Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wyświetlanie 15 wpisów - od 166 do 180 (z 355 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Kronos
    Uczestnik
    #23434

    Rozdział XVIII

    :uk: Cardassiański okręt dowodzenia C.S.U Kraxon.....

    W centrum dowodzenia umieszczonym w pobliżu mostka Legat Kell w towarzystwie Glinna Parna i kilku oficerów analizował dostarczone dane. Według raportów napływających z linii frontu większość przygranicznych systemów leżących po stronie Zjednoczonej Federacji Planet pustoszała. Gwiezdna Flota chcąc uchronić swoich mieszkańców przed skutkami ewentualnych ataków rozpoczęła przeprowadzaną na dużą skalę ewakuację połączoną z taktycznym odwrotem mającym na celu zgrupowanie sił w pobliżu głównych baz gwiezdnych. Taki obrót spraw satysfakcjonował Kella, wiedział on jednak iż nie można teraz odpuścić. Gwiezdna Flota mimo iż poniosła klęskę w pierwszych potyczkach nadal stanowiła poważne zagrożenie. Kontrofensywa skierowana przeciwko siłom inwazyjnych była tylko kwestią czasu.....

    - Legacie otrzymaliśmy właśnie najświeższy raport z systemu Quatel..... – poinformował Parn odbierając pad od oficera - Gul Dunar potwierdza przybycie drugiej floty. W sumie w systemie znajdują się teraz 64 okręty.... 11 klasy Galor, 29 klasy Tonga i 24 patrolowce klasy Hideki. Połączone siły trzeciej i drugiej floty meldują gotowość do dalszych działań.

    - Dobrze – odparł Kell odbierając pad. Naczelny dowódca przejrzał kilka danych poczym kontynuował..... – Tak więc w tym sektorze mamy na chwilę obecną do dyspozycji jakieś 50 okrętów.....reszta floty musi zabezpieczać zdobyte systemy. Parn podaj mi spis okrętów w układzie Marva i tu w systemie Arthus....- poprosił Legat.....

    Adiutant szybko przejrzał leżące na stole pady poczym podał właściwe...

    - Tak.... Arthus 20 okrętów....Marva 16.....Co ze stacją nasłuchową w Marvie ?

    - Naprawy są w toku, prawdopodobnie za parę dni uda nam się ją uruchomić - odparł Parn

    - Niech przyspieszą prace, baza tu w Arthus i stacja nasłuchowa mają pierwszeństwo – nakazał Kell

    - Zajmę się tym – odparł Parn

    - Musimy kontynuować ofensywę – zaczął po chwili Kell podchodząc do stojącej od ścianą konsoli wyświetlającej przygraniczne systemy.... – Zdobyte systemy są na razie bezpieczne ale wolałbym odsunąć od nich linię frontu....Ta stacja nasłuchowa w systemie Haedus…. Co o niej wiemy ?

    - Stacja nasłuchowa dalekiego zasięgu....ten typ stacji ma minimalną obsadę. Nie powinniśmy mieć problemów z jej przejęciem.

    - Jeśli udało by się ją przejąć nie uszkodzoną uzyskalibyśmy możliwość śledzenia okrętów w pobliżu SB74....

    - Zamierza pan atakować SB74 ?

    - Rozważam to jeszcze....ale jeśli chcemy utrzymać na dłuższą metę okoliczne systemy atak na stacje będzie nieunikniony. Na razie jednak zajmiemy się czymś innym....

    Wyświetl mi dane dotyczące tych systemów.... - wskazał Legat

    Ekran szybko podzielił się na dwie części ukazując układy planetarne systemów Mesarthim i Haedus I.....

    - Dobrze, przygotujmy plan ataku….. – zaczął Legat jednak nagle przerwał gdy zdenerwowany oficer nagle wszedł do pomieszczenia dowodzenia z padem w dłoni.....

    - Coś nie tak ? – spytał Parn

    Cardassianin szybko podszedł do adiutanta i podał mu pad mówiąc…..

    - Właśnie otrzymaliśmy sygnał alarmowy z układu Avenal VII !

    Parnn szybko przejrzał meldunek.....

    - Jakie mamy siły w tym systemie ?! - spytał Kell

    - Avenal VII to placówka wojskowa.....obronę stanowi garnizon żołnierzy w liczbie 500 oraz orbitalne systemy obronne. W systemie osłonę stanowią 4 okręty 2 klasy Tonga i 2 patrolowce klasy Hideki....

    - Nie obroną systemu przed zmasowanym atakiem ! Co mamy w okolicznych systemach ?

    - Najbliższe znaczące siły są w Adbar Prima…. Zbiera się tam nowo formowana IV Flota. Ale zanim oni dolecą......

    - Wiem…. Muszę znać dokładne dane dotyczące wrogich okrętów ! Wysłać rozkaz do wszystkich patrolowców w pobliżu mają przechwycić tą grupę !

    - Tak jest ! – odparł Parn dając znak oficerowi przy konsoli komunikacyjnej....

    W punkcie dowodzenia ponownie zapanował wzmożony ruch. Oficerowie zaczęli kompletować wszystkie napływające doniesienia....

    - Zaatakowali szybciej niż się spodziewałem – odparł po chwili Parn stojąc obok Legata....

    - Tak..... też myślałem że mamy więcej czasu, ale może obaj się przeliczyliśmy.

    - Rozumiem że na razie wstrzymujemy dalsze ataki ?

    Kell przez chwilę się zastanawiał patrząc na mapę taktyczną przygranicznych systemów....

    - Legacie ? – powtórzył pytająco Parn

    - Nie.....zajmij się przygotowaniami do ataku. Może utrata kolejnych systemów zmusi Gwiezdną flotę do kolejnego przegrupowania i wycofania się z okolic systemu Avenal.

    - Tak jest.... – odparł niepewnie Glinn

    Legat wyczuwając nurtujące adiutanta wątpliwości odnośnie kontynuacji walk spojrzał mu prosto w oczy....

    - Parn, ryzyko jest nieodzowną częścią wojny. Czasami musisz zaryzykować bardzo dużo..... i nigdy nie masz pewności czy postępujesz prawidłowo......

    Adiutant spojrzał na dowódcę.....

    - Chyba rozumiem co ma pan na myśli.... – zaczął

    Legat uśmiechnął się tylko........

    - Wiem że masz wątpliwości, ale z czasem nauczysz się iż w krytycznych decyzjach lepiej ich nie słuchać i zdać się na instynkt….

    Glinn Parn skinął głową i ruszył w kierunku konsoli komunikacyjnej pozostawiając dowódcę sam na sam z jego myślami......

    Tymczasem niedaleko układu Avenal zaczęły zbierać się patrolowce dotychczas patrolujące przygraniczna przestrzeń. Nieznana liczba okrętów Gwiezdnej Floty zdołała się przedrzeć niepostrzeżenie przez zewnętrzne peryferie cardassiańskiej przestrzeni i zaatakowała placówkę na Avenal VII. Trudno było w tej chwili powiedzieć jaką siłą dysponował wróg z powodu utraty kontaktu z placówką. Niemniej dowódcy cardassiańskich patrolowców grupujących nie na obrzeżach systemu nie zamierzali rezygnować z walki. Jedno było pewne wrogie jednostki łatwo dostały się w głąb terytorium Unii jednak wycofanie się z jej przestrzeni nie będzie już tak proste.....

    **********************

    Od MG : Tym razem przeliczenia Seldona nie będzie. Możecie pisać już posty.

    Możecie kontynuować w tej turze rozpoczęte wątki. W razie wątpliwości pytajcie 😉

    MG przepraszają za utrudnienia.

    >>> MAPA TAKTYCZNA <<<

    Zarathos
    Uczestnik
    #23449

    USS PRECIOUS, pokład 1: sala konferencyjna

    - Czy jest Pan tego pewien, kapitanie?

    - Tak, właśnie tak zdecydowałem.

    - Dobrze...

    - Tylko proszę o coś w miarę prostego, żebym mógł to łatwo zapamiętać.

    - Hmm... Już wiem: katr^3

    - Erhm... Ka-tr-y.

    Porucznik Thlyia Maakphroo przysłuchująca się uważnie dykcji kapitana była wyraźnie zdegustowana, zaś podporucznik Phluok uśmiechnął się dyplomatycznie.

    - katr^3 - powiedziała głośniej Thlyia z końcowym ^ (tlrh) podkreślonym aż do przesady.

    - katr'rr - usiłował powtórzyć Fluorek.

    - Kapitanie, to nie jest takie trudne. Wystarczy odrobina koncentracji... - mówiła porucznik Jarol, asystentka kapitana.

    - Łatwo powiedzieć, bo to nie Pani ma się nauczyć tej frazy.

    - Kapitanie, proszę: ^3 - z ust Thlyii dobiegało dźwięczne klekotanie.

    - Nic z tego... Nie dam rady tego wymówić. - odpowiedział zrezygnowany Fluorek.

    - To może... ^?

    - (mlask) - kapitan mlasnął.

    - To juz phawie to... - mówił Phluok, widząc zrezygnowane miny Jarol i Thlyii. - Humanoidzi są w stanie całkiem pophawnie wymówić pojedyncze ^. Phoszę zamknąć usta; język przylega ściśle do podniebienia, zęby zaciśnięte... Następnie phoszę szybko otworzyć usta, a język cofnąć do tyłu. I tehaz sphóbować...

    - ^ - powiedział po kilku próbach Fluorek.

    - ^3 - Thlyia zaklekotała przeciągle.

    Fluorek podjał wyzwanie, ale po chwili uległ.

    - Niestety prędzej sobie język połamię niż wypowiem poprawnie chociaż część tego słowa...

    - Czy może Pani wymyslić coś bez potrójnego tlrh? - spytała Jarol.

    - Hmm... Może to: Zhur^an'tith anf'a'lgrne^tikker's.

    - Zhur-^-an-tith-anfa-lne-tik-^-ker-s - sylabizował Fluorek.

    Thlyia westchnęła ciężko, a Reeva Jarol uśmiechnęła się.

    - Prawie idealnie, kapitanie. - powiedziała kapitańska asystentka.

    - Na... Naprawdę?

    - Tak właściwie, to nie... Ale thoszkę phacy i będzie pan mówił płynnie tę fhazę. - odparł Pluok, a Reeva roześmiała się rozbrajająco.

    - Kapitanie, takim powolnym mówieniem przekręca pan sens tego zdania...

    - Eh... Mamy niewiele czasu...

    - Da pan hadę. - zapewnił Phluok. - To tylko phoste zdanie.

    - Za stary jestem na takie zabawy... - westchnął Fluorek i powrócił do ćwiczeń.

    USS Wraith, pokład 2: kwatera kapitańska

    Jurek dopiął mundur galowy i westchnął. Nigdy nie widział sensu w takich zbiorowych pożegnaniach. Martwy jest martwym bez względu co się zrobi… i jeżeli ktoś chce przechować o kimś pamięć, powinien robić to we własnej pamięci. No ale ludzie lubili takie stypy. Z drugiej strony, kto nie lubi darmowych napitków. Przejechał dłonią po włosach i westchnął jeszcze raz. Na dodatek, jako dowódca tej krypy będzie musiał powiedzieć parę słów. Jak on nie cierpiał przemówień.

    - Dasz sobie radę – spokojny głos Hsishi jak zwykle sprawił, że bezwiednie się uśmiechnął. – I świetnie wyglądasz, przestań poprawiać ten mundur.

    - Hsishi, nie skradaj się tak, bo kiedyś z butów wyskoczę. I jak będzie wyglądał kapitan ganiający w skarpetkach.

    Kobieta za jego plecami cicho zachichotała

    - Zabawnie, sir – wyprężyła się prezentując swoje wdzięki. Styczyński pokiwał głową i odwrócił się do niej. Ubrana w obcisły mundur Kaitianka prezentowała się co najmniej okazale. Skinął głową i podał jej ramie. Lepiej mieć ten bajzel szybko za sobą.

    USS Wraith, pokład 2: główna sala balowa

    Gdy on i Hsishi weszli na salę, większość ludzi była już wewnątrz. Na oknach wisiały, jeszcze rozsunięte, ciężkie kotary z ciemnego materiału. Główną ścianę na której normalnie widać było olbrzymi monitor używany do pokazów i demonstracji, a także, w niektórych przypadkach, jako imitację orkiestry (rzadkich, okręt miał własną orkiestrę) zakrywały flagi Federacji: niebiesko-czarne, na znak żałoby. Pod ścianami rozstawione były szwedzkie stoły, uginające się pod jedzeniem, jakie jego kucharze przygotowali z reszty świeżych zapasów – wojna rozgorzała na dobre i jest całkiem prawdopodobne, iż załogi przez długi czas będą żywiły się syntetykami (najprawdopodobniej racjami polowymi Typ-C), więc chociaż raz mogli zakosztować prawdziwego jedzenia. Tym bardziej, że większość na co dzień jadała syntetyki. Najbardziej interesującą, przynajmniej z punktu widzenia 90% męskiej części zgromadzonych, była sporej wielkości bar i stojący za nim kelnerzy. Styczyński uśmiechnął się, widząc że i dekorację, dzięki załodze kapitana Fluorka, jak i jedzenie są takie jakie powinny być.

    Rozejrzał się szybko i skinął głową Fluorkowi, po czym podszedł do mównicy. Chwilę później wszedł na nią Fluorek i rozpoczął spotkanie…

    - Drodzy przyjaciele, zebraliśmy się tutaj by oddać ostatni hołd naszym poległym kolegom, znajomym, krewnym. To są pierwsze ofiary kolejnej wojny jaka wytoczono Federacji Zjednoczonych Planet. Wojny w obronie wolności i niezależności naszych społeczeństw…

    Jurek uśmiechnął się, słysząc te słowa. Z całą pewnością komandor nie był najlepszym mówcą… wytoczono nam wojnę w obronie sprawiedliwości i wolności… ciekawe kogo ostatnio Federacja uciska. Stłumił parsknięcie śmiechu, w czym wydatnie pomogły mu pazurki Hsishi wbijające się w ramię.

    - …i cywilizacji. Dlatego właśnie przeniesiono USS PRECIOUS z II Floty Badawczej do IV Floty Bojowej, bo nadszedł czas, by wolni obywatele dali odpór najeźdźcom... Oto są badacze kosmosu, eksploratorzy, którzy oddali życie tak jak żołnierze.

    Fluorek zszedł z podium. Styczyński wzdrygnął się wewnętrznie, ale wiedziony poczuciem obowiązku wszedł na mównicę. Rozejrzał się i po sali. Zebrani oficerowie i marynarze wpatrywali się w niego. Był dla nich dowódcą. Ucieleśnieniem władzy. I tym, który może w przyszłości sprawi, iż to na ich cześć zorganizują podobne spotkanie. Już miał powiedzieć coś w rodzaju „Zebraliśmy się tutaj żeby… ale zrezygnował. To nie miejsce na takie teksty. Zresztą powtarzałbym się po Fluorku”.

    - Indianie Lakota wierzyli, iż gwiazdy na niebie są ogniskami, przy których grzeją się dusze zmarłych, zmęczone polowaniem w Krainie Wiecznych Łowów. My wiemy, czym są gwiazdy… kulami plazmy, o różnych temperaturach, wielkości… Nie możemy jednak zapominać, iż jesteśmy także dziećmi gwiazd. To z nich pochodzą cząsteczki, z jakich składają są nasze ciała. Nasi towarzysze, których pozostawiliśmy w układzie Arthus, nie umarli. Ich dusze grzeją się teraz w ogniu słońca układu Arthus. Ich ciała wróciły do gwiazd. Chrześcijanie mówią: z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Nasi towarzysze powstali z gwiazd, służyli pośród gwiazd, które kochali i do gwiazd wrócili. Pamiętajcie o tym, gdy popatrzycie na gwiazdy. Pamiętajcie o nich, i o tych wszystkich, którzy oddali swoje życie aby obywatele Federacji mogli spać spokojnie.

    Zszedł z podium i podszedł do trzech trumny okrytej flagą Federacji. Jedna, jedyna ofiara na jego okręcie. Szef okrętu, starszy bosman sztabowy Gabriel Meyer uniósł do ust gwizdek bosmański. Zabrzmiały smutne tony sygnału pożegnania.

    - Chorąży Neveris B’Teos, ukończył Akademię floty dwa miesiące temu. Kochał gwiazdy… oby były mu przychylne – pochylił głowę i po chwili odszedł od trumny. Zerknął w stronę Fluorka i skinął mu lekko głową.

    Do Fluorka podeszła szefowa ochrony komandor Alexandra Williams niosaca 2 przyozdobione w fioletowo-pomarańczowy deseń paddy. Powoli podała dowódcy pierwszego padda.

    Kapitan włączył go i patrząc w kierunku pierwszej flagi zaczął mówić:

    - Komandor Khadboom uuer Uarthzh, dowódca drużyny bojowej A. Służący na okręcie przeszło 8 lat, a 45 lat w Gwiezdnej Flocie. Nawet najlepsi i najbardziej doświadczeni w walce nie mogą być pewni końca... Pomimo tego, ze jego zajęciem była walka, był bardzo religijnym Andorianinem. Oby Prarobak ponownie wykluł jego dusze na świat... - Fluorek zrobił chwilową przerwę. Częściowo z powodu wzruszenia, ale głównie chodziło o zaczerpniecie tyle powietrza, by powtórzyć wyuczone wcześniej zdanie:

    - Zhur^an'tith anf'a'lgrne^tikker's

    Kapitan podszedł do flagi i przyczepił do niej padda.

    - Pośmiertnie awansowany do rangi kapitana.

    Komandor Williams podała Fluorkowi drugiego padda.

    - Kadet Ceilantisa Viil, asystentka w departamencie ochrony. Na okręcie służyła 7 tygodni, była na III roku Akademii Gwiezdnej Floty. Zapłaciła najwyższa cenę, bo chciała slużyć w GF... Być jednym z nas.

    - Hss'trissksassint 'ussmoosiass nessi'ssar...

    - Awansowana do stopnia oficerskiego dopiero po śmierci. Jestem pewien, ze straciliśmy świetnego chorążego... - Fluorek przypiął jeden symboliczny nit do flagi, a następnie doczepił do niej ozdobnego padda.

    Fluorek powrócił na poprzednie stanowisko, gdzie juz czekał na niego główny oficer operacyjny podporucznik Nibosh Clausehkai ze swoja nadobna małżonka. Ktarianin podał dowódcy kolorowego padda.

    - Mat I klasy Iba Naluscov, asystentka z działu operacyjnego. Służyła na okręcie 2 lata, a w GF 10. Zginęła od eksplozji plazmy w przekaźniku mocy, gdy usiłowała go ustabilizować... Była wzorowym podoficerem i przyjacielem dla wielu...

    - Ca ymactzinco noconcahua yn noyolia yn naniman. - Fluorek wypowiedział tradycyjną formułę w imieniu zmarłej.

    - Pośmiertnie awansowana do rangi bosmana.

    Fluorek włożył padda we flagę żałobna. Oddal honory poległym i odszedł na bok, gdzie stali inni dowódcy okrętów.

    Hanna patrzyła na ceremonie stojąc na uboczu, nikomu nie zdradziła że jest oficerem naukowym z Olympusa. Atmosfera bardzo ją przygnębiała, miało to również związek z jej przeżyciami, będąc w ambulatorium obiecała sobie jedno już nigdy więcej nie wsiądzie na okręt. Zbyt dużo razy patrzała jej życie wisiało na włosku. Przysłuchując się rozmowom wielokrotnie słyszała teksty w stylu

    - Po co ten Mandela to zrobił

    - Spieszyło mu się do grobu czy co

    - Dobrze że go będą sądzić, mam nadzieje że zgnije w więzieniu

    - Nigdy nie powinni dać takiemu wariatowi okrętu do prowadzenia

    Te słowa bardzo ją bolały, bo wiedziała że prawda była zupełnie inna, znała Willa jeszcze z czasów dzieciństwa, mimo że mieszkali w różnych częściach świata często się widywali. Will zrobił to co zrobił i nie miała do niego o to pretensji , raczej żałowała tej kupy żelastwa którą przyszło im latać, może na innym okręcie losy potoczyłyby sie zupełnie inaczej. Coraz bardziej roztkliwiała się, zbierało się jej na płacz, łzy powoli spływały po jej powiekach, ukrywała to w dłoniach przed innymi, wiele osób zwróciło na nią uwagę ale ona chciała stąd jak najdalej uciec ale jeszcze chwila chce być blisko dusz ludzi którzy umarli i tych którzy ich znali. Ona nie znała nikogo, usiadła gdzieś w koncie powstrzymując się resztkami sił przed zupełnym rozklejeniem się.

    - Nie - powiedziała sobie w duchu - nie wolno mi tak myśleć i postępować - wstała i podeszła do baru - proszę o butelkę Whisky i szklankę

    Barman lekko zdziwiony podał jej to o co poprosiła

    - Może lepiej coś lżejszego na początek - spytał

    - Nie to będzie w sam raz na to co mnie dręczy

    - Rozumiem że wszystkim jest ciężko, ale że aż tak...

    Hanna odkręciła nakrętkę, nalała sobie do szklanki trochę szklistego brązowego płynu po czym uniosła szklankę i powiedziała

    - Jestem oficerem z okrętu USS Olympus, teraz już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej - mówiła to w miarę cicho ale i tak usłyszał to zarówno barman jak i kilka osób które znajdowały się blisko niej, natychmiast zaczęli reagować inaczej niż wcześniej. Odsunęli się od niej a Hanna została sama ze swoimi problemami i pełną butelką Whisky na dodatek.

    Znów w sali balowej

    Kapitan Corvus jako kolejny mówca wszedł na mównicę i zacisnął dłonie z założonymi na te okazję czarnymi rękawiczkami. Dopiero po tym reszta zgromadzonych zauważyła że pozostali członkowie załogi USS Princeton także ma założone czarne rękawiczki. Kapitan spojrzał na swoich ludzi i zaczął...

    - Nigdy nie byłem dobry w przemówieniach, ani w pożegnaniach – nikłe uśmiechy pojawiły się na twarzach załogi z USS Princeton – Dlatego postaram się żeby to przemówienie było krótkie... Żegnamy tutaj naszych 21 towarzyszy. Towarzyszy z którymi żyliśmy, walczyliśmy i z którymi zwyciężaliśmy. Byli naszymi przyjaciółmi i wierzyli, tak jak i mu wierzymy w słowa naszego motta: „ Nie trzeba bać się silniejszych. Trzeba tylko wiedzieć jak ich pokonać”. Proste słowa, a jednak to w nich jest zawarte to czym jesteśmy i jaką ścieżką podążamy. Wyrywaliśmy tajemnice ciemnościom, wkraczaliśmy z podniesionym czołem tam gdzie nikt inny nie odważył się wejść. Kroczyliśmy w cieniu i tak pozostanie aż kiedyś spotkamy się z naszymi poległymi towarzyszami i wyjdziemy z cienia w blask słońca...

    Po tych słowach kapitan Corvus zszedł z podium i podszedł do pierwszej trumny. Dołączyła do niego pierwszy oficer Tora Laner. Oboje dotknęli pierwszej trumny...

    - Chorąży Alicja Masters. Chwała ci, siła i honor! – Kapitan niezbyt głośno wypowiedział te parę słów.

    Cała scena powtórzyła się przy kolejnych 20 trumnach, następnie kapitan i pierwsza podeszli do reszty obecnych członków załogi USS Princeton. Wszyscy stanęli na baczność i zgodnie oddali honory poległym i chórem powtórzyli słowa kapitana.

    - Siła i honor!

    Po krótkiej przerwie na podium wszedł młody podporucznik. Wydawał się raczej nie na miejscu po kapitanach i komandorach przemawiających przed nim, ale nie peszyło go to. Spojrzał na pustą trumną symbolizującą Wellingtona

    - Odbywając staż na USS Wellington , zdążyłem się zaprzyjaźnić z częścią załogi i oficerów ; byli to bardzo dobrzy ludzie znający się na tym co robią , służba z nimi wiele mnie nauczyła , Zniszczenie USS Wellington jest ogromną strata zarówno dla dowództwa floty , jak i dla mnie czy rodzin i przyjaciół załogi okrętu. Niech spoczywają w pokoju.

    Na mównicę wszedł kapitan McCaley. Wśród zebranych rozległy się szmery, poniewaz juz wszyscy wiedzieli, że nie lubi się z dowódcą dywizji i jawnie zlekceważył odprawę.

    - Co tu duzo mówic. - zaczął - W trakcie bitwy stracilismy dobrych ludzi. Powinniśmy badać, a nie walczyć. Jednak inne rasy mają inne zdanie. Ich ofiara nie powinna iść na marne. Jak najszybciej skończmy ta wojnę i wróćmy do tego w czym jesteśmy najlepsi. Cześć ich pamięci!

    Kapitan skończył przemowę schodząc z mównicy i robiąc miejsce dla kolejmych żałobników

    Gdy kapitan zszedł, jego miejsce zajął komandor dowodzący SB74. Załogi okrętów były widocznie zdziwione. A Styczyński miał niezbyt szczęśliwą minę. Było raczej pewne, że szef wiedział, co się dzieje… i dlaczego tu są mimo iż okręty, jak zapewniali go inżynierowie bazy – zdolne do lotu.

    - Parę dni temu gdy uczestniczyłem w zebraniu kapitanów tu na pokładzie SB74 zastanawiałem się jak mogą potoczyć się losy tej wojny. Wydaje mi się iż każdy z w tedy obecnych był świadomy tego, iż wojna niesie z sobą ofiary. Gdy okręty opuszczały dok SB74 próbowałem oswoić się z myślą iż nie wszystkie mogą powrócić z tej misji ....Jednak z taką myślą nie można się oswoić.... nie można pogodzić się z utratą przyjaciół, znajomych.... osób bliskich sercu.... Mówi się iż żołnierz powinien być twardy i nie powinien ukazywać uczuć.... Jednak my nie jesteśmy tylko żołnierzami..... przede wszystkim jesteśmy odkrywcami.....i może dlatego nigdy nie pogodzimy się ze śmiercią bliskim nam osób. Może tak jest właśnie lepiej.....Dzięki takiej postawie nasi polegli towarzysze nie umierają tak naprawdę. W pewnym sensie żyją dalej w naszej pamięci, sercach…. wspomnieniach......dodając nam sił do dalszej walki.......

    Wkrótce wasze okręty ponownie wyruszą w bój.....Ja i cała załoga SB74 niestety nie możemy za wami podążyć.......pozostaje nam tylko czekać na wasz oby rychły powrót. Mimo iż nie będzie nas u waszego boku to nasze myśli na pewno będą krążyć wokół was próbując dodać wam otuchy. Pragniemy aby SB74 stała się dla was bezpiecznym portem w tych burzliwych czasach w którym możecie się choć na chwile schronić by odpocząć i uczcić pamięć poległych przyjaciół.......

    - Dziękuję........

    Przemówienie komandora, podobnie jak pozostałych mówców, pozostały bez oklasków. Na podium ponownie wszedł Styczyński.

    - Baczność! – nakazał i cała załoga stanęła na baczność. Przez chwilę wszyscy wsłuchiwali się w ciszę, potem zabrzmiały dudy – tak lubiane przez kapitana Styczyńskiego. Moment później potężne wyrzutnie torpedowe Ambasadora odpaliły serię torped. Z każdą kolejną torpedą podoficerowie zdejmowali jedną flagę z każdej trumny. Po paru chwilach pozostała tylko jednak trumna z flagą Federacji – oznaczająca Wellingtona.

    Torpedy, w przeciwieństwie do tradycji, nie miały zdjętych generatorów osłon i przez chwilę lśniły pomarańczowym blaskiem. Gdy wyszły poza perymetr bazy, silniki warp pchnęły pociski naprzód, pozostawiając w kosmosie długie, pomarańczowe smugi cząsteczek.

    Gdy rozmyły się, z wyrzutni wyleciała jeszcze jedna torpeda, ta jednak eksplodowała z pełną mocą rozświetlając mrok kosmosu. Jednocześnie zdjęto flagę z trumny Wellingtona.

    Dudy umilkły, a moment później przygasły światła. Ściany pokryły się gwieździstym deseniem. Jasne punkciki będące doskonałą imitacją gwiazd wirowały w takt muzyki Gwiezdnej Wedrowki. Żywa i energiczna melodia wzbudzała pozytywne odczucia, niektóre ze zgromadzonych osób wręcz uśmiechały się. Po mniej więcej minucie radości do melodii weszły spokojniejsze motywy, by po paru chwilach zakończyć w tonie zadumy.

    Styczyński zszedł z podium. Zawodowi kelnerzy, służący na Wraith’cie zaczęli roznosić niewielkie kryształowe kieliszki z wódką oraz małe szklaneczki z wodą. Gdy wszyscy trzymali swoje drinki Styczyński uniósł swój kieliszek. Ciszy szept rozmów umilkł.

    Kapitan przez moment zastanawiał się nad toastem. Przez chwilę chciał powiedzieć: Pijmy i cieszmy się, bo jutro może być nasza kolej, ale rozmyślił się. Zawsze lubił historię i tam znalazł coś odpowiedniego na czas wojny.

    - Pozwolę sobie wznieść tradycyjny toast Marynarki jej królewskiej mości króla Wielkiej Brytanii i Dominiów. Najlepszej marynarki przed pojawieniem się Floty Gwiezdnej.

    Zamilkł na moment

    - Za krwawe wojny i wielkie zarazy! – szybkim ruchem opróżnił kieliszek. Ostry smak alkoholu sprawił, iż miał ochotę zakląć, ale jako dowódca dywizji nie mógł sobie na to pozwolić. Z kamienną miną odstawił kieliszek i odwrócił się do Hsishi

    - Mam nadzieję, że czegoś nie skopałem… - cichy szept zniknął w gwarze rozmów jakie rozległy się gdy tylko jego toast zakończył oficjalną część ceremonii. Hsishi uśmiechnęła się pokazując kły – raczej nie…


    Post by:

    Corvus

    Fluor

    I. Thorne

    Kronos

    Reyden

    Wolf

    Zarathos

    fluor
    Klucznik
    #23517

    USS Wraith, poklad 2: glowna sala balowa

    - No i jak wyszlo moje przemowienie? - spytal Fluorek.

    - Calkiem calkiem... - stwierdzil Sshark. - W porownaniu z innymi panskimi przemowami. - zazartowal.

    - Niespojne, nielogiczne i niekompletne. - odparla T'Ral.

    - Dziekuje. Zawsze lubie sobie poimprowizowac w takich momentach. - Fluorek podrapal sie po glowie. - Ale kto wpadl na pomysl, zebym to ja przemawial jako pierwszy?

    Wszyscy rozejrzeli sie za porucznik Urza Peterson, ale tej nie bylo w okolicy. Zdaje sie, ze nie proznowala i zawierala nowe znajomosci na pozostalych okretach.

    - Przepraszam bardzo, kapitanie. - odparl komandor Sshark i ruszyl z drinkiem w kierunku wolkanskiej kapitan T'Pew.

    Tymczasem Fluorek i T'Ral odszukali kapitana Styczynskiego. Nie bylo to az takie trudne, bo pomimo wszelkich staran dowodcy dywizji wlasnie wokol niego gromadzili sie oficerowie ze wszystkich okretow, by napic sie z nim za tych co w kosmosie.

    Gdy juz udalo sie jakos przejsc przez tlumek (zreszta najliczniej reprezentowani tam byli zaloganci WRAITHa), to Fluorek podziekowal Styczynskiemu za zgode na organizacje imprezy.

    Styczynski wspomnial cos o konsekwencjach jakie moze wysunac admiral Seldon, ale wiekszosc zebranych odebrala jego slowa jako zartobliwe.

    - Dziekuje, ze pani kapitan zechciala przyjsc na nasza skromna ceremonie. - mowil Sshark do T'Pew, obok ktorej stal jej pierwszy oficer.

    - Nie bylo podstaw zeby odmowic. Poza tym nasza dywizja takze odniosla powazne straty, wlasciwie to bardziej dotkliwe, gdyz zostala niemal rozbita. To przedsiewziecie powinno podbudowac morale naszych zalog, totez ignorowanie go byloby nielogiczne.

    - USS PRECIOUS wiele zawdziecza Waszej pomocy. Najpierw oslona w walce, dzieki czemu mozemy tu byc i swietowac, a pozniej holowanie w warp do bazy. Chcialbym, zebysmy za to wypili...

    - Witamy na przyjeciu, kapitanie Kasnov. - 30-letnia porucznik Urza Peterson namierzyla glownych oficerow nowego okretu, ktory dolaczyl do dywizji. Zatrzymala sie przy nich na kilka chwil starajac sie poznac wszystkich i wymienic poglady, raczej nie powiazane ze zmarlymi zalogantami PRECIOUS.

    - Prosze o chwile uwagi! - krzyczal komandor Sshark wychodzac na podwyzszenie. Wiekszosc oczu spoczela na nim.

    - Eh, co on wyrabia... - powiedzial Fluorek do siebie.

    - Prosze o uwage zwlaszcza oficerow PRECIOUS... USS DE LAMARCK zostal wygoniony przez Kardasjan z Arthusa, jednak wrocil tam z nami i dwukrotnie uratowal nam skore... Chcialbym abysmy korzystajac z okazji wypili za dzielna zaloge USS DE LAMARCKa i jego piekna kapitan! - pierwszy wzniosl szklaneczke z plynem, a nastepnie wypil jej zawartosc jednym haustem.

    Zaloganci PRECIOUS wezwani przez pierwszego przykladnie wypelnili bezposredni rozkaz, inni oficerowie tez raczej nie mieli oporow.

    - Komandorze, zaczyna sie pan zachowywac irracjonalnie. - stwierdzila T'Pew.

    - Prosze nie mowic, ze pania zawstydzam. - zasmial sie.

    Ktarianska para porucznik Ktell Maxfarouu (szef maszynowni) i podporucznik Nibosh Clausehkai (szef operacyjny) wedrowali wspolnie po sali. Ktell miala zamiar poznac wszystkich swoich odpowiednikow z innych okretow - oczywiscie o ile udalo im sie oderwac od napraw (co w przypadku niektorych pracoholikow bylo niewatpliwym wyczynem).

    Para wlasnie rozmawiala z komandorem porucznikiem Fishim z USS WRAITH, ktory byl jednym z koordynatorow calego przedsiewziecia. Rozmowa toczyla sie glownie na froncie Ktell - Fishi, totez gdy temat zszedl do wzajemnego wymieniania uszkodzonych systemow na okrecie i oceny, ktory z nich bedzie naprawiany dluzej i o ile, Nibosh oddalil sie od malzonki.

    Ktarianin podszedl do jednego ze stolow i nalozyl sobie na talerzyk troche apetycznie wygladajacej salatki. Nibosh wyczul z daleka smak pieczonego miesa risanskich qRczaqow i z tym wieksza przyjemnoscia nalozyl sobie solidna porcje.

    - Hej Nibo... - zenski glos zawolal go z tylu. Byl znajomy, ale nieco znieksztalcony, wiec Operacyjny nie rozpoznal rozmowczyni. Odwrocil sie i spostrzegl porucznik Bringsdorf, zastepce Ktell w maszynowni. Przelknal solidna porcje salatki.

    - Zupelnie sie tu ciebie nie spodziewalem... Czy nie powinnas byc w ambulatorium?

    - Powiedz po prostu, ze chcesz sie mnie pozbyc. - udala obrazona.

    - Nie, ja pamietam tylko jak wygladalas po wypadku... Lekarze cie wypuscili?

    - Zartujesz chyba... - zasmiala sie z pewnym trudem. - Sama ucieklam. - Centauryjka zachwiala sie i zlapala za ramie Nibosha.

    - Jestes jeszcze oslabiona.

    - Ktos mnie popchnal tylko... - postarala sie uzyskac rownowage. - sam wiesz jak jest... przez najblizsze kilka tygodni na okrecie nie bedzie sie dzialo nic ciekawego. Nie moglam nie przyjsc.

    Maya znowu stracila rownowage i zaparla sie o Operacyjnego. Nibosh zauwazyl, ze faktycznie panuje dosc duzy tlok przy stolikach z jedzeniem. Przednim jedzeniem, dodal w myslach.

    - No ladnie... - Nibosh uslyszal z pewnej odleglosci cienki i grozny glosik Ktell. - na chwile spuszczam Cie z oka, a ty juz zabawiasz sie i to z moja przyjaciolka na stole z jedzeniem... - Ktarianka pojawila sie tuz obok nich z pogodnym wyrazem twarzy. - Hej Mayu... ciesze sie, ze przyszlas, bo w ambulatorium wygladalas na naprawde chora. - kobiety przywitaly sie, muskajac sie policzkami.

    - Wiesz, ja tylko udawalam, zeby nie pisac raportow z misji. - Maya usmiechnela sie.

    - To skomplikowane zlamanie faktycznie niezle ci wyszlo. - Nibosh zazartowal, ale obie panie spojrzaly na niego lodowym wzrokiem.

    - Tym razem ci sie upieklo, bo Styczynskiemu zebralo sie na fochy i prosil nas o raporty wszystkich departamentow, funkcyjnych i zastepcow. - mowila Ktell do przyjaciolki. - Takiej mobilizacji biurokratow to juz dawno nie widzialam. Wyobraz sobie, ze w kapitanskim gabinecie zobaczylam caly nasz dzial pomocy administracyjnej - wszystkie trzy zmiany - i asyste cywilna produkujacych i przetwarzajacych raporty. Podejrzewam, ze sztab IV Floty nie produkuje wiecej materialow niz my teraz. A tego calego barlogu pilnowaly Jarol i McLeahan, niczym nadzorcy niewolnikow.

    - Drazni mnie takie marnowanie czasu i pracy, bo przeciez Styczynski wyrzuci to do kosza nie czytajac nawet jednej dziesiatej. - odparl Nibosh.

    - I wiesz co przy okazji zauwazylam? Byl tam stos paddow z wnioskami awansowymi i transferowymi. Przypadkowo pierwszy z paddow to bylo potwierdzenie awansu dla Xhitranda wraz z przeniesieniem na jakis inny okret w charakterze szefa maszynowni.

    - Zbyt dobrze go nie znalam... Ciezko sie rozmawia z kims opryskliwym, nawet gdy wiem, ze to u niego jest uwazane za uprzejme.

    - Czego by nie mowic o jego ogladzie, to jednak ten Zaldanin ma zdolnosci... Pomagal nam w modyfikacjach skanerow monitorujacych cewki warp i powiem tyle - zna sie na rzeczy jak malo kto. - dodal Clausehkai.

    - Witam porucznik Bringsdorf.... - nowa osoba dolaczyla do ich rozmowy.

    - Witamy dr Lirfint... - Ktell podala reke centauryjskiej lekarz. - Jak sie pani podoba przyjecie?

    - Swietne, jednak szkoda, ze mam sluzbe. Pani Bringsdorf jest proszona do ambulatorium PRECIOUS natychmiast. Magik zawsze jest wsciekly kiedy jego pacjenci uciekaja...

    - Dobrze, za chwile tam pojde... - odpowiedziala Maya.

    - Prosze nie naduzywac naszej cierpliwosci... Jest pani w zbyt slabym stanie na taki wysilek.

    - Zaprowadzimy ja... - zadeklarowal Nibosh.

    Seldon
    Uczestnik
    #23522

    Rozdział XIX

    TRN-ORD 425-102

    REL-ORD 425-942A

    Od: Adm. Seldon, sztab IV Floty.

    Do: Kpt. Styczyński, V dywizja II korpusu IV Floty.

    T: 24949.7213

    P: C-H1

    RPL: Tak


    Rozkazy dla V dywizji. Transfer jednostek: USS Wolverine NCC-5514, USS Drow NCC-16472. Obydwie jednostki przeniesione do oddziałów koncentracji II korpusu. Przeniesienie USS Firebrand NCC-68723, USS Keokuk NCC-14047, USS Poseidon NCC-29856. USS Fireband zostaje przeniesiony z BDF-SB74PF, USS Poseidon z BDF-CLNPF. USS Keokuk zostaje poddany transferowi z I dywizji III korpusu IV floty.

    Transfer USS Wolverine, USS Drow, USS Fireband i USS Keokuk o natychmiastowym działaniu. Przeniesienie USS Poseidon w momencie przelotu przez układ Celeno w drodze następnych zadań.


    Przemieszczenie do systemu Celbarlai w celu dokonania niezbędnych napraw, przez układ Celeno w celu spotkania z USS Poseidon. Czas rozpoczęcia wykonywania rozkazów: natychmiastowy. W zależności od nieprzewidzianych okoliczności część jednostek będzie wykonywać misje ewakuacyjne wraz z transportowcami SFIC oraz SFLC. Dywizja ma przejść remonty kluczowych systemów w zespole stoczniowym Celbarlai, po czym powrócić do strefy koncentracji II dywizji wokoło SB 74. Jednostki niezdolne do lotów w warp mają być holowane przez inne okręty.

    W systemie Celbarlai dowódca dywizji oraz kapitanowie zostaną przesłuchani w związku z niejasną sytuacją podczas działań bitewnych oraz możliwością niewykonania rozkazów przez niektórych dowodzących. Od wstępnego przesłuchania zależy dalsze postępowanie, włącznie z sądem wojennym.

    Remontowi podlegać mają jedynie kluczowe systemy okrętów. Od 24949.2916 obowiązują zasady wojennej reglamentacji energii i surowców WRERR. Załogi mają podporządkować się odpowiednim przepisom wojskowym.

    Wszelkie napotkane jednostki cywilne, nie mające zezwolenia przebywania w strefie wojennej od sztabu IV Floty, mają zostać zatrzymane i odeskortowane do najbliższej zafrontowej bazy gwiezdnej (szczególnie: Celbarlai), a następnie oddane w dyspozycję najwyższego stopniem dowodzącego w celu wyjaśnienia.


    Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.

    TRN-ORD BDF4PF-53

    Od: Kpt. Fregredise, BDF-4PF.

    Do: Kpt. Bradock, USS Poseidon BFD-CLNPF.

    T: 24949.7403

    P: C-H2

    RPL: Tak


    Rozkazy dla USS Poseidon. Transfer jednostki z BFD-CLNPF do regularnych sił IV Floty Wojennej - do V dywizji II korpusu. Przeniesienie nastąpi podczas przelotu oddziałów V dywizji przez układ Celeno w drodze następnych zadań. Zmiana statusu USS Poseidon na FLS (okręt pierwszoliniowy). Całkowite podporządkowanie łańcuchowi dowodzenia IV floty i zniesienie dowództwa Sił Obrony Pogranicza.


    Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.

    TRN-ORD BFD5PF-75

    Od: Kpt. Xarissev, BFD-5PF.

    Do: Kpt. Kasnov, USS Firebrand BFD-SB74PF.

    T: 24949.7498

    P: C-H2

    RPL: Tak


    Rozkazy dla USS Fireband. Transfer jednostki z BFD-SB74PF do regularnych sił IV Floty Wojennej - do V dywizji II korpusu. Przeniesienie natychmiastowe podczas dokowania przy Bazie Gwiezdnej 74. Zmiana statusu USS Fireband na FLS (okręt pierwszoliniowy). Całkowite podporządkowanie łańcuchowi dowodzenia IV floty i zniesienie dowództwa Sił Obrony Pogranicza.


    Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.

    TRN-ORD 431-64

    Od: Kmd. Seivad, USS De Lamarck.

    Do: Kpt. Surak, USS Keokuk NCC-14047.

    T: 24949.7327

    P: C-H1

    RPL: Nie


    Rozkazy dla USS Keokuk. Transfer jednostki z I dywizji III korpusu IV floty do V dywizji II korpusu IV floty z rozkazu sztabu IV floty. Przeniesienie natychmiastowe podczas dokowania przy Bazie Gwiezdnej 74. Podporządkowanie w łańcuchu dowodzenia dowódcy I dywizji. Oczekiwanie na dalsze rozkazy z jego strony.


    EOMS.

    Zarathos
    Uczestnik
    #23529

    Styczyński w koncu opędził się od członków załóg różnych okrętów. rozejrzał się swoją 'ordynanska' gdy poczuł na szuii czyjeś pazurki- No, bosmanie, ładnie to tak narażać kapitana na obrażenia cielesne. - odwrócił się i uśmiechnął. W wielkich oczach kocicy błyszczały iskierki radości. - Obiecałem ci obiad w najlepszej restaruacji. Nie spodziewałem się, że to będzie sala balowa naszego własnego okrętu. Mam nadzieję, że się nie gniewasz?- Skąd sir! - wyprężyła się na baczność a potem parsknęła śmiechem. Stojący niedaleko ludzie uśmiechnęłi się dyskretnie. Widok kapitana mającego za parę podoficera nie był czymś codziennym. No ale większości się to podobało. Mniej lub bardziej sądząc po zdegustowanych minach niektórych wyższych oficerów. "Niech się odtnuntnią" pomyślał Styczyński i z Hsishi u boku podszedł do stołu. Jego kucharze pomysleli także o nieludziach i na talerzach leżało jedzenie chyba dla każdego gatunku istot jakie służyły na okrętach V dywizji. Hsishi nałożyła na tależ sporą porcję surowego mięsa, przybranego jakąś trawą. spróbowała i mruknęła z zadowoleniem. Jurek także lubił dziwaczne jedzenie, ale wolał nie ryzykować. Nałozył wiec sobie porcję dobrze znanego specjału - surowej siekanej polędwicy wołowej. Dawniej nazywało się to tatar, teraz to była siekana polędwica wołowa. Postęp nie zawsze był dobrą rzeczą. Szybko rozejrzał się i wlał na talerzyk żółtko. Posypał wszystko delikatnie solą i pieprzem i odwrócił się do sali. Akurat obok przechodziła kapitan T'Pew. Zerknęła na ich talerzyki, ale nic nie powiedziała. Styczyński jednak na tyle dobrze znał vulcan, żeby wiedzieć, że jest zdegustowana. Vulcanie nie jadali mięsa, a już jedzenie surowego... uwazali, że jedzenie mięsa jest barbarzyńskie i dowodzi gwałtownej natury, gdyż wymaga zabijania istot zywych. Jedli więc tylko rośliny... ciekawe co o tym myslą przedstawiciele inteligentnych roślin.. Vulcanie. oboje z Hsishi wmieszali się w tłum, kierując ku spokojnemu rogowi sali. Gdy już tam dotarli, przechwycił ich jakiś porucznik- Sir, czy mogę zapytać...Dorothy Uriel zazwyczaj zajmowała się opisywaniem przestrzeni i katalogowaniem gwiazd i planet... teraz katalogowała mężczyzn. Nikt, może poza Isaril, nie wiedział, że jest lekką nimfomanką. A przy okazji takiej imperzy jak ta, nie miałą zamiaru iść spać sama... ostatecznie nie wszyscy muszą dziś wracać na swoje okręty... widząc wyglądającego na zagubionego kadeta trzeciego roku uśmiechnęła się drapieżnie i tanecznym krokiem podązyła w jego kierunku...Derek Firuun i Elisabeth Gretzky, pierwszy i drugi oficer Wratiha spoglądali na zamieszanie, jak określali przyjęcie - z pozycji wiszącej pod sufitem platformy antygrawitacyjnej. Oboje zastanawiali się, co przyniesie następna misja, gdy cicho zapikał komunikator Dereka. - Słucham?- Mamy wiadomość od admirała Seldona do kapitana, sir. Pilne. - No ja to nie kapitan.- Wiem, ale nie możemy się z nim połączyć.Derek rozejrzał się i westchnął widząc kapitana flirtującego ze swoim pucybutem. był jednym z tych oficerów, którzy uważali ten związek za poczatek końca kariery Styczyńskiego. Mimo swojego liberalizmy, flota pod pewnymi względami była dość tradycyjna... - Zajmę się tym. Firuun, koniec. Eli, kapitan znów swiata nie widzi poza swoim pucybutem. A Seldon przesyła mu pozdrowienia. Zjeżdżamy.Platforma zsunęła się w dół i obaj oficerowie zaczęłi przedzierać się przez tłumek w kierunku ostatniej znanej pozycji kapitana. W połowie sali Derek był bliski wyklęcia wszystkich dookoła i zaczął uważać, że lepsza jest walka z kardassianami, niż takie przyjęcia. W końcu przebił się do kapitana- ...jak sądzisz, bedą pasować do małego domku? - usłyszał jeszcze słowa kapitana, zanim ten, po skinięciu głową swej towarzyszki nie odwrócił się- Derek, moja zmaro nocna i sumieniu Floty, co cię sprowadza.- Admirał Seldon ma dla pana pilną wiadomość, sir. - niezrażony odpowiedział komandor. Jurek westchnął i podszedł do pancelu komputerowego. Szybko wszedł do systemu komunikacyjnego i odczytał wiadomość. Westchnął i włączył system komunikacyjny.- Kapitan do mostka. Przygotować się do wyjścia zdoku. Poinformujcie załogi dyżurne pozostałych okrętów oraz Keokuka i Firebranda. Połączcie się też z kapitanami wszystkich naszych jednostek i upewnijcie sie, że wiedzą o rozkazach.-Ale przecież...-Wiem że są tutaj. Wykonać.Jurek poczekał na potwierdzenie i poszedł na mównice. - Uwaga - jego głos momentalnie uciszył wszystkich - przykro mi przerywać, jednak otrzymaliśmy rozkazy, które nie bardzo da się ominąć. Mamy natychmiast udać się na Celberlai. Okręty niezdolne do wapr mają być holowane... cóż. Przykro mi, ale musimy się pożegnać. Prosze o powrót na swoje jednostki. Dziękuje...

    fluor
    Klucznik
    #23590

    USS WRAITH, sala balowa

    Fluorek westchnal tylko, kiedy Styczynski oglosil koniec imprezy. Tuz po chwili odezwal sie jego komunikator.

    - Tu PRECIOUS, transport za 5 sekund, kapitanie

    Fluorek odstawil szklaneczke i stanal wyprostowany.

    USS PRECIOUS, przesylownia nr 3

    Razem z Fluorkiem zostali przeslani jego glowni oficerowie - komandor Sshark (z wyjatkowo zawiedziona mina), porucznicy Maxfarouu (maszynownia), Clausehkai (operacyjny), Peterson (doradca) i Mektrua (taktyczny). Po zejsciu z platformy transportera podchodzili do technika medycznego, ktory aplikowal im odtrutke na alkohol. Oficerowie rozeszli sie na swoje stanowiska, a w pomieszczeniu po 15 sekundach pojawila sie kolejna grupka niedoszlych imprezowiczow...

    mostek

    - Status? - kapitan Fluorek wszedl na mostek.

    - Prowizoryczne naprawy wykonane, rdzen ustabilizowany. - odpowiedziala komandor Williams, wracajac na swoje poprzednie stanowisko.

    - 120 zalogantow na pokladzie, trzy przesylownie kontynuuja zbieranie naszych ludzi. Przy obecnej przepustowosci zakonczymy transport za 8 minut. - meldowal kapitanowi kadet Max Mario zajmujacy stanowisko operacyjne.

    - To nie jest maksymalna skutecznosc naszych transporterow prawda? - spytal komandor Sshark.

    - Nie, sir.

    - Komandorze, jesli sytuacja jest naprawde pilna to powinnismy zastosowac procedure naglego transportu, co pozwoli nam uwinac sie w dwie minuty. - dodal Clausehkai, wymieniajac kadeta na stacji operacyjnej.

    - Mysle, ze to nie bedzie konieczne... - odparl Fluorek, siadajac na fotelu.

    - Nie chce, by PRECIOUS byl najwiekszym maruderem. - wyjasnil Sshark.

    - Mamy jeszcze 50 osob na BG 74, a reszte mozemy przeslac juz w locie.

    - Pierwszy, dopilnuj wszystkiego. - powiedzial Fluorek ziewajac. - Przez tych Kardasjan sie nie wyspalem... - dowodca opuscil mostek, udajac sie w kierunku swojej kwatery.

    - Operacyjny, ile kiedy mozemy odleciec? - spytal Sshark.

    - Za dwie minuty.

    - Przygotujcie okret do lotu. Chce zebysmy byli poza dokiem i gotowi do lotu jak najszybciej.

    - Tak jest, wysylam nasze wezwanie do kontroli lotow BG. - Ktarianin szybko wstukiwal na konsoli odpowiednie komendy. - Przesylam do steru koordynaty odejscia.

    - Wprowadzam je... - powiedzial bolianski sternik chorazy Morax Hil.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #23670

    Pokój kapitański na USS DaredevilW pokoju siedziały dwie osoby: kapitan i pierwsza.- Jak na odprawie Agneto?- Cóż, Styczyński nie był zachwycony twoją nieobecnościa i nawet się nie przejął moja zaczepką. Ale jedno mnie zastanowiło. Powiedział, że jest zadowolony, ze nie zniszczylis,y tego Galora z 5%.-Coooo?- Tak powiedział.- Czy on kompletnie zdurniał?- Nie wiem John. Coś mi tu śmierdzi.- Trzeba go sprawdzić, bo zbytnio sympatyzuje z tymi padalcami.- Spróbuje go prześwietlić, zby się nie dowiedział. A ajkie mamy rozkazy?- Na razie lecimy do systemu Celbarlai na naprawy. My jesteśmy sprawni, więc po odholowaniu niesprawnych jednostek pewnie będziemy coś chronić.- Kiedy wylot?- Pewnie w ciągu najblizszych minut. Całą załoga na okręcie?- Ściągam ostatnich. Pełny stan osiągniemy za 5-10 minut.- To dobrze. I pilnuj tego Styczyńskiego. Może być agentem wroga.

    kasyno
    Uczestnik
    #23682

    USS Firebrand, Stacja Kosmiczna 74, sala odpraw.

    Wszyscy byli już ubrani w mundury galowe i czekali na kapitana który taktownie się spóźniał. Upływający czas umilali sobie burzliwą rozmową na temat Konfliktu w jakim niedługo brali udział, Jedynie Pierwsza oficer trzymała się na uboczu co chwile spoglądając na XX wieczny zegarek złoty-damski jaki dostała od kapitana na ostatnie urodziny(27), nagle podszedł do niej Volkanin.

    Porucznik komandor Serik: Coś panią niepokoi ?

    Komandor Amanda Beket: Nie po prostu kapitan się już mocno spóźnia, zastanawia mnie co go tak zatrzymało.

    Nagle otwierają się drzwi i wszedł kapitan.

    Kapitan Robert Kasnov: Przepraszam ale rozmawiałem z kimś na kanale pod przestrzennym. No to idziemy.

    Wszyscy weszli do TURBO windy i udali się na USS WRAITH.

    Ceremonia już trwała na szczęście jakoś się udało wśliznąć. Po Ceremoni trochę Sobie podjadłem rozmawiałem z paroma osobami, Amanda stała cały czas koło mnie i tez zajadała jakieś słodkości nagle podeszła do nas porucznik Urza Peterson gadaliśmy z nią chwile potem poszła dalej. Po kilkunastu minutach jakiś komandor strasznie się przepychał gdy na niego spojrzałem wyczułem że tez jest w pół człowieku pół Betazetem i wiedziałem że są rozkazy natychmiastowego wylotu. Przyjęcie się po chwili skończyło wielu oficerów z innych statków skorzystało z Teleportera ale patrząc na ich stan wcale się nie dziwie byli pijani jak cholera.(:P) Moim oficerowie podeszli do mnie poczym tez skorzystaliśmy z teleportera ale z czystego lenistwa droga na okręt trwała by z 15 minut :C

    Kapitan Robert Kasnov: No dobra to wyślijcie się. Kierowaniem statkiem zostawimy zmianie gamma.

    Riri
    Uczestnik
    #23690

    OD: Dowudztwo sektora GFDo: Kapitan Ririagh N'RuriPoufne********************************************************************************Zakonczyc dzialania zwiazane s przyjmowaniem do sluzby okretu USS Yahagi NCC 13666i udac sie do systemu Celbrai w celu dokonania ostatniego przegladu ******************************************************************************** Kapitan Ririagh N'Ruri wszedl na poklad swojego okretu. NCC13666 Yahagi byl najnowszym okretem klasy Exelsior B. Dopiero dzisiaj zakonczyl próby odbiorowe. Caitanin ostatnie 3 miesioace spędził w stoczni dogladajac wykanczania, a potem dokonujac prób swaieżo ukończonej jednostki. To byl jego pierwszy przydzial na stanowisko dowódcze. Porzednio byl I oficerenm na USS Kittyhawk. Ten jednak zostal niomal ziszczony 4 miesiace temu w kardasianskiej zasadzce. W uznaniu zaslug w tej potyczce dostal nominacje na dowódce krążownika. Było z czego być dumnym. - Uwaga załoga! Alarrm Manewrrrowy!. Chorrrrąży Blackstone, połączenie zw Stacją! - Głos kapitana rozproszył cisze na mostku. - Stacja na lini! - odrzekł młody oficer. Większoś załogi yahagi było ledwo po akademi. - Yahagi prrrosi o pozwolenie na oddokowanie - głos kapitana był spokojny, lecz brzmiała w nim nuta zadowolenia. W końcu. Pierwszy lot i w krotce pierwszy przydział. - Macie zgode Yahagi, spokojnej drogi - oficer z kontroli usmiechnął sie do nich. Przez ostanie kilka tygodzni wszyscy zdąrzyli sie dobrze poznać. - Sterrnik kurrrs 2-5-7 , 1/3 impulsowej - Kapitan nawet nie musiał wydawać tej komendy. - kurs 2-5-7, 1/3 impulsowej - padło potwierdzenieMajestatyczna jednostka odrzuciła cumy i przyspiezając udała sie w strone granicy systemu - Wyznaczyć kurs na Celberai. Warp 7. Wykonać.Gondole zalsiły i okret wyrwał w strone celu... Podczas przelotu Kapitana trapiły niezbyt wesoła myśli. Nowy okret jest problemem dla załogi i kapitana. Nowa załoga jest problemem dła kapitana i załogi. Nowy kapitam jest problemem dla Załogi i Okrętu. A na głowe ich nowego dowódcy spadą naraz wszystkie trzy problemy...

    Seldon
    Uczestnik
    #23742

    USS Livingston, gdzieś w drodze do Archenar.

    Ku zadowoleniu wszystkich, w pomieszczeniu wreszcie pojawił się komandor Doatrka. Na jego wejście oficerowie czekali cały kwadrans, co nabierało większego znaczenia biorąc pod uwagę fakt, że ten oderwał wszystkich od poprzednich zajęć i rozkazał się zjawić. Niektórych to irytowało, jednakże cały gabinet prasowy IV floty przybył na miejsce.

    Prócz Doatrki, na miejscu znajdowało się jeszcze sześć osób: chorąży Katherine Infeld, kobieta pochodząca z Alfa Centauri, chorąży Vaezzen Tjar, Arbazanin, Kyalla Ghard, Bellerianka, Tellaryta Laias oraz Senek, cała trójka w stopniu podporucznika. Wszyscy zajmowali się kontaktami sztabu IV floty z dziennikarzami, którzy w warunkach pokoju nie dawali nikomu spokoju, zaś podczas wojny wydawali się być gorszymi niż wróg.

    - Witam. - powiedział Benzyta, zaś widząc wszystkich siedzących dodał. - Widzę, że już się rozgościliście.

    - Mieliśmy dużo czasu. Można wiedzieć, skąd to spóźnienie? - zapytał Tjar.

    - Można. - odpowiedział komandor.

    Minęła chwila ciszy, która uświadomiła wszystkim, że Doatrka nie ma najmniejszego zamiaru odpowiadać. Na to Arbazanin cichy prychnął, wyrażając fakt swojego obrażenia na komandora, który, nie zważając na to, zaczął:

    - Dostaliście kopie tekstu z "To fakt!"?

    Zebrani skinęli głowami, potwierdzając.

    - Dobrze, musimy to jakoś wyprostować. Za cztery godziny dolecimy na Archenar, a kapitan chce mieć konferencję prasową w pół godziny po przylocie. Ze wstępnym planem musimy wyrobić się w dwie godziny.

    - Mamy jakąś ogólną koncepcję? Ograniczamy się tylko do zaprzeczania? - zapytał Tellaryta.

    - Oficjalnie tylko zaprzeczamy, że to nasza wina - bo nie jest - wtrącił. - a także prostujemy wszystkie fakty. Ich matactwa dotyczące relacji z Setlik III wykorzystamy później.

    - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - powiedział Laias. - Jeżeli nie użyjemy tego teraz, to stanie się to bezużyteczne. Przecież w trakcie wojny nikt nie będzie pamiętać, że napisali fałszywą relację z masakry...

    - Będą pamiętać, wystarczy zainteresować tym żądnych darmowej reklamy polityków.

    - Komisja? - zapytała Ghard.

    - Otóż to.

    - Przecież to bzdura. - głośno powiedział Tjar.

    - Wiem, co mówię. Ale na razie wracamy do konferencji - po ustaleniu tego wracamy do przerwanego tematu. A więc, na początku odwołamy się do zaatakowanych przez Kardazjan systemów - nie ma sensu niczego z tego ukrywać, ponieważ i tak o nich wiedzą. "Flota jest reorganizowana, ponieważ w wyniku wielomiesięcznego wstrzymywania przez czynniki oficjalne przemieszczenia IX floty obrona granicy była operacją trudną pod względem strategicznym". Ponadto wyjaśnienie, że okręty SOP nie są dowodzone przez sztab. Będziemy używać jak największą ilość sformułowań wojskowych. Musi znaleźć się zapewnienie, iż cywile, znajdujący się w koloniach przygranicznych, są całkowicie bezpieczni i na bieżąco, planowo ewakuowani... Mamy jakiś przykład?

    - Edgar Drekenwork kończy chyba ewakuację placówki naukowej na Mesarthim. Ponadto Mirach II. - zauważyła Infeld.

    - Dobrze, powiemy o tym. Na tym głównie się skupimy - obywatele muszą wiedzieć, że Flota troszczy się o ich bezpieczeństwo. Później wrócimy do spraw wojskowych, przerobimy bitwę na Arthus na operację taktycznie udaną, straty będziemy bagatelizować. Gorzej z Setlik, tutaj wypowiemy się jedynie faktami.

    - ... Ale podkreślimy bohaterstwo załogi Maxwella. Gdyby tak wspomnieć o jakimś odznaczeniu dla obrońców i ratowników... - dodał Tellaryta.

    - Słusznie. Później ogólniki o dalszych losach kampanii, dobrym przygotowaniu do walki po reorganizaji, zbliżającej się lokacji IX floty. Zakończymy to kilkoma pytaniami, głównie przez podstawionych dziennikarzy. Jeżeli do głosu może dorwać się ktoś niezależny, więc przygotujemy kilka pytań-odpowiedzi na taki wypadek.

    - To nawet nie jest plan, to wszystko ogólniki. Chociaż wyrobimy się z oficjalizmami, to co planuje pan ponadto? - zapytała Ghard.

    - I tu zadziałasz ty i Infeld. Poprosicie o spotkanie z...

    Układ Celbarlai.

    Niebieskie słońce oświetlało wszystkie znajdujące się w systemie zespoły, nadając im charakterystyczny, błękitny poblask. Ponieważ gwiazda była młoda i emitowała dużo promieniowania, większość federacyjnych instalacji znajdowała się w dalszej odległości, wynoszącej 6-7 jednostek astronomicznych.

    Głównymi palcówkami na Celbarlai były zespoły stoczniowe, które w sumie liczyły sześć dużych doków gwiezdnych, mogących obsługiwać największe z okrętów Floty. Ponadto znajdowały się tam okręty I dywizja IV korpusu, zadokowane przy stacji kosmicznej, oraz liczne okręty cywilne i transportowce Korpusu Inżynieryjnego Gwiezdnej Floty. Spodziewano się nawet jednego okrętu wysłanego na front bezpośrednio ze szkolenia, aczkolwiek wydając rozkazy nie przewidywano wybuchu wojny - większość załogi tej jednostki, tj. USS Yahagi NCC-13666, dowodzonej przez kapitana Ririagha N'Ruri, stanowili kadeci.

    Do stacji zaczął zbliżać się USS Apeiron - rządowy statek, który przed kilkoma minutami wyszedł z warp. Dowódca, Mahambrahm Kharad, oraz drugi kapitan dostali rozkaz dostarczenia pewnego wpływowego oficjela Gwiezdnej Floty właśnie na pokład owej stacji. W kokpicie Hindus nawiązał kontakt z placówką, podczas gdy drugi człowiek manewrował okrętem.

    - Stacja Celbarlai, tu Federation 756. Prosimy o pozwolenie na dokowanie.

    - Przyjąłem Federation 756. Pozwolenie udzielone. Proszę dokować przy śluzie 4.

    - Zrozumiałem. Rozpoczynam podchodzenie.

    - Życzymy udanego pobytu, Federation 756. Koniec transmisji.

    Kharad przełączył przycisk, który przerwał nadawanie, po czym wziął się za pilotowanie. Zwrócił się do Nigeryjczyka.

    - "Udanego pobytu" - co możemy robić "udanego" przy froncie?

    - Jak dla mnie to oznacza życzenia szybkiego zniknięcia z tego sektora.

    - Pewnie. Wojskowi tak nie myś- Pilnuj manewrowych, bo się wprasujemy w stację.

    - Przecież pilnuję, ale coś jest z nimi nie tak. Wyślij Łaskowskiego, żeby później sprawdził silniki.

    - Tak się tłumacz. - odpowiedział kapitan, po czym włączył interkom. - Mówi kapitan. Zaraz zadokujemy do Stacji Celbarlai. Proszę o pozostanie na miejscach i nie przemieszczanie się po pokładzie. Dziękuję.

    Statek delikatnie sunął w kierunku doku, powoli wytracając szybkość poprzez zmianę o 180 stopni siły ciągu w silnikach. Piloci dopasowali szybkość jednostki do wielkiej szybkości liniowej stacji, po czym obrócili ją o 90 stopni i używając silników manewrowy połączyli śluzy stacji i Apeoironu.

    - Zakończyliśmy dokowanie do stacji. Pasażerowie proszeni są o skierowanie się do śluzy. - oznajmił kapitan. - My też mamy jakiś czas wolny.

    - To trzeba go wykorzystać konstruktywnie wykorzystać. - powiedział Gudabi, szczerząc swoje śnieżnobiałe zęby.

    - Głodnemu chleb na myśli. - zachichotał kapitan.

    Śmiech usłyszał wchodzący do pomieszczenia trzeci pilot i jednocześnie główny mechanik, January Łaskowski.

    - Co się ciekawego zdarzyło w waszym życiu? Podzielcie się ze mną swoją radością.

    Kronos
    Uczestnik
    #23773

    Rozdział XX

    :uk: Cardassiański okręt dowodzenia C.S.U Kraxon......

    Legat Kell w napięciu oczekiwał na raport z zaatakowanego przez Federacje układu Avenal VII. Czas dłużył się niemiłosiernie a konsola łączności milczała......

    - Parn.... Dlaczego do tej pory nie mamy żadnych danych ?!

    - Nie wiem Legacie..grupa patrolowców zbierająca się na obrzeżach systemu melduje iż rusza by przechwycić wroga.... w sumie 20 okrętów klasy Hideki. Z bazy na Avenal VII nie odebrali na razie żadnego sygnału. Według mnie może to oznaczać tylko jedno albo mają uszkodzoną komunikację albo.....

    - Albo nie został tam nikt kto mógłby odpowiedzieć – dokończył Kell

    Parn nic nie odpowiedział, ale wyraz jego twarzy mówił iż bardziej wierzył w drugi wariant. Siły Gwiezdnej Floty mogły okazać się większe niż przypuszczali i jeśli rzeczywiście tak było to osłona Avenal VII składająca się z czterech okrętów i kilku platform obronnych nie miała większych szans na odparcie zmasowanego ataku.

    Kell niecierpliwił się coraz bardziej chodząc w tą i powrotem po punkcie dowodzenia. W pewnym momencie jego wzrok przyciągnęła mapa taktyczna przygranicznych układów. Na monitorze wyświetlone były trzy cardassiańskie symbole przedstawiające grupy uderzeniowe wysłane z systemów Atrhus, Marva i Quatel. Na siły te składało się w sumie 70 okrętów dowodzonych przez Gula Dunara. Okręty miały zaatakować trzy przygraniczne systemy Haedus I, Celeno I i Mesarthim wzmacniając tym samym pozycję Unii na tym odcinku. Kell przez dłuższą chwilę obserwował wybrane cele, wyraźnie targały nim wątpliwości. Dodatkowo ciągły brak informacji z układu Avenal VII potęgował tą niepewność. W pewnym momencie twarz Legata uspokoiła się i powrotem przyjęła poważny wyraz......

    - Parn ....zaczął Legat........

    - Tak Legacie ?

    - Ile okrętów leci na układ Mesarthim ? – spytał Kell

    Glinn szybko sprawdził ostatnie dane....

    - Według raportu Gula Dunara grupa uderzeniowa składa się z 25 okrętów..... 6 Galorów, 12 Tong i 7 patrolowców klasy Hideki.......

    - Dobrze...... Nawiąż z nimi kontakt i rozkaż im aby natychmiast zawrócili i udali się do systemu Dorvan - polecił Legat

    Parn zawahał się przez chwile pamiętając ostatnią rozmowę z Legatem dotyczącą ponoszonego ryzyka na wojnie. Młody oficer starał się odkryć plany dowódcy. Kell widząc to zaczął tłumaczyć........

    - Tak długi brak wieści z systemu Avenal VII oznacza że placówka upadła. W tej chwili prawdopodobnie znajduje się tam duża grupa okrętów Gwiezdnej Floty. Mam nadzieję że patrolowce zdołają dostarczyć nam potrzebnych danych o ich siłach. Niemniej w chwili obecnej ten odcinek naszej granicy jest najsłabiej broniony i nie możemy sobie pozwolić na to by wróg go zajął. Trochę potrwa zanim IV flota w układzie Adbar Prima osiągnie pełną gotowość bojową, do tego czasu musimy zadowolić się tym co mamy. Miejmy nadzieję że Federacja nie jest pewna jakimi siłami dysponujemy w tam regionie. Przy odrobinie szczęścia wycofają się z powrotem na terytorium Federacji. Jeśli nie...... No cóż w tedy prośmy by zadowolili się na razie Avenal VII W przeciwnym wypadku cała ofensywa może ulec zahamowaniu..........

    Parn w skupieniu wysłuchał wykłady dowódcy, rozumiał dlaczego Kell zrezygnował ze zdobycia kolejnego układu. Obrona układów Unii była ważniejsza.......

    - Natychmiast wysyłam rozkazy – odparł krótko i ruszył by wydać odpowiednie rozkazy

    Kell w spokoju obserwował go przez chwilę poczym ponownie skupił się na mapie taktycznej. Obraz uległ zmianie, przygraniczne systemy zostały zastąpione jednym układem........ Był nim Avenal VII, wkrótce miało się okazać jak potoczą się dalsze losy tej wojny.......

    Riri
    Uczestnik
    #23774

    NCC13666 Yahagi przemiezal przestrzen. Na pokladzie dao sie wyczuc pewne napiecie. Okret mial w krotce dalczyc do grona pelnoprawnych jednostek Gwiezdnej Floty. Mieli dostac pierwszy przydzial. Kazdy wiedzial, ze na 90 procent bedzie to ptzrydzial bojowy... Cisze panujaca na mostku przerwal glos pierwszego oficera: - Zblizamy sie do ukladu Celbarlai - Doskonale, ogoscic alarm manewrowy. Oficer komunikacyjny: jak wyjdziemy z warp polaczcie mnie z kontola. Okret klasy Exelsior wyszedl z warp. Elegancko manewrujac obral kurs na stacje. Na mostku dowudca jednostki wywolywal kontrole. - Stacja Celbarlai, tu USS Yahagi. - Tu stacja, podajcie cel waszego przybycia. - Ostatni przegl i skierowanie po przydzial bojowy. - Sprawdzam, prosze poczekac.... potwierdzam. Macie zgode na dokowanie... USS Yahagi obral wskazany kurs...

    Seldon
    Uczestnik
    #23786

    Układ Arvenal, przestrzeń Unii Kardazjańskiej. Z warp wyszło piętnaście okrętów Gwiezdnej Floty, anleżących do I i II dywizji III korpusu V floty. W większości były to ciężkie jednostki - w grupie znajdowały się nawet dwa Ambassadory, nie licząc okrętów klasy Freedom lub Excelsior. - Wyszliśmy z warp. - poinformował Canova, sternik na USS Tenochtitlan. - Cztery kontakty, kierunek 459-74, 457-22. Dwa klasy Tonga, dwa Hideki. Na mostku znajdowało się kilka osób. Brakowało siedzącego w areszcie pierwszego oficera Saarika, który został tam zamknięty przez kapitana jeszcze przed wylotem z SB 211. W związku z tym, kapitan sprawował absolutną władzę nad okrętem, a także swoimi dwoma dywizjami. Większość załóg okrętów tych dywizji nie wiedziała, że wykonywana akcja nie była zgodna z rozkazami Floty. - Odległość 4.500.000 kilometrów. - Kurs na przechwycenie. - odpowiedział kapitan taktycznemu. - Minuta do przechwycenia. - Na siódmej planecie systemu wykrywam instalacje militarne i baterie orbitalne. - powiedziała oficer naukowa, która skanowała system w poszukiwaniu następnych wrogich jednostek. Wyglądało jednak na to, że ten układy był bardzo słabo broniony. - Proszę wysłać wiadomość do floty: I dywizja zlikwiduje kontakt T1, II - T2, po czym mają skupić się na Hideki. Ogień wolny, gdy tylko znajdziemy się w zasięgu. - Tak jest, sir. Oficer komunikacyjny zaczął przełączać przyciski na konsoli, wysyłając na kodowanym paśmie wiadomości z rozkazami. Zaraz też zaczęły przychodzić potwierdzenia odebrania. - Wygląda na to, że ten system jest bardzo słabo broniony. To dziwne, że zostawili tylko tyle. - powiedział porucznik-komandor Taanepyi - Andorianin pełniący na pokładzie funkcję doradcy, w po aresztowaniu Saarika również pierwszego oficera - w taki sposób, aby tylko siedzący obok niego kapitan usłyszał te słowa. - Najwidoczniej rzucili wszystkie swoje siły na atak i spodziewali się, że zmuszą nas tylko do obrony. - dowódca odpowiedział Andorianinowi. - Pewnie Kardazjanie przyjęli taki pogląd o Flocie, jaki lansuje nasza federacyjna propaganda. - "Gwiezdna Flota - bada i broni" - i jest nieudolna. - Co do tego ostatniego, to... - Dziesięć sekund do wejścia w zasięg uzbrojenia. - Fazery i torpedy załadowane. - Pięć sekund... - Otworzyć ogień. Wszystkie piętnaście okrętów wystrzeliło torpedy i fazery w przeciągu kilku sekund. Lekkie jednostki wroga nie mogły poradzić sobie z ostrzałem przeważającej liczby okrętów Floty, które dysponowały także cięższym uzbrojeniem. Moc osłon obydwu Tong stopniowo się zmniejszała, jednakże Kazdazjanie wzięli początkowo za cel pojedynczego Soyuza, który również zaczął szybko tracić osłony. USS Penrose próbował osłaniać ten okręt, jednakże sztuczki takie na niewiele się zdały. Obydwie Tongi zniknęły w kulach ognia, zaś USS Acarty całkowicie stracił osłony. Wydawało się, że jego los jest przesądzony, jednak kardazjańscy dowódcy, widząc bezsens dalszej walki, podjęli manewr ucieczki z pola walki. Na odchodne oddane wystrzały w Soyuza nie zniszczyły go, jednak stał się bezużyteczną górą metalu. Obydwa okręty wroga, które próbowały oddalić się od floty Telpochcoatl, nie ustrzegły się przed manewrami jednostek Federacji - piętnaście okrętów zdołało unieruchomić je przed opuszczeniem systemu. Gdy tylko zaś Hideki zostały unieruchomione, seria ognia z USS Tenochtitlan doprowadziła do destrukcji bezbronnych jednostek. - Niech USS Iowa ewakuuje Acarty, po czym go zniszczy. Prześlijcie też reszcie floty rozkaz o rozpoczęciu orbitalnego ostrzału Arvenal VII. - Można byłoby uzyskać stamtąd jakieś dane... - Więc po zniszczeniu instalacji obronnych na powierzchnię wysłani zostaną komandosi. Musimy się spieszyć - panie Kallaway, proszę ustawić zegar na 1.00:00. Na panelu z tyłu mostka pojawił się cyfrowy zegar, odmierzający równomiernie sekundy mającej nastąpić godziny...

    I. Thorne
    Uczestnik
    #23789

    Mostek USS DaredevilW fotelu kapitana siedział chorąży Johnson, zaś pozostałą obsadę mostka stanowili kadeci.- Zbliżamy się do ukladu Celbarlai. - zakomunikował sternik.- Wyjśc z warp. Maksymalna impulsowa. Kurs na stację.- Tak jest!Za parę minut okręt zbliżył się do stacji.- Operacyjny, poproś o zgodę na dokowanie.- Tak jest! - chwila ciszy - Mamy zgodę.- Sternik, zadokuj nas.Za kilkanaście sekund okręt przybił do stacji.

    Zarathos
    Uczestnik
    #23797

    Styczyński obserwoał zbliżający się dok Celberlai. - Zblizamy sie do wejścia do systemu. - zameldowała T'Vet: asystentka głównej sternicznki- Warp 1, kurs na baze. Maksymalna moc deflektorow. T'Vet, zatrzymaj nas tak, zeby ci papierowi zeglarze zawalu dostali. Polwulkanka odwrocila sie do kapitana i szeroko usmiechnela. - Aye. - Parę minut później okręt gwaltownie wyhamowal. Mimo tlumikow inercyjnych caloga poczula wstrzas. Ambasador zatrzymal sie dwanascie matrow od doku. - Niech holowniki zwolnią okręty jakie holowały, wszyscy wchodzimy do doku. Derek, informacja do krętów - żadnych zabaw, ceremoni czy czegoś podobnego. Chcę mieć okręty gotowe do wylotu jak najszybciej. - Aye... mam potwierdzenie.- Znakomicie, ma pan mostek, proszę nas zadokować. Jack, połącz mnie z dowódcą tej bazy. Do mojego biura.- Aye, sir.Parę minut później Styczyńskiego zaczynała opanowywać wściekłość. Nie wiedział, kto był dowódcą bazy, ale facet będcy na zmianie, najwidoczniej trafił tutaj, ponieważ nie nadawał się do niczego innego.- Komandorze, nie obchodzi mnie, ile okrętów macie tutaj, ani ilu ludzi. Moje okręty maja być obsłużone w pierwszej kolejności. Jak się to panu nie podoba, niech pan zgłosi swoje zastrzeżenia admirałowi Seldonowi. - Sir, prosze zrozumieć, jesteśmy przecią...- Przeciążeni będziecie jak wam właduje w dupsko torpede. Ruszcie głową. Moja dywizja ma wrócić na front na wczoraj. Więc chcę mieć swoje okręty gotowe do walki na przedwczoraj. rozumiemy się.- Kapitan...- Cieszę się, że rozumie pan co do pana mówię, komandorze. Styczyński, koniec.Opadł ciężko na fotel. Rozmowy z biurokratami z baz gwiezdnych zawsze doprowadzały go do skrajnego wyczerpania. Wcisnął przycisk komunikatora.- Jack, nadaj do wszystkich okrętów dywizji - mają zostawić w bazie wszystkich zbednych członków załóg. Dotyczy to nie tylko cywili, ale także obsługę mes, członków korpusu dyplomatycznego, naukowców poza szefem departamentu i dwoma wybranymi przez niego oficerami. - Tak jest sir. - Proszę też dopilnowac, aby z naszego okrętu zniknął zbędny personel. - Aye.- Dzięki, Jack.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 166 do 180 (z 355 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram