Forum › Fantastyka › Stargate › Stargate SG-1
Obcy w wymienionych serialach dawali sie szufladkowac bez problemu. Przyklad klingoni w tosie albo ferengi w tng.
To może przypomnij sobie jeszcze TOSowych Romulan (dobrzy czy źli?). A klingoński kapitan (bodajże Kor) wspólnie z Kirkiem stawiający czoła istocie żywiącej się negatywnymi emocjami to szwarccharakter, tak? ;> (No i potem w TNG dostajemy "złego" Klingona w "dobrej" GF, czyli pewnie przyszedł tam sabotować? ;>) A Edosianie (z początków TNG), którzy za byle co (według ziemskich norm) karali śmiercią są dobrzy czy źli? A Binarowie, którzy porwali Enterprise-D to pewnie wcielone potwory? ;>
Akurat to było fajne, gdyż przedstawiało nieco mitoligię w nieskomplikowany sposób. O dziwo SG-1 ma niejaki wymiar edukacyjny, właśnie poprzez umieszczenie, nie zawsze wartkiej, akcji w świecie ziemskich mitów i legend. Niektórzy nie wiedzieliby nic na temat Egipskiej mitologii i wierzeń gdyby nie SG-1.
No, jak w szkole nie uważali... 😛
Przynajmniej nie można zarzucić serialowi uczłowieczania obcych, ponieważ prawie wszyscy spotkani na innych planetach pochodzili z Ziemii.
Unik, ale to jeszcze o kreatywności nie świadczy. To międlenie schematu z pierwszego filmu.
Na to już była odpowiedź, co więcej uważam, że akurat tego nie można zarzucić DS9, tam masz postacie, które mają kolory szarości, albo które nie od razu są złe.
Postacie w DS9 może i mają odcienie szarości, ale gatunki są jasno zakwalifikowane: UFP i Bajoranie - dobrzy, Dominium i Kardazjanie (do czasu) źli.
Taki sam baśniowo/komiksowy podział jak w SW (gdzie też postacie są zróżnicowane bo Vader jest tragiczniejszy od Palpiego, a Thrawn to w sumie chciał dobrze; za tp po stronie Rebelii stoi np. koniunkturalista Lando C.).
Oj w innych seriach, może nie miałeś wojny na wielką skalę, ale walki były często 😉
Że tam Roddenberry, musząc grać pod publiczkę walki gdzieniegdzie powtykał, to jeszcze nie dowód, że były one cennym elementem ST.
Oj musiałem bym tutaj wchodzić w ogólne rozważania, dlaczego socjalizm, jest gorszy od innych ustrojów, nie ma na to miejsca.
Chodzi mo o to jak ten "socjalizm" funkcjonował w UFP, nie w naszej historii.
Nieskomplikowana i bazująca[...]
No i?
No i po co mi oglądać coś co jest banalne?
Na mnie to czyniło raczej wrażenie chaosu.
Uwierz mi, nie jest tak :>
To dowiedź.
(Cholera, tyle napisałem a o SG-1 były tu ze trzy zdania...)
No i po co mi oglądać coś co jest banalne?
Ja nie uważam, żeby SG-1 było banalne. Swoją drogą przetrwało 11 sezonów. Poza tym seriale mają być rozrywką, dla informacji naukowych poczytaj jakąś książkę, albo pooglądaj Discovery.
Poza tym seriale mają być rozrywką, dla informacji naukowych poczytaj jakąś książkę, albo pooglądaj Discovery.
Powiem inaczej: seriale czysto rozrywkowe też maja racje bytu (skoro jest na nie zapotrzebowania), ale nie ma (na szczęście) obowiązku ich oglądać. Zamiast SG-1 wolę właśnie Dicscovery, albo ksiażkę...
No, jak w szkole nie uważali...
Jak ja chodziłem do szkoły to nie uczyli o mitach Egipskich. Wszystko co na ten temat wiem to sam wyczytałem. Szkoła ograniczała się do wpierania bujdy, że piramidy budowali niewolnicy, przy czym w międzyczasie nauka ten pogląd zweryfikowała. Na temat wierzeń i mitów nie było ani słowa. Więcej było na Discovery Civilization (obecnie World).
Jak ja chodziłem do szkoły to nie uczyli o mitach Egipskich. Wszystko co na ten temat wiem to sam wyczytałem. Szkoła ograniczała się do wpierania bujdy, że piramidy budowali niewolnicy, przy czym w międzyczasie nauka ten pogląd zweryfikowała.
A na takie dictum to jestem skłonny przyznać, że SG-1 (jeśli nie brać zawartych w nim hipotez Danikena zbyt serio) jest w stanie odegrać pozytywną rolę edukacyjną :).
(Tyle, że w "StarGate" piramidy też chyba wznieśli niewolnicy :P.)
Danikaen to oszołom, ale paradoksalnie odegrał pewną pozytywną rolę. Nie chodzi mi tu może o SG1, które zdecydowanie mi się nie podoba, co o podniesienie wiedzy swych czytelników. Ci, którzy nie czytają go bezkrytycznie (bo to może tylko zaszkodzić), sięgają potem do źródeł, by zweryfikować podane przez niego rewelacje. Ja to robiłam i wyłapałam parę ślicznych przypadków świadomego moim zdaniem naciągnięcia faktów. Tak że efekt ogólny był pozytywny, bo zaczęłam się dokształcać, co niewątpliwie wyszło mi na zdrowie.A że tylu ludzi broni SG1, przyłożę się i pooglądam jeszcze parę odcinków. Może mnie wreszcie wciągnie? A jak nie, to choć popatrrzę na MacGyvera z giwerą.
Swoją drogą przetrwało 11 sezonów.
Tylko bez takich, bo wyjadę z "Modą na sukces" 😀
Swoją drogą przetrwało 11 sezonów.
Tylko bez takich, bo wyjadę z "Modą na sukces" 😀
Oj to właśnie. TOS miał tylko trzy zakichane sezony, ale i tak jest moim ulubionym serialem (ale mój gust jest, zdaniem wielu, pokręcony jak rzadko). Gdyby oceniać wartość serialu jedynie po ilości odcinków, to produkcje typu "M jak miłość" uplasowałyby się w czołówce. Boję się, że przyszłe pokolenia, jeśli spróbują oceniać nas po takich właśnie produkcjach, marne będą miały o nas zdanie. To już faktycznie lepsze SG1, a nawet ENT... który miał zresztą tylko cztery sezony, bo fani SF sa bardziej wybredni niz fani mydlanych oper.
No fakt 😛 zakręciłem się lekko bo pisząc post parę razy zmieniałem swoje myśli i później taki burak wyszedł 😉
Danikaen to oszołom, ale paradoksalnie odegrał pewną pozytywną rolę. Nie chodzi mi tu może o SG1, które zdecydowanie mi się nie podoba, co o podniesienie wiedzy swych czytelników. Ci, którzy nie czytają go bezkrytycznie (bo to może tylko zaszkodzić), sięgają potem do źródeł, by zweryfikować podane przez niego rewelacje. Ja to robiłam i wyłapałam parę ślicznych przypadków świadomego moim zdaniem naciągnięcia faktów. Tak że efekt ogólny był pozytywny, bo zaczęłam się dokształcać, co niewątpliwie wyszło mi na zdrowie.
W sumie role (traktowanych krytycznie) książek Danikena i SG-1 są analogiczne. Do tego mnie przekonaliście.
Swoją drogą przetrwało 11 sezonów.
Tylko bez takich, bo wyjadę z "Modą na sukces" 😀
😆 😆 😆 ROTFL 😆 😆 😆
Oj to właśnie. TOS miał tylko trzy zakichane sezony, ale i tak jest moim ulubionym serialem (ale mój gust jest, zdaniem wielu, pokręcony jak rzadko). Gdyby oceniać wartość serialu jedynie po ilości odcinków, to produkcje typu "M jak miłość" uplasowałyby się w czołówce. Boję się, że przyszłe pokolenia, jeśli spróbują oceniać nas po takich właśnie produkcjach, marne będą miały o nas zdanie. To już faktycznie lepsze SG1, a nawet ENT... który miał zresztą tylko cztery sezony, bo fani SF sa bardziej wybredni niz fani mydlanych oper.
Z drugiej strony TNG (który cenię) przetrwał też całkiem długo i to zachowując poziom (choć trochę "bermanizmów" można mu w dalszych sezonach wytknąć). Więc nie zawsze w długości problem.
A na takie dictum to jestem skłonny przyznać, że SG-1 (jeśli nie brać zawartych w nim hipotez Danikena zbyt serio) jest w stanie odegrać pozytywną rolę edukacyjną :).
(Tyle, że w "StarGate" piramidy też chyba wznieśli niewolnicy :P.)
Tego nie neguję, ale było to widocznie scenarzystom potrzebne do przedstawienia Goauldów jako tych złych i wykorzystujących ludzi do własnych celów. W koncu Tokra też poniekąd wykorzystują ludzi jako nosicieli, ale tworzą z nimi bradziej symbiozę. Goauldzi są jak pasożyty. W SG-1 chodzi bardziej może o przybliżenie zaginionych kultur niż nawet o potwierdzenie czy też obalenie tez Danikena. Nie wątpię, że to wyłącznie czysty przypadek, że wyszło scenarzystom to samo co twierdzi Daniken. Chociaż nie można tego tak do samego końca wykluczyć. Czemu? Ludzie rozwijali się zbyt skokowo i nadal nie znaleziono ogniwa pośredniego pomiędzy starszymi gatunkami homo a nami. Z drugiej strony czemu małpy pozostały małpami a my nie? W końcu malpy są starsze od ludzi, tak samo wszelkie gatunki waleni. Nie widziałem jeszcze wszystkich odcinków SG-1 więc nie wiem czy odkryli jakąś planetę, na której by mieszkali nasi przodkowie (pomijam odcinek, w którym cofają się do formy pierwotniejszej na skutek działania wirusa) w formie homo erectus czy pitekantropus, czy neandertali. Według SG-1 wpływ na ludzi mieli starożytni, Goauldzi przypominają bogów o jakich pisze Daniken, ale prawdy nikt nie zna. By się przekonać musielibyśmy się cofnąc w czasie do początków ludzkości i skakać do przyszłości co 100 lat by sprawdzić czy faktycznie rozwinęliśmy się z małp czy też sztucznie przyspieszono nasz rozwój. Na polu naukowym nie można całkowicie wykluczyć ani jednego ani drugiego.
Danikaen to oszołom, ale paradoksalnie odegrał pewną pozytywną rolę. Nie chodzi mi tu może o SG1, które zdecydowanie mi się nie podoba, co o podniesienie wiedzy swych czytelników. Ci, którzy nie czytają go bezkrytycznie (bo to może tylko zaszkodzić), sięgają potem do źródeł, by zweryfikować podane przez niego rewelacje. Ja to robiłam i wyłapałam parę ślicznych przypadków świadomego moim zdaniem naciągnięcia faktów. Tak że efekt ogólny był pozytywny, bo zaczęłam się dokształcać, co niewątpliwie wyszło mi na zdrowie.
Czytając Danikena mozna niewątpliwie znaleźć kilka naciąganych teorii, ale też kilka, których nie można do końca podważyć. Akurat tej, o której piszę wyżej nie można, chyba że na gruncie teologicznym ;>. Nawet posługując się torią Darwina nie można wyjaśnić pochodzenia ludzi i ich skokowego rozwoju. Znaleziona "Ewa" ma tyle z nami wspólnego co orangutan, nie mówiąc już o pitekantropusie czy neandertalu. Najwięcej ma wspólnego człowiek z Cromagną, ale jak wykazano żył obok neandertala więc nie mógł być jego doskonalszą wersją. Nie da się więc obalić teorii skokowego rozwoju, dlatego nie da się też obalić teorii Danikena o ingerencji w rozwój.
Wcale tego nie neguję. Danikaen nie jest ani pierwszy, ani jedyny, który zwraca na to uwagę, tyle że on najgłośniej wrzeszczy. Osobiście czytam jego książki, bo są bardzo ciekawie napisane, z polotem.Co do słuszności tej czy innej teorii, to ja się wogóle nie wypowiadam, jestem na to za mało wykształcona. Jedna z nich twierdzi, że naszego rozwoju nie da się wytłumaczyć prawami ewolucji - zgadzam się z nią, bo jest solidnie podparta. Danikaen tez o niej wspomina, ale nie on jest jej autorem.
Wcale tego nie neguję. Danikaen nie jest ani pierwszy, ani jedyny, który zwraca na to uwagę, tyle że on najgłośniej wrzeszczy. Osobiście czytam jego książki, bo są bardzo ciekawie napisane, z polotem.Co do słuszności tej czy innej teorii, to ja się wogóle nie wypowiadam, jestem na to za mało wykształcona. Jedna z nich twierdzi, że naszego rozwoju nie da się wytłumaczyć prawami ewolucji - zgadzam się z nią, bo jest solidnie podparta. Danikaen tez o niej wspomina, ale nie on jest jej autorem.
Daniken opiera się na tym co istnieje i na mitologii. Jak wiadomo w mitach jest ziarno prawdy, chociażby Troja. Akurat bardzo ciekawy wydał mi się argument na temat latającego pojazdu z azteckich przedstawień ściennych. Z drugiej strony po co ludzie mieliby się trudzić nad olbrzymimi rysunkami na Nazca? Wiadomo, że mieli je zobaczyć bogowie, ale czy oni na 100% byli jedynie wyobrażeniem? Dlaczego południowoamerykańscy indianie (Inkowie i Aztekowie) czcili Corteza jak boga? Dlaczego wyobrażali sobie bogów jako białych, brodatych ludzi? Przecież nigdy ich nie widzieli? Między innymi na tym opiera się Daniken w swoich teoriach. Inni zresztą też opierają się na mitach szukając Atlantydy. Skoro istnieje Troja to czemu nie Atlantyda. Jedna z teorii głosi, że Atlantyda to Ameryka Południowa, a jej stolica mieściła się na Nazca. Niestety Peru nie stać na rozpoczęcie wykopalisk.
Jakbym wygrał przedwczoraj w totka te 35 baniek to bym im sfinanfował te wykopaliska 😉
