Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: The Next Generation – 30 lat później
A, to przypomnę:
Ale co było nie tak z tą sceną, oprócz tego, że nastawiona była na akcję? Ja tu nie widzę nic zdrożnego, ot scena jakich we filmach ST wiele (strzelanina, pościg)
A swoją drogą... to co się stało z B-4 jest mega niesprawiedliwe. To było morderstwo na niewinnej istocie...
Pytanie jednak, czy chcielibyśmy, by cały Trek przyjął taki styl? Czy nie byłoby to jego intelektualną degradacją?
No w sumie w tym odcinku jakiegoś morału chyba nie było... Ale oglądało się przyjemnie.
Pytanie czy, z całym doń szacunkiem, dobrze postąpili?
Ale ja lubię takiego Picarda jakim jest... Nic bym mu chyba nie odjęła...
Dlatego szkoda, że zrezygnowali z wątku jego małżeństwa z Bev.
Ja nie wiem, czy to by nie było trochę nie na miejscu. Takie awkward trochę... W końcu znał jej męża, dowodził misją, na której tamten zginął... Zresztą jakichś głębszych romantycznych relacji tak za bardzo między nimi nie było...
Może warto zaryzykować?
Wolę nie, bo czuję, że się srogo zawiodę...
a jeszcze bardziej o fakt, że nie da się tych narządów na wymianę wyklonować lub zreplikować (tego nic nie wytłumaczy)
Ale jeśli są już zniszczone na poziomie komórkowym, to nic "mądrego" z nich nie wyhodujesz, bo po prostu komórki są zainfekowane...
🙂 A co z ORV? 😉
Po pierwsze to nie Star Trek, a po drugie nawet nie wiem gdzie to można obejrzeć...
Monolityczne, surowe - pewnie tak. Czy statyczne? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy (choć taki np. - niezbyt lubiany zresztą przez G.R. - Kirk przeszedł od TOS-u do TMP sporą ewolucję, a w TNG o mało źle nie skończył - w "Too Short a Season" to on miał się pojawić, i zapłacić za dawne błędy).
Serio? Nie wiedziałam o tym. Uff, może dobrze, że go tam nie było..
A co do postaci, to nie chciałabym takich monolitycznych i surowych. Mnie się podobał ich rozwój.
Tak, choć uwielbiam scenę, w której Bashir chwali dzieło Soonga, b. podobała mi się datowa mowa ciała z wczesnego TNG podkreślająca jego swojskość, ale i obcość, człowieczeństwo wymieszane z maszynową perfekcją.
Bo Data ogólnie jest perfekcyjny 🙂
Pięknie, acz nie bez zgrzytów.
A jakie konkretnie zgrzyty masz na myśli? Jestem ciekawa...
Jeśli mrok i wojna Cię odrzucają sięgnij po DS9 wczesne, zawierające przepyszne wątki obyczajowe...
Z DS9 miałam taki problem, że nudziłam się przy nim potwornie. Nie podobały mi się zupełnie postacie, idea stacji kosmicznej, która nie rusza się z miejsca też jest dla mnie taka meh...
Ha, to by chyba trzeba zrobić jakąś fandomową ankietę, by sprawdzić czy było tak w istocie 😀
Jestem ciekawa, czy na prawdę ludzie tak nie lubią Wesa, czy to tylko jest złudne wrażenie. Tak samo jak z Pulaski.
Mam podobne obawy, ale... jeszcze ponad półtora sezonu przed nami.
Na razie jest dobrze, a nawet - bardzo dobrze. Jestem szalenie ciekawa, co będzie dalej.
(bo lubił sobie gadać w wolnych chwilach z córką poległego - czy, jak kto woli, wykończonego przez siebie 😛 * - kompana)?
Że co?
* Wiem, szydzę z ładnej sceny, ale był w niej jeden z w/w zgrzytów.
Wyjaśnisz może? Bo kompletnie nie kapuję. Ale jak mówię, ja ten film widziałam wieki temu...
Picarda, Rikerów i Daty za takowe nie uważasz? 😉
Noo dooobra, za nich to wielki plus, także za Guinan.
Ale JEST Seven! <3
A Saru? A Culber ze Stametsem? A Tilly (przynajmniej chwilami)?
Saru bardzo lubię, za Stametsem przepadam (ale za jego mężem już niekoniecznie, jak jakiś taki... wymoczkowaty), Tilly tak sobie, raczej na plus niż minus...
Ale to nie są jednak powody, dla których chciałoby mi się dalej oglądać Discovery. Wiem, przesadzam, ale ja naprawdę się w fabule pogubiłam...
* Jak zrobił to u Bragi z Locutusrm...
Zaraz, kiedy?
Hehe... 😉
Się nie śmiej, on z tymi spiczastymi uszami i długimi jedwabistymi włosami wciąż natarczywie kojarzy mi się z elfem.
Też mam taką nadzieję, choć niektórzy obstawiają, że poświęcili go w imię rozwoju (w tym psychicznego zbliżenia do Seven) Raffi...
Właśnie, czy coś tam iskrzy między Raffi a Seven, czy coś przeoczyłam?
Jak Orville to nie Star Trek to co jest ST?
Pleiades said
co było nie tak z tą sceną, oprócz tego, że nastawiona była na akcję? Ja tu nie widzę nic zdrożnego, ot scena jakich we filmach ST wiele (strzelanina, pościg)
Widzę w tym jednak straszny kicz - te głupie miny Picarda, ten anachroniczny (w erze hovercarów) samochodzik, to niskobudżetowe kopiowanie "Mad Maxów"...
A swoją drogą... to co się stało z B-4 jest mega niesprawiedliwe. To było morderstwo na niewinnej istocie...
Jeden z powodów dla których nie byłem entuzjastą pierwszego sezonu PIC... :]
Ale oglądało się przyjemnie.
Sprawność realizacyjna + TNGowski urok. Zresztą epizod-akcyjniak w roli odmiany to nic złego. Pytanie jednak czy nie byłoby pewną degradacją/degeneracją ST, gdyby - dla stewartowej przyjemności - element sensacyjno-romansowy wziął w nim górę?
Ale ja lubię takiego Picarda jakim jest... Nic bym mu chyba nie odjęła...
Rozumiem, ale czy nie jest tak, że oglądając Treki z nim po kolei da się w jednym ekranowym Picardzie dopatrzeć kilku dość odmiennych (choć mających i sporo cech wspólnych) bohaterów? Że da się dość łatwo ocenić kto kiedy tę (w sumie wspaniałą) postać prowadził?
Ja nie wiem, czy to by nie było trochę nie na miejscu. Takie awkward trochę... W końcu znał jej męża, dowodził misją, na której tamten zginął... Zresztą jakichś głębszych romantycznych relacji tak za bardzo między nimi nie było...
Był tam może pewien posmak zakazanego romansu (choć czy ludzie XXIV wieku zwracają uwagę na takie drobiazgi)? Ale mnie jednak "The Naked Now" do spółki z wspomnianym TNG XXX przekonały, że to para z dużym potencjałem.
Wolę nie, bo czuję, że się srogo zawiodę...
Jestem jednak zwolennikiem proaktywności. Pomijając sytuacje ekstremalne, IMHO lepiej sprawdzić, czy się będzie żałować, niż myśleć, że się będzie żałowało.
Ale jeśli są już zniszczone na poziomie komórkowym, to nic "mądrego" z nich nie wyhodujesz, bo po prostu komórki są zainfekowane...
Zawsze możesz najpierw komórkę naprawić przepuszczając ją przez Transporter.
Po pierwsze to nie Star Trek, a po drugie nawet nie wiem gdzie to można obejrzeć...
Po pierwsze S.E. ma rację, że ORV jest bardziej Trekowe niż większość ST obecnej ery (trudno zresztą by było inaczej skoro pracują przy nim liczni weterani Treka z Brannonem Bragą na czele. Po drugie - legalnie na Amazonie, nielegalnie tam gdzie i DSC z PIC.
Serio? Nie wiedziałam o tym. Uff, może dobrze, że go tam nie było..
Tak, chyba jednak lepiej. Bo w przeciwieństwie do G.R. lubię jednak Kirka (jednak oglądając w/w epizod zawsze doklejam w głowie Jamesonowi twarz Shatnera).
A co do postaci, to nie chciałabym takich monolitycznych i surowych. Mnie się podobał ich rozwój.
Dla mnie ten rozwój bywał czasem zwojem (lubię zresztą takich herosów ze stali), choć Picardowi - nie zaprzeczę - pewne ocieplenie wizerunku się przydało (acz poszło IMHO ciut za daleko).
Bo Data ogólnie jest perfekcyjny 🙂
Jest 😉 . Ciekaw jednak jestem co powiesz, gdy zobaczysz Isaaca z ORV...*
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4213
A jakie konkretnie zgrzyty masz na myśli? Jestem ciekawa...
Choćby to, że twierdzi, iż nie czuje emocji a zachowuje się jakby czuł. Ew. to, że czasem scenarzyści - dla swojej wygody - zapominają, że już się czegoś nauczył (bywa w tym zakresie krytykowane INS), no i sam jego wątku koniec, o czym szerzej zaraz...
Z DS9 miałam taki problem, że nudziłam się przy nim potwornie. Nie podobały mi się zupełnie postacie, idea stacji kosmicznej, która nie rusza się z miejsca też jest dla mnie taka meh...
Bohaterowie DS9, jak ich bliżej poznać, okazują się w większości świetni. Stacja - cóż z tego, że w miejscu wisi, skoro ciągle ktoś na nią przylatuje (a i jej załoga ma do dyspozycji najpierw runabouty, potem i Defianta)*.
* Przy czym sama widzisz, że eksploracja lepsza jest od tkwienia na znanym obszarze 😉 .
Jestem ciekawa, czy na prawdę ludzie tak nie lubią Wesa, czy to tylko jest złudne wrażenie. Tak samo jak z Pulaski.
Zapytajmy. Drodzy Współorumowowicze, naprawdę tak nie trawicie młodego Crushera?
Że co?
To finalne wyłączenie Daty/kopii Daty jest jednak b. dwuznaczne w świetle tego, że sam Picard dostał nowe ciało i szansę dalszego życia.
ale za jego mężem już niekoniecznie, jak jakiś taki... wymoczkowaty
Ja go lubiłem od początku, ale z czasem sporo zyskuje, bo dostaje więcej do zagrania. Niestety najbardziej błyszczy w - całościowo beznadziejnie nudnym - czwartym sezonie.
Zaraz, kiedy?
Miałem na myśli bragowo-matalasowy komiks "Hive", ale tam był jednak Locutus z alternatywnej przyszłości (reasymilowsny Picard). Locutus sklonowany pojawił się w grze Armada.
Się nie śmiej, on z tymi spiczastymi uszami i długimi jedwabistymi włosami wciąż natarczywie kojarzy mi się z elfem.
Nie śmieję się z Ciebie, a z żartu jakim jest tradycyjne już przezywania Elnora - Elrondem, które wynika z wymienionych podobieństw. (Zakładam zresztą, że świadomie odwołałaś się do tej tradycji).
Właśnie, czy coś tam iskrzy między Raffi a Seven, czy coś przeoczyłam?
Iskrzy, od końcówki zeszłego sezonu. Tyle, że twórcy introdukowali ten wątek w ostatniej chwili, bez zapowiedzi, wręcz od czapy, a prowadzą w głębokim tle, jakby się go wstydzili...
Smok Eustachy said
Jak Orville to nie Star Trek to co jest ST?
😉
Widzę w tym jednak straszny kicz - te głupie miny Picarda, ten anachroniczny (w erze hovercarów) samochodzik, to niskobudżetowe kopiowanie "Mad Maxów"...
Może faktycznie samochodzik na kółkach nie przystoi w XXIV wieku, ale do Picarda w tej scenie nic nie mam. Nie widzę żadnych głupich min, ot, po prostu uciekają, walczą i udaje im się to, więc Picard się cieszy.
Jeden z powodów dla których nie byłem entuzjastą pierwszego sezonu PIC... :]
No właśnie, jakoś tak... niefajnie mi się w tym momencie zrobiło.
Aha, jeszcze ten bunt androidów na Marsie, że zostały zbanowane. Czyż nie przed tym przestrzegała Guinan w "TMoaM"? Mówiła, że jak powstanie więcej androidów, to będzie to nowa rasa, "przeznaczona na straty", nowy poziom niewolnictwa. Czyż nie tak się właśnie stało?
Sprawność realizacyjna + TNGowski urok. Zresztą epizod-akcyjniak w roli odmiany to nic złego. Pytanie jednak czy nie byłoby pewną degradacją/degeneracją ST, gdyby - dla stewartowej przyjemności - element sensacyjno-romansowy wziął w nim górę?
Chyba masz rację, że by było. TNG to jednak w dużej większości dobra moralizatorska pogadanka. Jest filozoficzny, piękny. Jakby to był tylko akcyjniak, to by się to słabo oglądało.
Rozumiem, ale czy nie jest tak, że oglądając Treki z nim po kolei da się w jednym ekranowym Picardzie dopatrzeć kilku dość odmiennych (choć mających i sporo cech wspólnych) bohaterów? Że da się dość łatwo ocenić kto kiedy tę (w sumie wspaniałą) postać prowadził?
Trochę tak, chociaż nie do końca jestem w stanie stwierdzić: "o, to jest Picard G.R.-a. a od tego momentu Picard jest kogoś innego albo Stewarta". To wszystko jakoś tak płynnie przechodziło, że widzę głównie rozwój postaci.
Był tam może pewien posmak zakazanego romansu (choć czy ludzie XXIV wieku zwracają uwagę na takie drobiazgi)? Ale mnie jednak "The Naked Now" do spółki z wspomnianym TNG XXX przekonały, że to para z dużym potencjałem.
Nawet pisząc tamtą wypowiedź pamiętałam o "Naked Now". Jednak nie uznaję tego epizodu jako wykładni. Dlatego, że wszyscy zachowywali się irracjonalnie i robili to, czego normalnie na trzeźwo by nie zrobili. Dlatego tego małego romansiku między Picardem a Bev nie uznaję w całokształcie ich relacji. Ale potencjał jakiś to był, zapewne. Tylko trochę tak głupio, skoro Picard znał jej męża...
Jestem jednak zwolennikiem proaktywności. Pomijając sytuacje ekstremalne, IMHO lepiej sprawdzić, czy się będzie żałować, niż myśleć, że się będzie żałowało.
Serio, tak myślisz? Może synowi dodam to biblioteki i go namówię, żeby chociaż jeden odcinek obejrzał... Ale pewnie że raz a) odmówi, b) nie będzie dalej zainteresowany, bo "Farpoint" jest w sumie taki trochę... słaby...
Zawsze możesz najpierw komórkę naprawić przepuszczając ją przez Transporter.
A da się tak? Uleczyć komórkę, jak nie masz wzorca zdrowej? Chyba nie...
Po pierwsze S.E. ma rację, że ORV jest bardziej Trekowe niż większość ST obecnej ery (trudno zresztą by było inaczej skoro pracują przy nim liczni weterani Treka z Brannonem Bragą na czele. Po drugie - legalnie na Amazonie, nielegalnie tam gdzie i DSC z PIC.
Jeśli jest na Amazonie, to pewnie dam mu szansę i obejrzę w wolnej chwili. Teraz oglądam LD na przemian z TNG.
Nawet jak jest Trekowy, to będzie mi w nim brakowało... Treka. Przyzwyczaiłam się do uniwersum ST, z całym jego lore, do Gwiezdnej Floty, Federacji, ras które tu są... A teraz ORV to dla mnie będzie zupełna nowość. Mam nadzieję, że postacie są chociaż fajne?
Jest 😉 . Ciekaw jednak jestem co powiesz, gdy zobaczysz Isaaca z ORV...*
Oo, jestem zaintrygowana 🙂
Choćby to, że twierdzi, iż nie czuje emocji a zachowuje się jakby czuł.
Ale to jest właśnie w nim piękne. Że gdzieś tam głęboko, w podświadomości, coś czuje, tylko nie umie tego interpretować. Bywa nawet sentymentalny (vide: Sarjenka). Dopiero czip emocji pozwolił mu czuć "na zewnątrz", mocno i intensywnie (swoją drogą ten czip to jakiś badziew...).
Ew. to, że czasem scenarzyści - dla swojej wygody - zapominają, że już się czegoś nauczył (bywa w tym zakresie krytykowane INS)
Raczej to są bardzo rzadkie przypadki, a INS - nie pamiętam w ogóle co tam się działo, bo nie cierpię tego filmu.
Zapytajmy. Drodzy Współorumowowicze, naprawdę tak nie trawicie młodego Crushera?
Szkoda, że nie można tu zrobić ankiety. Zapytałabym o Wesley'a i o doktor Pulaski. Fraa tę drugą uwielbia, do Wesa też nic nie ma.
To finalne wyłączenie Daty/kopii Daty jest jednak b. dwuznaczne w świetle tego, że sam Picard dostał nowe ciało i szansę dalszego życia.
Aha. Tego wątku w ogóle nie kapuję, tak prawdę mówiąc. Skąd w sumie ta kopia Daty się wzięła? Czy były to wspomnienia, które wgrał w B-4? Jeśli o to chodzi, to odnoszę wrażenie, że... no nie wiem, jak to ująć... To tylko były wspomnienia, jakieś takie echo odległej przeszłości, zabrakło zapewne podstawowego elementu - nazwijmy go duszą...
Ja go lubiłem od początku, ale z czasem sporo zyskuje, bo dostaje więcej do zagrania. Niestety najbardziej błyszczy w - całościowo beznadziejnie nudnym - czwartym sezonie.
To chyba dopiero obejrzę, jak P+ wejdzie do Polski.
Nie śmieję się z Ciebie, a z żartu jakim jest tradycyjne już przezywania Elnora - Elrondem, które wynika z wymienionych podobieństw. (Zakładam zresztą, że świadomie odwołałaś się do tej tradycji).
No nieświadomie. Nie miałam pojęcia, że jest to tradycyjny żart. Samej mi się po prostu takie skojarzenie nasunęło 😀
Iskrzy, od końcówki zeszłego sezonu. Tyle, że twórcy introdukowali ten wątek w ostatniej chwili, bez zapowiedzi, wręcz od czapy, a prowadzą w głębokim tle, jakby się go wstydzili...
Może się boją reakcji widowni? Może jeszcze to wypłynie na wierzch (oj, chciałabym). Ale scenka na szczycie wieżowca była bardzo fajna 🙂
Tymczasem...
Obejrzałam sobie to nieszczęsne "Datalore". Okej, powiem, że nienajgorzej to odbieram, chociaż nie dałabym zbyt dużej noty. Napisałam nawet recenzję. Wstawiać? Jak tak to gdzie, tutaj, czy w recenzjach?
ale do Picarda w tej scenie nic nie mam. Nie widzę żadnych głupich min
Cóż, de gustibus... Dla mnie to jedna z trudniejszych do przełknięcia scen w całym ST (może nawet najbardziej z całej jego klasycznej części).
No właśnie, jakoś tak... niefajnie mi się w tym momencie zrobiło.
Aha, jeszcze ten bunt androidów na Marsie, że zostały zbanowane.
I jeszcze śmierć dzieciaka Rikerów, i Icheba, i zakończenie wątku Daty (dali nadzieję na jego zmartwychwstanie, a skończyło się, jak się skończyło), i cały wątek romulański... Przy czym większość tych nawalonych na kupę tragedii wprowadzona jest ot tak, by widz poczuł jak źle zaczęło się nagle dziać w (zinfiltrowanej przez spiczastouchych samobójców 😉 ) UFP. Mrok dla mroku...
Trochę tak, chociaż nie do końca jestem w stanie stwierdzić: "o, to jest Picard G.R.-a. a od tego momentu Picard jest kogoś innego albo Stewarta". To wszystko jakoś tak płynnie przechodziło, że widzę głównie rozwój postaci.
A dla mnie znów te punkty przejścia są dość czytelne, dlatego perspektywy nam się tu rozchodzą. (Choć nie powiem by Picard Pillera nie górował pod pewnymi względami nad Picardem G.R.; w sumie Picard idealny byłby dla mnie sumą mocnych stron tych dwu Picardów.)
Jednak nie uznaję tego epizodu jako wykładni. Dlatego, że wszyscy zachowywali się irracjonalnie i robili to, czego normalnie na trzeźwo by nie zrobili.
Ja znów zakładałem, że in polywater veritas 😉 , zresztą to co Roddenberry i skryta za pseudonimem Fontana tam pokazali było pomysłem na dalszy rozwój relacji tych postaci, pomysłem, z którego na długie lata (do "All Good Things...") potem - niestety - zrezygnowano...
Tylko trochę tak głupio, skoro Picard znał jej męża...
Z drugiej strony... Umarłemu to i tak nie zaszkodzi, więc dlaczego w imię pamięci o nim żyjący mają rezygnować z czegoś wartościowego?
Serio, tak myślisz? Może synowi dodam to biblioteki i go namówię, żeby chociaż jeden odcinek obejrzał...
Tak, myślę, że warto mu podsunąć. Jeśli tym razem nie skorzysta z tej szansy to trudno, ale nawet wtedy może się okazać, że zasiane ziarno w nim zakiełkuje i sięgnie po TNG kiedy indziej, sam.
Nawiasem: filmy Abramsa oglądał?
A da się tak? Uleczyć komórkę, jak nie masz wzorca zdrowej? Chyba nie...
Dlaczego? Jeśli masz domyślny ogólny wzorzec zdrowej komórki, możesz - bazując na nim - popracować nad wzorcem konkretnej, chorej, poprawić go. (Pamiętasz łatanie za pomocą DNA żaby w "Parku jurajskim"? Replikator pozwala pójść jeszcze dalej.)
Jeśli jest na Amazonie, to pewnie dam mu szansę i obejrzę w wolnej chwili.
Liczę na to. I będę ciekaw jak je ocenisz po obejrzeniu 🙂 .
Teraz oglądam LD na przemian z TNG.
I jak się LD podoba? 😉
Nawet jak jest Trekowy, to będzie mi w nim brakowało... Treka. Przyzwyczaiłam się do uniwersum ST, z całym jego lore, do Gwiezdnej Floty, Federacji, ras które tu są... A teraz ORV to dla mnie będzie zupełna nowość.
Zawsze możesz podejść jak my z Dreamwebem, gdy ORV omawiamy - czyli wyszukiwać tropy łączące ten serial z kanonem ST i interpretować go dzięki temu w duchu ciągłości z nim. Albo nawet pójść dalej, jak ja czasami gdy piszę o B5 i AND, i zastanawiać się czym trekowym miały być pierwotnie oglądane na ekranie gatunki czy frakcje. Zwł., że The Orville zaczynało jako pomysł na pełnoprawnego Treka (który Seth MacFarlane przedłożył CBS-owi).
Mam nadzieję, że postacie są chociaż fajne?
Są, niektóre nawet bardzo 🙂 .
Oo, jestem zaintrygowana 🙂
🙂 Więc sama widzisz, że jest b. dobry powód by oglądać The Orville 😉 .
Ale to jest właśnie w nim piękne. Że gdzieś tam głęboko, w podświadomości, coś czuje, tylko nie umie tego interpretować.
Owszem, ma to swój urok (i to duży), ale trudno nie spytać jak to działa od strony technicznej (bo Data jest jednak pod względem budowy od człowieka różny i nie dysponuje np. systemem dokrewnym, który by go pobudzał). A przy tym takie człowieczeństwo, jak interesującej fabularnie roli by nie odgrywało, można uznać za część problemu, o którym rozmawialiśmy dyskutując o Q (że człowiekowi trudno jednak wyobrazić sobie odmienny intelekt).
INS - nie pamiętam w ogóle co tam się działo, bo nie cierpię tego filmu.
Dlaczego właściwie go nie cierpisz?
Szkoda, że nie można tu zrobić ankiety. Zapytałabym o Wesley'a i o doktor Pulaski.
Może jednak inni Userzy nas czytają, i po prostu odpiszą, opowiadając o swoim stosunku do tych postaci, jak nie teraz, to za jakiś czas?
Tego wątku w ogóle nie kapuję, tak prawdę mówiąc. Skąd w sumie ta kopia Daty się wzięła?
Zdaje się, że to był neuronalny klon, który stanowił podstawę do stworzenia Dahj i Soji (co oczywiście nie ma wielkiego sensu jako wątek).
odnoszę wrażenie, że... no nie wiem, jak to ująć... To tylko były wspomnienia, jakieś takie echo odległej przeszłości, zabrakło zapewne podstawowego elementu - nazwijmy go duszą...
Tak, lepiej sobie tłumaczyć, że była to kopia ułomna i dlatego cierpiąca, bo inaczej wnioski z tego, co oglądaliśmy okażą się b. nieprzyjemne, nie po raz pierwszy w wypadku PIC.
To chyba dopiero obejrzę, jak P+ wejdzie do Polski.
Z drugiej strony... To na co narzekaliśmy Tobie się może akurat spodobać (choćby ze względu na rozbudowane watki psychoterapeutyczne, gdzie głównym terapeutą jest właśnie Culber, przynajmniej oficjalnie, bo i Saru wchodzi w tę funkcję). Nie ma co aż tak sugerować się cudzymi opiniami.
No nieświadomie. Nie miałam pojęcia, że jest to tradycyjny żart. Samej mi się po prostu takie skojarzenie nasunęło 😀
Cóż, w/w nowa świecka tradycja 😉 nie wzięła się znikąd, a właśnie ze skojarzeń, które nasuwają się dość intensywnie 😉 .
Może się boją reakcji widowni?
Możliwe, że DSC ma być bardziej progresywne, a PIC, jako skierowany do konserwatywniejszej (bo starszej, pamiętającej dawne czasy) widowni bardziej zachowawczy obyczajowo. Choć byłoby to dziwne (i głupie) biorąc pod uwagę, że 1. lesbijki zawsze uchodziły za temat mniej kontrowersyjny niż męski homoseksualizm, 2. sam G.R. chciał homo-wątków, 3. ukazywanie tzw. mniejszości seksualnych w amerykańskiej popkulturze jest od dawna normą, 4. Trekerzy to przeważnie lewicowa, otwarta, widownia, 5. pocałunek Dax z ex-żoną, wspomnienia Reno - wszystko (bardzo) fajnie, ale (oficjalny) Trek jeszcze nigdy nie pokazał nam długotrwałego związku damsko-damskiego (choć wygląda na to, że LD się do tego przymierza), a i w nieoficjalnym (choć było jasne, że Maya Stadi z ODY woli panie) go nie uświadczyliśmy (mimo świetnej chemii między w/w szefową ochrony a T'Lorrą do niczego, nawet śladowo erotycznego, między nimi nie dochodziło).
Może jeszcze to wypłynie na wierzch (oj, chciałabym).
Może wypłynie. I tu czas pokaże.
Obejrzałam sobie to nieszczęsne "Datalore". Okej, powiem, że nienajgorzej to odbieram
Czyli jednak spojrzałaś na niego łaskawszym okiem? 😉
Napisałam nawet recenzję. Wstawiać? Jak tak to gdzie, tutaj, czy w recenzjach?
Sądzę, że gdziekolwiek wstawisz - będzie dobrze 🙂 .
Cóż, de gustibus... Dla mnie to jedna z trudniejszych do przełknięcia scen w całym ST (może nawet najbardziej z całej jego klasycznej części).
A ja myślałam, że najbardziej nie cierpisz tego:

😉 😉
Ale fakt, de gustibus... Ja tam nie mam większych problemów z tą sceną...
I jeszcze śmierć dzieciaka Rikerów, i Icheba, i zakończenie wątku Daty
I w sumie te śmierci zgoła niepotrzebne... A Data smutno skończył, to fakt 🙁 Jedyny plus jest taki, że chociaż Picard miał szansę się z nim pożegnać...
Muszę sobie chyba ten pierwszy sezon PIC jeszcze raz obejrzeć, może więcej rzeczy z niego skapuję. Trochę chaotyczny był...
Z drugiej strony... Umarłemu to i tak nie zaszkodzi, więc dlaczego w imię pamięci o nim żyjący mają rezygnować z czegoś wartościowego?
Wydaje mi się, że mimo wszystko, Beverly tak nie do końca "ochłonęła" po śmierci męża. On tam w jej pamięci mocno jeszcze tkwi...
Tak, myślę, że warto mu podsunąć. Jeśli tym razem nie skorzysta z tej szansy to trudno, ale nawet wtedy może się okazać, że zasiane ziarno w nim zakiełkuje i sięgnie po TNG kiedy indziej, sam.
Nawiasem: filmy Abramsa oglądał?
Nie, nie oglądał żadnego Treka i nie wiem, jak by go wprowadzić. Nie wiem nawet, czy go SF interesuje. Na razie jakieś anime ogląda. Lubi fantastykę, bo Harry'ego Pottera połknął jednym tchem (tak samo jak ja, 15 lat temu).
Dlaczego? Jeśli masz domyślny ogólny wzorzec zdrowej komórki, możesz - bazując na nim - popracować nad wzorcem konkretnej, chorej, poprawić go. (Pamiętasz łatanie za pomocą DNA żaby w "Parku jurajskim"? Replikator pozwala pójść jeszcze dalej.)
Ale przecież Viidianie to inny gatunek, więc mają inną budowę, w tym i inne komórki. Nie pozyskasz od nich zdrowej komórki, bo są chorzy... DNA żaby i dinozaurów w Jurassic Park to trochę inna sprawa, bo nawet z bananem mamy wspólne 80% genów. Cay świat zwierzęcy i roślinny na naszej planecie ma identyczne kodowanie DNA.
U innych gatunków na innych planetach może być to zupełnie inne. Tylko na zasadzie konwergencji mamy tylu humanoidów (tak zakładam).
Liczę na to. I będę ciekaw jak je ocenisz po obejrzeniu 🙂 .
Chyba jednak nie obejrzę, bo nie ma go na Amazonie 🙁
I jak się LD podoba? 😉
Fajnie, jest śmiesznie, fajni bohaterowie. Najbardziej lubię tę kotkę (to chyba ona?) jako lekarza 🙂
Zawsze możesz podejść jak my z Dreamwebem, gdy ORV omawiamy - czyli wyszukiwać tropy łączące ten serial z kanonem ST i interpretować go dzięki temu w duchu ciągłości z nim. (...) Zwł., że The Orville zaczynało jako pomysł na pełnoprawnego Treka (który Seth MacFarlane przedłożył CBS-owi).
O, ciekawe jest to, o czym piszesz. Jak znajdę Orville w sieci, to pewnie obejrzę.
Owszem, ma to swój urok (i to duży), ale trudno nie spytać jak to działa od strony technicznej (bo Data jest jednak pod względem budowy od człowieka różny i nie dysponuje np. systemem dokrewnym, który by go pobudzał).
Odpowiednie oprogramowanie. Skoro chip potrafił je rozbudować... I skoro Lore miał od początku uczucia (aż za nadto)? I don't know. Powiedzmy, że trzeba tu użyć wyobraźni. Tak jak technicznie nie wiemy, jak działa napęd warp.
można uznać za część problemu, o którym rozmawialiśmy dyskutując o Q (że człowiekowi trudno jednak wyobrazić sobie odmienny intelekt).
No właśnie, trudno to sobie tak do końca wyobrazić. Można się postarać interpretować to na swój sposób.
Dlaczego właściwie go nie cierpisz?
Jest nudny, brzydki, powtarzalny z odcinkami TNG, które już były... Główna protagonistka, love interest Picarda jest meh. Główni villaini ohydni. Data zachowuje się, jak by cofnął się w rozwoju. Riker i Deanna trochę lepiej wypadają, ale nie da się lubić całego filmu tylko ze względu na nich...
Może jednak inni Userzy nas czytają, i po prostu odpiszą, opowiadając o swoim stosunku do tych postaci, jak nie teraz, to za jakiś czas?
Chciałabym, aby nas więcej osób czytało, bo na razie teraz rozmawiamy tylko ze sobą 🙁
Zdaje się, że to był neuronalny klon, który stanowił podstawę do stworzenia Dahj i Soji (co oczywiście nie ma wielkiego sensu jako wątek).
Ja za bardzo nie rozumiem też, jak Dahj i Soji powstały. To znaczy Maddox z tym Soongiem je stworzył? Coś mi umknęło. I w jaki sposób neuronalny klon był podstawą do ich stworzenia? Kto ten klon stworzył i kiedy, skoro Data zginął w NEM...?
Tak, lepiej sobie tłumaczyć, że była to kopia ułomna i dlatego cierpiąca, bo inaczej wnioski z tego, co oglądaliśmy okażą się b. nieprzyjemne, nie po raz pierwszy w wypadku PIC.
Zdecydowanie nieprzyjemne. Na samą myśl o B-4 wzdrygam się. Co zrobili z Lore'm to nawet nie chcę myśleć...
Z drugiej strony... To na co narzekaliśmy Tobie się może akurat spodobać (chočby ze względu na rozbudowane watki psychoterapeutyczne, gdzie głównym terapeutą jest właśnie Culber, przynajmniej oficjalnie, bo i Saru wchodzi w tę funkcję). Nie ma co aż tak sugerować się cudzymi opiniami.
Hmm, może z tego DSC jeszcze coś wyniosę.
P+ pewnie kupię, tylko niech go wprowadzą do Polski...
Strasznie się boję, że Treki mi znikną z Netflixa, jak to miało miejsce z Discovery 🙁
Możliwe, że DSC ma być bardziej progresywne, a PIC, jako skierowany do konserwatywniejszej (bo starszej, pamiętającej dawne czasy) widowni bardziej zachowawczy obyczajowo.
Ciekawe wytłumaczenie. Może faktycznie tak być. Obym się myliła. Jeszcze dużo zostało nam odcinków do końca.
Czyli jednak spojrzałaś na niego łaskawszym okiem? 😉
Czy łaskawszym? Nie wiem. Nie uważam go za totalną klapę i może nie umieściłabym go teraz w wątku o burakach (już wiem, jaki inny epizod bym tam umieściła, którego naprawdę nienawidzę). Mam do tego odcinka stosunek mocno.. ambiwalentny. Bo z jednej strony Lore, a z drugiej to cholerne zaćmienie umysłu całej dorosłej załogi... Dodatkowo słaby dość skrypt, te dialogi miejscami kupy się nie trzymają.
Więcej w recce.
Sądzę, że gdziekolwiek wstawisz - będzie dobrze 🙂 .
Sądzę, że zrobię w recenzjach wątek taki, jaki miałam na Phoenixie i przeniosę tam po kolei wszystkie moje dotychczasowe recki w formie postów. Mam nadzieję, że ktoś skomentuje, przeczyta, albo chociaż się uśmiechnie 🙂
Za chwilę biorę się do roboty.
A ja myślałam, że najbardziej nie cierpisz tego:
To jest tylko głupie, anachroniczne i niepotrzebne. Tamto było żenujące (IMHO rzecz jasna).
I w sumie te śmierci zgoła niepotrzebne...
I to jest jeden z głównych powodów dla których nie entuzjazmowałem się pierwszym sezonem PIC. Drugim jest fakt, że:
Trochę chaotyczny był...
...a mówiąc ostrzej - wiele rzeczy w jego fabule nie trzymało się kupy. Trzecim - prawie nieobecna, a gdy już obecna - absurdalna warstwa techniczno-naukowa.
Wydaje mi się, że mimo wszystko, Beverly tak nie do końca "ochłonęła" po śmierci męża. On tam w jej pamięci mocno jeszcze tkwi...
Weź jednak pod uwagę, że nie żyła bynajmniej w tzw. czystości...
Nie, nie oglądał żadnego Treka i nie wiem, jak by go wprowadzić. Nie wiem nawet, czy go SF interesuje. Na razie jakieś anime ogląda. Lubi fantastykę, bo Harry'ego Pottera połknął jednym tchem (tak samo jak ja, 15 lat temu).
W zasadzie widzę dwie możliwości: albo rzucenie na głębokie wody, czyli zaczęcie od TNG (lub TMP), lub też podsunięcie mu najpierw pierwszego filmu Abramsa (co by o nim nie gadać, wiem z konwentowych dyskusji, że był dość skuteczny w nawracaniu na Treka, także - w dalszym efekcie - klasycznego).
Ale przecież Viidianie to inny gatunek, więc mają inną budowę, w tym i inne komórki. Nie pozyskasz od nich zdrowej komórki, bo są chorzy... DNA żaby i dinozaurów w Jurassic Park to trochę inna sprawa, bo nawet z bananem mamy wspólne 80% genów. Cay świat zwierzęcy i roślinny na naszej planecie ma identyczne kodowanie DNA.
U innych gatunków na innych planetach może być to zupełnie inne. Tylko na zasadzie konwergencji mamy tylu humanoidów (tak zakładam).
Zaraz... Po pierwsze mówiłem o medycynie viidiańskiej (dla samych siebie z pewnością nie są Obcymi). Po drugie - w Treku poza konwergencją mamy i wspólne geny, wspólnych przodków (kłania się TNG "The Chase"). Po trzecie - używając Replikatora (a także Transportera, w sposób który mam na myśli) produkujesz materię z energii, kreując ją na poziomie subatomowym.
Chyba jednak nie obejrzę, bo nie ma go na Amazonie 🙁
Jest, na Amazonie Prime.
Fajnie, jest śmiesznie, fajni bohaterowie. Najbardziej lubię tę kotkę (to chyba ona?) jako lekarza 🙂
🙂 Nawiasem: ORV ma podobny typ narracji i bohaterów, tylko akcja nie gra tam tak na złamanie karku.
O, ciekawe jest to, o czym piszesz.
Cóż, tradycja niedoszłych Treków stara jak lata '70, jest wciąż żywa. Kolejni twórcy okazują się być tak przywiązani do swoich pomysłów na ST, że nie mogąc ich realizować pod wymarzonym logo, i tak oblekają je w ciało, z tym, że po dokonaniu niezbędnych przeróbek (które w wypadku ORV są naprawdę kosmetyczne).
Przy czym pomysł Setha jest dość oryginalny (ac skopiowany potem w LD) - załoga zwykłych ludzi na niezbyt ważnym (do czasu, bo twórców zawsze musi ponieść 😉 statku.
Jak znajdę Orville w sieci, to pewnie obejrzę.
Jak obejrzysz - podziel się wrażeniami :).
Odpowiednie oprogramowanie. /.../ I skoro Lore miał od początku uczucia (aż za nadto)? I don't know. Powiedzmy, że trzeba tu użyć wyobraźni.
No właśnie, a przydałby się tu kawałek spójnej teorii, zamiast skopiowanego z Asimova bredzenia o pozytronach 😉 .
Tak jak technicznie nie wiemy, jak działa napęd warp.
Akurat mechanizmy jego funkcjonowania znamy dość dobrze - i w wydaniu technobełkotliwym, i w realnym, teoretycznie możliwym do zbudowania.
No właśnie, trudno to sobie tak do końca wyobrazić. Można się postarać interpretować to na swój sposób.
Ano, niestety... Ponieważ całościowo nie jest najgorzej pozostaje szukanie takich interpretacji, które przysłonią mankamenty, załatają luki...
brzydki
Prawda, cywilne stroje bohaterów są mało wyjściowe...
powtarzalny z odcinkami TNG, które już były...
A to akurat uznałbym za zaletę, bo dostajemy więcej ukochanego TNG... *
* A nie jakieś senzacye jak w FC czy NEM 😛 .
Główni villaini ohydni.
Przy czym taka a nie inna ich prezencja (i sposób bycia) niesie jednak pewne sensy, znaczenia...
Chciałabym, aby nas więcej osób czytało, bo na razie teraz rozmawiamy tylko ze sobą 🙁
Że nie piszą - nie musi znaczyć, że nie czytają 😉
Ja za bardzo nie rozumiem też, jak Dahj i Soji powstały. To znaczy Maddox z tym Soongiem je stworzył? Coś mi umknęło. I w jaki sposób neuronalny klon był podstawą do ich stworzenia? Kto ten klon stworzył i kiedy, skoro Data zginął w NEM...?
No, to jest jedna z typowych dla tego sezonu Picarda (i ogólnie obecnego Treka) dziur logicznych, a właściwie tych dziur nawarstwienie. Wygląda na to, że absurdalnym sposobem z jednego neuronu (czy wręcz pozytronu) z mózgu Daty udało się wyekstrapolować obraz całości tegoż mózgu, i tak stworzyć kopię. A potem na podstawie tegoż obrazu zbudować mózgi córek.
Zdecydowanie nieprzyjemne.
No właśnie.
Hmm, może z tego DSC jeszcze coś wyniosę.
Sądzę, że jest na to szansa, zwł. biorąc pod uwagę, że zdajesz się lubić DSC bardziej, niż większość z nas.
Strasznie się boję, że Treki mi znikną z Netflixa, jak to miało miejsce z Discovery 🙁
Z całego Netu nie znikną... 😉
Ciekawe wytłumaczenie. Może faktycznie tak być. Obym się myliła.
Też wolałbym się mylić. Ukłony w kierunku widowni bywają (choć nie zawsze są*) wskazane, ale wychodzenie w taki sposób naprzeciw jej homofobicznemu segmentowi nie wydaje się celowe. Jego kłopot ze sobą nie powinien być kłopotem Treka.
* Bo mogą przerodzić się w bezmyślne jej schlebianie lub przesadny fan service.
Czy łaskawszym? Nie wiem. Nie uważam go za totalną klapę i może nie umieściłabym go teraz w wątku o burakach (już wiem, jaki inny epizod bym tam umieściła, którego naprawdę nienawidzę). Mam do tego odcinka stosunek mocno.. ambiwalentny.
No to odbieramy go +/- tak samo.
BTW. Którego odcinka tak nienawidzisz?
Mam nadzieję, że ktoś skomentuje, przeczyta, albo chociaż się uśmiechnie 🙂
Już przeczytałem, i uśmiechnąłem się 😉 🙂 .
To jest tylko głupie, anachroniczne i niepotrzebne.
Głupie? Czy instrument muzyczny może być głupi? Już na dziwniejszych grano w TNG, a skoro puzon, gitara i skrzypce dobrze się mają w XXIV wieku, to czemu nie talerze?
Anachroniczne? Ja bym powiedziała wręcz, że nowoczesne. To pewnie jest krystaliczne aluminium lub jakiś inny nieznany nam stop metali.
Niepotrzebne? Jakoś na tym ślubie trzeba było grać muzykę, no chyba że bardziej nowoczesne by było, jak by przynieśli ze sobą głośniki, kompa i, no nie wiem, puszczali muzę z jakiegoś XXIV-wiecznego pendrive'a... I don't know...
...a mówiąc ostrzej - wiele rzeczy w jego fabule nie trzymało się kupy.
Fakt, popsuł się na koniec. Dużo rzeczy nie zostało wyjaśnionych. Nie wiadomo, skąd ten Soong junior się wziął, tak od czapy, skąd się wzięła i kim była "matka" Soji i Dahj, kim miały być te istoty, które miały "wyzwolić" androidy... No więcej ten sezon pozostawił pytań niż odpowiedzi...
Trzecim - prawie nieobecna, a gdy już obecna - absurdalna warstwa techniczno-naukowa.
Trochę tej futurystycznej technologii pokazali, ale nadal nie wiem, jak oni tworzyli androidy... To znaczy one były z krwi i kości, czy co? Jak to się odbywało, klonowali prawdziwych ludzi i wkładali im pozytronowe mózgi, czy jak? Skąd akurat Soji wyglądała tak, jak wyglądała, jak to było zrobione (Maddox, jak rozumiem, musiał widzieć ten obraz Daty, czy ja już nie wiem...)?
Weź jednak pod uwagę, że nie żyła bynajmniej w tzw. czystości...
Tak, tak, ale jej "podboje miłosne" nie znały jej męża, a Picard tak... To trochę zmienia postać rzeczy...
W zasadzie widzę dwie możliwości: albo rzucenie na głębokie wody, czyli zaczęcie od TNG (lub TMP), lub też podsunięcie mu najpierw pierwszego filmu Abramsa (co by o nim nie gadać, wiem z konwentowych dyskusji, że był dość skuteczny w nawracaniu na Treka, także - w dalszym efekcie - klasycznego).
Wiesz co, skorzystam chyba z bezpieczniejszej opcji. Najpierw abramsowy Trek. Jak się spodoba, to nieśmiało podrzucę TNG... Trzeba ostrożnie podchodzić do młodzieży w tym wieku 😉
Zaraz... Po pierwsze mówiłem o medycynie viidiańskiej (dla samych siebie z pewnością nie są Obcymi)
Ale medycyna viidiańska jest bezradna wobec zarazy. A co jeśli nie mają już "zdrowych" komórek do replikacji jako wzorzec?
Po drugie - w Treku poza konwergencją mamy i wspólne geny, wspólnych przodków (kłania się TNG "The Chase")
To bardziej możliwe, chociaż... sądzisz że gatunek z odległego kwadrantu Delta miałby te same geny, co nasi bliscy sąsiedzi?
Ale z drugiej strony, jak by nie patrzeć, ja wyznaję wiarę w panspermię, więc jeśli wszelakie życie miało wspólny Początek, to i może Viidianie są nam bliscy genetycznie.
Po trzecie - używając Replikatora (a także Transportera, w sposób który mam na myśli) produkujesz materię z energii, kreując ją na poziomie subatomowym.
Możliwe. To może uznajmy, że nie tyle sama choroba Viidian była buraczana, co sposoby rozwiązania tego problemu w VOY...
Jest, na Amazonie Prime.
No właśnie nie ma, szukałam:
Przy czym pomysł Setha jest dość oryginalny (ac skopiowany potem w LD) - załoga zwykłych ludzi na niezbyt ważnym (do czasu, bo twórców zawsze musi ponieść 😉 statku.
Ciicho, nie spojleruj mi LD, bo dopiero kilka odcinków mam za sobą 😉
Jak obejrzysz - podziel się wrażeniami :).
Będę szukać, jak znajdę w sieci, to obejrzę.
No właśnie, a przydałby się tu kawałek spójnej teorii, zamiast skopiowanego z Asimova bredzenia o pozytronach
A pozytrony niech sobie będą, nawet bardziej wolę androidy Soonga ze sztucznymi ciałami, niż to bredzenie w PIC. Ale fakt, przydałoby się wprowadzenie nas trochę bardziej w funkcjonowanie takiego np. Daty, albo chociaż omówienie, jak ten badziewny chip emocji niby działa...
Akurat mechanizmy jego funkcjonowania znamy dość dobrze - i w wydaniu technobełkotliwym, i w realnym, teoretycznie możliwym do zbudowania.
... w sumie tak samo teoretycznie możliwym, jak zbudowanie świadomego i czującego androida...
A to akurat uznałbym za zaletę, bo dostajemy więcej ukochanego TNG... *
* A nie jakieś senzacye jak w FC czy NEM 😛 .
Ale coś z tym filmem jest nie tak, skoro drażnią mnie Picard i Data w nim...
FC kocham, NEM toleruję, ale jakoś tego INS nie mogę przetrawić.
I nie wiem, czy powtarzalność w tym przypadku jest zaletą. Chciałoby się zaśpiewać: "Ale to już było...". I to w lepszym, TNGowskim wydaniu.
Że nie piszą - nie musi znaczyć, że nie czytają 😉
Mam nadzieję, że kogoś jeszcze obchodzi TNG, oprócz mnie i Ciebie. Teraz to wszyscy się rzucili na nowe seriale, a tymczasem największym uczuciem powinno się obdarzać te stare...
Wygląda na to, że absurdalnym sposobem z jednego neuronu (czy wręcz pozytronu) z mózgu Daty udało się wyekstrapolować obraz całości tegoż mózgu, i tak stworzyć kopię. A potem na podstawie tegoż obrazu zbudować mózgi córek.
To jest tak głupie, że już nie napiszę, jakim cudem to byłoby w ogóle możliwe. W sumie trudno je nazwać nawet córkami. A, i skąd niby ten neuron wzięli, skoro Datę wysadziło na atomy w NEM? 😛 😛 Już nie mówiąc o tym, że dotychczas nikomu poza Soongiem nie udało się skonstruować stabilnego mózgu pozytronowego, a tu nagle bum! i PIC mamy dziesiątki funkcjonujących androidów. Wielu z nich pracuje w dodatku jako niewolnicy... Brzydkie to... (Guinan ostrzegała).
No chyba że ten Soong junior jest taki mądry, że sam do wszystkiego doszedł w mniej-więcej 20-30 lat (kiedy jego ojcu to zajęło pewnie z jakieś 50-60)...
Sądzę, że jest na to szansa, zwł. biorąc pod uwagę, że zdajesz się lubić DSC bardziej, niż większość z nas.
Możliwe, pierwszy sezon mi się podobał. Drugi trochę chaotyczny, nie wszystko z niego skapowałam, ale Georgiou ze swoimi ciętymi uwagami go ratuje 😀 Trzeciego nie zdążyłam do końca obejrzeć...
* Bo mogą przerodzić się w bezmyślne jej schlebianie lub przesadny fan service.
Hej, jeśli chodzi o Seven, to na fanservice nie będę narzekać 😉
No to odbieramy go +/- tak samo.
Wahałam się, ile punktów mu przyznać, ale stwierdziłam, że na conajmniej połowę zasługuje.
BTW. Którego odcinka tak nienawidzisz?
"Genesis". To jest tak strasznie, że aż mną trzęsie na samo wspomnienie. Fatalne, bezdennie głupie, fabularnie dno i kilometr mułu. Po prostu wszystko tam jest nie tak. Zwłaszcza mnie, jako zoologa i biologa ten odcinek bulwersuje...
To jest taki babol, że szkoda gadać. I nie mówcie mi, że się pomysły twórcom skończyły, bo cały sezon trzyma poziom, są bardzo dobre odcinki dla Daty (Descent, Thine Own Self, Phantasms, Inheritance) i Worfa (Firstborn, Homeward, Parallels), nawet mamy coś o AI, przepiękny odcinek "Lower Decks", trzymający w napięciu "Gambit", cudowny "The Pegasus"; finał TNG też na wysokim poziomie, ale "Genesis"? Jedno wielkie NOPE.
O dziwo, nawet "Sub Rosę" i "Masks" mi się oglądało z mniejszym cringem, chociaż też są niestrawnymi koszmarkami.
Już przeczytałem, i uśmiechnąłem się 😉 🙂 .
🙂
Następny chyba będzie "Phantasms"; uwielbiam krytykę współczesnej psychologii i psychiatrii 😉
Głupie?
Tak, bo wygląda jak plastik z niektórych zestawów LEGO (M:Tron, Blacktron), zaś anachroniczne, bo do Treka pasuje bardziej albo pieczołowite odtworzenie klasycznych instrumentów z dawniejszej przeszłości (co wiele razy w TNG oglądaliśmy), albo też futuryzm znacznie dalej zaawansowany (bo ja wiem? powodowanie, że fale dźwiękowe pojawiają się "same z siebie" w powietrzu, czy wręcz w uszach odbiorców?).
No więcej ten sezon pozostawił pytań niż odpowiedzi...
Co gorsza, pytań udzielaniem odpowiedzi na które twórcy nie zamierzają chyba zawracać sobie głowy....
Trochę tej futurystycznej technologii pokazali, ale nadal nie wiem, jak oni tworzyli androidy... To znaczy one były z krwi i kości, czy co? Jak to się odbywało, klonowali prawdziwych ludzi i wkładali im pozytronowe mózgi, czy jak?
Ciała mogli od biedy wyprodukować w Replikatorze czy wyklonować na podstawie stworzonego od zera (w oparciu o istniejące wzorce) DNA. Większym problemem jest jak (i po co) łączono je z pozytronowymi mózgami. Jeszcze trudniejsza do sensownego wyjaśnienia jest sama idea fraktalnego klonowania (jak już pisałem, chcąc jej nadać choć pozór prawdopodobieństwa trzeba chyba sięgnąć po hipotezy Davida Bohma). No i technologia odczytywania obrazu przeszłych zdarzeń z powietrza.
Skąd akurat Soji wyglądała tak, jak wyglądała, jak to było zrobione (Maddox, jak rozumiem, musiał widzieć ten obraz Daty, czy ja już nie wiem...)?
Od biedy mógł ten obraz (tj. wspomnienie o nim) odczytać nawet z kopii datowego mózgu, jeśli łykamy to całe fraktalne klonowanie.
Tak, tak, ale jej "podboje miłosne" nie znały jej męża, a Picard tak... To trochę zmienia postać rzeczy...
Zaraz, to po której stronie widzisz w końcu problem? Jej czy jego?
Wiesz co, skorzystam chyba z bezpieczniejszej opcji. Najpierw abramsowy Trek. Jak się spodoba, to nieśmiało podrzucę TNG... Trzeba ostrożnie podchodzić do młodzieży w tym wieku 😉
Jest jeszcze opcja: regularnie oglądać Treka w jego obecności, w nadziei, że sam się zainteresuje i wciągnie.
Ale medycyna viidiańska jest bezradna wobec zarazy.
No i tu już lokuję buraka.
A co jeśli nie mają już "zdrowych" komórek do replikacji jako wzorzec?
Sugerujesz, że wirus zainfekował też bazy danych i podręczniki? 😉 😉 😉
sądzisz że gatunek z odległego kwadrantu Delta miałby te same geny, co nasi bliscy sąsiedzi?
W końcu są humanoidami.
ja wyznaję wiarę w panspermię, więc jeśli wszelakie życie miało wspólny Początek
W sumie panspermia nie wyklucza i samodzielnego powstawania życia na niektórych globach. Ba, na gruncie ST można sobie wyobrazić, że poza rywalizacją między - wciąż nie zjednoczonymi - humanoidami - odbywa się nawet bardziej elementarna (choć na ekranie słabiej widoczna) rywalizacja między b. odmiennymi, na różnych planetach zrodzonymi, rodzajami życia.
To może uznajmy, że nie tyle sama choroba Viidian była buraczana, co sposoby rozwiązania tego problemu w VOY...
Raczej brak rozwiązań. Przy czym mówiąc o buraczaności choroby miałem na myśli całokształt, w tym jej oporność na metody, które - na zdrowy rozum - powinny z nią sobie poradzić, jak widzimy.
No właśnie nie ma, szukałam:
Jak mówię, że jest - to jest 😉 :
https://www.amazon.com/The-Orville-Season-1/dp/B074ST2ZK4
https://www.amazon.com/The-Orville-Season-2/dp/B07L29TPZB
Ciicho, nie spojleruj mi LD, bo dopiero kilka odcinków mam za sobą 😉
Taki tam spoiler... Przecież to oczywiste i doskonale widoczne 😉 .
A pozytrony niech sobie będą, nawet bardziej wolę androidy Soonga ze sztucznymi ciałami, niż to bredzenie w PIC.
Też wolę, ale pozytron to antyelektron, antymateria... Wyobrażasz sobie budowanie mózgów napakowanych antymaterią, która przy byle awarii grozi anihilacją?
... w sumie tak samo teoretycznie możliwym, jak zbudowanie świadomego i czującego androida...
Teorię Warp mamy opracowaną dość precyzyjnie. W wypadku androidów mamy tylko nadzieję bazującą na fakcie naszego własnego istnienia.
Ale coś z tym filmem jest nie tak, skoro drażnią mnie Picard i Data w nim...
A ja znów nie mogę znieść Picarda z FC i NEM...
Mam nadzieję, że kogoś jeszcze obchodzi TNG, oprócz mnie i Ciebie. Teraz to wszyscy się rzucili na nowe seriale, a tymczasem największym uczuciem powinno się obdarzać te stare...
Przecież co najmniej kilka Osób przyznawało się tu ostatnimi czasy do regularnego powtarzania sobie starych seriali ST (i nie tylko ST). A "rzucenie się" na nowe oznacza w większości wypadków ich ostrą krytykę.
To jest tak głupie, że już nie napiszę, jakim cudem to byłoby w ogóle możliwe. W sumie trudno je nazwać nawet córkami. A, i skąd niby ten neuron wzięli, skoro Datę wysadziło na atomy w NEM? 😛 😛 Już nie mówiąc o tym, że dotychczas nikomu poza Soongiem nie udało się skonstruować stabilnego mózgu pozytronowego, a tu nagle bum! i PIC mamy dziesiątki funkcjonujących androidów. Wielu z nich pracuje w dodatku jako niewolnicy...
Zgadza się. Przez to nie umiem traktować z szacunkiem (ani szczególnie serio) odsłony ST zbudowanej na podobnych paralogizmach.
Choć na b. upartego da się założyć, że pozytron złapano gdzieś w Próżni, po tym jak ulotnił się z mózgu syntetycznego komandora, gdy Data zginął ze Scimitarem. (Przetrwanie całego neuronu wyjaśnić by było trudniej.)
Możliwe
Dlatego nie zniechęcaj się z góry.
"Genesis". To jest tak strasznie, że aż mną trzęsie na samo wspomnienie. Fatalne, bezdennie głupie, fabularnie dno i kilometr mułu. Po prostu wszystko tam jest nie tak. Zwłaszcza mnie, jako zoologa i biologa ten odcinek bulwersuje...
No, od strony biologicznej to stek bzdur. Ale nie jest jakimś ewenementem. Trek przyzwyczaił nas, niestety, do tego, że od strony biologicznej (i medycznej) kuleje od początku, od TOS-owego "The Immunity Syndrome" z gigantycznymi, najwidoczniej złożonymi z makroskopowych atomów, łańcuchami DNA.
Tak, bo wygląda jak plastik z niektórych zestawów LEGO (M:Tron, Blacktron)
No nie, chyba przesadziłeś 😉
Dobrze, ale nie czepiam już, jak uważasz, że to było głupie, to ok. Ja, prawdę mówiąc, nawet bym nie zwróciła na to uwagi, gdybyś tego od lat NEM-owi nie wypominał 😉
albo też futuryzm znacznie dalej zaawansowany (bo ja wiem? powodowanie, że fale dźwiękowe pojawiają się "same z siebie" w powietrzu, czy wręcz w uszach odbiorców?).
Dlatego mówię, mogli przynieść kompa i pendrive'a z mp3 😉
Ale chyba każdy na ślubie chciałby mieć prawdziwą orkiestrę... A Riker i Deanna zasłużyli na najlepsze <3
Co gorsza, pytań udzielaniem odpowiedzi na które twórcy nie zamierzają chyba zawracać sobie głowy....
Może kiedyś wypuszczą jakieś oświadczenie, albo chociaż powstanie powieść, którą można będzie umieścić w Memory Beta? Zawsze coś...
Większym problemem jest jak (i po co) łączono je z pozytronowymi mózgami.
Właśnie. A tak swoją drogą, skoro są organiczni, to... czy można ich jeszcze nazywać androidami w ogóle? Słownik Webstera z XXIV wieku podaje ścisłą definicję...
Przypomina mi się teraz znakomity film "Ghost in the Shell", w którym zachodziła odwrotna procedura. Mózgi martwych, albo bliskich śmierci, z powodu uszkodzeń ciała, osób wkładano w sztuczną powłokę. Wspaniały film, bardzo wzruszający, bo też zadaje pytania odnośnie tego, jak traktować androidy w społeczeństwie. Też tam było uprzedmiotowienie w/w androidów, niesprawiedliwe traktowanie. Był też Kuze, cierpiący, odrzucony...
Ja w tym filmie widzę wiele analogii do Daty i Lore'a. Polecam wszystkim.
Jeszcze trudniejsza do sensownego wyjaśnienia jest sama idea fraktalnego klonowania (jak już pisałem, chcąc jej nadać choć pozór prawdopodobieństwa trzeba chyba sięgnąć po hipotezy Davida Bohma). No i technologia odczytywania obrazu przeszłych zdarzeń z powietrza.
I to mnie drażni. Chyba, że przyjmiemy, że B-4 swoją osobą coś wprowadził (te wspomnienia), ale nie powiedzieli tego wprost w serialu.
(biedny B-4...)
Od biedy mógł ten obraz (tj. wspomnienie o nim) odczytać nawet z kopii datowego mózgu, jeśli łykamy to całe fraktalne klonowanie.
Ja tego kompletnie nie łykam. Nie rozumiem. I to jest dla mnie dziwne i niepojęte.
Zaraz, to po której stronie widzisz w końcu problem? Jej czy jego?
Po obu stronach. Bardziej jej.
Beverly: jak rozumiem, znała Picarda, jak była mężatką. Z Picardem byli przyjaciółmi i nic poza tym. I nagle ten mąż umiera, w dodatku w misji, którą poprowadził Picard... Rozumiem jej rozgoryczenie. Rozumiem też to, że ciągle miała męża w pamięci. Jej przelotne romanse dały jej trochę odskoczni, ale nie chciała się na nowo ustatkować. W Picardzie, pomimo erotycznych ciągot ("The Naked Now"), nadal widziała tego przyjaciela sprzed lat.
Picard: znał jej męża, służyli razem. Nie startuje do Beverly, bo wie, że to by było z deczka niewłaściwe...
I tak krążą i krążą i żadne z nich nie podejmuje ostatecznego kroku...
A BTW, muszę sobie obejrzeć "Attached"...
Jest jeszcze opcja: regularnie oglądać Treka w jego obecności, w nadziei, że sam się zainteresuje i wciągnie.
Problem jest taki, że zamyka się w swoim pokoju przed kompem i czasami cały dzień go nie widzę. Jak to nastolatek. Ja tylko pilnuję, żeby szkoły nie zawalił, więc mąż mu czasami odcina internet, żeby się uczył 😛
Trudne jest życie z 15-latkiem...
No i tu już lokuję buraka.
No w sumie racja, przez tyle lat mogliby znaleźć lekarstwo.
I czy mi się zdaje, czy był w Voyu wątek, że nagle trach! znaleźli sposób na uleczenie się?
Sugerujesz, że wirus zainfekował też bazy danych i podręczniki?
Ale oni cierpią na to 2000 lat. 20 wieków temu byli zapewne w epoce średniowiecza, nikt nie mapował wtedy DNA, komputery nie istniały...
W końcu są humanoidami.
No są. Pytanie, czy spokrewnieni z nami. Wydaje się, że tak, skoro od innych gatunków humanoidów kradli narządy i one jakoś się przyjmowały, organizm ich nie odrzucał.
A w dzisiejszych czasach nawet serca świni nie możemy przeszczepić człowiekowi...
W sumie panspermia nie wyklucza i samodzielnego powstawania życia na niektórych globach. Ba, na gruncie ST można sobie wyobrazić, że poza rywalizacją między - wciąż nie zjednoczonymi - humanoidami - odbywa się nawet bardziej elementarna (choć na ekranie słabiej widoczna) rywalizacja między b. odmiennymi, na różnych planetach zrodzonymi, rodzajami życia.
Oczywiście, oczywiście! Źle się wyraziłam.. Panspermia pewnie dotyczy większości humanoidów, życia roślinnego i zwierzęcego na takich planetach jak chociażby Qu'Onos, Vulkan, Ferenginar, Betazed i co tam jeszcze sobie wymyślisz...
Są jeszcze zupełnie obce formy życia, których panspermia nie dotyczy. Zupełnie obce. Jak chociażby ta forma życia z "Home Soil", "Galaxy Child", "Encounter at Farpoint", czy nasz (mój...) ulubiony Gigantyczny Płatek Śniegu™.
Jak mówię, że jest - to jest 😉 :
Ło rany, z sezon chcą 20 dolców... O.o Amazon Prime mam wykupiony, nie stać mnie na płacenie jeszcze dodatkowo im kasy...
Taki tam spoiler... Przecież to oczywiste i doskonale widoczne 😉 .
Nie tak bardzo jeszcze, chociaż... jak masz matkę za kapitana, to wszystko może się wydarzyć 🙂
Też wolę, ale pozytron to antyelektron, antymateria... Wyobrażasz sobie budowanie mózgów napakowanych antymaterią, która przy byle awarii grozi anihilacją?
Nie mam pojęcia... Nie czytałam Asimova, coś-tam sobie wymyślił i TNG podchwyciło pomysł. Nie wiem, jak mogłoby to działać...
Teorię Warp mamy opracowaną dość precyzyjnie. W wypadku androidów mamy tylko nadzieję bazującą na fakcie naszego własnego istnienia.
Ale sztuczne ciała już potrafimy całkiem fajne budować (vide: Boston Dynamics i ich "ludzkie" roboty), wystarczy jeszcze je udoskonalić. Co do mózgu takiej istoty to... owszem, jest problem... Ale do czasów TNG mamy ponad 300 lat, w którym to czasie na pewno znajdą się rozwiązania, żeby AI skonstruować. I boję się, a zarazem jestem pewna, że taka istota zyska świadomość, a nawet duszę...
A ja znów nie mogę znieść Picarda z FC i NEM...
No to się różnimy, mamy inne poglądy. Ale nie szkodzi, przynajmniej podyskutować sobie można 🙂
Przy okazji muszę jeszcze raz obejrzeć INS, może to nie jest aż tak złe, jak mi się na początku wydawało?
Przecież co najmniej kilka Osób przyznawało się tu ostatnimi czasy do regularnego powtarzania sobie starych seriali ST (i nie tylko ST). A "rzucenie się" na nowe oznacza w większości wypadków ich ostrą krytykę.
Mam nadzieję, że starych wyjadaczy starego ST nie będzie ubywać, a wręcz przybywać 🙂 I mam nadzieję, że ktoś nas tu czyta 😉
Dlatego nie zniechęcaj się z góry.
Nie zniechęcam się, DSC chcę dać jeszcze szansę i obejrzeć do końca 🙂
No, od strony biologicznej to stek bzdur. Ale nie jest jakimś ewenementem. Trek przyzwyczaił nas, niestety, do tego, że od strony biologicznej (i medycznej) kuleje od początku, od TOS-owego "The Immunity Syndrome" z gigantycznymi, najwidoczniej złożonymi z makroskopowych atomów, łańcuchami DNA.
Ale dla mnie to jest naprawdę niestrawna papka. Wcześniejsze epizody, gdzie była obecna biologia czy medycyna, da się oglądać, a tutaj... GRRRR.... Uduszę zaraz kogoś z wściekłości...
No nic, idę oglądać TNG i przygotowywać kolejną reckę...
No nie, chyba przesadziłeś 😉
Taak?


😉
Ale chyba każdy na ślubie chciałby mieć prawdziwą orkiestrę...
Czemu prawdziwa orkiestra nie może używać bardziej futurystycznego sprzętu, o którym teoretyzuję?
A Riker i Deanna zasłużyli na najlepsze <3
A dostali ten kicz 😉 .
Może kiedyś wypuszczą jakieś oświadczenie, albo chociaż powstanie powieść, którą można będzie umieścić w Memory Beta? Zawsze coś...
Jest to możliwe, gorzej, że potem takie pozaekranowe wyjaśnienia bywają często unieważniane, czasem przez ich własnych twórców (Kurtzman pograł tak ostatnio z komiksowym "Countdownem" z 2009 kręcąc PIC).
Właśnie. A tak swoją drogą, skoro są organiczni, to... czy można ich jeszcze nazywać androidami w ogóle?
Trudne pytanie, może prędzej cyborgami, choć ich mózgi, sedno tego, czym są, są syntetyczne...
Przypomina mi się teraz znakomity film "Ghost in the Shell", w którym zachodziła odwrotna procedura. Mózgi martwych, albo bliskich śmierci, z powodu uszkodzeń ciała, osób wkładano w sztuczną powłokę. Wspaniały film, bardzo wzruszający, bo też zadaje pytania odnośnie tego, jak traktować androidy w społeczeństwie. Też tam było uprzedmiotowienie w/w androidów, niesprawiedliwe traktowanie. Był też Kuze, cierpiący, odrzucony...
Ja w tym filmie widzę wiele analogii do Daty i Lore'a. Polecam wszystkim.
Znam, znam oczywiście, i też już polecałem*. Klasyk.
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1118&page=9#msg313399
Chyba, że przyjmiemy, że B-4 swoją osobą coś wprowadził (te wspomnienia), ale nie powiedzieli tego wprost w serialu.
Musielibyśmy przyjąć to wbrew twórcom, i temu, co z ekranu pada...
biedny B-4...
Wolałbym go oglądać uczącego się świata pod kierunkiem odbudowanego Daty. Albo choć - gdyby już uparli się go zabić - wiedzieć, że - jak w materiałach pozakanonicznych - poświęcil się, by jego brat mógł się odrodzić.
Ja tego kompletnie nie łykam. Nie rozumiem. I to jest dla mnie dziwne i niepojęte.
Czyli też widzisz, że istotne wątki pierwszego sezonu PIC ufundowane są na potężnym buraku.
I tak krążą i krążą i żadne z nich nie podejmuje ostatecznego kroku...
Tyle, że w końcu wykonali go, i w linii czasu z "All Good Things...", i w tej z PIC...
Problem jest taki, że zamyka się w swoim pokoju przed kompem i czasami cały dzień go nie widzę.
No, to faktycznie nawracanie utrudnia 😉 .
I czy mi się zdaje, czy był w Voyu wątek, że nagle trach! znaleźli sposób na uleczenie się?
Tak, pojawiły się takie wątki... (Raz kluczem miało być nieznane dotąd Viidianom klingońskie DNA.)
Ale oni cierpią na to 2000 lat. 20 wieków temu byli zapewne w epoce średniowiecza, nikt nie mapował wtedy DNA, komputery nie istniały...
Dzięki za przypomnienie. Ale to wydaje się buraczane, bo z jednej strony taka straszna choroba, która dopadła cały gatunek, z drugiej gatunek ten żyje z nią wiekami, rozwija się, buduje cywilizację kosmiczną dysponującą dość potężnymi statkami...
Pytanie, czy spokrewnieni z nami. Wydaje się, że tak, skoro od innych gatunków humanoidów kradli narządy i one jakoś się przyjmowały, organizm ich nie odrzucał.
O to to. Zresztą można chyba bezpiecznie założyć, że wszystkie humanoidy w ST to dzieci tych samych rodziców...*
* No, może poza mającym też z grubsza humanoidalne kształty gatunkiem Usdi z STC.
życia, których panspermia nie dotyczy. Zupełnie obce. Jak chociażby ta forma życia z "Home Soil", "Galaxy Child", "Encounter at Farpoint", czy nasz (mój...) ulubiony Gigantyczny Płatek Śniegu™.
I Horta, pierwsza z nich wszystkich TOS-owa Horta.
Nie czytałam Asimova, coś-tam sobie wymyślił i TNG podchwyciło pomysł. Nie wiem, jak mogłoby to działać...
Asimov, który - jak sam szczerze przyznawał - nie troszczył się o prawdopodobieństwo swoich wizji SF, ani w nie nie wierzyl, użył słowa "pozytron" typowo technobełkotliwie, bo akurat było (w środowisku naukowym) modne, a G.R. podchwycił niedoprecyzowaną ideę pozytronowych mózgów, bo przyjaźnił się z I.A. (i chciał nawiązać do stworzonej przez niego klasyki).
Ale sztuczne ciała już potrafimy całkiem fajne budować (vide: Boston Dynamics i ich "ludzkie" roboty), wystarczy jeszcze je udoskonalić. Co do mózgu takiej istoty to... owszem, jest problem... Ale do czasów TNG mamy ponad 300 lat, w którym to czasie na pewno znajdą się rozwiązania, żeby AI skonstruować.
Prawda, ale mózg jest na dziś sporym problemem (choć podzielam Twoją nadzieję, że uda się ten problem rozwiązać).
I boję się, a zarazem jestem pewna, że taka istota zyska świadomość, a nawet duszę...
Też tak sądzę (choć w istnienie duszy nie wierzę 😉 ).
Mam nadzieję, że starych wyjadaczy starego ST nie będzie ubywać, a wręcz przybywać 🙂 I mam nadzieję, że ktoś nas tu czyta 😉
Podzielam, chcę podzielać, obie te nadzieje 🙂 .
Nie zniechęcam się, DSC chcę dać jeszcze szansę i obejrzeć do końca 🙂
Właściwie jestem b. ciekaw Twojego odbioru czwartego sezonu DSC (zwł., że psychoterapia i pokonywanie traum jest tam na planie pierwszym).
Ale dla mnie to jest naprawdę niestrawna papka. Wcześniejsze epizody, gdzie była obecna biologia czy medycyna, da się oglądać, a tutaj... GRRRR.... Uduszę zaraz kogoś z wściekłości...
Nie wiem czy nie rzecz w tym, że biologiczne bzdury nie służą tam za jakiś fabularny pretekst, czy ozdobnik, tylko waleni jesteśmy nimi cały czas w oczy...
BTW. Jak oceniasz biologiczne wątki Discovery? 😉
Taak?
O rany, LOL, jakie Ty masz skojarzenia 😀 😀
Ale szanuję, za opinię, odmienną od mojej. Mnie te talerze tak naprawdę zwisają 🙂
Czemu prawdziwa orkiestra nie może używać bardziej futurystycznego sprzętu, o którym teoretyzuję?
A czemu mamy skrzypce, puzon i dzwonki w TNG? Może są futurystycznie wykonane? Może są zrobione z drewna jakiegoś rzadkiego drzewa z Betazed (skrzypce), albo stopu duranium (puzon, dzwonki)? Co złego w talerzach z przezroczystego aluminium? ;P
A dostali ten kicz 😉 .
Obstawiam, że ślub planowali bardzo szczegółowo. Od swoich strojów, po stroje gości, menu, muzykę. Załóżmy więc, że sami wybrali taką orkiestrę a nie inną. Więc ich obwiniaj za ten kicz. Najważniejsze, że byli szczęśliwi i ślub był najpiękniejszym dniem w ich życiu <3
Mam sentyment do ślubów... 🙂 Mój też był piękny 🙂
Trudne pytanie, może prędzej cyborgami, choć ich mózgi, sedno tego, czym są, są syntetyczne...
Skoro cyborgi to ktoś z implantami sztucznymi (na przykład Nebula z Marvela), to ktoś ze sztucznym mózgiem a prawdziwym ciałem powinien się nazywać... antycyborgiem? (LOL 😀 )
Znam, znam oczywiście, i też już polecałem*. Klasyk.
Ale ja, jak zresztą w tamtym wątku mowa, mówię o filmie z 2017 roku. O wiele bardziej mi się podobał niż anime. Może to przez Scarlett, może przez kreację świata. Może przez Kuze właściwie. I przez fabułę, i moje uczucia, jakie wywołał ten film... I przez... wszystko...
Kocham.
Wolałbym go oglądać uczącego się świata pod kierunkiem odbudowanego Daty. Albo choć - gdyby już uparli się go zabić - wiedzieć, że - jak w materiałach pozakanonicznych - poświęcil się, by jego brat mógł się odrodzić.
Uczenie się B-4 życia... To by było piękne... Jeśli chodzi o poświęcenie, to też to by było bardzo fajne. Ale... wiadomo, jak się jego historia skończyła. Morderstwem i spoczywaniem w jakiejś szufladzie w Instytucie Daystroma...
Brrr... Znów mi nieprzyjemnie się zrobiło...
Czyli też widzisz, że istotne wątki pierwszego sezonu PIC ufundowane są na potężnym buraku.
Tak, niestety 🙁
Muszę sobie ten pierwszy sezon obejrzeć jeszcze raz, może coś więcej skapuję.
Ale jest Seven! <3
Tyle, że w końcu wykonali go, i w linii czasu z "All Good Things...", i w tej z PIC...
Co do All Good Things, to wychodzi na to, że nie była to główna linia czasowa (nazwijmy tę główną "sacred timeline", jak w "Lokim" XD). Co do PIC, to ja wciąż mam nadzieję, że się Beverly jeszcze pojawi. O, to by było coś!
No, to faktycznie nawracanie utrudnia 😉 .
I to bardzo... Dodam mu ST do biblioteki na Netfliksie bez jego zgody XD
Tak, pojawiły się takie wątki... (Raz kluczem miało być nieznane dotąd Viidianom klingońskie DNA.)
Już słabo pamiętam... Po TNG będzie czas na odświeżenie sobie VOYa...
Ale to wydaje się buraczane, bo z jednej strony taka straszna choroba, która dopadła cały gatunek, z drugiej gatunek ten żyje z nią wiekami, rozwija się, buduje cywilizację kosmiczną dysponującą dość potężnymi statkami...
Fakt, trochę to dziwne. Jeżeli mają tę chorobę od 2000 lat, to poświęciliby wszelkie środki i technologie na wyleczenie. Zapewne by nie latali w kosmos...
A tymczasem, jak na społeczeństwo zarażone w 100%, latają i mają się całkiem dobrze...
O to to. Zresztą można chyba bezpiecznie założyć, że wszystkie humanoidy w ST to dzieci tych samych rodziców...*
Zwłaszcza, że większość z nich może się krzyżować. Ludzie x Klingoni, Klingoni x Romulanie, ludzie x Betazoidzi, ojej, mnóstwo tych mieszanek mogłabym wymienić.
I Horta, pierwsza z nich wszystkich TOS-owa Horta.
Aż musiałam sobie wygooglać.
Tak, zdecydowanie następny to organizm, który można uznać za bardzo obcy, o zupełnie innym pochodzeniu niż panspermia.
simov, który - jak sam szczerze przyznawał - nie troszczył się o prawdopodobieństwo swoich wizji SF, ani w nie nie wierzyl, użył słowa "pozytron" typowo technobełkotliwie, bo akurat było (w środowisku naukowym) modne, a G.R. podchwycił niedoprecyzowaną ideę pozytronowych mózgów, bo przyjaźnił się z I.A. (i chciał nawiązać do stworzonej przez niego klasyki).
Aaa, to stąd się wzięło wspomnienie o pozytronowym mózgu Asimova w "Datalore" 😛 To wszystko tłumaczy.
BTW, czytałeś Asimova? Coś z tego jest strawne dla współczesnego czytelnika? Zastanawiam się, czy aby czegoś nie przeczytać, ot tak, z sentymentu... (tak tak, pierwszy sezon TNG i "pozytronowy mózg" są mi bliskie 😉 )
Prawda, ale mózg jest na dziś sporym problemem (choć podzielam Twoją nadzieję, że uda się ten problem rozwiązać).
Tylko żeby tę sztuczną inteligencję traktowano z należytym szacunkiem...
Też tak sądzę (choć w istnienie duszy nie wierzę 😉 ).
A ja wierzę, dlatego mnie to tak trochę przeraża...
Podzielam, chcę podzielać, obie te nadzieje 🙂 .
Bo forum jest faaajne 🙂 Nie to, co Facebook, gdzie wszystkie posty znikają w odmętach. Nie cierpię dyskutować na FB... Na grupach jestem tylko po to, żeby czytać posty. Sama się mało udzielam.
Właściwie jestem b. ciekaw Twojego odbioru czwartego sezonu DSC (zwł., że psychoterapia i pokonywanie traum jest tam na planie pierwszym).
Muszę raczej poczekać, aż P+ wystartuje w Polsce, inaczej nie mam możliwości obejrzenia tego. Jestem wściekła, że nie zdążyłam trzeciego sezonu do końca obejrzeć...
Nie wiem czy nie rzecz w tym, że biologiczne bzdury nie służą tam za jakiś fabularny pretekst, czy ozdobnik, tylko waleni jesteśmy nimi cały czas w oczy...
Zapewne to był tylko pretekst, żeby fabułę tego odcinka w ogóle rozruszać. Ale... Nie, nie piszę się na to, aby chociaż spróbować ten odcinek obejrzeć ponownie, bo dostanę apopleksji X-/
BTW. Jak oceniasz biologiczne wątki Discovery? 😉
Ale chodzi Ci głównie o co? O napęd grzybkowy? Ciekawy pomysł, ale chyba... nie za bardzo możliwy w prawdziwym świecie. Niesporczak wielkości kanapy? Hmm.... Nie wiadomo, jakie istoty żyją we wszechświecie.... Czy o coś jeszcze innego chodzi?
O rany, LOL, jakie Ty masz skojarzenia 😀 😀
Cóż, jestem też znanym miłośnikiem LEGO 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=7&topic=1947&page=2#msg167579
...to i skojarzyć z nim mi łatwiej.
Co złego w talerzach z przezroczystego aluminium? ;P
Nic, jak długo nie wyglądają jak tani plastik 😉 .
Obstawiam, że ślub planowali bardzo szczegółowo. Od swoich strojów, po stroje gości, menu, muzykę. Załóżmy więc, że sami wybrali taką orkiestrę a nie inną. Więc ich obwiniaj za ten kicz.
Stanowczo, wolę winić za to twórców NEM, niż Rikera i Troi...
Skoro cyborgi to ktoś z implantami sztucznymi (na przykład Nebula z Marvela), to ktoś ze sztucznym mózgiem a prawdziwym ciałem powinien się nazywać... antycyborgiem? (LOL 😀 )
W zasadzie cyborg to każda istota złożona z komponentów maszynowych i biologicznych, ale - faktycznie - te, których mózg i/lub początek jest maszynowy jakoś trudniej tak nazywać...
Ale ja, jak zresztą w tamtym wątku mowa, mówię o filmie z 2017 roku.
Też oglądałem 😉 :
https://trek.pl/forum/topic/inne-filmy-fantastyczne/page/7/#post-241257
Może i nie podzielam w pełni Twojego entuzjazmu, ale i nie skreślam...
Uczenie się B-4 życia... To by było piękne...
Ano. I jeszcze Spiner mógłby błyszczeć grając dwie odmienne role na raz, jak czynił to kiedyś, wcielając się w Datę i Lore'a.
Ale jest Seven! <3
Ale jest.
Co do All Good Things, to wychodzi na to, że nie była to główna linia czasowa
Niemniej, była to pierwotna linia czasowa.
Co do PIC, to ja wciąż mam nadzieję, że się Beverly jeszcze pojawi. O, to by było coś!
Czas pokaże... Ale też chętnie bym jej powrót zobaczył...
Dodam mu ST do biblioteki na Netfliksie bez jego zgody XD
Hehe, podstęp iście romulański 😉 .
Już słabo pamiętam...
To było w odcinku o rozdwojonej B'Elannie.
Fakt, trochę to dziwne. Jeżeli mają tę chorobę od 2000 lat, to poświęciliby wszelkie środki i technologie na wyleczenie. Zapewne by nie latali w kosmos...
A tymczasem, jak na społeczeństwo zarażone w 100%, latają i mają się całkiem dobrze...
Jednym słowem: sam obraz chorej cywilizacji jest interesujący, ale poza tym nic nie trzyma się tam kupy...
Zwłaszcza, że większość z nich może się krzyżować. Ludzie x Klingoni, Klingoni x Romulanie, ludzie x Betazoidzi, ojej, mnóstwo tych mieszanek mogłabym wymienić.
Aczkolwiek co najmniej część z nich wymaga zapewne pomocy fachowców by zaistnieć i przetrwać, tak jak mieszanka ludzko-wolkańska. Niemniej już fakt, że wszędzie tam mamy geny sugeruje wspólne pochodzenie.
Aż musiałam sobie wygooglać.
Tak, zdecydowanie następny to organizm, który można uznać za bardzo obcy, o zupełnie innym pochodzeniu niż panspermia.
I przyznasz, że TOS zawierał ciekawe pomysły 😉 .
BTW, czytałeś Asimova? Coś z tego jest strawne dla współczesnego czytelnika? Zastanawiam się, czy aby czegoś nie przeczytać, ot tak, z sentymentu... (tak tak, pierwszy sezon TNG i "pozytronowy mózg" są mi bliskie 😉 )
Czytałem. Powiem tak, nie jest to SF szczególnie serio (jak Lema czy Clarke'a), nie jest też zbyt piękna literacko (jak Le Guin czy Wolfe'a), brak jej również dickowskiego szaleństwa, ale jako czytadła z lamusa sprawdza się w sumie niezgorzej. Czy dla współczesnego czytelnika? Nie wiem, nie czuję się do końca typowym współczesnym czytelnikiem.
Ale jeśli coś miałbym Ci polecić, to chyba najpierw opowiadanie "Dwustuletni człowiek", a potem resztę utworów o robotach, od "Ja, robot" począwszy. Znajdziesz tam bliskich krewnych Daty 😉 .
Tylko żeby tę sztuczną inteligencję traktowano z należytym szacunkiem...
Mam nadzieję, że tak będzie, choć wiem też (o obecnie nawet widzę w codziennych informacjach) do czego zdolny bywa nasz gatunek.
A ja wierzę, dlatego mnie to tak trochę przeraża...
Dlaczego, tak konkretniej?
Muszę raczej poczekać, aż P+ wystartuje w Polsce, inaczej nie mam możliwości obejrzenia tego. Jestem wściekła, że nie zdążyłam trzeciego sezonu do końca obejrzeć...
Sądzę, że wspomożenie się piractwem nie będzie aż tak naganne, zwł. że i tak zmierzasz wykupić potem P+, zaplacić za obejrzenie...
Ale chodzi Ci głównie o co? O napęd grzybkowy? Ciekawy pomysł, ale chyba... nie za bardzo możliwy w prawdziwym świecie.
Bardziej o samą grzybnię i resztę związanych z nią wątków...
ps. Wracając do:
Ło rany, z sezon chcą 20 dolców...
Cóż, ORV jest najlepiej odbieranym - przynajmniej przez widownię - (+/+) Trekowym serialem obecnej doby, nic dziwnego, że chcą by im za dobre płacić...
Nawiasem: przedstawiam Ci najbardziej barclay'owatego z tamtejszych barclay'owatych bohaterów (tego właśnie, co to się w holo-dziewczynie zakochał):
Cóż, jestem też znanym miłośnikiem LEGO 😉 :
Też lubię Lego, chociaż niewiele zestawów posiadam. Większość oddałam dzieciom, mamy wielkie pudło klocków i sobie po prostu układają z nich co chcą.
Większość instrukcji też się pogubiła.
Nic, jak długo nie wyglądają jak tani plastik 😉 .
No w sumie, może i tak wyglądają. Ale nie dotykałeś ich, nie wiesz, z jakiego materiału są stworzone 😉
Stanowczo, wolę winić za to twórców NEM, niż Rikera i Troi...
A może Riker i Troi powiedzieli: hej, chcemy mieć na ślubie prawdziwą orkiestrę, łącznie z perkusją; niech nawet będą talerze z przezroczystego aluminium 😉 😉
Wiem, wiem, nabijam się w tej chwili 🙂
Może i nie podzielam w pełni Twojego entuzjazmu, ale i nie skreślam...
Na mnie ten film zrobił przeogromne wrażenie... Jestem nim zauroczona. I duży emocjonalny impakt na mnie miał...
Ano. I jeszcze Spiner mógłby błyszczeć grając dwie odmienne role na raz, jak czynił to kiedyś, wcielając się w Datę i Lore'a.
To by było super. Zresztą, z tego co pamiętam, mówił, że wspaniale mu się grało Lore'a, bo mógł dać z siebie więcej, niż tylko odgrywając Datę. Pewnie B-4 by się mu spodobał, jego dążenie do zrozumienia świata, etc. (bo B-4 to takie dziecko w sumie, ciekawe świata...)
Niemniej, była to pierwotna linia czasowa.
To, która linia czasowa była właściwa, to nie nam osądzać. Zostawmy to istotom wyższym od nas, takim, co istnieją poza czasem i przestrzenią. Q, na przykład...
Czas pokaże... Ale też chętnie bym jej powrót zobaczył...
No to teraz będzie trochę o TNG, zresztą zeszliśmy z tematu, a wątek dotyczy TNG.
Więc obejrzałam sobie "Attached"
Ciekawy odcinek, pewnie recki nie zrobię, więc teraz napiszę. Kapitan i Beverly byli tam w najbardziej intymnych relacjach, jakie można sobie wyobrazić - słyszeli myśli drugiej osoby. Wiele się o sobie nawzajem dowiedzieli. Ale szczególnie wypada wspomnieć o rozmowie przy ognisku.
Picad wyjawił, że kochał się w Bev, jak ta jeszcze była mężatką. Dodatkowo te relacje komplikował fakt, że Picard był bliskim przyjacielem Jacka Crushera. Kiedy Jack umarł, Picard poczuł się mocno niezręcznie. Nie wiedział, czy startować do świeżo owdowiałej żony, czy byłoby to "mile widziane". I tak krążyli i krążyli, aż po jakimś czasie ta miłość zelżała, wręcz się ulotniła. Teraz Picard postrzega Bev jako dobrą przyjaciółkę. Beverly była dość zszokowana jego wyznaniem. Odnoszę wrażenie, że ona chciałaby jednak coś więcej, co sugeruje ich, dość szybki zresztą i płytki, pocałunek na końcu. Beverly boi się zrobić następny krok, Picard uważa, że nadal to by nie było właściwe i traktuje Bev nadal jako przyjaciółkę.
Ech, skomplikowane te relacje mają.
Tak sobie sądzę, że z ich związku nic by nie wyszło. Zbyt wiele zdarzeń z przeszłości wisi nad nimi...
Hehe, podstęp iście romulański 😉 .
Hehe, może mam geny Romulan w DNA? ;P
To było w odcinku o rozdwojonej B'Elannie.
Muszę sobie przypomnieć...
I przyznasz, że TOS zawierał ciekawe pomysły 😉 .
Tak, w sumie racja, bo pojawiły się istoty bardzo "nieludzkie", a jednocześnie inteligentne. Później ten pomysł kontynuowano w TNG (chociażby "Home Soil")
Ale jeśli coś miałbym Ci polecić, to chyba najpierw opowiadanie "Dwustuletni człowiek", a potem resztę utworów o robotach, od "Ja, robot" począwszy. Znajdziesz tam bliskich krewnych Daty 😉 .
Dzięki za wskazówki. Pewnie coś przeczytam 🙂
Mam nadzieję, że tak będzie, choć wiem też (o obecnie nawet widzę w codziennych informacjach) do czego zdolny bywa nasz gatunek.
Niestety. Boję się nawet, że nasza cywilizacja do tego 2364 roku nawet nie dociągnie. Pozabijamy się wzajemnie... A za miliard lat ktoś, kto po nas nastanie, będzie się dziwił, jakie głupki kiedyś żyły na tym świecie...
Dlaczego, tak konkretniej?
Bo, zakładając, że będą miały duszę, to jest powoływanie na świat czujących, żywych, świadomych istot...
Bo człowiek może ich nie traktować dobrze. Nadal uważać je za przedmioty (brr...)
Bo mogą cierpieć...
Bo TNG mnie nauczył, zwłaszcza "TMoaM", że trzeba będzie ustalić ich status. A znając nasze prawo, odmówi im się prawa do decydowania o swoim życiu, jako jednostki...
Bo... naprawdę jest wiele powodów.
Data może i zyskał jakieś prawa w TNG, ale jego bracia i córka już nie, co jest dla mnie koszmarem, jak sobie o tym przypomnę...
Sądzę, że wspomożenie się piractwem nie będzie aż tak naganne, zwł. że i tak zmierzasz wykupić potem P+, zaplacić za obejrzenie...
Heheh :)) P+ na pewno kupię, ale nie wiadomo, kiedy nas przestaną traktować jak trzeci świat i dadzą nam w ogóle możliwość kupna.
Bardziej o samą grzybnię i resztę związanych z nią wątków...
No tak, grzybnia brzmi trochę lamersko. Chociaż, odkryto już na Ziemi organizm, co ma z 10 kilometrów kwadratowych powierzchni. Oczywiście jest to grzybnia.
https://www.scientificamerican.com/article/strange-but-true-largest-organism-is-fungus/
Zastanawiam się, może w kosmosie faktycznie by istniał odpowiednik takiej grzybni z Ziemi, oczywiście nie stricte organizm z królestwa grzybów, ale coś podobnego, po czym tym swoim napędem grzybkowym skakali? 🙂
Cóż, ORV jest najlepiej odbieranym - przynajmniej przez widownię - (+/+) Trekowym serialem obecnej doby, nic dziwnego, że chcą by im za dobre płacić...
Nawiasem: przedstawiam Ci najbardziej barclay'owatego z tamtejszych barclay'owatych bohaterów (tego właśnie, co to się w holo-dziewczynie zakochał):
Dzięki uprzejmości jednego z forumowiczów, obejrzałam pierwszy odcinek.
Ten gość jest fajny 🙂
A cały serial wydaje się bardzo ciekawy, chętnie bym obejrzała więcej 🙂
No w sumie, może i tak wyglądają. Ale nie dotykałeś ich, nie wiesz, z jakiego materiału są stworzone 😉
No, dobra, ale tak czy siak mogłby robić lepsze wrażenie, nie walić tak sobą po oczach 😉 .
Na mnie ten film zrobił przeogromne wrażenie... Jestem nim zauroczona. I duży emocjonalny impakt na mnie miał...
Przypuszczam, że jego strona wizualna odebrała tu sporą rolę, i Twoja słabość do krucho-silnych, poobijanych, postaci...
Zresztą, z tego co pamiętam, mówił, że wspaniale mu się grało Lore'a, bo mógł dać z siebie więcej, niż tylko odgrywając Datę. Pewnie B-4 by się mu spodobał, jego dążenie do zrozumienia świata, etc. (bo B-4 to takie dziecko w sumie, ciekawe świata...)
Nie wiem jednak czy sam tego nie zaprzepaścił (przypadek podobny do Stewarta nieco), bo w wywiadach wspominał, że tym razem chciał zagrać coś nowego, odmiennego...
To, która linia czasowa była właściwa, to nie nam osądzać. Zostawmy to istotom wyższym od nas, takim, co istnieją poza czasem i przestrzenią. Q, na przykład...
Ja tam jednak chętnie przyjmę, że właściwa jest ta, która mi bardziej odpowiada... (Choć Troi szkoda, z dwojga złego lepiej, że ona, a nie Data i cała Federacja, która zeszła na psy.)
Tak sobie sądzę, że z ich związku nic by nie wyszło.
No, to właśnie nam dwa razy, w dwu wersjach rzeczywistości ST, powiedziano, że im się to w końcu rozpadło...
Hehe, może mam geny Romulan w DNA? ;P
To teraz trzeba przeprowadzić drumheadowe śledztwo czy Romulanie nie infiltrują Ziemi od dawna 😛 😉 😉 😉 .
Tak, w sumie racja, bo pojawiły się istoty bardzo "nieludzkie", a jednocześnie inteligentne. Później ten pomysł kontynuowano w TNG (chociażby "Home Soil")
Słusznie wychwyciłaś, "Home Soil" uchodzi za TNG-owską wariację na temat "The Devil in the Dark" (odcinka z Hortą). Niektóre motywy są w nich b. podobne.
Dzięki za wskazówki. Pewnie coś przeczytam 🙂
Nie ma za co. Mam nadzieję, że przeczytane Ci się spodoba 🙂 .
Niestety. Boję się nawet, że nasza cywilizacja do tego 2364 roku nawet nie dociągnie. Pozabijamy się wzajemnie... A za miliard lat ktoś, kto po nas nastanie, będzie się dziwił, jakie głupki kiedyś żyły na tym świecie...
Cóż, czas pokaże jak to będzie, choć my niekoniecznie to ujrzymy*.
* BTW. Oglądać koniec ludzkości, czy to by było fajne?
Bo, zakładając, że będą miały duszę, to jest powoływanie na świat czujących, żywych, świadomych istot...
Pytanie, czy by żyć i czuć trzeba mieć duszę? Wierzenia takie istnieją od wieków, ale empiria niekoniecznie je wspiera...
Bo TNG mnie nauczył, zwłaszcza "TMoaM", że trzeba będzie ustalić ich status.
A to wydaje się oczywiste, jeśli świadoma AI powstanie. (I tu "TMoaM" i na mnie miał wpływ. Oby nie tylko na nas.)
A znając nasze prawo, odmówi im się prawa do decydowania o swoim życiu, jako jednostki...
Może jednak nasz gatunek - zakładając, że samoświadomą Sztuczną Inteligencją zbuduje - nie okaże się aż takimi świniami (nierogacizny nie obrażając), tj. prototypy może i będą cierpieć (bo ich status będzie niejasny lub kwestionowany, albo narodzenie się świadomości przeoczone), ale z czasem zostanie ustalony zadowalający etycznie ich status prawny. W końcu już raz z niewolnictwa, jako cywilizacja, zrezygnowaliśmy... A teraz mówi się dużo o prawach zwierząt (i czasem nawet coś w tym kierunku robi)...
Zastanawiam się, może w kosmosie faktycznie by istniał odpowiednik takiej grzybni z Ziemi, oczywiście nie stricte organizm z królestwa grzybów, ale coś podobnego, po czym tym swoim napędem grzybkowym skakali? 🙂
Prawdziwy Stamets (po którym serialowy wziął nazwisko i fach) tak właśnie zdaje się zakładać (podpierając się, w roli argumentu, ekstrapolowanym rozkładem ciemnej materii we Wszechświecie, który kształt ma - jego zdaniem - mykoidalny). Trochę linkowałem na ten temat, jeszcze na Phoenixie.
Ten gość jest fajny 🙂
Jest, a z czasem - zasadniczo pozostając wesołkiem - zyskuje na głębi.
A cały serial wydaje się bardzo ciekawy, chętnie bym obejrzała więcej 🙂
Mówiłem, że nie może Ci się nie spodobać? 😉 Obejrzyj.
