ile awaria nie jest poważna, to za jakąś godzinę powinniśmy mieć warp. - informował podporucznik Clausehkai.

    Na mostek weszła wolkańska podporucznik T'Ral, oficer do zleceń kapitana.

    - Przyniosłam raport medyczny zgodnie z rozkazem.

    - Dziękuję. - kapitan wziął padda i zaczął przeglądać zawartość.

    Śmiertelnie ranni:

    *komandor Khadboom UARTHZH, Andorianin, dowódca drużyny bojowej A

    *mat I klasy Iba NALUSCOV, Centauryjka, operacyjny

    *kadet Ceilantisa VIIL, Selayka, ochrona

    Ciężko ranni:

    *podporucznik Yhi LOKRRIN, Ktarianka, drużyna bojowa A

    *chorąży Inge JOPSKERSSEN, Terranka, pilot promu

    *mat I klasy Lanora MIKHAEI, Selayka, zastępca szefa zmiany/nadzór systemu

    *mat II klasy Paul DOMINSKI, Człowiek, zastępca szefa personelu pomocniczego *maszynowni

    *Reg TYLURAN, Bajoranka, cywilna asysta naukowa

    Poważnie ranni: 14

    Lekko ranni: 29

    - Wygląda na to, że jesteśmy już bezpieczni. - stwierdziła doradca Peterson.

    - Było naprawdę blisko. - westchnął podporucznik Mektrua, który ponownie zajął swoje stanowisko zwolnione przez Pierwszego.

    - Panie Mektrua, to się znajdzie w raporcie. - stwierdził komandor Sshark.

    - Tak jest. Na przyszłość będę panował nad nerwami.

    - Dzisiaj niech już pan odpocznie. Podporucznik Links obejmie stanowisko do końca wachty.

    - Komandorze, czy pan się nie bał kiedy Kardasjanie wzięli nas za tarczę strzelniczą? - spytał Fluorek.

    - Nie pierwszy to i nie ostatni raz. - zaśmiał się Sshark.

    - Straciliśmy komandora Uarthzh z drużyny Alfa... To był świetny taktyk.

    - O mało nie straciliśmy wszystkich oficerów, więc chyba nie jest najgorzej.-odpowiedział Sshark budząc widoczne zgorszenie szefowej ochrony.

    - Był żołnierzem i powinien zginąć w prawdziwej walce, a nie...-powiedziała komandor Williams.

    - Walczyliśmy przecież...

    Kronos
    Uczestnik
    #22352

    Rozdział IX

    Zdobyczna stacja kosmiczna opanowana przez wojska Unii Cardassiańskiej.……

    Gul Toran przeglądał kolejny raport gdy nagły krzyk oficera łączności zwrócił jego uwagę…..

    - Dowódco ! Pilny przekaz z C.S.U Tong…… kolejne wrogie okręty opuszczają atmosferę gazowego giganta ! - zameldował młody Cardassianin

    - Jakie klasy ?! Ile ich jest ?! - krzyknął Gul podchodząc szybko do konsoli łączności.

    Jednak zamiast odpowiedzi Toran usłyszał głośną muzykę dobiegającą z kanału łączności z flotą. W pierwszej chwili dowódca stanął jak wryty, nie wiedział co miał myśleć. Długoletnia służba w Cardassiańskich siłach zbrojnych przygotowała go na wiele, czasami wydawało mu się iż nic już go nie jest w stanie zaskoczyć. A jednak……. Rytmiczne dźwięki nieznanego mu utworu grane w takim momencie zbiły go całkowicie z tropu. Zresztą nie tylko jego, przez pierwsze kilka chwil właściwie cały mostek zamarł.

    - Co to do diabła jest ?! - wydobył z siebie po chwili Toran

    - Ta muzyka zakłóca nasze częstotliwości……… musieli w jakiś sposób podłączyć się do naszego systemu komunikacji - odparł oficer łączności

    - Natychmiast odzyskać łączność……….. i wyłączcie te głośniki !

    - Tak jest !

    Rytmiczna muzyka gwałtownie zamilkła………

    - Dziwny sposób prowadzenia walki -stwierdził Glinn Tain podchodząc do dowódcy

    - Po dzisiejszym dniu już chyba nic mnie nie zdziwi…… ci ludzie - odparł Toran z rezygnacja…….

    - Dowódco ! Odzyskałem łączność ! - krzyknął oficer

    Toran i Tain podeszli do konsoli na której wyświetlał się aktualnie przesyłany raport z C.S.U Tong dotyczący przebiegu bitwy……….

    Z treści przekazu wynikało iż niedawne zakłócenie dotknęło nie tylko stację ale i cały system komunikacyjny floty dezorganizując jej działanie. Wykorzystując powstałe zamieszanie wrogie okręty zaczęły wycofywać się z systemu………….

    - Wycofują się…… wreszcie. – odetchnął z ulgą Toran odsuwając się od konsoli.

    Glinn Tain spojrzał na dowódcę……..

    - Nie będziemy ich ścigać ? - spytał

    Gul zastanawiał się przez chwilę spoglądając na taktyczną mapę bitwy poczym odpowiedział spokojnie………..

    - Nie, niech lecą……. Połączcie mnie z dowódcami grup

    - Tak jest………. Gotowe, połączenie jest stabilne

    >> Gul Toran do floty. Rozkazuję przerwać działania ofensywne, powtarzam nie podejmować pościgu za wrogimi okrętami. Uszkodzone jednostki mają wycofać się w pobliże stacji. Wokół unieruchomionego okrętu ma pozostać grupa pod dowództwem C.S.U Tong. Pozostałe jednostki mają podjąć patrol. Toran koniec….. << - Jest potwierdzenie dowódco, flota wykonuje rozkaz - zameldował oficer - Dobrze połącz mnie teraz z C.S.U Tong - rozkazał - Gotowe ! >> Gul Toran do C.S.U Tong. Rozstawić okręty wokół unieruchomionej jednostki i przygotować się do przejęcia jednostki. Legat Kell chce mieć jak najwięcej jeńców więc zadbajcie o to odpowiednio. Informujcie mnie na bieżąco. Toran koniec……… << Młody Cardassianin skinął głowa na potwierdzenie wysłania rozkazu. Gul odetchnął głęboko, wreszcie mógł uspokoić nerwy. Wydawało się iż najgorsze było już zanim, kolejna bitwa przechodzi do historii - pomyślał siadając na fotelu dowódcy stacji chcąc uspokoić myśli….. Niestety Toran nie mógł się długo cieszyć chwilą spokoju…..Nagły dźwięk alarmu taktycznego zawył jak oszalały wewnątrz stacji podrywając dowódcę na równe nogi…. - Co się dzieje ! - krzyknął spoglądając w stronę stanowiska taktycznego - Alarm zbliżeniowy ! W kierunku stacji lecą torpedy ! Czujniki wykryły dwie …. nie cztery zbliżające się głowice ! - zameldował taktyczny - Do diabła skąd te pociski ! - zaklął Toran poczym krzyknął -Cała dostępna moc na osłony ! Łączyć z flotą ! Jednostki znajdujące się najbliżej stacji mają spróbować przechwycić pociski ! Za rozkazem dowódcy posypała się seria potwierdzeń i raportów. Stacja szykowała się na przyjęcie uderzenia. Cała dostępna energia została przekierowana w generatory osłon natomiast okręty krążące w pobliżu stacji ruszyły w kierunku zbliżających się błyskawicznie torped. Miały one stanowić pierwszą linię obrony przyjmując jeśli zdołają na swoje osłony nadlatujące głowice………… Tymczasem .........

    Wokół dryfującej Mirandy zebrała się grupa 7 okrętów, 4 klasy Galor, 2 klasy Tonga i jednego patrolowca klasy Hideki. Majestatyczne krążowniki zajęły strategiczne pozycje po bokach federacyjnej jednostki natomiast dwa okręty klasy Tonga po opuszczeniu osłon zaczęły przesyłać na pokład Mirandy oddziały żołnierzy poprzedzone zmaterializowanymi chwilę wcześniej ładunkami gazowymi………

    Pozostałe okręty obrały kurs w kierunku stacji. Dwa najbardziej uszkodzone Galory skierowały się prosto do doków stacji natomiast pozostałe jednostki podjęły patrol systemu Arthus……

    Nagłe pojawienie się w systemie 4 torped lecących w kierunku stacji wywołało zamieszanie w szeregach floty. Po otrzymaniu rozkazu od Gula Torana grupa okrętów lecących w kierunku stacji zmieniła kurs chcąc przechwycić pociski jednak szanse powodzenia takiej akcji wydawały się znikome z powodu dużego skupienia jednostek w jednym miejscu.

    Skoncentrowana na przechwyceniu torped flota nie była świadoma iż zbliżające się pociski nie stanowiły jedynego zagrożenia. Nagle tuż przy grupie cardassiańskich okrętów otaczających Mirandę wyskoczył z warp federacyjny okręt klasy Niagara który zanim zdążył dobrze wyhamować wystrzelił w kierunku uszkodzonej jednostki promień trakcyjny który gwałtownie szarpnął kadłubem Mirandy……………

    Uszkodzony federacyjny okręt drgnął z miejsca pociągnięty przez swojego większego brata którego sygnatura zaczęła być namierzana przez wszystkie okoliczne cardassiańskie okręty………………

    ******************

    Od MG : Posty zaczniecie pisać jak zawsze po wprowadzeniu Seldona

    Seldon
    Uczestnik
    #22362

    Arthus, granica federacyjno-kardazjańska. Zaczęło wyglądać na to, iż odwrót federacyjnych jednostek z systemu Arthus, których zadaniem była przecież misja ratunkowa, wreszcie rozpocznie się, pomimo faktu, iż na polu walki pozostał opuszczony przez wszystkich poza Kardazjanami USS Olympus, na którym zaczęli pojawiać się komandosi Unii. Jednakże ktokolwiek tak sądził - przeliczył się, bowiem kapitan Zarathos wcale nie chciał dać za wygraną. Flota podzieliła się na kilka części: USS De Lamarck wraz z USS Precious na holu skierował się ku Bazie Gwiezdnej 74, ponieważ na terenie systemu Arthus nie było już dla nich miejsca - a głównie dla ciężko uszkodzonej Mirandy, do której unicestwienia wystarczał jeden wystrzał. Ambassador, Excelsior i Cheyenne dowodzone przez odpowiednio kapitanów Zarathosa, Zeala i Suraka wyszły z warp, po czym zakręciły o 180 stopni, po czym weszły ponownie w warp, aby odpalić w kierunku stacji, znajdującej się na orbicie Arthus I, torpedy fotonowe. Tuż po tym manewrze wszystkie trzy jednostki wyszły do normalnej przestrzeni na skraju układu planetarnego. Wystrzelone cztery torpedy pomknęły w warp ku federacyjnej placówce, aby na moment przed kontaktem wyjść z warp i uderzyć w osłony stacji - jednakże dane to było tylko dwóm z nich. Pozostałe dwie zostały przechwycone przez jednego ze znajdujących się w pobliżu Hideki oraz jeden okręt klasy Galor. Jednak dwie były wystarczające, by poczynić spustoszenia: mająca stosunkowo słabe osłony w porównianiu do baz gwiezdnych stacja otrzymała takie trafienia, że moc jej osłon została zredukowana do 4%. Co więcej, na pokładzie również pojawiły się znaczące zniszczenia, których naprawy będą musiał pochłonąć niezwykle długi czas, zanim uda się je usunąć. Jednakże cel kapitana Zarathosa, jakim było zniszczenie stacji, nie został wykonany. W tym samym czasie dowódca USS Princeton na własną rękę wykonywał nieuzgodniony z dowódcą manewr, polegający na doskoku do znieruchomiałej Mirandy w warp, po czym wzięcia jej na hol i szybkiej ucieczki. Kapitan Corvus nie przejmował się ryzykiem takiej operacji, która skończyć mogła się z tragicznym skutkiem dla jednostki, ale po prostu postanowił ją wykonać. Okręt klasy Niagara włączył zagłuszanie, mające wprowadzić zamieszanie w szeregach wroga, po czym wykonał doskok. Jednostka Floty weszła w warp, po czym w moment później się z niego wydostała - towarzyszyły temu silne wstrząsy, jak i złowrogie komunikaty w maszynowni, mówiące o przeciążeniu cewek warp. USS Princeton wylądował obok znieruchomiałej Mirandy, ale także obok grupy siedmiu wrogich okrętów, których przyjazne zamiary były mocno kontrowersyjne, o czym z całą pewnością załodze Niagary będzie dane przekonać się w najbliższych sekundach. Zmierzająca w stronę hangaru dodatkowa drużyna techników, która miała wspomagać innych w projektach kapitana dotyczących użycia promów jako silników impulsowych, miała okazję poczuć niepokojący zapach i zobaczyć złowrogo przedstawiającą się chmurę gazu, jednak nie były to jedyne odkrycia: okazało się także, że przestała działać wewnętrzna komunikacja na okręcie. Niestety nie pozostało wiele czasu na przemyślenie tej kwestii, ponieważ wszyscy oni zostali obezwładnieni przez gaz, zaś w korytarzu zmaterializowali się kardazjańscy żołnierze, których zadaniem było przejęcie jednostki. Podobne sytuacje miały miejsce na większości dolnych pokładów oraz na obszarze maszynowni. Sytuacja na USS Olympus zaczęła toczyć się według powszechnie znanego schematu. Plan kapitana Mandeli jednak powiódł się - użycie promów jako napędu dla Mirandy w miejsce niesprawnych silnków impulsowych został zrealizowany i można było przystąpić do pierwszych prób z tym prowizorycznym układem. Ponadto okazało się, że przestała działać komunikacja wewnętrzna i takież sensory, ale, ku uciesze załogi mostka, obok pojawił się USS Pronceton, który pochwycił Olympusa wiązką trakcyjną. Pozostawało jeszcze siedem jednostek wroga w zasięgu broni, które z pewnością nie będą czekać, aż umknie im zdobycz.... W atmosferze Arthus II nadal pozostawał okręt kapitana Reydena, który w błogiej nieświadomości nie wiedział o odbywających się poza gazowym gigantem dramatycznych wydarzeniach. Na mostku panowało przejęcie, wywoływane wydarzeniami, które miały miejsce na terenie systemu. Okręt osiągnął odpowiednią pozycję do odwrotu z prędkością warp. - Kapitanie, właśnie opuściliśmy system. - zakomunikował sternik. - USS Wraith, Drow i Keokuk wracają do systemu... Wystrzeliwują torpedy i wychodzą z warp. - powiedział taktyczny. - To może my też weźmiemy się za jakąś bezpieczną misję? Namalujemy na rufie tarczę strzelniczą. - powiedziała pierwsza oficer. - Rozumiem, że nikt normalny nie brałby się za ratowanie nas, ale admirał mógł się chwile zastanowić i nie wybierać samobójców. - Ciesz się, że żyjemy, i nie krytykuj dowódców - a twoje zdanie wykreślę z raportu. Teraz po prostu wchodzimy w warp - nie dostaliśmy nowych rozkazów od tego dotyczącego odwrotu. - Parthardhi, kurs na SB 74, maksimum warp. - Wprowadzone. - Wykonać. - powiedział kapitan. - Obserwować, czy Kardazjanie nie będą kontynuować za nami pościgu, i monitorować ruchy naszych. W razie wezwania pomocy zawracamy. - Czyżby budził się niezrozumiały imperatyw wewnętrzny ukrywający się pod tajemniczą nazwą "sumienia"? - zapytała komador, kiedy uformowane wokół jednostki pole warp pchnęło ją do podprzestrzeni.

    Zarathos
    Uczestnik
    #22363

    - Stacja całą sir.- Ale?- Ale dalismy jej pozadnego lupnia. Oslony 4%, uszkodzenia strukturalne calej stacji. Najpierw kadrachy potem my...- Ok. Sygnal do grupy. Wchodzimy w warp na kursie na baze. Po wejsciu odpalic rufowe wyrzutnie w ta stacje. Jak potem starczy nam czasu i bedziem w zasiegu, walnijcie brudna w stacje. Ale najpierw normalna. Co z reszta?- Wycofują się. Za wyjątkiem Princeton. Wykonal miniskok w warp i chwycil Olympusa wiazka trakcyjna. - Kardassianie?- Chca go zjesc na obiad, sir.- Nastepny idiota nie wiedzacy jak wykonywac rozkazy - Jurek sie autentycznie wsciekl - jak ten kretyn to przezyje, to go pod sad wojenny postawie. - Pomagamy mu?- I narazamy kolejne okrety? Nie. Kontynuowac na kursie.

    fluor
    Klucznik
    #22386

    USS PRECIOUS

    mostek

    Komandor Fluorek obserwował sytuację w systemie Arthus na obrazie taktycznym.

    -Nasi zawrócili i oddali salwę pożegnalną w stację.

    -To jeden z najlepszych pomysłów naszego dowódcy.-skomentował Sshark.-Z kolei PRINCETON wleciał za OLYMPUSEM we wnętrze formacji nieprzyjaciela. Rozumiem, że chce go odholować, ale kardasjańska flota może w tym przeszkodzić... Gdzie jest jego wsparcie?

    -To była akcja nieautoryzowana.-podpowiedziała podporucznik Links.

    -Ostatnio dochodzi do zbyt wielu nieautoryzowanych akcji. Wina dowódcy, kapitanów, a może napięcia związanego z wybuchem wojny??-spytała doradca Peterson.

    -Wygląda na to, że plany kapitana Styczyńskiego są przemyślane i skuteczne, w przeciwieństwie do innych... jednak z drugiej strony nasz dowódca wydaje się być mało...-Fluorek przerwał poszukując właściwego słowa.-elastyczny.

    -Wręcz przeciwnie, ten brak elastyczności jest zaletą a nie wadą. Stara się zachować jak najniższy wskaźnik strat, pomimo różnych aktów nieposłuszeństwa podwładnych.

    -Jednak ci kapitanowie, którzy podejmują samowolne działania kierują się słusznymi przesłankami, panie Sshark. Wszystkie regulacje GF stawiają wyżej dobro załogi nad dobro okrętu, toteż ratowanie ludzi jest naszą powinnością. Mówiąc, że nie jest elastyczny twierdzę jedynie, że ma skłonność to zbyt szybkiego rezygnowania z ratowania innych, znajdujących się w opresji.

    -Ma pan na myśli kapitana Mandelę?

    -I Corvusa, w świetle ostatnich wydarzeń.

    -Mandela wykonał niestandardowy, nieautoryzowany wypad na tyły formacji nieprzyjaciela. Doskonale ściągnął na siebie uwagę części kardasjańskiej floty, jednak biorąc pod uwagę stosunek sił, wyglądało to na efektowną próbę samobójczą. Dodatkowo, opuścił formację, a więc stworzył zagrożenie dla pozostałych okrętów.

    -Jaki jest sens ratowania go, skoro czeka go najprawdopodobniej sąd wojskowy?-spytała komandor Williams.

    -Złamanie bezpośredniego rozkazu dowódcy, stworzenie zagrożenia dla naszych okrętów, stworzenie zagrożenia życia dla własnej załogi, narażenie mienia Federacji na zniszczenie, sabotaż...

    -Dość, komandorze Sshark.-przerwał mu kwestię Fluorek.

    -Pan już go osądził.-stwierdziła spokojnie Peterson.

    -Dla takich, mających za nic życie swojej załogi, nie mam ani grama szacunku.

    -Skąd w panu pewność co do tego, że załoga Olympusa była zmuszona przez Mandelę do posłuszeństwa?

    -Common sense is not so common [ang. Zdrowy rozsądek nie jest tak powszechny (gra słów)]

    -Są pewne zasady, komandorze, które pan doskonale zna. Każą nam cenić każde życie istoty inteligentnej ponad wszystko inne. Życie Mandeli jest tak samo cenne jak pańskie, czy Kardasjan, dlatego jeżeli jest możliwość ocalenia , to nie powinno się z niej zbyt łatwo rezygnować.

    -Z tym porównaniem do Kardachów to już chyba lekka przesada.-zaśmiała się doradca.

    Corvus
    Uczestnik
    #22390

    - Cholera! Mike, co tam się dzieje?- Nie dzieje się dobrze, skipper! Kapitanie ta łajba już dawno powinna być w doku. Łatałem ja jak mogłem, ale pańskie manewry wcale nie pomagają ....- Mike nie czas na to. Masz maksymalnie minutę, żeby nas stąd zabrać.- Ale silniki nie wytrzymają!- Nieważne! Jeśli się stąd zaraz nie zabierzemy, to my nie wytrzymamy i nie będziemy musieli się martwić o silniki.!!- ...... rozumiem . Mogę gwarantować że wejdziemy w warp, ale jak długo będziemy lecieć to nie wiem. - Dobra tylko jak najszybciej – kapitan wyłączył komunikator – Scott wyznacz kurs na SB74.... może dociągniemy. Tora wzmocnij promień na Olympusie i powiadom kapitana Mandele ze zaraz będzie miał podróż pełną niespodzianek.- Maszynownia do mostka. Kapitanie połączyłem wszystko na krótko i trzyma się na moje słowo honoru. - Zrozumiałem... Scott skaczemy!- Natychmiast, sir!

    Surak
    Uczestnik
    #22399

    - torpedy trafiły- obrót i ognia z tylnich wyrzutni, zabieramy się ztąd

    I. Thorne
    Uczestnik
    #22427

    Mostek USS Daredevil- Kapitanie - porucznik Sorjun ze spokojem zaczął meldować o kolejnych niespodziankach - USS Wraith, Drow i Keokuk odpalają torpedy w stację...Jeszcze się trzyma...4% osłon...USS Princeton łapie Olimpusa...Strelają do nich...- Komu pomagamy? - oficer taktyczny nie mogła ukryć nadziei w głosie.- Nikomu.- Ale Kapitanie...- Powiedziałem nikomu. Na dzisiaj starczy łamania rozkazów. Kardachów zaś po raz kolejny nie zaskoczymy.- Przecież możemy dać łupnia chociaż tym patrolowcom...- Nie. Ja dowodzę tym okrętem i ja decyduję. Koniec z narażaniem na dzisiaj. A chcę jeszcze zrobić dwie rzeczy: kogoś postawić pod sąd i kogoś zastrzelić.- John - Agneta Christiansen przerwała poczatek miło zacynającej się kłótni - rozumiem, że pod sąd postawisz Wolfa, ale kogo chcesz zastrzelić?- Mój stary kumpel z Breen mawiał: "Jak chcesz mieć nowego dowódcę, to starego zabij". Pierwsza, mostek jest twój, będę w holodeku. Trzeba przecież poćwiczyć...

    Wolf
    Uczestnik
    #22433

    Na Olympusie technicy właśnie kończyli spawać kratownice dla utrzymania promów we włściwym miejscu a zarazem dać im oparcie przed nieuchylnie działającą siłą bezwładności. - Fox dokończ spwania i zaraz przyjdź do mnie do kokpitu promu- Robi się - odpowiedziała De SolaNiestety w chwilę później pociemniało jej w oczach i osunęła się na podłogę tak jak i pozostali technicy znajdujący się w hangarze i nie tylko. Obłoki gazu objeły kilka dolnych pokładów Mirandy oraz maszynownie mimo że była całkowicie odcięta od reszty okrętu. Jedyny pożytek z tego będzie taki że nikt stamtąd nie wyjdzie bez niszczenia ścian. Włąsnie taki problem napotkali żołnierze Kardasiańscy którzy zmaterializowali się w tam i wielu innych puktach okrętu, przy okazji wewnętrzna komunikacja została unieszkodliwiona przez grupy abordażowe.- Cholera są pokładach od 6 do 8, chyba użyto jakiegoś środka obezwładniającego bo biosygantury załogi są na minimalnym poziomie i do tego brak komunikacji - Mary była wściekła ale próbowała się opanować- Zabezpiecz zbrojownię i główne systemy, wyślij na powitanie tyle osób ile się da, niech zabiorą tarcze i maski, może to da nam .... - nie zdążył dokończyć okrętem szarpnęło, tuż nad nimi pojawił się USS Princeton, zgrabnie pochwycił Mirandę wiązką trakcyjną i zaczął ją holować-... '...............' - długa wiązka nieartykułowanych słów popłynęła z ust kapitana Mandeli po tym jak wyrzuciło go z fotela oraz kilku innych oficerów. Najgorsze było to że wylądował na konsoli sternika w którą udeżył bokiem, była juz tam jedną ranę zagojoną a teraz uderzenie to otworzyło ją na nowo, lekko krwawiąc dowlókł się do swojego fotela a nastepnie opadł na nie.- Nie wyglądasz najlepiej - zwrócił się do niego Charlie który w ostatniej chwili zdążył się zaprzeć nogami i pozostał w fotelu.- Troche mnie boli bok ale bedzie okej - syknął z bólu- Wezwać sanitariusza- To nie będzie potrzebne .... w co walneliśmy - spytał lekko oszołomiony- My w nic....- ...to Princeton pochwycił nas wiązka trakcyjną, holuje nas - dodała Hilleboe - i chyba wlazł w mrowisko bo wszystkie okręty zaczynają w niego celować - Przestaw sprawne działka w tryb PD, jeśli ktokolwiek zaatakuje go odpowiedz torpedą Teraz trzeba było czekać na cud i trochę pomodlić się za sprzęt Princetona, oby wytrzymał i obu dociągnął do bazy gwiezdnej.

    Kronos
    Uczestnik
    #22446

    Rozdział X

    Zdobyczna stacja kosmiczna opanowana przez wojska Unii Cardassiańskiej.……

    Nieustannie przyspieszający sygnał emitowany przez skanery śledzące tor lotu torped dawał wszystkim zebranym na mostku zdobytej nie tak dawno stacji kosmicznej uczucie nadchodzącego końca. Wystrzelone niewiadomo skąd cztery torpedy mknęły w stronę słabych osłon stacji niosąc jej niechybnie zagładę……

    Gul Toran chłodno wpatrywał się w taktyczną mapę……..

    - Jeśli nikt ich nie zatrzymam będzie po nas – komentował niepotrzebnie Glinn Tain wzmagając tym tylko niepokój załogi. Toran krótko zmierzył go wzrokiem ale to wystarczyło aby młody cardassianin usunął się w „cień”…….

    - Dowódco ! Okręty z grupy C.S.U Carod informują że nie zdołają przechwycić torped…………. Tylko jeden Hideki jest wystarczająco blisko !

    - Niech to wszyscy….. ! – Gul uruchomił interkom – Toran do C.S.U Kulinor ! Przygotujecie się do awaryjnej ewakuacji stacji. Zbędny personel ma natychmiast opuścić pokład !

    - Tak jest ! - padło w odpowiedzi….

    Krążownik klasy Galor należący do Gula Torana zaczął zajmować dogodną pozycję umożliwiającą szybki transport. W tym samym czasie jedyny okręt który był w zasięgu mknął na spotkanie pocisków. Szybki patrolowiec z pełną impulsową wszedł na kurs jednej z torped. Osłony małej jednostki trafione rozpędzoną torpedą zostały wystawione na ciężką próbę. Mały okręt zniknął na chwilę w jasnej eksplozji by chwilę później ukazać się ponownie z dymiącym od uszkodzeń kadłubem. Pech chciał że najbliżej kursu torped znajdował się właśnie jeden z uszkodzonych w czasie potyczki Hideki. Patrolowiec wyniku trafienia stracił osłony i doznał poważnych uszkodzeń niemniej zdołał powstrzymać jeden z pocisków………….

    Na kursie kolizyjnym z stacją pozostały trzy torpedy. Przechwycenie jednego pocisku niewiele dawało i Gul Toran zdawał sobie z tego bardzo dobrze sprawę. Niemniej nie zamierzało w takim momencie opuszczać stanowiska……… nie tak go wyszkolono w akademii…….

    - Zderzenie za 3 minut ! - krzyknął w pewnym momencie taktyczny

    - Przygotować się na uderzenie ! C.S.U Kulinor w gotowości !

    Cardassianie chwytając się kurczowo swoich stanowisk zaczęli przygotowywać się na ile było to możliwe na uderzenie nieprzyjacielskich torped………..

    - Uderzenie za 1,5 minuty…………….. Dowódco…. okręt dowodzenia opuszcza pozycję! - zameldował nagle taktyczny

    - Wycofują się ?

    - Nie……… lecą w kierunku torped !

    - Przecież nie zdoła przechwycić tych torped - zaczął Glinn Tain

    Gul spojrzał na wykres trajektorii lotu……

    - Wszystkich nie………. ale może jedną……..

    W milczeniu wszyscy oficerowie zaczęli wpatrywać się w migające punkty na taktycznej mapie obszaru wokół stacji. Okręt dowodzenia z pełną impulsową szedł po łuku próbując przeciąć kurs lotu trzech nadlatujący torped. Galor zbliżał się coraz bardziej, jego napęd pracował na granicy wytrzymałości jednak mimo to dowodzący nim Legat Kell nie tracił nadziei……….

    Nagły wstrząs targnął okrętem, osłony zaiskrzyły…. od ciśniętej w nie energii. C.S.U Kraxon w ostatniej chwili wszedł bokiem przed nadlatującą torpedą przyjmując uderzenie na prawą burtę. Pozostałe dwie torpedy pomknęły dalej pozostawiając za sobą okręt klasy galor. Teraz już nic nie stało im na przeszkodzie……….

    - Uderzenie za trzy….. dwie….. jedna…….

    Głuchy trzask i syk sypiących się wszędzie iskier wypełnił wnętrze stacji. Konsole jedna po drugiej zaczęły eksplodować raniąc lub zabijając znajdującą się w pobliżu załogę. Ci którzy nie stali przy swoich stanowiskach zostali gwałtownie ciśnięci o ściany stacji. Nadlatujące torpedy trafiły centralnie w sam środek stacji praktycznie niszcząc osłony. Nadwerężona struktura zaczęła pękać rozszczelniając gdzie niegdzie pokłady. Gryzący dym i ogólnie panujący półmrok wypełnił całą stację…………..

    Gdy wybuchy ucichły utrzymujący pozycję przy stacji C.S.U Kulinor zaczął wywoływać załogę placówki………

    - C.S.U Kulinor do Gula Torana ! Proszę odpowiedzieć ! - rozbrzmiewało wewnątrz stacji….

    Przez dłuższy czas nikt nie odpowiadał na wezwanie dobiegające z o dziwo działającej jeszcze konsoli łączności. Dlatego gdy załoga galora usłyszała zachrypnięty głos dowódcy odetchnęła z ulgą………

    - Tu Toran……….. stan stacji krytyczny…. są ranni i zabici…….. rozpocząć ewakuację

    - Przyjąłem, rozpoczynamy natychmiast

    Gul z zakrwawioną ręką chwiejnym krokiem podszedł do konsoli taktycznej. Połamany pulpit wyświetlał moc osłon….. 4%.....

    - O mały włos – powiedział na głos Toran i drżącą ręką dezaktywował osłony.

    Gul opierając się o konsolę zaczął rozglądać się po pobojowisku. Wszędzie leżały ciała zabitych, kilku rannych tak jak on próbowało pomóc pozostałym……

    W pewnej chwili na mostku zaczęły materializować się służby medyczne. Jeden z medyków podszedł pospiesznie do Torana mówiąc………

    - Już po wszystkim, zabieramy pana stąd……..

    Gul kiwnął tylko głową i stracił przytomność. Wokół jego nóg dało się zauważyć kałużę krwi….

    Tymczasem na pokładzie okrętu dowodzenia przyjmując nadchodzące raporty Legat Kell zdecydował się przejąć dowodzenie. Wszystkie znajdujące się w pobliżu stacji okręty ruszyły na ratunek……

    Gdy po kilku chwilach czujniki wykryły kolejne obiekty lecące na kursie kolizyjnym ze stacją Legat Kell wiedział co należy zrobić. Spoglądając na mapę taktyczną błyskawicznie zaczął wydawać rozkazy. Tym razem okręty cardassiańskie miały przewagę nad wrogiem. Przy ostatniej próbie przechwycenia nadlatujących torped większość jednostek była zbyt daleko od stacji, teraz było inaczej. Grupa 9 okrętów składająca się z 3 okrętów klasy Galor, 3 klasy Tonga i 3 klasy Hideki znajdowała się praktycznie w sąsiedztwie dymiącej stacji. Otrzymawszy instrukcje okręty rozproszyły się tworząc gęstą sieć. Na czoło zaczęły wysuwać się ciężkie jednostki natomiast przy samej stacji pozycje zajęły patrolowce. Gdy federacyjne torpedy zaczęły zbliżać się do stacji po kolei jedna po drugiej napotkały na swoim kursie przeszkodę………..

    Tymczasem…………

    Grupa dowodzona przez C.S.U Tong otrzymała rozkaz zniszczenia intruza. Utrata okrętu klasy Miranda nie wchodziła w rachubę - brzmiał rozkaz.

    Dowódcy C.S.U Tong nie trzeba było dwa razy powtarzać. Okręt klasy Niagara w jednej chwili zatrząsł się od nawału ognia. Osłony federacyjnej jednostki zaczęły lawinowo słabnąć. Rozpoznając zamiary wroga dowódcy okrętów klasy Tonga prowadzących abordaż postanowili nie dopuścić do utraty zwierzyny. Gdy unieruchomiony okręt klasy Miranda zaczął się poruszać pod wpływem wiązki trakcyjnej obie jednostki podniosły osłony i uruchomiły po chwili własne wiązki trakcyjne które zaczęły kąsać osłonach Niagary…………

    *************************

    Grupa C.S.U Tong

    4 okręty klasy Galor - okręty sprawne w 100%

    2 klasy Tonga, - 1 - okręty sprawny w 100%, drugi osłony 60% ( trafienie z Mirandy )

    1 klasy Hideki - okręty sprawne w 100%

    Grupa C.S.U Kraxon - 3 okręty klasy Galor, 3 klasy Tonga i 3 klasy Hideki – w tym

    C.S.U Kraxon - okręt dowodzenia osłony 71% (przechwycił torpedę)

    C.S.U Arax ( klasa Galor )– osłony 30% (przechwycił torpedę + pozostałość po walce)

    C.S.U Tragen ( klasa Galor )– osłony 30% (pozostałość po walce)

    2 klasy Tonga – osłony 100% - 1 klasy Tonga osłony 60% (przechwycił torpedę)

    3 klasy Hideki - dwa osłony 100%, trzeci patrolowiec osłony 5% (przechwycił torpedę) – sprawne tylko dezruptory

    Stacja – osłony opuszczone – kadłub uszkodzony – systemy zawodzą – ewakuacja załogi

    C.S.U Kulinor - osłony 100% - zdeaktywowane – ewakuacja załogi stacji

    *************************

    Od MG : Posty zaczniecie pisać jak zawsze po wprowadzeniu Seldona

    Seldon
    Uczestnik
    #22448

    Arthus, granica kardazjańsko-federacyjna. Okręty niewielkiej grupy federacyjnej wreszcie zaczęły ewakuować się ze zdobytego przez Kardazjan systemu. Najpierw były to krytycznie uszkodzone jednostki, które pod osłoną już znajdowały się poza zasięgiem możliwości logistycznych wroga, następnymi były zaś jednostki z grupy kapitana Styczyńskiego, która przed wycofaniem postanowiła przeprowadzić niewielką dywersję, zmierzającą do unicestwienia przejętej federacyjnej placówki. Jednakże operacja nie rysowała się tak wesoło, a to z powodu rozpaczliwej sytuacji dwóch jednostek i braku kontaktu z jedną. USS Drow, USS Wraith oraz USS Keokuk wykonały atak na stację, po czym wyszły na granicy systemu Arthus - jednak znajdowały się poza zasięgiem, który dawałby możliwość dotarcia okrętom kardazjańskim do ich pozycji i zaatakowania w przeciągu najbliższych kilu minut - a tyle kapitan Styczyński nie miał zamiaru tam przebywać. Jednostki zawróciły o 180 stopni i przygotowały się do wejścia w warp, zaś ich sternicy wprowadzili kurs na Bazę Gwiezdną 74. Cała akcja skorelowana była z działaniami oficerów taktycznych, którzy zamierzali wystrzelić pożegnalną salwę, która miała dokończyć losu federacyjnej placówki. Zaczęto działać i wszystkie trzy jednostki weszły w warp, po czym wystrzelone zostały torpedy fotonowe z rufowych wyrzutni. Pomknęły one w stronę stacji, aby na chwilę przed zderzeniem wyjść z warp i w normalnej przestrzeni zderzyć się z jej osłabionymi osłonami i kadłubem. Jednak teraz Kardazjanie byli znacznie lepiej przygotowani do odparcia ataku – okręty wroga przechwyciły wszystkie federacyjne torpedy, przez co stacja, pomimo że bardzo uszkodzona, nie została zniszczona. Podczas tego, okręty Gwiezdnej Floty skierowały się w stronę Bazy Gwiezdnej 74, która stanowiła miejsce stacjonowania V dywizji - teraz mocno okrojonej... Sytuacja była zła - co więcej, była tragiczna. Osaczony przez okręty wroga USS Princeton podjął heroiczną (lub może straceńczą) próbę pomocy załodze kapitana Mandeli, uwięzionej na pokładzie martwej Mirandy. Tuż po uchwyceniu USS Olympus przez Niagarę, została ona ostrzelana przez wszystkie wrogie jednostki - które pomknęły w kierunku osłon okrętu Floty. Z powodu niewielkiej zdolności manewrowej, a także skupienia się na ratowaniu Mirandy i wchodzeniu w warp, a nie konwencjonalnych unikach, dzięki którym jednakże nie dałoby się wydostać z tego kotła, w Niagarę trafiła większość pocisków. Do tego przyczyniła się także postawa wroga, który pochwycił okręt kapitana Corvusa wiązkami trakcyjnymi. Raz po raz torpedy zderzały się z osłonami, zmniejszając ich efektywną moc o następne kilkanaście procent. Wreszcie osłabione tarcze ostatecznie załamały się, zaś kadłub pozostał bez jakiejkolwiek osłony, zaś zniszczenia i uszkodzenia coraz bardziej się mno żyły - powstało wiele wyrw w poszyciu, przestała działać komunikacja, zaczął zawodzić deflektor nawigacyjny. Eksplozje na pokładzie pochłonęły ofiary wśród załogi, ambulatorium już po kilku sekundach zaczęło wypałniać się rannymi, aby szybko całkowicie się zapełnić. Jednak okręt miał nadal możliwość wejścia w warp - i tą możliwość wykorzystał. Niagara, mając na holu USS Olympus, weszła w warp, jednakże już od samego wejścia w warp zaczęły się problemy. Początkiem była awaria deflektora, którego pole przestało osłaniać kadłub obydwu okrętów. Cewki warp, przeciążone już poprzednim manewrem (czyli miniskokiem warp wewnątrz układu), teraz musiały wytworzyć pole obejmujące dwa okręty, jednak nie zdołały tego dokonać. Pole warp zawiodło, przez co niemożliwością stało się utrzymanie wiązki trakcyjnej w warp - Olympus został nagle wyrzucony z warp, zaś jednostka kapitana Corvusa pomknęła dalej, jednakże nie na długo, ponieważ w jednej z gondoli spaliły się cewki warp, przez co i pole warp wokoło USS Princeton zaczęło słabnąć, ostatecznie rozpraszając się na granicy systemu. Niezwykle uszkodzony okręt znalazł się z dala od wrogich okrętów, jednakże nie posiadał w najbliższym czasie widoków na wejście w warp - do naprawienia takich usterek niezbędny był pobyt w doku gwiezdnym, więc samodzielna naprawa w warunkach bitewnych od razu odpadała. Jedyną możliwością, aczkolwiek dość nikłą, na powrót załogi kapitana Corvusa do domu było wezwanie któregoś z sojuszniczych okrętów do pomocy i wzięcia Niagary na hol, jednakże prócz niesprawnej Mirandy i nie odpowiadającego na wezwania USS Wellington, ukrywającego się w atmosferze Arthus II, w systemie nie pozostał żaden już taki okręt. W każdym razie los następnej jednostki V dywizji spoczywał w rękach innych dowódców... Miranda została nagle wyrzucona z warp, lecz jej załoga mogła dziękować Stwórcy za swoje życie, ponieważ pomimo rozległych uszkodzeń tłumiki inercyjne nadal działały - a raczej działały do tego momentu. Pomimo tego, że spowodowały znaczne zmniejszenie pozornej siły bezwładności, cała załoga została rzucona na ściany z siłą łamiącą kości. W najgorszym stanie byli poruszający się korytarzami kardazjańscy komandosi, z których większość skończyła z połamanymi kośćmi, rozległymi uszkodzeniami czaszki i kręgosłupa. Nie lepiej było z uśpionymi gazami bojowymi załogantami Mirandy, którzy nie mieli możliwości nawet złapać się czegokolwiek, ponieważ nie byli przytomni - i te wydarzenia nie pomogły im w jej odzyskaniu. Stosunkowo najlepiej przeżyli wyjście z warp oficerowie, którzy znajdowali się na mostku i górnych pokładach, jednakże wypadek ten zebrał spore żniwo - większość stanu osobowego Mirandy zginęła lub była ciężko ranna. W takich warunkach otwarte złamania były "lekką raną". Wśród tych fatalnych wydarzeń były jednak dwie pomyślne wiadomości - pierwszą z nich było to, iż abordaż wroga został odparty i można było dostać się do każdej części okrętu, nie biorąc pod uwagę zniszczeń na korytarzach i naruszeń konstrukcji. Drugą - fakt, iż zaistniała możliwość uruchomienia z mostka prowizorycznego napędu impulsowego, który pozostał sprawny, pomimo znacznego nadwyrężenia kratownicy i wahadłowców - pozostał jednak pewien margines bezpieczeństwa, a tego nie godziło się nie wykorzystać. Wszakże Kardazjanie byli bardzo blisko, jednakże sposób użycia napędu leżał w gestii kapitana, bowiem na impulsowym nie można było uciec... USS Wellington nadal pozostawał w atmosferze gazowego giganta. Prawdopodobnie nadal poszukiwał "zaginionych-odnalezionych" okrętów I dywizji, jednakże komunikacja z kapitanem Reydenem była całkowicie niemożliwa i dowódca grupy nie mógł nadać odpowiedniej wiadomości do Niagary... Wszyscy wpatrywali się w trójwymiarowy ekran taktyczny, bowiem sensory optyczne stały się bezużyteczne z powodu odległości i pozostawało tylko analizowanie wyników skanów FTL. Sytuacja nie przedstawiała się dobrze, jednakże nie było to odkrywcze stwierdzenie - wszyscy o tym wiedzieli już od wyjścia z atmosfery, lecz to, co się teraz działo, przerastało wszelkie oczekiwania na temat złych decyzji dowódców. - Princeton uszkodzony dryfuje na skraju systemu, Olympus nadal w zasięgu wroga. - powiedział taktyczny. Kapitan w skupieniu zastanawiał się nad czymś, po czym zapytał: - Za ile Kardachy dojdą do Princetona? - Jeżeli nie zatrzymają się przy Mirandzie? - zapytał taktyczny, zaś po ujrzeniu skinienia głową odpowiedział: - Za mniej więcej 5-6 minut, bardziej 5. - Czyli damy radę dostać się tam, chwycić go ściągającą i oddalić się stąd? - Powinniśmy. - Ależ kapitanie, to jest nieautoryzowana akcja! - teatralnie krzyknęła Pierwsza. - Kiedyś trzeba złamać rozkaz - jak nie teraz to kiedy? - Wcześniej. A swoją drogą to jednak ten niezrozumiały imperatyw wewnętrzny. - powiedziała komandor. - Tak, to on, daj mi spokój - przecież mówiłem, że zawrócimy. Wyślijcie wiadomość do Wraitha, że lecimy na pomoc Princetonowi. - Przekazać, że mają po nas, ewentualnie, "nie wracać"?Adar skinął głową. - Marc, wychodzimy z warp, zwrot 176 stopni z kursem na Niagarę. - Styczyński chyba oszaleje. - powiedziała komandor ze złośliwą satysfakcją. - Ty się lepiej szykuj do obrony przed sądem polowym zamiast martwić się o jego samopoczucie psychiczne. - Phi... - oburzyła się komandor. - Nie bez przyczyny jestem absolwentką prawa na Daystormie. Dwójka najwy ższych stopniem oficerów na mostku rozmawiała, podczas gdy u załogi dawało się odczuć coraz bardziej narastające napięcie bitewne, tylko podsycane przez zachowanie Adara i Javessiw. Nieopanowane drżenie rąk zdradzało, że niezbyt dobrze potrafili podciągać w górę morale swych oficerów. USS Garibaldi zawrócił i skierował się na uszkodzony okręt Floty, aby przyjść mu z pomocą - najlepiej przed "pomocą" ze strony Kardazjan, którzy z całą pewnością równie pieczołowice zainteresują się losem niesprawnej Niagary.

    Zarathos
    Uczestnik
    #22457

    - Sir, następny okręt wychodzi z warp, zawracją - zameldował taktyczny.

    - Który?

    - Garibaldi.

    - No no, Robi się coraz ciekawiej. - Styczyński zastanowił sie. Jeden okręt to jedno, drugi z idiotycznymi pytaniami, to drugie. Ale Garibaldi był jednem z okrętów, które mieli odzyskać. A to oznaczało że reszta okrętów musiała go osłaniać. "Trafiła mi się banda idiotów"

    - Derek, co z resztą okrętów?

    - Poza Princeton i Olympusem, wycofują się z układu. Garibaldi leci w stronę Princetona i Olympusa.

    - Czyli tylko te trzy są zagrożone... - reszta załogi nie odpowiedziała, pytanie było jak najbardziej retoryczne. - Jaki jest stan reszty floty?

    - USS Precious - osłony 1%, integralność kadłuba 95% - w warp, złapany wiązką traktycją USS De Lamarck; na tyłach federacyjnej formacji; wyrwy w poszyciu, uszkodzenia fazerów, przeciążenie sieci EPS.

    - USS Keokuk - osłony 40%, integralność kadłuba 100% - trafienie ciężkimi fazerami i dezruptorami, wszedł w warp.

    - USS Daredevil - osłony 90%, integralność kadłuba 100% - trafienie ciężkimi fazerami i dezruptorami.

    - USS Princeton - poważnie uszkodzony, stan nieznany.

    - USS Garibaldi - osłony 80%, integralność kadłuba 100% - wszedł w warp.

    - USS Drow - osłony 100%, integralność kadłuba 100% - leci z nami.

    - USS Wellington - osłony 100%, integralność kadłuba 100% - w atmosferze Arthus II.

    - USS De Lamarck - osłony 100%, integralność kadłuba 100% - wszedł w warp; ma na holu USS Precious.

    - Szlag. Olympus, Lamarck, Precious i Wellington się nie na wiele przydadzą... Keokuk się też nie bardzo nadaje... Pozostaje Daredevil, Garibaldi, Drow i my... Jak ja nienawidze takich akcji. Przekazać do tych okrętów, niech skierują się na punkt spotkaniowy ... współrzędne nad Princeton, tuż poza granicą systemu. To dotyczy też Garibaldiego. Jak już mamy ich wyciągać, zróbmy to porzadnie. A nie okręt po okręcie wpdać w to samo g... kłopoty. Cała grupa w luznym szyku bojowym ma się skierować na Princeton. Garibaldi ma go wchwyać w wiązkę trakcyjną i uciekać. Potem lecimy na Olympusa, przy okazji - skrzywił się lekko - my go weźniemy na hol. Reszta ma nas osłanić. W razie starcia, strzelać do najbliższych lekkich jednostek. Nie mogą nam zakłócić działania promieni trakcyjnych.

    - Aye sir, przekazałem. Mam potwierdzenia.

    - Para bubków, a nalatamy się przez nich jak... Wykonać.

    Chyba się nie jechelem nigdzie w stanie okretow

    I. Thorne
    Uczestnik
    #22470

    Holodek 1 na USS DaredevilKapitan McCaley właśnie zastrzelił kolejnego kardazjańskiego komandosa, kiedy dobrą zabawę przerwał mu sygnał z mostka.- Kapitan McCaley proszny na mostek.- Co znowu do cholery? McCaley do komandor Christiansen. Co znowu ten patałach rozkazał?- John, chyba przypomniał sobie, że nie jest maszyną. Ostrzelali Princeton. Nie może wejść w warp. Mamy mu pomóc.- Co z Olimpusem?- Princeton trochę go odcholował. Kardazjanie dolecą do niego za 5 minut.- A jak mu proponowałem akcję to nie chciał. Wykonać rozkaz Styczyńskiego. Zaraz będę na mostku. Komputer! Zakończ program!Kapitan pośpiesznie opuścił holodek 1. Jednak jedna myśl nie dawałą mu spokoju. Ile musi jeszcze zginąć ludzi nim Styczyński zrozumie, że rozkazy nie są najważniejsze?

Wyświetlanie 15 wpisów - od 91 do 105 (z 355 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram