Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wojna Federacyjno-Kardazjańska

Wyświetlanie 15 wpisów - od 136 do 150 (z 355 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • I. Thorne
    Uczestnik
    #22997

    USS Daredevil leciał na końcu formacji federacyjnych okrętów opuszczających system. Mostek-Operacyjny, jaki jest stan okrętu? - spytał kapitan.- Osłony 45%, brak zniszczeń systemów wewnętrznych, kilku lekko rannych.- Kurczę, straciliśmy dwa okręty, a nam praktycznie nic się nie stało. - kapitan McCaley popatrzył na oddalające się okręty Kardazjan. - Zapłącicie za to. Niech tylko zbierzemy odpowiednie siły to... Wszyscy na mostku, macie przerwę. Zmiana gamma na stanowiska.

    Kronos
    Uczestnik
    #23060

    Rozdział XV

    :uk: Cardassiański okręt dowodzenia C.S.U Kraxon........

    Legat Kell w spokoju obserwował wycofujące się wrogie okręty......

    - Dowódco ! C.S.U Tong informuje iż wróg opuścił okupowaną przestrzeń...... prawdopodobny kurs.....SB74. Flota czeka na dalsze rozkazy..... - zameldował oficer łączności

    - Dobrze, na razie mamy z nimi spokój...... choć zapewne spotkamy się jeszcze z tymi okrętami przy innej okazji - odparł Kell, poczym rozkazał - Grupa C.S.U Tong ma wycofać się do systemu Marva, wzmocnią tamtejszy garnizon.

    - Tak jest - odparł oficer......

    W tym samym czasie nieopodal okrętu dowodzenia dwa krążowniki klasy Galor zajmowały się przejmowaniem uszkodzonej Niagary. Transportery okrętów jako pierwsze namierzyły główne pokłady. Oficerowie Gwiezdnej Floty znajdujący się w newralgicznych punktach zaczęli znikać. Na ich miejsce natychmiast zostały wysłane oddziały abordażowe. Wydawało się iż zaskoczenie leżało po stronie Cardassian jednak niestety tak nie było. Transportery namierzyły pierw maszynownię chcšc zabezpieczyć rdzeń jednostki. Dało to pozytywny skutek gdyż załoga nie zdarzyła zablokować głównych systemów okrętu. Niestety w tym czasie prawdopodobnie dowódca Niagary lub inny z ocalałych oficerów będących na mostku zdążył uruchomić sekwencję samozniszczenie. Chwilę później cała obsada mostka została przesłana na C.S.U Arax jednak było już za późno. Żołnierze przesłani na mostek stanęli w obliczu nieuniknionej destrukcji okrętu.

    C.S.U Arax i C.S.U Tragen otrzymawszy ostrzeżenie natychmiast wstrzymały transport jeńców i zaczęły z awaryjną prędkością oddalać się od wrogiego okrętu próbujšc w ostatniej chwili zabrać tylu żołnierzy ile tylko byli w stanie. Niestety nie dla wszystkich starczyło czasu......federacyjny okręt został nagle rozerwany jedną silną eksplozją która pogrzebała zarówno zwycięzców jak i pokonanych.......

    - Niech to wszyscy...... ! - wrzasnął Legat widząc eksplozję Niagary na głównym ekranie C.S.U Kraxon. Kolejny łup wymknął się z rok naczelnego dowódcy sił cardassiańskich - Głupi ludzie ! - krzyczał dalej Kell - Myślą że zyskają coś poświęcając się .......

    - Wybrali śmierć zamiast niewoli...... ja bym wybrał niewolę, nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość......,a teraz..... nie mają już żadnej przyszłości - skomentował taktyczny

    Legat nic nie odpowiedział, wściekły zaczął chodzić po mostku......

    - Dowódco !...... napływają raporty z C.S.U Arax i C.S.U Tragen.....przed eksplozją zdołali wycofać 50% żołnierzy.... Reszta niestety zginęła.....nie wykryto startu żadnych kapsuł ratunkowych.... - zameldował nagle Glinn Parn

    Legat spojrzał złowrogo na swojego adiutanta.....

    - Co z jeńcami przesyłanymi z Niagary ?!

    - Mamy ich 40....obsada maszynowni..... kilku z niższych pokładów..... oraz..... - Parn zamilkł na chwilę sprawdzajšc jeszcze raz listę.....- oraz kapitan i pierwszy oficer - dodał z niekrytą satysfakcją.....

    Kell milczał przez chwilę, wyraxnie tłumił w sobie emocje......

    - Rozkaz by przesłali ich na okręt dowodzenia. Osobiście ich przesłucham. Reszta załogi zostanie przesłuchana na Bajor. - rozkazał stanowczym głosem.....

    Parn skinął potwierdzająco głową. Legat nic nie odpowiedział spojrzał jeszcze raz na główny ekran na którym widoczne były dryfujące szczątki federacyjnego okrętu poczym powiedział - Poinformuj mnie jak będą gotowi do przesłuchania. Będę u siebie - poczym szybkim krokiem udał się do kwatery przylegającej do mostku.

    Kell musiał ochłonšć, zebrać myśli.... aby móc skupić się na dalszych działaniach. Nie było to łatwe, dowódca z trudem tłumił w sobie chęć zemsty na ocalałych jeńcach, a szczególnie na ich dowódcy. Wiedział jednak że nawet gdyby zabił ich wszystkich nie doznałby satysfakcji ani ukojenia. To nie przywróci życia poległym.....- myślał - Jednak można było tą sytuację wykorzystać inaczej. Legat usiadł za biurkiem i zaczął przeglądać dane wywiadowcze z ostatnich dni. Było w nich wiele niedomówień i wątpliwości. Kell zamierzał znaleść odpowiedzi na nurtującego go pytania......a kluczem do tych informacji mieli się stać jeńcy ze zniszczonej Niagary i Mirandy. Z twarzy Legata można było wyraźnie odczytać iż nie zawaha się przed niczym......

    Przyszłość jeńców stała pod znakiem zapytania.....Grupki oficerów Gwiezdnej Floty zaczęły być przesyłane na okręty mające ich odeskortować na okupowaną od lat planetę o nazwie Bajor. Tam miano zdecydować o ich losie. Ci którzy wyrażą chęć współpracy mieli szansę przetrwać wojennš zawieruchę innych czekała mordercza praca w kopalniach dilithium.....Inne opcje nie wchodziły w rachubę. Podobny los miał też zapewne spotkać dowódcę zniszczonej Niagary i jego pierwszego oficera. W przeciwieństwie do reszty jednak zostali oni przesłani na okręt dowodzenia gdzie mieli stanąć przed obliczem Naczelnego Dowódcy Cardassiańskich Sił Inwazyjnych. Trudno było powiedzieć kto znalazł się w lepszej sytuacji.....załoga lecąca na Bajor, czy kapitan i pierwszy majšcy stanąć przed obliczem swojego śmiertelnego wroga......

    ****************

    C.S.U Kraxon - okręt dowodzenia

    C.S.U Arax ( klasa Galor ) - eskortuje okręt dowodzenia

    C.S.U Tragen ( klasa Galor ) - eskortuje okręt dowodzenia

    2 okręty klasy Tonga - na ich pokład przesyłani są więźniowie

    Grupa 4 okrętów klasy Galor, 2 Tong i 1 Hideki pod dowództwem C.S.U Tong - lecą do układu Marva

    Okręty wokół stacji:

    3 klasy Hideki

    1 klasy Tonga

    1 klasy Galor - C.S.U Kulinor

    Stacja - osłony opuszczone - kadłub uszkodzony - systemy zabezpieczone - załoga ewakuowana

    Cardassiańskie posiłki, 4 okręty klasy Galor i 6 okrętów klasy Tonga zabezpieczają system......

    *************************

    Seldon
    Uczestnik
    #23061

    Arthus, granica federacyjno-kardazjańska. Bitwa wreszcie skończyła się. Okręty Gwiezdnej Floty, które były do tego zdolne, wycofały się poza granice systemu Arthus, zaś te, które unieruchomiono - zostały zniszczone. Trzy jednostki, które miały ratować załogę USS Olympus, wydostały się bezpiecznie w głęboką przestrzeń, zaś ich załogi z satysfakcją zauważyły, że Kardazjanie nie wysłali za nimi żadnego pościgu. Dzięki temu prawdopodobieństwo, że USS Drow, USS Daredevil i USS Wraith powrócą bezpiecznie do Bazy Gwiezdnej 74, zwiększyło się niepomiernie. Jednakże w pewnej chwili, przed wejściem w warp, z ekranów wszystkich okrętów zniknął sygnał USS Wellington, co znaczyć mogło tylko jedno - Niagara została zniszczona. Jednakże to, czy uczynił to jej kapitan, czy też przeciwnik, pozostawało tajemnicą, na którą sensory nie dawały odpowiedzi. Chwilę później trzy jednostki weszły w warp, pozostawiając układ Arthus i wraki federacyjnych okrętów za sobą. Pierwsza potyczka skończyła się porażką, pomimo wykonania celu taktycznego, jednakże był to dopiero początek wojny, która miała przed sobą jeszcze wiele bitew. Bitew, w których V dywizja miała wziąść udział... Kapitan Reyden wraz ze swoim pierwszym oficerem pojawił się w błysku transportera na platformie. Było to dla nich miłe lub nie zaskoczenie, ponieważ przygotowali się już na śmierć - widać jednak, że pisana im była niewola w kardazjańskich obozach pracy, które Federacja znała z danych agentów przebywających od kilku lat na planecie Bajor. W pomieszczeniu znajdowało się kilku Kardazjan, mierzących do oficerów Floty z karabinów dezrupcyjnych i dezruptorów. Dwóch z nich podeszło do ludzi, po czym odebrało im ręczną broń, po czym wypchnęli ich na korytarz. Eskortowani przez czwórkę oficerów z ochrony, kapitan Reyden i komandor przeszli plątaninę korytarzy - wydawało się, że skonstruowane zostały w taki sposób, aby nikt nie pojął, który dokąd prowadzi. Na pokładzie nie było nikogo, nigdzie też nie było najmniejszych śladów uszkodzeń, które przy najmniejszej potyczce pojawiają się na federacyjnych pokładach - być może związane to było z brakiem konsoli, w związku z czym nie miało co wybuchać, chociaż może po prostu okręt, na którym znajdowali się oficerowie Floty nie został ostrzelany. Kiedy dotarli do turbowindy, kapitan został zmuszony do wejścia wraz z dwoma strażnikami, zaś pierwszy oficer Wellingtona został zaprowadzony do innego miejsca. Turbowinda szybko dotarła na miejsce, z którego Reyden został poprowadzony jeszcze kilka metrów do dużego pomieszczenia, w którym nie znajdowało się nic poza dwoma krzesłami, długim stołem i dużą, panoramiczną szybą, przedstawiającą gwiazdy. Z krótkiego oglądu jeniec dowiedział się, że drzwi są pancerne, i wydostanie się stąd nie będzie łatwe. Strażnicy opuścili pomieszczenie i dowódca zniszczonego okrętu pozostał sam. Zupełnie sam...Baza Gwiezdna 74. USS De Lamarck wyszedł z warp, a wraz z nim holowana Miranda. Na ekranach okrętów pojawiła się znajoma Baza Gwiezdna 74, którą kapitan Fluorek opuścił zaledwie przed trochę ponad dwoma godzinami. Sytuacja od tego czasu bardzo się zmieniła, co widać było wyraźnie po kadłubie i osłonach okrętu. Pomiędzy Bazą i okrętem klasy Freedom rozpoczęła się wymiana wiadomości. USS Precious został również wywołany. Na ekranie pojawił się komandor Gwiezdnej Floty, pochodzący z Vegi. - Witam kapitanie. Widzę, że przyda wam się remont... - sięgnął po padd, znajdujący się poza granicami obrazu. - Duży remont. Jeżeli możecie, zadokujcie w doku numer 4. Proszę sporządzić listę uszkodzeń, a obsługa stacji zajmie się czym trzeba. Velcori wyłącza się. Okręt kapitan T'Pew zwolnił wiązkę trakcyjną i zadokował u góry Bazy. Teraz znowu inicjatywę, choć niewielką, miał kapitan Fluorek.

