Forum Fantastyka Star Trek Star Trek: The Next Generation – 30 lat później

Star Trek: The Next Generation – 30 lat później

Wyświetlanie 15 wpisów - od 31 do 45 (z 110 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Q__
    Uczestnik
    #246750

    Ja Picarda jako postać postrzegam inaczej. Jako dobrze zrealizowany i fenomenalnie zagrany jeden z najlepszych kapitanów Floty.

    Też go uwielbiam (Phoenix pełen jest dowodów na to*, tu też się znajdą), ale zauważam jak się zmieniał. Przy czym widzę w tym nie tyle rozwój postaci in universe (jak w wypadku bohaterów DS9 i VOY, czy choćby kapitana Huntera z INT ostatnio) ile najpierw kształtowanie się - na oczach widza - koncepcji tej postaci, a potem jej postępującą (niestety, m.in. za sprawą Stewarta i jego wpływu na scenariusze) erozję...

    * Tu nie mogę nie wspomnieć o takim topicu;
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=1688

    Co było nie tak z Picardem w FC?

    Przerobienie go na pałającego żądzą zemsty i porywczego action hero.

    Picard w PIC był wg mnie tym starym dobrym Picardem z czasów TNG <3

    Bywał... Kiedy akurat nie epatował stetryczeniem (Stewart trzyma się nieźle, więc nie wiem skąd taka koncepcja postaci), ani nie przepraszał, że żyje.

    Teraz, robiąc niedawno rewatcha wydaje mi się bardziej niestrawny niż pierwotnie.

    A mnie znów po latach pozytywnie zaskoczył, choć dostrzegam jego wady.

    Mnie się tam nawet Disco oglądało lepiej niż "Datalore", a przynajmniej pierwszy sezon (bo z drugiego już mało kapowałam ;)) PIC oglądało mi się świetnie i pewnie niedługo zrobię rewatcha.

    Pytanie jednak czy jesteś w stanie uwierzyć w taką wizję przyszłości, uznać ją za prawdopodobną? Bo dla mnie to kluczowe...

    Trochę meh

    Czy odcinek, który wprowadza 1. Picarda, 2. Datę, 3. Enterprise D, 4. Q, a zarazem stanowi próbę podsumowania blasków o cieni ludzkiej (przeszłej i przyszłej) historii może być meh?

    Nie lubię tego epizodu. Ja wiem, że Romulanie, etc, ale ci ludzie z przeszłości są okropnie irytujący i psują całą zabawę.

    Przecież to te mrożonki są tu sednem, nie Romulanie. Żywy dowód jak zmieniła się ludzkość przez wieki, będący zarazem oczami widza, którymi może on podziwiać cuda Ent-D/UFP. Przy czym ich obecność niesie jeszcze jeden sens, bo skoro oni mogą dostosować się do XXIV wieku z jego ideałami, to i my byśmy mogli. Romki to tylko efektowny ozdobnik.

    Powiem w skrócie - nie jestem.

    A szkoda...

    Wymienione również epizody są jednak, jeśli brać pod uwagę całe TNG, raczej dość kiepskie.

    Które, Twoim zdaniem, tak je niebotycznie przewyższają, i ile ich na całą serię jest?

    O, ciekawe że akurat w tym Twoim rankingu znalazł się "The Haunting" 🙂 Myślałam, że bardziej w klasyki pójdziesz z przykładami 🙂

    Przecież to klasyk nad klasyki - czarno-biały, z '63, Scorsese go wychwalał. (Oczywiście mam na myśli wise'owy oryginał, nie remake.)

    Pleiades
    Uczestnik
    #246751

    Też go uwielbiam (Phoenix pełen jest dowodów na to*, tu też się znajdą), ale zauważam jak się zmieniał.

    Zmieniał się, ewoluował, tak jak wszyscy bohaterowie TNG.

    kształtowanie się - na oczach widza - koncepcji tej postaci, a potem jej postępującą (niestety, m.in. za sprawą Stewarta i jego wpływu na scenariusze) erozję...

    Ej, nie przesadzasz czasem? Picard w PIC bardzo mi przypomina tego z TNG. To fakt, że kształtowałą się jego koncepcja wraz z trwaniem TNG, po prostu chyba na początku nie było koncepcji na większość bohaterów.

    * Tu nie mogę nie wspomnieć o takim topicu;

    Dzięki za linka, poczytam sobie i odświeżę

    Przerobienie go na pałającego żądzą zemsty i porywczego action hero.

    Action hero to w tym filmie jest Data (i chyba za to ten film uwielbiam), Picardowi się nie dziwię. Ma bardzo wyraźne symptomy PTSD, co już doświadczyliśmy w odcinku "Family", myślisz, że nie chciałby rozwalić Borg do ostatniego sześciana po tym, co mu uczynili? Skrzywdzili go, odarli z człowieczeństwa... Poza tym nie chodziło tylko o zemstę, tylko o zasadę, że się nie poddajemy, walczymy do końca, zwłaszcza że Ziemia była zagrożona. A przy okazji można wytłuc trochę dronów... No i żal mu było wysadzać tego pięknego Entka E (swoją drogą wolę jednak D).

    Bywał... Kiedy akurat nie epatował stetryczeniem (Stewart trzyma się nieźle, więc nie wiem skąd taka koncepcja postaci), ani nie przepraszał, że żyje.

    Ale Picard jest po pierwsze wiekowy, a po drugie życie i doświadczenia odcisnęły na nim spore piętno. Wcale się nie dziwię, że jest jaki jest w PIC...

    Czy odcinek, który wprowadza 1. Picarda

    Wprowadza wiele ważnych postaci, moją ukochaną załogę ze wszystkich Treków.

    2. Datę,

    Yes! Dobra, przekonałeś mnie 😉

    a zarazem stanowi próbę podsumowania blasków o cieni ludzkiej (przeszłej i przyszłej) historii może być meh?

    Napisałam, że jest "trochę" meh. Ze względu na postacie poboczne i tę całą fabułę dotyczącą stacji Farpoint. Q i jego proces są jak najbardziej okej. Zresztą panuje powszechna opinia, że to był najlepszy pilot wśród treków. I tu się zgodzę, chociaż całościowo jak patrzę na TNG, to jest to po trochu meh 😉

    Przecież to te mrożonki są tu sednem, nie Romulanie.

    Patrz pan, a ludzie mówią, że lubią ten odcinek ze względu na Romulan...
    Mrożonki mogłyby być mniej irytujące, może bym je bardziej polubiła, najbardziej mnie wkurzał ten gość z gitarą.

    Przy czym ich obecność niesie jeszcze jeden sens, bo skoro oni mogą dostosować się do XXIV wieku z jego ideałami, to i my byśmy mogli.

    Myślisz, że trójka ludzi jest reprezentatywna w odniesieniu do całej ludzkości XXI wieku?

    Które, Twoim zdaniem, tak je niebotycznie przewyższają, i ile ich na całą serię jest?

    O rany, zbyt wiele, aby wymieniać je wszystkie, ale jakościowo i ilościowo ich jest więcej w kolejnych sezonach... Mój od zawsze darzony sentymentem "Frame of Mind" (kocham!), wspomniany "Brothers", "Offspring", "Time's Arrow", "The Schizoid Man", niezapomniany i mega ważny "The Measure of a Man", "Best of Both Worlds" (bardzo ważny i przełomowy dla Picarda), "Contagion", "I, Borg", "Chain of command", wychwalany na konwentach i wspaniale zrealizowany "Cause and Effect" (Midnite zawsze ten odcinek ubóstwiał), "Peak Performance", "Pen Pals", "The most Toys", "Deja Q" (ważny znowu dla Q), bardzo istotny "Yesterday's Enterprise", "Time Squared" (a mówiłam, że lubię pętle czasowe 🙂 ), "Who Watches the Watchers", rany, długo by wymieniać... Sezon drugi, trzeci i czwarty to moje ulubione, mają nagromadzenie dobrych lub bardzo dobrych odcinków. Najlepsza era TNG <3

    Przecież to klasyk nad klasyki - czarno-biały, z '63, Scorsese go wychwalał. (Oczywiście mam na myśli wise'owy oryginał, nie remake.)

    eee? To nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje... Ja tam wychwalam w takim razie remake ze świetną obsadą i piękną realizacją, chociaż troszkę mało horroru w tym horrorze.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata przez Pleiades.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata przez Pleiades.
    Q__
    Uczestnik
    #246757

    Ej, nie przesadzasz czasem? Picard w PIC bardzo mi przypomina tego z TNG.

    A mnie tylko gdy przemawia. W pozostałych momentach za mało w nim silnej woli (choć niby i dopiął swego, i ideałów nie zagubił).

    Dzięki za linka, poczytam sobie i odświeżę

    Nie ma za co 🙂 .

    Action hero to w tym filmie jest Data

    Data ma prawo - w jego naturę (opanowanie, zdolność szybkiej kalkulacji, fizyczne przewagi) jest to wpisane.

    Picardowi się nie dziwię. Ma bardzo wyraźne symptomy PTSD, co już doświadczyliśmy w odcinku "Family"

    Sądzisz, że na PTSD, zwł. tak długotrwałe, po tylu latach się objawiajace, jest miejsce w UFP z jej zaawansowaną psychologią i psychiatrią? 😉

    (Pomijam już, że wątek tego syndromu jest dziś strasznie nadużywany.)

    swoją drogą wolę jednak D

    Ja też 😉 .

    po drugie życie i doświadczenia odcisnęły na nim spore piętno. Wcale się nie dziwię, że jest jaki jest w PIC...

    Eee... U G.R. był niezłomny, taki sposób portretowania go b. się z tym gryzie...

    Wprowadza wiele ważnych postaci, moją ukochaną załogę ze wszystkich Treków.

    Tym bardziej 😉 .

    Yes! Dobra, przekonałeś mnie 😉

    Dodajmy, że ta introdukcja Daty jest b. udana.

    Patrz pan, a ludzie mówią, że lubią ten odcinek ze względu na Romulan...

    Ja tam zgadzam się z Roddenberry'm, że stare gatunki - jakkolwiek fascynująco nie byłyby potem rozwijane (np. Klingoni przez Moore'a) mogłyby w Treku w ogóle nie wracać. Do przodu trzeba iść...

    mnie wkurzał ten gość z gitarą.

    Bo to celebryta, oni tacy (statystycznie) są...

    Myślisz, że trójka ludzi jest reprezentatywna w odniesieniu do całej ludzkości XXI wieku?

    Nie wiem czy reprezentatywna, ale symbolizować ją może...

    O rany, zbyt wiele, aby wymieniać je wszystkie, ale jakościowo i ilościowo ich jest więcej w kolejnych sezonach... Mój od zawsze darzony sentymentem "Frame of Mind" (kocham!), wspomniany "Brothers", "Offspring", "Time's Arrow", "The Schizoid Man", niezapomniany i mega ważny "The Measure of a Man", "Best of Both Worlds" (bardzo ważny i przełomowy dla Picarda), "Contagion", "I, Borg", "Chain of command", wychwalany na konwentach i wspaniale zrealizowany "Cause and Effect" (Midnite zawsze ten odcinek ubóstwiał), "Peak Performance", "Pen Pals", "The most Toys", "Deja Q" (ważny znowu dla Q), bardzo istotny "Yesterday's Enterprise", "Time Squared" (a mówiłam, że lubię pętle czasowe 🙂 ), "Who Watches the Watchers", rany, długo by wymieniać...

    Są dobre, fakt. Niektóre i ja liczyłbym do ścisłej czołówki. Inne jednak bronią się bardziej wykonaniem, niż samym pomysłem, albo stawiają na aspekt ludzki, który jest jednak dla mnie w Treku mniej istotny od SF-owego (choć nie zaprzeczam, że stanowi on ważną składową Trekowej specyfiki).

    Sezon drugi, trzeci i czwarty to moje ulubione, mają nagromadzenie dobrych lub bardzo dobrych odcinków. Najlepsza era TNG <3

    Co do tego znów się zgodzimy 🙂 .

    eee? To nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje...

    Sięgnij. Nie dość, że jest doskonały, to robił go facet od TMP. Tylko - w przeciwieństwie do nowszej wersji (która może pociągać barwnością i niezwykłymi wnętrzami centralnego fabularnie gmachu) - grozy tam naprawdę sporo, osiąganej b. minimalistycznymi środkami, dodam, i może tym bardziej przenikliwej.

    Pleiades
    Uczestnik
    #246771

    A mnie tylko gdy przemawia. W pozostałych momentach za mało w nim silnej woli (choć niby i dopiął swego, i ideałów nie zagubił).

    Ma już swój wiek, to trochę musiał zwolnić tempo. Zresztą odpoczywa sobie we francuskiej winnicy, już nie jest żądny przygód jak kiedyś (słynne: "Let's see what's out there", czy jak to leciało). Każdy ma prawo do takiego zwolnienia, resetu, zwłaszcza po ciężkich przeżyciach. Ale Picard nadal jest Picardem, tym razem stał się mentorem dla Soji i wcześniej jej siostry.

    Sądzisz, że na PTSD, zwł. tak długotrwałe, po tylu latach się objawiajace, jest miejsce w UFP z jej zaawansowaną psychologią i psychiatrią? 😉

    (Pomijam już, że wątek tego syndromu jest dziś strasznie nadużywany.)

    PTSD ma się niestety przez całe życie... Ja się z tym męczę 15 lat i wiem, że to już chyba mi zostanie.
    Nie wiem, jak wygląda medycyna XXIV wieku, ale 300 lat przed Star Trekiem nikt nie umie sobie z tym poradzić...

    I czy to nadużywany wątek? Raczej wskazanie, że jest to faktyczny problem, kiedyś bagatelizowany. Teraz na tyle się psychiatria rozwinęła, że umiemy nazwać rzeczy po imieniu.
    To tak jak z LGBT, też następuje wysyp wątków w pop kulturze, ale to nie znaczy, że kiedyś ludzi LGBT było mniej. Tylko się po prostu o tym nie mówiło, ba, nie mieli nawet żadnych praw.

    Eee... U G.R. był niezłomny, taki sposób portretowania go b. się z tym gryzie...

    Ale Picard nawet w TNG nie był niezłomny. Chyba że mówisz ściśle o Picardzie z ery GR. Jak GR odszedł z tego świata, Picard nie był już taki twardy. Spotkanie z Borgiem zmieniło go na zawsze. Widać, jaką ma traumę, już w odcinku "Family" oraz kilku innych.

    Ja tam zgadzam się z Roddenberry'm, że stare gatunki - jakkolwiek fascynująco nie byłyby potem rozwijane (np. Klingoni przez Moore'a) mogłyby w Treku w ogóle nie wracać. Do przodu trzeba iść...

    No ale po co nowe rasy, jak stare były doskonałe? Poza tym kwadrant Alfa, czy też cała galaktyka nie są z gumy, jak to by mieli fabularnie wytłumaczyć, że ludzie spotykają nowe gatunki, a swoich bliskich sąsiadów już nie? Ja tam wolę tak jak jest. Klingonów zawsze kochałam. Romulanie i Vulkanie też odgrywają dużą rolę. Mimo wszystko udało się wcisnąć i ustabilizować pozycję wielu nowych gatunków, których i tak przybywa z każdym kolejnym Trekiem. Ot, panuje taka równowaga między nowym a starym.

    Bo to celebryta, oni tacy (statystycznie) są...

    Że wkurzają ludzi? 😉
    Cóż, charyzmatyczny był, śmiały i szybko dostosował się do nowych warunków. Ale za grosz nie ma uroku osobistego...

    Nie wiem czy reprezentatywna, ale symbolizować ją może...

    To ja Ci powiem, że chyba z dobre 70-80% ludzkości postawiona w takiej sytuacji chyba by sobie tak łatwo nie poradziła, jak przedstawione tutaj mrożonki...

    Są dobre, fakt. Niektóre i ja liczyłbym do ścisłej czołówki. Inne jednak bronią się bardziej wykonaniem, niż samym pomysłem, albo stawiają na aspekt ludzki, który jest jednak dla mnie w Treku mniej istotny od SF-owego

    Serio? Ja traktuję Treka, a zwłaszcza z ery TNG i VOY jako taką moralizatorską pogadankę odnoszącą się właśnie do człowieczeństwa.

    I tak dzisiaj sobie myślę, że znów chyba odłożę oglądanie PIC. Narobiliście mi strasznego apetytu na TNG.
    Może znów zacznę pisać moje rewatchowe recenzje? (tylko kto by to czytał)
    Zacznę może od "Datalore" i sprawdzę, czy nadal wywołuje u mnie taki cringe jak 2 lata temu... 😛

    Q__
    Uczestnik
    #246777

    Ale Picard nadal jest Picardem

    Raczej ostrym bladym cieniem mgły dawnego siebie. Przynajmniej w większej części pierwszego sezonu.

    PTSD ma się niestety przez całe życie... Ja się z tym męczę 15 lat i wiem, że to już chyba mi zostanie.
    Nie wiem, jak wygląda medycyna XXIV wieku, ale 300 lat przed Star Trekiem nikt nie umie sobie z tym poradzić...

    Pamiętaj, że mówimy o świecie odrastających nerek. Świecie, w którym nawet takich śladów w psychice używa się jako napędu (słynne "I need my pain" Kirka).

    Ale Picard nawet w TNG nie był niezłomny. Chyba że mówisz ściśle o Picardzie z ery GR.

    Mówię, bo on jest dla mnie wzorcem picardowości odstępstwa od którego uznaję z zasady za buraki.

    (Przy czym nie zaprzeczam, że przy innej optyce, większej akceptacji dla FC, NEM czy nawet rozmaitych kfiatków z późnego TNG, łatwiej zaakceptować i Picarda z PIC.)

    No ale po co nowe rasy, jak stare były doskonałe?

    Bo Trek jest o odkrywaniu nieznanego, nie o astropolitycznym kiszeniu się w sosie ciągle tych samych kultur.

    Poza tym kwadrant Alfa, czy też cała galaktyka nie są z gumy, jak to by mieli fabularnie wytłumaczyć, że ludzie spotykają nowe gatunki, a swoich bliskich sąsiadów już nie?

    Ależ miejsce dla jakiegoś Worfa czy Spocka w załodze zawsze się znajdzie. Trudno jednak wciąż wpadać na sąsiadów lecąc przed siebie wciąż dalej i dalej...

    Serio? Ja traktuję Treka, a zwłaszcza z ery TNG i VOY jako taką moralizatorską pogadankę odnoszącą się właśnie do człowieczeństwa.

    Nie twierdzę, że kwestie etyczne są w Treku nieistotne. Ale skupienie głównie na nich, kosztem zagadnień filozoficznych, naukowych, politycznych (w anglojęzycznym znaczeniu spod znaku politic, nie - politics) było dla mnie symptomem bermanowskiego powolnego upadku Treka.

    I tak dzisiaj sobie myślę, że znów chyba odłożę oglądanie PIC. Narobiliście mi strasznego apetytu na TNG.

    Heh, prawo Kopernika-Greshama okazało się tym razem nie działać 😉 .

    Może znów zacznę pisać moje rewatchowe recenzje?

    Może zacznij 😉 .

    tylko kto by to czytał

    Np. ja 🙂 .

    Pleiades
    Uczestnik
    #246808

    Raczej ostrym bladym cieniem mgły dawnego siebie. Przynajmniej w większej części pierwszego sezonu.

    Jak już mówiłam, swoje lata ma. Patrick Stewart zresztą też...

    Pamiętaj, że mówimy o świecie odrastających nerek.

    Ale nerkę akurat łatwo wyhodować. To tylko narząd złożony z komórek. Już teraz potrafią wyhodować w laboratorium stek wołowy, więc nietrudno uwierzyć, że narządy w niedalekiej przyszłości będzie można produkować.
    Gorzej z psychiką. To bardzo skomplikowana rzecz i każdy gatunek trochę się różni. U człowieka jest tyle zaburzeń, że nie zdziwiłabym się, że za 300 lat nie znajdzie się rozwiązanie większości problemów.
    O psychice androida to nawet nie mówię, bo to jeszcze bardziej skomplikowana sprawa.

    Świecie, w którym nawet takich śladów w psychice używa się jako napędu (słynne "I need my pain" Kirka).

    Nie znam, bo nie oglądałam TOSa i nie zamierzam, ale brzmi to jak jakiś kompletny burak.

    Bo Trek jest o odkrywaniu nieznanego, nie o astropolitycznym kiszeniu się w sosie ciągle tych samych kultur.

    Czy ja wiem? Może na początku TNG był o eksploracji, ale potem Entek D służył za "przynieś, zanieś, pozamiataj". Plus odcinki bardziej filozoficzne i moralizatorskie.

    Ależ miejsce dla jakiegoś Worfa czy Spocka w załodze zawsze się znajdzie. Trudno jednak wciąż wpadać na sąsiadów lecąc przed siebie wciąż dalej i dalej...

    Ale oni nie lecą dalej i dalej... Wciąż się kręcą w kwadrancie Alfa, często wracają do domu. Zresztą zasoby by im nie pozwoliły lecieć tak w nieznane.
    To tak jak współcześnie. Jedziesz na długą wycieczkę, odkrywasz nowe kraje i kultury, ale w końcu wracasz do domu i mówisz sąsiadom "dzień dobry".

    Heh, prawo Kopernika-Greshama okazało się tym razem nie działać 😉 .

    Zdecydowanie tak 🙂

    Może zacznij 😉 .

    Nie obiecuję, ale może się skuszę na powrót do recek.

    Q__
    Uczestnik
    #246813

    Jak już mówiłam, swoje lata ma. Patrick Stewart zresztą też...

    Ale Stewart prywatny ma jakoś więcej pary...

    nietrudno uwierzyć, że narządy w niedalekiej przyszłości będzie można produkować.
    Gorzej z psychiką. To bardzo skomplikowana rzecz i każdy gatunek trochę się różni.

    Przecież da się to - przy odpowiednio zaawansowanej technologii (a Trek taką dysponuje) - naprawiać choćby mechanicznie, na poziomie neuronów.

    Zresztą popatrzmy jak zrównoważeni są bohaterowie klasycznego ST w większości. Z czegoś to wynika.

    Nie znam, bo nie oglądałam TOSa i nie zamierzam, ale brzmi to jak jakiś kompletny burak.

    Nie, to jedna z lepszych i ważniejszych scen, poza tym faktycznie głupiego i zaburaczonego sporymi partiami, ale i mającego b. mocne momenty, ST V.

    A TOS obejrzyj. Jest tam dużo odcinków na poziomie porównywalnym z DISCO (a przy tym archaicznych i biednych wizualnie), ale są i epizody genialne, należące do najlepszych w całym Treku. Już tylko dla nich warto sięgnąć po tę serię

    Może na początku TNG był o eksploracji, ale potem Entek D służył za "przynieś, zanieś, pozamiataj".

    I był to - mimo ogólnej jakości TNG - trochę początek końca Treka*, który do dziś burzy krew niektórym wychowanym na TOS-ie.

    * Tak, wiem, wyjdzie na to, że koniec ten ciągnie się i ciągnie się, jak tasiemiec w wierszyku, który kiedyś przytaczał Tuwim 😉 , i trwa dłużej, niż to, co właściwe 😉 .

    Plus odcinki bardziej filozoficzne i moralizatorskie.

    Te ostatnie da się umieszczać na tle Nieznanego, nawet in to posłuży.

    Ale oni nie lecą dalej i dalej... Wciąż się kręcą w kwadrancie Alfa, często wracają do domu.

    Czas wrócić do koncepcji pięcioletnich misji. Albo i dłuższe wprowadzić (Voyager pokazał, że są wykonalne).

    Zdecydowanie tak 🙂

    Czyli przyznajesz, że TNG lepsze jest od nowinek, choć i je lubisz? 😉

    Pleiades
    Uczestnik
    #246820

    Ale Stewart prywatny ma jakoś więcej pary...

    Serio? Mi się wydaje, że powinien już przejść na emeryturę. Kocham go, jest niesamowitym aktorem, ale taka kolej rzeczy, że kiedyś trzeba sobie powiedzieć "dość".

    Przecież da się to - przy odpowiednio zaawansowanej technologii (a Trek taką dysponuje) - naprawiać choćby mechanicznie, na poziomie neuronów.

    Ale psychika nie składa się tylko z neuronów (jeśli weźmiemy pod uwagę zaburzoną chemię mózgu i spowodowane tym choroby psychiczne, to tak, zgodzę się), czasami na całokształt składa się biochemia ze wspomnieniami. Jeśli brać pod uwagę to drugie, to tak, mają w XXIV wieku moc usuwania wspomnień (vide: Sarjenka), więc można to uznać za terapię. Tylko, czy to by nie zmieniło osobowości danego pacjenta? Czy wymazywanie wspomnień to dobra droga do radzenia sobie z PTSD?
    Ja bym w sumie na taką kurację się zgodziła...
    A w sumie to trochę burak, bo Sarjenki wspomnienia usunęli, a kilka sezonów później Picardowi po traumie nie zaproponowano takiej opcji...

    Zresztą popatrzmy jak zrównoważeni są bohaterowie klasycznego ST w większości. Z czegoś to wynika.

    W większości? Tak to racja. Ale spójrz na Barclaya. Nikt mu nie był w stanie pomóc w jego uzależnieniu i fobii społecznej...

    Nie, to jedna z lepszych i ważniejszych scen, poza tym faktycznie głupiego i zaburaczonego sporymi partiami, ale i mającego b. mocne momenty, ST V.

    Patrz pan, kompletnie tego nie pamiętam, chociaż ST V widziałam wieki temu i nawet mi się podobał.

    A TOS obejrzyj. Jest tam dużo odcinków na poziomie porównywalnym z DISCO (a przy tym archaicznych i biednych wizualnie), ale są i epizody genialne, należące do najlepszych w całym Treku. Już tylko dla nich warto sięgnąć po tę serię

    Nie, dziękuję. Już wiem, jak seksistowski jest tam Kirk i jak ogólnie traktuje się kobiety. W końcu Facebooka śledzę i posty na nim... Nie wyniosłabym z tej serii nic wartościowego. I nie cierpię Shatnera.
    Efekty specjalne akurat mi zwisają, mogą to być kartonowe planety, ale chciałabym polubić bohaterów. A tu się nie da (no, oprócz Spocka).

    I był to - mimo ogólnej jakości TNG - trochę początek końca Treka*, który do dziś burzy krew niektórym wychowanym na TOS-ie.

    Ale właśnie to tłumaczy, dlaczego ciągle zostawali w pobliżu i spotykali ciągle swoich sąsiadów. Choć nie powiem, kilka fajnych gatunków TNG wprowadziło. I jestem daleka od krytykowania "przynieś, zanieś, pozamiataj", bo to była w pewnym momencie siła napędowa Enterprise. No chyba że mieli nawiązać kontakt z nową cywilizacją (jak na przykład w odcinkach "Clues" i "First Contact"). Fajnie czasem zobaczyć takie świeżynki, ale mam ogólnie sentyment do już poznanych gatunków i chcę je widzieć w Treku jak najwięcej.
    I nie mów mi, że TNG był początkiem końca Treka. Do ostatnich sezonów trzymał poziom, był piękny, po prostu (oprócz, oczywiście, buraczanych odcinków).

    Te ostatnie da się umieszczać na tle Nieznanego, nawet in to posłuży.

    Nigdy aż tak bardzo nie doświadczyliśmy Nieznanego, jak w całej podróży Voyagera...
    Statki federacji, blisko domu, jak Entek D, to w sumie troszkę tylko eksplorowały kosmos, albo na skutek (nie)szczęśliwych wypadków znajdowały się gdzieś w oddali ("When no one has gone before"), ale zasadniczo trzymali się Domu.
    VOY to kompletnie inna historia, o ludziach którzy znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji i muszą sobie radzić z eksplorowaniem nieznanego regionu kosmosu, jednocześnie myśląc o powrocie do domu... Za to kocham VOYa, za to Nieznane...

    Czas wrócić do koncepcji pięcioletnich misji. Albo i dłuższe wprowadzić (Voyager pokazał, że są wykonalne).

    Jak już mówiłam, VOY to oddzielny przypadek, bo nie pisali się na to. Kto by chciał 70 lat wracać do domu? Nawet pięcioletnia misja Entka nie zagnałaby ich za bardzo w nieznane rejony galaktyki. 2,5 roku w jedną stronę, 2,5 roku na powrót... Gdyby tylko mieli transwarp albo odkryli więcej tuneli podprzestrzennych...
    Eksploracja, już w TNG, zeszła na drugi plan, na pierwszym planie były jednak moralizatorskie pogadanki i filozofia, za co kocham TNG.

    Czyli przyznajesz, że TNG lepsze jest od nowinek, choć i je lubisz? 😉

    Ja nie wiem, czy tu roli nie odgrywa sentyment. Dorastałam na tym, jako 13-letnia dziewczynka, ten serial był dla mnie wszystkim. Kochałam się w Worfie, rysowałam statki kosmiczne i kosmos... Po prostu miałam szajbę. A potem drugi rzut gdzieś koło 20. roku życia. Pokochałam wtedy androidy i na nie zwracałam największą uwagę. No i mój rewatch sprzed dwóch lat, który tę szajbę odnowił. Do dziś to trwa.
    Więc TNG jest bezwarunkowo częścią mojego życia. Jak go porównywać z dopiero co powstałymi DISC i PIC? Może dzisiejsze pokolenie 13-14-latków powie o DISC i PIC za 20 lat to samo, co my mówimy o TNG? Kto wie?
    Owszem, patrząc z perspektywy czasu nie wszystko było dobre w TNG. Zdarzały się straszliwe błędy, jak zupełnie od czapy scenariusze i głupie jak but odcinki. Ale to są grzechy, które, jako 13-latka wybaczałam. I wybaczam nadal, jako 40+. Bo całościowo TNG to przepiękna opowieść...
    DISC i PIC są bardziej nastawione na akcję. Nie wiem, czy współczesna młodzież odnajdzie tam tyle dobrego, co my w TNG. Czas pokaże...
    PIC lubię ze względu na postacie, ale gubiłam się w fabule. DISC leciał tak do przodu, że już w drugim sezonie straciłam wątek. Na plus tych seriali przemawiają pewne postacie i to one ratują głównie te seriale (Georgiou, Saru, Picard, Soji).

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata przez Pleiades.
    Q__
    Uczestnik
    #246824

    Mi się wydaje, że powinien już przejść na emeryturę. Kocham go, jest niesamowitym aktorem, ale taka kolej rzeczy, że kiedyś trzeba sobie powiedzieć "dość".

    Sądzę, że nie posłucha tego, tak jak i Shatner (którego ledwo co na prawdziwe kirkowanie wzięło, jak wiemy).

    Ale psychika nie składa się tylko z neuronów (jeśli weźmiemy pod uwagę zaburzoną chemię mózgu i spowodowane tym choroby psychiczne, to tak, zgodzę się), czasami na całokształt składa się biochemia ze wspomnieniami.

    Miałem na myśli wnętrze neuronów zasadniczo 😉 .

    Jeśli brać pod uwagę to drugie, to tak, mają w XXIV wieku moc usuwania wspomnień (vide: Sarjenka), więc można to uznać za terapię. Tylko, czy to by nie zmieniło osobowości danego pacjenta? Czy wymazywanie wspomnień to dobra droga do radzenia sobie z PTSD?

    W sumie nie wiemy jak mechanizm zapisywania wspomnień wygląda*, ale jakkolwiek by nie wyglądał, można chyba uznać, że do XXIV stulecia, w optymistycznym Treku, go poznają.
    Przy czym nie, nie miałem na myśli usuwania wspomnień (choć Spock tym sposobem usiłował pomóc Kirkowi po stracie Rayny) - będące zresztą kontrowersyjną techniką (Lem w "Obłoku Magellana" nazwał je niegodnym, W.J. Williams z "Lethe" nie był tak kategoryczny) - prędzej osłabienie siły ich emocjonalnego oddziaływania w pewnych przypadkach (tam gdzie pacjent sam sobie z tym nie radzi), na zasadzie: "pamiętam fakty, ale ruszają mnie znacznie mniej", by stało się zadość roddenberry'owskiemu "In the 24th century, no one grieves".

    * Tu przypomina się dyskusja, którą kiedyś na Lem.pl toczyliśmy:
    https://forum.lem.pl/index.php?topic=1750.msg77624#msg77624

    w sumie to trochę burak, bo Sarjenki wspomnienia usunęli, a kilka sezonów później Picardowi po traumie nie zaproponowano takiej opcji...

    Pomijając kwestie etyczne - to by było przeciwskuteczne, zawsze by się trafił jakiś Sisko, który by mu przypomniał...

    Ale spójrz na Barclaya. Nikt mu nie był w stanie pomóc w jego uzależnieniu i fobii społecznej...

    Zawsze się trafią jakieś pojedyncze, trudnouleczalne, przypadki (jak ci zamknięci na Elbie II), ale przecież i on funkcjonował +/- normalnie, wnosząc - jak "Pathfinder" pokazał - cenny wkład do społeczeństwa i (w sumie) akceptacji doświadczając.

    Już wiem, jak seksistowski jest tam Kirk i jak ogólnie traktuje się kobiety. W końcu Facebooka śledzę i posty na nim... Nie wyniosłabym z tej serii nic wartościowego. I nie cierpię Shatnera.

    Co do seksizmu w TOS-ie to nie jest on taki znów straszny - panie są tam oficerami mostkowymi, wybitnymi specjalistkami (co prawda z miękkich, humanistycznych, dziedzin) z działu naukowego, samodzielnymi dowódcami (słynna Romulan Commander) i przywódcami... Co nadto jest dość traktować jako anachronizm, futurologicznego buraka.

    Natomiast jeśli chodzi o Kirka, to wystarczy odbierać jego życie miłosne przez pryzmat odcinka Star Trek Continues "The White Iris"*, nie doszukując się w nim przedmiotowego traktowania i samczego szowinizmu, a nowej - postępowej, wbrew pozorom - etyki seksualnej:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=121&page=16#msg290183
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=3907&page=2#msg291309
    Sądzę, że jeśli zaczniesz - achronologicznie - od w/w fan-epizodu z TOS-em pójdzie Ci znacznie łatwiej (choć będzie tam kilka ostrych spoilerów), bo zobaczysz ludzką stronę Jamesa T.

    * O którym Ci już wspominałem:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4164&page=1#msg320426

    chciałabym polubić bohaterów. A tu się nie da (no, oprócz Spocka).

    Da, da. Jest jeszcze McCoy, Uhura (jedna z pierwszych silnych pań popkultury, która rozkwita w TAS, STC i u Abramsa), Scotty... Zresztą i dla samego Spocka można TOS oglądać...

    Ale właśnie to tłumaczy, dlaczego ciągle zostawali w pobliżu i spotykali ciągle swoich sąsiadów.

    Tłumaczy, jasne, ale uważam przyjęcie takiej koncepcji za błąd twórców...

    Choć nie powiem, kilka fajnych gatunków TNG wprowadziło.

    I to jak ikonicznych, choćby Borga.

    I jestem daleka od krytykowania "przynieś, zanieś, pozamiataj"

    Cóż, przyznać trzeba, że i w ORV, i w LD się to sprawdza...

    ale mam ogólnie sentyment do już poznanych gatunków i chcę je widzieć w Treku jak najwięcej.

    Ależ niech je pokazują, ale w tle (właśnie jako załogantów misji eksploracyjnych, którzy mogą przecież często rozmawiać z domem, a ich kulturowe i biologiczne tło może wpływać na ich zachowania i wybory w czasie centralnych odcinkowo !) sytuacji).

    I nie mów mi, że TNG był początkiem końca Treka.

    Dobra, nie mówię 😉 , prędzej można uznać za tenże późne sezony DS9 (choć i one miewały znakomite epizody). Twierdzę jednak, że już w TNG pojawiły się pierwsze drobne odstępstwa od wizji G.R. (z których tylko nieliczne dałoby się uznać za zmiany na plus).

    Do ostatnich sezonów trzymał poziom, był piękny, po prostu (oprócz, oczywiście, buraczanych odcinków).

    Prawda. Choć szósty i siódmy - mimo wciąz wielu dobrych odcinków - dopadała jakaś taka nijakość, wypalenie, ugrzecznienie...

    Nigdy aż tak bardzo nie doświadczyliśmy Nieznanego, jak w całej podróży Voyagera...

    Szkoda tylko, że to Nieznane było w sumie tak znajome - kolejne, coraz mniej charakterystyczne wyglądowo 😉 i kulturowo humanoidy, których nazwy (z paroma wyjątkami) trudno spamiętać...

    Kto by chciał 70 lat wracać do domu?

    Ktoś taki jak świeżo rozwiedziony McCoy (kłania się "jedenastka"), czy Kirk, który nie umiał usiedzieć za biurkiem. Picard - czegokolwiek między gwiazdami szuka - też. Dość jest w UFP urodzonych odkrywców (i niespokojnych duchów - Maquis się kłaniają - których można ukierunkować jak Pike - neoKirka), a nawet swego rodzaju stracenców, by zebrać z nich całkiem sporo takich załóg.

    Eksploracja, już w TNG, zeszła na drugi plan, na pierwszym planie były jednak moralizatorskie pogadanki i filozofia, za co kocham TNG.

    To też forma eksploracji, tyle, że inner space, ale najlepiej przecież łączyć jedno z drugim.

    Ja nie wiem, czy tu roli nie odgrywa sentyment.

    Jasne, że odgrywa, nawet dużą, ale nie nazwałbym go czynnikiem kluczowym, w końcu:

    całościowo TNG to przepiękna opowieść...

    🙂

    Dorastałam na tym, jako 13-letnia dziewczynka, ten serial był dla mnie wszystkim. Kochałam się w Worfie, rysowałam statki kosmiczne i kosmos... Po prostu miałam szajbę.

    Mógłbym podpisać się pod wieloma z tych słów (no, poza byciem dziewczynką i kochaniem się w Worfie 😉 ).

    DISC i PIC są bardziej nastawione na akcję. Nie wiem, czy współczesna młodzież odnajdzie tam tyle dobrego, co my w TNG.

    Jeśli jej się uda, to będzie - IMHO - musiała szukać b. intensywnie, aż do etapu samodzielnego dopisywania sensów 😉 .

    Na plus tych seriali przemawiają pewne postacie i to one ratują głównie te seriale (Georgou, Saru, Picard, Soji).

    Soji to chyba głównie za sprawą Twojej miłości do androidów...

    Pleiades
    Uczestnik
    #246829

    Sądzę, że nie posłucha tego, tak jak i Shatner (którego ledwo co na prawdziwe kirkowanie wzięło, jak wiemy).

    Sądzisz, że Patrick Stewart ma syndrom "kirkowania"? Ja odniosłam wrażenie, że jest skromny, jedynie robi to o co go proszą. No bo, w sumie, rany ludzie, wszyscy go kojarzą z Picardem...
    A swoją drogą, chciałabym go kiedyś spotkać na żywo i powiedzieć "I love you, sir"...

    Miałem na myśli wnętrze neuronów zasadniczo 😉 .

    Czyli uważasz, że wspomnienia można modyfikować? Na poziomie neuronów?
    Nikt chyba nie wie w tej chwili, jak działa ludzka pamięć. Chyba za czasów TNG już to odkryli.
    Ale psychika to skomplikowana sprawa, na jej całokształt składają się: biochemia, doświadczenia, uczucia, wspomnienia i jakiś nieznany biologiczny czynnik, który wyznacza czy dana jednostka jest bardziej odporna czy wręcz przeciwnie. Niektórzy mówią, że np. depresja może być dziedziczna...

    Pomijając kwestie etyczne - to by było przeciwskuteczne, zawsze by się trafił jakiś Sisko, który by mu przypomniał...

    Ale jest różnica między wspomnieniami a tym, co inni Ci przypominają.
    - Hej, a pamiętasz, jak zostałeś porwany przez Borga i stałeś się Locutusem?
    - No nie bardzo, mam wymazane wspomnienia..
    - A więc było tak i tak...
    - Aha... (bez bagażu emocjonalnego)
    - A pamiętasz jak byłeś w niewoli u Cardassian i cię torturowali?
    - Nie...
    - A więc było tak i tak...
    - No dobra (nadal bez bagażu emocjonalnego)
    Tak więc wymazywanie pamięci zdaje się genialnym posunięciem 🙂 Ja na to przystaję 🙂

    Co do seksizmu w TOS-ie to nie jest on taki znów straszny - panie są tam oficerami mostkowymi, wybitnymi specjalistkami (co prawda z miękkich, humanistycznych, dziedzin) z działu naukowego, samodzielnymi dowódcami (słynna Romulan Commander) i przywódcami...

    Czy ja wiem? Chodzą skąpo ubrane, w krótkich spódniczkach. W dodatku ten Kirk każdą podrywa i ona leci mu w ramiona... Uchhh, niestrawne...

    ostrych spoilerów), bo zobaczysz ludzką stronę Jamesa T.

    Ja chyba sobie jednak podaruję. Facebook zniechęcił mnie aż za nadto...

    Zawsze się trafią jakieś pojedyncze, trudnouleczalne, przypadki (jak ci zamknięci na Elbie II), ale przecież i on funkcjonował +/- normalnie, wnosząc - jak "Pathfinder" pokazał - cenny wkład do społeczeństwa i (w sumie) akceptacji doświadczając.

    Ale Barclay nie wyzbył się dawnych schematów. Wciąż miał problem z uzależnieniem i fobią społeczną. Owszem, sesje z Troi to załagodziły, ale to jest leczenie objawowe, a nie przyczynowe. To tak jak we współczesnym świecie - leczymy objawowo, nie zgłębiając się w źródło problemu. To mój podstawowy zarzut co do psychologów, z którymi się zetknęłam. Są fałszywymi uzdrowicielami, a tak naprawdę nie mają pojęcia o tym co robią :E
    Barclay jest mi bardzo bliski...

    Da, da. Jest jeszcze McCoy, Uhura (jedna z pierwszych silnych pań popkultury, która rozkwita w TAS, STC i u Abramsa), Scotty... Zresztą i dla samego Spocka można TOS oglądać...

    Nie lubię ich, zwłaszcza McCoya. We filmach zdawał się być strasznie zrzędliwy i irytujący. Uhura może okej, ale nie widzę jakiegoś rozwoju postaci we filmach. Ot, sobie była. Scotty nieco lepiej, zwłaszcza w Abramsowej wersji 😉 i w odcinku "Relics" 😀

    Tłumaczy, jasne, ale uważam przyjęcie takiej koncepcji za błąd twórców...

    A ja uważam to za wielki plus, że jeszcze można o tych sąsiadach napisać niejedną historię. Czyż odcinki z Klingonami, Vulkanami i Romulanami nie były fascynujące? "Redemption", "Unification", choćby...

    I to jak ikonicznych, choćby Borga.

    Oh, YES 😀

    Cóż, przyznać trzeba, że i w ORV, i w LD się to sprawdza..

    Nie widziałam, więc się nie wypowiem...

    Ależ niech je pokazują, ale w tle (właśnie jako załogantów misji eksploracyjnych, którzy mogą przecież często rozmawiać z domem, a ich kulturowe i biologiczne tło może wpływać na ich zachowania i wybory w czasie centralnych odcinkowo !) sytuacji).

    A ja nadal uważam, że krążenie w pobliżu domu ma sens... Lepiej poznajemy sąsiadów, z którymi mieliśmy mało dotychczas do czynienia. Przecież wątki klingońskie i romulańskie są w TNG świetnie poprowadzone.

    Prawda. Choć szósty i siódmy - mimo wciąz wielu dobrych odcinków - dopadała jakaś taka nijakość, wypalenie, ugrzecznienie..

    Nie wiem, mnie się wydaje, że wciąż trzymali jakiś poziom. Były nadal odcinki doskonałe. Trochę kiepskich, jak w każdym sezonie, a jak porównać to do pierwszego sezonu, to... (?)

    Szkoda tylko, że to Nieznane było w sumie tak znajome - kolejne, coraz mniej charakterystyczne wyglądowo 😉 i kulturowo humanoidy, których nazwy (z paroma wyjątkami) trudno spamiętać...

    Ale trochę zapadło w pamięci. Kazoni, Hirogeni, O'Campa, gatunek 8472!

    Dobra, nie mówię 😉 , prędzej można uznać za tenże późne sezony DS9 (choć i one miewały znakomite epizody). Twierdzę jednak, że już w TNG pojawiły się pierwsze drobne odstępstwa od wizji G.R. (z których tylko nieliczne dałoby się uznać za zmiany na plus).

    Bo Ty mówisz o wizji GR... Jego wizja była bardzo TOSowa, słabo się rozwijała i dostosowywała do współczesnych czasów. Pierwszy sezon TNG jest sztywny jak nie wiem... I te nieszczęsne odcinki jak "Code of Honor" czy "The Naked Now" (tak, o wiele gorsze niż "Datalore")... Nie wiem, jak długo GR miał wpływ na scenariusz, ale potem baaardzo się polepszyło... Nie ujmując nic GR, ale chyba nie rozumiał, że trzeba iść na przód z wizjami, dostosować je do tego, co oczekuje widownia...

    Ja nadal uważam TNG, ba, nawet całego VOY, za doskonałe Treki.

    Ktoś taki jak świeżo rozwiedziony McCoy (kłania się "jedenastka")

    Rany, zupełnie się pogubiłam w numeracji... "Jedenastka" to Into Darkness? Świetny film, ale McCoya kompletnie nie kojarzę, jakoby miał odgrywać jakąś większą rolę.

    czy Kirk, który nie umiał usiedzieć za biurkiem. Picard - czegokolwiek między gwiazdami szuka - też.

    No ale zaraz, sądzisz, że ci kapitanowie, postawieni w położeniu Kaśki, eksplorowali by sobie beztrosko galaktykę, nie chcąc pruć do domu?
    Raczej chyba nie... Każdy tęskni za domem...

    To też forma eksploracji, tyle, że inner space, ale najlepiej przecież łączyć jedno z drugim.

    O ile się da. A jednak "przynieś, zanieś, pozamiataj" wygrało z eksloracją kosmosu. I ludzie nadal kochają TNG, ja też.

    Jasne, że odgrywa, nawet dużą, ale nie nazwałbym go czynnikiem kluczowym,

    Mnie się wydaje, że jednak sentyment mną kieruje. Czy dla współczesnego 14-latka w ogóle TNG byłby strawny?

    Mógłbym podpisać się pod wieloma z tych słów (no, poza byciem dziewczynką i kochaniem się w Worfie 😉 ).

    Przyznaj się, w kim się kochałeś? 😉 Nie mów tylko że w Lwaxanie 😀

    Soji to chyba głównie za sprawą Twojej miłości do androidów...

    Tak, zgadza się. Gdyby nie była androidem, to by była dla mnie meh... Ale cenię ją, bo jest ucieleśnieniem marzeń wielu cybernetyków, bo jest sztucznym ciałem z piękną duszą, bo ma szansę rozwijać się w społeczeństwie, gdzie androidy wreszcie traktuje się jako _osoby_, nie przedmioty (jak to miało miejsce z Datą i Lore'm...)
    Dużo mam powodów, aby ją lubić...

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata przez Pleiades.
    Q__
    Uczestnik
    #246855

    Sądzisz, że Patrick Stewart ma syndrom "kirkowania"

    Sądząc po pewnych wątkach, które wprowadził do FC, INS i NEM - może trochę (albo i więcej niż trochę 😉 ) tak. Ale nie o to mi chodziło, a o fakt, że - tak jak Shatner - należy do ludzi, którzy łatwo nie poddają się starości (co pewnie trochę wynika z biologicznych predyspozycji - nie wszyscy mają tak łatwo, ale i zasługuje na szacunek).

    A swoją drogą, chciałabym go kiedyś spotkać na żywo i powiedzieć "I love you, sir"...

    W sumie... wystarczy w tym celu polecieć do UK 😉 .

    Czyli uważasz, że wspomnienia można modyfikować? Na poziomie neuronów?

    Miałem na myśli wnętrze neuronów zasadniczo 😉 .

    Nikt chyba nie wie w tej chwili, jak działa ludzka pamięć. Chyba za czasów TNG już to odkryli.

    Musieli, z samego faktu istnienia technologii Transportera (która polega na dogłębnym i precyzyjnym mapowaniu miliardów ludzi każdego dnia) to wynika.

    Ale psychika to skomplikowana sprawa

    Niemniej, jeśli przyjmiemy wykładnię materialistyczną, na której Trek - jak widać powyżej - bazuje, w ostatecznym rachunku dająca sprowadzić się do fizyki.

    Ale jest różnica między wspomnieniami a tym, co inni Ci przypominają.

    Jest, ale - jak już pokazała poniekąd rozpisana przez Ciebie scenka - takie wymazywania, zwł. pamięci faktów powszechnie znanych, musi prowadzić do absurdów. W kulturalnym społeczeństwie UFP to raczej nie grozi, ale w naszym świecie ktoś mógłby np. dostać w mordę, i nie wiedzieć za co (mówiąc dosadnie i pół-żartem).

    Chodzą skąpo ubrane, w krótkich spódniczkach.

    Tylko, że wtedy to nie był seksizm, a demonstracyjny feminizm - wyzwolenie z konieczności represjonowania swojego ciała (i seksualności), wiktoriańskiego zakrywania się od stóp po szyję. Dziś chyba tylko muzułmanki z najkonserwatywniejszych krajów tamtejszego kręgu to docenią.

    W dodatku ten Kirk każdą podrywa i ona leci mu w ramiona...

    Nie każdą, wbrew pozorom. Ilość partnerek miał zresztą porównywalną do paru innych bohaterów ST, jeśli liczyć widoczne na ekranie.

    Nadto, powtórzę, tam nie chodzi o jakieś - za przeproszeniem - zaliczanie, a o nową etykę seksualną, która dopuszcza budowanie głębokich, chočby i teoretycznie przelotnych, więzi w relacjach innych niż monogamiczne. Obejrzyj ten "The White Iris", zobaczysz jak Kirk kochał każdą z tych kobiet, i jak cierpiał z powodu śmierci tych z nich, których nie zdołał ocalić (a cierpiał tak, że mało go to nie zabiło).

    Ja chyba sobie jednak podaruję.

    Rezygnując z poznania jednego z najlepszych Treków. I skreślając jednego z ciekawszych kapitanów na podstawie pozorów i relacji z drugiej ręki. A czyż ST nie uczy nas najpierw dobrze poznać, potem oceniać?

    Facebook zniechęcił mnie aż za nadto...

    Facebook to - w tym wypadku - wyrwane z kontekstu scenki i radykalne, czy też złosliwo-humorystyczne, ich interpretacje, nie ma co się tym za mocno sugerować.

    Ale Barclay nie wyzbył się dawnych schematów. Wciąż miał problem z uzależnieniem i fobią społeczną.

    Widać jednak znaczącą poprawę - spotykał się z kobietami, w załodze Voyagera znalazł przyjaciół (czyli zbudował całą sieć relacji), ba, nawet Harkins choć - mimo woli - podcinał mu skrzydełka darzył go przecież przyjaźnią i usiłował opiekować się nim.

    To mój podstawowy zarzut co do psychologów, z którymi się zetknęłam. Są fałszywymi uzdrowicielami, a tak naprawdę nie mają pojęcia o tym co robią :E

    Cóż, nie mamy dostatecznej wiedzy o mechanizmach funkcjonowania mózgu, by psychologia była nauką ścisłą, a w czasach gdy się rodziła było z tą wiedzą jeszcze gorzej, stąd od zarania ma - musi mieć w tych okolicznościach - posmak nastawionego raczej na efekty, niż znajomość przyczyn, szamaństwa.

    Barclay jest mi bardzo bliski...

    Jest bliski wielu z nas... 🙂

    Nie lubię ich, zwłaszcza McCoya. We filmach zdawał się być strasznie zrzędliwy i irytujący.

    McCoya trzeba bliżej poznać, by docenić. Ta jego zrzędliwość to z jednej strony czysty humanizm - wszelkie nasze emocje i, często trudne do nazwania, odczucia pięknie kontrastujące z logiką Spocka; z drugiej zaś - forma terapeutyzowania załogi - mówienia niewygodnych prawd, nazywania po imieniu lęków budzonych przez konfrontację z Nieznanym, i tym samym oswajania ich.

    A ja uważam to za wielki plus, że jeszcze można o tych sąsiadach napisać niejedną historię. Czyż odcinki z Klingonami, Vulkanami i Romulanami nie były fascynujące?

    Były, ale - jak wielokroć pisałem - wolę gdy Trek stanowi przedłużenie rzeczywistości (komentarz do przeszłości i teraźniejszości, próbę przewidywania przyszłości) i pokazuje cudowność realnego Wszechświata, a nie zagłębia się w sobie dobudowując fikcję do fikcji... To ostatnie, jak fajne by nie bywało, jest dość puste poznawczo...

    Nie widziałam, więc się nie wypowiem...

    Obejrzyj. Zwł., że - pomijając Pakledów w LD, o których była już mowa - da się powiedzieć, że w obu wypadkach mamy do czynienia z załogami złożonymi z samych Barclay'ów (to jest postaci mniej posągowych, z ich fobiami i dziwactwami, które jednak w chwili próby przeważnie zdają egzamin; pod tym względem zresztą i do DISCO nie tak daleko). Ponadto w ORV masz świetnego androida, który potrafi tańczyć w deszczu (na mostku!).

    A ja nadal uważam, że krążenie w pobliżu domu ma sens...

    Cytując słowa Kirka (z STC): But that's not what ships are for!

    Były nadal odcinki doskonałe.

    Owszem, trafiały się.

    a jak porównać to do pierwszego sezonu, to... (?)

    To nadal on u mnie wygrywa. Raz - bo był... pierwszy, zbudował rzeczywistość XXIV-wiecznego ST. Dwa - ze względu na swoje m.in. futurologiczne ambicje.

    Ale trochę zapadło w pamięci. Kazoni, Hirogeni, O'Campa, gatunek 8472!

    Poza tym ostatnim głównie przez swoją regularną ekranową obecność, jak sądzę. A znów w wypadku 8472 zdecydował efekciarski sposób ich wprowadzenia, i (względna) niehumanoidalność.

    Bo Ty mówisz o wizji GR... Jego wizja była bardzo TOSowa, słabo się rozwijała i dostosowywała do współczesnych czasów. Pierwszy sezon TNG jest sztywny jak nie wiem... I te nieszczęsne odcinki jak "Code of Honor" czy "The Naked Now" (tak, o wiele gorsze niż "Datalore")... Nie wiem, jak długo GR miał wpływ na scenariusz, ale potem baaardzo się polepszyło...

    Sednem wizji G.R. jest dla mnie jednak TMP, gdzie miał swobodę twórczą i duży budżet. Nie sądzę by było tam co poprawiać (poza ew. wizualną kosmetyką), to kawałek solidnej SF, któremu w byciu należycie docenionym przez krytykę i szeroką publiczność szkodzi fakt, że jest... Trekiem.

    Nie ujmując nic GR, ale chyba nie rozumiał, że trzeba iść na przód z wizjami, dostosować je do tego, co oczekuje widownia...

    Ale dlaczego niby wizjoner ma dostosowywać się do widowni? Niech ona podąży za nim.

    Ja nadal uważam TNG, ba, nawet całego VOY, za doskonałe Treki.

    Będę skromniejszy 😉 i powiem - zawierające doskonałe odcinki, i wątki. (Przy czym nie oceniam ich na tle reszty Treka, a reszty dokonań kultury.)

    "Jedenastka" to Into Darkness?

    Nie, o oczko wcześniejszy, film z roku 2009.

    McCoya kompletnie nie kojarzę, jakoby miał odgrywać jakąś większą rolę.

    No, poza tym, że nauczył się wskrzeszać zmarłych, nic więcej w "dwunastce" (w sumie) nie robił 😉 .

    No ale zaraz, sądzisz, że ci kapitanowie, postawieni w położeniu Kaśki, eksplorowali by sobie beztrosko galaktykę, nie chcąc pruć do domu?

    Nie powiedziałem, że w jej położeniu. Miałem na myśli kompletnie dobrowolne (nie - wymuszone okolicznościami) udanie się w taką podróż, odpowiednim statkiem (któremu nie grozi los Equinoxa), z załogą, która od początku się na to pisała (więc bez kaśkowego poczucia winy).

    A jednak "przynieś, zanieś, pozamiataj" wygrało z eksloracją kosmosu.

    Niestety, co da się złożyć na karb ledwo przywołanego prawa K.-G.

    I ludzie nadal kochają TNG, ja też.

    Bo wciąż, mimo wszystko, znajdzie się po temu dość dobrych powodów.

    Czy dla współczesnego 14-latka w ogóle TNG byłby strawny?

    Jeśli założyć, że nie - czy świadczyłoby to źle o TNG, czy o tym 14-latku?

    Przyznaj się, w kim się kochałeś? 😉 Nie mów tylko że w Lwaxanie 😀

    Jeśli już, to w jej córce, trochę. Ale tak naprawdę moją Trekową postacią płci odmiennej stała się dopiero Kira.

    Gdyby nie była androidem, to by była dla mnie meh...

    Czyli, wbrew pozorom, zgadzamy się w ocenie konstrukcji postaci.

    Ale cenię ją, bo jest ucieleśnieniem marzeń wielu cybernetyków, bo jest sztucznym ciałem z piękną duszą, bo ma szansę rozwijać się w społeczeństwie, gdzie androidy wreszcie traktuje się jako _osoby_, nie przedmioty (jak to miało miejsce z Datą i Lore'm...)

    Jednym słowem: bo jest spełnieniem marzeń swojego Ojca. (Swoją drogą: dlaczego nie pokazano nam ich spotkania?)

    Pleiades
    Uczestnik
    #246858

    Sądząc po pewnych wątkach, które wprowadził do FC, INS i NEM - może trochę (albo i więcej niż trochę 😉 ) tak. Ale nie o to mi chodziło, a o fakt, że - tak jak Shatner - należy do ludzi, którzy łatwo nie poddają się starości (co pewnie trochę wynika z biologicznych predyspozycji - nie wszyscy mają tak łatwo, ale i zasługuje na szacunek).

    Musiałabym bardziej zwracać uwagę na Stewarta, niż na jego postać - Picarda. Ja go głównie oceniam przez pryzmat postaci. Czas obejrzeć chyba jakieś wywiady z nim. Ale do kirkowania mu chyba jednak daleko 😉

    W sumie... wystarczy w tym celu polecieć do UK 😉 .

    Byłam w UK raz w życiu, kilka lat temu. Całkiem niezła przygoda. Ale tak szybko nie polecę znowu, zwłaszcza że nie są już w EU
    Patrick Stewart mógłby kiedyś odwiedzić Polskę 😉

    Miałem na myśli wnętrze neuronów zasadniczo 😉

    Jak zwał tak zwał. Ważne jest to, że w XXIV wieku potrafią modyfikować wspomnienia.

    Jest, ale - jak już pokazała poniekąd rozpisana przez Ciebie scenka - takie wymazywania, zwł. pamięci faktów powszechnie znanych, musi prowadzić do absurdów. W kulturalnym społeczeństwie UFP to raczej nie grozi, ale w naszym świecie ktoś mógłby np. dostać w mordę, i nie wiedzieć za co (mówiąc dosadnie i pół-żartem).

    Heheh, w sumie racja. Już widzę minę takiego kogoś: "Za co to?!" i zupełnie nieświadomego, że coś zrobił...
    Ale nam to nie grozi, bo nie umiemy na razie wymazywać wspomnień.

    Tylko, że wtedy to nie był seksizm, a demonstracyjny feminizm - wyzwolenie z konieczności represjonowania swojego ciała (i seksualności), wiktoriańskiego zakrywania się od stóp po szyję.

    Chyba masz rację, ale dzisiaj to się ciutkę źle odbiera. Jako właśnie seksizm.

    Obejrzyj. Zwł., że - pomijając Pakledów w LD, o których była już mowa - da się powiedzieć, że w obu wypadkach mamy do czynienia z załogami złożonymi z samych Barclay'ów

    Zachęciłeś mnie 🙂 Muszę obejrzeć, i PIC również, bo się boję, że znikną z Amazona... Ale czas nie jest z gumy, strasznie mało go ostatnio mam, a tu jeszcze rewatch TNG... Ech, jak tu żyć, za co się wpierw zabrać...? Dobre pytanie.

    Nie każdą, wbrew pozorom. Ilość partnerek miał zresztą porównywalną do paru innych bohaterów ST, jeśli liczyć widoczne na ekranie.

    Ech, ciekawe, czemu na myśl mi przychodzi Riker? 😉

    Nadto, powtórzę, tam nie chodzi o jakieś - za przeproszeniem - zaliczanie, a o nową etykę seksualną, która dopuszcza budowanie głębokich, chočby i teoretycznie przelotnych, więzi w relacjach innych niż monogamiczne.

    Coś w tym jest, bo w TNG też to zjawisko było. Przelotne romanse, znajomości, na jeden, góra dwa, odcinki.
    Ale to troszkę mnie drażni, bo ja jestem bardzo monogamiczna i tacy bohaterowie, którzy skaczą z kwiatka na kwiatek, jakoś mi tak średnio pasują...

    Rezygnując z poznania jednego z najlepszych Treków. I skreślając jednego z ciekawszych kapitanów na podstawie pozorów i relacji z drugiej ręki. A czyż ST nie uczy nas najpierw dobrze poznać, potem oceniać?

    Może masz rację i powinnam dać TOSowi szansę...?
    Nie wiem, zastanawiam się jeszcze...

    Facebook to - w tym wypadku - wyrwane z kontekstu scenki i radykalne ich interpretacje, nie ma co się tym za mocno sugerować.

    W ogóle ciężko mi się FB czyta i prawie nie uczestniczę w życiu grup, do których jestem zapisana. Czasami jakiś fajny news do mnie dotrze, np. o aktualizacji jakiejś ulubionej gry, albo, w przypadku ST tam się dowiedziałam o Strange New Worlds. Dlatego siedzę na tych grupach.

    Widać jednak znaczącą poprawę - spotykał się z kobietami, w załodze Voyagera znalazł przyjaciół (czyli zbudował całą sieć relacji)

    I chwała, że tego Barclaya na prostą nieco wyprowadzili, bo to, jak go traktowała załoga Entka D, to woła o pomstę do nieba.

    Cóż, nie mamy dostatecznej wiedzy o mechanizmach funkcjonowania mózgu, by psychologia była nauką ścisłą, a w czasach gdy się rodziła było z tą wiedzą jeszcze gorzej, stąd od zarania ma - musi mieć w tych okolicznościach - posmak nastawionego raczej na efekty, niż znajomość przyczyn, szamaństwa.

    Co racja to racja. Psychologowie mi wyrządzili więcej krzywd, niż wynikało z tego korzyści. Co innego mówili, co innego robili, podkopali moją pewność siebie, sprawili, że zaczęłam wątpić w pewne sprawy. Już wolę psychiatrów. Przynajmniej leki mi dobre lekarka zapisała.

    Cytując słowa Kirka (z STC): But that's not what ships are for!

    Ale ludzie, pomimo wrodzonej ciekawości i chęci eksploracji, trochę się boją Obcości. Dlatego wracamy z odległych podróży. Jak sobie wyobrażasz, że załoga Entka miałaby lecieć przed siebie, coraz dalej i dalej, nigdy nie oglądając się do tyłu? Załoga w końcu umarłaby ze starości, a następne pokolenie, które by za nich objęło mostek i cały statek, w końcu by nie wiedziało, co to słowo Dom...
    Ja tam wolę, jak kręcą się w pobliżu i spotykają Vulkan, Klingonów, etc. 😉

    Owszem, trafiały się.

    Nawet bardzo doskonałe 🙂
    Oczywiście trafiały się też straszne babole... Które nadawałyby się do działu buraków.

    McCoya trzeba bliżej poznać, by docenić. Ta jego zrzędliwość to z jednej strony czysty humanizm - wszelkie nasze emocje i, często trudne do nazwania, odczucia pięknie kontrastujące z logiką Spocka; z drugiej zaś - forma terapeutyzowania załogi - mówienia niewygodnych prawd, nazywania po imieniu lęków budzonych przez konfrontację z Nieznanym, i tym samym oswajania ich.

    Dla mnie to po prostu zrzęda i tyle 😉
    Chociaż w wersji abramsowej jest bardziej znośny 😛

    To nadal on u mnie wygrywa. Raz - bo był... pierwszy, zbudował rzeczywistość XXIV-wiecznego ST. Dwa - ze względu na swoje m.in. futurologiczne ambicje.To nadal on u mnie wygrywa. Raz - bo był... pierwszy, zbudował rzeczywistość XXIV-wiecznego ST. Dwa - ze względu na swoje m.in. futurologiczne ambicje.

    Naprawdę, masz aż taki sentyment do pierwszego sezonu? Właśnie, chodzi chyba głównie o sentyment. Ja lepiej wspominam sezon drugi, trzeci i czwarty. Nie było takich strasznych baboli jak Code of Honor (brrr.. aż mną trzęsie na wspomnienie tego epizodu), Haven (trochę mniej mną trzęsie, bo przynajmniej scena rodzinnego obiadku była super 😉 ). Hej, i ten Datalore nawet nie wygląda w obliczu w/w tak źle...
    Tak więc, pierwszy sezon jest okej, ale dopiero później TNG się rozkręcił.

    Poza tym ostatnim głównie przez swoją regularną ekranową obecność, jak sądzę. A znów w wypadku 8472 zdecydował efekciarski sposób ich wprowadzenia, i (względna) niehumanoidalność.

    Ale były to rasy, które sobą wniosły jakiś taki powiew świeżości. Miały ciekawe cechy, charakterystykę (np. Hirogeni wciąż poszukujący "zwierzyny"). 8472 to w ogóle osobny przypadek, bo zjawili się w mega ciekawych odcinkach i weszli do VOYa, otwierając drzwi z hukiem 😉 Oj, zapadają w pamięci...

    Sednem wizji G.R. jest dla mnie jednak TMP, gdzie miał swobodę twórczą i duży budżet.

    Racją jest, że TMP jest doskonałym filmem, uwielbiam. Nie jest to akcyjniak, ma zrównoważone tempo i bardzo jest ciekawy pod względem filozoficznym.

    Ale dlaczego niby wizjoner ma dostosowywać się do widowni? Niech ona podąży za nim.

    Żeby sprzedać swój produkt?
    I naprawdę, chciałbyś, aby wizja GR do końca obowiązywała w TNG? Z tym Łosiem-superktosiem, stanowczym Picardem, jakąś taką rzewną Troi i nieokreślonym Datą...?
    Ja wolę, że te postacie rozwinęły się tak, jak się rozwinęły. Nie chciałabym, aby mi to ktoś zabrał.

    Będę skromniejszy 😉 i powiem - zawierające doskonałe odcinki, i wątki. (Przy czym nie oceniam ich na tle reszty Treka, a reszty dokonań kultury.)

    No to tu się zgadzamy 🙂

    Nie, o oczko wcześniejszy, film z roku 2009.

    Już mi się kompletnie te numerki pomieszały. Racja, trzeba było napisać, że chodzi o pierwszy film Abramsa.
    Mało go już pamiętam, niestety...

    No, poza tym, że nauczył się wskrzeszać zmarłych, nic więcej w "dwunastce" (w sumie) nie robił 😉

    Hej, Into Darkness to mój ulubiony film Abramsa, ale ze względu na Khana 🙂

    Jeśli założyć, że nie - czy świadczyłoby to źle o TNG, czy o tym 14-latku?

    Ani jedno ani drugie. Po prostu czasy się zmieniają. Mój syn pewnie by nie obejrzał nawet jednego odcinka; teraz młodzież chce wszystko szybko, ładnie i efekciarsko.

    Jeśli już, to w jej córce, trochę. Ale tak naprawdę moją Trekową postacią płci odmiennej stała się dopiero Kira.

    Kirę za mało znam, ale Deanna powiadasz? 😉 Najładniej wyglądała w tej niebieskiej sukience, w której przez pewien okres czasu chodziła.

    Czyli, wbrew pozorom, zgadzamy się w ocenie konstrukcji postaci.

    Tak, mogłaby być bardziej wyrazista. Pokazać trochę charakteru. Ale nie za bardzo serial pozwolił jej się rozwinąć. Już Seven byłą lepsza.
    A Hugh im nie wybaczę :E

    (Swoją drogą: dlaczego nie pokazano nam ich spotkania?)

    Szkoda, wielka szkoda...

    Q__
    Uczestnik
    #246861

    Ale do kirkowania mu chyba jednak daleko 😉

    Hmm, przypomnę tylko, że madmaxowa scena z NEM, młodsze (przynajmniej out-of-universe) partnerki Łysego, i nastawienie na akcję w FC i w odcinku "Starship Mine" - to wszystko trafiło do ST z inicjatywy Stewarta.

    Heheh, w sumie racja. Już widzę minę takiego kogoś: "Za co to?!" i zupełnie nieświadomego, że coś zrobił...

    SF zresztą zajmuje się tym problemem od dawna - na myśl przychodzi zarówno stara "Fabryka szczęścia" Borunia, film "Eternal Sunshine of Spotless Mind", jak i wątek - b. suderowatego - brata Edwarda z B5 (niedawno o nim wspominałem), którego grał również Brad Dourif.

    Ale nam to nie grozi, bo nie umiemy na razie wymazywać wspomnień.

    Póki co nie grozi 😉 .

    ale dzisiaj to się ciutkę źle odbiera. Jako właśnie seksizm.

    Wystarczy mieć w pamięci co to znaczyło wtedy, i odbiór staje się lepszy 😉 .

    Zachęciłeś mnie 🙂 Muszę obejrzeć

    Cieszę się 🙂 .

    Ech, jak tu żyć, za co się wpierw zabrać...? Dobre pytanie.

    Może, po prostu, oglądając w wolnych chwilach po kilka odcinków pod rząd? 😉

    Ech, ciekawe, czemu na myśl mi przychodzi Riker? 😉

    Słusznie przychodzi 😉 , ale i Picarda można tu liczyć (jak dobrze policzyć 😉 ).

    Coś w tym jest, bo w TNG też to zjawisko było. Przelotne romanse, znajomości, na jeden, góra dwa, odcinki.

    Przelotne, ale i dojrzałe - bez awantur, bez gwałtownych zerwań, bez palenia za sobą mostów. Jeśli zakończone rozstaniem, to z ważkich przyczyn. A przy tym nie mające znamion przedmiotowego traktowania drugiej strony. I nigdy nie oznaczające zdrady czy oszustwa.*

    * Pomijam sytuacje, gdy robienie słodkich oczu było formą zmylenia przeciwnika.

    Ale to troszkę mnie drażni, bo ja jestem bardzo monogamiczna

    No to polecam DS9 i bardzo ładny (choć i niezręcznie, głupio wręcz, zakończony) wątek życia miłosnego Bena Sisko. To był monogamista co się zowie.

    Może masz rację i powinnam dać TOSowi szansę...?

    Sądzę, a przynajmniej mam nadzieję, że obejrzawszy przyznasz, iż miałem 🙂 .

    W ogóle ciężko mi się FB czyta i prawie nie uczestniczę w życiu grup, do których jestem zapisana. Czasami jakiś fajny news do mnie dotrze, np. o aktualizacji jakiejś ulubionej gry, albo, w przypadku ST tam się dowiedziałam o Strange New Worlds. Dlatego siedzę na tych grupach.

    Jestem konsekwentnie niefejsującym, ale nie chodziło mi tu o deprecjonowanie tego medium/portalu po całości, a tylko zwrócić uwagę na mankamenty interpretowania TOS-u,o którym pisałaś. Zresztą, FB, jak każde narzędzie, nie jest dobry, ani zły, z natury, to zawsze kwestia czynionego zeń pożytku.

    I chwała, że tego Barclaya na prostą nieco wyprowadzili, bo to, jak go traktowała załoga Entka D, to woła o pomstę do nieba.

    Prawda, był to spory zgrzyt, choć w ostatecznym rachunku zaczęli go jednak traktować jak należy (co bywa dziś przypominane jako bat na shorttrekowego "Edwarda...", w którym do wypracowania odpowiedniej postawy nie doszło).

    Już wolę psychiatrów.

    Ich wiedza jest znacznie bardziej ścisła. Choć Michael Crichton i jego Norman Johnson (z "Kuli") broniliby i psychologii w tym względzie.

    Ale ludzie, pomimo wrodzonej ciekawości i chęci eksploracji, trochę się boją Obcości.

    Ale czyż oficerowie SF nie są znani ze zwycięskiego wychodzenia z konfrontacji ze strachem (choćby i ucieleśnionym)? 😉

    Jak sobie wyobrażasz, że załoga Entka miałaby lecieć przed siebie, coraz dalej i dalej, nigdy nie oglądając się do tyłu? Załoga w końcu umarłaby ze starości, a następne pokolenie, które by za nich objęło mostek i cały statek, w końcu by nie wiedziało, co to słowo Dom...

    SF zna przecież - od bardzo dawna (kłania się "Proxima Centauri" Leinstera) - wątek wypraw wielopokoleniowych, ale nawet nie to miałem na myśli, a powrót do tradycji pięcioletnich misji, a może nawet (pamiętajmy, że ludzie w ST starzeją się później, a statki są samowystarczalne) pójście krok dalej i pokazanie dziesięcio-, dwudziestoletnich...

    Ja tam wolę, jak kręcą się w pobliżu i spotykają Vulkan, Klingonów, etc. 😉

    A mnie to jednak trochę nudzi, bo z eksploracyjnej SF robi się space opera, worldbuilding, co jest jednak - mimo uroku wspomnianych fikcyjnych kultur - zaniżaniem lotów...

    Nawet bardzo doskonałe 🙂

    😉

    Oczywiście trafiały się też straszne babole... Które nadawałyby się do działu buraków.

    Taki już (niestety) urok Treka, od samego początku, do dziś.

    Dla mnie to po prostu zrzęda i tyle 😉

    Daj mu szansę. Twierdzę, że w tym wypadku poznać faktycznie znaczy pokochać 😉 .

    Chociaż w wersji abramsowej jest bardziej znośny 😛

    Bo prawie się nie odzywa? 😛

    Naprawdę, masz aż taki sentyment do pierwszego sezonu?

    Też. Ale to jednak mniej kwestia sentymentu, a bardziej doceniania tego, co wprowadził. I futurologiczno-technicznych drobiazgów w tle, i statku, postaci, wizji przyszłości, które są z nami do dziś.

    Ale były to rasy, które sobą wniosły jakiś taki powiew świeżości. Miały ciekawe cechy, charakterystykę (np. Hirogeni wciąż poszukujący "zwierzyny").

    Hirogeni to akurat blada kopia Yautja, zwanych też Predatorami. Prędzej pochwaliłbym tu Viidian (choć to ich choróbsko jakieś buraczane... no, chyba, że odbierzemy je przez pryzmat nanowirusa z CRU).

    Żeby sprzedać swój produkt?

    Tylko czy to jest kluczowe? "Blade Runner" np. zrobił finansową klapę, a stanowi jeden z dwu najlepszych filmów SF jakie powstały. I wolę to, niż gdyby miał być bardziej pokupny, ale gorszy...

    I naprawdę, chciałbyś, aby wizja GR do końca obowiązywała w TNG? Z tym Łosiem-superktosiem, stanowczym Picardem, jakąś taką rzewną Troi i nieokreślonym Datą...?

    Dlaczego sądzisz, że wizja G.R. musiałaby być kompetnie statyczna? Ja jednak sądzę, że i w jej ramach postacie by się mogły ciekawie rozwinąć (może nawet zyskując to, co zyskały, a nie tracąc tego, co utraciły). Dacie np. więcej wyraźnej maszynowości ruchów (tj. sztywności, ale i szybkości i częściej demonstrowanej siły) i w dalszych sezonach by nie zaszkodziło.

    Ja wolę, że te postacie rozwinęły się tak, jak się rozwinęły. Nie chciałabym, aby mi to ktoś zabrał.

    Ależ nikt nie zabierze, skoro TNG zostało już nakręcone w znanym nam kształcie. Możliwe jednak, że gdyby było nakręcone inaczej, do tamtej jego, alternatywnej, wersji byłabyś równie przywiązana... 😉

    Ani jedno ani drugie. Po prostu czasy się zmieniają. /.../ teraz młodzież chce wszystko szybko, ładnie i efekciarsko.

    Tylko czy tym młodzież nie robi sobie krzywdy nastawiając się na odbiór ładnie przyrządzonej papki? I czy faktycznie wszyscy młodzi mają takie nastawienie?

    Kirę za mało znam

    Poznaj, poznaj... 😉

    ale Deanna powiadasz? 😉

    Po prawdzie z braku laku trochę. Tasha przecież szybko zginęła, a Bev trudno mi było brać pod uwagę, skoro (chwilami, ale zawsze) utożsamiałem się z Łosiem 😉 .

    Tak, mogłaby być bardziej wyrazista. Pokazać trochę charakteru.

    Co prawda początek obecnego sezonu sugeruje, że będą ją chyba zamiatać pod dywan, wypychać poza ekran, ale kto wie? Może jednak powróci i się rozwinie?

    Już Seven byłą lepsza.

    Seven zawsze była mocną postacią, nawet w obecnym, budzącym kontrowersje, wydaniu.

    A Hugh im nie wybaczę :E

    Przypomnę: przebąkiwali coś, że mogą go zmartwychwstać 😉 .

    Pleiades
    Uczestnik
    #246871

    Hmm, przypomnę tylko, że madmaxowa scena z NEM

    Nawet nie pamiętam, widziałam ten film wieki temu...

    młodsze (przynajmniej out-of-universe) partnerki Łysego

    A co, jak przystojny z dobrą posadą, to by miały się za nim młodsze nie uganiać? 😉

    nastawienie na akcję w FC

    FC proszę nie obrażać, to mój ulubiony film 🙂

    i w odcinku "Starship Mine"

    Ależ ten odcinek był bardzo zacny :p

    to wszystko trafiło do ST z inicjatywy Stewarta

    No cóż, miał taki a nie inny pomysł na swoją postać, chciał coś wyrazić. Miał do tego prawo, skoro tyle lat grał Picarda... Scenarzyści musieli widocznie na to przystać, skoro mu pozwolili.

    Może, po prostu, oglądając w wolnych chwilach po kilka odcinków pod rząd?

    Właśnie tak robię. Na razie nadrobiłam zaległości w PIC, odpalę sobie jeszcze LD, a, no i do TNG wrócę.

    Słusznie przychodzi 😉 , ale i Picarda można tu liczyć (jak dobrze policzyć 😉 ).

    Nawet należy Picarda tu liczyć. Riker ostatecznie się ustatkował, a Picard miał tylko przelotne romanse...

    Przelotne, ale i dojrzałe - bez awantur, bez gwałtownych zerwań, bez palenia za sobą mostów.

    Co prawda to prawda, nawet pod względem romantycznym ta ludzkość XXIV wieku jest jakaś lepsza... Dojrzalsza...

    No to polecam DS9 i bardzo ładny (choć i niezręcznie, głupio wręcz, zakończony) wątek życia miłosnego Bena Sisko. To był monogamista co się zowie.

    Chyba spasuję, przez DS9 nie miałam siły przebrnąć.

    ale nawet nie to miałem na myśli, a powrót do tradycji pięcioletnich misji, a może nawet (pamiętajmy, że ludzie w ST starzeją się później, a statki są samowystarczalne) pójście krok dalej i pokazanie dziesięcio-, dwudziestoletnich...

    A w sumie całkiem niezły serial by z tego mógł wyjść, taka wieloletnia misja odkrywania nieznanego...

    A mnie to jednak trochę nudzi, bo z eksploracyjnej SF robi się space opera, worldbuilding, co jest jednak - mimo uroku wspomnianych fikcyjnych kultur - zaniżaniem lotów...

    Ale ST to w większości jest space opera.. Mi taki stan odpowiada, bo lubię naszych sąsiadów w galaktyce 🙂

    Dlaczego sądzisz, że wizja G.R. musiałaby być kompetnie statyczna? Ja jednak sądzę, że i w jej ramach postacie by się mogły ciekawie rozwinąć (może nawet zyskując to, co zyskały, a nie tracąc tego, co utraciły).

    Nie wiem, wydaje mi się, że postacie byłyby bardziej statyczne.

    Dacie np. więcej wyraźnej maszynowości ruchów (tj. sztywności, ale i szybkości i częściej demonstrowanej siły) i w dalszych sezonach by nie zaszkodziło.

    Nieee noo.. Dacie chciałbyś dać więcej maszynowości?? Przecież jest dziełem perfekcjonisty, znanego cybernetyka, który chciał stworzyć androida jak najbardziej zbliżonego do człowieka. Data nie może być sztywny, to nie robot. Szybki i silny - jak najbardziej, ale nie na tym polegają jego atuty.
    Zresztą wątek Daty jest pięknie poprowadzony w całym treku, ja bym nie chciała go zmieniać.

    Ależ nikt nie zabierze, skoro TNG zostało już nakręcone w znanym nam kształcie. Możliwe jednak, że gdyby było nakręcone inaczej, do tamtej jego, alternatywnej, wersji byłabyś równie przywiązana... 😉

    Może w mirror universe naszego wszechświata istnieje alternatywna wersja TNG...

    Tylko czy tym młodzież nie robi sobie krzywdy nastawiając się na odbiór ładnie przyrządzonej papki? I czy faktycznie wszyscy młodzi mają takie nastawienie?

    Nie wiem. Ja nawet boję się zaproponować synowi oglądanie Treka. Pewnie by zasnął już na pierwszym odcinku...

    Poznaj, poznaj... 😉

    Jak mówię, z DS9 jest mi nie po drodze.

    Prędzej pochwaliłbym tu Viidian (choć to ich choróbsko jakieś buraczane... no, chyba, że odbierzemy je przez pryzmat nanowirusa z CRU).

    O rany, zupełnie zapomniałam o Viidianach. Jasne, ich też trzeba dopisać do listy. I ich chorobę nie uważam za buraczaną, nawet to było całkiem nieźle wytłumaczone. No i mamy "fajnych" złodziei narządów...

    Po prawdzie z braku laku trochę. Tasha przecież szybko zginęła, a Bev trudno mi było brać pod uwagę, skoro (chwilami, ale zawsze) utożsamiałem się z Łosiem 😉 .

    Hah, oglądaliśmy to w tak młodym wieku po raz pierwszy, że chyba wszyscy kibicowaliśmy wtedy Łosiowi. Dopiero jako dorośli ludzie część fandomu go znienawidziła.

    Co prawda początek obecnego sezonu sugeruje, że będą ją chyba zamiatać pod dywan, wypychać poza ekran, ale kto wie? Może jednak powróci i się rozwinie?

    Jakoś mam co do tego wątpliwości, po prostu akcja galopuje do przodu, a o niej wszyscy już właściwie zapomnieli. Picard chyba nawet nie spytał Jurati: "A jak tam się miewa Soji?"

    Seven zawsze była mocną postacią, nawet w obecnym, budzącym kontrowersje, wydaniu.

    Mam nadzieję, że nie okaże się jedynym powodem, dla którego warto oglądać PIC. Tak jak to miało miejsce (w moim przypadku) z Discovery i Georgiou...

    Przypomnę: przebąkiwali coś, że mogą go zmartwychwstać 😉 .

    Może po naprawieniu linii czasowej okaże się, że żyje?
    No i Elronda, tfu, Elnora chyba też nie uśmiercili na stałe...

    Q__
    Uczestnik
    #246878

    Nawet nie pamiętam, widziałam ten film wieki temu...

    A, to przypomnę:

    Jakie reakcje budzi - też:
    https://www.reddit.com/r/ShittyDaystrom/comments/f80g0m/is_picard_riding_a_dune_buggy_in_nemesis_as/

    młodsze (przynajmniej out-of-universe) partnerki Łysego

    A co, jak przystojny z dobrą posadą, to by miały się za nim młodsze nie uganiać? 😉

    FC proszę nie obrażać, to mój ulubiony film 🙂

    +

    Ależ ten odcinek był bardzo zacny :p

    Odcinek, owszem, zacny (do FC mam bardziej ambiwalentny stosunek, z tym, że początkową scenę b. lubię). Pytanie jednak, czy chcielibyśmy, by cały Trek przyjął taki styl? Czy nie byłoby to jego intelektualną degradacją?

    Scenarzyści musieli widocznie na to przystać, skoro mu pozwolili.

    Pytanie czy, z całym doń szacunkiem, dobrze postąpili?

    Na razie nadrobiłam zaległości w PIC, odpalę sobie jeszcze LD, a, no i do TNG wrócę.

    🙂 A co z ORV? 😉

    Nawet należy Picarda tu liczyć. Riker ostatecznie się ustatkował, a Picard miał tylko przelotne romanse...

    Dlatego szkoda, że zrezygnowali z wątku jego małżeństwa z Bev.

    Co prawda to prawda, nawet pod względem romantycznym ta ludzkość XXIV wieku jest jakaś lepsza... Dojrzalsza...

    Otóż to. (Nawiasem: jak kiedyś - jeszcze na Phoenixie - z Dreamwebem pisaliśmy, On był tu pierwszy zresztą, ORV ładnie tę nieludzką wręcz dojrzałość poddało w humorystyczną wątpliwość, nie podważając jej jednak - kłania się wątek Cassiusa).

    Chyba spasuję, przez DS9 nie miałam siły przebrnąć.

    Jak nie przez całe, zawsze możesz sięgnąć po wybrane sezony, odcinki... (Zresztą, zawsze jest nadzieja, że jak się wyciągniesz sięgniesz i po resztę 😉 .)

    A w sumie całkiem niezły serial by z tego mógł wyjść, taka wieloletnia misja odkrywania nieznanego...

    No właśnie 😉 .

    Ale ST to w większości jest space opera.. Mi taki stan odpowiada, bo lubię naszych sąsiadów w galaktyce 🙂

    Niestety. A mi mniej (z podanych już powodów), choć tych sąsiadów też lubię".

    * Chwaliłem przecież klingońskie odcinki TNG, obraz Vulcana i jego mieszkańców w TMP, Cardassian w wydaniu z DS9, a pierwszym epizodem DSC, który szczerze polubiłem stało się "Lethe".

    Nie wiem, wydaje mi się, że postacie byłyby bardziej statyczne.

    Monolityczne, surowe - pewnie tak. Czy statyczne? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy (choć taki np. - niezbyt lubiany zresztą przez G.R. - Kirk przeszedł od TOS-u do TMP sporą ewolucję, a w TNG o mało źle nie skończył - w "Too Short a Season" to on miał się pojawić, i zapłacić za dawne błędy).

    Nieee noo.. Dacie chciałbyś dać więcej maszynowości?? Przecież jest dziełem perfekcjonisty, znanego cybernetyka, który chciał stworzyć androida jak najbardziej zbliżonego do człowieka.

    Tak, choć uwielbiam scenę, w której Bashir chwali dzieło Soonga, b. podobała mi się datowa mowa ciała z wczesnego TNG podkreślająca jego swojskość, ale i obcość, człowieczeństwo wymieszane z maszynową perfekcją.

    Zresztą wątek Daty jest pięknie poprowadzony w całym treku

    Pięknie, acz nie bez zgrzytów.

    Może w mirror universe naszego wszechświata istnieje alternatywna wersja TNG...

    To musi być b. podobna do tego, co ledwo co pokazano nam w PIC 😀 .

    Ja nawet boję się zaproponować synowi oglądanie Treka. Pewnie by zasnął już na pierwszym odcinku...

    Może warto zaryzykować?

    Jak mówię, z DS9 jest mi nie po drodze.

    Jeśli mrok i wojna Cię odrzucają sięgnij po DS9 wczesne, zawierające przepyszne wątki obyczajowe...

    I ich chorobę nie uważam za buraczaną, nawet to było całkiem nieźle wytłumaczone.

    Chodzi mi o jej nieuleczalność powodującą, że muszą sięgać po aż tak drastyczne metody (IMHO da się to - w realiach zaawansowanej Trekowej medycyny - wyjaśnić tylko b. zjadliwą nanotechnologią), a jeszcze bardziej o fakt, że nie da się tych narządów na wymianę wyklonować lub zreplikować (tego nic nie wytłumaczy).

    Hah, oglądaliśmy to w tak młodym wieku po raz pierwszy, że chyba wszyscy kibicowaliśmy wtedy Łosiowi. Dopiero jako dorośli ludzie część fandomu go znienawidziła.

    Ha, to by chyba trzeba zrobić jakąś fandomową ankietę, by sprawdzić czy było tak w istocie 😀 .

    Jakoś mam co do tego wątpliwości, po prostu akcja galopuje do przodu, a o niej wszyscy już właściwie zapomnieli.

    Mam podobne obawy, ale... jeszcze ponad półtora sezonu przed nami.

    Picard chyba nawet nie spytał Jurati: "A jak tam się miewa Soji?"

    Może zrobił to między ukazanymi mam scenami? A może był na bieżąco (bo lubił sobie gadać w wolnych chwilach z córką poległego - czy, jak kto woli, wykończonego przez siebie 😛 * - kompana)?

    * Wiem, szydzę z ładnej sceny, ale był w niej jeden z w/w zgrzytów.

    Mam nadzieję, że nie okaże się jedynym powodem, dla którego warto oglądać PIC.

    Picarda, Rikerów i Daty za takowe nie uważasz? 😉

    Tak jak to miało miejsce (w moim przypadku) z Discovery i Georgiou...

    A Saru? A Culber ze Stametsem? A Tilly (przynajmniej chwilami)?

    Może po naprawieniu linii czasowej okaże się, że żyje?

    Możliwe, że samo tak wyjdzie jako skutek uboczny, albo, że nie odmówią sobie drobnego naruszenia PD Temporalnej, albo, że będzie to prezent od Q, czy też drobny efekt zmian, których będzie chciała dokonać Borg Queen (przed dokonaniem większych zostanie powstrzymana), ew. że Borg go sobie sklonował*, i kopia się z czasem ujawni...

    * Jak zrobił to u Bragi z Locutusrm...

    No i Elronda, tfu, Elnora

    Hehe... 😉

    chyba też nie uśmiercili na stałe...

    Też mam taką nadzieję, choć niektórzy obstawiają, że poświęcili go w imię rozwoju (w tym psychicznego zbliżenia do Seven) Raffi...

Wyświetlanie 15 wpisów - od 31 do 45 (z 110 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram