Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Wojna Federacyjno-Kardazjańska
Mostek USS Yahagi Caitanin siedział na prawie opuszczonym mostku, na którym poza nim był ofcer wachtowy. Właśnie otzrymał rozkazy. Więc jest tak jak myślał. Przydział bojowy. Skupił si na przyznaniu odpowiedziTRN-ORD EVEL-42 RPLOd: Kpt. Ririagh N'Ruri, USS Yahagi NCC-13666.Do: sztab Ewidencji Okrętów Szkoleniowych.T: [2347.12.15:]08.34P: C-H2RPL: no
Jurek czekał na informacje od Magie na temat jego gości, gdy odezwał się komuniaktor- Derek do kapitana. Mamy proźbę z Yahagi - zostali dołączeni do naszej dywizji i prosza o rozkazy.- Niech dołącza do Kasnova i patrolują obrzeża bazy. I niech przeprowadzą trochę ćwiczeń. Zdaje się, że to okręt treningowy, pełen kadetów.- Zgadza się sir. Kadeci i chorążownie po akademii.- No to tym bardziej. Niech się wdrożą. - Aye, zaraz im przekażę. Derek, koniec.
Oficer wachtowy przerwał cisze mostka. - Kapitanie, rozkazy od dowódcy dywizji. Mamy dołączyc do patroli i .... - młody chorąży pzrerwał, lekko się czerwiniąc - I co - Głos kapitana zdrada szczere zainteresowanie, co też mogło zawsztydzic oficera - I mamy się,"wdrożyć" porzez ć...ćwiczenia... - Chorąży się lekko zająkną... - No to doskonale. Komputer. Alarm ćwiczebny. Symulowana sytauacja:Atakuje nas okręt klasy Galor. Na całym okręcie zapłonęły czerwone lampy i rezległo sie zawodzenie syren alarmowych...riri
USS PRECIOUS
gabinet kapitanski
- Witam kapitanie. Jak sie spalo? - spytal komandor Sshark wchodzac do pomieszczenia.
- Dziekuje, czuje sie juz calkiem wypoczety... ale nie po to tu pana wezwalem. - odpowiedzial Fluorek. Pierwszy zauwazyl ozywienie swojego kapitana, byl w doskonalej dyspozycji.
- A zatem slucham...
Nagle odezwal sie komunikator pierwszego:
*Przeslano wiadomosc dla komandora Levisa Ssharka, priorytet 1*
- Czy moge pana przeprosic?
- Alez prosze uzyc jednego z moich terminali... - Fluorek wskazal na znajdujacy sie obok ekran. - o ile oczywiscie nie jest to sprawa poufna.
- Nie, skadze... - komandor wpisal osobisty kod zabezpieczen i otworzyl list.
Oto informacje jakie moi ludzie pozyskali przez ten czas. Zdaje sobie, ze to tylko ogolny opis, ale na wieksze zainteresowanie ta osoba nie moge sobie narazie pozwolic. Mieszanie sie dowodcow sektorow do flot bojowych i ich spraw nie jest czyms mile widzianym, zreszta sam wiesz jak jest. Ufam jednak, ze bedziesz potrafil odpowiednio wykorzystac podane przeze mnie informacje.
PS. Ellana bardzo teskni, jak bedziesz mial chwile wolnego to skontaktuj sie z nia, a najlepiej wyrwij sie na tydzien do nas.
Imię: Jane.
Nazwisko: Melton.
Stopień: komandor.
Wiek: 36 lat.
Data urodzenia: 24 luty 2311.
Rasa: biała.
Waga: 48 kg.
Wzrost: 164 cm.
Oczy: zielone.
Włosy: brązowe.
Krewni: rodzice Alexsander Melton i Naomi Klein-Melton, stryj Richard Melton, wuj Grai Jallet i ciotka Anne Jallet, Brian Melton (2327-2346 admirał Floty).
Znajomi (znani lub bardziej wpływowi): K. Pulaski (z Akademii floty z tego samego rocznika), adm. Michael Seldon (przez Alexandra Meltona, z którym pracowali razem na stacji naukowej Feyn-Yan), adm. Counterborrow (szef Wojskowego Biura Śledczego), ambasador Spock, adm. prof. Eduda Shapiro (szef katedry politologii na Akademii Floty).
Historia przed wstąpieniem do Akademii Floty Gwiezdnej: Jane Melton urodziła się w 2311 roku na Alpha Eridani, federacyjnej kolonii w pobliżu Romulańskiej Strefy Neutralnej. W związku z mającym w tamtym roku incydentem Tomed, rodzice Alexsander Melton i Naomi Klein-Melton przenieśli się do bazy księżycowej Copernicus (tzw. "Miasto Kopernika") na Księżycu, w Układzie Słonecznym. Państwo Melton zajmowali się badaniami mikrobiologicznym, obydwoje byli absolwentami Instytutu Daystorma. Jane przebywała na Księżycu do roku 2328, ucząc się w Yon Hantingtone's Elementary School, 3rd Copernican Grammar-School oraz 2nd Secondary School.
Historia w Akademii Floty Gwiezdnej: W 2328 roku Melton przestawiła swoje podanie do Akademii Gwiezdnej Floty. Osiągnięty przez nią wynik okazał się dostatecznie wysoki do przyjęcia jako kadeta do Akademii, w związku z czym Melton przeniosła się do San Francisco do swoich krewnych. W roku 2330 rozpoczyna się jej fascynacja naukami politycznymi, wykładanymi w tamtym czasie przez profesora Eduda Shapiro. W 2333 roku Melton ostatecznie kończy Akademię z wysokimi notami i jej pierwszym przydziałem staje się Korpus Dyplomatyczny ambasadora Spocka (co prawdopodobnie odbyło się przy wspomaganiu szefa politologii Akademii, Edudy Shapiro).
Historia po Akademii Floty Gwiezdnej: Pierwszy raz Melton spotkała się z ambasadorem Spockiem przed uroczystościami z okazji 100 rocznicy urodzin kapitana Jamesa Kirka, odbywających się na stacji McKinley. Przy okazji oddano w tym czasie do użytku okręt z nowej linii jednostek, które w założeniu miały stać się rdzeniem szybko starzejącej się floty Federacji - USS Enterprise-C. Jednakże w przeciągu roku Melton uznała, że służba w dyplomacji nie jest jej życiowym celem, dlatego też poprosiła o przeniesienie. Uzyskała zgodę i rozpoczęła służbę na USS Potemin. W 2337 roku uzyskała awans do stopnia chorążego i rozpoczęła służbę na USS Majestic, okręcie klasy Miranda. W tym okresie prowadziła również uzupełniające studia z zakresu prawa, aczkolwiek z powodu politologicznej specjalizacji z Akademii posiadała większość niezbędnej wiedzy z tej dziedziny. Po dwóch latach służby na tej jednostce otrzymała stopień podporucznika i przeniosła się do Wojskowego Biura Śledczego na Ziemi. Pracę w JAG rozpoczęła zniszczeniem dobrze zapowiadającej się kariery Axara Malika, oficera naukowego Floty oskarżonego o spowodowanie wypadku na stacji naukowej Feyn-Yan. Melton pracowała jako prokurator i w wyniku kilku spektakularnych, nagłośnionych przez prasę (niewykluczone, iż związany z tym był admirał Melton), szybko pięła się w górę hierarchii, awansując w latach 2340, 2343 i 2346 na odpowiednio stopień porucznika, porucznika komandora i komandora. W związku z tym stała się dość sławną osobą, jeżeli chodzi o światek prawniczy, aczkolwiek prasa szybko odchodziła od tematów związanych z procesami. W 2346 roku, kiedy zmarł admirał Melton, Jane dostała przydział jako prokurator JAG w IV flocie, dowodzonej przez admirała Soyda, zaś po opuszczeniu przez niego tego stanowiska w 2347 roku, stała się zaufaną personą w sztabie admirała Seldona, który objął stanowisko dowodzącego IV flotą w połowie roku (możliwe, iż admirał śledził jej poczynania już od początku 2337 roku). We wrześniu została oficjalnym pełnomocnikiem admirała Seldona d/s śledztw wojskowych. Obecnie przydzielona jako przedstawiciel sztabu IV floty w V dywizji II korpusu. Na Celbralai przylecieć ma na USS Apeiron, oznaczony jako rządowy lot Federation 756.
Przydziały:
2333 - Korpus Dyplomatyczny ambasadora Spocka.
2334 - USS Potemkin NCC-18253.
2335 - USS Majestic NCC-31860.
2337 - Biuro JAG, Ziemia.
2346 - sztab IV floty.
Profil psychologiczny: Melton nie jest charakterem wybuchowym. Do celu dochodzi używając wszystkich dostępnych środków. Ma tendencję do emocjonalnego zaangażowania w prowadzone przez siebie sprawy, jednakże nigdy nie jest to zaangażowanie pozytywne - najczęściej jest to chęć zniszczenia swojego przeciwnika. Niestety dotyczy to zarówno spraw osobistych, jak i zawodowych, przez co komandor często wykorzystuje oficjalne oskarżenia do walki personalnej. To czyni z niej niebezpiecznego przeciwnika, aczkolwiek dobrze manipulując można wykorzystywać ją do swoich celów.
Pierwszy czytal spokojnie zdania, z zadziwieniem obserwujac, ze Fluorek nie czyta mu przez ramie, choc ma taka mozliwosc.
- Rodzinne sprawy? - usmiechnal sie szescdziesiecioletni komandor.
- Mozna tak powiedziec... - odparl Sshark. - To Ntuil.
- Panski ojciec? Prosze mu przekazac, by pozdrowil admirala Heenktuorna. - Fluorek usmiechnal sie na mysl o nocie spoczywajacej w jego osobistych aktach. Wlasnie za sprawka wyzej wymienionego (choc powszechnie podejrzewano wplywy admirala Ssharka) dowodca USS PRECIOUS mial zawieszony na czas nieokreslony awans na kapitana, z podaniem jakichs blahych przyczyn formalno-biurokratycznych. Fluorek nie odczuwal tego zbyt bolesnie, ale mial swiadomosc, ze jego zawieszenie bedzie sie utrzymywalo dopoki jakis inny, tym razem zyczliwy mu, admiral zmieni decyzje, jednak jak dotad nie udalo sie przekonac zadnego do ponownego rozpatrzenia sprawy.
- Wybaczy pan, ale chcialbym jak najszybciej odpisac, wiec...
- Oczywiscie, panie Sshark. W sumie chcialem uslyszec raport sytuacyjny, ale wystarczy mi rozmowa z podporucznik T'Ral.
- Dziekuje, kapitanie.
Pierwszy wyszedl na mostek.
mostek
Komandor zwrocil sie do swoich asystentek:
- Thlyia, Xila... potrzebuje waszej konsultacji.
gabinet pierwszego oficera
- Ostrzec Styczynskiego, czy nie... oto jest pytanie. - westchnal Sshark.
- Musimy rozpatrzyc wszystkie mozliwosci. Bardziej oplaca sie nam slaby czy mocny dowodca dywizji? - zastanawiala sie Andorianka.
( pozniej )
Pierwszy oficer USS PRECIOUS komandor Levis Sshark uruchomil terminal komunikacyjny.
- Komputer, polaczenie z kapitanem Styczynskim, wiadomosc poufna i pilna. - rozkazal pierwszy, po czym postaral sie przypomniec wszystko to, co ustalil ze swoimi pomocnicami.
Słyszałeś? – krzyknęła Tora wpadając do gabinetu kapitańskiego - Chcą nas odłączyć od oddziału....Przerwała widząc podniesiona rękę Corvusa i głos dobiegający z otwartego łącza podprzestrzennego....-..... jak widzisz na razie niewiele się da zrobić.- Mimo to dziękuje admirale, wiec pozostaje mi tylko poganiacie Mike’a.- Na to wygląda i powodzenia następnym razem Nezar.- Dziękuję, admirale. Monitor ściemniał, ale kapitan nie odrywał od niego wzroku jeszcze przez chwilę. Następnie spojrzał na swoja podwładna.- Słyszałem, Tora. Dlatego odbyłem tą rozmowę z admirałem Peledem. - No, no dowódca wywiadu na Kardasie i okolice. A wiec to prawda. Przenoszą nas?- No nie całkiem.... Co prawda cała sprawa jest mało prawdopodobna, ale nawet gdyby było inaczej to póki nie nadejdą oficjalne rozkazy to ciągle jesteśmy w V dywizji. Jak ud nam się naprawić silniki przed nadejściem tego rozkazy to nikt nas nigdzie nie przeniesie. Tyle że musimy zdążyć w ciągu kilku najbliższych dni.- Mike twierdzi potrzeba nam co najmniej 2,5 dnia. No chyba ze zdarzy się cud, albo dostaniemy więcej ludzi....- To może być to.... – odparł kapitan gładząc w zamyśleniu krótką brodę- Co ? Cud ? Nie liczyłabym na to nawet z umiejętnościami Grahama.- Nie cud, pierwsza. Potrzeba nam więcej ludzi...- Stocznia nam nie da, nawet gdyby miała.- Nie myślałem o stoczni. O ile się nie mylę to USS Wraith właśnie skończył swoje naprawy, może Styczyński pożyczy nam jedna albo dwie ekipy naprawcze. - A jak nie ?- Mało to okrętów w układzie? Przekaż Mike’owi że będzie miał dodatkowych ludzi jeszcze dziś i ma skończyć jak najszybciej.- Aye, aye, sir. – rzuciła z uśmiechem bajoranka i wyszła z gabinetu.- Komputer, otworzyć połączenie do Kapitana Styczyńskiego na USS Wraith. – kapitan wydał rozkaz siadając jednocześnie przed biurkiem.- Wykonyje...
Jurek czekał na odpowiedź z biura adm Seldona, gdy pisnął system komunikacyjny. Jurek uruchomił go i wysłuchał proźby Nezara, po czym skinął głową- Zgoda komandorze. Poinformuje szefa, żeby oddelegował najlepszych ludzi na pański okręt. - ...- Proszę bardzo. Styczyński, koniec. Gdy z monitora zniknęła twarz Corvusa, kliknął komunikator - Kapitan do CEO.- Sir - odezwał się po chwili zaspany głos. Najwidocznie O'Hara oddelegował któregoś ze swoich asystentów do pilnowania okrętu, a sam odsypiał naprawy.- Prześlij najlepszych ludzi na okręt kapitana Corvusa. Jak nie naprawią tego swojego rzęcha na wczoraj, to ich nam zaborą, a ja chcę mieć jak najwięcej okrętów przed kolejną bijatyką.- Aye sir, zaraz się tym zajmę...
Rozdział XXIII
USS Wraith, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Jurek z westchnieniem odepchnął się od konsoli i przeciągnął, niemal zwalając jakiegoś chorążego z nóg. Obeok niego prężył się Derek. Po półtorej godzinie ślęczenia nad spisem załogi wreszcie mieli gotowy spis ludzi którzy są niezbędnie zbędni - a jako tacy mając czas do naprawy okrętów żeby zebrać swoje graty i zameldować się w stoczni. Na pierwszą akcję polecieli z pokojowym stanem załogi, ale teraz Styczyński miał okazję pozbyć się cywili i naukowców. W razie, Organianie chrońcie, czego - zawsze straty będą trochę niższe.
- Sir - podeszła do nich Maggie O'Toole, szefowa wywiadu - ten pierdzistołek od Seldona wścieknie się niedługo.
- A racja, zupełnie o nim zapomniałem... jak myslisz, jak go tutaj ochrona doprowadzi po obmacaniu dokładnym, poprawi mu to humorek - mrugnął do kobiety. O Maggie można było powiedzieć wiele rzeczy, ale napewno nie to, że brakowało jej poczucia humoru. Wybuchnęła śmiechem i skinęła głową - dam znać swoim ludziom. Wywiad się tym zajmie. Przecież to zawsze może być szpieg.
- Dzięki Meg, jak skończycie, przyprowadź go do mnie.
- Aye, sir! - wyprężyła się i odeszła do windy. Jurek jeszcze usłyszał, jak wzywa przez komunikator dwóch swoich ludzi.
- Derek, prześlij potwierdzenie do bazy. Niech nam go tu przyślą.
- Aye.
Maggie z uśmiechem na ustach stała przy śluzie, obok niej dwóch niepozornych podoficerów floty. Nie wyglądali groźnie, ale pozory mylą. Gdyby nie byli groźni, nie zostaliby oficerami operacyjnymi wywiadu. A teraz mieli się zabawić. Cała trójka czekała na przybycie tyłowego dupka...
Rozległ się delikatny syk powietrza, przechodzący przez gumową osłonkę pomiędzy promem i śluzą na okręcie. Dzwięk był prawie niezauważalny i po niedługiej chwili ustał. Grupa powitalna kapitana Styczyńskiego przygotowała się. Drzwi śluzy otworzyły się i oficerowie zobaczyli znajdujące się tam dwie osoby. Jedną z nich był komandor Gwiezdnej Floty, drugą zaś kobieta, mająca taki sam stopień. Oficer był wysokim Andorianinem i miał, podobnie jak kobieta, przyczepiony do munduru identyfikator z przepustką - na pierwszy rzut oka widać było admiralskie pełnomocnictwa. Jego towarzyszka nosiła dodatkowo niewielką aktówkę.
W momencie, gdy uruchomiły się systemy śluzy, Margaret spoważniała. Gdy po chwili wyszło z niej dwoje oficerów, mężczyzna i kobieta w stopniu komandora, oficerowie wywiadu stanowili esensje profesjonalizmu. Margaret przez chwilę czekała, ale nie doczekała się zwyczajowej proźby o pozwolenie wejścia na pokład. "Nadęte dupki" parsknęła w myślach, ale spokojnie podeszła do obu
- Jestem Margaret O'Toole, szef wywiadu na pokładzie Wraitha. Zani otrzymają państwo pozwolenie poruszania się po pokładzie, zostaną państwo poddani kontroli. Prosze za mną. - jej towarzysze stanęli po bokach parki, a Maggie w milczeniu wskazała na drzwi.
- Wątpię, czy będzie to potrzebne. - odpowiedział Andorianin i skinął ręką w kierunku kobiety, która podała szefowej wywiadu Wraitha padd, po czym odpowiedział wyjaśniającym tonem: - Pełnomocnictwa admirała Seldona, zezwalające na swobodne poruszanie się po instalacjach Floty we wszystkich sektorach przygranicznych.
Mag wziela je do reki przejzala i wzruszyla ramionami
- Sprawdzimy. A dopoki sie nie potwierdzi, obowiazuja mnie rozkazy kapitana Styczyńskiego. Poczekają państwo w zabezpieczonej kwaterze. Pierwszy - zwrocila sie do jednego ze swoich towarzyszy. Ten delikatnie, ale gestem nie pozostawiajacym watpliwosci, kto tu rzadzi, chwycil andorianina pod reke. Drugi z meżczyzn cofnal sie o pol kroku za kobiete.
- Proszę zabrać tą rękę... - wysyczał Andorianin.
Oficer niewzruszone spojrzal na Meg, ktora skinela glowa. Pierwszy opuscil dlon, i wzorem swojego towarzysza cofnal sie o pol kroku za Andorianina
- Jestem niezwykle wdzięczny. A teraz - jeżeli nie przekonują pani rozkazy admirała Seldona i nie daje nam pani dostępu do okrętu, to opuścimy Wraitha do czasu, aż pani stwierdzi, że rozkazy mają jakiekolwiek znaczenie.
Meg zastanowila sie i podeszla do konsoli w scianie. Uruchomila system lacznosciowy
- O'Toole do kapitana.
- Kapitan.
- Sir. Nasi... goście chcą poczkać na potwierdzenie rozkazów w doku. Mam pozwolić im na to?
W głośniku zapadło milczenie. Po paru chwilach Styczyński odezwał się ponownie
- Dobrze. Powiadom tylko swojego odpowiednika w Bazie, żeby miał na nich oko. powiedz mu o co chodzi.
- Aye. O'Toole, koniec.
Odwróciła się do gości, i jakby nie słyszeli całej konwersacji powiedziała spokojnie
- Mogą panstwo opuścić okręt. Jeżeli otrzymamy potwierdzenie rozkazów, prześlemy odpowiednie zezwolenia.
- Jesteśmy bardzo wdzięczni za pani łaskawe pozwolenia. Niewątpliwie pojawimy się tutaj jeszcze i będziemy równie uprzejmi jak pani. - syknął Andorianin, po czym odwróci się i wyzywająco poczekał, aż dwójka goryli Zarathosa przestanie tarasować drogę do wahadłowca.
O'Tool, jak tylko goście zniknęłi, przesłał pełnomocnictwa kapitanowi. Była bardzo ciekawa, co też zrobi z tym zgniłym jejeczkiem.
Kapitan obejrzał pełnomocnictwa admiralskich szpionów i skrzywił się lekko.
- Pieknie. Suka i kundel. A ja obu nadepnąłem na ogon. Na szczeście tacy więcej szczekają niż gryzą... - system komunikacyjny pisnął i na ekranie pojawiła się wiadomość z Preciousa. Informacje na temat wyżej wymienionej kundlicy.
- Faktycznie, suka. - Jurek przesłał podziękowania na okręt Fluorka i zanotował, żeby poszukać jakiegoś admirałą z długiem wdzięczności wobec niego i odkręcić sprawę awansu komandora. Ostatecznie taka załoga, jaki kapitan. Wyszedł na mostek
- Derek, skontaktuj się z biurem admirała Seldona i poproś o autoryzację tych pełnomocnictw. Jak prześlą, zaproś naszych szpiegów ponownie do nas. A, i poinformuj O'Toole, że bez względu na pełnomocnictwa, ta dwójka nigdzie nie może poruszać się bez eskorty, dopóki nie zmienie rozkazów, są ograniczeni do trasy śluza-mostek i z powrotem.
- Aye.
Jurek wszedł do swojej kwatery i czekał na przybycie admiralskich piesków mysliwskich...
- Jamniki, psia kość - uśmiechnął się na myśl o jamniku w mundurze GF.
Dwójka przedstawicieli sztabu IV floty usiadła w fotelach na promie po tym, jak Jane Melton dała znać sternikowi, żeby wracać na stację. Sternik wyraził pewne zdziwienie, że wizyta potrwała zaledwie kilka minut, jednak nie zadawał zbędnych pytań - po przepustkach widać było, że państwu ze sztabu lepiej tego nie robić.
- Spodziewałam się wielu rzeczy, ale czegoś takiego - nie.
- Widać ten Zarathos to kawał twardogłowego dupka. Kiedy dotknął mnie jeden z tych goryli, to najchętniej zmiażdżyłbym mu czaszkę.
- A drugiego zabiłbyś plastikiem identyfikatora? - zapytała ironicznie Melton.
- Dobra, w marines służyłem jakiś czas temu, ale odruchy pozostają... Chociaż teraz ich nie było.
Kobieta wyjęła dwa papierowe woreczki, których jeden z brzegów był rozerwany, po czym ostentacyjnie nimi pomachała.
- Ostrożniej pijaj tą twoją andoriańską kawkę. - rzuciła mu saszetki. - To tylko środek uspokajający, ale dwie dawki chyba ledwo starczyły.
- Nie dosypuj mi nic więcej - ale prawda, ledwo. Skąd wiedziałaś, że Zarathos tak nas przywita?
- Jestem przygotowana na każdą okazję - nauczyła mnie tego praktyka. Zresztą na stacji mam już kodowany kanał do SB 326.
- Seldon wścieknie się jak diabli.
- Widać, że nie znasz go tyle ile ja - on 'nigdy' się nie denerwuje, prędzej wpadnie w rozpacz i będzie odmawiać doktorkowi wzięcia prochów antydepresyjnych. - komandor mówiła z wyraźnym rozbawieniem.
- A rozkazy dla dywizji? Niby mieliśmy je wręczyć...
- No i "pani szef wywiadu" uniemożliwiła nam poruszanie się po okręcie, a także zignorowała rozkazy, paddy i przepustki - wykazaliśmy sto procent ugodowości, za to ona łamała rozkazy sztabu i Zarathos o tym wiedział. Naszej winy w tym nie ma, a z ewakuacją Celeno sobie poradzą.
- A jak nie, to co? Będzie odpowiadał za śmierć tych kolonistów?
- Jakbyś zgadł.
- Nie podoba mi się to - jak będziemy na stacji to musimy mu te rozkazy wysłać.
- Nie mam mowy - Seldon wyraźnie powiedział, że rozkazy przekazujemy, jak zaokrętujemy się. To, że zatrzasnięto nam drzwi przed nosem tylko oznacza, że Jaśnie Pan Kapitan ma gdzieś dowódców, i to będzie łatwo udowodnić przed sądem.
- No niby, jak sobie zaczyna z ludźmi ze sztabu, i to jeszcze po tym, co pokazał na Arthus, to nie pokapitanuje sobie zbyt długo.
- To zależy tylko od naszego zaangażowania - a ja już polubiłam Zarathosa i poczekam, żeby dać mu jakiś "grupszy" prezent, niż zdjęcie z dowodzenia dywizji. Na razie przesłuchamy go w związku z Arthus i zajmiemy się tą panienką z wywiadu.
- Spokojnie, akurat, jeżeli chodzi o tą... - Andorianin szukła słowa. - O'Toole, to jestem za, ale mamy całą masę innej roboty - obserwować, nasłuchiwać, relacjonować, przekazywać Seldonowi i Counterborrow'owi. Ty na razie wymienisz co trzeba ze sztabem i wrócisz na Wraith, a ja polecę na rozmowę z Fluorkiem. Twórzmy pozory, że to nie ty dowodzisz tą operacją.
- Może być - pewnie Zarathos wścieknie się, że zaczynasz zbierać informacje bez wcześniejszej rozmowy z nim - brak respektu, szacunku dla dowódcy dywizji i te pierdoły.
- Im bardziej nasz pobyt przyjmuje emocjonalnie...
- ... tym szybciej popełnia błąd. Zresztą już jeden ma na koncie - pewnie teraz w zaciszu swojego gabinetu myśli, że wygrał - marzyć mu nie zabronimy.
Główny ośrodek urbanistyczny Arvenal VII, układ Arvenal.
Rozległ się następny głośny wybuch. Karl chwycił się za głowę, próbując uniknąć ogłuchnięcia, ale jednocześnie upuścił padd. Trzymany w drugiej dłoni fazer został chwycony jeszcze mocniej. Po chwili człowiek podniósł się z ziemi i rozejrzał - dziesięciu ludzi z jego drużyny zniknęło, prawdopodobnie wyszli na korytarz, zaś trójka innych zajmowała się intrygującymi, zgeometryzowanymi konsolami, z których część już została zniszczona. Na podłodze znajdowała się dwudziestocentymetrowa warstwa tynku, stalowych blach i porozrywanych przewodów, zaś wszędzie czuć było zapach spalonego plastiku.
- Wstawaj. - sierżant Vyllaka szarpnął go za ramię, błyskawicznie stawiając na nogach.
- Zgubiłem gdzieś deszyfrator.
Sierżant szpetnie zaklnął i zwyzywał technika.
- Łap. - chorąży Simmons z USS Acarty rzucił Kuhnowi urządzenie, które tamten natychmiast przystawił do panelu.
W mgnieniu oka na ekranie zaczęły pokazywać się kolorowe szlaczki w zupełnie niezrozumiałym języku. Sierżant złapał obiema rękami karabin fazerowy i wyszedł na korytarz. W odległości dziesięciu metrów kryli się żołnierze z jego drużyny, zaś na drugim końcu korytarza, za poprzewracamymi beczkami i skrzyniami czaili się Kardazjanie. Kiedy tylko ludzie z Floty otworzyli ogień, Vyllaka przebył dziesięciometrowy odcinek i przykucnął przy prowizorycznej osłonie.
- Jak jest?
- Nie przebijemy się - skubańcom jest już wszystko- - wykrzyczał Bugaj, kiedy nad ich głowami, ale w dość dużej odległości, przeleciał przerywany promień kardazjańskiego dezruptora. - wszystko jedno. Po bombardowaniu i wstępnym ataku są zdeterminowani i walczą do końca.
- Nie mamy na to czasu. Zużyliście wszystkie granaty?
- Soovik powiedział, że załatwia transport z okrętów, ale oni przesyłają transporty sprzętu i ludzi na całej planecie.
Kiedy tylko skończył przekrzykiwać się ze strzałami, przy żołnierzach pojawił się Wolkan. Jego oblicze jak zwykle wyrażało jedynie beznamiętny spokój i opanowanie.
- Sierżancie, Ernhmann jest ciężko ranny, jednakże nie możemy przesłać go na żaden okręt. Wróg rozstawił blokady transportera na obszarze całego ośrodka.
- Zdążyli przesłać nam granaty?
- Tak, jednak Ernhmanna trafiono właśnie podczas próby ich przyniesienia.
Sierżant klepnął komunikator.
- Tu Vyllaka. Biegniemy z Soovikiem po sprzęt. - powiedział do Wolkana. - Reszta będzie dawać ogień zaporowy. Zrozumiano?
Wszyscy, którzy byli w polu widzenia skinęli głowami. Kiedy tylko Kardazjanie przestali strzelać, drużyna z USS Tenochtitlan otworzyła ogień, a sierżant z Wolkanem pobiegli w kierunku najbliższego ukrycia. Pakunek z wyposażeniem znajdował się za rogiem, na przecięciu głównego korytarza z innym. Pierwszy biegł Vyllaka, a zaraz po nim Soovik, przy czym teren przebywali "skokami". Kiedy sierżant dotarł na miejsce, Wolkan zaczął przemierzać ostatni odcinek. Jedna z wiązek dezruptora trafiła go, tak że upadł bezwładnie na podłogę za jakąś przeszkodą.
Sierżant widząc to zaklnął, jednak nie przerwał otwierania paczki. Zabrał jeden z granatów, po czym przy umówiomy wsparicu reszty drużyny rzucił go na koniec głównego korytarza. Rozległa się eksplozja, która przerwała wymianę ognia.
- USS Tenochtitlan do Vyllaki.
- Tu Vyllaka.
- Do systemu weszły kardazjańskie posiłki. Musimy zabrać was na okręt.
- Ile mamy czasu?
- Minutę.
- Natychmiast przetransportujcie Ernhmanna i Soovika, za minutę się odezwiemy.
Vyllaka wyłączył komunikator, po czym ponownie go włączył.
- Vyllaka do Khuna.
- Słucham.
- Skończyliście już?
- Część danych już mamy, ale zgodnie z planem mieliśmy się dostać do rdzenia a nie na "prowincję". Pozatym miała tu być jeszcze drużyna Darafou, więc proszę nie kpić.
- Więc weź wszystki i przygotuj się do transportu - wracamy na pokład.
Po chwili cała drużyna i technicy Gwiezdnej Floty zniknęli w błysku transportera, pozostawiając zniszczone wnętrza niedaleko głównego rdzenia komputera bazy. Jedynie część danych, na które liczył Telpochcoatl, udało się przejąć, dlatego też reszta bazy w ciągu kilku minut została zrównana z ziemią w wyniku ostrzału orbitalnego. Taki los czekał tych, którzy nie szanowali pokoju w Galaktyce i jego największego obrońcy - Federacji.
:uk: Cardassiański okręt dowodzenia C.S.U Kraxon.....
Legat Kell z nieukrywanym niezadowoleniem wyłączył konsolę stojącą na biurku. Rozmowa z Gulem Enabrem nie przebiegła tak jak Kell przewidywał. Okazało się iż grupująca się w układzie Adbar Prima IV flota stanowiła w obecnej postaci marną siłę. Z obiecanych 50 okrętów na razie na miejsce dotarło 15, natomiast czas przybycia pozostałych był niepewny. Gul Enabram dopiero po wyraźnym rozkazie Legata zgodził się wysłać wszystkie okręty w kierunku układu Avenal VII by wesprzeć atakowaną placówkę. Kell w duchu wiedział iż te okręty dotrą za późno na miejsce ale liczył na to iż osłabione wcześniejszą walką okręty Federacji widząc kolejne posiłki wycofają się powrotem w przestrzeń Federacji.
- Legacie ! Otrzymujemy alarmowy przekaz z Avenal VII - zameldował nagle Parn
- Z bazy czy od floty ? - spytał chłodno Kell
- To przekaz od floty...... albo z tego co z niej zostało – dodał ciszej Parn czytając już przekaz......
>> Wróg wycofuje się z systemu, ponieśliśmy ciężkie straty 70 % okrętów uległo zniszczeniu. Baza na powierzchni Avenal VII została zrównana z ziemią, nie odnaleziono żadnych ocalałych. Przystępujemy do zabezpieczenia systemu do czasu przybycia posiłków….. << Kell milczał przez chwilę patrząc na liczby zawarte w przekazie. Parn miał rację atak na Avenal VII był aktem zemsty nie było co do tego wątpliwości. - Kiedy dotrą do nich posiłki z Adbar Prima ? - Za około 6 godzin - odparł Parn sprawdzając ostatni przekaz z dowództwa IV Floty - Dobrze, pomogą zabezpieczyć system i zluzują ocalałe okręty..... niech wycofają się do układu Adbar Prima – rozkazał Kell Młody adiutant skinął potwierdzająco głową i wydał odpowiednie rozkazy oficerom pełniącym wachtę..... Kell kierując się w stronę swojego biurka zaczął zastanawiać się nad kolejnym posunięciem. Doświadczenie starego wojownika podpowiadało mu iż traci powoli inicjatywę w tej wojnie, a to mogło się okazać zgubne w skutkach dla Unii. Cardassia potrzebowała w tej chwili zwycięstwa.....wielkiego zwycięstwa które podniosło by na duchu całe wojsko i społeczeństwo Unii. Legat spojrzał w kierunku mapy taktycznej przygranicznych układów. Symbole obrazujące dwie floty zmierzające do układów Haedus I i Celeno I były oddalone o 10 godzin lotu od celu. Jednak zdobycie tych układów nie mogło dać Legatowi tego czego w tej chwili najbardziej potrzebował. Oczy Kella ponownie zaczęły błądzić po mapie, każdy z wyświetlonych punktów niósł z sobą pewną obietnicę.....obietnice zwycięstwa lub porażki, Kell wiedział iż decyzja którą podejmie zdecyduje o losach tej wojny jednak nie bał się odpowiedzialności..... - Parn - zaczął po chwili - Tak Legacie ? – spytał podchodząc Glinn - Prześlij mi wszystkie plany i informacje jakie zdobył ostatnio nasz wywiad na temat SB74 - SB74 ? – spytał niepewnie Parnn - Tak…. SB74 będzie naszym kolejnym celem - odparł chłodno Legat zasiadając za swoim biurkiem......
USS Yahagi Okret bez pospiechu przemierzal peryferia bazy Celbralai. Wewnatrz caly poklad 10,11, i 12 zasnuty byl dymem. Na calym okrecie palily sie czerwone swiatla, a zaloga goraczkowo biegala w te i wefte. Pierwszy oficer, chorazy Katlin McGeorg, siedzial w fotelu kapitanski i ostro sie pocil. Kapitan doznal obrazen w wyniku ataku wrogich okretow i teraz on musial przejac dowodzenie. Okret byl w oplakany stanie, na trzech pokladach szalal ogien, wiekszos broni byla niesprawna , a rdzen reaktora zaczynakl wpadac w niebezpieczne wachania. - Ewakuowac poklady 10 do 12! - Zawolal. - Sir! interkom nie odpowiada nie mamy lacuznosci z druzynami naprawczymi! - odpowiedziala mloda kobietasiedzaca przy konsoli lacznosci. Nazywala sie Maya Yukiko, i tio byl jej pierwszy przydzial po akademi - Wyslac lacznika! - Katlin zaczynal sie denerwowac. Sytuacja zaczynala sie robic powazna. - powiedzcie za maja trzy minuty na opuszcenie pokladow! Taktyczny! co z okretami przecinika? - Przybycie posilkow z bazy 74 musialo pokrzyzwc mu plany. Wrogie jednoski oddalaja sie w strone granicy ukladu! - odpowiedzala kadetka. - Na mostku zawyla syrena a okret zadrzal. - Sir dostalism porzegnalny prezent! Uszkodzenia drugiej godoli warp! Naped impulsowy niesprawny, stracilismy zasilanie na kolejnych pokladach! W tym momencie od sciany oderwala sie sylwetka w mundurze gwiezdnej floty. - Zblizamy sie do strefy patrolu. Komputer, koniec cwiczen. Pierwszy ofier odwolac alarm bojowy. zachowac stan pogotowia. Zmiana beta na mostek. za 5 minut zaczynamy patrol. - Kapitan Ririagh N`Ruri nie dawal zalodze zbyt durzo wytchnienia. Wiekszosc z jego podopiecznych to byli rekruci, a ich okret zostal przydzielony do floty dojowej. Musieli zachowac gotowosc. A doatkowe alarmy, chociaz mczace, przygotowywaly ich na to co moglo nastapic. Kapitan nie martwil sie o kondycje zalogi. Plan cwiczen opracowal z mysla o utrzymaniu pelnej gotowosci bojowej, a nie o zamianie zalogi w "poranek zywych trupow". Cwiczenia byly wyczerpujace, lecz zadball by zalogo dostatecznie wypoczywal. Nagle Z zadumy wyrwal go glos drugiego oficera. - Osiagnelismy strefe patrolu, sir. - Dobrze - odpowiedzial. - Podniesc tarcze i pelna moc skanerow.hce wiedziec wszystko o kazdym atomie jaki mamy w zasiegu - Usmiechnal sie. - Wykonac.
USS PRECIOUS
gabinet pierwszego oficera
- Przykro mi, ale kapitan Styczynski jest bardzo zajety teraz. - odpowiedziala oficer komunikacyjna USS WRAITH.
- A zatem prosze przeslac mu ten plik... - komandor oznaczyl dane personalne komandor Jane Melton jako zastrzezone dla poziomow dostepu wyzszych niz trzeci. - To sa dane tylko dla jego oczu, chcialbym zeby to bylo jasne. Informacje tu zawarte moga byc bardzo przydatne dla kapitana, o ile bedzie mial czas sie z nimi zapoznac.
- Wiadomosc dostarczona.
- Dziekuje, pani porucznik. Sshark wylacza sie.
Komandor Sshark mial nadzieje na rozmowe osobista z dowodca dywizji, lecz okazalo sie, ze jest juz zbyt pozno. Teraz trzeba bedzie dzialac bardzo rozwaznie.
Zapiszczal komunikator pierwszego.
- Komandorze, prosze przyjsc na mostek. - to byl glos kapitana Fluorka.
- Juz ide. - odpowiedzial pierwszy.
mostek
- ... najprawdopodobniej Andorianin i ludzka kobieta, jednak nie potrafie okreslic jej dokladnego pochodzenia. - mowil podporucznik Clausehkai, w momencie gdy Sshark wszedl na mostek.
- Pierwszy, dostalismy informacje, ze na WRAITH przybyli wyslannicy sztabu IV Floty. - powiedzial podekscytowany Fluorek.
- Naprawde? - zdziwil sie Levis Sshark. - Kiedy przybyli?
- Nie wiemy dokladnie. - odpowiedzial Ktarianin. Nibosh byl bardzo zaaferowany cala sprawa, przelaczal ekrany, kanaly, pasma skanowania i czestotliwosci by tylko uzyskac jakies bardziej szczegolowe dane z sensorow.
- Czy Styczynski nie ma nic przeciwko naszej infiltracji? - spytala komandor Williams.
- Skoro nie zaczal strzelac ani nie podniosl oslon, to chyba nie. - zasmial sie Centauryjczyk.
- Dziwne...
- Co jest dziwne, poruczniku? - Fluorek podszedl do konsoli operacyjnej.
- Odczyty sa chyba nieprawidlowe... Zatrzymaly sie w okolicy sluzy i... i nic.
- Nic?
- Stoja w miejscu.
- Byc moze urzadzaja sobie pogawedke.
- Dziwne, ze komunikator kapitana Styczynskiego jest na mostku.
- To normalne, ze wysyla sie komitet powitalny dla gosci. - stwierdzil Sshark.
- Gdyby moim gosciem byli wyslannicy admirala, pofatygowalbym sie do sluzy. - odparl Fluorek.
- Nie watpie. - mruknela Williams.
- Jakies zamieszanie... - meldowal Clausehkai. - Wyslannicy wycofuja sie do promu!
- Dziwne, ze nie chca sie spotkac ze Styczynskim. - zastanawial sie Fluorek.
Levis Sshark pokrecil glowa. Przeczuwal, ze cos poszlo bardzo nie tak jak powinno. Obawial sie, ze Styczynski nie zdazyl odczytac jego przesylki i postepowal ze swoimi goscmi zbyt standardowo. Pierwszy cofnal sie do konsoli pomocniczej inzynieryjnej numer trzy, przy ktorej stala podporucznik Xila Hamtrul.
- Jak zle jest? - spytala Bolianka.
- Nie jestem pewny, ale stad to wszystko wyglada fatalnie.
- Co robimy?
- Chce zebys dostala sie na WRAITHa i osobiscie wyjasnila Styczynskiemu powage sytuacji, bo nie jestem pewny czy jest na tyle silnym graczem za jakiego sie byc moze uwaza. Hieny przyszly pozrec jakas padline, a Styczynski zamiast podac im na zlotej tacy kapitana Mandele, polecil im cos smaczniejszego... siebie w potrawce. Watpie, zeby sie teraz nie skusili.
- Co mam mu powiedziec?
- Wyjasnij mu jak nalezy przyjmowac gosci od admirala. Ma ich przyjac z przesadna wrecz goscinnoscia, wszystko ma wygladac pieknie i hienki maja czuc sie przytloczone, zdezorientowane z powodu szczescia i radosci z jaka wita ich Styczynski. Galowe mundury i honorowa eskorta nie bedza zbytnia przesada, niech ich zaprosi na uczte do vipowskiej mesy, zaoferuje zwiedzanie okretu, cokolwiek sobie zazycza.
- Watpie zeby zlapal o co w tym wszystkim ma chodzic...
- Posluchaj uwaznie, ci oficerowie to nie sa jacys gwiezdni turysci, ktorzy szukaja zbytku i zainteresowania. Oni szukaja dziury w calym i im bardziej Styczynski bedzie sie staral ich wykurzyc, tym bardziej beda do niego lgneli... jak pijawki. Co wiecej, moga zaczac szukac nieprawidlowosci na pozostalych okretach, a chec odnalezienia rzeczy, do ktorych mozna sie przyczepic będzie odwrotnie proporcjonalna do ich samopoczucia. Dlatego przede wszystkim najwazniejsze jest dbac o nich, jakby byli rozpieszczonymi admiralskimi bachorami...
- Przekonanie Styczynskiego do tego nie bedzie proste.
- Rozumiem to, ale wbij mu do glowy, ze to jest jeden z najlepszych sposobow radzenia sobie w takich sytuacjach.
- A co jesli juz zdarzyl powiedziec cos czego nie powinien?
- To niech ich przeprosi, do diabla. Niech wyjasni, ze byl w niedyspozycji, ze to, ze tamto, lecz musi dac im do zrozumienia, ze na jego okrecie nie ma nic ciekawego. Przypomnij mu, ze oni przylecieli po Mandele, niech im da to, czego chca.
- Fluorek wie?
- Porozmawiam z nim o tym... byc moze. Pozniej. Masz dwugodzinne zezwolenie na opuszczenie pokladu. Przeslij sie albo uzyj promu, jak uwazasz, i koniecznie porozmawiaj ze Styczynskim. Dowiedz sie przynajmniej jaki jest jego plan... o ile ma jakikolwiek...
EDIT: dopisane poniżej
mostek
Bolianska podporucznik Xila Hamtrul byla bardzo skupiona i zdenerwowana. Pierwszy Oficer wysylal ja na wazna misje i dawal wyraznie do zrozumienia, ze bardzo zalezy mu na jej powodzeniu. Rozkazy wydawaly sie na tyle jasne, co niewykonalne: namowic wielce niepokornego i upartego kapitana Ambasadora do tego by zachowywal sie jak jakis zalekniony gryzipiorek.
- Kapitanie, chcialbym oddalic sie na chwile. - pierwszy zwrocil sie do Fluorka.
- Prosze bardzo, panie Sshark. - odparl kapitan.
Pierwszy i Bolianka opuscili mostek.
turbowinda
- Dlaczego to robimy? - spytala asystentka.
- Znamy sie nie od dzis, Xila. Wiesz o mojej motywacji... - odpowiedzial Sshark, nieco wybity z tropu.
- Tak, ale co mam powiedziec Styczynskiemu?
- Prawde... powiedzmy, ze jest to wspolpraca przeciwko wspolnemu wrogowi.
- Seldonowi?
poklad 12, korytarz
- Xila! - Centauryjczyk wzrokiem skarcil oficerke. - Nie waz sie mowic tego przy nim, bo go przeploszysz. Nasz dowodca floty nie jest naszym wrogiem... - mowil z przesadna starannoscia, skrywajaca nieznane ilosci sarkazmu. - tylko komandor Melton. Podzielilismy sie z nim informacjami, ktore wskazuja, ze wyslanniczka jest raczej lowczynia glow niz wzorowa oficerka GF. Nasza powinnoscia jest sprawic, by ta sprawa nie dala jej okazji do wybicia sie po naszych trupach.
- Chyba rozumiem, mam zagrac nieco pod honor oficera?
- To moze byc wlasciwy kierunek dla czlowieka tej kategorii. Oczywiscie bez zbednego patosu, bo wyczuje falsz. Mysle, ze to calkiem podejrzliwy typ, wiec nie powinnismy sie zbytnio mijac z prawda... - pierwszy zamilk, poniewaz z przeciwka nadchodzil jakas oficerka czerwonej sekcji.
- Komandorze... - skinela z daleka.
- Witam pani Stern. - pierwszy pozdrowil kadetke.
- Panie Sshark, ja chcialam wyjasnic w sprawie tej mojej nieobecnosci...
- Jestem zajety, kadecie. Niech pani zalatwi to bez mojej pomocy z komandor Williams.
- E... tak jest. - kadetka oddalila sie.
przesylownia 3
Andorianska porucznik Thlyia Maakphroo stala przy konsoli i usilowala wywolac USS WRAITH na kanale prywatnym, nie monitorowanym przez konsole operacyjna, jednak bez powodzenia. Probowala juz kilku roznych sposobow, ale za kazdym razem cos blokowalo jej proby.
Drzwi otworzyly sie.
- W koncu pan... - Andorianka przerwala, poniewaz zamiast spodziewanych przez siebie osob ujrzala porucznik Santami (zastepce szefa ochrony) i dwoch oficerow wchodzacych do pomieszczenia.
- Dzien dobry, pani porucznik. - przywitala sie Bolianka.
- Witam. Nie spodziewalam sie tutaj panstwa. - Thlyia nie musiala nawet udawac zaskoczonej... w istocie dala sie podejsc. Zwlaszcza ze byla pewna, ze kody, ktorych uzywala byly juz sprawdzone i bezpieczne.
- Pani Williams prosila nas zebysmy sprawdzili konsole. Podobno doszlo do naruszenia protokolow ochronnych. - wyjasnila Santami.
- Usiluje tu pracowac, poruczniku, nad waznym zleceniem od pierwszego oficera. Byc moze, zupelnym przypadkiem, wcisnelam nie ten przycisk co trzeba. Nie ma co podnosic halasu.
- Nie podoba mi sie to, ze wszystko tlumaczy pani rozkazami pierwszego. Prosze odejsc od tej konsoli.
- Popelnia pani fatalny blad...
- Prosze odejsc albo zostanie pani aresztowana.
- To... to oburzajace! - Andorianka zrobila sie bardziej niebieska na twarzy i nerwowo poruszala czulkami. Tymczasem jeden z asystujacych oficerow zdjal pokrywe konsoli i zaczal skanowac obwody.
poklad 12, korytarz
- Szczegoly... niech sie zgodzi to ustalimy wszystkie detale, ale ogolne zalozenie juz mamy. Pamietasz wszystko? - spytal Pierwszy.
- Priorytet to pograzenie Mandeli, mamy wykazac, ze byl niesubordynowanym czubkiem, nad ktorym nie dalo sie panowac. Pozostali kapitanowie w swoich zeznaniach raczej nie beda go bronili, bo jego wina jest bezdyskusyjna. - powtarzala pospiesznie bolianska asystentka.
- Dobrze. Kto nastepny?
- Reyden. Nieodpowiedzialny i brawurowy glupiec. Samotnie wlecial w gaszcz nieprzyjaciol, a w czasie walki siedzial ukryty w atmosferze Arthus II.
- Bohatera z niego nie zrobimy. - zasmial sie Pierwszy. - Kogo jeszcze na pozarcie?
- McCaley.
- Tak, tylko z nim ostroznie. Wszyscy bylismy swiadkami jego pyskowki i niesubordynacji, wiec w zeznaniach bedzie on widnial jako awanturnik, co moze podwazac jego wiarygodnosc. Niestety, on prawdopodobnie bedzie gral przeciwko Styczynskiemu i to wlasnie jego moze wykorzystac Melton. Musimy jakos dotrzec do niego wczesniej albo chociaz go wybadac. Tylko tu trzeba maksymalnej rozwagi, to musi byc ktos, kogo ciezko bedzie z nami powiazac.
- Peterson?
- Prawdopodobnie. A... do cholery?! - pierwszy i asystentka skrecili w ostatni korytarz i zauwazyli trzech komandosow przed wejsciem do przesylowni. Z nimi stala takze andorianska porucznik.
- Co sie stalo, Thlyia? - Sshark podbiegl do Andorianki.
- Williams mnie wygonila z przesylowni.
- Nie mamy na to czasu... - Pierwszy chcial wejsc do pomieszczenia, ale zolnierze zastapili mu droge.
- Prosze sie cofnac, komandorze.
- Co jest, do cholery? Jestem pierwszym oficerem na tym okrecie, a wy macie sie rozejsc natychmiast!!
Zolnierze spojrzeli po sobie. Jeden z nich nacisnal komunikator. Po chwili w drzwiach pojawila sie bolianska porucznik Lokrit Santami.
- Witam komandorze. - usmiechnela sie lekko.
- Pani porucznik, co tu sie dzieje?!
- Nieznany sprawca naruszyl plomby bezpieczenstwa, musimy je przywrocic, wiec ta przesylownia jest nieczynna.
- Po co zostali wezwani ci zolnierze? Watpie, zeby ich asysta przy naprawie byla konieczna!
- Prosze sie uspokoic, to tylko niezbedne srodki bezpieczenstwa, podjete by zapobiec ewentualnemu sabotazowi czy dywersji.
- Co?????
- W czasie wojny mamy prawo reagowac odpowiednio do potencjalnego zagrozenia.
- Komandorze, tracimy czas... - powiedziala Hamtrul.
- Naruszenie protokolow bezpieczenstwa odbylo sie z mojego rozkazu. Czy teraz sprawa jest zalatwiona?
- Dlaczego nie powiadomil pan szefowej ochrony o tym?
- Jestem pierwszym oficerem, do cholery. Czy nie moge sie zalatwic na tym okrecie bez pytania jej o zgode?! Skoro sprawa sie wyjasnila, to prosze zwolnic pomieszczenie.
- Przykro mi, ale nie moge tego zrobic.
- To jest bezposredni rozkaz pierwszego oficera.
- Komandor Williams dala mi dokladnie odwrotny rozkaz i uwazam, ze on nadal obowiazuje. Pani Williams jest starsza w randze o cztery lata.
- Ja jestem pierwszym oficerem! - Pierwszy probowal znowu podejsc, ale zolnierze podniesli lufy karabinow.
- Zawiadomimy pana jak tylko uda nam sie zazegnac niebezpieczenstwo. - odpowiedziala spokojnie porucznik Santami i wrocila do przesylowni.
Pierwszy zebral swoje dwie asystentki i pospiesznie odeszli.
- Gdzie jest najblizsza przesylownia?
- Trzy poklady wyzej, to kilka minut drogi. - powiedziala Thlyia.
- Nie jestem pewna, ale chyba na dziewiatym trwa teraz wymiana EPS. - dodala Xila.
- Za duzo czasu stracilismy. Trudno, bede musial porozmawiac z Fluorkiem i cos zmyslic. - pierwszy kilknal na komunikator.
mostek
- Sshark do operacyjnego
- Tu Clausehkai, slucham.
- Prosze nadac do USS WRAITH, ze za chwile zostanie przeslany gosc do kapitana Styczynskiego. Nastepnie prosze namierzyc komunikator podporucznik Hamtrul i przeslac ja tam.
Operacyjny spojrzal na Fluorka. Kapitan zdawal sie byc nie mniej zadziwiony.
- Kapitanie, to chyba dosc dziwna prosba. - odezwala sie oburzona komandor Williams.
- To raczej pilne, poruczniku. - glos pierwszego z ponagleniem.
Fluorek skinal glowa.
- Tak jest, komandorze. - odpowiedzial Ktarianin i rozpoczal wywolywanie WRAITHa.
Fluorek spojrzal na stanowisko ochrony. Komandor Williams opuszczala mostek, a jej miejsce zajal jakis podoficer.
Kapitan podszedl do kontroli lotow.
- I co pani na to? - spytal siedzaca tam Benzytke.
- Nie mam pojecia, kapitanie. Jednak jezeli pani Williams opuszcza stanowisko, to nie oznacza niczego dobrego. - odpowiedziala Lira Gaarnaaks.
- Czy ktos wie co sie dzieje na moim okrecie? - spytal Fluorek retorycznie.
Jurek słuchał raportu Meg na temat wspaniałych szpionów admirała i zastanawiał się, czy zamówić sobie tylko coś do picia, czy może też coś na ząb, gdy zabrzmiał sygnał komunikatora.
- Sir, tu sierżant Relgiez.
- Słucham, szefie.
- Porucznik Hamtrul z Preciousa prosi o zezwolenie na transport na pokład. Ma wiadomość dla pana.
- Wyrażam zgodę. Niech przyjdzie do mojego biura. Kapitan, koniec.
Odwrócił się do okna
- No i jak, Meg. Sshark jest miły gościem. Przesłał ostrzeżenie, teraz pewnie wysyła kogoś żeby mi doradził jak obchodzić się z tymi śmierdzącymi jajeczkami, które podrzucił mi Seldon. Tylko dlaczego mam dziwne wrażenie, że facetowi trzeba by włożyć łopatę w tyłek, przekręcić i wyrwać flaki?
Meg zaśmiała się. Na Wraitha trafiła, gdy okręt wypuszczono z doku i jeszcze pachniał farba. Od początku służyła pod Styczyński, zresztą wcześniej też się znali. Porucznik Styczyński był dowódcą patrolowca systemowego gdy się poznali. Ona wtedy była zwykłą agentką wywiadu i trafiła na jego okręt w ramach jednej z akcji w RSN. Pamiętała dobrze napis jaki USS Mescalero miał namalowany na wrotach hangaru: Będziesz grał po naszej stronie albo wsadzimy ci przyrząd sportowy w odbytnicę. Jurek nie zmienił się przez te lata. Pewnie wydoroślał, z pistoleta stał się porządnym badaczem kosmosu i zrównoważonym dowódcą liniowym, ale nadal miał ciekawe powiedzonka. I w przeciwieństwie do większości oficerów, potrafił je od czasu do czasu wprowadzić w życie.
- Nie wiem, poszperam w naszych aktach.
- Dzięki Meg. A nasze zgniłe jajeczka? Nadal smażymy je na wolnym ogniu, czy podkręcić gaz?
O’Toole zastanowiła się. Najprościej byłoby wprowadzić z życie naczelną dewizę jej służby: dajcie mi człowieka, a coś na niego znajdę. Ale z drugiej strony i ona i Styczyński musieliby pociągnąć za zbyt wiele sznurków i zbyt wiele przysług wykorzystać, żeby przeskoczyć Seldona.
- Nie sir. Szkoda naszych zasobów na niszczenie takich szczurków. Jak chcesz się ich pozbyć, to można ich wyrzucić za burtę w czasie bitwy. Da się zorganizować mały wypadek. Wahania natężenia pól czy coś takiego. Ale tak, to lepiej dać sobie spokój. Lekko poirytowani będą mieli skłonności do popełniania błędów, a wtedy da się ich wykorzystać bez zbytnich nakładów.
- Tia, przydałoby się mieć mocnego haka na tą parkę… może i przy okazji na admirała by się coś znalazło. No nic, przygotuj… - zabrzmiał dzwonek do drzwi. – O to chyba mój nowy doradca – uśmiechnęli się do siebie. – Wejść! – do środka weszła boliańska porucznik. – Witam na pokładzie, pani porucznik. Momencik. Meg, przygotuj wszystko. Niech pieski admirała poczują się jak w domu.
Porucznik O’Toole uśmiechnęła się i skinęła głową, po czym wyszła z gabinetu. Styczyński zwrócił się do swojego gościa.
- Pani Hamtrul, nieprawdaż? – kobieta skinęła głową – niech pani siada.
Uruchomił komunikator
- Hishi, przynieś mi sok pomidorowy, jak jeszcze jakiś jest, jak nie to wodę. Pani porucznik?
- Woda wystarczy.
- Sok i woda.
- Się robi, szefie. – Bolianka z niedowierzaniem spojrzała na Styczyńskiego. Z tego co słyszała, to z niego miała być niezła piła i ogólnie nadęty dupek, jak większość kapitanów Ambasadorów. A nie ktoś kto pozwoli swojemu podwładnemu na rozkaz odpowiadać „Się robi”.
Kapitan zabawiał ją rozmową na temat pogody, gwiazd i muzyki. Dopiero gdy Kaitianka, na dodatek podoficer!, przyniosła napoje, przeszedł do konkretów.
- A więc, pani porucznik. Co panią sprowadza w moje skromne progi?
- Komandor Sshark i para oficerów z biura admirała Seldona.
- A tak. Proszę podziękować komandorowi za informacje. Było tam parę ciekawych drobiazgów.
- Aye sir. Komandor Sshar prosił mnie, żebym panu – zastanowiła się na doborem słowa.
- Pomogła?
- Właśnie sir, pomogła, z oficerami biura śledczego.
- Acha. – Kapitan wstał i podszedł do okna. W takiej odległości od stoczni gwiazdy były słabo widoczne, ale zawsze lubił na nie patrzeć. – A konkretniej? Ma pani na nich haka? Albo jeszcze lepiej, na Seldona.
- Eee. Nie sir. Ale komandor Sshark ma... doświadczenie w kontaktach z admirałami i ich ludźmi, ja zresztą też, i w związku z tym...
- Ma mi pani pomóc dobrać odcień czerwonego dywanu dla moich gości?
- Aye sir – bolianka widocznie odetchnęła, najwidoczniej Styczyński nie jest taki głupi, na jakiego wygląda.
- Znając życie i admiralskich pachołków, to pewnie jeszcze orkiestra, honorowa eskorta i gwizdek bosmański na powitanie?
- Zgadza się sir. Mogę zadać pytanie?
- Słucham.
- Dlaczego ludzie admirała nie weszli na pokład?
Jurek uśmiechnął się. Bolianka podświadomie drgnęła. Styczyński mógł mieć nietypowe poglądy na taktykę i strategię, przez co wyglądał w oczach większości oficerów na miękkiego słabeusza. Ale ten uśmiech rozwiał wszelkie wątpliwości jakie mogła mieć w stosunku do dowódcy V dywizji. Pozostawało jeszcze pytanie, czy miał na tyle silną pozycję, aby móc zabawiać się z oficerami śledczymi admirała.
- Nie wpuściłem ich na pokład.
- Sir?
- Uznałem, że pozwolenia na szperanie po okręcie wymaga dodatkowego sprawdzenia, jesteśmy ostatecznie w stanie wojny. Kazałem więc moim oficerom zaprowadzić ich do bezpiecznego pokoju, dopóki nie otrzymamy potwierdzenia z biura admirała. Zdecydowali się opuścić pokład przed przybyciem potwierdzenia, co wybitnie przemawia na ich niekorzyść. Moi ludzie mają na nich oko, nie chcę tutaj kardasskich szpiegów.
- Sir! Dostał pan akta od komandora, powinien pan...
- Płaszczyć się przed nimi? – wyraz twarzy porucznik jasno mówił, że to byłoby najlepsze wyjście. – Nie sadzę. Zresztą, zdaje się że grupa śledcza nie odrobiła zadania domowego, inaczej byliby... bardziej ostrożni.
- Sir?
- Nie ważne, pani porucznik. – pisnęła konsola.
- Sir – odezwał się głos Dereka – mamy potwierdzenie z biura admirała Seldona. To nasi szpiedzy.
- Dzięki. Poinformuj ich, że mają wstęp na pokład i powiedz O’Toole, żeby ich przywitała.
- Aye... mam wezwać ochronę?
- Nie, nie sądzę, żeby byli aż tak głupi.
- Aye, Derek, koniec.
- Cóż, pani porucznik. Chyba musimy się pożegnać. No chyba, że ma pani ochotę posłuchać ich wrzasków.
- Kapitanie, jeśli można coś zasugerować, to proszę sprawiać wrażenie zadowolonego z ich wizyty. Wysłannicy wrócą z nastawieniem do walki i proszę im nie dać tej satysfakcji.
- Nie beda ze mna walczyc - Styczyński uśmiechnął się.
- Z całym szacunkiem, sir ale...
- Pani porucznik, jedyne co mi mogą teraz zarzucić to to, iż pozwoliłem im zejść z mojego okrętu przed potwierdzeniem rozkazów. Seldon nic mi nie zrobi, bo nie ma za co, i te typki dobrze o tym wiedza. Nie, mam głupie przeczucie że będą grać urażonych ale miłych i czekać aż się potknę żeby mnie wtedy dobić, udając że pomagają wstać. Coś jeszcze?
- Niech pan też pamięta, że komandor Sshark jest bardzo chętny do ewentualnej współpracy.
- Ah tak? Ciekawe dlaczego? - zapytał, bardziej retorycznie. Jednocześnie zanotował, żeby dać znać O'Tool sygnał do przeszukania danych komandora Preciouse.
- Powiedzmy, że mają panowie wspólnego wroga. Sir, jeśli można chciałabym zostać i uczestniczyć w powitaniu pełnomocników. Oczywiście w charakterze obserwatora.
- Prosze. Niech pani zgłosi się do sluzy numer 3, Meg i jej ludzi będą tam czekać. Powiadomie ich, że będzie im pani towarzyszyć.
- Aye. Dziękuję, sir.
Styczyński obserwował wychodzacą porucznik, a potem przygotował się na starcie z jamnikami admirała Seldona. Przejrzał jeszcze raz akta. Jane Melton. Ciekawa osóbka. Ciekawe, ile Meg ma na nią w swoich papierkach. Biorąc pod uwagę karierę, pewnie będzie tego wiadro paddów.
- Sir, wystartowali. - poinformował go Derek.
- Znakomicie. Proszę powiadomić dok, iż przeprowadzimy kalibrację systemów celowniczych i w tym celu namierzymy promy i inne małe jednostki w zasięgu ognia. Proszę też uzyskać pozwolenie na użycie fazerów na ćwiczebnej mocy. Potem zabawić się z naszymi oficerkami. Niech pierwszy strzał nie trafi. Z pewnością widok wiązki przelatującej im przed nosem nastroi ich bardziej pokojowo.
W komunikatorze rozbrzmiał śmiech pierwszego oficera
- Aye sir.
Jurek wyobraził sobie miny jamników, gdy nagle zaczną im ostrzeliwać prom. Może zignorują ogólny sygnał z bazy, i narobią w portki... to była zdecydowanie miła myśl.
Autorzy: Zarathos i Fluor
Seldon, mozesz zaczac skrobac kolejnego posta, trzeba to skonczyc i dac reszcie powalczyc 🙂
- Witam! – radosny głos dobiegł z gabinetu kapitańskiego, gdy ten stanął w jego progach. – Wejdź! Rozgość się!Kapitan cofnął się, zerknął na korytarz w obie strony i na tabliczkę przy drzwiach.- Czego szukasz? – znowu odezwał się ten sam radosny głos. - Sprawdzam czy to na pewno mój gabinet i czy gdzieś w okolicy nie przewraca się jakiś bezpański fazer...- Daj skopuj. Ciągle się gniewasz za tamten numer? Wiesz, nawet było ci do twarzy w zielonym. – osobnik zaczął chichotać.- Dobra, dobra. Pośmiałeś się? – rzucił przez zęby Nezar, podchodząc do swojego biurka – A teraz wypadaj z mojego fotela. Kapitan rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu.- A teraz chciałbym się dowiedzieć kapitanie McCaffey o celu pańskiej wizyty i powodzie tak nietypowego pojawienia się na pokładzie mojego okrętu.- Parę spraw, nic wielkiego. Chodzi po części o ciebie, a po części o cała dywizję. – zaczął wyjaśniać oficer wywiadu – Słyszałeś może o gościach u Styczyńskiego?- Nie bardzo, właśnie co wróciłem z przeglądu w maszynowni, a o kim mówisz ? Burbon jest w następnej szafce. – dorzucił widząc wysiłki kolegi w przeszukiwaniu szafek. - Dzięki. Miał dwóch gości z JAG z polecenie Seldona. Teoretycznie nic ważnego. Mieli trochę powęszyć na temat waszej ostatniej bitwy. – McCaffey łyknął większy haust z kieliszka. – Tyle jak ich przed chwilą wygonił z pokładu, to sprawa się raczej zaostrzy...- Mam się w to włączyć?- Nigdy w życiu! Masz stać z boku i obserwować. Jeśli będzie trzeba to centrala zareaguje. Jasne?- Jasne. Tyle że teraz nie wiem po co się tu zjawiłeś?- Bo byłem w okolicy, to po pierwsze – agent uśmiechnął się lekko – A po drugie, z większością ludzi w okolicy nie mogę porozmawiać otwarcie, jak z tobą teraz.- Czuję się doceniony, zrobiłeś ze mnie psychoterapeutę – odparł z ironicznym uśmieszkiem kapitan.- Nie ma problemu, polecam się na przyszłość, ale teraz do rzeczy. W sprawie tej twoje akcji w układzie Arthus. Centrala i Admiralicja postanowiły nie stawiać ci żadnych zarzutów. Dostaniesz wpis do akt, ale to wszystko. Tak na marginesie, okręt sprawny?- Po jutrzejszych testach silników będzie.- To do doskonale. Czyli sprawy zawodowe mamy za sobą – uśmiechnął się szczerzej agent wywiadu. – Pewnie słyszałeś że wywiadowi ma się dostać nowiutki Ambasador, prosto ze stoczni?- Słyszałem i co z tego?- A to że jeszcze nie wyznaczono jego dowódcy, a do tego ty jesteś drugi na liście kandydatów.- Sąd ty to wiesz? Do mnie nic na ten temat nie dotarło. - To są uroki pracy na ziemi....Rozmowa trwała jeszcze blisko 2 godziny, po czym gość zniknął w taki sam sposób w jaki się pojawił.
USS Firebrand, przestrzeń wokół stoczni, patrol.Na statku czas płynął dość wolno okręt leciał na pół impulsowej patrolując przestrzeń od dwóch dni, przez ten czas parę statków przyleciał parę odleciało, ogólnie mówiąc skopuj był. Zmiana Alfa właśnie kończyła służbę, kapitan przekazał dowództwo zmianie beta i główni oficerowie się rozeszli. Kapitan, pierwszy oficer , sternik i Oficer naukowy zmierzali do mesy gdzie chcieli zjeść coś. Na okręcie można było czuć pewne odprężenie, Kapitan zastanawiał się czy to dobrze ale z drugiej strony po co się martwic na zapas.
USS PRECIOUS
mostek
Fluorek siedzial na fotelu kapitanskim i wpatrywal sie w wyswietlanego na glownym ekranie Ambassadora.
- T'Ral...
Asystentka podeszla do terranskiego dowodcy.
- Tak, kapitanie?
- Status.
- Naprawy na pokladzie dwunastym zostaly zakonczone. Nasze ekipy pracuja na pokladach 9-11, ale jestesmy gotowi do odlaczenia tych pokladow i wymiany EPS w trakcie lotu.
- Poszycie kadluba?
- Zostalo w pelni odnowione.
- Prawie, kapitanie. Kolorystycznie lata rozni sie nieco od reszty kadluba... - Clausehkai chcial zazartowac, ale spostrzeglszy reakcje Fluorka i obojetnosc T'Ral wycofal sie. - ale nie ma to wplywu... poza wrazeniami estetycznymi... oczywiscie.
- Jezeli chodzi o zmiany personalne, kapitanie, to chorazy McLeahan zakonczyla juz prace administracyjne. - kontynuowala T'Ral.
- Kapitanie, czy sadzi pan, ze wyslannicy admirala przyleca takze do nas? - spytala Lira Gaarnaaks.
- To mozliwe... W ramach postepowania wyjasniajacego zapewne beda chcieli poznac wszystkie okolicznosci wypadkow. PRECIOUS to okret raczej pomocniczy, dowodzony przez komandora...
- Skromnosc... - stwierdzila Peterson.
- ... a nie kapitana, jestesmy ostatnim okretow z dywizji.
- Kapitan jak zwykle nie docenia swojego talentu. - powiedziala Lira Gaarnaaks.
- Kapitanie, prosze pamietac, ze na debriefingu dywizji w Bazie Gwiezdnej 74 Styczynski dal panu zabrac glos juz na samym poczatku... - dodala doradca.
- Prosze nie krakac... - usmiechnal sie Fluorek. Zaskoczone twarze wszystkich oficerow mostka powiedzialy mu wszystko. - To znaczy... lepiej nie mowic tego, co moze sie w przyszlosci wydarzyc.
T'Ral uniosla brew w gescie zdziwienia.
- W kazdym razie czy nie uwaza pan, ze powinnismy sie do tego jakos przygotowac? - spytala porucznik Peterson.
- Chyba nie bedzie uczciwe wobec wyslannikow admirala Seldona, jesli nauczymy sie formulek odpowiedzi. - odpowiedzial Fluorek.
- Nie o to chodzi... - Urza zaczerwienila sie. - Pelnomocnik przyleci na nasz poklad i dopiero wtedy bedziemy goraczkowo poszukiwali danych na temat bitwy... To nie bedzie wygladalo profesjonalnie.
- Pani Peterson ma racje. - dodala T'Ral.
Fluorek zastanowil sie...
- Prosze wezwac pania Jarol, ona przejmie dowodzenie zmiana gamma. Za dziesiec minut chce widziec wszystkich szefow departamentow w pokoju odpraw.
Rozdział XXIV
USS Wraith, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Kolejny sygnał komunikatora wyrwał Styczyńskiego z zamyślenia. Niezłe urwanie głowy.
- Tak?
- Pani komandor Melton chce użyć transportera. Chyba nie odpowiada jej robienie za cel ćwiczebny.
- Wyrażam zgodę. Poinformujcie wysłanniczkę z Preciousa gdzie ma się zgłosić.
- Aye.
- Witam
O'Toole przyglądnęła się komandor Melton. Ta miała ze sobą, podobnie jak poprzednio teczkę, która budziła w porucznik złe skojarzenia, jednak nie miała specjalnych możliwości sprawdzenia, co się w niej znajduje. Rozkazy kapitana Styczyńskiego dotyczące przedstawicielki sztabu były ścisłe.
- Kapitan kazał panią zaprowadzić na mostek.
Wskazała na drzwi i odwróciła się w ich stronę.
- Bardzo cieszę się, że akurat zamierzałam iść tą samą drogą. Proszę prowadzić. - odpowiedziała Melton.
Drugie przyjęcie na pokładzie Wraitha nie nastawiło jej ani odrobinę bardziej pozytywnie do dowódcy dywizji - Styczyński nadal próbował traktować ich jak więźniów, jednakże, jak sobie mówiła, niech spróbuje jawnie ograniczyć swobodę jej poruszania się. Z perspektywy swojego doświadczenia Melton przypuszczała, iż albo zachowanie dowódcy Wraitha spowodowane jest faktem, że faktycznie jest winny, albo też jest głupcem i próbuje zadzierać z ważniejszymi - czymkolwiek byłyby jego motywy, komandor nie zamierzała zakończyć tej sprawy inaczej jak karą dyscyplinarną lub sądem wojennym dla kapitana Styczyńskiego.
O'Toole, nic nie mówiąc, wyszła. Za nią poszła komandor, której towarzyszyli oficerowie wywiadu. Czego komandor nie wiedziała, i jej towarzysz zresztą tez nie, byli oni wykwalifikowanymi oficerami wywiadu. I jak większość, nie cierpieli prawników i innych oficerów, grzejących stołki na tyłach. Oni również mieli nadzieję, że pani komandor zrobi coś niestosownego - aczkolwiek prawdziwa wiara w to świadczyła by tylko o ich naiwności.
Gdy weszli na mostek, O'Toole podeszła do drzwi kapitańskiego biura i szepnęła coś do Kaitianki stojącej przy drzwiach. Ta weszła do środka, po chwili wyszła i zaprosiła komandor gestem.
- Kapitan prosi.
Melton przekroczyła próg kapitańskiego gabinetu i ogarnęła wzrokiem pomieszczenie, po czym spojrzała na Styczyńskiego. Gabinet wyglądał jak każdy inny na okręcie tej klasy, aczkolwiek w powietrzu unosiło się coś złowrogiego, co można było wręcz kroić nożem.
- Dzień dobry, kapitanie.
- Witam - Styczyński uważnie przyjrzał się wysłanniczce Seldona i skinął w stronę krzesła stojącego naprzeciw biurka.
- Napije się pani czegoś?
- Gdyby mogła być herbata. - odpowiedziała, siadając na krześle. Aktówkę postawiła na ziemi, obok mebla.
- Hsishi, herbata dla pani komandor i woda dla mnie.
Po paru chwilach oczekiwania ordynans przyniosła żądane napitki i postawiła je przed oficerami. Spojrzała na Styczyńskiego, i gdy ten kiwnął głową, wyszła. Kapitan poczekał, aż zamkną się drzwi i zwrócił się do gościa
- Czym mogę służyć, komandorze?
- Jak już pan wie, sztab admirała Seldona przysłał mnie oraz mojego współpracownika, aby zbadać sprawy niesubordynacji dowódców, którzy wchodzili - lub wchodzą - dodała - w skład pana dywizji. Dokładnie chodzi o kapitanów Mandelę i Reydena oraz komandora Fluorka.
Kapitan skinął głową, notując w pamięci, kto ma być ofiarą jamniczki. O ile nie miał nic przeciwko Mandeli (sam by go zapakował do celi), o tyle reszta kapitanów nie zasługiwała na wpadnięcie w łapy admiralski piesków gończych. Rzecz jasna, kapitan Styczyński nie zapominał, iż dochodzenie w sprawie Reydena raczej bezpośrednio nie może już mu zaszkodzić, bowiem już został zakwalifikowany jako "zaginiony, prawdopodobnie zabity".
- Pana raport, jaki wysłał pan dowództwu, nie wyczerpywał tej sprawy i pozostawia wiele niewiadomych, dlatego też biuro śledcze IV floty zadecydowało, aby uzupełnić wiadomości wynikające z tego raportu.
- Jak mniemam, pani ma być osoba, która ma się tym zająć. - Melton skinęła głową, potwierdzając, jednak w myśli "pochwaliła" rozmówcę za dar mówienia oczywistości. - Jak więc mogę pani pomóc w tej kwestii?
- Mianowicie, chciałabym w celu wyjaśnienia zadać kilka pytań panu i innym oficerom dywizji, a także zebrać dokładniejsze relacje - kolejność nie jest istotna.
"Nie jest istotna. Jaka miła." - myśli Styczyńskiego były dalekie od aprobaty do pani prokurator. Ale znał reguły gry i dobrze wiedział, na co może sobie pozwolić.
- Ja i moi oficerowie jesteśmy do pani dyspozycji. Skoro juz pani u mnie jest, może zacznie pani ode mnie.
- Dobrze, aczkolwiek na ten moment można się jeszcze z tym wstrzymać, ponieważ mam panu jeszcze coś do przekazania.
- Tak?
Melton zaczęła majstrować przy aktówce, jednakże w wyniku tego, iż stała ona na podłodze, blat biurka zasłaniał ten przedmiot, po czym wyjęła ze środka padd i podała go Styczyńskiemu.
- Nowe rozkazy dla pana ze sztabu floty.
Kapitan wziął padda i zaczął czytać rozkazy. Interesujące. Pomoc w ewakuacji Celeno I. Cała dywizja do ewakuacji jednej planety? Chyba niektórym admirałom się nudzi. No, ale rozkaz to rozkaz. Uruchomił system komunikacyjny, kładąc padda na panelu komputera.
- Derek, masz u siebie nowe rozkazy, dopilnuj, żebyśmy się ruszyli jak tylko wszystkie wymagające stoczni naprawy będą ukończone.
- Aye.
Styczyński wyłączył komunikator i uśmiechnął się lekko do swojego gościa. "Cóż za wspaniały, fałszywy uśmiech, kapitanie" - przyznała w myślach komandor.
- A wiec, komandorze. Coś jeszcze?
Melton po raz kolejny zwróciła uwagę na "komandor" - denerwujące, ale mało istotne. Prawdopodobnie kapitan Wraitha chce wyprowadzić nią tym z równowagi, chyba że, jak przez moment przemknęło przez myśl pełnomocniczne admirała, naprawdę ma problem z odróżnianiem płci.
- Ponieważ ja i mój kolega mamy pozostać przy dywizji przez dłuższy czas chciałabym, aby pan wyznaczył dla nas kwatery, skąd moglibyśmy prowadzić działania wyjaśniające.
- Oczywiście. Każe O'Toole zając się tym. Akurat kwater nam nie brakuje.
- Niewątpliwie po oddaleniu cywilnego personelu zostało panu coś poza hamakami. - powiedziała Melton
Styczyński spojrzał na nią uważnie i uśmiechnął się przyjaźnie. A przynajmniej tak to wyglądało. Kapitan przypuszczał, iż gdyby Melton wiedziała, co o niej myśli, to pewnie wolałaby być po drugiej stronie Federacji, jednak w istocie nie miała zamiaru już się stąd ruszać - Styczyński poważnie zaczął działać jej na nerwy z jego "przyjaznymi" uśmiechami.
- Dostanie pani kwaterę stosowną do rangi. Jak mniemam.
"Kwaterę stosowną do rangi" - powtórzyła sobie Melton. - "Boże, jak ja nie nawidzę robaków, pająków, stawonogów, owadów, pajęczaków, karaluchów, dżdżownic, wszy, glist, tasiemców, pluskiew..."
- Pozostaje więc tylko, aby wyznaczył pan termin następnego spotkania i oficera, do którego mogłabym się zgłosić w związku z przydziałem kwatery.
- Następne spotkanie... Do naszego celu dolecimy w ciągu godziny od startu, więc może jak wrócimy do SB74. Co do kwatery - wcisnął komunikator - Meg, zapraszam do środka.
Melton pomyślała, że Styczyński żartuje sobie z powrotem do SB 74, ponieważ to potrwa co najmniej kilka dni, ponieważ dywizja uda się tam dopiero po naprawach Princetona... Chyba że kapitan nadal próbował prowadzić z nią grę, ale coraz mniej subtelnie - jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ będzie przygotowana w rzeczy, których nie ma na ten moment.
Do biura weszła porucznik O'Toole, przyglądnęła się uważnie Melton, a potem spojrzała na Styczyńskiego.
- Hmm?
- Zaprowadź panią komandor do jej kwatery. Zostanie z nami jakiś czas. Dopilnuj żeby dostała odpowiednią do swojej rangi.
Melton niezauważalnie skrzywiła się słysząc, że dowódca prawdopodobnie nie żartuje z tą zarobaczoną kwaterą. Perspektywa pobytu na Precious zaczęła stawać się coraz bardziej wyraźna.
- OK.
- Pani towarzysz też będzie potrzebował kwatery? - kapitan spytał Melton.
- Większość czasu będzie przebywać na innych okrętach, ale przydałoby się zawczasu przygotować dodatkową.
- Meg.
- Aye.
- W takim razie do zobaczenia, pani komandor. Jeżeli będzie pani czegoś potrzebować, jestem do pani dyspozycji. W granicach rozsądku, rzecz jasna. Może się pani odmeldować.
- A więc, do widzenia - po czym w myśli dodała. - Odmeldować. Jasne.
Styczyński obserwował wychodzące kobiety, i gdy wreszcie drzwi się zamknęły, odetchnął z ulgą. "Wreszcie się wybyła." Gdy paręnaście minut później weszła do biura Meg, roześmiał się.
- Urocza osóbka, nieprawdaż?
- Tak, zupełnie jak kobra. Ładnie wygląda i mile syczy, gorzej jak ugryzie.
- Co z ich kwaterami?
- Pewnie straci tydzień na wyszukiwanie wszystkich pluskiew.
- No i dobrze. Nie będzie się nudzić - oficerowie uśmiechnęli się do siebie. "Nie ma to jak wspólny wróg".
USS Precious, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Podczas gdy Melton czekała na zaproszenie od dowódcy dywizji, Sezzerin na pokładzie wahadłowca leciał w kierunku czekającego w doku okrętu klasy Miranda. Z tego, co było zapisane, komandor Fluorek miał całkiem interesującą historię, szczególnie okres jego "kapitanowania" w II flocie i tego konsekwencje. Równie zastanawiająca była postać komandora Levis Ssharka, który wydawał się być dobrym oficerem, aczkolwiek gdyby był ciągnięty w górę przez swojego ojca, admirała i dowódcę sektora Alfa Centauri, to z pewnością od dłuższego czasu miałby stopień kapitana.
Na mostku Mirandy zapiszczała konsola komunikacyjna. Oficer komunikacyjna odebrała transmisję, która nadeszła ze stacji.
- USS Precious, tu Stacja Celbarlai. W drodze do was jest prom z pełnomocnikiem J.A.G sztabu IV floty. Proszę przygotować się na jego przybycie. Odebrałeś, USS Precious?
Sezzerin postukał rysikiem w padd. Wynikałoby więc z tego, że Sshark działa na własną rękę, może nawet jest dzielnym i uczciwym oficerem Gwiezdnej Floty, który tylko wypełnia swój patriotyczny obowiązek - ale patrząc na cyrki na pokładzie Precious nie można było przez dłuższy czas utrzymywać takiego zdania. W każdym razie obecna sytuacja, w tym oskarżenie Fluorka przez Styczyńskiego o niesubordynację podczas bitwy, może skończyć się sądem wojennym dla dowódcy - w przypadku potwierdzenia zarzutów prawie na pewno tak się skończy, a biorąc pod uwagę, iż Fluorek ma jakichś tajemniczych przeciwników, to można być pewnym końca jego kariery. Andorianin bezwiednie zaczął stukać, kiedy za oknem widać było zbliżającą się sylwetkę USS Precious.