    Zarathos
    Uczestnik
    #23063

    - Sir, jestesmy na kursie do bazy gwiezdnej. Warp 7,25. szacowany czas przybycia to 3 godziny. Wellington zostal najprawdopodobniej zniszczony. - poinformowal Styczynskiego pierwszy oficer. - Dziekuje komandorze. Niech wachte przejmie zmiana gamma. Zmiany Alfa i beta maja wolne az do powortu do bazy. - Aye, sir. - Derek zawachał sie - Czy pana rozkazy dotyczące kapitana Mandeli pozostają w mocy.Styczyński zastanowił się. Miał ochote osobiście wyrzucić Mandellę z pierwszej po drodze śluzy. Z drugiej strony Flota bedzie potrzebowala kazdego kapitana. Nawet tak glupiego i pozbawionego zmysłu taktycznego jak Mandela. Inna sprawa że reszta kapitanów lepsza nie była. Jego nie wyłączając. No może akurat głupotą i brakiem zmysłu taktycznego nie zwinił, ale nie potrafiąc zapanować nad swoimi oficerami okazał się gorszym dowódcą dywizji niż oni kapitanami... Z drugiej strony Mandela stanie przed sądem wojennym. Może to go coś nauczy. Inna sprawa, że miał zamiar poprosić admiralicję o 'łagodny wymiar kary' I pozostawienie go w grupie...- Owszem, komandorze. rozkazy zostają w mocy.- Aye sir.Styczyński uśmiechnął się i wstał z fotela. Jego służba była zakończona. Przynajmniej na najbliższe parę godzin. Wyszedł z biura i przeszedł do swojej kwatery. Pokład niżej i dwa kroki od turbowindy i już był u siebie. O ile bałagan dookoła było można nazwać domem. Jęknął, stawiając rzeźbę Afrodyty z powrotem na stoliku. Wykonana ze srebra żeźba nie potłukła się. Tego samego nie można było powiedzieć o reszcie kolekcji - wykonanej albo ze szkła albo z marmuru. Co prawda jak najbardziej nowoczesnej, ale i tak kapitan bardzo lubił swoje piękne kobietki. Uznając, że nie warto sprzątać - zajmie się tym w bazie, po remoncie - połozył się na łóżku i zamknął oczy.- Komputer, rozpocząć zapis. Zarzuty przeciwko kapitanowi Madeli- Powtwierdzam. Zapis rozpoczęty......- ... na potrzeby Floty Gwiezdnej wnioskuje o karę z odroczeniem wykonania i możliwością umożenia, jeżeli kapitan Mandela zrehabilituje się w trakcie dalszych działań V dywizji. Proponuję także w ramach kary przydzielić kapitana Mandelę na okręt klasy Constitution lub Shelley i służby w roli okrętu wspierającego (zaopatrzenia) V dywizji do momentu w którym dowódca uzna, iż kapitan Mandela jest zdolny do objęcia służby na okręcie bojowym...

    fluor
    Klucznik
    #23071

    USS PRECIOUS

    gabinet kapitanski

    Komandor Fluorek siedzial zmeczony w fotelu i usilowal sie zmusic do zrozumienia tresci kolejnego raportu wypelnionego technicznym belkotem. Bylo to zgloszenie nowego zapotrzebowania dla laboratorium biotechnicznego okretu, zaopiniowane juz przez szefa departamentu naukowego komandor porucznik Mone Stickers. Jednak pomimo pozytywnej oceny, Fluorek wybral akurat ten raport - jako jeden z wielu - przypadkowo w celu kontroli dzialania jego administracyjnych pomocnikow. Chorazy McLeahan bedaca szefem zaopatrzenia w imieniu kapitana odrzucila ten wniosek uznajac, ze jest on nieistotny wobec wojennego zapotrzebowania. Fluorek po zaglebieniu sie w szczegoly takze uznal, ze nowy zestaw bioskanerow z odczynnikami do farmakologii nie jest pilna potrzeba.

    Podporucznik T'Ral weszla do gabinetu i spostrzegla drzemiacego w fotelu Fluorka. Podeszla do biurka i polozyla na nim 19 paddow z raportami do zlozenia w BG74. Zdobycie w tak szybkim czasie raportow od niektorych z oficerow, np. szefowej ochrony bylo niemalym wyzwaniem, jednak Wolkanka miala swoje metody. Kapitan jeszcze przed dotarciem do BG powinien zatwierdzic wszystkie raporty z walki, a nastepnie przeslac do Dowodztwa Operacyjnego. T'Ral wyszla na mostek.

    mostek

    -Kiedy dotrzemy do BG74?-spytala T'Ral sternika.

    -Przy obecnej predkosci 34 minuty, pani porucznik.-odpowiedzial bolianski sternik chorazy Morax Hil.

    Oficer do zlecen kapitana zwrocila sie do Pierwszego.

    -Komandorze, moze zechce pan przejrzec raporty z walki?

    -Juz je widzialem.

    -Kapitan jest bardzo zmeczony i nie ma sensu go budzic, wiec moze komandor je zatwierdzi?

    -Alez oczywiscie... Prosze je przekazac pani Hamtrul, ona bedzie wiedziala co robic.

    po pewnym czasie

    mostek

    -Komandorze, USS DE LAMARCK za chwile wyjdzie z warp.

    -Odleglosc od Bazy?

    -1,2 AU.-odpowiedzial sternik.

    -Wylaczyli wiazke holujaca.

    -Wyslijcie podziekowanie za hol. Trzeba dopilnowac, by kapitan DE LAMARCK wypil z nami piwo w mesie. Jestesmy mu winni co najmniej tyle.-zasmial sie Sshark.

    -Kapitan DE LAMARCKa to kobieta, komandorze.-powiedziala komandor Williams.

    -Huh, czyzby kobiety nie pily piwa?

    -I do tego Wolkanka.-stwierdzila zimno.

    -Postaramy sobie jakos poradzic z tym problemem...

    Szefowa ochrony mamrotala cos pod nosem, jednak komandor ja zignorowal.

    -Pani Lixanorr-Pierwszy zwrocil sie do Bolianki na stanowisku operacyjnym.-prosze nas wprowadzic do BG. Ja mam jeszcze kilka paddow do przejrzenia.-Komandor Sshark wyszedl do turbowindy.

    -Ster predkosc podchodzenia 1/4 impulsowej, wysylam wezwanie do BG... Wiazka przechwyci nas kiedy bedziemy w odleglosci 3,1 kilometra od wejscia D5.

    -Gdzie jest kapitan?-spytala Williams.

    -Spi w gabinecie.-odpowiedziala szybko podporucznik T'Ral.

    -Czy nie powinien byc teraz na mostku? A jezeli admiral Seldon zapragnie z nim porozmawiac w tym momencie?

    -Wtedy go obudzimy, ale narazie nie ma potrzeby...

    -0,5 AU... 0,2... 0,1... jestesmy na tractor beamie... znowu.-meldowal sternik.

    -Tu komandor Levis Sshark do zalogi. Za chwile zadokujemy w BG74, caly personel okretu dostaje 24 godzinny urlop wypoczynkowy w Bazie. Po uplywie tego czasu prosze zameldowac sie na stanowiskach. Szefowie departamentow i funkcyjni zostana jeszcze na odprawe z kapitanem za okolo pol godziny. Pozostalym zycze milego i intensywnego relaksu.

    Komandor Williams kliknela swoj komunikator.

    -Williams do FO: Czyzby zapomnial Pan, ze jestesmy w stanie wojny?

    -Nie, nie zapomnialem, Pani komandor. Ale nasza zaloga to istoty zywe , a nie roboty, wiec jesli maja byc efektywni na wojnie, to musza odpoczac.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #23092

    Pokój odpraw na USS Daredevil- Zebraliśmy tu się wszyscy - rozpoczął kapitan McCaley patrząc po kolei na zebranych wyższych oficerów - żeby omówić bitwę, która przed chwilą się skończyłą. Ja oceniam ją jako fatalną. Tak spieprzonej akcji jeszcze w życiu nie widziałem.- Ma pan rację, kapitanie - odezwał się Sorjun - mimo, że wykonaliśmy zadanie to poniesione straty są za wysokie.- Cholernie wysokie - przerwałą mu Put - chociaż strata Olimpusa to wyłącznie wina kapitana Mandeli, to Wellington nie powinien zostać zniszczony.- Jak to zniszczony, przecież Reyden sam ją wysadził. - z żelazną logiką przypomniał jej Sorjun. - A co miał robić? Przygotować piknik dla Kardachów? - Put zaczynała tracić nad sobą kontrolę.- Panowie, panie. Ta kłótnia nie pomoże zabitym. - odezwałą się dotąd milcząca doradca Tii Maik.- Racja. Niedoceniliśmy naszych wrogów. Każdy nasz okręt dostanie łupnia jak sam bedzie walczył z trzema Galorami. - podsumowałą komandor Christiansen.- Przejdźmy do konkretów. Jakie mamy straty? - rzeczowo spytał się dowodca.- Osłony na około 50%, kilka konsol nie działa, mamy też paru lekko rannych. - odezwał się będący w zastępstwie Bynardów chorąży Edwards - Nim dolecimy do stacji okręt będzie w pełni sprawny. - Tylko trzeba dobrać z magazynów te torpedy co wystrzelaliśmy w Kardachów. - Put nie zaniedbywałą swojej działki.- Czy ktoś ma propozycję na temat kolejnej bitwy?- Powinniśmy polecieć maksymalną prędkością do Princetona. Nasi mechanicy pomogą w naprawach. - zaofiarował się Edwards.- Tak. I zostawimy Wraitha i Drowa bez ochrony? Doskonały pomysł. - skomentowała Put - Ja proponuję pożyczyć parę tych "brudnych" torped od Styczyńskiego. Im więcej tych okrętów będzie je miało na pokładzie tym lepiej.- Dobry pomysł. Spróbuję kilka wycyganić. Zaoferuję też im naszych bezrobotnych mechaników. Ktoś jeszcze?- Ja mam pomysł. - odezwał się porucznik Rozmieckij - To bardzo niehumanitarna technika, ale skuteczna. Po pierwsze musimy mieć dużo blokerów transportu na pokłądach. W bazie pewnie je mają.- A co to wspólnego z walką?- Już mówię. Jeśli wrogi okręt opuści osłony i będzie przeprowadzał abordaz na sojuszniczą jednostkę, to możemy równiez opuścić osłony i grupy abordażowe wytransportować.- A co tu niehumanitarnego?- Mówie nie o transporcie do cel czy w tym rodzaju, ale o materializowaniu ich w przestrzeń.- Rzeczywiście ostro. A jeśli ktoś zacznie do nas strzelać?- Trzeba się ukryć za innym okrętem lub wyłaczyć generatory tylko na pewnym odcinku. To się da zrobić.- Doskonały, niehumanitarny sposób. Dla mnie w sam raz. - kapitan po bitwie stracił już rasztki miłosierdzia dla Kardazjan - Czy są jeszcze jakieś pomysły?- Ja myślę, że...Zebranie trwało, a okręt pędził w przestrzeni ochraniając dwa pobliskie statki.

    Corvus
    Uczestnik
    #23118

    - I jak sytuacja? – spytałem pierwszej gdy udało mi się usiąść na łóżku.- Nie jest tragicznie – odparła po chwili zastanowienia – USS Garibaldi nas holuje do BG 74 i dotrzemy tam za jakąś godzinę. Z okrętem już gorzej; musieliśmy wyrzucić rdzeń, silniki nadają się tylko do wymiany. Większość urządzeń nie jest uszkodzonych, poszły przekaźniki energii dlatego wszystko przestało działać. Teraz wymieniamy przekaźniki i przywracamy systemy. No przynajmniej połowę konsol na statku i wszystkie na mostku będzie trzeba wymienić na nowe. To chyba tyle.... tak czy inaczej nie ominie nas co najmniej tygodniowy postój w doku, ale i tak nie jest źle...- Czy ty nie jesteś zbytnią optymistką?- Nie, ja tylko powtarzam słowa Mike’a.... – spojrzałem na nią sceptycznie - no dobra podzieliłam jego obliczenia przez trzy. Wiesz przecież że on zawsze przesadza z czasem napraw.- Wiem, ale tym razem może mieć racje. – przeleciałem zmęczonym wzrokiem po ambulatorium i spojrzałem na podchodzą do mnie doktor Wellby. – Witaj Melindo. Jak sytuacja? - Z tobą wszystko już w porządku. – westchnęła – Jednak straciliśmy 21 ludzi, a rannych mamy 36. Niektórzy musza wylądować w lepszym szpitalu niż ja mam tu...- Za godzinę będziemy w BG 74, pani doktor. – wtrąciła Tora- A wiec postaram się żeby wytrzymali...- Dziękuję, Melindo. – ruszyłem do drzwi – teraz zostaje problem mojej własnej głowy...- Jak to? – zapytała zdziwiona Laner- To proste.... wątpię żeby admirałowie zapomnieli o tym kto uszkodził okręt który oni powierzyli mu w swojej łaskawości...

    Kronos
    Uczestnik
    #23235

    Rozdział XVI

    Okupowany układ Arthus .......

    W układzie Arthus zapanował spokój. Siły Unii Cardassiańskiej zaczęły zabezpieczać system odzyskując wszystko co tylko było możliwe z zdobycznych instalacji. Z głębi macierzystej przestrzeni zaczęto wysyłać transportowce z materiałami potrzebnymi do odbudowy uszkodzonej stacji. W ślad za transportowcami natomiast miały niedługo wyruszyć nowo sformowane 2 floty. Kampania przeciw Zjednoczonej Federacji Planet miała się całkiem dobrze......

    W trakcie obrony układu Arthus siły Unii nie doznały większych strat w sprzęcie. Niestety tego samego nie można było powiedzieć o cardassianach. Końcowe liczby mówiły o 300 zabitych, 250 rannych i 5 zaginionych, choć wszyscy sobie zdawali sprawę iż zaginięcie w kosmosie mogło oznaczać tylko jedno.......

    Leżący w ambulatorium C.S.U Kulinor Gul Toran przeglądał dostarczone mu dane o stratach i wyniku walk. Dowódca Pierwszej Floty nie lubił tracić żołnierzy.......

    - Kolejne listy do rodzin...... – pomyślał. Toran obiecał sobie kiedyś iż nie będzie korzystał z oficjalnych szablonów jakie przewidywało wojsko w takich wypadkach. Odpowiednie komórki ułożyły oficjalną wersję listu kondolencyjnego ale w oczach Gula było on zbyt oschły i służbowy. Żołnierze umierający za wolność Unii zasługiwali na coś więcej.

    Toran odetchnął ciężko, poczym podniósł leżący na stoliku obok łóżka pad i zaczął mówić......

    - Komputer.....rozpocząć zapis.....Szanowni Państwo......

    Tymczasem na pokładzie cardassiańskiego okrętu dowodzenia inny dowódca również myślał o swojej załodze i utraconym okręcie. Był nim jak już zdążył ustalić wywiad kapitan Reyden, półczłowiek-półwolkan dowódca okrętu klasy Niagara NCC 28473 USS Wellington. Kapitan w obliczu nadchodzącej klęski poświęcił swój okręt nie chcąc by wpadł w ręce wroga. Niagara uległa samodestrukcji grzebiąc wraz z sobą zarówno załogę USS Wellington jak i oddziały abordażowe Unii. Kapitan zamierzał podzielić los załogi ginąć wraz z nią, niestety dla niego nie było mu to dane. Teraz on żył niepewny swojej przyszłości natomiast jego załoga stała się częścią pyłu kosmicznego. W umyśle dowódcy coraz częściej pojawiała się wątpliwość czy aby postąpił słusznie, a im dłużej siedział w samotności tym przeświadczenie o winie wzrastało. Cardassianie przed rozpoczęciem przesłuchania stosowali sprawdzoną metodę zmiękczania więźniów. W większości przypadków długotrwałe oczekiwanie w samotności wpływało destrukcyjnie na morale co z kolei ułatwiało prowadzenie przesłuchania. Podobna taktyka miała być teraz zastosowana przeciwko kapitanowi Reydenowi. Dowódca federacyjnego okrętu przebywał już od czterech godzin w przyćmionym pomieszczeniu wpatrując się w puste krzesło stojące przed nim. W sumie była to jedyna rzecz na jakiej można było zatrzymać wzrok. Puste krzesło także miało działanie psychologiczne, wywoływało niepewność odnośnie osoby która na nim zasiądzie. Jedyne co kapitan Reyden mógł teraz robić to czekać.....

    W kajucie Legata Kella naglę zabrzmiał interkom.....

    - Panie Legacie więzień jest gotowy do pierwszego przesłuchania – poinformował Parnn

    - Już idę – odparł Kell wstając zza biurka i udając się w stronę drzwi..

    Na mostku czekali już na niego dwaj żołnierze pilnujący stojącego przy nich Gula Jasada oraz Parn.....

    - Jasad.... – zaczął Legat, zanim odeślę pana wraz z jeńcami na Bajor chcę dać panu szansę zrehabilitowania się w oczach dowództwa. Jako członek Kasty Obsydianowej ma pan bogate doświadczenie w przesłuchiwaniu jeńców. Zamierzam skorzystać po raz ostatni z pana umiejętności.....Rozumie pan co mam na myśli ?

    Gul zastanawiał się przez chwilę przypominając sobie ostatnią burzliwą rozmowę z Legatem poczym oschle odpowiedział.....

    - Oczywiście.....z chęcią pomogę......

    Legat kiwnął głową poczym dając znak żołnierzom ruszył w kierunku turbowindy.....

    W pomieszczeniu w którym przebywał kapitan Reyden nagle rozbłysło jasne światło które oślepiło jeńca. Chwilę później do pomieszczenia weszło dwóch żołnierzy w towarzystwie dwójki oficerów. Uzbrojeni w karabiny żołnierze stanęli przy krześle kapitana natomiast na krześle stojącym przed więźniem zasiadł Legat Kell który zaczął uważnie przeglądać się kapitanowi Gwiezdnej Folty. Gul Jasad zaczął krążyć po pokoju również obserwując więźnia. Pochwali podszedł do niego i zaczął przesłuchanie.....

    - Nazwisko, stopień i przydział ! – padło ostre żądanie

    Kapitan Reyden przez chwilę milczał poczym zaczął mówić.....

    - Kapitan Reyden. Dowódca USS Wellington NCC 28473. Numer rozpoznawczy 234861

    Więzień zamilkł wypowiedziawszy wyuczoną w akademii regułkę dla jeńców.....

    Jasad kontynuował.....

    - Jaki był cel waszej misji w układzie Arthus !

    Więzień zaczął powtarzać...... - Kapitan Reyden. Dowódca USS Wellington NCC 28473. Numer rozpoznawczy 234861.....

    Agent Kasty Obsydianowej bez wahania znienacka uderzył kapitana w brzuch zginając go w pół. Żołnierze nie dali nabrać dobrze kapitanowi powietrza przyciskając go do oparcia krzesła. Jasad zadał jeszcze dwa ciosy poczym powtórzył pytanie......

    - Jaki był cel waszej misji w układzie Arthus !

    Reyden z trudem łapał oddech. Walcząc z bólem zebrał siły i ponownie powtórzył.....

    - Kapitan Reyden. Dowódca USS Wellin......

    Tym razem Jasad nie czekał aż więzień skończy mówić regułkę tylko od razu zadał mu kolejne ciosy. Kapitan Gwiezdnej Floty zajęczał od bólu. Siedzący na przeciw Legat Kell wpatrywał się bez wyrazu w twarz więźnia......

    *************************

    Od MG : Posty zaczniecie pisać jak zawsze po wprowadzeniu Seldona

    Seldon
    Uczestnik
    #23259

    Baza Gwiezdna 375. Admirał Seldon siedział na niezbyt wygodnym fotelu w swoim gabinecie, umieszczonym niedaleko centrum informacji bojowej. Właściwie pomieszczenie to znajdowało się za kilkudziesięciocentymetrową ścianą. Człowiek przyglądał się przychodzącym raportom, które nie nastrajały optymistycznie. Wróg zajął cztery systemy: Arthus, Quatal, Setlik i Marva, jednakże żaden z nich nie miał dużej wartości strategicznej. Już od trzech godzin Federacja oficjalnie znajdowała się w stanie wojny, wszyscy obywatele mogli oglądać odezwę prezydenta, którą nadały wszystkie stacje hiperwizji. Przemówienie było krótkie i treściwe, chociaż Seldon spodziewał się raczej długiego i przepełnionego patosem wywodu. Prezydent wezwał wszystkich obywateli do pracy dla dobra Federacji, oczywiście zawarł kilka obietnic rychłego zwycięstwa. Ogólnie strategiczny wymiar agresji został zbagatelizowany, jednak podano prawdziwe fakty. Na manipulacje przyjdzie czas później, szczególnie w związku ze sprawą Setlik III. Oficer Floty odłożył gustowną filiżankę, wyglądającą niczym pochodząca z zastawy okrętów klasy Excelsior z początku XXIV wieku, na spodek, po czym sięgnął po jeden z kilkudziesięciu paddów, które leżały na biurku, w szufladach i nawet na podłodze. Po włączeniu wyświetlacza pojawił się napis: "Raport z Setlik III. Kapitan Benjamin Maxwell. USS Rutledge NCC-...". Admirał ponownie zaczął czytać, jednak po chwili przerwał i rzucił padd na biurko - urządzenie odbiło się od innych i wylądowało na podłodze. Seldon postarał się przestać o tym myśleć i przeszedł do innych zajęć. Było ich bardzo dużo - sama reorganizacja IV floty zabierze kilka dni, w czasie których Kardazjanie będą mogli opanować następne systemy i popełniać następne zbrodnie. Rozległ się cichy pisk, pochodzący od drzwi. Gdy admirał odpowiedział, drzwi rozsunęły się i do środka pomieszczenia wszedł porucznik Dimanque. - Admirale, dostaliśmy raport z SB 74. Docierają tam pierwsze okręty z Arthus. - Wreszcie. Ich dowódca chyba sobie tam piknik urządzał. - odpowiedział Seldon, biorąc kilka paddów z biurka. - Felnett jest już na miejscu? - Tak, wrócił z inspekcji i jest na pokładzie. Odydwaj wyszli do centrum informacji bojowej. Pomieszczenie wyglądało na jeszcze bardziej nieuporządkowane niż wcześniej. Na głównym ekranie widniała mapa granicy, teraz zupełnie zarysowana i z wyświetlonymi na niej setkami symboli. - Komandorze - odezwał się Seldon. - co z informacjami z SB 74? - Komandor Velcori poinfomował, że do stacji zadokowały dwa okręty: USS De Lamarck z I dywizji III korpusu i USS Precious z V dywizji II korpusu. Precious jest bardzo uszkodzony. Pozatym nie mamy zbyt wiele wiadomości, wiadomo jedynie, że w systemie w momencie ich odlotu znajdowała się tylko jedna unieruchomiona jednostka - USS Olympus - prawdopodobnie do tej pory zniszczony. - Dlaczego nie ma dokładnego raportu z któregoś z tych dwóch okrętów? Oczekują na zbawienie czy oklaski? - Nie wiemy, admirale. Prawdopodobnie odpowiednie wiadomości są w przygotowaniu. Jeden z załogantów podał admirałowi dodatkowy padd. Urządzenie zawierało raport dowódcy Bazy Gwiezdnej 74. - To właśnie ten raport. Poza sytuacją na Arthus mamy już wszystkie dane o regionie, wszyscy dowódcy zgłosili gotowość bojową. - Chociaż tyle. Kto dowodzi na Arthus? - Kapitan... - adiutant przez ułamek sekundy poszukiwał w pamięci nazwiska. - Styczynski. Chociaż wymowy nie jestem pewien. - Jak tylko się odezwie, połączcie mnie z nim na kodowanym paśmie. Co do sytuacji na Celen... Drzwi rozsunęły się i do środka wszedł człowiek, oficer sekcji dowódczej Gwiezdnej Floty o oznaczeniach kapitana. Rozglądnął się po pomieszczeniu i podszedł szybkim krokiem do trójki oficerów. - Daruj sobie. - powiedział admirał. - Znasz sytuację? - Na Palenque dostałem wszystkie dane. Ale skąd to zaskoczenie? Myślałem, że jesteśmy przygotowani. - Od siedmiu lat bodajże. Kardajzanie wysłali do walki flotę mniej więcej liczebnością równą naszej IV, z tym że my jesteśmy roproszeni. - Kto wymyślił tą doktrynę "obrony wszystkich systemów", według której ustawiono flotę? - Soyda albo Maik, nie mam pewności... - Ale czy to ważne? - zapytał Royi. - Niezbyt. Chodzi o plan rozmieszczenia floty. Każda z czterech dywizji zostanie skoncentrowana w jednym systemie na granicy w taki sposób, aby nie było kłopotów logistycznych. Mniej więcej w taki sposób. - admirał podał Felnettowi jeden z zabranych z biurka paddów. Po tym Seldon podszedł do jednej z konsoli i włączył kilka przycisków. Na mapie wyświetliło się kilka linii, łączących poszczególne systemy, po czym ich ilość zwiększała się w sposób wykładniczy. Ostatecznie pomiędzy niektórymi proste zostały pogrubione. - To jest symulacja komputerowa. Czerwone odnaczają przeloty naszych okrętów, zielone trasy jakichkolwiek innych. - kapitan podszedł do przeźroczystej mapy i zaczął kreślić po niej flamastrem. - Korpusy zgrupujemy w tych rejonach. Drugi w Algorab, trzeci w Bazie Gwiezdnej 74, czwarty w Celbarlai. Pierwszy korpus opuści SB 375 i zostanie umieszczony w Archenar, a całe dowództwo razem z nim. - Brzmi logicznie. - powiedział Felnett. Kapitan nie rzekł nic, pomimo że zaznaczone przez admirała obszary nie pokrywały się całkowicie z symulacją. Wiedział, że ktokolwiek zwróciłby na to uwagę, zbłaźniłby się nieprawdopodobnie. Admirał wyłączył linie logistyczne i wyświetlił pozycje okrętów i instalacji Floty. W wymienionych systemach znajdowały się kluczowe bazy gwiezdne, a także w trzech przypadkach zespoły stoczniowe do obsługi większości rodzajów okrętów. Tylko Ambassadory musiały być reperowane w głębi przestrzeni Federacji. - Dlatego też wszystkie okręty I korpusu dostały już odpowiednie wytyczne. Erendil jest przycumowany przy doku 6E. Za 15 minut odlot. - Tak jest. - odpowiedział dowódca I korpusu, po czym opuścił pomieszczenie. - Admirale... - odezwał się trochę niepewnie Dimanque. - Livingston nie leci z I korpusem? - Czekamy na raport z Arthus od... - Styczynskiego. - Jak tylko nadejdzie, przeniesiemy się na Livingston'a, a wiadomości będą przesyłane już przez Bazę Gwiezdną 326. - Proszę się nie martwić, SB 375 jest dostatecznie silną stacją, aby poradzić sobie bez większej osłony. - powiedział Royi. - Kirkegaard, proszę oczekiwać przekazów z SB 74. Komandorze, niech pan mnie informuje o wszystkim. - A ja? - zapytał adiutant. - Zajmij się przygotowaniem Livingstona. Admirał wyszedł z pomieszczenia do gabinetu. I wylał herbatę do replikatora.USS Precious, dok nr 4, Baza Gwiezdna 74. Od dwóch godzin załoga USS Precious bawiła na stacji, podczas gdy jej obsługa podejmowała starania złożenia w jakiś sposób puzli, jakie powstały z układów wewnętrznych zadokowanej Mirandy. Szef ekip inżynieryjnych, porucznik Eddington, z trudnością radził sobie z opanowaniem całości tych szerokich napraw, jakie musiały zostać wykonane na pokładzie. W tym momencie szef, ubrany wraz z chorąży Borkowska w gustowne pomarańczowe ubrania robocze, naprawiał przekaźniki systemu dystrybucji energii gdzieś na pokładzie 4, w pobliżu węzła 4A7 kanałów serwisowych. Na podłodze kanału leżała zdjęta z ścianki aluminiowa krata, która zabezpieczała przekaźnik - na ten moment "w pewnym stopniu" poskręcana w wyniku usterki urządzenia. - W ogóle lepiej by było, gdyby ten okręt poszedł do stoczni, bo tutaj cała instalacja nadaje się do wymiany. - powiedział szef, prezentując zwęglone przewody i kryształy izoliniowe, które kontrolowały przekaźnik. - Mamy takie w katalogu? - Jaki numer? - zapytała chorąży. - EID 884IC. - powiedział szef, spoglądając na jedyny ocalały kryształ. - Niestety nie. - padło w odpowiedzi, po chwili poszukiwania w katalogu. Chorąży odłożyła padd na podłogę. - Co z tym zrobimy? - Można przekierować obwody, omijając ten pokład, ale też zamontować inny układ kontrolny i emulować ten. - W każdym razie to potrwa. Siedzenie kilka godzin na powierzchni kilku metrów kwadratowych w korytarzu o 90 centymetrach wysokości... - W takim towarzystwie. - szef szelmowsko mrugnął.Baza Gwiezdna 74. W centrum dowodzenia przy konsolach siedziało kilka osób. Pomieszczenie było idealnie koliste, a na całym obwodzie znajdowały się konsole, w tym główna, na której zaznaczony był schemat stacji i zadokowane jednostki. Na ten moment były 4: USS Precious, sprawiający straszliwie dużo problemu, USS De Lamarck, USS Firebrand, jednostka Sił Ochrony Pogranicza, oraz Kivi, transportowy statek, w tej chwili zarekwirowany przez Flotę. Komandor Velcori zastanawiał się, co z jego rodziną. Co prawda statek ewakuacyjny z Celeno już odleciał, ale zawsze mogły pojawić się jakieś nieprzewidziane okoliczności. Mogli spóźnić się na kosmodromie, statek mógł nie odlecieć z powodu usterki. Niestety w tym momencie z SS Norton nie można było się skontaktować, aż do momentu dotarcia do Celine. Przy okazji narzuciło się jeszcze jedno spostrzeżenie: ludzie nie miają głowy do nazw. - Komandorze... komandorze... - powtarzała Aniela Gwynwedd, zastępca dowódcy stacji. - Tak? - Mam zacząć stepować, żeby pan zwrócił uwagę? Komandor wyobraził sobie ten absurdalny obrazek, jednak szybko wyrzucił go z głowy. - O co chodzi? - Z warp wyszły dwa okręty. Numery identyfikacyjne NCC-59804 - USS Princeton - i NCC-64450 USS Garibaldi. Dodatkowo trzy następne będą tu za kilka minut. - Dobrze, jak one wyglądają? - Garibaldi bez większych uszkodzeń, Princeton... najważniejsze to spalone cewki warp. - poinformował oficer operacyjny. - To wyjaśnia, dlaczego tyle jednostek ma szczęście być holowanych. Widać ten rynek ma pzyszłość... - powiedziała porucznik-komandor. - Wywołajcie Princetona. - komandor odczekał chwilę. - "Witamy w domu. Proszę zadokować w doku numer 6. W miarę możliwości zajmiemy się naprawami, jednak rozumie pan, że części uszkodzeń nie da się usunąć bez pobytu w stoczni. Proszę dać listę uszkodzeń, a zrobimy co w naszej mocy. W miarę możliwości proszę też przyjść na naradę na stację. Velcori wyłącza się." A teraz do Garibaldiego... Po kilku minutach do bazy zbliżyły się trzy federacyjne jednostki, aby uzyskać naprawy, wysłać odpowiednie raporty oraz odebrać rozkazy od dowództwa...

    Zarathos
    Uczestnik
    #23261

    - Kapitan Styczyński na mostek. Dolecieliśmy. - sygnał komunikatora wywołał Styczyńskiego z jego kabiny.- Już idę - odpowiedział wstając z kanapy i przeciągając się. To nie było miłe siedzić w zrujnowanym pokoju i Styczyński był całkiem zadowolony, że oczekiwanie na powrót wreszcie się skończyło. Parę chwil później wychodził z turbowindy. - Dobrze, połączcie się z bazą i prześlijcie raporty z katalogu S-3/ART. Niech je przekażą admirałowi Seldonowi.- Aye sir.- Wywołać bazę, poproście o pozwolenie na dokowanie. Derek, przekaż informacje na temat zniszczeń i niezbędnych napraw.- Tak jest... co z Mandelą?- Niech siedzi w celi. Po zadokowaniu do bazy przesłać go ich więzienia. będzie oczekiwał na decyzje dotyczącą jego dalszych losów.- Aye... coś jeszcze sir.- Jak tylko zadokujemy, proszę o zebranie głównych oficerów w jednej z sal konferencyjnych bazy. Prosze o przybycie także pozostałych kapitanów z oficerami, jakich zabranie uznają za stosowne. trzeba omówić tą bitwę. Operacyjny, to na twojej głowie.- Aye sir, przesyłam zaproszenia na pozostałe okręty. Zaraz zajmę się resztą.- Dziękuje. No to pozostaje czekać - kapitan wpatrzył się w główny monitor. Jednak zamiast bazy widział długą listę rannych i zabitych w tej bitwie.

    kasyno
    Uczestnik
    #23271

    USS Firebrand , Stacja Kosmiczna 74

    Dziennik Osobisty. Data gwiezdna - ?????????

    Za dokowaliśmy w stacji kosmicznej 74 w celu uzupełnienia zapasów przed otrzymaniem dalszych rozkazów. Zapewne zostaniemy skierowani na linie frontu, mam nadzieje że moja załoga będzie na to gotowa mimo wszystko. Ponieważ przechodząc korytarzami statku wyczuwam wiele niepokojących emocji, strach wśród mojej załogi w takich chwilach nie na widzę daru który odziedziczyłem po mojej matce Betazedce. Z raportów wynika że w ciągu najbliższych godzin powróci V dywizja II Korpusy z układu Arthus, a raczej jej resztki z plotek na stacji wynika że odnieśli ciężkie straty ponoć też ktoś zdradził lub nie wykonał rozkazów, ale to tylko nie potwierdzone pogłoski. My jak na razie czekamy na rozkazy, niewiadomo gdzie nas skierują, ale przypuszczam że będziemy właśnie uzupełnieniem dla V dywizji. Chciałbym się dowiedzieć co poszło nie tak że tak bardzo przegrywamy ta wojnę z Kardazjanami, gotowi byliśmy na nią, ale jednak wygląda jakbyśmy byli zaskoczeni ze spuszczonymi spodniami.

    fluor
    Klucznik
    #23288

    USS PRECIOUS

    sala konferencyjna

    W pomieszczeniu gromadzili sie juz zaproszeni przez kapitana Fluorka starsi oficerowie, jednak samego kapitana nie bylo jeszcze, co wzbudzalo ciekawosc zgromadzonych. Ten zazwyczaj punktualny oficer zachowywal sie ostatnio inaczej niz zwykle.

    Zniecierpliwiony komandor Sshark wyslal w koncu podporucznik T'Ral, zeby doprowadzila kapitana na zebranie.

    Po kilku minutach Wolkanka wrocila razem z kapitanem.

    - Kapitanie, czy nie oderwalismy pana od waznych obowiazkow? - spytala Doradca.

    - Alez nie, szczerze mowiac, to zapomnialem o tym calym zebraniu i urzadzilem sobie mala drzemke.

    Szefowa ochrony jeknela z wyrazna dezaprobata.

    - Wlasciwie, kapitanie, to raporty dotyczace zniszczen zostaly juz oddane i zatwierdzone... - powiedziala Naukowa, wyraznie spieszaca sie na obiecany urlop.

    - Raporty zostaly jakis czas temu wyslane i pierwsze ekipy mechanikow z Bazy sa juz na pokladzie. - rzekl pierwszy oficer komandor Sshark.

    - Chcialem abysmy ustalili wspolnie w jaki sposob uczcimy pamiec naszych poleglych zalogantow i przyjaciol. - powiedzial w koncu Fluorek.

    - Wygrywajac te wojne. - odparla szybko szefowa ochrony.

    - To sie rozumie samo przez sie, pani Williams, ale jakas poloficjalna ceremonia moze miec zbawienny wplyw na morale zalogi. - zauwazyla Urza Peterson.

    Wiekszosc osob, w tym Fluorek, byly zaskoczone, ze Doradca, zajmujaca sie glownie podrywaniem facetow na okrecie, powiedziala cos z sensem. Zupelnie jakby znala sie na rzeczy... Stary kapitan Johnson faktycznie znal sie na ludziach.

    - Dokladnie o to mi chodzilo. Pozostaje jedynie wybor rodzaju ceremonii. Pani Peterson?

    - W wielu kulturach po smierci osoby bliskiej organizuje sie radosne przyjecia, by odpowiednio pozegnac zmarle osoby. Komandor Uarthzh prawdopodobnie chcialby wlasnie taka ceremonie, gdyz andorianskie pogrzeby, o ile mozna to tak nazwac, zazwyczaj sa bardzo huczne. Proponuje jednak cos z terranskich zwyczajow: symboliczne pozegnanie, polaczone z toastem z napoju o wysokiej zawartosci alkoholu oraz skromne przekaski i stonowana muzyka: klasycy Kwadrantu Alfa albo cos podobnego. Znam doskonale miejsce na BG74, postaram sie zalatwic rezerwacje jak najszybciej.

    - Chyba zapominaja panstwo, ze toczymy wojne z Kardasjanami. - kwestia komandor Williams ochlodzila atmosfere.

    - Szanowna pani Williams, jak dotad nikt nie atakuje BG74, i co wiecej nie mamy przeslanek sadzic, by w przeciagu najblizszych dni cos takiego mialo sie wydarzyc. Zaloga potrzebuje odpoczynku i odetchnienia po tej dosc fatalnej misji. W czasie trwania ceremonii pozegnania czesc oficerow bedzie miala wachte na okrecie i w razie alarmu przesle nas na poklad. Usuniecie skutkow upojenia alkoholowego to takze kwestia kilku minut. - powiedzial kapitan.

    - Zreplikuje na wszelki wypadek wiecej lekarstw. - wtracil Magik.

    - Oczywiscie pelniacy wachte zostana zmienieni, by takze moc chwile sie zrelaksowac. Na czas trwania dowodztwo obejmie pani Williams, bo jak sadze, nie ma takiej sily, ktora naklonilaby pania do opuszczenia pokladu.

    - To... to jest do zaakceptowania. - komandor Williams, wiecznie uparta takze zadziwila Fluorka. To bylo pozytywne zaskoczenie. Ale po chwili zrozumial: cale zamieszanie dawalo jej sposobnosc do dowodzenia okretem przez te kilkanascie godzin...

    - Urza, ile osob pomiesci sala, o ktorej wspominalas? - spytal Pierwszy.

    - 200 spokojnie, a na pewno czesc zalogi bedzie wolala odpoczac na osobnosci. Jakos sie pomiescimy.

    - Pamietacie jak mowilem, ze chce sie napic z kapitan DE LAMARCKa... To moze byc swietna okazja. - ucieszyl sie Sshark.

    - Cos mi mowi, ze bedziemy urzadzac stype dla calej dywizji... - zasmial sie Magik.

    - To nie musi byc takie zle. Byle tylko dowodcy nie mieli nic przeciwko.

    - A zatem spotkamy sie za 2 godziny w celu przedyskutowania szczegolow. Jesli Styczynski albo Velcori nie wyraza zgody na ceremonie poza statkiem, to zrobimy troche skromniejsza w naszej mesie. Do tego czasu jestescie wolni... - powiedzial kapitan.

    godzine pozniej

    Baza Gwiezdna 74, kantyna Odpoczynek Admirala

    Kapitan Fluorek z doradca Peterson i podporucznik T'Ral siedzieli przy stoliku i rozmawiali o szczegolach dotyczacych ceremonii pozegnalnej, planowanej za kilka godzin. Kilku zalogantow sposrod tych, ktorzy znali zmarlych znacznie lepiej, robilo przymiarki do instalacji skromnych holograficznych ozdob w pomieszczeniu. Zespol roboczy ustalil, ze kolorystyka sali bedzie zdominowana przez purpurowy fiolet i pomarancz. Najwiecej klopotu sprawialo umiejscowienie 3 trojkatnie zlozonych flag zalobnych Federacji - bylo kilka projektow (by wspomniec tylko o symbolicznych trumnach, holowizerunkach lub pustych krzeslach) i zaden z nich nie zyskal odpowiedniego poparcia.

    Fluorek z nieklamana radoscia patrzyl na trudy zalogi, ktore potwierdzaly go w przekonaniu, ze ci ludzie czuja specyficzna wiez laczaca ich mala okretowa spolecznosc. Sam zreszta chetnie tez pomagalby w instalowaniu holoemiterow, gdyby nie to, ze akurat tego dnia szescdziesiecioletni komandor czul sie wyjatkowo zmeczony. Co prawda przespal sie chwile w drodze powrotnej do BG, ale to wcale nie zmniejszylo jego sennosci.

    - Ceilantisa Viil byla kadetka odbywajaca u nas praktyke w departamencie ochrony. Zostalo jej jeszcze 3 tygodnie sluzby, gdyby nie ten... wypadek. - mowila Urza. - Pozostali praktykujacy u nas kadeci, a jest ich teraz dwudziestu trzech, postanowili, ze wszyscy przyjda by ja pozegnac. Osmiu z praktykantow zakonczyl sie okres probny i powinni powrocic do Akademii, ale ze wzgledu na to, ze mamy wojne, decyzje o ich wycofaniu moze podjac co najmniej dowodca dywizji albo ktos wyzej. Z tego co wiem, siedmiu zlozylo podania do Styczynskiego o przedluzenie praktyki u nas, a jeden o zwolnienie ze sluzby i powrot do AGF.

    - Rozumiem, ze podania czekaja juz w moim gabinecie? - spytal Fluorek.

    - Porucznik Jarol zajela sie nimi i przeslala do Pierwszego. - powiedziala T'Ral.

    - O wilku mowa... - odparl kapitan.

    - Slucham?? - spytaly jednoczesnie zaskoczone Peterson i T'Ral. Po chwili odwrocily sie i spostrzegly usmiechnietego Pierwszego.

    - Nawet nie probujcie zrozumiec tego terranskiego poczucia humoru. Kiedys probowalem i wiem, ze to zupelnie bezcelowe.

    - Panie Sshark, czy nie powinien Pan przyjsc tutaj z nadobna kapitan T'Pew?

    - Abstrahujac od Panskich kategorii pieknosci, kapitanie - Pierwszy zasmial sie ponownie. - to wlasnie sie do niej wybieralem. Thlyia ja 'namierzyla'.

    - Skoro sie Panu nie podoba, to dlaczego tak uparcie chce ja Pan tutaj zaprosic? - spytal Fluorek.

    - Pewnie jest ze dwa razy starsza. - wtracila Peterson.

    - Doradco, Pani sie dziwie, bo ze Terranie wszedzie dopatruja sie rytualow godowych to sie juz przyzwyczailem.

    - Zly wplyw srodowiska. - usmiechnela sie.

    - Po prostu chce ja lepiej poznac i tyle. Tak jak i pozostalych kapitanow. Jak sadzicie, czy jak dojdzie co do czego i T'pew bedzie miala wybor: ratowac nas czy kogos obcego, to kogo wybierze?

    - Chyba nie sadzi Pan, ze emocje beda mialy na to jakikolwiek wplyw? - spytala T'Ral.

    Fluorek i Peterson zasmiali sie.

    - Mam swoja teorie, jezeli chodzi o Wolkan. - stwierdzil Sshark. - Tak wiec... Widzicie, ze ja moge sobie nie poradzic w przekonywaniu kapitan DE LAMARCKa, totez przyszedlem prosic o pomoc fachowca. - Pierwszy spojrzal na Urze.

    - Alez oczywiscie, Panie Sshark.

    - Levis, prosze... Teraz jestesmy po sluzbie. - powiedzial lagodnie.

    - Ja jestem zawsze na posterunku, ale niech bedzie... Levis.

    Pierwszy wraz z Doradca opuscili kantyne.

    - Kapitanie, proby komandora Ssharka wywolania uczucia sympatii sa z gory skazane na niepowodzenie.

    - Droga T'Ral, nie mozna patrzec na to tak jednostronnie. Zauwazylas na pewno zmiane w zachowaniu Ssharka. Cos spowodowalo jego nadzwyczajne ozywienie...

    - Czy powinien zostac zbadany przez doktora Magica?

    - Alez nie... Magik ma na glowie znacznie bardziej chorych. Watpie, by ta 'choroba' stanowila zagrozenie dla zycia komandora.

    - Pan zartuje, prawda?

    - Zauwazam postepy w Pani socjalizacji, T'Ral.

    Kapitan ziewnal.

    - Byc moze powinienem juz skonczyc ze sluzba frontowa, bo organizm juz nie wytrzymuje drugiej doby bez snu.

    - Watpie, by Pan dlugo wytrzymal na jakiejs stalej placowce.

    Fluorek pokiwal glowa.

    - Niektorzy po prostu nie znosza bezruchu...

    - Mostek do Kapitana

    Fluorek kliknal komunikator po chwili.

    - Tu Fluorek, slucham.

    - Mamy wiadomosc od kapitana Styczynskiego. Prosi o przybycie na debriefing na BG 74. Moze Pan wziac ze soba innych oficerow.

    - Dziekuje. Czy jest tam komandor Williams?

    - Tak, odpoczywa na fotelu Pierwszego. Obejmie wachte za 5 godzin.

    - Nie budzcie jej. Dziekuje, Pani Maakphroo. - kapitan rozlaczyl sie.

    - Kogo chce Pan wziac ze soba? - spytala T'Ral.

    - Kogos kto bedzie w stanie formulowac konstruktywne wnioski na temat starcia z Kardasjanami... Wezwij prosze Pierwszego, Taktycznego i Szefowa Maszynowni. Komandor Williams spi, a poza tym ona obecnie 'pilnuje' naszego okretu, wiec nie ma sensu jej dodatkowo obciazac.

    - Tak jest. - odpowiedziala T'Ral i podeszla do terminala komunikacyjnego. Kapitan tymczasem zamowil kawe.

    Baza Gwiezdna 74, ambulatorium 3

    Po wydaniu wszelkich dyspozycji na PRECIOUS asystentom oraz nowo przybylym mechanikom Bazy, ktarianska para oficerow: porucznik Ktell Maxfarouu i malzonek podporucznik Nibosh Clausehkai postanowilo udac sie do ambulatorium, gdzie przebywali ranni z bitwy.

    Najpierw oboje udali sie do selayskiego chorazego z departamentu operacyjnego. Nibosh zamienil z nim kilka slow. Szczesliwie jego stan byl na tyle stabilny, ze oficer mogl liczyc na powrot do sluzby za jakis tydzien, moze dwa. Nie trzeba dodawac, ze psychicznie byl gotowy do natychmiastowego objecia stanowiska, co skutecznie uniemozliwiali sprawujacy nad nim opieke lekarze.

    Nastepnie Ktell zaczela wyszukiwac na sali swoich ludzi z maszynowni. Wpierw odwiedzili porucznik Bringsdorf, II szefa maszynowni, ktora bardzo narzekala, ze skomplikowane zlamania konczyn nie pozwalaja jej na poruszanie sie. Z jej karty wynikalo, ze czesc zabiegow juz sie odbyla, oraz ze przewidywany okres rekonwalescencji wynosil 1 tydzien.

    Paul Dominski, ktory zaliczyl calkiem grozny upadek byl w nieco gorszym stanie, gdyz ledwie byl w stanie mowic. Zagrozenie zycia zostalo oddalone, ale czekalo go jeszcze dlugie leczenie.

    Ktarianska porucznik nie omieszkala pocieszyc selayskiej bosman Mikhaei, dzieki ktorej sama nie zostala poparzona.

    - T'Ral do porucznik Maxfarouu.

    - Zglaszam sie.

    - Wkrotce odbedzie sie debriefing zorganizowany przez kapitana Styczynskiego, jest Pani proszona jako czlonek naszej delegacji przez kapitana Fluorka.

    - Czy Nibosh... Operacyjny takze ma sie tam stawic?

    - Nie, to nie bedzie konieczne. T'Ral koniec.

    Ktell spojrzala na meza.

    - Nie martw sie, wszystko jeszcze przed Toba...

    - Wcale mnie to nie martwi... Jestem dopiero mlodym, dobrze zapowiadajacym sie oficerem. - oboje sie usmiechneli.

    Zamienili jeszcze pare slow z pozostalymi mechanikami jakich spotkali (m.in. z podejrzanie spokojnym, jak na swoja rase, Zaldaninem) i wyszli.

    Baza Gwiezdna 74, pub Mniej niz Zero

    - Jestem zerem... - powiedzial wysoki Bolianin w mundurze sekcji taktycznej z oznaczeniami rangi podporucznika, poczym wypil kolorowa zawartosc szklaneczki. - Nowy przydzial na okret... Zaloga z pozoru podzielona, ale prawie wszyscy znaja sie jak rodzenstwo... walcza miedzy soba dopoki nie zjawi sie zewnetrzne zagrozenie; wtedy stanowia zgrany zespol... Wyobraz sobie, jestesmy na misji... nagle pojawiaja sie kardasjanskie okrety... dziesiatki Kardasjan... i wszystkie leca prosto na nas! Ciagle pamietam narastajaca lawine ostrzegawczych piskow konsoli, kiedy to kolejne okrety braly namiar na mnie... - barman napelnil szklanke zielonym plynem, ktory natychmiast zostal wypity. - Co robi w takiej sytuacji prawdziwy oficer taktyczny? Cos dziala, wybiera rodzaj manewrow, a juz na pewno nie sra w gacie... Jestem zerem... Calkowita kompromitacja w oczach przelozonych, a zwlaszcza Pierwszego...

    - Napij sie Pan lepiej tego. - barman postawil przed Bolianinem malutki kieliszek i napelnil go pomaranczowym plynem o konsystencji zelu. - Pomaga.

    Gosc ostroznie ujal kielonek i wychylil go od razu.

    - Faktycznie, jakos tak dziwnie sie czuje... - stwierdzil nagle ozywiony Bolianin.

    - Jeszcze nie zaczelo dzialac, Panie. - odparl barman. Wyszedl zza lady i pomogl gosciowi ulozyc sie na jednej z przygotowanych nieopodal lezanek. - Milych snow zycze, Panie oficerze.

    Kolejny klient uspiony. Kto by pomyslal, ze baro-hotel bedzie sie cieszyl taka popularnoscia. Szkoda tylko, ze zazwyczaj klientela w przygnebiajacym nastroju jest, wiec i normalnemu czlowiekowi sie powoli zyc odechciewa...

    Baza Gwiezdna 74, kantyna Odpoczynek Admirala

    Bolianska podporucznik Lokrit Santami z ochrony i podporucznik Jaal Minburg (Betazoid) z maszynowni zostali wyznaczeni przez komitet organizacyjny jako koordynatorzy calej ceremonii. W tym jakze trudnym zadaniu nie byli osamotnieni, gdyz wspomagali ich przedstawiciele wydzialow naukowych, a wsparcie osob o wiedzy kulturoznawczej bylo nie do pogardzenia.

    Zespol do spraw oprawy wizualnej i koncepcyjnej przedstawil im swoje propozycje, i teraz zastanawiali sie nad dobraniem odpowiedniej oprawy muzycznej.

    W kacie gdzie zasiadali co chwile slychac bylo jakas glosna melodie - raz skoczna a innym razem ponura.

    - To bedzie dobre. - stwierdzila Lokrit i wybrala z terminalu kolejna melodie.

    Glucha kilkusekundowa cisza, po ktorej dzwieki werbli nasilaly sie symulujac odglosy bicia serca humanoida. Gdy huk byl niemal nie do zniesienia nagle wszystko zamilklo. Po chwili uslyszeli dzwiek czegos podobnego do rogu, a nastepnie dziki niemal zwierzecy wrzask wokalisty. Po kilku frazach do solisty dolaczyly inne glosy tak, ze caly chor zdawal sie wydzierac wnieboglosy.

    Jaal zapauzowal odtwarzanie.

    - Co to jest? - spytal.

    - Podrozujac do Sto-Vo-Kor, ale nie tradycyjna, tylko aranzacja w wykonaniu Londynskiej Orkiestry Symfonicznej i Zespolu Krwawej Piesni i Bitewnego Tanca Fek'lhr z Kronosa pod betleHem Mistrza Qetlh''ora.

    - Mocne, ale chyba troche zbyt agresywne.

    - Chyba masz racje... - Lokrit spojrzala po zaskoczonych i wystraszonych naglym rykiem twarzach pozostalych klientow lokalu. - To zachowamy na wypadek, gdyby przyszlo zbyt wielu gosci. - zazartowala.

    - Moze sprobujemy cos z tej skladanki, ktora polecala Urza Peterson?

    - Klasycy Kwadrantu Alfa? Mozemy, ale sam wiesz... To jest tak naprawde zbior terranskich melodii, a pozostali tworcy zostali potraktowani po lebkach. Chociaz, zawsze mozna sprawdzic... - Lokrit wywolala na terminalu liste utworow.

    - Od czego zaczniemy?

    - Smutne czy wesole?

    - Hmm... Po tej klingonskiej masakrze na chor i orkiestre mam ochote na cos bardziej pozytywnego... - odpowiedzial Jaal Minburg.

    Bolianka wpisala filtr wyszukiwania i po chwili wybrala jeden z utworow.

    Wszyscy goscie uslyszeli lagodne dzwieki smyczkow i melodie, ktora co chwile opadala by pozniej wzniesc sie w wysokie tony, wszystko zdawalo sie budowac obraz dynamicznej harmonii.

    - To Aria na strunie G z Suity D-dur Jana Sebastiana Bacha... To terranski kompozytor z XVIII wieku.

    - Czulem, ze z Ziemii. - zasmial sie Betazoid.

    - Jest to bardzo czesto wykorzystywany motyw przy wszelkiego rodzaju uroczystosciach. W bazie podstawowej mamy zapisane kilkaset aranzacji.

    - Klasyczna jest w sam raz, ale na otwarcie musimy znalezc cos mocniejszego... zywszego.

    Podporucznik Santami przelaczyla muzyke. Z glosnikow poplynely dzwieki marsjanskiego marsza pogrzebowego. Kazda kolejna fraza miala bardziej skomplikowana melodie od poprzedniej, tak ze utwor instrumentalny juz po kilkunastu sekundach przytlaczal sluchaczy, wprawiajac ich w iscie depresyjny nastroj.

    - D'Oyrok?

    - Byles blisko... To Morawski z Marsa. - Lokrit wylaczyla muzyke.

    - Jezeli puscimy to na poczatku, to nie wiem czy sie pozniej jakos pozbieramy.

    - Marsz pogrzebowy musi byc pesymistyczny, prawda? Po prostu trzeba zamowic wiecej syntaholu i bedzie dobrze.

    Do 'kacika muzycznego' podeszla porucznik Urza Peterson.

    - I jak? Z dala slyszalam, ze chcecie wystraszyc gosci jakimis marsjanskimi specjalami.

    - W zasadzie to ciagle szukamy... Potrzebujemy czegos z werwa na otwarcie, ale jednoczesnie zeby mialo glebie. - odpowiedzial Jaal.

    - Podejrzewalam, ze trudno bedzie dobrac cos pasujacego do naszych trzech poleglych przyjaciol. Na szczescie moj dobry przyjaciel polecil mi cos naprawde dobrego. - Urza wyciagnela z kieszeni niewielka kosc pamieci.

    Bolianka wziela ja i wlozyla do interfejsu.

    - Gwiezdna wedrowka? - przeczytala z ekranu. - Brzmi troche pretensjonalnie...

    - To utwor napisany przez malo znanego terranskiego kompozytora o nazwisku... Goldsmith. Nie jest to arcydzielo muzyczne, ale ta melodia ma w sobie dziwny magnetyzm... - Urza zamilkla, bo Lokrit wlaczyla odtwarzanie melodii.

    Pomimo ubogiego instrumentarium, zgodnego ze standardem XXI-wiecznych orkiestr symfonicznych, muzyka faktycznie zawierala cos nieokreslonego. Dynamika samej melodii, przeplatajace sie brzmienia instrumentow detych i smyczkowych sprawialy, ze Lokrit, Urza i Jaal pomysleli o jednym:

    - To jest ten utwor.

    I. Thorne
    Uczestnik
    #23313

    Dziennik pokładowy USS DaredevilOficer operacyjny komandor-porucznik Sorjun.Raport z bitwy w układzie Arthus.Cel misji; odnaleźć okręty Gf - wykonany.Straty - duże (2 okręty zniszczone, 3 uszkodzone)Straty przeciwnika- niskie (trzy okręty ciężko uszkodzone, krytyczne uszkodzenia przejętej stacji kosmicznej)Analiza taktyczna: Mimo, że cele misji zostały wykonane, poniesione straty nie pozwalają mi pozytywnie ocenić wydarzenia, których byłem świadkiem. Za zniszczenie USS Olimpus odpowiedzialny jest jego kapitan, zaś strata USS Wellington to wynik zbiegu nieszczęśliwych okoliczności i zbytniej brawury kapitana Reydena, który przecenił możliwości defensywne tego okrętu. Trzy okręty zostały poważnie uszkodzone: USS Precious - zbytnia brawura, USS Princeton - nieskoordynowana z innymi okrętami próba uratowania USS Olimpus, USS Wraith - druga, nieudana próba ratunku USS Olimpus.USS Daredevil nie poniósł większych obrażeń, tylko z powodu małego "zainteresowania" kardazjańskich okrętów. Jednak moje zastrzeżenia budzi stan psychiczny załogi. Istnieje duże prawdopodobieństwo złamania zasad federacji przez załogę w kolejnej potyczce.Propozycje: Aby poprawić skuteczność działań naszej floty, proponuję jako kolejne posunięcie atak na słabo strzeżona placówkę wroga typu stacja badawcza lub punkt nasłuchowy. Zaś udana akcja zwiększyła by morale załogi i starła z Kardazjan mit "niezniszczalności".Logicznym posunięciem byłoby równiez dokoptowanie do dywizji paru okrętów zdolnych do wystrzeliwywania dużej ilości torped, w celu zrównoważenia siły wrogich Galorów.Koniec wpisu

    fluor
    Klucznik
    #23316

    Baza Gwiezdna 74, poklad E26, promenada

    - Przepraszam bardzo, jak dojde stad do sali konferencyjnej 13B26? – komandor Fluorek spytal przechodzacego chorazego.

    - Przykro mi, ja tez jestem nie stad. – usmiechnal sie wspolczujaco oficer i pospiesznie oddalil.

    Tymczasem Ktell Maxfarouu, szefowa maszynowni studiowala zawziecie plan pokladu BG.

    - Na mapie wszystko wydaje sie proste... – mowila rozdrazniona. – ale tego wlasciwego korytarza nigdzie tu nie ma. – ponownie oderwala wzrok od padda z mapa i rozejrzala sie.

    - Tak to jest jak sie wybiera droge na skroty... – zasmial sie Fluorek. To wlasnie on nalegal, by sobie skrocic droge i przejsc do innego kwadrantu na pokladzie D32, a nie dopiero na D26. – Sprobujmy wrocic do sektora D. – zaproponowal.

    Ruszyli zatloczonym korytarzem, jedna z arterii komunikacyjnych tego poziomu.

    - Dzien dobry, Panie kapitanie. – jakis kadet pozdrowil Fluorka.

    Fluorek skinal glowa, ale po chwili zawrocil do kadeta.

    - Czy sluzysz na moim okrecie?

    - Tak jest, Panie kapitanie.

    - Czy wiesz jak dojsc stad do sekcji B26? – Ktell wyprzedzila Fluorka z tym pytaniem. Kadet w mundurze sekcji naukowej wystraszyl sie nieco z widoku zdenerwowanej Ktarianki.

    - Taaa...k. – Ktarianka usmiechnela sie i momentalnie uspokoila, a kadet odzyskal pelna kontrole nad soba.

    - Panie kapitanie, czy rozpatrzyl Pan juz moje podanie? – spytal niesmialo.

    - Jak sie nazywasz?

    - Kadet Dion Caesar. Opiekunem jest Pani chorazy Sammy Green z naukowego.

    Kapitan nacisnal komunikator.

    - Fluorek do McLeahan.

    Terranska szefowa personelu zglosila sie po chwili.

    - Czy podanie kadeta Caesara zostalo zaakceptowane?

    - Pierwszy je odrzucil, zgodnie z panskim zyczeniem.

    - Czego dotyczylo to podanie? – spytala Ktell.

    - To prosba o przeniesienie z powrotem do Akademii... Moja zona i corki bardzo sie niepokoja i koniecznie chca bym sie nie narazal... Obiecalem im to... Przepisy mowia, ze przeniesienie z linii frontu jest mozliwe dopiero w przypadku medycznych dolegliwosci albo nadmiaru oficerow.

    - Zeby kiedys byl nadmiar, to chyba sie jeszcze nie zdarzylo. – stwierdzila Ktell.

    Do Fluorka podszedl mezczyzna z dziwnym urzadzeniem przypominajacym nieco trikorder.

    - Komandorze, zbieram materialy na temat Setlik III. Moze zechce Pan porozmawiac z reporterami dziennika *TO FAKT!*?

    - Nie, raczej nie. - Fluorek szybko odszedl.

    Baza Gwiezdna 74, poklad B26, promenada przed sala konferencyjna 13B26

    - To juz tutaj... – powiedzial kadet Caesar, pokazujac wejscie do sali konferencyjnej.

    - Fluorek do McLeahan. To podanie, o ktore pytalem, prosze zaakceptowac z powodu okolicznosci rodzinnych kadeta.

    - Czy inne prosby o zmiane przydzialu na bezpieczniejszy takze mam przyjac?

    - A ile ich jest?

    - W sumie 22... Kapitanie, przypomne, ze prawie 20 zalogantow jest na urlopie zdrowotnym z tytulu obrazen odniesionych w trakcie wykonywania misji i wiekszosc dopiero za tydzien bedzie gotowa do sluzby. Nie mozemy odsylac zdrowych oficerow dopoki nie bedziemy mieli uzupelnien.

    - Masz racje, Gaja... ale to jedno podanie zaakceptuj.

    - No dobrze, ale i tak poleci do wiadomosci Styczynskiego, a watpie, zeby on przegapil okazje i nie zablokowal go.

    - To juz niestety nie zalezy ode mnie... Dziekuje.

    Kadet slyszal cala rozmowe i patrzyl teraz na kapitana.

    - Sprobuje Ciebie wyciagnac, ale sam widzisz... Nie mam juz wplywu na to co powie dowodca dywizji.

    - Odwolam sie do sztabu korpusu... – zaproponowal Caesar.

    - Oczywiscie jest taka mozliwosc, ale ja na Twoim miejscu poszukalabym Styczynskiego i sprobowala go osobiscie przekonac o tym, ze masz dla kogo zyc. – odpowiedziala Ktell.

    - Na pewno to nie zaszkodzi. Powodzenia, kadecie. – powiedzial Fluorek i razem z Doradca weszli do sali.

    Bylo jeszcze przed czasem, wiec byli jednymi z pierwszych oficerow na miejscu.

    W oczekiwaniu na przybycie pozostalych oficerow oraz dowodcy dywizji ktarianska porucznik obserwowala wchodzacych gosci swoim drapieznym wzrokiem, zas Fluorek siedzacy obok niej czytal padda:

    *TO FAKT!*

    Kardasjanskie sily inwazyjne uderzyly na terytorium UFP przez nikogo nie powstrzymywane. Zaatakowano cywilna placowke SETLIK III i wymordowano jej caly personel. Nasi reporterzy badaja przyczyny tego ataku oraz wyjasniaja skandal, ktory spowodowal smierc Obywateli Federacji.

    - To byl koszmar. – relacjonuje jeden z obroncow, ktoremu udalo sie uratowac zycie. – Nie otrzymalismy w pore ostrzezenia ze stacji nasluchowych. Pierwsza fala uderzenia zmiotla wiekszosc planetarnych instalacji obronnych!

    - W dniu dzisiejszym doszlo do przekroczenia granicy przez pewna liczbe jednostek kardasjanskich w okolicy systemu SETLIK, ktore dokonaly ataku na planete. – potwierdza rzecznik prasowy dowodcy sektora komandor porucznik Graham Mualez. - Ocaleli zostali ewakuowani przez okrety GF.

    - Czy nie mozna bylo temu zapobiec? – pytal nasz dziennikarz.

    - Dowodca sektora nie dysponowal silami, ktore mozna bylo zmobilizowac w rozsadnym czasie i odeprzec atak.

    - Czy Gwiezdna Flota nie powinna bronic obywateli?

    - Tak jest. Ale wiekszosc naszych jednostek zostala przeniesiona do IV i V floty.

    - Rozumiem, ze chodzi o koncentrowanie zgrupowan stricte bojowych. Czy takie sily nie mogly odeprzec ataku Kardasjan?

    - Oczywiscie ze tak, panie redaktorze.

    Zapytany jednak dlaczego tak sie nie stalo, rzecznik dowodcy sektora odsyla naszych reporterow do dowodcy Floty IV.

    Probowalismy sie skontaktowac z dowodca Floty IV admiralem Michaelem Seldonem, jednak byl on nieuchwytny dla naszych dziennikarzy.

    Biuro Cywilnego Administratora Sektorow SETLIK i ARTHUS:

    - Juz od pewnego czasu naplywaly pewne informacje, ktore mogly swiadczyc o zagrozeniu ze strony Unii Kardasjanskiej. Dlaczego systemy przygraniczne nie zostaly ewakuowane? - pytamy zastepce przedstawiciela Rzadu, administrujacego w/w systemami.

    - Z racji malej liczebnosci personelu SETLIK III plany ewakuacji zakladaly, ze moze zostac wykonana nawet w ostatniej chwili przez jeden okret. Prosze zrozumiec, ze obowiazuje kolejnosc ewakuowania systemow i pierwszenstwo maja te bardziej zaludnione. - tlumaczy urzednik Biura.

    - Co mieli zatem zrobic obywatele przebywajacy na SETLIK III?

    - Powinni zostac zabrani przez jeden okret z Korpusu Ochrony Pogranicza.

    - Gdzie byl zatem ten okret?

    - To wlasnie USS RUTLEDGE. - odpowiada urzednik i konczy rozmowe z nami.

    Czy zatem znieczulica i rutyna urzednikow spowodowala tragedie? Aby dowiedziec sie wiecej na ten temat kontynuowalismy w naszym sledztwie watek USS RUTLEDGE.

    Gdzie zatem byl USS RUTLEDGE, kiedy nie bylo go podczas miejsca ataku?

    Pelnomocnik ds. Korpusu Obrony Pogranicza Sektorow Graniczacych z Unia Kardasjanska komandor Trunks:

    - Jednostka USS RUTLEDGE przynalezy do KOP, ale w chwili ataku byla podporzadkowana sztabowi IV Floty.

    - Czy okret nalezal do obu zgrupowan jednoczesnie? - dopytywali sie zaskoczeni dziennikarze.

    Rzecznik przez chwile milczal, po czym powiedzial:

    - Nie mozna wysuwac takich wnioskow... Okret nalezal do KOP, jednakze Korpus i jego okrety z tych sektorow znajdowaly sie pod dowodztwem Floty IV.

    - Kto zatem byl odpowiedzialny za obrone tych systemow?

    - Dowodzenie i dysponowanie okretami tych sektorow lezalo w kompetencjach sztabu IV Floty.

    - I jej dowodcy, wiceadmirala Michaela SELDONA? - spytal nasz dziennikarz.

    - Sztabu IV Floty... - powtorzyl nasz rozmowca.

    - Ktorego szefem jest... - dopytywali sie nasi reporterzy.

    - Do widzenia panstwu.

    Do chwili obecnej nie udalo nam sie porozmawiac z admiralem SELDONem ani jego rzecznikiem prasowym, ale zapewniamy naszych Czytelnikow, ze nie ustaniemy dopoki nie dojdziemy calej Prawdy o tej kompromitacji.

    edit: Dodałem pełną wersję rzeczonego artykułu

    Zarathos
    Uczestnik
    #23321

    Gdy okręt w końcu zadokował Styczyński rozsiadł się za kapitańskim biurkiem i zaczął myśleć nad raportem. Wiedział, że jeżeli napisz prawdę, to polecą głowy. Cała góra głów. Z jego głową robiącą za wisienkę na tym stosie.

    Chwycił padda i wprowadziwszy standardowy początek zaczął zastanawiać się co dalej. W końcu rozpoczął wprowadzanie danych.

    Raport taktyczny z bitwy w układzie Arthus, V dywizja pod dowództwem kapitana Jerzego Styczyńskiego, USS Wraith.

    Sytuacja taktyczna.

    V dywizja w składzie:

    USS Wraith – krążownik – Ambasador – cpt Jerzy Styczyński

    USS Princeton – krążownik – Niagara – cpt Nezar Corvus

    USS Daredevil – krążownik – Niagara – cpt John McCaley

    USS Wellington – krążownik – Niagara – cpt Reyden

    USS Wolverine – lekki krążownik – Centaur – cpt Logan

    USS Olympus – niszczyciel – Miranda+ - cpt Mandela

    USS Precious – niszczyciel – Miranda+ - cmdr Florian Fluorek

    USS Drow – lekki niszczyciel – Cheyenne – cpt Kal Se’Datha

    Wróg (Cardassianie):

    1 Galor (zmodyfikowany) - krążownik

    7 Galor - krążownik

    5 Tonga - niszczyciel

    4 Hideki – fregata

    Wróg rozlokowany wokół przejętej stacji kosmicznej.

    Stosunek sił:

    Krążowniki – 1:2

    Lekkie krążowniki – 1:0

    Niszczyciele – 2:5

    Lekkie niszczyciele/fregaty – 1:4

    Rozpoczęcie

    V dywizja wchodzi do systemu powyżej płaszczyzny układu, bezpośrednio nad Arthusem B. Przejście na impulsową. USS Drow i USS Wellington wchodzą w atmosferę planety w celu nawiązania kontaktu z poszukiwanymi okrętami. Pozostałe okręty utrzymują szyk na orbicie planety.

    Wykrycie okrętów przeciwnika, uformowanie formacji osłonnej. Cel ogólny – chronienie znajdujących się w atmosferze planety okrętów. Cel taktyczny – obezwładnienie okrętów przeciwnika.

    Pierwsza faza

    Okręty otwierają ogień do wyznaczonych celów. Straty przeciwnika: 0, osłabienie osłon celów o około 50%.

    Uwagi: USS Olympus i USS Precious wyłamują się z formacji i atakują wroga bezpośrednio. Powstała luka zostaje uzupełniona przez USS DeLamarc.

    Wyłamanie się z szyku USS Daredevil – osłona USS Precious.

    Druga faza

    Wykrycie pierwszego poszukiwanego okrętu: USS Keokuk. Okręt włącza się do walki. Całkowite unieruchomienie USS Olympus przez wroga, próby przejęcia okrętu. USS Drow i USS Garibaldi wychodzą z atmosfery Arthusa B.

    Atak kontynuowany, straty wroga: 0.

    Trzecia faza

    Przygotowanie formacji do wyjścia z układu. Wszystkie poszukiwane okręty odnalezione. Najbardziej sprawne okręty otrzymują rozkaz ataku warp na przejętą przez Cardassian stację. Atak udany – stacja zostaje ewakuowana. Powtórny atak nieudany. Okręty otrzymują rozkaz powrotu do bazy.

    Uwagi: USS Princeton podejmuje próbę odciągnięcia USS Olympus od jednostek wroga, próba nieudana, oba okręty niezdolne do lotu. Poza zasięgiem Cardassian.

    Czwarta faza

    USS Garibaldi podejmuje próbę odholowania USS Princeton. USS Daredwil, USS Wraith, USS Lamarck i USS Drow zawracają w celu eskorty USS Garibaldi.

    Pojawiają się posiłki wroga, 10 okrętów.

    Podczas próby przedarcia się przez formację wroga okręty ciężko uszkodzone, USS Wellington unieruchomiony. Udaje się odzyskać kapitana oraz część załogi USS Olympus. USS Olympus zostaje zniszczony z rozkazu kapitana Styczyńskiego.

    USS Garibaldi holuje USS Princeton w kierunku BG74.

    Wszystkie okręty V dywizji lecą w kierunku BG74.

    Podsumowanie

    Straty własne: 2 (USS Olympus, USS Wellington)

    Straty wroga: 0

    Styczyński odłożył padda. Pozostałe uwagi już przesłał, pozostał tylko ten raport. I niech admiralicji kością w gardle stanie. Chwycił jednego z pozostałych paddów leżących na stole. I aż jęknął. Raporty z Preciousa. O wszystkim co się da. Pewnie pomysł kapitana uznającego że papierki najlepiej przesyłać w górę, niech ona się martwi co z tym robić. Zastanowił się i uśmiechnął wrednie. Przecież nie będzie przesyłał admiralicji niekompletnych raportów. Tym bardziej z tak wspaniałego okrętu jakim jest Precious. Wstukał szybko wiadomość do kapitana Fluorka:

    „Dziękuję za raporty, jednak są one niekompletne. Proszę o osobiste przygotowanie pełnego raportu taktycznego z bitwy z uwzględnieniem warunków panujących na polu walki oraz wpływu wyniku tej potyczki na dalsze działania Floty Gwiezdnej. Proszę także o kompletne raporty na temat wydajności wszystkich podsystemów pańskiego okrętu oraz wydajności działania poszczególnych wydziałów oraz dowódców odpowiednich departamentów.”

    Ze złośliwym uśmiechem wcisnął przycisk nadawania. Następnym razem prześlesz tylko podsumowanie, dziubdasku – pomyślał i odepchnął resztę paddów na bok

    - Komputer, przeszukać bazę danych, muzyka, utwory na dudy, wyłącznie. Odnalezione odtworzyć, głośność 7.

    Chwilę później pomieszczenie wypełniła muzyka przyprawiająca większość ludzi co najmniej o gęsią skórkę. Jednak Styczyńskiemu dźwięk dud przynosił ukojenie. Wstał i wpatrzył się w widoczne za pancerną szybą gwiazdy. „Kiedyś ludzie wierzyli, że każda z gwiazd to ognisko, przy którym grzeją się dusze zmarłych. Mam nadzieję, że ci którzy zginęli pod moimi rozkazami… oraz ci którzy zginęli, ponieważ rozkazałem ich zabić, odnaleźli swoje ognisko.” Ukłonił się nisko gwiazdom. Za paręnaście minut miał spotkanie z pozostałymi dowódcami dywizji, a chciał jeszcze coś przekąsić i przebrać się – po spotkaniu miał zamiar ukoić nerwy w ramionach porucznik Derafory – młodej El-aurianki prowadzącej jeden ze sklepów na stacji. Odkąd zjawił się na BG74 łączył ich niepisany układ – podobają się sobie i nic więcej. Poza łóżkiem nic ich nie łączy, żadnych spotkań, kwiatów etc. Obojgu to odpowiadało i układ trwał. El-aurianka miała nawet męża (podobno szesnastego, przynajmniej kiedyś mu tak powiedziała), a kapitan flirtował z pewną panią komandor w wydziału taktycznego stacji – obojgu jednak nie przeszkadzało to ‘rozładowywać napięcia’ w jednym z hotelowych pokoików bazy. Odwrócił się do drzwi i uśmiechnął. Para olbrzymich kocich oczu wpatrywała się w niego z uwagą. I aprobatą.

    - Witaj Hsishi. – kapitan lekko skłonił głowę witając swojego ordynansa.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 136 do 150 (z 355 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram