Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Wojna Federacyjno-Kardazjańska
- Kapitanie – półkaitianka dygnęła lekko, co niemal magicznie ściągnęło wzrok kapitana na nogi swojego ordynansa. Wspaniale umięśnione i długie do nieba nogi kocicy sprawiały, że kapitan nieodmiennie czół dreszczyk podniecenia. Kocica dobrze o tym wiedziała, bo zadowolona z siebie wyszczerzyła kły. – Posprzątałam pana kwaterę.- Dziękuje. Usiądziesz? – zapytał wskazując na kanapę. Hsishi skinęła głową, i mimo iż była na wpół człowiekiem, usiadła na podkurczonych nogach. Styczyński uśmiechnął się do niej i podszedł do ukrytego w ścianie barku. Nalał do szklaneczek mocno schłodzoną wodę i podał jedną kobiecie. – Ile to już lat jesteśmy razem? – zapytał Jurek siadając na framudze okna.- Sześć lat, kapitanie. Od USS Valkirie.- A tak… Valkirie… - pamiętał ten okręt i sądząc po błysku w oku Kaitianki ona również. Tam spotkali się po raz pierwszy. On – podporucznik po awansie, z przydziałem na asystenta głównego oficera naukowego i ona, szeregowy marynarz z przydziałem do astrometrii. Od początku coś do siebie poczuli. Tylko to coś przebiegło w odwrotnej kolejności niż zazwyczaj bywa. Kapitan lekko skrzywił się na wspomnienie. Kaitianka parsknęła śmiechem- Jak widzę, jeszcze pamiętasz pierwszy dzień naszej znajomości.- Tak, szczególnie tą boliańską panią doktor – oboje roześmieli się. Słysząc śmiech kobiety Styczyński zdecydował, że Deratora poczeka do jutra. Albo na następną wizytę w bazie. Pani komandor też- Masz ochotę na małe co nieco i wspominanie dobrych czasów?- Tutaj? – spytała Hsishi. Wiedziała, że kapitan szanuje regulamin Floty, a ten niechętnym okiem patrzył na kontakty oficerów i podoficerów, nawet towarzyskie, nie mówiąc o osobistych. Nie zabraniał ich ale…- Nie. Na stacji znajdzie się jakaś miła knajpka. – uśmiechnął się do swojej przyjaciółki – Mam dość regulaminu. Moi kapitanowie przez lekceważenie go zabili załogę jednego okrętu i wtrącili do niewoli załogę drugiego. To teraz ja mogę ponarażać na zawał jakiegoś admirała–służbistę. - Oo, to nowy Juruś. - Kaitianka zgrabnie wstała i podeszła do niego – twoja rozprawa może chyba poczekać – przejechała mu pazurami po karku- Hsishi, nasz doktor i tak ma dość roboty, nie sądzisz… i nie chcę dawać złego przykładu swoim podwładnym- Co, aż tak bardzo nie chcesz bratać się z niższą kastą – parsknęła- Nie chce spóźnić się na spotkanie. Robiąc obrażoną minkę Hsishi odwróciła się – ale wieczorem się nie wywiniesz – rzuciła przez ramię stając w otwartych drzwiach. Jurek widząc głupią minę porucznika stojącego niedaleko drzwi, w pobliżu stanowiska maszynowni roześmiał się serdecznie. Pierwszy raz od powrotu z misji przez jego śmiech nie przebijał smutek. I tak wiedział, że wieczorem do niczego nie dojdzie, ale towarzystwo Hsishi było najlepszym lekarstwem na smutki. Przejrzał pobieżnie resztę raportów i poszedł do swojej kwatery. Szybko umył się, przebrał w czysty mundur i poszedł do śluzy. Jego pierwszy oficer już tam czekał.- I jak tam Derek, gotów na spotkanie z naszymi geniuszami?- Tak sir – oboje przeszli przez śluzę – Chociaż nie sądzę, żeby geniusze byli gotowi na spotkanie z panem.- Zobaczymy – gdy wyszli ze śluzy kapitan rozejrzał się. Lubił bazy gwiezdne. Bardziej niż planety. Jakoś nigdy nie mógł przyzwyczaić się do życia pod gołym niebem… po prostu głupio się czuł bez pancerza. No i w bazach zawsze był tłok i dużo ludzi – zobaczymy. Oboje w milczeniu przeszli korytarzami stacji. Derek zastanawiał się, co zrobi kapitan. Znał go dość dobrze. Zanim został pierwszym oficerem na USS Wraith, służył razem ze Styczyńskim, najpierw na USS Gurievitch gdzie oboje byli oficerami naukowymi, potem pod nim, gdy został dowódcą sekcji naukowej na BG210. I wiedział dobrze, że Styczyńskiego do rany przyłóż, pod warunkiem, że nie robiło się czegoś głupiego. Głupota była jedną z niewielu rzeczy jakiej nie tolerował. U innych i u siebie – a w tej misji tej głupoty, zarówno u kapitana jak i reszty kapitanów było aż zbyt wiele. Ponieważ sam siebie pewnie już dawno sklął i obiczował, to teraz musiał wyładować na kimś złość… i mądrze uznał, że lepiej to zrobić na kapitanach okrętów na zamkniętym spotkaniu niż oficjalnie – w ciągu kariery dowódczej Jurek zdołał już – i to parę razy – zniszczyć kariery ludziom, którzy zrobili coś głupiego. Była wojna, więc nie spodziewał się tego, ale w tej salce niedługo rozegra się bitwa gorsza niż ta w układzie Arthusa. Szerokie drzwi otworzyły się przed nimi i weszli do sporej salki. Jeszcze pustej, ale niedługo zbiorą się dowódcy okrętów V dywizji i ich oficerowie…
- Nie! nie, nie, nie. Dosyć! – jęknąłem na widok Laner i Mike’a z padami pod pachami. – Nie macie nade mną litości?- Eeeeee.... nie. – oparła z szerokim uśmiechem Laner.- Wielkie dzięki! – i sam się uśmiechnąłem – No dobra co macie?- Ostateczne terminy napraw... są lepsze niż sądziłem. – rzucił Mike- Właśnie widzę.... dobra streść mi to Mike.- No więc... sieć energetyczna będzie w pełni sprawna już dziś wieczorem, do tego czasu musimy pobierać energie ze stacji. Kadłub jest prawie załatany, zostało co prawda parę dziur ale załatamy je do jutra. Wymian uszkodzonych konsol i innego sprzętu zabierze nam jakieś 3 - 4 dni....- No ładnie i pięknie, ale co z naszym napędem??- Z zamontowaniem nowego rdzenia nie będzie problemów. Okazało się ze na stacji 5 nowych sztuk i chętnie się podzielą....- ....ale mamy problemy z gondolami – dorzuciła pierwsza wraz z wymownym spojrzeniem rzuconym mechanikowi.- Jakie problemy?? – zapytałem podejrzliwie- Okazało się że oberwały mocniej niż nam się początkowo wydawało. Teraz sprawdzają je ekipy ze stacji i moi ludzie, czy nadają się do naprawy czy trzeba będzie je wymienić..... albo cześć z nich.- Ile to potrwa??- Jeszcze parę godzin... - Opcje?- To zależy od uszkodzeń. Jeśli nawaliła tylko jedna gondola, ale da się je naprawić to zajmie nam to jakieś 4-5 dni. Ale jeśli nawaliły wszystkie i nie da się ich naprawić to wymiana wszystkich zajmie co najmniej miesiąc, a do tego będzie trzeba doliczyć holowanie do stoczni bo tu tego nie darzą rady zrobić...- Coraz lepiej... a reszta systemów?- Wydają się działać, wystarczy je tylko posprawdzać. – i przeczesał ręką rude włosy. Wyglądał na wyczerpanego, podobnie jak Tora.- Kiedy wy właściwie odpoczywaliście? -Co? - Kiedy?- Nie pamiętam? – odpowiedziała niepewnie Laner. - Aha... niniejszym daje całej załodze 12 godzin wolnego. To się tyczy też starszych oficerów..- Ale my mamy robotę – sprzeciwiła się pierwsza- Tak, ale nie pozwolę żebyście ja wykonywali padając ze zmęczenia...- Ale....- To rozkaz pierwsza i tyczy się wszystkich. 12 godzin wolnego dla wszystkich poza obsadą szkieletową, a i ona ma być zmieniona za 6 godzin. Czy to jasne?Oboje tylko przytaknęli głowami.- Doskonale. Mike przed zejściem z okrętu, dowiedz się co z silnikami – Mechanik przytaknął i wyszedł. – Laner odprowadzisz mnie?- Gdzie?- Do transportera. Musze zdążyć na zebranie kapitanów na stacji. A idąc tam nie zdążę.-Cwane.- Dzięki. Weź to. – podałem je dwa pady – Wyślij je do dowództwa stacji. To poprawki do planu napraw i zapotrzebowanie od kwatermistrza. Resztę oddam Styczyńskiemu osobiście.Transport przebiegł gładko i po chwili zobaczyłem stół i rząd krzeseł...
Baza Gwiezdna 74, sala konferencyjna 13B26
- Lepiej niech Pan nie czyta tego szmatlawca. – usmiechnal sie komandor Sshark wchodzacy do sali. Rozejrzal sie i zauwazyl kapitana Styczynskiego, ktory z marsowym czolem oczekiwal na zgromadzenie sie wszystkich uczestnikow.
Fluorek odlozyl padda i spojrzal na Pierwszego.
- Gdzie jest nasz Taktyczny? – spytal.
- Nie wiem, Urza i T’Ral go szukaja.
- T’Ral do kapitana.
- Slucham.
- Mamy drobne klopoty z papierkowa robota. Raporty, ktore podeslalismy Styczynskiemu okazaly sie niewystarczajace. Poprosil o pelne tlo taktyczne i kompletne raporty wszystkich departamentow skomponowane z... Panska ocena calej bitwy i personalnymi ocenami wszystkich szefow departamentow i funkcyjnych.
- Na co mu takie dokladne dane?
- Nie wiemy. Byc moze szykuje jakies wnioski awansowe... Ciezko zgadywac.
- Czy porucznik Jarol czegos niedopatrzyla?
- Wlasnie sprawdzamy rejestry wyslanych danych. Wezwalam juz prawie wszystkich asystentow oraz historykow idei i religii z naukowego, a takze podporucznika Phluoka z Korpusu Dyplomatycznego GF, by przygotowac dla kapitana Styczynskiego odpowiednia kompilacje.
- Dziekuje.
Tymczasem w drzwiach pojawila sie Doradca i Taktyczny. Podporucznik Mektrua wygladal na bardzo zmieszanego, ale poza tym zachowywal sie normalnie.
- Komandorze, znalazlam go na jednym z dolnych pokladow... – powiedziala Urza Peterson.
- Czy dobrze sie Pan czuje, poruczniku? – spytal Sshark.
- Tak, Sir. Juz tak.
- Dobrze, a zatem prosze sie przygotowac. Oto nasz raport. – Sshark podal mu padda.
Komandor Fluorek wstal i podszedl do kapitana Styczynskiego.
- Kapitanie, bardzo chcialem przeprosic za niekompletne raporty z USS PRECIOUS. Moi pomocnicy juz pracuja nad tym, zeby spelnialy one wszelkie wymogi formalne i merytoryczne. – powiedzial ze skrucha. - To sie juz wiecej nie powtorzy, zapewniam...
Rozdział XVII
:uk: Cardassiański okręt dowodzenia C.S.U Kraxon.....
W jaskrawo oświetlonym pomieszczeniu Gul Jasad kontynuował przesłuchanie. Agent Kasty Obsydianowej był już wyraźnie zmęczony i zirytowany uporem więźnia. Kapitan Reyden z uporem maniaka powtarzał ciągle i wciąż wyuczony ciąg wyrazów. Ciało kapitana cierpiało z powodu zadanych mu ran jednak nie odmawiało posłuszeństwa. Reyden w duchu dziękował za to iż w połowie był wolkanem.....
- Jak długo zamierza pan stawiać ten bezsensowny opór ?! - spytał po chwili z ironią Jasad – Co panu zostało ? Duma ? Uśmiercił pan swoją załogę ! Mogliście się poddać, ale nie pan wolał ich zamordować…. – Tak zamordował ich pan kapitanie ! - dodał z naciskiem Jasad widząc iż w więźniu wzbiera wściekłość. Jasad kontynuował swoją grę..... - Radzę przemyśleć moje słowa kapitanie..... pewnie uważa się pan za bohatera ? Śmieszne..... W pana kochanej Federacji czekał by pana sąd wojenny ! - Jasad przerwał na chwilę szykując się do ostatecznego ataku..... - No ale skoro pan nie chce współpracować to może..... pański pierwszy oficer lub któryś z pojmanych oficerów powie nam to co chcemy usłyszeć - powiedział z szyderczym uśmiechem Gul. Tego już kapitan Reyden nie wytrzymał, w jednej chwili poderwał się z krzesła uwalniając się z uścisku strażników i rzucił się na agenta Kasty Obsydianowej powalając go na ziemię. Dwaj strażnicy natychmiast rzucili się na więźnia chcąc odciągnąć go od Jasada jednak nie było to takie proste. Kapitan Reyden jak oszalały zaciskał dłonie na szyi agenta dusząc go ze wszystkich sił. Strażnicy zaczęli kopać jeńca jednak ten nie ustępował dopiero strzał z ręcznego dezruptora zakończył to zamieszanie.
Legat Kell spokojnie schował broń do kabury.....
- Dość tego zabierzcie go do celi – nakazał naczelny dowódca.....
Strażnicy sprawnie podnieśli za ramiona więźnia i wynieśli nieprzytomne ciało kapitana. Gul Jasad krztusząc się zaczął podnosić się z ziemi.....
- Zabiję go.... ten .... – zaczął przeklinać Jasad
- Nic pan nie zrobi – odparł szorstko Legat – Zasłużył pan sobie na to.....i w sumie żałuję iż musiałem użyć broni - dodał patrząc prosto w oczy agenta.....
Zdezorientowany Jasad zaczął się bronić......
- Przecież chciał pan żebym go przesłuchał ?!
- Przesłuchał tak..... Ale nie traktował jak ostatnie ścierwo. To oficer i zasługuje na szacunek – odparował zarzut Legat
- Z jeńcami trzeba rozmawiać ostro inaczej......
- Dość ! Kapitan Reyden i jego pierwszy oficer zostaną przetransportowani na Cardassia Prima natomiast pan wraz z pozostałymi jeńcami uda się na Bajor. – rozkazał Kell
- Ale.....
- Odmaszerować ! ...... Chyba że chce pan polecieć tam w charakterze jeńca – opdarł szorstko Legat
Gul Jasad nic nie odpowiedział. Sztywno oddał honory i opuścił pokuj przesłuchań. Agent Kasty Obsydianowej kipiał z wściekłości jednak wiedział iż teraz nie jest w stanie przeciwstawić się rozkazom przełożonego.....
Legat Kell przez chwilę stał sam w pokoju przesłuchań wpatrując się w gwiazdy. Jego myśli krążyły wokół przesłuchiwanego jeńca. W pewnym stopniu Legat podziwiał go za okazaną wytrwałość. W oczach starego żołnierza kapitan Federacji stał się godnym przeciwnikiem.....
Panującą ciszę przerwał nagle sygnał wywoławczy komunikatora.....
- Kell, o co chodzi ? - spytał uruchamiając komunikator
- Legacie, prosił pan by mu przypomnieć o planowanej wizycie u Gula Torena – przypomniał Glinn Parn
- A tak..... kurs na C.S.U Kulinor - rozkazał Legat
- Tak jest - padło w odpowiedzi
Lega spojrzał jeszcze raz na migoczące gwiazdy poczym opuścił pokuj....
Na pokładzie C.S.U Kulinor Gul Toran kończył właśnie jeden z listów kondolencyjnych gdy próg ambulatorium przekroczył Legat Kell w towarzystwie adiutanta.....
- Miał pan odpoczywać – przypomniał Kell podchodząc bliżej
- Wiem ale praca pomaga mi zabić wolny czas - odparł Toran
- Tak, znam to aż za dobrze.... łóżko w ambulatorium dla żołnierza to katorga – zażartował Kell
- Zamierzam jak najszybciej wrócić do służby. Teraz nie czas na odpoczynek mamy wojnę do wygrania – odparł Gul
- Tak to prawda..... – Legat kiwnął na Parna a ten podał mu małe pudełko. Kel otworzył je ostrożnie i podał Toranowi.....
- Ale to jest..... – zaczął zaskoczony Gul widząc połyskujące odznaczenie.....
- Tak. Order Unii Cardassiańskiej..... najwyższe wojskowe odznaczenie. Zasłużył pan na nie – odpowiedział Legat kładąc dłoń na ramieniu dowódcy pierwszego okręgu.
Toran spojrzał z szacunkiem na dowódcę.....
- Ku chwale Unii - odparł
Legat uśmiechnął się i skierował się ku wyjściu....
- Niech pan szybko staje na nogi. Będę miał dla pana specjalne zadanie – dodał na obchodne.
Toran kiwnął potwierdzająco głową a Legat odpowiedział mu tym samym. Wiedział iż Gul Toran nie zawiedzie jego oczekiwań....
Po powrocie na C.S.U Kraxon Legat Kel wraz z Glinem Parnem udali się prosto na mostek gdzie czekały na nich najnowsze doniesienia z frontu. Nadszedł czas aby wcielić w życie kolejny plan ataku na Zjednoczoną Federację Planet.......
*************************
Od MG : Posty zaczniecie pisać jak zawsze po wprowadzeniu Seldona
Baza Gwiezdna 375. Nareszcie wszystkie okręty, które znajdowały się przy granicy kardazjańskiej, zostały poinformowane o rozkazach dotyczących przegrupowań, w związku z czym można było przenieść główną siedzibę operacyjną floty z Bazy Gwiezdnej 375 do Bazy 326 w systemie Archenar. Posunięcie takie niezwykle ułatwiało dowodzenie obroną frontu, ale było kilka spraw, które trzymały Seldona na miejscu... - Dobrze, panie Kirkegaard. - powiedział. - Skoro wszystkie okręty dowodzenia potwierdziły odebranie rozkazów, będziemy się stąd "ewakuować". - słowo "ewakuować" zostało starannie wyartykuowane, zaś z tonu wywnioskować można było, że miało oznaczać "zmywamy się, bo nas nie chcą". - Rozumiem admirale. Mam utrzymywać kontakt do ostatniej chwili przed odlotem? - Tak. Ale to raczej niezbyt długo potrwa. Na jednej z konsoli zamrugała czerwono-zielona lampka. Oznaczało to, iż nadeszła następna wiadomość. Była to już 94 odebrana w przeciągu ostatnich siedmiu godzin, nie wliczając transmisji w czasie rzeczywistym - wtedy bowiem liczba ta wydatnie by się zwiększyła. - Nowa wiadomość. Raport od kapitana Styczyńskiego. Porucznik przetarł oczy ze zmęczenia, po czym zgrał raport na padd, po czym przekazał go admirałowi. Męczący był sposób, w jaki dowódca niecierpliwił się w związku z tym raportem, jednak skoro nareszcie go dostał, to może da wreszcie spokój z narzekaniami. - Proszę. - A więc się ewakuujemy, poruczniku. - powiedział Seldon. - Za piętnaście minut odlatujemy. Kirkegaard zaczął przełączać przyciski na konsoli komunikacyjnej, co miało służyć przekierowaniu wszystkich wiadomości na USS Livingston. Przekierowaniu zresztą tylko na krótki okres czasu, bowiem wiadomości i tak przechodziły przez Bazę Gwiezdną 326, a później do jednostki określonej rozkazami. Komunikacyjny nadał do tej placówki odpowiedni kod, po czym zdjął słuchawki i zaczął pakować paddy z danymi. Właściwie porucznik nie pracował zbyt długo, ponieważ jego wahta przedłużyła się tylko o osiem godzin, jednak odbieranie i wysyłanie horrendalnej ilości wiadomości niezwykle go zmęczyło. Praca ta, również z powodu pełnienia fukcji "centralki telefonicznej", była frustrująca. Kirkegaard postanowił, że na Livingstonie odpocznie i uporządkuje myśli - pomimo że wojna była dość daleko, to właśnie dla niego była najbliżej z ludzi przebywających na stacji. Ostatnie relacje załogi stacji nasłuchowej na Marvie albo załogi Setlik trwale wryły się w pamięć. Kiedy oficer zbierał się do wyjścia z dość opustoszałego, w porównaniu do ostatnich godzin, centrum informacji bojowej, wiceadmirał włączył interkom i nadał: "Cała załoga USS Livingston ma znaleźć się na pokładzie okrętu. Odlot do Archenar za 15 minut". Po tym i Seldon wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając tam jedynie kilku komunikacyjnych oficerów z załogi Bazy. Ponieważ centrum informacji bojowej znajdowało się na pokładzie 47 sekcja 17DA, a śluza, przy której zadokowany był Livingston, miała szczęście zostać umieszczona ponad trzydzieści pokładów wyżej i w całkiem innym segmencie Bazy, Seldon musiał szybko zaplanować, w jaki sposób się tam dostać. Ostatecznie przebiegł przez labirynt korytarzy, zdążając do jednej z kilkunastu turbowind, które znajdowały się na tym pokładzie. Po drodzie, swoim zwyczajnym sposobem, niejako spod ziemi wyrósł porucznik-komandor Doatrka. Był to Benzyta, służący z Seldonem we Flocie już pewien czas. Pierwszy raz poznali się, kiedy admirał, a wtedy jeszcze kapitan, dostał w dowództwo swój pierwszy okręt - który pozostał zresztą jego jedynym - i wymagana była wymiana systemów komputerowych. Doatrka był bowiem w dziedzinie projektów komputerowych specjalistą niezwykłej klasy, co pozostało do dziś. Teraz jednak nie znajmował się komputerami, w każdym razie nie oficjalnie, pełnił zaś funkcje rzecznika prasowego IV floty. - Witam, Mich. - Witam, Do. Czy przypadkiem nie miałeś być na pokładzie Livingstona? - Niby tak, ale teraz staram się być wszędzie, a najlepiej daleko od żurnalistów. Od kilku godzin przeżywamy prawdziwe oblężenie, ale pozostawiałem cię w błogiej nieświadomości. - Słusznie. Reorganizujemy całą obronę granicy - na nic nie starcza czasu. Ale mów, co dzieje się w cywilnym świecie. - Szukała mnie już ta dziennikareczka z GNN, której udzieliłeś wywiad wczoraj. Zresztą ciebie też szukała, ale jakoś odpowiedni ludzie postarali się, żeby nie znalazła. Ponadto był tu redaktor z dziennika "Federation Noveaux", który strasznie węszył. Na szczęście jego też udało się jakoś spławić, ale dalej nie możemy tak postępować - na Archenar musimy zorganizować konferencję prasową, inaczej nas zjedzą. I jest jeszcze jedna rzecz. - oficer podał trzymany przez siebie padd admirałowi. Z padda wielkimi literami krzyczano: "<
Zakladam ze wszyscy siedza gdzie trzeba 😀
Styczyński obserwował zebranych oficerów. Pomijając jednostki, miał ochotę pourywać im głowy za zachowanie w czasie bitwy. No ale świat jest wredny i nie można mieć wszystkiego. Wstał więc i rozpoczął zebranie.
- Szanowni państwo... ostatnio stoczyliśmy... bitwę - słowo bitwa wypowiedział ze niesmakiem - z Kardassianami. Bitwa była wspaniała - ironia wręcz tańcowałą w powietrzu - Zachowywaliśmy się tam jak dzieci w piaskownicy! - wybuchnął kapitan - Wszyscy, jak jeden! Lataliśmy po systemie jak obrażone na rodiców dzieciaki, nie jak oficerowie Floty Gwiezdnej! Przez to straciliśmy dwa okręty. Wraz z załogami, a to jest niedopuszczalne! - uspokoił się - Prosze o wasze wnioski z tej bitwy, panie i panowie. Wraz z sugestiami, jak uniknąć takigo chaosu w kolejnym starciu. Panie Fluorek, pan ma ciągoty do raportowania, proszę bardzo, niech pan zacznie.
Zanim Fluorek wstał, derek pociągnął kapitana delikatnie za rękaw. styczyński usiadł, i PO nachylił się do niego
- Sir, mamy rozkazy od admirała Seldona. Wszystkie okręty poza Wolverine i Drow mają jak najszybciej udać się do systemu Celbarlai, ponaprawiają nas tam i wtedy wrócimy tutaj.
- admirał poczeka. Nie bee przerywał i prenosił spotkania... - Styczyński wstał - Mamy nowe rozkazy. Poza Drowem i Wolverine, wszystkie okręty mają udać się na Celbarlai, gdzie poskładają nas do kupy. wyruszymy natychmiast po zakończeniu tego spotkania, niech panstwo wydadzą odpowiednie rozkazy swoim załogom. Panie Fluorek?
Dowódca V dywizji usiadł oddając głos dowódcy USS Preciuos.
Baza Gwiezdna 74, sala konferencyjna 13B26
- I jak? - spytala Doradca. Wlasciwie to nie byla w wyznaczonej przez kapitana grupie oficerow, ale skoro doprowadzila tu Taktycznego, to postanowila pozostac.
- Chyba przyjal przeprosiny. - odpowiedzial szeptem Fluorek, ktory wrocil od Styczynskiego i zajal swoje miejsce.
- Swoja droga, to bylo troche dziwne. - szeptala Doradca. Mowila cicho, poniewaz kapitan Styczynski juz zaczal swoja przemowe.
- Panie Fluorek, pan ma ciągoty do raportowania, proszę bardzo, niech pan zacznie... - powiedzial Styczynski z wyraznym zadowoleniem.
Zanim Fluorek zdazyl wstac jakis oficer zakomunikowal cos Styczynskiemu. Dowodca dywizji wstal i powiedzial:
- Mamy nowe rozkazy. Poza DROWem i WOLVERINE, wszystkie okręty mają udać się na Celbarlai, gdzie poskładają nas do kupy. Wyruszymy natychmiast po zakończeniu tego spotkania, niech panstwo wydadzą odpowiednie rozkazy swoim załogom. Panie Fluorek?
Szescdziesiecioletni komandor Florian Fluorek powstal szybko zbierajac mysli. Mogl czuc sie wyrozniony, choc najnizszy ranga to zostal dopuszczony do glosu jako pierwszy. Zaszczyt jednak byl watpliwy, gdyz dowodca USS PRECIOUS nie znal szczegolow raportow taktycznych.
- Dziekuje, kapitanie Styczynski. - powiedzial. - Prosi Pan o wnioski na przyszlosc, by uniknac takiego chaosu... Otoz z przestudiowanych przeze mnie raportow wynika, ze wiele niebezpiecznych wydarzen wynikalo z niedostatecznie jasnych rozkazow, ktore rozni dowodcy interpretowali na swoj sposob. - Fluorek przelknal sline. Wygarnianie dowodcy czegos takiego nie bylo zalecane dla kogos, kto liczy na dobra opinie i przywrocenie awansu na stopien kapitana. Fluorka tlumaczylo jedynie to, ze zamierzal, o ile przezyje te wojne, powrocic do misji badawczych bez bezposrednich przelozonych ponad karkiem.
- Prosze mnie zle nie zrozumiec, ale brak zgrania i dyscypliny w V dywizji byl latwo zauwazalny. Moi oficerowie podejrzewaja, ze wplyw na to moglo miec blyskawiczne tempo w jakim skoncentrowano V dywizje, choc oczywiscie dobry oficer w kazdych warunkach powinien wykazywac sie odpowiednim zachowaniem. Kapitanowie, ktorzy zostali przeniesieni z innych zgrupowan czy misji zazwyczaj pracowali samodzielnie i byc moze zle znosza bezposrednie dowodzenie. Oczywiscie jest to nieuniknione w bitwie, by uzyskac odpowiednia skutecznosc, ale byc moze wiecej wspolnych dyskusji i narad z dokladnym wyjasnianiem rozkazow i ich motywow polepszyloby nasza efektywnosc. - Fluorek zauwazyl, ze Sshark daje mu znak. - Moj Pierwszy oficer pragnalby cos dodac...
Komandor Sshark powstal:
- Chcialem zauwazyc tylko, ze nastepnym razem pozyteczny moglby sie okazac bezposredni briefing przed akcja wraz z dokladnym opracowaniem planow akcji i odwrotu wlacznie. - komandor usiadl.
- Jeszcze jedno zdanie, Panie Styczynski... - dodal Fluorek. - Z racji na rozkazy przegrupowania chcialbym prosic, by przelot odroczyc o kilka godzin. Zaloga USS PRECIOUS, o czym na pewno zostali Panstwo poinformowani, przygotowala ceremonie pozegnalna dla naszych przyjaciol, ktorzy nie przezyli bitwy. Osmielam sie o to prosic, gdyz bardzo zgubnym dla morale calej zalogi byloby wycofanie sie z tego symbolicznego i podbudowujacego moralnie przedsiewziecia... - komandor Fluorek spojrzal wyczekujaco na Styczynskiego. Kaze usiasc czy jeszcze o cos zapyta, no i przede wszystkim co odpowie.
Na wspomnienie o malo precyzyjnych rozkazach Styczynski zagotowal sie, ale po paru chwilach, jakich potrzebowal na opanowanie wybuchu, poukladal sobie wszystko w glowie i przyznal Fluorkowi racje. Zawsze pracowal ze specjalistami ktorzy rozumieli co do nich mowi.. niezaleznie od sposobu w jaki mowil. No ale toyli wysokiej klasy naukowcy, nie kapitanowie gwiezdnych okretow przyzwyczajeni do wydawania rozkazow, nie ich sluchania. Spokojnie wysluchal reszty wniosków Fluorka oraz wtrętu jego XO. Potem Fluorek wspomniał o zabawie. Jurek zastanowil sie i dopiero po chwili zwrocil uwage na stojacego spokojnie i czekajacego na rozkazy komandora. - Prawde mowiąc komandorze, chcialem przeniesc zabawe na pokład Wraitha, do głównej sali balowej. - Jurek zastanowil sie, notujac przy okazji w pamieci, eby dokladnie sprawdzic historie komandora. Pomijajac niezbyt wojskowe zachowania na poczatku bitwy, zachowywal sie wzorowo... a to mowilo iz jest dobrym oficerem i dowodca... jego zaloga, jak to bylo widac nawet tutaj, dazyla go szacunkiem... ciekawe.. Powrocił myslami do prozby Fluorka. Admiral chcial, zeby prelecieli jak najszybcjiej, ale z drugiej strony obiecal hsishi kolacje.. - no ale chyba moj mechanik wykryl jakies nieprawidlowosci w dzialaniu napędu warp - uśmiechnal sie do komandora - bedzie trzeba odroczyc wylot o jakies szesc godzin. Dziekuje komandorze, to wwszystko. Spojrzal na sale - No panowie, nie wstydzcie sie. Kolejne wnioski? Kapitanie McCaley?
Po zapisaniu dziennika osobistego postanowiłem przejść się po promenadzie stacji może kupić sobie jakieś pamiątki. Na okręcie nie było prawie nikogo szedłem pustymi korytarzami, cóż starałem się tym nie dziwić w końcu po 4 miesiącach nieustannego patrolu kto by chciał siedzieć w mesie która odwiedzał tyle razy nawet ja chciałem się przejść po stacji. Na stacji tuż po wyjściu ze śluzy można było zauważyć wzmożony ruch. Z tego tłumu można było wyparzyć członków załogi USS Firebrand ponieważ mieli oni na swoich czerwonych mundurach naszywki z nazwą okrętu. Zacząłem chodzić po sklepach kupowałem alkohole i prezent dla pierwszej oficer. Wszystko chowałem do torby którą miałem na ramieniu .Wiele tego nie było 3 butelki (Sisko to lubi nie pamiętam jak to się nazywało) nowe holo programy i prezent dla Amandy. Po drodze wstąpiłem do kantyna Odpoczynek Admirala był tam niezły tłok, ktoś robił przygotowania do jakiejś imprezy przy barze zauważyłem swojego sternika Porucznik Tomas Certis podszedłem do niego. Dowiedziałem się że wieczorem będzie jakąś impreza pożegnalna akurat będzie tam większość załóg dokujących do stacji okrętów. Bo tym napiłem się z nim syntocholu i wróciłem na statek udałem się do swojej kajuty rozpakowałem się i nalałem sobie szklaneczkę nowo kupionego napoju i siadłem przy konsoli nagle na kanale floty pokazała się wiadomość z rozkazami mieliśmy zostać dołączeniu do V dywizji i lecieć do układu Celbarlai.
Kapitan Robert Kasnov: Kasnov do mostka proszę wysłać do dowódcy V floty że czekamy na rozkazy.
- Sir, Derek znów pochylił się do kapitana - mamy wiadomość od kapitana Kasnova - dowiedzieli się, że mają lecieć z nami na Celbarlai i oczekują na rozkazy.Jurek skrzywił się lekko. Nadgorliwy jakiś. A może po prostu ciekawy... albo obowiązkowy - poprawił się po chwili.- Przekaż mu że odlatujemy za sześć godzin. - Aye sir.
Kapitan Corvus tylko częściowo słuchał wymiany zdań na zebraniu. W tym momencie bardziej go martwił stan okrętu i groźba wstawienia okrętu na dłuższy czas do doku. Wiedział że Mike Graham jest jednym z najlepszych inżynierów w okolicy ale nawet on nie może dokonywać cudów... Lecz nie był to jedyny problem dręczący kapitana. Chodziło o reakcje Admiralicji na jego akcje z ratowaniem USS Olympus, reakcji której jak dotąd nie było. Mogło to oznaczać zarówno coś dobrego jak i duże kłopoty. Kapitan wiedział że problemy należy rozwiązywać po kolei, a nie wszystkie na raz. Najpierw okręt... Korzystając z chwili ciszy po raporcie kpt. Fluorka i komentarza kpt. Styczyńskiego.- Przepraszam, sir. Można wiedzieć na jak długo zostajemy wycofani do układu Cerlbarlai?? – o swoją sprawę postanowił spytać Styczyńskiego po zebraniu.
styczynski skinął głową Corvusowi- Do chwili dokrecenia ostatniej srubki na naszych okretach. Sekunde pozniej wracamy do BG74. Lecimy tam tylko i wyłącznie na naprawy.Rozejrzał się po sali- No, panowie kapitanowie. Podczas akcji wyrywaliście się do niszczenia tego i owego, najcześciej własnych okrętów, wiec teraz nie wstydźcie się tak i mówcie. McCaley, niech pan sie nie rumieni i mówi. Jeżeli reszta kapitanów ma coś do powiedzenia prosze.
- Jest pan najwyraźniej bardzo przemęczony, kapitanie Styczyński. - odezwała się młoda blondynka z końca sali - Na tej sali nie ma kapitana McCaley'a.- A kim pani jest?- Komandor Agneta Christiansen, I oficer z USS Daredevil.- Aha, zastępstwo. A gdzie szef?- Oddelegował mnie na ta naradę, bo nie chciał aby doszło do bójki. Chociaż na marginesie sama bym panu zdrowo przyłożyła, gdybym mogła.- Ho ho, ostre słowa...- Przejdxmy do konkretów. Nie bedę pana krytykować, i tak większośc przyzna mi rację, ze przez pewien czas sytuacja pana przerosła. A tego Galora z 5% to nikt panu nie zapomni. Mam tylko jedna sugestię nim się rozejdziemy. Jeśli mamy wygrać ta wojnę to nalezy przestać się bawić w Czerwony Krzyż i zacząć walczyć. Rasy takie jak Kardazjanie rozumieja tylko argumenty siłowe, a nie dyplomację.Z tymi słowami komador Christiansen ze spokojem usiadłą na krześle.
- Moze i jestem przemeczony, pani komandor - dodal Styczynski, gdy Christiansen usiadla - ale widzialem pani szefa wchodzacego do tej sali. Skoro go nie ma to znaczy ze znudzil sie gledzeniem starych prykow i poszedl robic cos ciekawszego zostawiajac nam pania... no, to wspaniale o nim swiadczy jako o dowodcy. Niewaazne - machnieciem reki przerwal protesty Christiansen - co do pani wypowiedzi... jezeli pani albo pani szef uwazacie, ze nie rzucanie sie z wrzaskiem na wsystko co sie rusza w okolicy oznacza iz dowodca nie radzi sobie z sytuacja, coz, to pani osad. Co do Galora i Czerwonego Krzyza - nie zaluje, ze nie zniszczylem tego okretu. Zaluje, ze dalem sie glupio namowic na probe ratowania Olympusa. co do dyplomacji - usmiechnal sie wrednie - to, ze ja stosujemy, odroznia nas od Cardassian. Jeżeli pani tego nie rozumie, to może powinna pani zmienić mundur.Rozejrzał się po sali- Ktoś jeszcze?
Baza Gwiezdna 74, sala konferencyjna 13B26
Komandor Fluorek zdecydowal sie postawic kwestie stypy, chociaz jakas jego czesc podpowiadala mu, ze wobec rozkazow wymarszu z Admiralicji nalezaloby odroczyc wszelkie zabawy i urlopy. Jednak widzial trudy swojej zalogi, ktora pracowala nad przygotowaniami do imprezy z pelna sila i widac bylo wyraznie, ze chcieli zatrzec nieciekawe wrazenie jakie dali na poczatku bitwy. Pomimo racjonalnych tlumaczen dotyczacych zmasowanego ognia kardasjanskiego skupionego na Mirandzie, to jednak byl to jeden z pierwszych okretow wycofanych z walki. Oficerowie z PRECIOUS chcieli okazac sie choc troche przydatni dla dywizji.
Kapitan Styczynski wyraznie rozwazal argumenty. Widocznie nie w smak byla mu opinia o nieprecyzji rozkazow, jednak wlasnie w poprawie komunikacji Fluorek widzial przyszlosc ich formacji. Styczynski chyba przyjal czesc argumentacji, bowiem powstrzymal sie od wybuchu i pozwolil Fluorkowi dokonczyc swoja kwestie.
A nastepnie odpowiedzial:
- Prawde mowiac komandorze, chcialem przeniesc zabawe na poklad WRAITHa, do glownej sali balowej. Admiral chcial, zebysmy przelecieli jak najszybciej, no ale chyba moj mechanik wykryl jakies nieprawidlowosci w dzialaniu napedu warp. - kapitan Styczynski usmiechnal sie wyglaszajac te slowa. - Bedzie trzeba odroczyc wylot o jakies szesc godzin. Dziekuje komandorze, to wszystko.
Wszyscy oficerowie USS PRECIOUS nie kryli zaskoczenia. Byc moze ze Styczynskiego nie jest taki zly dowodca, skoro potrafi ociagac sie z wykonaniem rozporzadzen Admiralicji.
Fluorek sklonil sie i usiadl na fotelu. Od razu odwrocil sie do Urzy Peterson, ktora go szturchala.
- Kapitanie, trzeba bedzie przygotowac przeniesienie calej imprezy na USS WRAITH. - powiedziala pospiesznie.
- Tak... zawiadom od razu T'Ral, niech sie tym zajmie. - nakazal Fluorek.
- T'Ral pracuje nad poprawkami raportow. - odpowiedziala doradca.
- No to Jarol...
- Jarol tez.
- McLeahan?
- Pilnuje panskiego gabinetu...
- Obawiam sie, ze mam za malo asystentow... - zasmial sie Fluorek cicho.
- Moze ja pojde do Odpoczynku Admirala i przygotuje ekipe. - doradca wstala i wyszla z posiedzenia.
Komandor Sshark zwrocil uwage Fluorka na centrum sali, gdzie wlasnie pierwsza oficer USS DAREDEVIL urzadzala pyskowke dowodcy dywizji. Komandor Fluorek z pewnym zadziwieniem wsluchiwal sie w argumenty komandor Christiansen, ktore sprowadzaly sie do zwiekszenia agresywnosci w dzialaniach dywizji. Dowodca USS PRECIOUS byl absolutnie nieczuly na te nawolywania, jednak spostrzegl, ze jego pierwszy oficer uwaznie przypatruje sie oficerce.
- Desperatka. Tak sie nie powinno mowic do starszego ranga oficera i do tego bezposredniego dowodcy, bez wzgledu na okolicznosci. - skomentowala siedzaca obok Ktell Maxfarouu. Fluorek skinal glowa na znak aprobaty.
- Zwroccie uwage na przyczyny tego zachowania. Nawet zatwierdzone i zaplanowane akcje podczas bitwy sprawialy wrazenie chaotycznych. Wrog nie poniosl faktycznych strat, co moze dobitnie swiadczyc o naszej niekonsekwencji.
- Mnie martwi postawa McCaleya. Jezeli kapitan DAREDEVIL nie jest w stanie panowac nad soba na tyle, by usiedziec spokojnie na naradzie, to na pewno nie powinien dowodzic okretem GF. - stwierdzil Fluorek. - Nie chodzi tu o kwestie personalne, tylko o prosty fakt, ze dowodca powinien miec obiektywny poglad sine ira et studio, bez gniewu i zapamietalosci. - staral sie powiedziec te kwestie cicho, tylko do swoich oficerow, ale obawial sie, ze z powodu ogolnej ciszy na zebraniu byl doskonale slyszany...
Baza Gwiezdna 74, kantyna Odpoczynek Admirala
- Jak to przeniesc? - pytala Bolianka Lokrit Santami.
- Musimy zawiadomic wszystkich gosci. - goraczkowal sie betazoidzki podporucznik Jaal Minburg. - Hilok, Jadzia, Steve, Gkhra, pozwolcie tutaj!
- Po prostu przenosimy sie do wiekszej sali. Kapitan Styczynski stwierdzil, ze warto zrobic stype w glownej sali balowej USS WRAITH. - powtorzyla zebranym Urza.
- Niezle... To bedzie sala przeznaczona do spotkan dyplomatycznych najwyzszego szczebla takich jak pierwszy kontakt czy konferencje na najwyzszym szczeblu... - odparl kadet Steve Graham.
- Co nam potrzeba? - spytala Peterson.
- Po pierwsze: koordynator z zalogi USS WRAITH, ktory zalatwialby wszystkie sprawy logistyczne. - mowila szybko Lokrit. - Hilok: przygotuj do transportu przygotowane przez nas ozdoby. Nie ma ich zbyt wiele, ale warto je wykorzystac. Zwlaszcza te kotary... Jadzia, Steve: zajmiecie sie wyzywieniem gosci. Menu wedlug ustalen dotychczasowych, chyba ze ktos z WRAITHa bedzie mial jakies dodatkowe uwagi. Gkhra: efekty swietlne i holograficzne... Te wszystkie emitery trzeba bedzie przetransportowac na USS WRAITH. Ja porozsylam do gosci informacje o zmianie miejsca przyjecia. Sluchajcie ludzie, za szesc godzin nasza formacja odlatuje od BG 74, dlatego mamy godzine na przygotowania. Za 40 minut robimy probe generalna, jezeli cos nie bedzie dzialac to wywalamy. Nie ma czasu na zabawe w przerobki. Jasne?
- Porucznik Peterson do komandora Firuuna z USS WRAITH. Bardzo prosze o jak najszybsze wyznaczenie osoby z waszej zalogi, ktora bedzie nam pomagala w zainstalowaniu wszystkiego co potrzebne w sali balowej. Potrzebujemy kogos, kto bedzie w pelni dyspozycyjny dla nas przez najblizsza godzine, bo mamy naprawde duzo roboty. Pomoc zwyklych zalogantow w przenoszeniu emiterow takze sie przyda, jednak to juz chcialabym dogadac z waszym koordynatorem.
doklejka 😉
Baza Gwiezdna 74, kantyna Odpoczynek Admirala
- Koordynatorzy z USS WRAITH to komandor Jack Dawson i komandor porucznik Fishi. - powiedziala porucznik Peterson. - Ide sie z nimi spotkac, a wy przygotujcie juz sprzet do transportu.
- Peterson do komandora porucznika Fishi. Potrzebujemy kilku ochotnikow do pomocy z transportem emiterow. To bardzo delikatne urzadzenia, a trzeba je przeniesc recznie, bo fatalnie znosza przesylanie.
Bosman Hilok Mun wraz z dwoma innymi pomocnikami zdejmowali zawieszone w kantynie fioletowo-pomaranczowe kotary, co nie bylo zbyt prostym zadaniem, z racji wysokosci na ktorej musieli pracowac.
- Czy na pewno nam wystarczy materialu na wielka sale? - martwil sie Jaal Minburg.
- Czesc z nich mozna by udawac za pomoca holoemiterow. - zaproponowala Lokrit.
- Raczej nie... - odparl z gory Hilok. - Zaprogramowanie tych pudel zajmie wiecej czasu niz replikacja nowych kotar... Dlaczego tak solidnie zamocowaliscie te kotary! - zdenerwowal sie Risanin i zaczal sie szarpac z materialem. Po chwili podlecial do niego inny oficer na platformie antygrawitacyjnej i pomogl mu.
- Faktycznie niezle zamocowane. - dodal.
- Spokojniej, szefie... - powiedziala algolianska podporucznik Gkhra Miktuh do bosmana. - Ty to masz lekka robote. Te emitery moglyby byc troche mniejsze... a przede wszystkim lzejsze.
Algolianski podporucznik pomogl jej przy przewroceniu emitera na bok, a nastepnie rozlozeniu go.
- Nie ma mowy, nie bede sama tego dzwigala. - powiedziala Gkhra.
- Moze pozyczymy platformy antygrawitacyjne od Hiloka? - spytal Algolianin.
- Bardzo chetnie sam wam je oddam. - odparl Hilok. - O ile zdejmiecie ten material z pozostalych scian bez platform...
Algolianin spojrzal po ozdobionych scianach.
- To ja juz wole sobie troszke podzwigac.
- Szefowo, nie da sie zalatwic wiecej tych antigravow? - Gkhra zawolala do Lokrit.
- Nie mamy czasu... Robcie z tym co mamy tutaj, bo juz tylko 30 minut do proby generalnej. Hilok, zywiej z tymi zaslonami... Jak nie mozesz ich zdjac normalnie to odetnij je za pomoca fazera, a zaczepy zdejmiemy przy innej okazji.
- Heh, przydaloby sie wiecej ludzi do pomocy.
- Niestety mamy tyle, ile mamy... - odparla Lokrit i powrocila do terminala. Sprawdzala kto dostal zaproszenia i kto na nie odpowiedzial, a przede wszystkim rozsylala wszedzie informacje o tym, ze ceremonia pozegnalna wraz ze stypa odbedzie sie w nowej lokacji - glownej sali balowej USS WRAITH.
